Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Demony zmroku

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


Remus Pringsheim

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 28
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 317
  Liczba postów : 83
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13864-remus-pringsheim
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13879-awanturnik-bez-rozdzki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13880-pad#367019
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13875-remus-pringsheim
Demony zmroku QzgSDG8




Gracz




Demony zmroku Empty


PisanieTemat: Demony zmroku   Demony zmroku EmptyWto Sty 03 2017, 11:12


Retrospekcje

Osoby: Remus Pringsheim oraz Alice Månen-Findabair
Miejsce rozgrywki: Hogsmeade, kilka lokacji w obrębie miasteczka
Rok rozgrywki: parę lat temu
Okoliczności: Wakacje, po zmroku. Wszystko zaczyna się w wąskiej alejce, znany skrót, choć wątpliwej renomy... Nieuważna puchonka wybrała tę drogę, nie zauważając, że w mroku ktoś się czai... Nie była tutaj sama. Na szczęście Remus właśnie wracał z wizyty w pubie i również wybrał tę trasę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Remus Pringsheim

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 28
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 317
  Liczba postów : 83
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13864-remus-pringsheim
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13879-awanturnik-bez-rozdzki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13880-pad#367019
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13875-remus-pringsheim
Demony zmroku QzgSDG8




Gracz




Demony zmroku Empty


PisanieTemat: Re: Demony zmroku   Demony zmroku EmptyWto Sty 03 2017, 12:39

Nie byłem tego dnia pijany. Skończyłem wieczór dość szybko. Znajomi z treningów zalali się w trupa już godzinę temu, a ja patrzyłem jak niedobitki próbują dokończyć ostatnie flaszki ognistej. Nie miałem nastroju na szczególnie dużą imprezę i miałem ku temu swoje powody, ale szczerze powiedziawszy - nie to pamiętam najlepiej z tamtego wieczoru. Prawdę mówiąc dobrze się złożyło, ale o tym dowiecie się za chwilę.
Wiele razy zdarzało mi się bowiem, że stawałem w obronie różnych przedstawicielek płci przeciwnej. Niekiedy kończyło się to dla mnie lepiej, innym razem gorzej, ale niezależnie od sytuacji, nie pozwoliłbym żadnemu burakowi ubliżać kobiecie. Co jak co - mam swoje zasady i trzymam się ich w życiu. Niektórzy mówią, że jestem łajdakiem. Trochę może jest w tym prawdy, ale przynajmniej staram się być uczciwy, a jeśli nie jestem, to z pokorą ponoszę odpowiedzialność za swoje czyny. Nie spodziewałem się jednak, że tego dnia poznam kogoś, kto stanie się dla mnie ważną osobą i to właśnie w takich okolicznościach.
Przyznam, że ślad tych wydarzeń zaciera mi się w pamięci. Przysłoniły je inne wspomnienia, dużo silniejsze, na pewno bardziej nacechowane emocjami, ponieważ związane już z kimś, kto znaczył dla mnie więcej, niż ta przestraszona malutka puchonka, którą wtedy ujrzałem. Co prawda była to ta sama osoba, ale jej wizerunek w mojej głowie ulegał powolnym przeistoczeniom i sądzę, że to nasze pierwsze zetknięcie jest kluczowe dla zrozumienia relacji, która łączyła nas w późniejszych latach.
Leniwym tempem przemierzałem więc ulice Hogsmeade, zastanawiając się, czy to już czas, żeby wracać do Doliny, czy jeszcze zahaczyć o jakąś knajpę, żeby się urżnąć w samotności. Ostatecznie wygrał rozsądek i ruszyłem w stronę domu mojego przyjaciela, gdzie zostawiłem swojego Nimbusa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Alice Månen-Findabair

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 24
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 394
Dodatkowo : animagia
  Liczba postów : 450
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13826-alice-manen-findabair
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13832-blekitny-plomien-eee-po-prostu-zapraszam#366382
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13830-piru#366380
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13828-alice-manen-findabair#366376
Demony zmroku QzgSDG8




Gracz




Demony zmroku Empty


PisanieTemat: Re: Demony zmroku   Demony zmroku EmptyWto Sty 03 2017, 13:00

Było już późno, a ona straciła rachubę czasu na basenie. Czuła jak jej włosy przyklejone do pleców powoli wysychają. Ciało traciło siły już po pierwszych kilkunastu długościach. Jednak dalej pływała, kolejna i kolejna runda. Kiedy odzyskuje się świadomość i można się poruszyć po raz pierwszy od dwóch lat, człowiek zaczyna być żądny. Pragnie więcej i więcej i więcej. To już prawie rok, kiedy jest w trakcie rehabilitacji. Moment, w którym mogła ustać o własnych siłach był tym, w którym wiedziała, że może dalej żyć. Chociaż jej ciało wciąż było słabe, kruche, jak u lalki z porcelany.
Alice szła przed siebie nie zwracając uwagi na nikogo. Po prostu szła zamyślona wpatrując się w ziemię. Nie wiedziała gdzie idzie, wiedziała tylko, że się porusza i to było dla niej najważniejsze.
W pewnym momencie dziewczyna podniosła wzrok i zobaczyła przed sobą grupkę mężczyzn, którzy nie byli w najlepszym stanie. Szeptali coś między sobą i zwrócili na dziewczynę uwagę po krótkiej chwili. Ta przełknęła ślinę i ruszyła przed siebie odważnym krokiem, czując jak nogi się pod nią załamują ze zmęczenia. Szczęśliwie pijacy wrócili do swoich filozoficznych rozważań pozostawiając dziewczynę nietkniętą.
Puchonka przeklęła w myślach swoją głupotę i strach, skręcając w kolejną alejkę. Chciała już jak najszybciej wylądować w mieszkaniu. Mogła się teleportować, ale najzwyczajniej w świecie nie miała na to siły. Czuła jak każdy krok jest dla niej nieskończonym wysiłkiem i jak bicie serca przyśpiesza ze zmęczenia. W końcu postanowiła ulec zmęczeniu i oparła się o ścianę wlepiając swoje oczy w rozgwieżdżone niebo, było piękne.
- A kogo my tu mamy? – z zamyślenia wybił ją niski, męski głos, który nie koniecznie był w stanie sklejać składniowo zdania. Uliczką, w jej kierunku, szedł nie za wysoki mężczyzna, ale wciąż wyższy od niej, który zataczał się przy każdym kroku. Dziewczyna zamiast zastanawiać się nad ucieczką, zaczęła rozmyślać, czy i ona tak szła przez całą drogę – Panienka sama? Nie powinna panienka chodzić o takiej godzinie, ja pomogę – wydukał z widocznym trudem. Dziewczyna zaśmiała się za kłopotana i odsunęła się od ściany. Chciała zrobić kilka kroków w tył, ale poczuła jak nogi się pod nią załamują. Mięśnie nie chciały z nią współpracować. Oparła się ręką o ścianę, czuła jak całe ciało jej drży.
- Ja… znaczy… dam sobie radę… dziękuję… – wyszeptała, nie wiedziała jak przegonić takiego nachalnego człowieka, który zatrzymał się tuż przed nią. Wystawił w jej stronę dłoń.
- Nie musisz się bać słoneczko, ja się tobą zaopiekuję – wypowiedział kilka słów, tym razem zionąc jej w twarz obrzydliwym odorem alkoholu wymieszanego z wymiocinami. Automatycznie odtrąciła jego rękę uderzeniem, jednak pożałowała swojej decyzji, gdy zobaczyła jego spojrzenie. Nie miał zamiaru już być miłym gościem skłonnym do pomocy. Poczuła jak jej plecy przykleiły się do ściany, a ciało spina się w paraliżu, nie wiedząc, co dalej czynić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Remus Pringsheim

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 28
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 317
  Liczba postów : 83
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13864-remus-pringsheim
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13879-awanturnik-bez-rozdzki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13880-pad#367019
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13875-remus-pringsheim
Demony zmroku QzgSDG8




Gracz




Demony zmroku Empty


PisanieTemat: Re: Demony zmroku   Demony zmroku EmptyWto Sty 03 2017, 15:53

Nie widziałem jej. Przysięgam! Zareagowałbym może wcześniej, powinienem był to zrobić... Do dzisiaj wracam myślami do tej chwili. Zauważyłem ją w zaułku. Przypartą do ściany. Słabą, kruchą, niewinną. Wyglądała na uczennicę Hogwartu, na dodatek młodziutką. Dominowałem nad nią wzrostem i posturą. Mężczyzna, który stał obok ubrany był w brudne szaty. Już z wylotu alejki czułem smród alkoholu i kwaśny wyziew jego oddechu. Dziewczyna nie miała gdzie uciec. Zerwałem się z miejsca do biegu. Silne uderzenie zwaliło mnie z nóg, kiedy w moją pierś trafiło jakieś zaklęcie. Uderzyłem plecami w śmietniki, a przed oczyma zapadła na chwilę ciemność. Wściekłość i determinacja wygrała jednak z bólem, więc wstałem i złapałem pobliski blaszany pojemnik. Użyłem go jako tarczy. Nie był doskonały, ale zdał swój egzamin. Kolejne dwa uroki odbiłem na bok, choć spowolniły mnie ich trafienia.
Brakowało mi może mocy, ale zawsze byłem silny i postawny, nie poddawałem się lekko, nie powali mnie byle zaklęcie! Kolejne frafienie wyżarło dziurę w śmietniku, ale nie zatrzymało mnie. Wtedy przyłożył różdżkę do jej gardła. - Odłóż to. - Warknął. Dzieliły nas dosłownie metry... Tak bardzo miałem ochotę cisnąć w niego po prostu tym pojemnikiem i zmiażdżyć mu wszystkie kości. Był wątły, ale biła od niego jakaś plugawa siła. Z pewnością nie był zwykłym menelem.
Odłożyłem posłusznie pojemnik i natychmiast w moją stronę pomknął zielony promień, w ostatniej chwili zdążyłem się uchylić. Rozbił się on o ścianę za mną, wypalając w niej imponujących rozmiarów dziurę. Zdziwiony mężczyzna nie zdążył powtórzyć zaklęcia, dopadłem go. Próbował się aportować, złapać dziewczynę za rękę i uciec, ale nie zdołał. Spadł na niego mój silny cios wymierzony prosto w szczękę. Chciałem za wszelką cenę odciągnąć szamotaninę od dziewczyny. Złapałem go za poły peleryny i cisnąłem na ścianę. Kolejny urok trafił w moją pierś i po raz kolejny uderzyłem o ścianę, ale zanim zdążyłem się otrząsnąć - tamtego już nie było. Zostaliśmy sami. Ja i ta młoda dziewczyna.
Podniosłem się z westnchnieniem. Dyszałem z wściekłości i zmęczenia. Dodatkowo czułem ból w klatce piersiowej. Szybko oceniłem straty i uznałem, że nie mam żadnych złamań, więc nie może być tak źle.
Otrzepałem się na szybko i podszedłem do ciebie... Uklęknąłem, wciąż oddychając ciężko. Złapałem cię za ramiona i spojrzałem w oczy. - Wszystko w porządku?Nic Ci nie jest? - Zmierzyłem ją szybko wzrokiem. Była wątła, miała mokre włosy. Nie zastanawiałem się nad tym. Zdjąłem koszulę i zarzuciłem jej na ramiona. - Wiem, że jest lato, ale... - Nie wiedziałem co miałbym jeszcze dodać, poza tym wciąż lekko drżałem, bo przepełniały mnie silne emocje. Gdybym tylko dorwał tego gnoja, gdybym dobrał się do jego gardła... Rozszarpałbym go! Bezwiednie ścisnąłem ramiona dziewczęcia nieco mocniej. - Nic Ci nie zrobił? - Powtórzyłem praktycznie swoje wcześniejsze słowa. Musiałem trochę ochłonąć...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Alice Månen-Findabair

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 24
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 394
Dodatkowo : animagia
  Liczba postów : 450
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13826-alice-manen-findabair
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13832-blekitny-plomien-eee-po-prostu-zapraszam#366382
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13830-piru#366380
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13828-alice-manen-findabair#366376
Demony zmroku QzgSDG8




Gracz




Demony zmroku Empty


PisanieTemat: Re: Demony zmroku   Demony zmroku EmptyWto Sty 03 2017, 16:20

Cała ta sytuacja była zwariowana. Nie wiedziałam co się wokół mnie działo. Cały świat wirował, a ja i moje emocje buzowały w moim ciele. Pamiętam urywki, momenty, które świeciły jak latarnie przed moimi oczami. Obleśny czarodziej, który zionął we mnie smrodem i ohydztwem. Później dźwięki, zderzenia, jęki. Czułam jak coś, albo raczej ktoś trzyma mnie mocno, a moje ciało nie jest w stanie się wyrwać. Kiedy mieszkałam na ulicy udawało mi się uciekać od meneli i zwykłych pijaków. To nie było trudne, ale ten człowiek wcale nie był zwykłym pijakiem. Biła od niego pewność siebie i pewnego rodzaju arogancja. Był kimś, kto nie robił tego pierwszy raz. Zamknęłam oczy czując, jak żołądek wywraca mi się do góry nogami, a obraz rozmazuje się. Serce waliło mi po stokroć mocniej i szybciej, a oddech zatrzymał się milion lat temu. Kręciło mi się w głowie, a ciało traciło wszelkie siły. To trzeci raz w życiu, kiedy czułam się w ten sposób. Poprzednie dwa razy skończyły się snem, który trwał tak, jakby miał się nie skończyć. Trzask, krzyk, jęk. Kolejne zderzenie z metalem, pływałam w powietrzu pozwalając mojemu ciału wirować, jak kropli deszczu. Dotyk czyjegoś ciała zniknął, a moje nogi odmówiły posłuszeństwa i ciało opadło bezwładnie na ziemię. Klęczałam czując, jak zimna droga próbuje ocucić mnie z tego transu. Ciśnienie skoczyło, moja percepcja została zachwiana. Słyszałam walkę, słyszałam czary, słyszałam wiele rzeczy, ale nie wszystkie wydawały się prawdziwe, nie wszystkie były odległe. Z całego tego zawirowania dotarł do mnie dotyk czyichś dłoni na moich ramionach. Podniosłam wzrok, choć ślepo, wpatrywałam się w twarz, która przede mną jaśniała. Pierwsze słowa do mnie nie dotarły, widziałam jak poruszasz ustami, widziałam jak mięśnie twojej twarzy spinają się nerwowo, jednak nie czułam nic. Potrzebowałam chwili. Nagle poczułam jak z moich płuc wydobywa się powietrze, które wstrzymywałam chyba przez cały pojedynek. Moje ciało dopiero teraz zaczęło dygodać, równocześnie wracając do pierwotnego stanu. Mięśnie spięły się ze zmęczenia, z ust wydobywał się przerywany oddech, a po czole spłynęło kilka kropel potu. Choroba, która ogarnęła moje ciało, była nie do przewidzenia. Wystarczył stres, zbyt wielkie zaskoczenie, albo wielki strach, bym zamknęła oczy i zapadła w długotrwały sen, który mógł się nie zakończyć. Obraz wyostrzył się, a do mnie zaczęło docierać coraz więcej odczuć. Kolana, na które opadłam otarły się o ziemię, piekły mnie tak samo jak klatka piersiowa. Wciąż czułam ten zionący smród, który uderzył mnie w twarz, był zbyt wyrazisty, bym mogła go zapomnieć. Po raz kolejny poczułam jak mój żołądek przewraca się do góry nogami. Przyłożyłam dłoń do ust uspakajając się wewnętrznie. Co się stało? Był TEN CZŁOWIEK… chłopak, który teraz przede mną siedział… pomógł mi. Słyszałam czary, krzyki, jęki, to… walka? Najprawdopodobniej. Moje ramiona poczuły silniejszy uścisk, opuściłam dłoń i spojrzałam na nieznajomego, mniej więcej przypominając sobie, co tak właściwie się wydarzyło.
- Nic Ci nie jest? – zadałam to pytanie równocześnie z nim. W tym samym momencie wydobyły się z naszych ust słowa. Nawet nie dostrzegłam, kiedy okrył mnie swoją koszulką. Uśmiechnęłam się niepewnie i zaśmiałam nerwowo. Już pamiętam, tamten człowiek mnie nagabywał. Ten chciał mi pomóc, a moje ciało, w przypływie choroby, chciało odpłynąć. Udało mi się to pokonać? A może udało się Tobie to powstrzymać?
- Tak… nic mi nie jest… dziękuję… – wyszeptałam widocznie zakłopotana. Chociaż czułam, że całe moje ciało jest rozstrojone i potrzebuje o wiele więcej czasu na powrót do rzeczywistości, to jednak zachowywałam się w miarę normalnie. Nie rozumiałam swoich uczuć, więc  nie mogłam ich brać pod uwagę. Wciąż cała drżałam. Wystawiłam dłoń w stronę mężczyzny i bez najmniejszego namysłu położyłam ją na jego policzku – Wszystko w porządku? – ponowiłam pytanie zmartwiona. Chyba już dzisiaj nie wstanę… zmęczenie, choroba i słabość mięśni były zabójczym trio, przez który nie byłam w stanie poruszyć nawet małym palcem u stopy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Remus Pringsheim

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 28
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 317
  Liczba postów : 83
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13864-remus-pringsheim
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13879-awanturnik-bez-rozdzki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13880-pad#367019
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13875-remus-pringsheim
Demony zmroku QzgSDG8




Gracz




Demony zmroku Empty


PisanieTemat: Re: Demony zmroku   Demony zmroku EmptyWto Sty 03 2017, 17:26

Wypatrywałem nerwowo jakiejkolwiek rekacji. Wyglądałaś na chorą. Twoje ciało wzdrygneło się parę razy. Miałem też wrażenie, że momentami tracisz kontakt z rzeczywistością. Nie znałem cię, a byłem zły, że szlajasz się po zmroku w takim stanie. Coś mnie ruszyło... Zawsze w domu uczyli mnie, żeby pomagać innym, że należy ludziom współczuć i ich wspierać w potrzebie. Pokazać im siłę, żeby mogli walczyć sami, bo kiedyś to my możemy jej potrzebować i oni wtedy przyjdą, pomogą nam. Nawet tacy najmniejsi, najbardziej niepozorni. Wtedy jeszcze nie rozumiałem, jak wiele ty możesz zaoferować mi i ile ktoś taki może wnieść do mojego życia. Mogę śmiało rzec, że wcześniej był tylko jeden człowiek, który był dla mnie tak ważny i był to przyjaciel od serca, który pokazał mi sport, który stał się nie tylko moją pasją, ale także moim zbawieniem. Nie czułem się przynależny do żadnego z dwóch światów, które istniały równolegle, a on udowodnił mi, że się mylę. Czułem się wcześniej jak kaleka, teraz byłem traktowany jak zwycięsca. Mogłem dzielić się swoją siłą z takimi jak ty. Tego mnie życie nauczyło.
Odetchnąłem z ulgą i pochyliłem głowę, kiedy usłyszałem twój głos. Osłabiony, bezsilny, ale wiedziałem przynajmniej, że myślisz w miarę trzeźwo, że wiesz już co się dzieje dookoła. Nie wiedziałem nic o tym, co cię spotkało w życiu, więc w pierwszej chwili byłem przekonany, że jesteś pod wpływem jakiegoś czarnomagicznego uroku rzuconego przez tego człowieka. Widziałem jak się słaniasz, więc chwyciłem cię mocniej, pewniej. Wziąłem cię w ręce, jak dziecko.
Matko... jak ty mało ważyłaś. Byłaś jak piórko, nie poczułem w ogóle twojego ciężaru, kiedy podniosłem cię z ziemi.
- Wszystko w porządku. Martwię się bardziej o Ciebie... - Wyniosłem ją z tego zaułka i dopiero tutaj, w kręgu magicznego światła mogłem zobaczyć z kim mam do czynienia. Ciemnowłosa, filigranowa dziewczynka. Z rysów twojej twarzy odczytałem, że nie dzieli nas znowu aż taka różnica wieku... Zdziwiło mnie to. Później, kiedy już wiedziałem, co ci się przytrafiło nieraz nazywałem cię często żartobliwie "Śpiącą Królewną", ale zawsze byłaś moim oczkiem w głowie. Traktowałem cię jak swoją siostrzyczkę, zabiłbym kogoś, kto spróbowałby zrobić ci krzywdę, skoczyłbym za tobą w ogień. Wtedy byłaś dla mnie jeszcze kimś obcym. Nie chciałem ci prawić morałów w takiej chwili, ale powziąłem sobie za punkt honoru zrobić to przy pierwszej możliwej okazji. - Jak się czujesz? - Zaniosłem ją do domu mojego przyjaciela. Był tuż za rogiem, miałem w kieszeni klucze... Trochę było zachodu z ich wydobyciem, bo ciągle trzymałem cię w ramionach. Było całkiem ciepło, ale zdawało mi się, że drżysz, że jest ci zimno. Weszliśmy do środka i bez chwili wahania poszedłem od razu do salonu, żeby położyć cię na kanapie. Lupe mógł wrócić rano albo wcale - zależy jak bardzo poniosła ich impreza. Bałem się ciebie zostawiać, ale poszedłem do kuchni i szybko znalazłem tabliczkę czekolady. Wróciłem i ułamałem spory kawałek. - Zjedz, poczujesz się lepiej. - Wcisnąłem ci tabliczkę w ręce. - Kim Ty właściwie jesteś? - zadałem pytanie wpatrując się w twoje szare oczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Alice Månen-Findabair

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 24
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 394
Dodatkowo : animagia
  Liczba postów : 450
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13826-alice-manen-findabair
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13832-blekitny-plomien-eee-po-prostu-zapraszam#366382
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13830-piru#366380
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13828-alice-manen-findabair#366376
Demony zmroku QzgSDG8




Gracz




Demony zmroku Empty


PisanieTemat: Re: Demony zmroku   Demony zmroku EmptyWto Sty 03 2017, 18:37

Straciła na wadze podczas dwuletniej śpiączki. Nigdy za wiele nie ważyłam, jednak to, co teraz chłopak mógł doświadczyć było słabe. W przeciągu roku odzyskała zaledwie kilka kilo, więc wciąż brakowało jej sporo. Przez całe życie była mała, drobna, krucha. Do dzisiaj nic się nie zmieniło. Ktoś mógłby na nią krzyczeć, czy pouczać za to, że porusza się tak późno. Jest przecież dorosła, zresztą… każdy ma prawo do zapomnienia się. Zamknęła oczy biorąc kilka kontrolnych wdechów. Musiała mieć pewność, że jej ciało odzyska chociaż trochę poprzedniej sprawności. Nie chciała bardziej martwić swojego towarzysza. Choroba przychodzi znienacka i nie ostrzega. A na pewno nie chce się nią chwalić pierwszej lepszej osobie.
Chociaż była bardzo zaskoczona reakcją mężczyzny, to jednak pozwoliła się nieść. Mimo wszystko ją uratował… nawet jeżeli miałby jakieś złe zamiary teraz… i tak jest bezradna. Bardziej, niż by się wydawało. Nie jest w stanie radzić sobie w stresujących, czy niebezpiecznych sytuacjach.
- Ta… tak, tylko się przestraszyłam… to nic – wydukała widocznie zmieszana tą sytuacją. A kto by nie był zmieszany? Została uratowana przez nieznajomego, prawie straciła przytomność, została zaniesiona do jakiegoś obcego domu, a poza tym ledwo się rusza!
Gdy mężczyzna wystawił w jej stronę kawałek czekolady, spojrzała na niego niepewnie. Dopiero po dłuższej chwili odebrała ją dziękując skinieniem głowy. Oczy jej zabłyszczały, gdy wzięła pierwszy kęs. Takie słodkości przepyszne, najlepsze na świecie. Nawet uśmiechnęła się kosztując czekolady. Kolejne pytanie wyrwało ją z zachwycania się posiłkiem. Wlepiła w niego swoje szare ślepia.
- A… Alice… Alice Månen-Findabair – przedstawiła się całością. Każdy, kto miał w domu jakieś magiczne stworzenie, znał rodzinę Findabair. W Dolinie Godryka była to najbliżej położona i chyba największa klinika dla zwierząt, gdzie wesoła gromadka Findabairów zajmowała się podopiecznymi i pozostawiała po sobie zwariowane wrażenie. Zaśmiała się zakłopotana, po raz kolejny i podrapała w tył głowy nie bardzo wiedząc, co powiedzieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Remus Pringsheim

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 28
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 317
  Liczba postów : 83
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13864-remus-pringsheim
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13879-awanturnik-bez-rozdzki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13880-pad#367019
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13875-remus-pringsheim
Demony zmroku QzgSDG8




Gracz




Demony zmroku Empty


PisanieTemat: Re: Demony zmroku   Demony zmroku EmptySro Sty 04 2017, 01:12

Możesz mi wierzyć, że również czułem się trochę nieswojo zabierając cię i zanosząc do domu przyjaciela, ale co miałem zrobić? Pozwolić ci leżeć na tej ulicy? Musiałem mieć pewność, że wszystko z tobą w porządku, dowiedzieć się skąd jesteś, żebym mógł cię spokojnie odstawić na miejsce. Miotła musiała zaczekać, bo przecież nie było szans, żebym cię na niej wiózł przez pół kraju, w grę wchodził więc tylko proszek fiuuu.
Na początek jednak zastąpiłem swoją koszulę normalnym kocem. Obawiałem się właśnie, że źle to odbierzesz, że będziesz przestraszona. Wyglądałaś zresztą na taką. Dla mnie to było logiczne. Czułem się fatalnie. Z jednej strony udało mi się ochronić cię przed zagrożeniem, z czego się cieszyłem, ale z drugiej byłem nieco zagubiony, bo nie zdarzyło mi się jeszcze, żebym musiał się kimś obcym w tak spontaniczny sposób zaopiekować. Wiedziałem, że czekolada, jeśli nawet nie postawi cię na nogi, to na pewno poprawi ci humor, a to też było w tej chwili ważne.
- Rozumiem, to przecież logiczne. - Sam nie bardzo wiedziałem jak się zachować, co mogę powiedzieć. Ta sytuacja była niezręczna. - Przepraszam Cię... jestem zdenerwowany... Powinienem się przedstawić - jestem Remus. Remus Pringsheim. - Spojrzałem znów na jej bladą twarzyczkę. Kilka kosmyków wilgotnych włosów spoczywało na niej, jeden z nich opadał na usta. - Findabair? - Powiedziałem zaskoczony i uniosłem brwi. - Od TYCH Findabairów? Z Doliny Godryka? - Teraz już zupełnie zbaraniałem, ale po chwili uśmiech wstąpił na moje usta. Nie pasowało mi tylko to, dlaczego nie widywałem cię wcześniej. - Mamy chyba nawet po drodze. Ja też mieszkam w Dolinie. - Zrobiłem się nagle bardziej rozmowny. Prawdę mówiąc byliśmy w pewnym sensie sąsiadami. Miałem nadzieję, że dzięki temu też nabierzesz trochę zaufania do mojej osoby. - Nie chcę, żebyś mi dziękowała, czy coś, ale miałaś sporo szczęścia, że akurat przechodziłem... - Spojrzałem na ciebie nieco bardziej surowym wzrokiem. - Możesz mi wytłumaczyć co Ty tam robiłaś o takiej porze? - Pytanie było poważne, ale nie wypowiedziałem go z wyrzutem, raczej z troską wymieszaną z nutką ciekawości. Znałem Findabairów. Przelotnie, bardziej z widzenia. Nie słuchałem wielu plotek, gdybym słuchał, pewnie więcej bym zrozumiał z tego naszego spotkania. Wiedziałbym od razu kim jesteś. Może nawet lepiej, że nie wiedziałem, bo dostałbym momentalnie zawału na myśl o tym, że możesz mi tu zasnąć i się nie obudzić! Czy ty zdajesz sobie sprawę z tego jakie to by było dla mnie traumatyczne przeżycie? Co prawda później i tak zawaliłem kolejny mecz tak bardzo, że dwa kolejne siedziałem tylko na ławce rezerwowych, ale wynikało to bardziej z kontuzji, które odniosłem w starciu z nieznanym napastnikiem. On zresztą też jeszcze miał się pojawić w moim, a właściwie to naszym życiu. To już jednak temat na inną historię, wróćmy do sytuacji, która naprawę nas interesuje.
Słyszałem na wasz temat same pozytywne opinie no i wiedziałem, że prowadzicie lecznice. Wiedziałem też, że twoja matka pewnie cholernie się o ciebie martwi i jeśli nie odstawię cię do domu, to jeszcze mnie zapuszkują za porwanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Alice Månen-Findabair

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 24
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 394
Dodatkowo : animagia
  Liczba postów : 450
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13826-alice-manen-findabair
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13832-blekitny-plomien-eee-po-prostu-zapraszam#366382
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13830-piru#366380
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13828-alice-manen-findabair#366376
Demony zmroku QzgSDG8




Gracz




Demony zmroku Empty


PisanieTemat: Re: Demony zmroku   Demony zmroku EmptySro Sty 04 2017, 16:40

Dziewczyna podniosła wzrok i wlepiła swoje duże, dziecinne spojrzenie w jego twarz. Słuchała z uwagą każdego słowa, analizując je dokładnie. Dopiero teraz postanowiła skupić się na jego twarzy. Był bardzo przystojny, miał specyficzną urodę, której trudno było się oprzeć. Jego ciało wydawało się być bardzo umięśnione, musiał coś trenować, ciekawe co? Na przedramieniu zobaczyła magiczny tatuaż, na którym widniał jakiś trudny do odczytania dla niej, w tej chwili, cytat. Jego tors usiany był różnymi, mniejszymi, czy większymi bliznami i to właśnie na nich skupiła całą swoją uwagę.
Miała w swoim życiu momenty, w których trudno jej było stanąć twarzą twarz z rzeczywistością. Najczęściej miało to miejsce wtedy, kiedy kilka chwil wcześniej zmierzyła się z chorobą. W normalnym wypadku poszłaby po prostu spać, żeby odreagować i wypocząć, a teraz? Nie miała takiej możliwość.
Jej dłoń uniosła się i zatrzymała na jednej z blizn delikatnie przejeżdżając po niej palcem wskazującym. Dopiero kiedy wykonała ten gest, poczuła jak jej żołądek się kurczy i przewraca na drugą stronę. Nie wiedziała co to za uczucie, ale wolała się wycofać.
- Przepraszam – wydukała opuszczając wzrok i wlepiając go w podłogę. Wolała jak na razie nie atakować go swoimi analizami, czy spostrzeżeniami, musiała sobie wyjaśnić, co się wokół ich działo.
- Pringsheim… – znała to nazwisko. Nie mogła nie. Mieszkała w Dolinie Godryka długi czas, więc znała, bądź kojarzyła prawie wszystkich mieszkańców. Od razu poczuła się pewniej i jej twarzyczka automatycznie rozjaśniała.
- Yhym – potwierdziła odpowiedź na pytanie o jej rodzinie. Cieszyła się, że byli znani, w końcu zajmowali się zwierzątkami. Zawsze czuła się bezpieczniejsza i… potrzebna wśród ludzi. Jako Manen była nikim, a jednak wciąż nie była w stanie wyzbyć się tego nazwiska.
Kolejne pytanie, a ona nie za bardzo wiedziała co ma powiedzieć. Zaśmiała się zakłopotana i przetarła zmęczone powieki. Jej nogi powoli odzyskiwały siły, więc zmieniła pozycję i spróbowała wstać. To był chyba pierwszy raz w całej tej sytuacji, kiedy puchonka ruszała się tak bardzo.
- Pływałam i straciłam poczucie czasu – odpowiedziała zgodnie z prawdą. Jak zawsze, kiedy zanurzała się pod taflą wody, traciła poczucie rzeczywistości. Wszystko się rozmywało, a czas zwalniał dając jej chwilę do namysłu, chwilę do rozważań, rozterek. – zresztą nie spodziewałam się, że coś takiego się może stać, kobiety to mają problem – odburknęła widocznie niezadowolona z tego faktu. Może nie tyle co kobiety, a osoby, które tak jak ona, całą sobą pokazują jakie są kruche i drobne – jako dziecko, niebezpiecznie, jesteś dorosły, też źle! – rzuciła swoje rozważania w stronę Remusa – No i co zrobić w takiej sytuacji?! – fuknęła pod nosem jak obrażona kocica i dopiero po chwili zorientowała się, że po raz kolejny poprowadziła światły monolog.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Remus Pringsheim

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 28
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 317
  Liczba postów : 83
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13864-remus-pringsheim
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13879-awanturnik-bez-rozdzki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13880-pad#367019
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13875-remus-pringsheim
Demony zmroku QzgSDG8




Gracz




Demony zmroku Empty


PisanieTemat: Re: Demony zmroku   Demony zmroku EmptyCzw Sty 05 2017, 02:04

Dobrze, że się nie przyjrzałaś tatuażowi, bo w tamtej chwili dzielnie głosił "Conqueror of Hearts". Zapomniałem, że powinienem go zakrywać, bo bywa kapryśny i dorabia mi rogi w najmniej odpowiednich momentach... Teraz myślałem gorączkowo jak to wszystko rozwiązać taktycznie. Najbezpieczniej byłoby ciebie przetransportować za pomocą fiuuu prosto do kominka w Twoim domu, ale bałem się, że jak się tam pojawię, to wzbudzę co najmniej zamieszanie. Czułem się skonsternowany. Mogłem też przerzucić się gdzieś do centrum i stamtąd Cię zanieść do domu, co jawiło się logiczniejszą opcją, bo nie chciałem Cię jeszcze ściągać do siebie. Miałem wrażenie, że już i tak jesteś dostatecznie zagubiona i... kurde... Głupio mi było, że to wszystko tak wyszło! Jakbym Cię widział wcześniej, to może nie stałoby się to wszystko, może zapytałbym, co robisz? Gdzie idziesz? Nikt by nas nie zaczepił, odstawiłbym Cię bezpiecznie do domu. Ja bym był szczęśliwy, Ty byłabyś bezpieczna...
Nauczony byłem, żeby się troszczyć o innych, więc się troszczyłem. Szczerze. Martwiłem się, chociaż nie byłaś nikim ważnym w moim życiu. Wiedziałem, że tak powinienem i czułem, że nie mogę inaczej!
Wzdrygnąłem się lekko, kiedy mnie dotknęłaś. Miałaś przyjemną, miękką skórę. Wiesz o co się martwiłem? Że jeszcze mnie posądzą o jakieś dewiacje, czy ataki na Twoją osobę! Nie wiedziałem ile masz lat, ale wyglądałaś na dużo młodszą i przerażało mnie to. - Alice... - Wyszeptałem cicho. - Spokojnie. Nie chcę Ci prawić morałów, nie jestem od tego. Po prostu... - Odwróciłem głowę. - Mogło stać się coś strasznego. - Miałem ochotę dodać "Obiecaj mi, że będziesz na siebie uważała", ale jakie miałem do tego prawo? - Cholera... tak się cieszę, że nic Ci nie jest... - Nie umiałem tego dłużej dusić. Naprawdę kosztowało mnie to kupę nerwów, żeby tą kruszynę uratować i przetransportować. - Dlaczego poszłaś na basen tak późno? Przecież mogłaś iść o każdej porze... mogłaś nie iść tym skrótem...- Napędziłem się. Za bardzo... - Niepotrzebnie gdybam. Ważne, że jest wszystko w porządku. Twoja mama wie, gdzie jesteś? Pewnie się martwi cholernie... - Dodałem i dotknąłem jej czoła, żeby sprawdzić, czy wszystko okej. Była lodowata. Upewniłem się, że szczelnie się owinęła kocem. Było lato, ale wiadomo jak to brytyjska pogoda.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Alice Månen-Findabair

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 24
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 394
Dodatkowo : animagia
  Liczba postów : 450
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13826-alice-manen-findabair
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13832-blekitny-plomien-eee-po-prostu-zapraszam#366382
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13830-piru#366380
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13828-alice-manen-findabair#366376
Demony zmroku QzgSDG8




Gracz




Demony zmroku Empty


PisanieTemat: Re: Demony zmroku   Demony zmroku EmptyCzw Sty 05 2017, 10:16

Wyglądała młodo, jak dziecko, które jeszcze nie zna życia. Tak również się zachowywała, nie miała do nikogo pretensji, że posądzał ją o młody wiek, ale nie zaprzeczę, że czasami mogło to irytować. W tej sytuacji było całkowicie inaczej. Mała Alice była bardzo zaskoczona zachowaniem Remusa. Był on dopiero drugim mężczyzną w jej życiu, którego całkowicie nie znała, a który był w stanie zaopiekować się nią w tak dużym stopniu. Uśmiechnęła się sama do siebie słysząc jak już nie wytrzymał i wyrzucił z siebie tą jedną sentencję.
Przypominasz mi Dzikiego… – pomyślała, a na jej sercu zrobiło się zarówno ciepło jak i zimno. Poczuła dwie sprzeczne ze sobą emocje. Nie poznała ich, ale nie przeszkadzało jej to. Nie ważne jaka to emocja, nie ważne, co czuje, najważniejsze, że jej ciało nie zmusza ją do odwrotu.
- Wyszłam koło południa – oznajmiła jakby to było nic, że dziewczyna pływała od południa do tej godziny! – prawdopodobnie dlatego ciało odmówiło mi posłuszeństwa ze zmęczenia – nie musiała mu na razie wspominać o chorobie, a przede wszystkim nie chciała go jeszcze bardziej stresować. Co by to było, gdyby się dowiedział, że jest chora na Somnium Mortiferum i w każdej chwili może zapaść w śpiączkę, która by snu nie przypominała, a śmierć. To by tylko spotęgowało zamartwianie się mężczyzny.
Alice zaśmiała się zakłopotana, czuła się jak małe dziecko, którym opiekuje się świeżo upieczony ojciec. Małe kichnięcie jest brane na miarę apokalipsy i każdy kto tylko uzna, że jest inaczej, tak naprawdę stara się skrzywdzić jego kochane bobo.
- Wydaje mi się, że muszę wybić Cię z jednego błędu – zaśmiała się. Jest dorosła, nie musi mówić Chloe gdzie idzie. Chociaż i tak to robi, przez wzgląd na to, że jej ciało jest słabe i gdyby zasłabła, potrzebowałaby pomocy. Gdyby jeszcze Chloe się dowiedziała, co się stało, to najprawdopodobniej dziewczyna nie mogłaby wychodzić z pokoju. Zamknięta w wieży księżniczka – wiem, że wyglądam tak, ale nie jestem dzieckiem – podrapała się po głowie nie za bardzo wiedząc jak to rozwinąć. Tak mówi każda piętnastolatka, myśląc, że poznała już cały świat i wie wszystko. Zawsze się spotykała ze sprzeciwem i niedowierzaniem, a wciąż nie wiedziała jak się może podzielić tą informację ze światem. Zwłaszcza, że ta troska może zniknąć z tą wiedzą, a była… bardzo przyjemna – mam dwadzieścia jeden lat, więc… mam trochę więcej swobody od dziecka – zaśmiała się pod nosem z wielką uwagą obserwując jego reakcję – oprócz tego… już mi nogi odpoczęły, więc… chyba powinnam radę iść – dodała nie będąc do końca pewna swoich słów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Remus Pringsheim

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 28
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 317
  Liczba postów : 83
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13864-remus-pringsheim
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13879-awanturnik-bez-rozdzki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13880-pad#367019
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13875-remus-pringsheim
Demony zmroku QzgSDG8




Gracz




Demony zmroku Empty


PisanieTemat: Re: Demony zmroku   Demony zmroku EmptyCzw Sty 05 2017, 15:51

Śmiałem się później wiele razy z tego, jak cię oceniłem. Prawda to, że do dzisiaj wyglądasz przy mnie jak krasnoludek, a przy okazji masz dziewczęce rysy twarzy, które tylko pogłębiają to wrażenie. Z czasem zacząłem doceniać twoją urodę i przestałem widzieć w tobie dziecko, a zacząłem zauważać kobietę. Ładną i silną z charakteru. Pomimo tego, że jesteś wątła fizycznie, delikatna. To chyba mnie właśnie urzekło najbardziej. Dla innych jesteś po prostu bezbronną, kruchą osóbką, a ja znalazłem też w tobie oparcie. Ja. Widzisz, jak bardzo pozory potrafią wprowadzić w błąd?
Uniosłem brwi ze zdumienia. - Południa? - Bezwiednie powtórzyłem to jedno słówko. Szybko przeliczyłem sobie czas i... matko jedyna! Przecież to będzie z dziewięć, dziesięć godzin! - Pływasz w kadrze narodowej, czy jak? - Jakoś nie chciało mi się do końca wierzyć w tą historię z całym dniem na basenie, ale z drugiej strony to by tłumaczyło jej osłabienie i mokre włosy. Może była za malutka, żeby się wygrzebać na brzeg. - Nie obraź się, że to powiem, ale drabinkę Ci wyciągnęli i nie mogłaś wyjść? - Zaśmiałem się. Atmosfera się trochę rozluźniła. Usiadłem obok na kanapie i położyłem rękę na kocu. Zrobiło się bardziej przytulnie. Spięcie związane z całą tą sytuacją mijało w miarę tego, jak odzyskiwałaś siły. Widziałem, że jest lepiej i poza tym ochłonąłem trochę.
Zaskoczyłaś mnie jednak po raz drugi. Byłem przekonany, że jesteś uczennicą co najwyżej piątej klasy, dzieckiem. Myślałem, że uciekłaś z domu, wpieprzyłaś się w jakieś kłopoty i stąd to całe zamieszanie, a tymczasem nie mogłem wyjść ze zdumienia - ciągle mnie zaskakiwałaś. Findabairówna, której nigdy nie dane mi było spotkać, ani zobaczyć, choć wiedziałem, że jest was tam kilka, na dodatek dorosła, choć wyglądasz jak uczennica. Niesamowite. Szybko przeliczyłem wszystko w głowie. Otworzyłem bezwiednie usta ze zdumienia. - Dwadzieścia jeden? - Po raz kolejny powtórzyłem po tobie. Zmierzyłem cię jeszcze raz wzrokiem. Przemyślałem jeszcze ile wypiłem, zanim wyszedłem z klubu i czy nie uderzyłem się w głowę w trakcie szamotaniny, ale wszystko wskazywało na to, że to... była prawda. Albo wielka ściema. Tylko czy miałem podstawy, żeby ci nie ufać? Twój głos nie był taki dziewczęcy, zachowanie również. Patrzyłem w twoje oczy i nie widziałem w nich takiego dziecięcego blasku, jaki powinienem był tam dostrzec. Choć wydawało się to nieprawdopodobne, ale byłaś dorosłą kobietą. Powstrzymałem się od uwag odnośnie twojego wyglądu, bo jakkolwiek ich nie sformułowałem w swojej głowie, to i tak brzmiały niezręcznie. Głupio byłoby mi powiedzieć, że jesteś ładna, bo z tyłu głowy coś mi mówiło, że jesteś dzieckiem, a z drugiej wiedziałem, że jesteś dorosła, więc ciężko było mi skomentować twoją dziewczęcą urodę. - Jesteś pewna? - Spojrzałem na ciebie z powątpiewaniem. Odgarnąłem włosy z twojej twarzy. Byłaś chłodna. Jakby wyziębiona. Nie wiedziałem nic o twojej chorobie, ale przestraszyłem się, aż drgnąłem. - Nie jestem przekonany. Jesteś strasznie wyziębiona Alice. - Położyłem dłoń na jej czole. Czułem, jakbym pod palcami miał lód albo zimny metal. Było lato, tym bardziej czułem się skonfundowany. - I gdzie chcesz iść? Zabiorę cię do domu, spokojnie. Słuchaj... - Odwróciłem na chwilę wzrok. - Zaczekaj chwilę, zaparzę Ci gorącej herbaty. Rozgrzejesz się trochę. Możesz mi coś opowiedzieć o sobie w międzyczasie? - Dokończyłem to zdanie już w kuchni, która była wydzieloną częścią salonu. Miałem stąd doskonały widok na kanapę. - Odstawię Cię nawet teraz, jeśli chcesz. Nie chcę Cię zmuszać do niczego. - Jak to powiedzieć? Uważałem, że to nierozsądne, gdybym pozwolił ci teraz podróżować. Zwłaszcza, że wiesz jak działa proszek fiuu i taka podróż do przyjemnych nie należy. To obracanie się, duszący dym, hałas. Sądziłem, że będzie lepiej, jeśli najpierw się zregenerujesz. - Możemy wysłać sowę do Twojego domu, żeby nikt się nie martwił i możesz przespać się w pokoju, bo jest wolny. Dam Ci klucz, możesz się zamknąć, jesteś tu bezpieczna... Ja miałem się zbierać do Doliny, ale mogę zostać do jutra. Kimnę się na kanapie i odstawię Cię po śniadaniu. Oczywiście to Twoja decyzja, wiem, że... no wiesz. - Czułem się skrępowany, wiem jak to dziwinie brzmiało. - Po prostu uważam, że podróżowanie przez kominek będzie dla Ciebie teraz złym pomysłem, a teleportować się raczej nie dasz rady, zważając na to, że wcześniej też nie udało Ci się uciec. - Postawiłem kubek z gorącym płynem na stoliku, w zasięgu twojej ręki. - Potrzebujesz czegoś jeszcze?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Alice Månen-Findabair

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 24
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 394
Dodatkowo : animagia
  Liczba postów : 450
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13826-alice-manen-findabair
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13832-blekitny-plomien-eee-po-prostu-zapraszam#366382
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13830-piru#366380
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13828-alice-manen-findabair#366376
Demony zmroku QzgSDG8




Gracz




Demony zmroku Empty


PisanieTemat: Re: Demony zmroku   Demony zmroku EmptyCzw Sty 05 2017, 16:28

Wydawało się być to wręcz niemożliwe, by pływała przez tak długi czas. Ona też czasami w to nie wierzyła, ale kochała wodę. Kiedy tylko dotykała tafli i chowała się pod jej powierzchnią traciła poczucie czasu. W jej mniemaniu pływała i myślała przez kilka godzin, maksymalnie trzy. A kiedy postanowiła sprawdzić, która jest godzina zamarła. To uczucie jest straszne, kiedy nie wiesz co się wokół ciebie dzieje.
Słysząc jego słowa najzwyczajniej w świecie zaczęła się śmiać. Jej ciało powoli odzyskiwało coraz więcej czynności. Czuła coraz więcej siły w rękach i nogach, jej umysł stawał się coraz bardziej klarowny. Temperatura ciała wzrastała, ale wciąż na tyle wolno, by mógł się martwić. Była blada, jak trup. Ale nie zdawała się tym przejmować. Koc pomagał jej się ocieplić.
Była bardziej dojrzała niż na to wyglądała, czy niż pokazywała. Udawała dziecko, by ludzie czuli się lepiej w jej towarzystwie. Kiedy poważniała automatycznie zachowywała się sztywno i bardzo, bardzo odpowiedzialnie. Nie miała zamiaru stracić niczego więcej w swoim życiu, może właśnie dlatego nie pozwalała siostrom na ryzyko.
Kiedy dłoń Remusa zatrzymała się na jej czole, poczuła jak policzki ogrzewają się bardziej, gdyby temperatura jej ciała była normalna, zapewne oblałaby się rumieńcem, teraz jednak nie mogło to być zauważalne gołym okiem. Ale jego ręka mogła wyczuć, że robi się coraz cieplejsza. Im mniejsza temperatura i słabsze bicie serca, tym człowiek wolniej reaguje. Im więcej i cieplej, tym bardziej wyraziste ruchy mogła wykonywać.
- Z chęcią napiję się herbaty – odpowiedziała z szerokim uśmiechem. Mówienie o sobie nie przychodziło jej z łatwością. Bo zazwyczaj pomijała dwanaście lat życia ze swojej opowieści, a reszta nie była za bardzo ciekawa. Nie miała ochoty wracać teraz do domu, a na pewno nie w tym stanie. Musiała wrócić do całkowitej normalności. Ale równocześnie nie chciała mu sprawiać więcej kłopotów. Ale on sam sobie je przysparzał! Słysząc długi monolog o tym, co mogą zrobić, jakie ma propozycje i możliwości, uchyliła lekko usta w zaskoczeniu. Słuchała go z wielką uwagą nie wiedząc, co może powiedzieć w takiej sytuacji. Zamrugała kilkakrotnie, kiedy kubek pojawił się niedaleko i… Alice najzwyczajniej w świecie wybuchła śmiechem. Nie mogła się opanować, śmiała się, przytulając do siebie koc i kuląc się na kanapie. Ta cała sytuacja była… przezabawna!
- Jesteś niesamowity – wyrzuciła z siebie, kiedy trochę się uspokoiła, wciąż uśmiechając się szeroko, otarła łezki, które zebrały się przy kąciku oczu i spojrzała mu prosto w oczy – w tak krótkim czasie przeanalizowałeś wszystkie możliwe rozwiązania danej sytuacji i przedstawiłeś mi możliwości, jakie mogę podjąć wraz z konsekwencjami, czy pozytywnymi efektami, które na mnie wpłyną – po tej dosyć skomplikowanej wypowiedzi, mógł zyskać pewność, że nie zmyśla z wiekiem, a jest w miarę dorosła… no chyba, że była dzieckiem, które wypowiada się w taki dziwny sposób – to niesamowite – powtórzyła biorąc do ręki gorący kubek i zaczęła ogrzewać swoje dłonie. Mogło się wydawać, że jej ciało powoli odzyskiwały naturalne kolorki, w odcieniach brzoskwini.
- Z chęcią tu zostanę, o ile nie zostawisz mnie samej – podała swój warunek, dzięki któremu nie będzie się tak wysilać, tylko odpocznie w spokoju.
Puchonka przyłożyła do ust kubek pozwalając, by gorący płyn zaczął ogrzewać jej ciało. Mogło się przez chwilę wydawać, że ta mała dziewczynka zamruczała pod nosem, czując przyjemne ciepło – Czy czegoś potrzebuje? – zapytała sama siebie, po czy odwróciła się do mężczyzny i poklepała miejsce obok siebie – Powiedz mi coś o sobie – zagaiła z nadzieją, że chłopak bardziej załapie tę prośbę i zrezygnuje z przepytywania jej samej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Remus Pringsheim

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 28
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 317
  Liczba postów : 83
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13864-remus-pringsheim
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13879-awanturnik-bez-rozdzki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13880-pad#367019
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13875-remus-pringsheim
Demony zmroku QzgSDG8




Gracz




Demony zmroku Empty


PisanieTemat: Re: Demony zmroku   Demony zmroku EmptyPią Sty 06 2017, 00:33

Musiała zadziałaś najwyraźniej jakaś magia, bo nawet ja nie dałbym rady spędzić w wodzie tyle czasu, a należy wziąć pod uwagę, że woda wyciąga ciepło, więc można dostać hipotermii nawet kąpiąc się w ciepłym basenie - jego temperatura nadal jest niższa, niż nasza własna! No chyba że mówimy o jacuzzi. A może to było przeznaczenie? Wiesz... ja nie wierzę w takie rzeczy, ale to dość niesamowity zbieg okoliczności, musisz przyznać. To, że Ty zgubiłaś rachubę czasu i akurat wyszłaś, to że ja akurat nie miałem ochoty siedzieć dłużej na imprezie i wyszedłem bardzo wcześnie, to że oboje zdecydowaliśmy się na ten sam skrót. Było tego za dużo - nawet jak na takiego sceptyka, jak ja.
To właśnie cię zawsze wyróżniało na tle innych osób, które poznawałem: dwuznaczność twojej natury. Co ja mówię! Nawet nie dwuznaczność, a wielowątkowość. Wielokrotnie udowadniałaś, że potrafisz się odnaleźć w różnych sytuacjach i doskonale do nich dostosować, przy czym pozostawałaś perfekcyjnie naturalna. Może i ukrywałaś swoją poważną naturę, ale uwielbiam cię, kiedy się śmiejesz, wolę myśleć, że TO jesteś ty... bo jesteś, prawda? Niemożliwe, żebyś tak doskonale ukrywała swoje emocje. Po prostu składasz się z części, puzzli, które tworzą całość. Wszystko inne jest dla mnie irrelatywne - chciałem tylko wierzyć, że poznaję prawdziwą ciebie i że jest między nami szczerość i zaufanie.
Oboje bywaliśmy nieco ekstensywni w swoich wypowiedziach, ale nigdy mi to nie przeszkadzało - czasami cię wręcz zamęczałem długimi opowiadaniami, ale nie pozostawałaś mu dłużna. To dobrze. Nie lubię lakonicznych osób - nie rozumiem ich. Nie należą do mojego świata.
Śmiałaś się, więc i mi zrobiło się milej na sercu. Dobrze było wiedzieć, że moje starania przynoszą pewne rezultaty i że masz poczucie humoru i...
- Niesamowite? - Zdziwiłem się. - Niesamowite jest to, że ktoś potrafi myśleć rozsądnie? Racjonalnie? Wręcz logicznie? - Zaśmiałem się. Znów krzątałem się po kuchni, otwierając szafki w poszukiwaniu różnych naczyń i produktów. W międzyczasie oglądałem się na ciebie przez ramię, kontynuując swoją wypowiedź. - Nie miałaś chyba szczęścia do ludzi Findabair, co? - Oparłem się o szafkę, stając do niej przodem, napiłem się wody ze szklanki i przetarłem usta wierzchem dłoni.
Odetchnąłem trochę z ulgą, gdy przystałaś na moją propozycję, bo obawiałem się, że potraktujesz ją jako tanią próbę podrywania, podczas gdy mi naprawdę zależało na twoim bezpieczeństwie. Nie wiadomo było zresztą, czy ten człowiek nie śledził nas i czy nie spróbuje znów jakichś sztuczek. Na pewno nie puściłbym cię nigdzie samej, a ta sprawa powinna była zostać zgłoszona. Cóż... oboje o tym zapomnieliśmy, a konsekwencje miały nadejść jakiś czas później. To było równie istotne wydarzenie, jak to, które splotło nasz los.
Ten wieczór był bowiem wyjątkowy. Na pierwszy rzut oka nie było w nim nic szczególnego, ale my już czuliśmy, jakbyśmy znali się od lat. Choć jeszcze w niektórych kwestiach miałem wątpliwości co do wyrażania swoich opinii, tak jak miałem wątpliwości co do złożenia ci propozycji, żebyś została na noc, to i tak nie miałem w sobie za grosz skrępowania.
Skinąłem głową. - Dobrze, nie zostawię cię samej. - Zaśmiałem się znów i dokończyłem kanapki. Przyniosłem talerz i postawiłem na stole. - I okej... mogę Ci opowiadać nawet do rana, ale masz zjeść te kanapki. - Spojrzałem na stosik i oceniłem, że trochę przesadziłem. No dobra MOCNO PRZESADZIŁEM. - Eeee... - Przez chwilę milczałem zakłopotany, po czym potarłem brodę i dodałem. - Coś czuję, że to będzie dłuuuuga noc. - Uśmiechnąłem się i puściłem do ciebie oko, chwytając jedną z kanapek i wpychając do ust. Były pocięte na większe wagoniki - dla mnie na raz, ale ty byłaś jednak drobniejsza, więc idealnie na dwa-trzy kęsy. Zależnie od apetytu oczwiście!
Co ja mogłem Ci wtedy opowiedzieć? - No więc... hmmm... gram w quidditcha, ale to już pewnie wiesz... - Założyłem, że znasz się trochę na tym sporcie. Przywykłem też do tego, że ludzie wiedzą kim jestem. Lekko się skrzywiłem, bo strasznie tego nie lubiłem. Kiedy opowiadałem o sobie, odnosiłem wrażenie, że zachowuję się arogancko i że to jest skrajnie narcystyczne. Może to też dlatego, że ja naprawdę prowadziłem całkiem ciekawe życie i wiedziałem, że wielu mi tego zazdrości? Tylko czy to moja wina? - Jestem pałkarzem w Osach. - Dodałem trochę bez sensu, bo jeśli faktycznie mnie znałaś, to było oczywiste. Od kilku lat reprezentowałem barwy tego klubu i co ciekawe - zawsze startowałem w pierwszym składzie. Dopiero po tym spotkaniu pierwszy raz nie mogłem się skupić i zawaliłem okrutnie, ale o tym już chyba wspomniałem... - Jestem trochę starszy od Ciebie, panno Alice. - Posłałem jej znowu uśmiech i zachęciłem gestem do posmakowania jedzenia, które przygotowałem. - Mam latający motor, na którym lubię sobie podróżować. Słyszałem, że mugole podobno się zbierają w takie śmieszne grupy i ubierają w skóry, jeżdżą na motocyklach i szukają zaczepki... Zabawne prawda? - Zaśmiałem się - No ale mi to trochę imponuje. Taka wolność. Życie na własnych zasadach. Jestem trochę indywidualistą, wiesz? Może wyglądam na ekstrawertyka, ale po prawdzie, to lubię spędzać czas w małym gronie. - Spojrzałem ci w oczy. Miałem ochotę wtedy powiedzieć wszystko, absolutnie wszystko, ale w porę się powstrzymałem. Każdy ma swoje tajemnice i niech tak zostanie. - Alice... Ominęłaś moje pytanie. - Już wiedziałem, że popełniłem błąd. Nie zrozumiałem wcześniej, że chciałaś ominąć swój temat.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Alice Månen-Findabair

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 24
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 394
Dodatkowo : animagia
  Liczba postów : 450
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13826-alice-manen-findabair
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13832-blekitny-plomien-eee-po-prostu-zapraszam#366382
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13830-piru#366380
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13828-alice-manen-findabair#366376
Demony zmroku QzgSDG8




Gracz




Demony zmroku Empty


PisanieTemat: Re: Demony zmroku   Demony zmroku EmptyPią Sty 06 2017, 12:59

Czy można powiedzieć, że miała pecha do ludzi? Bardziej nie spodziewała się, że chłopak myślał już o rozwiązaniach od ich pierwszego kontaktu. Dla niej to chłopak w momencie, w którym to powiedział, przeanalizował wszystkie możliwości. A to, już było niezwykłe.
Kiedy chłopak postawił przed nią tą wielką kopę kanapek, jej oczy zabłyszczały, a ona spojrzała to na niego, to na jedzenie. Nie wiem, czy pan wie, panie Pringsheim, ale ta dziewczyna ma wręcz wilczy apetyt i jest w stanie zawstydzić największych wielbicieli jedzenia. Niektórzy, co odważniejsi, snują teorie o tym, że w jej żołądku istnieje przejście do drugiego wymiaru i właśnie dlatego wielkie ilości posiłków, nie wpływają na jej drobną figurę. Ale co się dziwić? Pływa tak dużo, oczywiście z przerwami, wysila swój organizm do granic możliwości, dlatego potrzebuje mnóstwo energii, a ją najlepiej się pozyskuje z jedzenia. Bez zastanowienia wzięła jedną z kanapek i odgryzła część. Jej wyraz twarzy diametralnie się zmienił. Pomimo zmęczenia, które wciąż się utrzymywało i było widoczne, można było zobaczyć to wielkie szczęście i nie do opisania radość. Jakby ktoś spełnił największe i najskrytsze marzenia panny Manen. Jej niewiele potrzeba do szczęścia, jak zresztą widać. Kolejne kilka gryzów i kanapka zniknęła z jej rączek.
- Starczy na dwie godziny – powiedziała z szerokim uśmiechem, biorąc kolejną z kromek do ręki. Kolejne dwa gryzy i jedna trzecia kanapeczki zaginęła w akcji. To będzie krwiożerczy mord na pysznym jedzeniu.
- Osy… – powtórzyła za nim w zamyśleniu. Nigdy się zbytnio nie interesowała Quiddichem, zawsze czuła, że w głębi duszy była bardziej mugolką. Nie znała się dobrze na świecie magii, było to dla niej zbyt skomplikowane. Chociaż tak naprawdę towarzyszyła jej przez całe życie. Nie wiedziała jakie są drużyny, kto w nich jest, kto z kim gra. Chciała spróbować się dostać w tym roku do drużyny puchonów, by móc ćwiczyć ciało i umysł, ale nie wiedziała, czy będzie na tyle dobra. Jedyne co miała do zaoferowania, to dobry wzrok i słuch, nic więcej.
- Jak to jest grać? – zapytała z niemałym zaciekawieniem. Do dziewiątego roku życia nie wiedziała nic o magii, do siedemnastego nadrabiała całą znajomość wszystkiego, wraz z mugolskim światem. Miała o wiele więcej do zaznajomienia się, niż mogłoby się wydawać, nie poświęcała się sportom. Później kolejne trzy lata straciła możliwość nauczenia się czegokolwiek. Jej życie było wielkimi przerwami, dziurami, o których nikt nic nie wie, nawet ona nie wie, czy chce coś o nich wiedzieć.
Alice słuchała z uwagą każdego jego słowa, zajadając się kanapeczkami. Chyba w czasie jego wypowiedzi zjadła z pięć. Teraz postanowiła jego ogrzać się przy herbatce i wzięła kilka ogrzewających łyków. Nie przerywała mu, nie komentowała. Lubiła słuchać. Już miała coś dodać, do jego słów, kiedy rozbrzmiały jego słowa. Dziewczyna uchyliła delikatnie usta, po czym zamknęła je niepewnie.
- Wybacz… – wydukała widocznie zakłopotana. Miała nadzieję, że nie zauważy, ale kiedy pytasz kogoś o niego, musisz być przygotowany na to, że pytania będą odbite w twoją stronę – moja mama… była mugolem… – zaczęła dosyć niepewnie – Chloe zaopiekowała się mną, jak miałam dziewięć lat – duży przeskok czasowy. Wolała nie mówić nic więcej na ten temat. Nawet jeżeli postanowi drążyć i dopytać, to ona i tak nie da mu żadnej, konkretnej odpowiedzi. Będzie płynąć, bądź odpowie mu ciszą. – lubię zielarstwo i pływanie – to drugie było akurat oczywiste – i małpki – dodała po dłuższym zastanowieniu, po czym zaśmiała się pod nosem. Zaczesała za ucho jeden z kosmyków włosów i wlepiła swoje szare oczy w Remusa. Wpatrywała się z wielką uwagą w jego oczy, nie zważając na to, czy może się kłopotać, czy denerwować z tego powodu – uważam, że życie jest zbyt krótkie, by żałować czegokolwiek, więc żyję tak, by się cieszyć każdym dniem – wyszczerzyła się do niego i odłożyła kubek na bok. Niby powiedziała najważniejsze rzeczy, a tak naprawdę nie powiedziała nic. Nie oparte żadnym doświadczeniem, przemyślanymi sytuacjami, same suche fakty.
- Wybacz – powtórzyła ponownie – ale nie umiem opowiadać o sobie, tak po prostu… nie wiem, co mogłabym powiedzieć – dodała i wzięła kolejną kanapkę.
Puchonka, była osobą, która bardzo szybko starała się zapominać o złych doświadczeniach. W końcu przeżyła ich tak dużo w życiu. Może właśnie dlatego nie rozmyślała o mężczyźnie, który chciał zrobić jej krzywdę. Była święcie przekonana, że już nigdy więcej go nie spotka. Bardzo się myliła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Remus Pringsheim

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 28
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 317
  Liczba postów : 83
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13864-remus-pringsheim
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13879-awanturnik-bez-rozdzki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13880-pad#367019
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13875-remus-pringsheim
Demony zmroku QzgSDG8




Gracz




Demony zmroku Empty


PisanieTemat: Re: Demony zmroku   Demony zmroku EmptyPią Sty 06 2017, 19:49

A może po prostu po tych kilku latach w śpiączce, bądź co bądź, wciąż pamiętałaś swoich rówieśników z Hogwartu, którzy - nie oszukujmy się - do najbardziej odpowiedzialnych osób zazwyczaj nie należą. W końcu to dzieciaki... przynajmniej ja tak ich postrzegałem. To oczywiście nie jest jakiś negatyw, nie jestem zrażony do uczniów i studentów Hogwartu, ale... sama rozumiesz - nie mój przedział wiekowy, nie moje życie.
Byłem pod wrażeniem patrząc jak zachłannie zajadasz się kanapkami, ale cieszyłem się, że narobiłem ich tak dużo. Zresztą - należało ci się! Po całym dniu na basenie musiałaś być wygłodzona. Miałem wrażenie, że burczy ci w brzuchu, ale może się przesłyszałem. Sam postanowiłem więc ograniczyć swój apetyt i kolejną kanapkę zjadłem w kilku kęsach, wolałem zostawić więcej dla ciebie.
- Widzę! - Zaśmiałem się, obserwując jak jedzenie znika w twoich ustach. -To mi również wygląda na jakieś czary. - Pokręciłem głową. Takie maleństwo, a taki apetyt!
Odwróciłem wzrok na jej pytanie. Zagryzłem wargę na chwilę, zmarszczyłem brwi i lewą ręką potarłem prawe ramię. To, że jestem charłakiem wiedziało niewiele osób. Niektórzy traktowali mnie jak trędowatego, innym to nie przeszkadzało. Wydawałaś się mi sympatyczna, ale jednocześnie bałem się, że jeśli ci to powiem, to ta historia się rozejdzie. Musisz zrozumieć, że w moim przypadku wyjawianie jakichkolwiek sekretów wiąże się z większymi konsekwencjami, niż w przypadku innych ludzi - gdybyś ty mi powiedziała o swoich najskrytszych marzeniach, to nie mógłbym tej wiedzy wykorzystać przeciwko tobie, a przynajmniej nie w takim stopniu, w jakim taka wiedza na mój temat mogłaby się odwrócić przeciwko mnie. To jeszcze nie był czas, żeby mówić ci, dlaczego wybrałem właśnie taką ścieżkę życia, skąd wzięły się moje decyzje i że w zasadzie to była moja jedyna możliwość, na zwiększenie własnego poczucia wartości i życie w szczęści. Wybór, który został mi narzucony, stał się moim marzeniem, czymś co pokochałem, moją pasją. Niewielu ma tyle szczęścia w nieszczęściu. Oboje jesteśmy zresztą naznaczeni. Ty - sierota chora na nieuleczalną chorobę, ja - charłak zmuszony do życia w magicznym świecie.
- Wspaniale. - Wzruszyłem ramionami. - Wiesz... To nie chodzi o samą grę, sam występ, widownię, o punkty. Nie chodzi nawet o adrenalinę, ale chodzi o cel. O to, że w quidditchu nie ma końca, nie ma celu, który osiągasz i musisz zadawać sobie pytanie "co dalej?" Po prostu zawsze jest to dalej, zawsze masz do czego dążyć. Nawet jeśli grasz w takiej drużynie, jak Osy. - Widziałem, że jesteś niezorientowana, ale zaakcentowałem ostatnie zdanie w taki sposób, żeby dać ci do zrozumienia, że gra w Osach to nie byle co. Oczywiście mogłem po prostu powiedzieć, że jesteśmy wielokrotnymi mistrzami kraju, że jestem pałkarzem w drużynie, która od zawsze słynęła z najlepszych zawodników na tej pozycji... Tylko po co? Nie jestem narcyzem, nie chcę się przechwalać swoimi osiągnięciami, ani statusem. Dostatecznie skrępowany czuję się, kiedy ktoś zadaje mi to pytanie i muszę opowiadać o tym, jak to jest być zawodnikiem jednej z trzech najlepszych drużyn w kraju, a pewnie i na świecie (jako że Wielka Brytania zawsze należała do czołówki jeśli chodzi o tą dyscyplinę).
Później się dowiedziałem, że chcesz grać i nawet wyciągałem cię na prywatne lekcje, gdzie mogłaś potrenować. W związku z twoją posturą nakłaniałem cię do ubiegania się o pozycję szukającej, ale prawdę mówiąc miałem w duchu nadzieję, że się nie dostaniesz... Bałem się, że coś ci się stanie - sam wiem, jak bardzo niebezpieczny jest to sport i jak wiele kontuzji odniosłem w ostatnich latach. W św. Mungu znają mnie lepiej niż moja rodzina! Sam fakt, że pamiętała mnie nawet praktykantka, która była tam dosłownie przez chwilę, mówi wiele o tym, jak wiele wizyt musiałem tam przeżyć. No a w związku z twoją chorobą... nie chciałem ci niszczyć nigdy marzeń, ale gdzieś w głębi ducha chciałem cię zamknąć pod kloszem, żeby nie narażać cię na świat zewnętrzny. Oczywiście nigdy do tego nie dopuściłem, bo wiedziałem, że to byłoby złe.
- Zielarstwo - rozumiem, pływanie to nawet logiczne, a co z tymi małpkami? - Zaśmiałem się. Tak bardzo nie pasował mi twój faktyczny wiek, do wizerunku, jaki tworzyłaś. Byłaś urocza, ale wydawałaś mi się dzieckiem. Czułem się tamtego wieczoru jak twój ojciec i przyznam szczerze, że było mi całkiem przyjemnie w takiej roli. - Rozumiem, że prowadzicie ten ośrodek dla zwierzaków, ale dlaczego akurat małpki? - Zaciekawiłem się. Zwróciłem też uwagę, że pominęłaś spory fragment odnośnie swojej przeszłości i nauczony doświadczeniem pominąłem go umyślnie. - Alice... proszę napiszmy ten list. - Podniosłem się z kanapy i poszedłem do gabinetu po pergamin i pióro. Wróciłem z tymi przedmiotami i położyłem je na stole. - Nie chciałbym, żeby się o Ciebie martwili w domu. Rozumiem, że jesteś dorosła, ale to by było uczciwe. - Podałem ci pióro zanurzone już w atramencie i podsunąłem kartkę, sam tymczasem wyszedłem na chwilę poszukać klatki z sową mojego przyjaciela.
Wróciłem po chwili z ptakiem siedzącym na moim ramieniu. - Napisz, zjedz i... - Popatrzyłem na ciebie - wyglądałaś dużo lepiej, ale po takim dniu pełnym wrażeń chyba przydałoby ci się trochę snu. - Myślę, że najlepiej będzie jak się położymy spać. - Skończyłem myśl wyczekując odpowiedzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Alice Månen-Findabair

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 24
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 394
Dodatkowo : animagia
  Liczba postów : 450
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13826-alice-manen-findabair
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13832-blekitny-plomien-eee-po-prostu-zapraszam#366382
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13830-piru#366380
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13828-alice-manen-findabair#366376
Demony zmroku QzgSDG8




Gracz




Demony zmroku Empty


PisanieTemat: Re: Demony zmroku   Demony zmroku EmptySob Sty 07 2017, 13:25

Słuchała go z uwagą i zaciekawieniem, jednak nie wydobyła z siebie żadnego słowa. Czuła jak jej ciało ogarnia zmęczenie. Może i odpoczęła trochę, a uśmiech nie schodził z jej drobnej twarzyczki, to jednak chciała zasnąć. Na jedną noc, nie na wieki. Za każdym razem gdy odczuwała chęć snu, ogarniał ją strach. A co będzie, jeżeli zamknie oczy i ich już nie otworzy? Albo gdy je otworzy, okaże się, że zatrzymała się, gdy cały świat krążył wokół niej, nieubłaganie zabierając czas i minuty. Ona nie zmieniłaby się, wciąż wyglądałaby jak dziecko, wciąż byłaby sobą, ale ludzie, których zna, którzy są wokół niej byliby starsi. Gdyby miała chłopaka, to co by się z nim stało? Postarzałby się, znalazłby sobie kogoś innego? A rodzina? Robili się coraz starsi, gdy jej komórki nie odczuwały zmiany, gdy jej ciało nie czuło różnicy. Lata mijały, a ona czuła się taka, jak kiedyś. Badania nie ukazały zmian. W przeciągu dwóch lat snu, postarzała się zaledwie o kilka miesięcy. Niektórzy mogą nazywać to wieczną młodością. Ale co to za młodość, gdy tracisz lata życia? Gdy nie możesz ruszyć palcem u stopy i nie wiesz jak wszystko się zmienia wiruje. Widzisz tylko ciemność i tkwisz w niej samotnie nie mogąc się do nikogo odezwać. A kiedy w końcu otwierasz oczy, z nadzieją, że ujrzysz ten sam świat, doznajesz szoku, bo nic nie jest takie jak było. Twarze, które znałeś na pamięć, które mógłbyś opisać bez mrugnięcia, bez zawahania są starsze. Pokrywają je zmarszczki, doświadczenie smutku, czy radości. Dojrzałe, inne. Patrzą na ciebie z politowaniem, z żałością starają się zachowywać jak kiedyś, ale nie czują już takiej potrzeby. Jesteś taki sam, jaki byłeś, a oni się zmienili. Nie potrzebują oparcia twojego, nie potrzebują twojej troski. Żyją już innym życiem, w którym nie jesteś potrzebny.
Zmiany się nieuniknione, ale lepiej widzieć ich przebieg, przyzwyczajać się do nich. Kiedy nagle bez ostrzeżenia dostajesz w twarz od życia całym wiadrem zmian, nie jesteś w stanie się odnaleźć w życiu. Musisz się cofnąć, znaleźć nowych przyjaciół, nowych bliskich, a kiedy ponownie zapadniesz w sen. Będziesz już wiedział, że życie, które dla ciebie stanęło w miejscu, dla innych płynie i musisz się pogodzić z kolejną stratą. Z kolejną pustką.
Dziewczyna wróciła do rzeczywistości dopiero wtedy, kiedy zostało zadane jej pytanie. Spojrzała na mężczyznę z szerokim uśmiechem, który nawet nie drgnął pomimo tych wszystkich, poważnych rozmyślań. Wciąż była uśmiechniętą dziewczynką, której nic nie było w stanie ruszyć.
- Są przeurocze! – odpowiedziała bez zastanowienia, w jej oku pojawił się pewnego rodzaju błysk – I wydaje mi się, że mamy podobne charaktery – zaśmiała się z tego zdania. Tylko ona wiedziała, o co tak naprawdę chodzi w tym zdaniu. Nie miała zamiaru dzielić się tą wiedzą.
W końcu mężczyzna przyniósł pergamin i pióro, a ona wzięła je bez zastanowienia i nabazgrała kilka słów. Miała bardzo brzydkie pismo, ledwo się dało z niektórych słów cokolwiek rozczytać. Uczyliście się kiedyś na nowo pisać? Albo przypominaliście sobie jak to się robi ręką, która nie ruszała się przez dwa lata? Nie? To proszę jej nie oceniać.
Z kieszeni wyciągnęła różdżkę.
- Arcesso Noctua – wyszeptała i odczekała, aż do pomieszczenia przybędzie sowa. Jakie było jej zaskoczenie, gdy najbliższą sową, w promieniu dwóch kilometrów, okazała się jej! Mała kulka piór wylądowała na głowie puchonki jeszcze bardziej się pusząc. Wyglądała jak maskotka! Przytuliła się do jej włosów i ułożyła tak, jakby chciała zapaść w sen – Piru~! – z pewną melodią wypowiedziała imię ptaka i ściągnęła go z głowy – Zaniesiesz to Chloe, dobrze – powiedziała i pogładziła sowę po dziobie. Nie był to dobry pomysł, bo ta się jeszcze bardziej przytuliła do dziewczyny. Ona bezczelnie i okrutnie podrzuciła ją zmuszając do lotu i westchnęła głęboko, gdy zniknęła z pola widzenia.
- Teraz możemy iść spać – wyszeptała z delikatnym uśmiechem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Remus Pringsheim

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 28
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 317
  Liczba postów : 83
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13864-remus-pringsheim
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13879-awanturnik-bez-rozdzki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13880-pad#367019
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13875-remus-pringsheim
Demony zmroku QzgSDG8




Gracz




Demony zmroku Empty


PisanieTemat: Re: Demony zmroku   Demony zmroku EmptySob Sty 07 2017, 16:28

Widziałem, że jesteś zamyślona, a może raczej: zmęczona? Pewnie emocje spłynęły do końca i powoli twój organizm uświadomił sobie, że to wszystko, co miało miejsce było co najmniej wykańczające dla organizmu. Sam dziwiłem się, że tak długo wytrzymałaś. Mi również brakowało już energii, ale nie dawałem tego po sobie poznać. Tak samo jak tego, że jestem cholernie obolały po tych kilku trafieniach w trakcie walki. Najchętniej wskoczyłbym do wanny z gorącą wodą i odpoczął, zrelaksował się, rozluźnił wszystkie mięśnie, zamknął oczy, oparł głowę i zasnął. Wiele razy już mi się to zdarzało.
Rodzina to największe błogosławieństwo jakie mogłaś mieć, bo tylko oni byli stałym punktem w twoim życiu i chorobie. W razie najgorszego, mogłaś liczyć, że Chloe po przebudzeniu przytuli cię i nadal będzie cię kochała, nadal będziesz jej córeczką. Co miała jednak przynieść przyszłość? Kładziesz się spać ze swoim kochankiem w noc poślubną, a budzisz, kiedy on jest już starcem.. Czy ktokolwiek byłby w stanie to przeżyć? Czy mogłabyś wymagać od kogoś takiego wierności? Tak wielkiego poświęcenia? Czy może byłoby to już egoistyczne? Nigdy nie chciałbym mieć takiego poczucia, jakie tobie towarzyszy od momentu, od którego dowiedziałaś się o swojej chorobie.
Zaśmiałem się w głos - Podobne mówisz? - Figlarny błysk w moim oku. Zastanawiałem się, co masz na myśli, ale nie wymawiam żadnej myśli do końca. - Nie musiałaś wołać swojej sowy. - Wskazałem na ptaka siedzącego na moim ramieniu. Chyba naprawdę byłaś zmęczona! Przyglądałem się, jak uroczo zwierzak się do ciebie przytula, a następnie jak wylatuje przez okno. Wstałem, żeby zgasić światło, potem nakryć cię kocem i usiąść na podłodze obok kanapy. Oparłem się o nią plecami i odchyliłem głowę wpatrując w sufit. Promienie księżycowego światła przefiltrowane przez liście drzewa stojącego pod oknami wdzierają się do środka i malują na nim fascynujące motywy. Przywodzą mi na myśl wzburzone fale spienionego morza u brzegu skandynawskich klifów. Nigdy ich nie widziałem, ale tak właśnie sobie je wyobrażam. - Dobranoc... - Szepczę jeszcze cicho, ale coś mi mówi, że już zdążyłaś zasnąć...

[z/t]x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Demony zmroku QzgSDG8








Demony zmroku Empty


PisanieTemat: Re: Demony zmroku   Demony zmroku Empty

Powrót do góry Go down
 

Demony zmroku

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Demony zmroku QCuY7ok :: 
retrospekcje
-