Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Mieszkanie 16

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5
AutorWiadomość



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Londyn/Hogsmeade/Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1612
  Liczba postów : 1038
http://www.czarodzieje.org/t13872-lotta-hudson?nid=5#367718
http://www.czarodzieje.org/t13936-relki-lotki#368318
http://www.czarodzieje.org/t13932-lotta-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13931-lotta-hudson




Moderator






PisanieTemat: Mieszkanie 16   Czw Cze 01 2017, 10:12

First topic message reminder :


Mieszkanie Bridget


Do niedawna było mieszkaniem Lotty.


Salon


Dość przestronne, minimalistyczne pomieszczenie. Tutaj Lotka i jej mali podopieczni spędzają większość swojego czasu.



Sypialnia


Pokoik był w przeszłości czymś pomiędzy garderobą, a schowkiem na miotły - Lotta postanowiła zaadaptować to pomieszczenie do swoich potrzeb. Mieści się tam tylko dwuosobowe łóżko i niewielka szafa.



Kuchnia


Chociaż Lotta nie jest zbyt wielką amatorką gotowania, a większość posiłków zjada w szkole posiada całkiem dobrze wyposażoną kuchnię.



Łazienka


Maleńka i bardzo przytulna. Ma niewielką prysznicowannę, a mimo swoich niewielkich rozmiarów nie sprawia wrażenia ciasnego pomieszczenia.



Pokój


Dużo większy niż sypialnia Lotty, ale mniejszy od salonu. Dość często nocuje tutaj @Bridget Hudson, więc w szafie jest całkiem sporo jej rzeczy, jednakże gdy młodsza Hudsonówna tu nie nocuje pokój spełnia funkcje z pogranicza pokoju gościnnego i graciarni.



______________________

BARDZO WAŻNE!

Z dnia na dzień Lotta zniknęła z domu pozostawiając po sobie jedynie drobne ślady - decyzja ta została podjęta na skutek problemów z adaptacją do obecnej sytuacji. Dziewczyna nie mogła odnaleźć się w roli matki, poza tym poczuła, że zarówno znajomi, rodzina, jak i partner traktują ją zupełnie inaczej - tak jedyną liczącą się rzeczą było jej macierzyństwo, a nie ona sama. Nikt oprócz jej szefa nie wie, że pojechała na kilka tygodni do Rumunii, żeby szkolić się w zakresie smokologii. Oprócz Lotty do Rumunii wyjechał Riley, który gdy tylko usłyszał o jej planach zdecydował się jej towarzyszyć.



Ostatnio zmieniony przez Lotta Hudson dnia Nie Lis 12 2017, 19:29, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1307
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1441
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 16   Nie Kwi 22 2018, 14:47

Tego dnia plany panienki Hudson uległy gwałtownej zmianie w chwili, gdy w drzwiach wejściowych Hogwartu niemal zderzyła się czołami z roztrzęsioną @Marceline Holmes. Nie wiedząc, czym została wywołana panika w oczach dziewczyny, Bridget czym prędzej zmieniła kierunek swojej wędrówki i zamiast udać się do wielkiej sali, odciągnęła ją na bok, a w zasadzie wzięła ją pod rękę i zaczęły kroczyć w kierunku bramy wyjściowej.
Trudno, kolację zje w mieszkaniu.
Może wcześniej nie miała z Marceline bliskich relacji, wręcz nie miały styczności i ledwo odróżniały swoje twarze na hogwarckich korytarzach, niemniej jednak po wyprawie do Egiptu Puchonka czuła delikatną nić przywiązania, która zdawała się zaistnieć między nimi. Trudne warunki i wymagające przygody sprawiły, że dla Bridget Marceline jawiła się niemal jako nowa przyjaciółka - przecież tyle razem przeszły, prawda? Inną sprawą było jednak to, jak czuła się sama Krukonka, prawdopodobnie nie spoglądająca na sytuacje z równie wielką naiwnością, co Hudson.
Jako że wyraziła zgodę, Bridget zabrała ją do swojego mieszkania, po drodze unikając pytań o jej faktyczny stan i to, co się stało (już na początku zorientowała się, że dziewczyna nie będzie chętna do opowiadania jej tego na otwartej przestrzeni wśród gapiów i uszu dalekiego zasięgu). Próbowała opowiadać jej chociażby o swojej pracy, czy też o czymś, byleby tylko zapełnić przestrzeń między nimi słowami i nie pozwolić wkraść się ciszy, która jedynie przysporzyłaby im stresów. Po przekroczeniu progu pustego mieszkania (Scarlett chyba postanowiła poszukać czegoś innego?), Bridget skierowała koleżankę do małej, jasnej kuchni, w której jeszcze nie tak dawno obgadywała chłopców z Margo.
- Masz ochotę na kawę lub herbatę? Może jakiś sok? Mam chyba coś na półkach - powiedziała, zerkając do środka lodówkopodobnego urządzenia. Istotnie, miała sok pomarańczowy. Wyciągnęła go, gdyby Krukonka miała ochotę akurat na niego, po czym sięgnęła do innej szafki po szklanki. - Będziesz w ogóle miała ochotę powiedzieć mi, co się stało? - rzuciła jeszcze, gdy była odwrócona plecami. Obawiała się, że nie zdoła ukryć zatroskanego wyrazu twarzy. - Jesteśmy same - dodała w zapewnieniu, jak gdyby tylko to miało nakłonić Marcelę do zwierzeń.

______________________


   
   
I know I said that I was doing good and that I'm happy now
I should've known when things are going good that's when I get knocked down

   

   
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 689
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 660
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 16   Wto Kwi 24 2018, 10:19

Nie rozumiała tego.
Ludzie tak często mówili rzeczy, o których nie mieli żadnego pojęcia, dlatego słowa van Rijn tak dotkliwie wbiły się w drobną Marceline. Robiła dobrą minę do złej gry, obdarzała krukonkę nikłym uśmiechem, ale w głębi siebie płakała rzewnymi łzami i jedyne o czym myślała to ucieczka.
Emocje wrzały pod membraną wątłego ciała, które raz po raz pokrywało się gęsią skórką przy większym zderzeniu z chłodem. Wiatr mimowolnie smagał blade policzki usiane piegami, przez co odznaczały się ledwie widocznym, czerwonym kolorem. Błękitne tęczówki utkwione były w podłogę i kontrolowały jedynie przeszkody na drodze, nie zamierzając łapać kontaktu z kimkolwiek. Wolała ukryć smutek w domu, gdzie zaszyje się z dala od wszystkich (być może chcąc także uciec od niego, a zarazem pragnąc dojrzeć go najbardziej). Zagubiona pośród gąszczu przytłaczających spraw - nie dostrzegła.
Spojrzenie Holmes nie uciekło w kierunku Bridget, gdy to zderzyły się nagle. Pełna wstydu i obawy chciała zapaść się pod ziemię, by czasem nie zmierzyć się z kolejną falą krytyki. Uniosła lekko wzrok na puchonkę i odetchnęła z ulgą. Wyprawa do Egiptu pozwoliła ocenić osobę Hudson i to czego rudowłosa była pewna to fakt, że Bri nie jest do końca typowa. Złapały nić porozumienia, która być może ułatwi im dalszy kontakt, ale na pewno podświadomość podpowiadała Marce, że mogłaby odnaleźć przy nowo poznanej dziewczynie spokój. Prawdopodobnie dlatego zgodziła się na opuszczenie chłodnych murów Hogwartu, by pod osłoną zbliżającej się nocy odnaleźć drogę do punktu, w którym emocje opadną, zaś ona zaszyje się pośród upragnionej ciszy. Wtapiając się w ściany, nie zwracając na siebie uwagi, pozwalając na roztaczającą się wokół enigmę - odczuwała niewyobrażalny spokój, a im bardziej stawała się rozpoznawalna, tym mocniej uczucia wprawiały ją w niepewność. Lawirowała przez to na pograniczu trudnych do zidentyfikowania rozterek, stąd towarzystwo Bridget mogło okazać się czystym wybawieniem.
Weszła do mieszkania dziewczyny niepewnie, zupełnie nie oceniając go przez pryzmat wizualności, jakby to przestało mieć znaczenie. Wolała uśpić obawy, aniżeli eskalować je jak najważniejsze, bo takowymi na pewno nie były. Przysiadła na krześle i splotła dłonie w koszyczek, po czym wbiła wzrok w osobę towarzyszki, a nikły uśmiech przyozdobił malinowe wargi.
- Dziękuje - szepnęła cicho i przygryzła policzek od środka. Dopowiedziała, że najchętniej napije się herbaty, choć czy to miało jakiekolwiek znaczenie? Ukojenie nerwów Holmes graniczyło z cudem i walczyła dzielnie, by nie popaść w skrajność, która stałaby się pierwszym krokiem do zguby.
- To nic, może nawet głupota, ale... Niezwykle krzywdząca - powiedziała zgodnie prawdą, bo tłumaczenie całej tej zawiłości wydawało się absurdalne. - Nie będę zajmować ci dużo czasu, zwłaszcza że chyba miałaś inne plany, prawda? - zapytała, choć nie zamierzała dociekać. - Doszłaś do siebie po wyprawie? - ciekawość była silniejsza, podobnie jak chęć podtrzymania rozmowy. Dzięki temu Marceline mogła zyskać trochę więcej czasu, mając zerową świadomość, że Hudson się domyśla tego, co do tej pory udało się uczynić hermetycznym sekretem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1307
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1441
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 16   Nie Kwi 29 2018, 18:06

Stwierdzenie, że przy Bridget można było znaleźć spokój, zdawało się być zgoła absurdalne. Dziewczyna sama z siebie na co dzień targana była wieloma emocjami, a każde, nawet najmniejsze przeżycie potrafiła rozdmuchać do skali niesamowitego wydarzenia. Nie musiała się starać, by wokół niej działo się wiele i by jej życie z dnia na dzień koziołkowało, raz po raz wywracając się do góry nogami. Może właśnie na tym polegał urok przyjaźni z nią? Cokolwiek się działo, Bridget też miała swoje historyjki w zanadrzu, gotowa poprawić humor swoim własnym nieszczęściem i pakietem pocieszających, ciepłych uśmiechów.
Coś jednak w postawie Marceline podpowiadało jej, że problem nie był z rodzaju tych typowych nastolatkom - tak jak sama Holmes nie wydawała jej się być typowa. Jej wrażliwość była widoczna gołym okiem, zarówno w spojrzeniu błękitnych oczu, jak i w płynności ruchów dłoni czy też postawie ciała. Niekiedy aż dziw brał, że zwykły wiatr nie czynił jej krzywdy i gdyby tylko Bridget nie przeżyła z nią kilku dni w ciężkich, pustynnych warunkach, brałaby za pewnik jej niebywałą kruchość.
Idąc za jej odpowiedzią, Bridget zabrała się za przygotowywanie herbaty.
- Nie przejmuj się tym - machnęła ręką, wlewając wodę z czajnika do dwóch kolorowych kubków w kwiatki. - Do zamku szłam tylko na kolację, ale tu też mam co nieco, nie umrę z głodu. Możesz siedzieć ile chcesz, nawet spać na dobrą sprawę, jeśli tylko potrzebujesz. Scarlett nie ma - dodała jeszcze, odwracając się w końcu przodem do koleżanki i stawiając na stoliku przed nią jej herbatę. Uśmiechnęła się przy tym przyjaźnie, co by ją zachęcić i do picia, i do rozmowy. Nie chciała się narzucać z tą propozycją noclegu, lecz wolała zaznaczyć to już na początku. Może w tej chwili Marceline będzie się zapierać rękami i nogami (a zapewne tak właśnie będzie), a po chwili rozmowy nieco wyluzuje i faktycznie uzna, że tego potrzebuje? - Jeśli krzywdząca, to nie taka głupota - zauważyła, kręcąc łyżeczką w herbacie. Szybko jednak porzuciła tę sprawę (rzecz jasna wyłącznie na moment), by odpowiedzieć na zadane przez nią pytanie. - Jest trochę ciężko, ale chyba już w porządku. Nigdy nie sądziłam, że tak mocno zatęsknię za łóżkiem i deszczową pogodą - stwierdziła ze śmiechem. - W zasadzie cały ten czas próbuję wrócić do porządku dziennego, odsypiam i odpoczywam, bo cały ten Egipt był męczący. A Ty jak się trzymasz? - zapytała, po czym upiła łyczek herbaty. Syknęła cichutko. Gorące.

______________________


   
   
I know I said that I was doing good and that I'm happy now
I should've known when things are going good that's when I get knocked down

   

   
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 689
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 660
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 16   Nie Kwi 29 2018, 18:47

Zatem ludzie obcujący z Hudson byli szczęściarzami, prawda? Mogli uzyskać u niej wszystko, czego przeciętny człowiek mógł pragnąć. Spokój, ukojenie, rozrywkę, a nawet uśmiech, którego w dzisiejszych czasach było aż tak niewiele, w obliczu zagrożeń i niepewności, choć przecież - czym zamartwiali się nastolatkowie? Radość wypełniająca kanaliki nerwowe plasowała się w wielu przypadkach jako znikomy aspekt codzienności, zaś młodzi czarodzieje (i nie tylko) wpadali nagminnie w emocjonalne bagno, które wciągało ich na dno i odbierało trzeźwość zdrowego rozsądku.
Bridget jawiła się zatem w ów świecie jako perfekcyjna mgiełka, wróżka i powierniczka nadająca zupełnie nowy sens temu co roztaczało aurę enigmatycznych sekretów, zupełnie nie do rozwiązania.
- Dziękuje, ale... - tak, chciała protestować, wznieść bunt wobec nietypowej propozycji, choć żadne słowo nie przechodziło przez jej gardło, nie chciało. Puchonka doskonale przewidziała opory Marceline, która była uzależniona od tonięcia w miękkiej pościeli pośród czterech ścian, gdy to elementarny introwertyzm rozpoczynał odbijać się głuchym echem od ścianek czaszki. Rozsadzający ból przeszył głowę Francuzki, co wynikało ze zmęczenia i płaczu potęgującego dyskomfort. - To nietypowa głupota, po prostu, ciężko jest to wytłumaczyć... - szepnęła, a opuszkami palców przesunęła po blacie stołu. Nie byłaby w stanie przyznać prawdy, że wszystko co dotyczyło jego - było proste. Skomplikowana nić relacji okraszona sekretną rzeczywistością nie miała prawa ujrzeć światła dziennego, dlatego irracjonalne słowa Sanne tak wielką ranę wyryły w niematerialnej istocie duszy. - Też brakowało mi łóżka, choć za deszczem nie przepadam - przyznała zgodnie z prawdą, a cień uśmiechu pojawił się na bladym licu rudowłosej. - Nie jestem pewna... Za dużo się dzieje... Życie tutaj przybrało tak szybkiego tempa, że sama nie jestem pewna o co się zaczepić, by nie pogubić się w ferworze własnych myśli...
Holmes uniosła błękitne tęczówki na ciemnowłosą, a zaraz potem upiła łyk herbaty zastanawiając się, dlaczego tak łatwo wydusiła z siebie więcej niż jedno zdanie. Niebywałe. Milczenie było wszak dla dziewczęcia jedyną, słuszną melodią przeplatającą się między dwójką ludzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1307
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1441
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 16   Nie Kwi 29 2018, 19:13

Wszystko zależało od tego, czego było potrzeba temu drugiemu człowiekowi, a Bridget była w stanie mu to poświęcić. Czy była to uwaga, czy rada, czy też po prostu obecność i zajęcie głowy innymi sprawami, była w stanie to zrobić z powodzeniem. Jeszcze nie potrafiła do końca wyczuć, czego dokładnie trzeba było samej Marceline, bowiem pozostawała nadal skryta i niechętna do dzielenia się przemyśleniami czy też przykrym doświadczeniem, które ją spotkało kilka chwil temu, jednak dziewczyna była dobrej myśli i liczyła, że jeszcze kilka łyczków herbaty skutecznie rozwiąże jej język.
Z tego co kojarzyła, wszystkie uszy dalekiego zasięgu były skrzętnie pochowane.
- Możesz spróbować wytłumaczyć - zaproponowała łagodnie, uśmiechając się przy tym w sposób pokrzepiający, aby Krukonka wiedziała, że może być z nią szczera. Rozmowa i dyskrecja to coś, co z pewnością mogła jej zaoferować po tym, co przeżyły razem na pustyni - te doświadczenia pozwoliły pannie Hudson poważniej podchodzić do relacji z Francuzką, mimo że w praktyce bardzo niewiele o sobie wiedziały. Jeśli jednak wygadanie się miałoby jej pomóc, Bridget ową pomocą służyła. - Co nie? - zareagowała niemal natychmiast na jej kolejne słowa. - Ja sama nie wiem, co takiego się stało, ale mam wrażenie, jakby wszyscy mieli nakręcone korbki, a mnie jedynej brakuje energii - skomentowała. Bardzo dobrze identyfikowała się z tym problemem i nie musiała się silić, by poprzeć słowa Krukonki. - I sama też mam mętlik w głowie, w zasadzie jeszcze od jakiegoś tygodnia przed Egiptem - przyznała. Basil skutecznie zaprzątał jej myśli tuż przed wyjazdem, a gdy tylko wróciła, ponownie zagłębiła się w gąszcz myśli o jego osobie. - Swoją drogą miałyśmy farta w tym Egipcie, nie sądzisz? Jakby nie Lysander i profesor Bergmann pewnie miałybyśmy dziesięć razy ciężej - dodała z przekonaniem. - Dlaczego w ogóle pojechałaś? Lysander też Cię namówił? - zapytała jeszcze, ponownie upijając łyk herbaty, która stała się już znośna, a przynajmniej nie przyprawi jej języka w bąble.

______________________


   
   
I know I said that I was doing good and that I'm happy now
I should've known when things are going good that's when I get knocked down

   

   
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 689
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 660
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 16   Nie Kwi 29 2018, 20:08

Marceline zapewne nie potrafiłaby sprecyzować swoich potrzeb, których rozgałęzienia sięgały zbyt wielu płaszczyzn okraszonych nieznanymi motywami. Jako typowa nastolatka pragnęła kosztować życia, a zarazem uciekała przed tym, co mogłoby sprawić jej niebywała radość, by utonąć wcześniej. - tuż przed ewentualnym rozczarowaniem. Logiczne, że bała się kolejnego zawodu, jakby nie chcąc poczuć przykrości ponownie, ale czy cokolwiek mogło jej grozić pod dachem Hudson? Szczerze wątpliwe.
Och, doprawdy? Plotki zawsze odnajdywały ujście, a jak widać - w Hogwarcie byli mistrzowie tej kategorii codzienności.
- Chodzi o moją przeszłość - powiedziała zdawkowo, omijając temat Trausnitz i wszelkich elementów związanych z nagłym odejściem, a raczej - podjęciem się nauki prywatnie. - O coś co miało pozostać tajemnicą na zawsze - szepnęła ledwie słyszalnie. Nie umiała tego jasno wytłumaczyć, bo te wszelkie aspekty wydawały się jako kolejne pętle zaciskające się na drobnych nadgarstkach czy smukłej szyi. Oddech Marceline spłycił się, zaś tęczówki uciekły gdzieś w bok, bo skąd Holmes mogła przypuszczać, że zaufanie Bridget wyjdzie jej na dobre? Chciała ufać (to oczywiste), ale każda jej przyjaźń, a przynajmniej większość, kończyła się fiaskiem.
- Nie chcę cię oszukiwać, ale myślałam też o zmianie uczelni - przyznała, bo taki był pierwotny plan, ale im dłużej tkwiła w Hogwarcie, tym bardziej odnajdywała się pośród tłumu. Ludzie nie przeszkadzali jej tak bardzo jak wcześniej, przez co wydawać się mogło, że wtapianie się w tłum graniczyło już z cudem. - Co jest przyczyną twojego mętliku? O ile chciałabyś mi o tym opowiedzieć... - zaproponowała nieśmiało i obdarzyła Hudson nikłym uśmiechem, kiedy to ich tęczówki spotkały się nagle. Skąd bowiem rudowłosa mogła wiedzieć, że mają niemal podobny problem na płaszczyźnie uczuciowej?
- Tak, bez nich chyba by nas burza piaskowa porwała i właściwie... - zawiesiła głos i parsknęła pod nosem, gdy usłyszała słowa koleżanki. - Napisałam do Lysandra wiadomość o tej wycieczce i... Poprosiłam o to Daniela - och, cóż za faux pas. - To znaczy, profesora Bergmanna - przecież pozwolił im się wtedy do siebie zwracać po imieniu, dlatego mogła to zwalić na zbyt szybkie rozpędzenie w ów frazie. - Chciałam żeby pojechali, a Lys obiecał, że znajdzie czwartą osobę. Nie jesteś chyba o to zła? - zagaiła jeszcze, by po chwili upić kolejny łyk herbaty.


Ostatnio zmieniony przez Marceline Holmes dnia Wto Maj 01 2018, 00:24, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1307
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1441
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 16   Wto Maj 01 2018, 00:15

Bridget z zaciekawieniem zaczęła słuchać tego, co powoli, niespiesznie i z trudnością wyrzucała z siebie Marceline, jednocześnie łapiąc się na tym, że w ogóle nie wiedziała o niej... No, cóż, nie wiedziała o niej niczego. Nawet tego, że nie od zawsze była w Hogwarcie. Z tonu jej głosu można było wywnioskować jednak, że niezbyt chętnie chciałaby o owej przeszłości wspominać, a jednocześnie Bridget nie potrafiła wyzbyć się uczucia, że to tam kryje się wszystko to, co dziś doprowadziło ją do podobnego stanu. W żadnym wypadku nie chciałaby na nią naciskać, jednak wspomniana tajemnica oraz ewidentne zakłopotanie sprawiło, że chcąc, nie chcąc, poczuła ogromną ciekawość. Oczy jej błysnęły, a ciało automatycznie pochyliło się przez stolik w kierunku Krukonki - szybko jednak zdała sobie z tego sprawę i wyprostowała swoją postawę, zwracając jej delikatnie naruszoną przestrzeń osobistą.
- Przeszłość lubi się za nami ciągnąć. Też wiem to po sobie - powiedziała nieco wymijająco. Co prawda nie podejrzewała, jakiego kalibru była owa tajemnica, ani co dokładnie kryło się pod tą przeszłością, ona sama jednak widziała po sobie, jak chociażby ciągnęła się jej relacja z Ezrą. Dzielone ze sobą chwile często powracały i ich nawiedzały, mając spory wpływ na teraźniejszość. Może i ona mówiła o czymś podobnym?
Po kolejnej wypowiedzi zmarszczyła brwi.
- Co? Ale dlaczego? - zapytała szczerze zaskoczona. Zawsze wydawało jej się, że Hogwart należał do tych lepszych szkół, w których można było pobierać naukę na studiach i chęć opuszczenia go była dla niej nie do wyobrażenia. - Nie radzisz sobie z czymś? Może potrzebujesz pomocy? - dodała jeszcze, mając na myśli oczywiście naukę poszczególnych przedmiotów, choć same pytania brzmiały dwojako.
Przyczyna mętliku w tej chwili wydała jej się jedynie błahostką, w dodatku dość niedorzeczną, biorąc pod uwagę fakt, że w praktyce cały jej problem został przez nią stworzony i z uporem maniaka rozważała go w głowie, przy czym nie znajdowała dla niego oparcia w rzeczywistości. Sprawa Basila mocno ją trapiła, lecz czy na tyle, by chciała się z niej zwierzać?
- To nic takiego - powiedziała na początku, machnąwszy ręką. - Po prostu... Zabrzmi to strasznie dziecinnie, jeszcze sobie pomyślisz o mnie coś złego... Po prostu spodobał mi się ktoś, nagle, bardzo nagle i mam wątpliwości, czy to w ogóle miałoby sens - rzekła po chwili, zerkając na nią niepewnie. Czymże było jakieś jej zauroczenie w obliczu jej problemu, dla którego chciała rezygnować ze szkoły?
Coś jednak kliknęło jej w głowie. Nie umknęło jej uwadze to, z jaką swobodą nazwała profesora Bergmanna Danielem, również to z jaką szybkością ponownie nadała mu miano nauczyciela. Dla Bridget nie było to zachowanie... Normalne. Ona sama posiadała bardzo duży dystans do postaci tego typu, do swoich autorytetów i mentorów, i mimo że mężczyzna w istocie pozwalał nazywać się imieniem podczas wyprawy w Egipcie, Hudson nigdy tego nie zrobiła i nie byłaby w stanie. Ta granica była dla niej nie do zatarcia, a fakt, że dla Marceline nie była... Cóż, dała jej trochę do myślenia.
Czyżby nie miała zwidów?
- Szczerze mówiąc nie wiedziałam, że to Ty za tym wszystkim stałaś - powiedziała i pokiwała głową ze szczerym uznaniem. - Ja nie jestem zła i mam nadzieję, że Ty też nie będziesz, gdy powiem, że nie spodziewałam się tego po Tobie. Nie wyglądasz na kogoś, kto z dnia na dzień postanawia wybrać się na niebezpieczną wyprawę w nieznane - dodała, uśmiechając się ciepło. - Niemniej jednak dobrze wyszło, a jakieś przeczucie podpowiada mi, że Egipt był jedynie pierwszym przystankiem. Do kolejnego również możemy ruszyć w tym samym składzie: ja, Ty, Lysander i... Daniel. - To ostatnie ledwo przeszło jej przez gardło, lecz musiała, nie mogła się powstrzymać - chciała zobaczyć ponownie jej reakcję, gdy owo imię padało w rozmowie.
Potrzebowała pewności.

______________________


   
   
I know I said that I was doing good and that I'm happy now
I should've known when things are going good that's when I get knocked down

   

   
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 689
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 660
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 16   Wto Maj 01 2018, 01:08

Jak mogłaby powiedzieć jej o próbie gwałtu? O sznytach na delikatnych nadgarstkach? O psychicznym dręczeniu wynikającym z plotki zakrawającej o romans z mężczyzną, który tak naprawdę mógłby nosić tytuł jej ojca? Nie, Marceline nie mogła patrzeć na to w ten sposób, wszak zbyt mocno odczuwała emocjonalną zażyłość skąpaną w enigmatycznych tajemnicach i iluzorycznym milczeniu z tym konkretnym człowiekiem. Łatwiej było kłamać, wymyślać bajki związane z problemami ukształtowanymi w kruchej podświadomości, by tylko nie dopuścić do siebie ewentualnego rozpadu, który doprowadziłby do całkowitego załamania utkanych długimi miesiącami sekretów. Chciała, ażeby przybrało to wymiar jasnego stanowiska, choć ile (ledwie) dziewiętnastolatka mogła dusić się spętana w okowach ograniczeń, złudnych barier zakrawających o wydukanie nawet grama prawdy?
Uniosła wymownie spojrzenie na Hudson, gdy ta się nachyliła i z nerwowością przygryzła policzek od środka. Czuła subtelny dyskomfort, kiedy to bliskość stała się tak niewielka, a to głównie przez to, że nie była przyzwyczajona do tak nagłych zwrotów akcji.
- Też masz problem z przeszłością? Mój sięga nauki w Trausnitz, jakby nie mogło zahaczać przy tym o Beauxbatons... Tam jednak ludzie byli zupełnie inni niż w tej przeklętej, niemieckiej szkole... - mruknęła z żalem, a zaraz potem zacisnęła mocniej smukłe palce na kubeczku, by wreszcie dać upust choć częściowej fali uczuć gromadzących się pod membraną skóry. Nie pojmowała z jakiego powodu mówi o tym Bridget, ale nie rozważała tego w kategoriach dobre lub złe wybory; kreowała to raczej na podobieństwo spontanicznego wypluwania z siebie jadu, który zatruwał jej kanaliki nerwowe. Istotnym jednak dla Holmes było to, że nagła swoboda i szczerość ulatająca spomiędzy jej karminowych warg kształtowała się jako odarta z wstydu chęć przełamania własnych granic. Być może sztampowe problemy i rozważania ciemnowłosej na temat Francuzki, które świadczyły o jej niewiedzy nie były aż tak ważne, bo przecież Marce od samego początku wtapiała się w mur i dopiero w ostatnim czasie stała się zbyt zauważalna.
- Nie, nie chodzi o naukę - szepnęła bez przekonania i zawiesiła na moment głos. - Mój ojciec stawia przede mną ogromne wymagania; sam jest uczonym i pisze wiele ksiąg związanych z zaklęciami. Wiem, że na jednych zajęciach nawet korzystaliśmy z jego twórczości, przez co czuję jakbym dusiła się we własnym ciele, bo on chce żebym była taka sama, a ja wiem, że wystarczy jedna rzecz, by zawieść go całkowicie i żeby zniknął na kilka miesięcy, może tym razem lat... - wydukała niemal na jednym wydechu, po czym uniosła błękitne tęczówki na puchonkę. Clement posiadał nową rodzinę, za parę miesięcy urodzi się też małe dziecko, a on weźmie ślub z Julią, której Marce nienawidziła za sam fakt, że rozdzieliła ją z tatą, bo przecież tak było, czyż nie? Nigdy nie zaznała matczynej miłości, zaś pan Holmes traktował córkę z dystansem, roszcząc sobie prawo do stawianych przed nią oczekiwań. Gdyby usłyszał tylko, że ta przeszłość, od której miała się uwolnić na nowo znajduje się w jej życiu i tym razem przybrała kolosalne rozmiary, pozbawiłby ją perspektyw na kontynuację nauki w Hogwarcie. Lęk przed tym wydawał się tak duży, że do tej pory nie odważyła się nikomu o tym opowiedzieć, bo przecież to na czym (raczej - na kim) zależało rudowłosej najbardziej, tkwiło w jednym z gabinetów profesorskich, nie zdając sobie zapewne z tego sprawy. - Przepraszam, że cię tym dręczę... - szepnęła i skupiła się na osobie rozmówczyni, by czasem nie kontynuować swoich historyjek, której bynajmniej - nie musiały obchodzić Hudson.
- Och... Dlaczego uważasz, że mogłoby nie mieć sensu? Przyznam, że mogę tego wysłuchać, może doradzę, choć nie mam zbyt dużego doświadczenia - przyznała zgodnie z prawdą, bo przecież nawet nie brała pod uwagę, iż Bri jest targana emocjami związanymi ze starszym mężczyzną. Francuzka tkwiła w końcu w takiej znajomości od trochę ponad trzech lat i wydawało się to intensywniejsze niż znajomości z rówieśnikami i niosło za sobą niebywałe korzyści.
Owszem, Marce popełniła faux pas, kiedy tak pewnie wypowiedziała imię Bergmanna, ale zapomniała się, bo dla niej był nie tylko nauczycielem. Posiadał różne tytuły, którymi mogłaby go darzyć, ale nie w obecności innej studentki, stąd modliła się do Merlina, by ciemnowłosa nie nabrała podejrzeń.
Niestety, za późno.
Nim Holmes odezwała się ponownie, upiła spory łyk z kubka.
- To był impuls, tak naprawdę... Piłam wino i przeczytałam ogłoszenie, cóż, najpierw zgłosiłam drużynę, a potem szukałam chętnych - nie kłamała. Faktycznie, tamtego wieczora wypiła o dwa łyki za dużo, ale przecież cała eskapada skończyła się dobrze i nie powinna mieć wyrzutów sumienia, przynajmniej tak sądziła. Kolejne fraza wypowiedziana przez koleżankę uświadomiła w tym rudowłosą całkowicie. - Och, tak! To byłby wspaniały pomysł! Daniel uwielbia podróże wszelkiej maści, byleby byłoby to ciekawe, stąd zgodził się od razu na Egipt, co mnie uspokoiło, wszak jest jedną z niewielu osób, przy których czuję się bezpiecznie - powiedziała z większym entuzjazmem niż do tej pory, po czym skierowała ku Bri szerszy uśmiech. Problem w tym, że po upływie kilku sekund zrozumiała - jak bardzo się zagalopowała. Cień wstydu pojawił się na usianych piegami policzkach, a wzrok powędrował na dno pustych ścian szkła, gdy dotarł do niej sens wypowiedzianej frazy. - Chodzi mi o to, że doceniam go jako członka kadry nauczycielskiej... Od lat w końcu pracuje w tym zawodzie, prawda? - zapytała jeszcze, jakby chcąc się upewnić czy Hudson złapała haczyk, bo przecież to nie mogło wyjść na wierzch.
N i g d y.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1307
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1441
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 16   Pią Maj 04 2018, 01:47

Bridget w pierwszej chwili wywróciła delikatnie oczami na pytanie Marceline. Och, oczywiście, że miała problemy, które ciągnęły się za nią od długiego czasu! Przecież cały jej związek z Ezrą, mimo że zakończył się niemal dwa lata temu, ciągle odbijał się na tym, co dziewczyna przeżywała obecnie. Niestety Hudson nie wiedziała, o jakiego rodzaju problemach mówiła Krukonka, toteż nie zdając sobie sprawy z ich kalibru, gorliwie pokiwała głową.
- Jasne i jestem pewna, że każdy ma coś takiego - zapewniła ją. Dopiero z jej kolejnymi słowami, z początkami opowieści, którą zaczęła snuć o swoim ojcu i dawnej szkole, Bridget zdała sobie sprawę, że się pomyliła.
Tu nie chodziło o nastoletnie miłostki i sercowe problemy, tu chodziło o coś znacznie głębszego i skomplikowanego, czego ona (na szczęście) w swoim życiu nie doświadczyła.
Hudson też nie miała zbyt łatwo, w zasadzie sama nie musiała wiele robić, by jej życie co tydzień fikołkowało i wywracało się do góry nogami, psując wszystko, co zdążyła do tej pory poukładać. Niemniej jednak jej problemy miały raczej przyziemną naturę lub częściej dotyczyły kogoś innego, niż jej samej. To, o czym zaczęła mówić Marceline sprawiło, że zrobiło jej się zwyczajnie głupio za poprzednie wypowiedzi. No bo jak miała porównywać jej pokopaną sytuację domową z burzliwą relacją dwojga nastoletnich ludzi?
- Przykro mi... - powiedziała, całkowicie szczerze, po czym uśmiechnęła się pokrzepiająco. - Nie przepraszaj, nie zawracasz mi głowy! Coś ty! Lepiej, jak się wygadasz, serio - stwierdziła jeszcze, machając ręką, żeby dać jej pewność, że naprawdę nie czuje się przez nią zadręczana.
Bardziej obawiała się tego, że jej własne rozterki uczuciowe będą dla dziewczyny męczarnią. Do tej pory zwierzyła się z tego tylko i wyłącznie Margo, całą resztę ważnych jej osób trzymając od sprawy z daleka. Jasnym było, że to nic pewnego - ba, bardzo prawdopodobne, że wszystko rozgrywało się wyłącznie na łamach jej pokręconych myśli. Lecz co jej szkodziło, żeby jej powiedzieć? Przez moment miała nietęgą minę, może trochę speszoną, aż w końcu zaczęła mówić, jednocześnie nawijając kosmyk włosów na palec.
- Bo... Ogólnie mam taką sprawę... Nie bardzo wiem, jak to powiedzieć. Po prostu podoba mi się ktoś. Problem jest taki, że ja nie bardzo wiem, czy jest sens się w ogóle zastanawiać, co dopiero starać. - No po takim wstępie Marceline z pewnością będzie wiedziała, o co jej chodzi. Zachichotała nerwowo, odgarniając maltretowany kosmyk za ucho, po czym walnęła z grubej rury: - Generalnie chodzi o to, że on jest niemal dwa razy starszy niż ja i nie wiem czy to... Wypada? Czy to wypali? - Słowo się rzekło, mina Bridget świadczyła o dużej konsternacji.
Pijąc kolejne łyki herbaty niemal się zakrztusiła. Krukonka dość szybko dała się ponieść i wkrótce wypaplała coś, co Bridget zapaliło wszystkie lampki alarmowe w głowie.
- Co jeszcze Daniel uwielbia? - Nie umiała się powstrzymać przed zadaniem tego pytania, po prost wystrzeliło ono z jej ust jak pocisk z procy. Starała się zatuszować swoje delikatne zakłopotanie za życzliwym uśmiechem, jednak jej myśli w te chwili galopowały. Marceline wydawała się wiedzieć sporo o osobie profesora, dodatkowo bardzo zastanawiający był fakt, iż nauczyciel zgodził się jechać na wyprawę z bandą studenciaków. I to Marceline go przekonała do tego?
Ciekawe jak...
Nie zrozum jej źle, w tej chwili wcale nie miała o pannie Holmes złego zdania. W sumie nie miała żadnego zdania poza tym, że uważała jej wiedzę za dość rozległą, biorąc pod uwagę fakt, iż wciąż była mowa o szkolnym profesorze. I mówimy o nim po imieniu.
- To prawda, jego status nauczycielski daje poczucie bezpieczeństwa. Gdyby nie fakt, że miał jechać w tej grupie, nigdy bym się nie zgodziła na propozycję Lysandra - stwierdziła jeszcze, po czym zajęła się herbatą. Ale nie mogła zbyt długo wytrzymać. Ciekawość sięgała zenitu, a Bridget czuła, że nie da rady dłużej tłumić w sobie natłoku pytań i wątpliwości. Spojrzała w oczy Marceline. - Mogę Cię o coś spytać?

______________________


   
   
I know I said that I was doing good and that I'm happy now
I should've known when things are going good that's when I get knocked down

   

   
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 689
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 660
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 16   Sob Maj 05 2018, 19:26

Marce z pewnością nie chciała, by Bridget poczuła się urażona, wszak Holmes nie miała pojęcia o ewentualnych problemach kogokolwiek w Hogwarcie, a tym bardziej, że mogą być na skalę światową. Sama unikała pewnych rozmów jak ognia i to dlatego odczuwała pewien dyskomfort, że w ogóle musi zwierzać się komuś (wbrew pozorom) obecmu. Do tej pory radziła sobie dzielnie, uciekała od ewentualnych sentencji zakrawających o enigmatyczną prawdę, czyniącą zeń iluzoryczną istotę. Może to dlatego wszystko wydawało się irracjonalnie głupie? Rudowłosa posiadała całą gamę skomplikowanych problemów, które nie zakrawały tylko o rozważania dotyczące ojca, wymagań, szkoły czy... Uczuć. Zawsze chodziło o coś więcej, a Hudson z pewnością mogłaby to potwierdzić, prawda?
- To chyba zbyt skomplikowane... - wydukała ledwie słyszalnie, a zaraz potem przygryzła policzek od środka i spojrzała gdzieś w bok. Nie powinna nieustannie przypatrywać się puchonce, choć tak bardzo lubiła prowadzić dyskusję, kiedy to tęczówki spotykały się na jednej linii. Wypuściła powietrze niemal ze świstem, a chwilę później upiła ostatni łyk herbaty i odsunęła się od siebie kubek, by skinieniem głowy podziękować ciemnowłosej. Fakt, była wdzięczna Bri, że przygarnęła ją tak chętnie, pomimo że sama miała inne plany, ale teraz przynajmniej była spokojniejsza i już nie wracała do wspomnień związanych z Sanne, która - jakby nie patrzeć - skrzywdziła ją; wbiła szpileczkę doprawdy głęboko.
Utkane z nielogicznych sformułować frazy, które uleciały spomiędzy warg koleżanki sprawiły, że Francuzka uniosła mimowolnie brwi ku górze w nieskrywanym zdziwieniu. Nie pojmowała tego do końca, tak jak powinna, a nie chciała bezczelnie parsknąć śmiechem, toteż jedynie uśmiech przyozdobił jej blade lico.
- Wiesz, nie jestem pewna - czy dobrze rozumiem - powiedziała zgodnie z prawdą i czekała na dalszy przebieg wydarzeń, mając nadzieję na otwartość ze strony Hudson, co okazałoby się dużo łatwiejsze, aniżeli opowiastki krukonki. Dopiero po upływie kilku sekund pojęła, gdy wreszcie padło to magiczne hasło - starszy mężczyzna.
To czysta premedytacja czy zupełny przypadek?
- Och... - szepnęła cicho Marceline, a zaraz potem skrzyżowała smukłe palce w koszyczek, który ułożyła płasko na blacie. Oddychała spokojnie, jakby nie zamierzając ingerować w cokolwiek, co tyczyło się Bridget, ale na pewno chciałaby jej pomóc, a przynajmniej rozjaśnić punkt widzenia, który towarzyszył Holmes od przeszło trzech lat. Sama spotykała się z kimś kto śmiało mógłby być jej ojcem, a mało tego nauczał w Hogwarcie i był opiekunem Ravenclaw, jednak - na ile to było istotne? Nie zamierzała się do tego przyznać, ale w głowie ułożyła w ciągu paru chwil niezwykle wymijające argumenty. - Wiesz, tak naprawdę chłopcy w naszym wieku nie do końca są... Ekhem... Dojrzali; ja osobiście uważam, że nie ma w tym nic złego, o ile oboje tego chcecie - słowa brzmiały szczerze, pomimo że wzbudziły w Marce niepewność. - Wiek to tylko liczba, ale nie ma żadnego znaczenia, mogę ci nawet zagwarantować, że przy starszym mężczyźnie poczujesz się bardziej kobieco, może trochę nietypowo, co początkowo wydawać się będzie krępujące, ale nieznane tereny okąża się nad wyraz kuszące i nie pozwolą ci choć przez moment pomyśleć inaczej. Zapragniesz odkrywać więcej i więcej, aż w końcu - utoniesz w tym, czego początkowo mogłaś się obawiać - opisała własne odczucie, które towarzyszyły jej na starcie przy relacji z Danielem, bo przecież strach dręczył umysł (ówcześnie) szesnastolatki, zaś teraz było to czyste pożądanie i pasja do emocji wywoływanych przez enigmatyczną relację. - Poddaj się temu, bo kiedy zaczniesz o tym myśleć to możesz wszystko stracić... - dodała z wyczuwalną nutą notalgii, a zaraz potem obdarzył dziewczynę uśmiechem.
Nie podeszła do zadanego przez nią pytania, które było nagłe, jakby stało się zwykłym wypuszczeniem jej na pole, gdzie nie odnajdzie drogi ucieczki, dlatego podpierając podbródek na dłoni, rozmarzyła się. Za bardzo; zbyt oczywiście.
- Sztukę, muzykę... Uwielbia słuchać melodii fortepianu... - powiedziała niekontrolowanie i zupełnie nieświadomie. Dopiero słowa puchonki dotarły do niej dostatecznie, by sprowadzić ją na ziemie. Miała rację, pewnie sama Holmes nie pojechałaby nigdzie, gdyby nie obecność Bergmanna.
- Tak, jasne. Co takiego?
Dobrze zrobiłaś, Marceline?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1307
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1441
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 16   Czw Maj 17 2018, 23:36

Bridget w zasadzie bardzo lubiła się zwierzać, nawet przypadkowym osobom i o ile mogło jej to przysporzyć wielu kłopotów, jakoś tak nigdy nie walczyła ze sobą w tej kwestii. Może nawet nie była świadoma, jak wielkie jest to ryzyko i do stworzenia ilu plotek musiała się przyczynić? Prawdopodobnie nie postrzegała tego jako swoją wadę, naiwnie wierząc w to, że nawet zupełnie obcy jej człowiek będzie potrafił pomóc jej w problemie lub chociażby ulżyć użyczeniem uszu. Czasem miewała obawy, co jeśli zostanie jakoś... wyśmiana, lecz co do Marceline nie miała tego typu odczuć. To chyba ten Egipt sprawił, że mocno dziewczynie zaufała. Skoro nie zawiodła jej w tak ciężkich warunkach, pod presją wielu niekorzystnych czynników i zakłóceń magii, nie powinna jej zawieść i w progach mieszkania.
Opowiadając o swoich uczuciach względem problemu, który posiadała, trochę się peszyła. Wydawało jej się, że poruszany przez nią temat był z rodzaju tych, o których nie powinno się rozmawiać, bowiem potrafił wzbudzić kontrowersje i wywołać krzywe spojrzenia. Reakcja Marceline była jednak zgoła odmienna od tego, czego poniekąd się spodziewała lub do czego się przygotowywała w głębi duszy, tak zapobiegawczo, co by nie mieć nadziei na niesamowicie pomocne rady. W pierwszej chwili zamrugała zaskoczona, orientując się, że Krukonka podeszła do sprawy zupełnie na poważnie i zaczęła jej odpowiadać, w dodatku w sposób, który niezwykle do Bridget przemawiał. Aż pochyliła się w jej stronę, niemal spijając słowa z jej ust i mieląc je szybciutko w głowie.
- Tak, tak, no właśnie - przyznała w kwestii braku dojrzałości u nastoletnich chłopaków. Przecież wielokrotnie się z tym spotkała i nawet ci, którzy byli od niej starsi, na ostatnim roku w Hogwarcie, potrafili nieraz zachowywać się jak dzieci. Dalej jednak zamilkła, mimo że bardzo chciałaby odpowiedzieć Marcelinie na wszystkie jej wspaniałe uwagi, którymi ją uraczyła. W głębi duszy była jej za to wdzięczna i szczerze by jej podziękowała, gdyby nie fakt, że jej dalsza wypowiedź brzmiała... Tak osobiście. Bridget aż się zarumieniła, słuchając głosu Marceline, bowiem miała wrażenie, że przez moment wkroczyła na czyjś prywatny teren, niczym intruz, zupełnie jakby przyłapała ją na czymś, czego nigdy nie powinna widzieć. Nie potrafiła sobie tego dobrze ułożyć w głowie, lecz coś w środku podpowiadało jej, że trafiła na głęboko skrywany trop. - Wow, wszystko co mówisz brzmi... Bardzo atrakcyjnie. Fajna perspektywa i całkiem kusząca. Merlinie, dlaczego nie poznałam Cię wcześniej? - skomentowała w końcu, próbując uspokoić gwałtowne uderzenia serca. Miała wrażenie, że siedząc po drugiej stronie stołu, Marceline bezproblemowo mogła usłyszeć jego głuche dudnienie w wątłej klatce piersiowej Bridget.
Gdyby tylko...
Tak łatwo dała się sprowokować. Niemal wyśpiewała jej to, co chciała usłyszeć. Oddech Puchonki przyspieszył, jednocześnie ze strachu i ekscytacji. Czuła się trochę niczym detektyw, z drugiej strony bała się tego, co właśnie chyba odkrywała. Czy zapytanie jej wprost będzie przejawem idiotyzmu z jej strony? Co jeśli jej podejrzenia nie były prawdziwe? Może w Egipcie się przewidziała i wcale nie widziała tych kilku momentów, podczas których ich spojrzenia krzyżowały się na nieco dłuższy czas niż normalnie lub ich dłonie spotykały się w nieprzypadkowych splotach? Czyżby pojechał z nimi tylko dlatego, że Ona tam była? Czy cały jej poprzedni wywód o związku ze starszym mężczyzną miał faktyczne oparcie w rzeczywistości?
Miała w głowie wiele myśli i z tego wszystkiego zaczęła się stresować. Nerwowo stukała opuszką palca wskazującego o kubek, w którym już prawie nie było herbaty, bowiem wcześniej wypiła niemalże połowę duszkiem, by przepchnąć gulę stojącą jej w gardle. Może był jeszcze czas, żeby się wycofać? Spojrzała na nią, w jej oczy, w których czaiło się zainteresowanie, a jednocześnie niepewność. Dokładnie to samo, co czuła w tamtym momencie Bridget. Postanowiła zaryzykować.
- Wiesz o nim sporo - zdecydowanie zbyt dużo jak na zwykłą uczennicę. - Nie zrozum mnie źle, po prostu zastanawiam się - jestem tego niemal pewna - czy coś Cię łączy... - z profesorem Bergmannem?
Nie dokończyła, nie wystarczyło jej odwagi, by powiedzieć jej to prosto w twarz. Niemniej jednak nie pozostawiła wątpliwości co do tego, kogo miała na myśli.
Marceline z pewnością wiedziała.

______________________


   
   
I know I said that I was doing good and that I'm happy now
I should've known when things are going good that's when I get knocked down

   

   
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 689
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 660
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 16   Pon Maj 21 2018, 18:31

Jak bardzo były różne!, niewiarygodne... Zapewne Holmes uznałaby za czystą nieodpowiedzialność, gdyby wiedziała, że Hudson zwierzała się obcym, wszak sama wychodziła z założenia, że ktoś mógłby to wykorzystać przeciwko niej i, pomimo że sama nie była tak okrutna to obawiałaby się o puchonkę. W swej eterycznej ulotności, Bridget wydawała się niezwykle delikatna i rozkoszna, choć rudowłosa nie mogłaby przyznać tego na głos. Nie znały się zbyt dobrze, a pochopne wyciąganie wniosków było niezwykle krzywdzące, bo co jeśli okazałaby się wredną ślizgonką w roli aniołka? To byłby najgorszy z możliwych scenariuszy! Całe szczęście, że jednak ich znajomość rozpoczęła się od Egiptu, w którym spędziły dostatecznie dużo czasu, by sobie zaufać, tylko - dlaczego Marce odczuwała dziwnego rodzaju niepokój?
Popłynęła w swojej opowieści dotyczącej związku pomiędzy starszym mężczyzną i młodą kobietą, ale tak naprawdę opowiadała o swoich odczuciach względem relacji, którą tworzyła od prawie trzech lat z... Nauczycielem. Było to silniejsze, okraszone pewnego rodzaju spontanicznością i przywiązaniem, być może toksycznym i chorym, ale nie umiała z tego zrezygnować. Uśmiech przyozdobił blade policzki rudowłosej, gdy tak mówiła, a subtelny rumieniec kontrastował z konstelacją piegów na jej nosie. Wbrew pozorom, nie spodziewała się, że dzisiejszego wieczora opowie o takich sprawach nowej koleżance, stąd tym bardziej miała nadzieję, że Bri nie zrozumie jej opacznie. Chciała dodać puchonce otuchy, a także zachęcić ją do postawienia wszystkiego na jedną kartę, by czasem nie musiała walczyć z własnymi emocjami, które częstokroć są niezwykle zdradliwe.
- Nikt mnie nie podejrzewa o takie możliwości i raczej byłabym ostatnią osobą, do której ktoś by cię przysłał - odpowiedziała zgodnie z własnymi odczuciami, wszak - kto normalny pomyślałby, że Marceline Holmes jest zdolna do pójścia do łóżka z mężczyzną, który mógłby być jej ojcem, czyż nie? Niemniej jednak, tak było, a ona nie chciała przyznawać wprost, że to faktyczny stan rzeczy, o którym wolała nie rozmawiać. Strach zmuszał ją do pewnego dystansu, by czasem nie zrobić z siebie skończonej idiotki, toteż wolała w tej chwili lawirować na bezpiecznej płaszczyźnie, gdzie obie żyły w sferze domysłów.
Dlaczego jednak nie zorientowała się, że przypadkowe, zbyt długie spotkania spojrzeń jej i Daniela na wyprawie są zauważalne dla tak dobrego obserwatora jak Hudson? Czemu nie wiedziała, że ktoś w nocy mógł zaobserwować jak ich palce splatają się w niewinnym geście? Oczywiście, niejednokrotnie bała się o niego, ale tak samo bała się o Lysandra i Bridget, która wydawała się równie krucha, co ona sama. Pewnie dużo łatwiej żyłoby się z taką świadomością, a tak? Musiała zaakceptować własny błąd.
...czy coś cię łączy...
- Co takiego? - wydusiła z siebie ledwie słyszalnie, bo doskonale wiedziała, że ciemnowłosa zmierza w jedną stronę. Nerwowy gest, w którym przygryzła dolną wargę wydawał się brutalny, a pękająca, cienka tkanka przyprawiła ją o metaliczny posmak w ustach. Smukłe palce Holmes zacisnęły się w piąstki, zaś konsternacja malowała się w jej błękitnych oczach. - Sugerujesz, że mam romans z nauczycielem? - oburzyła się i zbyt gwałtownie wstała od stołu, na co krzesło wywróciła się z łomotem na podłogę. - Pewnie znasz Petę i szukałaś sposobu, żeby mnie sprawdzić, tak? Powiedz mu zatem, że nie zniszczy mi życia po raz drugi... - tak, to był niekontrolowany wybuch bezsilności, bo nagle cały czarny scenariusz miał się ziścić ponownie, gdy to pytanie padło z ust dziewczęcia. Jak to możliwe? Jak? Z żalem w spojrzeniu lustrowała twarz Bri, by zaraz potem ruszyć do wyjścia. - Dziękuję za pomoc, ale bardzo proszę, żebyś nie opowiadała tych bzdur i przekaż mu, żeby dał mi wreszcie spokój! - krzyknęła jeszcze desperacko, a pojedyncze łzy spłynęły po jej policzkach, kiedy to szarpała się z klamką. Chciała stąd wyjść, uciec jak najdalej, byle nie mierzyć się po raz kolejny z przykrą świadomością, że postąpiła skrajnie nieodpowiedzialnie. Jak mogła opowiedzieć tyle rzeczy o Danielu, by raz jeszcze przechodzić przez piekło? Niewyobrażalne.
Dopiero po chwili drzwi ustąpiły, a ona spojrzała jeszcze za siebie, by mieć pewność, że Hudson zrozumiała jej prośbę.
Musiała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1307
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1441
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 16   Sro Maj 23 2018, 01:20

Bridget z pewnością doceniała fakt, iż Marceline chciała dodać jej otuchy i w praktyce właśnie to się stało - dziewczyna patrzyła na swoją sytuację zupełnie inaczej niż na początku, raczej dostrzegając w niej niezwykły potencjał, niźli przekleństwo. Nie zmieniało to jednak faktu, że jej szczegółowa i emocjonalna wypowiedź wzbudziła w Puchonce podejrzliwość. Nie chciała wysnuwać pochopnych wniosków, bowiem oskarżanie Marceline to ostatnie, czego chciałaby się podjąć, lecz ta sprawa wydawała jej się być poważna.
To było zabronione.
To nie powinno mieć miejsca. Nigdy. Nie z nauczycielem.
Musiała skonfrontować swoje wrażenia z Krukonką, usłyszeć reakcję, zobaczyć błysk w oku lub usłyszeć śmiech z ust. Cokolwiek, potrzebowała to wiedzieć, bowiem ciekawość gotowa była wywiercić jej dziurę w brzuchu. Nie wiedziała, czy czuła się jej odpowiedzią usatysfakcjonowana - jej słowa pozostawiły raczej wiele wątpliwości i konsternację wyraźnie malującą się na buzi Puchonki.
- Petę? - spytała, nie rozumiejąc, lecz na niewiele się to zdało. Marceline odebrała jej słowa jako mocny atak, natychmiast się wycofując. Ze strachu przed tym, że Bridget pozna prawdę? Czy kryło się w tym coś więcej? Bała się, że dziewczyna zniszczy jej życie tą informacją? Że poleci do dyrektora i wyda kochanków? Wiele pytań przebiegało przez głowę panny Hudson. Otworzyła usta, by coś odpowiedzieć, lecz jej próby zostały zagłuszone przez głośne uderzenie krzesła o podłogę. Aż się skuliła. - Marceline... Poczekaj - powiedziała, wyciągając w jej stronę dłoń, gotowa powstrzymać ją od wyjścia. Niestety nie była wystarczająco szybka, koleżanka już była w połowie drogi do drzwi, gdy Bridget odsuwała własne krzesło od stolika. Miała wrażenie, jakby dziewczyna dostała zastrzyku energii i wykonywała niezwykle szybkie ruchy lub jakby ona sama działała w spowolnieniu, niezdolna do wprawienia ciała w ruch.
Chyba ją straciła.
- Stój, proszę, to nie tak! - dodała jeszcze, lecz drzwi zatrzasnęły się z hukiem za plecami Krukonki. Bridget stała jeszcze przez chwilę na środku kuchni, patrząc uparcie w klamkę. Czy powinna za nią wybiec? Czy powinna podjąć próbę wyjaśnienia jej zamiarów, czy może raczej zostawić Marcelinę w spokoju? Zdołała dostrzec pojedynczą łzę spływającą po jej policzku i ten ogromny strach w jej sarnich oczach.
Merlinie, Bridget, coś Ty narobiła...

/zt x2

______________________


   
   
I know I said that I was doing good and that I'm happy now
I should've known when things are going good that's when I get knocked down

   

   
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1143
  Liczba postów : 1432
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 16   Sob Cze 16 2018, 00:02

Nigdy nie powiedziałby, że czas może się tak niemiłosiernie wlec. Sekundy upływały monotonnie, jak skapujące z przeciekającego kranu kropelki, składając się na ciężkie minuty, a te z kolei epatowały wyjątkową niechęcią do gromadzenia się w godziny. Każda z tych drobnych struktur czasowych przepełniona była wielością emocji. Przede wszystkim dominowało zniecierpliwienie, dla niewtajemniczonego obserwatora mogące wyglądać jak poddenerwowanie. Ezra bardzo chciałby nie zerkać co chwilę na wskazówki zegarka i bardzo chciałby nie podrygiwać nerwowo nogami; najwyraźniej jednak przewyższało go to fizycznie. Najchętniej poszedłby do Bridget pięć minut po tym, jak dostał kosza w garderobie teatralnej...
Ta myśl dodatkowo go frustrowała. Trudno było wyzbyć się z głowy możliwych scenariuszy i samego obrazu przypartej do ściany dziewczyny, za której smukłymi dłoniami, w cnotliwym geście podtrzymującymi biustonosz, kryła się słodycz zaszczytu, który chciała mu uczynić. Chciała. Nie był to jedynie zryw emocji, mający być później owiany kurtyną wstydu; w pełni świadomie zaprosiła go do swojego mieszkania na wieczór. I może tak było lepiej?
Nie umawiali się na konkretną godzinę i dlatego trudniej było mu odczytać jej oczekiwania. Nie chciał się zbytnio pospieszyć, żeby nie odrzucić jej przesadną i nagłą skłonnością, nie chciał również kazać jej czekać; mogłaby pomyśleć, że traktował ją z lekceważeniem. Niebo jeszcze nie zdążyło całkowicie pociemnieć, a jedynie zabarwić się kolorami zachodzącego słońca, kiedy wreszcie stanął przed jej mieszkaniem. W jego dłoni znajdowała się na wpół rozwinięta róża w kolorze głębokiej czerwieni; w kolorze namiętności i pożądania. Odchrząknął, by na pewno pozbyć się z głosu nieprzyjemnych dla ucha dźwięków i z zawadiackim uśmiechem oparł się ramieniem o framugę drzwi. A następnie zapukał w rytm swojego serca bijącego z oczekiwaniem.

______________________

You're gonna miss me by my walk.

You're gonna miss me by my talk, oh...
You're gonna miss me when I'm gone.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1307
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1441
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 16   Sob Cze 16 2018, 01:21

Polemizowałabym ze stwierdzeniem, że Ezra dostał od Bridget kosza - zaproszenie go do mieszkania mówiło znacznie więcej. Było to przyznanie mu racji, nie potrafiła się oprzeć jego urokowi i fizyczności, której pragnęła teraz bardziej, niż czegokolwiek innego. Nie mogła jednak oddać mu się w garderobie, było to wbrew jej zasadom oraz nie należało do najrozsądniejszych zachowań. Za ścianą wciąż chodzili ludzie, nie mogła pozwolić, by ich przyłapano - nie dość, że mieliby kłopoty, Ezra mógłby wylecieć tuż przed końcowymi egzaminami, to jeszcze straciłaby odznakę, która bardzo wiele dla niej znaczyła.
Jej emocje zmieniały się niczym w kalejdoskopie. Podekscytowanie i podniecenie mieszało się ze strachem i niepewnością. Co jeśli wcale się nie zjawi? Jeśli go zdenerwowała i zrezygnuje z jej zaproszenia? Czy wyjdzie na kompletną idiotkę, mimo wszystko przygotowując się jak głupia? Biegała po mieszkaniu jak poparzona, chcąc poprawić każdy kwiatek w wazonie, zmieść różdżką najmniejszy pyłek, po raz pięćdziesiąty wygładzić pościel. Zerkała w lustro - włosy raz wiązała w kucyk, innym razem splatała w luźny warkocz, nie mogąc się zdecydować. Jej sarnie oczy wyrażały jednocześnie zniecierpliwienie i chęć ucieczki. Co ona najlepszego robiła?
Nie wiedziała, czy w ogóle powinna się w to plątać. Jej relacja z Ezrą była toksyczna i Bridget, jeżeli miała na celu zadbanie o swoje zdrowie psychiczne, powinna już dawno temu ją uciąć. Nie potrafiła jednak i dzisiejszego dnia chłopak ponownie udowodnił jej, że jest przy nim słaba. Poddała się już na wstępie, świadoma tego, że przegra każdą walkę z nim - nie potrafiła mu się oprzeć. Jego twarz, błysk w oku, szarmancki uśmiech, mocne ramiona, gorące wargi na jej ustach...
Zadrżała.
Wtedy właśnie usłyszała pukanie do drzwi - nie za głośne, niezbyt nachalne. Cała drżała, lecz zmusiła się do podejścia do klamki i naciśnięcia na nią. Zza szpary spoglądał na nią Ezra Clarke, z delikatnym uśmiechem na ustach, oparty o framugę, jak gdyby nigdy nic, przed sobą trzymając pojedynczą różę. Jej ulubiony kwiat.
- Cześć - powiedziała, niemal szeptem, jakby bała się, że ktoś ich usłyszy. Odsunęła się i wpuściła go do środka, zamykając zaraz za nim drzwi i delikatnie opierając się o nie plecami. - Przyszedłeś - dodała już głośniej, nie umiejąc ukryć szerokiego uśmiechu ekscytacji wpełzającego na jej usta.

______________________


   
   
I know I said that I was doing good and that I'm happy now
I should've known when things are going good that's when I get knocked down

   

   
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1143
  Liczba postów : 1432
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 16   Sro Cze 20 2018, 15:17

Starał się nie dopuszczać do głosu wątpliwości, wiedząc że jego własne myśli potrafiły być zdradzieckie wobec pragnień. Ich zachowaniom trudno było przypisać cokolwiek z logiki i gdyby tylko myśleli o przyszłości, o historii ich znajomości, daliby sobie wzajemnie czerwone światło. Ale byli samolubni, liczyło się tylko "tu i teraz". I cholera, było mu z tym tak dobrze...
Otwieranie drzwi wydawało mu się trwać wieczność...
Ale już w momencie, kiedy spojrzał na jej twarz, wiedział, że warto było czekać.
- Cześć - odparł, a w kontraście do jej szeptu, jego głos rozniósł się po całym korytarzu. Nie przejmował się tym, czy ktoś ich usłyszy, bo zresztą dlaczego ktokolwiek miałby się nimi przejmować lub podejrzewać o coś złego i niestosownego? Wszedł zatem śmiało do środka, chłonąc z ciekawością obraz korytarzyka i chcąc wyłapać jak najwięcej detali, które więcej opowiedziałby mu więcej o Bridget, którą była teraz.
Choć mieszkali drzwi w drzwi, nigdy wcześniej nie miał okazji tu być. Już od progu dało się zauważyć, że mieszkanie było jasne i przestronne, z wyraźnym wpływem kobiecej ręki; Bridget czy Lotty? Tak czy inaczej był to jedynie dodatek, otoczka najistotniejszego elementu scenerii; skąd w nim pomysł na oglądanie wystroju, skoro w rzeczywistości jego podziw kumulował się zupełnie w innym punkcie?
- Przyszedłem. Oczywiście, że przyszedłem, głuptasie - zaśmiał się z czułością, nie wierząc, że po wcześniejszym spotkaniu Puchonka mogła mieć jakieś wątpliwości. Postąpił krok do przodu, nie wdzierając się jednak zbyt w gwałtownie w jej przestrzeń; był na tyle blisko, by przed jego czujnym spojrzeniem nie umknął żaden cień na jej twarzy i na tyle daleko, aby powietrze pomiędzy nimi zaczęło drgać pod wpływem ich wzajemnego przyciągania.
- To dla ciebie. Mam nadzieję, że wciąż je lubisz. - Podał jej kwiat, zahaczając palcami o jej palce. Niby przypadkiem. - To jak, oprowadzisz mnie trochę?

______________________

You're gonna miss me by my walk.

You're gonna miss me by my talk, oh...
You're gonna miss me when I'm gone.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1307
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1441
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 16   Sro Cze 20 2018, 16:37

To wszystko było po prostu ekscytujące, obezwładniające w swojej sile i Bridget nie potrafiła się oprzeć. Nie umiała zdefiniować tego, co czuła w tej chwili do Ezry - czy był to wyłącznie wybuch pożądania, czy może obudziły się w niej skrywane głęboko uczucia, tłamszone od blisko dwóch lat? Nie chciała się zastanawiać, nie potrzebowała teraz nocy spędzonych na rozmyślaniu. Wolała noce, w których mogła totalnie zapomnieć o zmartwieniach i smutkach, obecnie wypełniających jej życie, odsunąć w cień wszystkie ścigające ją demony i dać upust emocjom.
Wolała noce z Ezrą.
Ściszony głos był być może podszeptem jej podświadomości, objawem jakiegoś nieuzasadnionego strachu, że ktoś ich usłyszy i zacznie gadać, że ich tajemnica przestanie być sekretem i ujrzy światło dzienne. Kto jednak miałby ich podsłuchiwać, kogo w ogóle miałoby to interesować? Bridget często zachowywała się niedorzecznie, szczególnie w stresie, a ta chwila z pewnością przyspieszała bicie jej serca. Samo spojrzenie Ezry sprawiało, że miękły jej nogi, a język się plątał - ten błysk w oku nie był czymś, co widziała często w ostatnim czasie, nie w spojrzeniach, którymi obdarzą ją. Teraz zaszła zmiana, spostrzegła coś zupełnie innego. Czułość? Delikatnie musnął jej dłoń opuszkami swoich palców, a ten dotyk był niczym porażenie prądem, wzbudzające ciarki na całym ciele. Przejęła kwiat, uśmiechając się szeroko - wiedział, że kochała róże i podstępnie ją podszedł, lecz schlebiało jej to, widziała "starania", mimo że już w garderobie dała mu do zrozumienia, że z kwiatem, czy bez, była cała jego.
- Dziękuję - powiedziała, po czym wyminęła go, dyskretnie ocierając się o niego, tylko żeby wyłapać zapach jego perfum. - To mieszkanie Lotty - zaczęła, wstawiając różę do wąskiego wazonu. - Więc nie ma tu wiele mojego - dodała, wzruszając lekko ramionami. - Ale z chęcią Ci pokażę, jak mieszkam. - To mówiąc, przez moment zawahała się, aż w końcu wyciągnęła rękę w jego stronę, by złapać go za dłoń. Przygryzła wargę. - Który pokój chcesz obejrzeć najpierw?

______________________


   
   
I know I said that I was doing good and that I'm happy now
I should've known when things are going good that's when I get knocked down

   

   
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1143
  Liczba postów : 1432
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 16   Sro Cze 20 2018, 18:52

To właśnie o emocje w tym wszystkim chodziło. Choć ostatnie długie związki przygasiły szukającego wrażeń Ezrę, należał on do grona wytrwałych flirciarzy i już dawno odkrył, że kobiety mogły być bardzo miłą odskocznią. Mimo to nie poszedłby na żaden oficjalnie nienazwany układ z pierwszą lepszą dziewczyną; fizyczność była dla niego istotna, ale nie aż tak, jak emocje. A Bridget była ich całą kopalnią. Mieli naprawdę długą historię, a każdy jej element znaczył coś dla Ezry. Była już pomiędzy nimi uraza i żal, była złość i zazdrość - obie emocje zarówno destrukcyjne, jak i nadające ognia znajomości. Troska, ciepło, ogromy sentyment... a na samej górze, niczym wisienka na torcie, słodka i niewinna miłość, od której wszystko się zaczęło. Nie było dla niego ważne, że to wszystko dawno już przeminęło; Bridget była wspomnieniem, ale wspomnienia miały to do siebie, że lubiły odżywać.
Być może był nieco patetyczny, upatrując (nieistniejących) zbieżności ich sytuacji z przygotowywaną sztuką i położeniem potajemnych kochanków. Dreszcz emocji przebiegał po jego plecach na samą myśl o tym, że mieli z Bridget swój mały sekret. I nawet jeśli dodatkowe starania nie były już potrzebne, Ezra to lubił. Uwielbiał całą tę otoczkę romantyzmu, swoistą grę wstępną, która nie była pozbawiona elementów zaskoczenia, nawet jeśli doskonale znali jej zakończenie. Zwyczajnie go to bawiło.
Kącik jego ust drgnął, kiedy ona pierwsza zainicjowała dłuższy kontakt; było to jedynie trzymanie się za ręce, bardzo prosty i niewinny gest. I tak niepotrzebny w perspektywie wielkości mieszkania; Ezra nie wątpił, że zawiłość planu miejsca by go nie pokonała. Jednocześnie tak potrzebny z perspektywy ich dwójki.
- Mmm, to zależy jak długie przystanki przewidujesz. Bo nie ręczę, że jak dotrzemy do twojej sypialni, to nie będę potrzebował dłuższej chwili na zapoznanie się z miejscem... A zwłaszcza jego lokatorką - wyjawił, nieświadomie oblizując wargę z niejaką niecierpliwością. Trudno było oczekiwać, że teraz, kiedy już rzeczywiście byli sami, Clarke na długo będzie w stanie utrzymać w ryzach swoją śmiałość. Co zresztą było winą Bridget. Gdyby tylko nie wyglądała tak kusząco...

______________________

You're gonna miss me by my walk.

You're gonna miss me by my talk, oh...
You're gonna miss me when I'm gone.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1307
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1441
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 16   Sob Cze 23 2018, 00:43

Emocjonalność Bridget sprawiała, że w praktyce była jednym wielkim kłębkiem uczuć, stłamszonych i tłumionych, nie znajdujących ujścia. Musiała ostatnio sprostać tylu wymaganiom... Musiała zachowywać dobrą minę do złej gry praktycznie przez cały ostatni rok. Ponownie sklejając złamane serce, próbując pakować się w coraz to nowsze relacje, które ostatecznie pędziły ją wyłącznie na łamy Obserwatora, szukając szczęścia w ramionach innych chłopaków, co również nie skończyło się dobrze. Kłócili się, Bridget nie mogła patrzeć na Ezrę, kiedy ten próbował układać sobie życie z Leonardo. Momentami nie chciała wychodzić z mieszkania w obawie, że natknie się na nich w korytarzu lub na odwrót, bała się do niego wracać i decydowała się na noc w zamku. Spełniała obowiązki prefekta, patrolowała korytarze, musiała być wzorem i pomocą dla wielu, podczas gdy sama usilnie szukała ratunku. Na domiar złego jej siostra postanowiła opuścić kraj i uciec od swojego dziecka, jedynej radości Bridget w tamtym czasie, która również została jej odebrana. I na nic zdawały się jej starania i zbliżające się szeregi Wybitnych na świadectwie - rodzice i tak wypatrywali bardziej powrotu pierworodnej, niż jej samej. Było jej z tym ciężko, nie miała się już do kogo zwrócić i kiedy myślała, że sytuacja jest już na samym dnie beznadziejności, zjawił się Ezra.
Wracanie do niego nie było dobrym pomysłem. Dla żadnego z nich. Lecz oboje potrzebowali swojego towarzystwa, oboje potrzebowali bliskości i intymności. Może nawet oboje marzyli o tym od bardzo dawna, lecz dopiero napotkane okoliczności zmusiły ich do przyznania się do tego? Dla Bridget wybór był prosty - mieć Ezrę, chociaż na chwilę, lub nadal być sama. I nie chciała się nad tym zastanawiać ani chwili dłużej.
Jego słowa wywołały rumieńce na policzkach Bridget. To niesamowite, jak jednym zdaniem potrafił zburzyć mur pozorów, które chciała przed nim zachować. Ale kogo ona chciała oszukać, nie zamierzała się już hamować.
- To tam - skinęła głową w kierunku drzwi prowadzących do jej pokoju, po czym nie czekając skierowała doń swoje kroki. Przekroczywszy próg, odwróciła się do niego przodem, za sobą mając cały asortyment pokoju w składzie biurka, szafy, regału z książkami oraz całkiem sporego łóżka. Bezwiednie przygryzła wargę, gdy przyciągała go do siebie, wciąż trzymając w uścisku jego dłoń.

______________________


   
   
I know I said that I was doing good and that I'm happy now
I should've known when things are going good that's when I get knocked down

   

   
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Mieszkanie 16   

Powrót do góry Go down
 

Mieszkanie 16

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5

 Similar topics

-
» Mieszkanie Travisa
» Pokój w burdelu (mieszkanie Jinxa - nikt nie ma tu wstępu)
» Mieszkanie Adavieny, gdzie wtarabanił się Kaukaz
» Wciśnięte w kąt mieszkanie na poddaszu L. Davis
» Apartament nr 78 [Kira i Ryouma]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Aleja Amortencji
 :: 
Kamienica nr 23
-