Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Gabinet okolicznego uzdrowiciela

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość


Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 30249
  Liczba postów : 49440
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Gabinet okolicznego uzdrowiciela - Page 2 QzgSDG8




Specjalny




Gabinet okolicznego uzdrowiciela - Page 2 Empty


PisanieTemat: Gabinet okolicznego uzdrowiciela   Gabinet okolicznego uzdrowiciela - Page 2 EmptyPon Lis 08 2010, 18:21

First topic message reminder :


Gabinet okolicznego uzdrowiciela

Gabinet okolicznego uzdrowiciela, który zrezygnował w pracy w Świętym Mungu, znajduje się nieopodal Trzech Mioteł. Do wejścia prowadzą niewysokie schodki, jednak trzeba się ich wystrzegać i chodzić powoli, bo nie trudno o poślizgnięcie się, szczególnie o tej porze roku. Witając w środku, przechodzimy przez przyjemny, ciepły korytarz, którego podłoga została wykonana z nienaturalnie ciepłego drewna, natomiast ściany pomalowano na bladozielony kolor. Pierwszym, typowym dla takich miejsc etapem jest przebrnięcie przez krótką rozmowę z leciwą kobietą, urzędującą za hebanowym biurkiem, która prowadzi swego rodzaju spis pacjentów zarówno zapowiadających swoją wizytę, jak i nie. Następnie, jeżeli nie ma zbyt dużej kolejki (co zdarza się niezwykle często), zostaje się skierowanym bezpośrednio do gabinetu na oko pięćdziesięcioletniego uzdrowiciela. Mężczyzna jest bardzo miły, nie gdera ani nie marudzi, podobno "pomaga na prawie wszystko", hm.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Matthew Alexander

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 1122
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 1262
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander
Gabinet okolicznego uzdrowiciela - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Gabinet okolicznego uzdrowiciela - Page 2 Empty


PisanieTemat: Re: Gabinet okolicznego uzdrowiciela   Gabinet okolicznego uzdrowiciela - Page 2 EmptyNie Gru 02 2018, 15:14

Brak kontaktu nigdy mu nie przeszkadzał.
Co nie zmienia faktu, że powinien go utrzymywać. Większość wiadomości już zdołał zignorować - nawet od tych najbliższych mu osób, najdłużej znanych. Zamykał się wśród ekspresji własnych wspomnień oraz wymagań, nie pozwalał na to, by ktoś, niespodziewanie, nienaturalnie zniszczył jego dotychczasowe myśli oraz starał się go zmienić. Nie zmienia to jednego faktu - że im bardziej odgradzał się murem od ludzi, którzy starali się do niego dotrzeć, tym bardziej się zmieniał. Tym przechodził większą metamorfozę, tym bardziej markotniał, a przede wszystkim - tracił swój dawny blask. Niestety, Matthew nigdy nie był osobą wyjątkowo stabilną - w związkach nie wiadomo, jak to było - co nie zmienia faktu, iż jego życie przypominało sinusoidę. Raz lepiej, raz gorzej, regularnie, z takimi samymi odstępami czasu. Ostatnio było jednak o wiele gorzej, choć jedna osoba starała się go wydobyć z tego bagna. Jakby nie było, za mocno przywiązywał się do ludzi, utrata go bolała w przypadku, gdy był w stanie zrozumieć, że uczucie, które go łączyło, nie było czymś zwyczajnym, wręcz przeciwnie - czymś nietypowym. Starał się dokształcić we własnym zakresie, starał się w pewnym stopniu, pod wpływem własnym, wyjść na lepszego człowieka. Nadal jednak posiadał wady, nad którymi nie potrafił zapanować. Chorobliwe zamknięcie się w sobie wywoływało w nim mieszane uczucia, choć prawda jest taka, że on po prostu przyjmuje emocje od innych ludzi; uczy się, by następnie móc oszacować prawdopodobieństwo wbicia noża w plecy.
Zauważył znajomą postać, wyższą, z kosmykami o rudawych refleksach; niosącą niewiadomy pakunek niewiadomego pochodzenia; różowy, niczym dosłownie dla księżniczki. Nie spodziewał się go, choć podświadomie myślał, że przybędzie; jak zwykle, nie przejmując się regułami ustalonymi przez społeczeństwo. Byli do siebie niezwykle podobni, aczkolwiek wielce różni; zaskakiwało go to pod tym względem. Jakby nie było, Vaughn zaakceptował szaleństwo, Matthew zaś starał się walczyć z własnymi lękami oraz chorobami. Jedno było pewne - kto bardziej cierpiał, nie trzeba było się w ogóle pytać.
- Yeah, I know. - odpowiedział, spoglądając na poczynania ze strony studenta. No tak, to właśnie on zajmował się składaniem go do kupy, a potem odpokutowywaniem za to, że pewna bańka emocji zwyczajnie pękła. Nie przejmował się jednak brakiem szacunku; lodowata wręcz twarz nie drgnęła w żadnym z możliwych ruchów, pomijając słowa, które opuściły jego wargi. Miło jednak byłoby, gdyby zszedł z tych biednych manekinów, chociaż były one trwałe i pozbawione w większości wad. Empatia nie pozwoliła mu ominąć tego, iż jedna odpowiedź wymijająca będzie skutkiem do powstania drugiego pytania. - Zrządzenie losu. - przyznał, jak najbardziej szczerze. Wszystko, jakby nie było, stawało się zrządzeniem losu, najlepiej na nie zwalić winę; wiarygodne, szczere, pozbawione wad, okrutnie brutalne.
- W Wielkiej Brytanii? - zapytał się, rzucił, albowiem wiedział, że Iglica nie pochodzi z tego kraju, chociaż zastanawiało go to, jakim cudem udało się Neirinowi przetrwać spotkanie z tymże wężem. Dodatkowe blizny także zdobył, aczkolwiek w jego przypadku nie było czym się chwalić; jakby nie było,nie miał powodów do dumy. Także na jego skórze pozostał ślad po dźgnięciu nożem oraz zakażeniu; drobne, niewidoczne ryski po wbiciu paznokci przez pacjentkę w stronę szyi także bywały trudne do spostrzeżenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Neirin Vaughn

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 196cm/106kg
C. szczególne : Oparzenia: noga(P), pół lewej, część torsu, wew ręki(P). Blizny: w poprzek gardła, 3 na piersi, 4 na nodze(L). Porażenie prądem: wew dłoni i przedramienia (L).
Galeony : 387
  Liczba postów : 1061
http://www.czarodzieje.org/t15703-neirin-vaughn#423773
http://www.czarodzieje.org/t16512-don-t-do-love-don-t-do-friends#454064
http://www.czarodzieje.org/t15736-kruk-pocztowy#424226
http://www.czarodzieje.org/t15719-neirin-vaughn#423916
Gabinet okolicznego uzdrowiciela - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Gabinet okolicznego uzdrowiciela - Page 2 Empty


PisanieTemat: Re: Gabinet okolicznego uzdrowiciela   Gabinet okolicznego uzdrowiciela - Page 2 EmptyPon Gru 03 2018, 12:21

Szaleństwo było prawdopodobnie wszystkim, co teraz miał. Co by zostało z jego osoby, gdyby nagle przywrócono mu normalność? Dorastając bez uczuć nie umie ich zrozumieć. Musiałby uczyć się wszystkiego jak dziecko, które odcięto od świata zewnętrznego na kilkanaście długich lat. Zbyt wiele relacji, opartych na chorobie, pokruszyłoby się jak zamki budowane z kart. Łączone niczym tylko niteczkami szaleństwa, powoli pozszywane w misterne konstrukcje. Piękne z zewnątrz - urocze, może lojalne, dla kogoś wręcz zakrawające o miłość. Ale z bliska widać, że utrzymywane przez brak strachu rudzielca, przez jego wypaczenie, niezrozumienie świata oraz umiłowanie do zwierząt jako organizmów prostszych i uboższych w skomplikowane przemyślenia. To wszystko upadłoby, gdyby tylko wyzdrowiał.
Nawet nie zdaje sobie sprawy, jak wielką częścią jego życia jest owo szaleństwo. Nie jest świadom, jak bardzo cierpiałby, gdyby był zdrowy. Jak szybko zapragnąłby znów zanurzyć się w apatii i szarości umysłu wypranego z emocji, przytłoczony światem, którego do tej pory nie zauważał, a jaki uderzyłby weń z całą mocą. Błogosławieni nieświadomi.
- Zdawałem kurs na uzdrowiciela zwierzęcego - zaczął, splatając na powrót ręce, kiedy już się mężczyzna napatrzył. - Nie polubiła mnie - dodał, przyglądając się twarzy Matta.
- Mamy jeszcze trochę czasu - uczniowie raczej za szybko się nie zejdą. Neirin przybył ze sporym wyprzedzeniem. Sam budynek był cichy, tylko z zewnątrz dobiegały odgłosy codziennego życia.
- Opowiedz mi o tym przewrotnym losie - mawia się, że ciekawość prowadzi do piekła. Czy ta wynikająca z troski także? Nie potrafił wyczuć, że miejscami nie powinien wtykać nosa w niektóre sprawy. Chciał dobrze.

______________________

Głos
I myself will become the apostle of
M̸͈̓A̴̮̋D̵̞͝N̷̬̒E̸̹͒Ș̸͊S̴͓̕!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Matthew Alexander

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 1122
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 1262
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander
Gabinet okolicznego uzdrowiciela - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Gabinet okolicznego uzdrowiciela - Page 2 Empty


PisanieTemat: Re: Gabinet okolicznego uzdrowiciela   Gabinet okolicznego uzdrowiciela - Page 2 EmptyPon Gru 03 2018, 19:58

Niestety, szaleństwo, w którym obydwoje żyli, miało dwie różne twarze. Matthew nie chciał tego szaleństwa, wbrew wszelkim pozorom. Jeżeli ktokolwiek myślał, że to był jego wybór, to tylko jedno stwierdzenie było prawdziwe: osoby te były ślepcami. Może garstka szaleństwa była potrzebna w jego życiu - ale nie cały kamień, przez który czuł, jak jego żebra zaciskają się w coraz to bardziej silniejszym skurczu, powodując duszenie. Ich pojęcia różniły się w zaskakujący sposób - Matthew nigdy nie stawiał żadnych relacji poprzez nitki, tak jak robi to rudzielec. Unikał relacji - to jest prawda niepodważalna; rzadko kiedy do siebie dopuszczając kogokolwiek, tylko nieliczni byli w stanie poznać jego najprawdziwszą naturę. I nie chodziło tutaj o czas lub cokolwiek innego związanego z poruszaniem się wskazówek na tarczy zegara; przeczucie, intuicja oraz empatia były kluczem do sporządzania w pewnym stopniu listy osób, na których mógł polegać. Nie zawsze jednak tak się działo; większość osób nie potrafiła go zrozumieć, masy znajdującej się pod sklepieniem czaszki nie potrafiła po prostu określić prawidłowo. Uznawali go za dziwaka - dziwaka na jednym z najtrudniej zrozumianych wydań, niczym tomiszcze napisane niezwykle niezrozumiałym dla reszty społeczeństwa językiem. Tylko osoby o specyficznych cechach mogły go w pełni odczytać. Nie każdy posiadał ten dar; mimo nawet starań samego uzdrowiciela, większość osób zwyczajnie go krzywdziła - niespodziewanie, bez konkretnego powodu. Nie dziwiło go to, chociaż rzeczywiście - po tych walkach pozostawały blizny; blizny, nad którymi nie mógł zapanować w żaden szczególny sposób.
Spojrzał zatem jeszcze raz na Neirina - tym samym zmęczonym, zamkniętym na emocje wzrokiem, pozbawione jakiejkolwiek wskazówki. Ich relacja ostatnimi czasy nie została niczym wzmocniona; choć tym się jakoś specjalnie nie przejmował. Zamiast tego - tkwił w swoich myślach melancholicznych zgodnie z rytmem własnego umysłu i psychiki. Różowe pudełeczko nadal znajdowało się gdzieś na blacie biurka, chociaż na razie nie spoglądał, co tam się znajduje; prędzej był zainteresowany samą osobą Walijczyka, nawet jeżeli tego nie okazywał. Ludzie od zawsze go interesowali; aczkolwiek był świadom tego, że czasami zaintrygowanie może przerodzić się w niezbyt przyjemne uczucie prześladowania, tudzież zawsze zachowywał umiar.
- Klinika Findabair? - zapytał się; niekiedy był w stanie usłyszeć o tejże miejscówce, gdzie poddawane rekonwalescencji zwierzaki powracały do żywych. Osobiście nie posiadał żadnych kwalifikacji do leczenia magicznych stworzeń; co nie zmienia faktu, że potrafił to robić. Wbrew pozorom te nie różniły się znacząco, choć należało wiedzieć, jak się z nimi obchodzić; podstawy miał w małym palcu, chociaż nieraz został pchnięty przez stres? w ramiona idiotyzmu. Obydwoje znali się na teoretycznie podobnych stworzeniach, aczkolwiek jeden robił to z czystej powinności oraz obowiązku, zaś drugi - z widocznie praktycznej miłości do zwierząt. Było to niczym dźwięk otwieranej, metalowej zapalniczki - charakterystyczny klik, charakterystyczne uwolnienie się płomienia i zapalenie papierosa - dym ostatnio kompletnie mu zobojętniał. - Nie sądzę. - przyznał. Ludzie również tak postępowali; krzywdzili nieświadomie, przestraszeni, zbici niczym psy, kompletnie zagubieni, wędrujący wzrokiem po ściankach, byleby znaleźć ukrycie we własnym cieniu koegzystencji na ziemiach, które to własnie zasiedlali. On, na krześle, Neirin zaś - zdając się łamać wszelkie zasady BHP.
- Nie zarażam innych dżumą, którą noszę w sercu. - powiedział jak najbardziej szczerze; wolał dusić w siebie cokolwiek, byleby móc uchronić innych przed konsekwencjami własnych działań. Mówiąc wprost - nie wyglądał na wyjątkowo gadatliwego, tudzież chętnego do rozmowy. Rozumiał jednocześnie ciekawość towarzysza; towarzysza, który prawdopodobnie chciał dobrze, choć było to niezwykle trudne do wyczytania. On zaś - nie był skory do dzielenia się własnymi przeżyciami, własnym życiem. Niemniej jednak, pewne objawy zarazy postanowiły wyjść poprzez objawy choroby; poczuł się wyjątkowo słabo, a przede wszystkim - na tyle słabo, że zbladł oraz stracił poczucie rzeczywistości. Dziwne zimno objęło jego ciało, zanim ktokolwiek był w stanie zainterweniować. Wszystko przebiegło wystarczająco szybko - a brak jakichkolwiek innych osób poskutkował zamknięciem warsztatów; bezwładna sylwetka uzdrowiciela została tym samym zabrana, zaś jeden z zainteresowanych - wyproszony.

| zt (x2?)

Lekcję zamykam.

Dziękuję, Neirin, że napisałeś.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Matthew Alexander

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 1122
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 1262
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander
Gabinet okolicznego uzdrowiciela - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Gabinet okolicznego uzdrowiciela - Page 2 Empty


PisanieTemat: Re: Gabinet okolicznego uzdrowiciela   Gabinet okolicznego uzdrowiciela - Page 2 EmptySob Lut 02 2019, 14:42

Ponowny dzień, ponowne nauczanie młodych dusz.
Przyzwyczaił się do tego. Nie był zbyt uprzedzony do dusz witających na jego lekcjach – tym razem jednak przeniósł swoje pole manewru do bardziej ruchliwego miejsca. Jakby nie było, zdawał sobie sprawę z pewnych, łatwych do wywnioskowania rzeczy – skupiwszy swoje tęczówki wprost na listę obecności, nie było zbyt dużej ilości osób uczęszczających na jego lekcje. Miał zatem nadzieję, iż pozorna zmiana lokalizacji – wynikająca głównie z dobrego przeczucia, choć również z tym mógł się mylić – przyniesie należyty skutek. Spowodouje zebranie jeszcze większej ilości dusz, dusz chętnych do nauki, dusz chętnych do przyswojenia cząstek należytej wiedzy. I nie miał zamiaru tego robić na siłę; jego lekcje, prezentacje, przedstawienia miały charakter czysto nieobowiązkowy. Chętni brali udział; nie posiadał zwyczaju ciągnięcia kogoś za ucho, by uczestniczył.
Dzień ten był spokojny, niezbyt przesądzony z góry o tym, co może się wydarzyć. W międzyczasie uzdrowiciel, oczekując na uczniów i studentów, choć nie zawstydziłby się również udziałem dorosłych w tymże całym przedsięwzięciu, siedział przy swoim biurku, pozwalając na to, by chłodne powietrze muskało jego plecy okryte białą, jedwabną koszulą z długimi rękawami. Jedna noga założona na drugą; czarne spodnie, do których wepchnięta została zgrabnie górna część garderoby, zdawały się jeszcze bardziej wydłużać jego nogi. Wygląd również uległ drobnej zmianie. Przede wszystkim koloryt jego skóry powrócił do prawie całkowitej normalności; nie był tak samo blady, jak miał w to zwyczaju, gdy prowadził poprzednie warsztaty. Zmiany w jego życiu były niekontrolowane, jednak ostatnio nie spotkało go nic złego – a przynajmniej zdołał uniknąć wszelkich nieszczęść czekających na niego podczas przemierzania drogi, długiej oraz kętej. Delikatna mgiełka perfum unosiła się wokół jego sylwetki, muskała nozdrza, twarz okryła się znacznie gęstszym zarostem, który dodawał mu wieku. Kręcone włosy zostały tego dnia wyjątkowo dobrze ułożone; nie żyły własnym życiem.
Niebieskie tęczówki wertowały bliżej nieokreślone dokumenty, starając się tym samym znaleźć odpowiedzi na pewne zagadnienia, pytania. Wyglądał na zajętego – zajętego przede wszystkim analizowaniem treści papierów, które znajdowały się przed jego oczami.

Pora dnia: popołudnie, poniekąd promienie słońca delikatnie przedzierają się przez okna pomieszczenia, nadając mu cieplejszych barw.
Temperatura: wyjątkowy prześwit wyższej temperatury, aczkolwiek nadal nie jest zbyt ciepło. Płatki śniegu przestały ozdabiać Hogsmeade tego dnia; jednak lepiej jest ubrać coś cieplejszego.
Nastawienie Matthewa: zaskakujące. Dzisiaj ma wyjątkowo dobry humor, można od niego spodziewać się pewnych dowodów. Trudno będzie go zdenerwować – w sumie zawsze tak jest, jeżeli chodzi o jego anielską cierpliwość.
Lokalizacja: wchodzisz do gabinetu poprzez przekroczenie pewnych ścieżek oraz naparcie dłonią na klamkę od drzwi. Reszta jest oczywista, choć tego dnia nie otrzymujesz stroju roboczego, zaś każde stanowisko składa się z dwóch krzeseł oraz kwadratowego stolika. Wszystkie przygotowane stanowiska są dwuosobowe! W związku z czym, oznacz swojego partnera, a jeżeli jesteś sam – dołącz do kogoś, kto również nie ma osoby towarzyszącej:

Kod:
<og>Partner:</og> @”TUTAJWPISZNICK”
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Vinícius Marlow

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 170,5 cm
C. szczególne : krzywy zgryz, dużo pieprzyków, w tym nad górną wargą
Galeony : 542
Dodatkowo : Prefekt fabularny
  Liczba postów : 258
http://www.czarodzieje.org/t16781-vinicius-oliver-marlow-budowa#466597
http://www.czarodzieje.org/t16785-vini-da-vinci?nid=2#466756
http://www.czarodzieje.org/t16786-vini-da-vinci#466765
http://www.czarodzieje.org/t16784-vinicius-marlow
Gabinet okolicznego uzdrowiciela - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Gabinet okolicznego uzdrowiciela - Page 2 Empty


PisanieTemat: Re: Gabinet okolicznego uzdrowiciela   Gabinet okolicznego uzdrowiciela - Page 2 EmptySro Lut 06 2019, 21:55

Fakt, że pozwolenie na uczestnictwo w warsztatach uzdrowienia, które odbywały się w szpitalu św. Munga było jednorazowe było dla Viníciusa dużym rozczarowaniem. Spodziewał się raczej, że skoro Bennett już raz ugięła się pod jego prośbami i przygotowała dla niego świstoklik, będzie mógł brać udział w każdych kolejnych zajęciach, przynajmniej tych prowadzonych przez Matthew Alexandra – przecież zarówno w czasie podróży, jak i samych warsztatów nie przydarzyło mu się nic, co mogłoby wzbudzić niepokój dyrektorki.
Nic więc dziwnego, że kiedy dowiedział się, iż kolejne spotkanie z Uzdrowicielem ma odbyć się nie w odległym Londynie, a tuż pod ich nosami – w Hogsmeade, od razu wpisał lekcję do swojego kalendarza. Nie było opcji by mógł odpuścić darmowe zajęcia, które dostarczą mu dodatkowej wiedzy z dziedziny zajmującej tak ważne miejsce w jego życiu. Jako że na zajęcia należało przyjść z parą, przytargał ze sobą Gab, nie zważając nawet na to czy ta ma na to ochotę. Nie sądził zresztą by miała protestować – była wszak jego przyjaciółką i doskonale wiedziała jak istotna jest dla niego obecność na tych warsztatach; jakżeby inaczej, przecież trajkotał jej o tym już od tygodnia ("byłem tam raz i było suuuper", "zobaczysz, uzdrawianie to najlepsza zabawa pod słońcem", "no weź, weź, weź, chodź ze mną" oraz najbardziej desperacka próba: "obiektywnie rzecz biorąc, Matthew jest naprawdę przystojny"). Finna nie namawiał z dwóch powodów – po pierwsze, był aż za dobrze świadom jego awersji do dziedziny uzdrawiania; wiedział, że Gard nie ma ochoty wiedzieć na ten temat więcej niż absolutne minimum, które wystarczało by ujarzmić przeziębienie. Po drugie jednak, choć nie mniej ważne – miał ochotę spędzić z nią czas. Ostatnio był taki zabiegany... nauka, treningi, nauka, pełnienie funkcji prefekta, nauka. Miał wrażenie, że minęły całe lata odkąd tak po prostu spędził z nią chwilę sam na sam, choć przecież niegdyś była to częsta praktyka. I choć lekcja mogłaby zdawać się nie być najlepszym możliwym miejscem do towarzyskich spotkań, nic nie stało na przeszkodzie by po niej odwiedzić jedną z miasteczkowych kawiarni.
Zobacz jaka jest pogoda. Świeci słońce i nawet przestało sypać. I wcale nie jest tak zimno. Nawet jeśli ci się nie spodoba to i tak warto było się przespacerować. – powiedział kiedy to szli razem drogą w stronę Hogsmeade. Niby zaciągnąłby ją wszelkimi możliwymi sposobami, a jednak czuł w sobie potrzebę, aby jakoś usprawiedliwić swoją determinację.
W końcu zatrzymali się przed wejściem. Viní odetchnął, spojrzał na Gab z uśmiechem i wszedł do środka, starannie wycierając buty aby nie nanieść do środka błota. Zapukał do drzwi, wszedł do środka i, rozpinając w międzyczasie płaszcz, skupił wzrok na uzdrowicielu.
Dzień dobry! – przywitał się, bezwiednie wkładając w to całą swoją radość. Cieszył się, że go widział, jakkolwiek głupio by to nie brzmiało. Choć inaczej – cieszył się, że miał możliwość by zobaczyć go na warsztatach. – Chyba w końcu się Pan wyspał. A może to zasługa słońca? – dodał, kiedy ocenił stan mężczyzny na o wiele lepszy niż to było podczas ich małej lekcji przy janowidzącej wronie. Wyglądał... cóż, promiennie. I wobec tego jego zapewnienia, że pan Alexander jest przystojny i Gabrielle w ostateczności będzie miała po prostu na czym zawiesić oko, okazały się prawdziwe. Powiesił płaszcz swój oraz Puchonki, po czym chwycił jej nadgarstek i poprowadził ją do jednej z ławek – zupełnie tak jakby w ostatniej chwili miała mu uciec.

Partner: @Gabrielle Levasseur

______________________


I’ll follow you into the dark.

Co się z nim dzieje?:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Harriette Wykeham

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 168
C. szczególne : za duży, powyciągany wełniany sweter na grzbiecie, łańcuszek z obrączką na szyi
Galeony : 444
Dodatkowo : pałkarz Gryffu
  Liczba postów : 1604
http://www.czarodzieje.org/t12489-harriette-morana-wykeham#336490
http://www.czarodzieje.org/t12490-ettie#336602
http://www.czarodzieje.org/t12491-poczta-ettie#336603
http://www.czarodzieje.org/t12492-harriette-wykeham#336605
Gabinet okolicznego uzdrowiciela - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Gabinet okolicznego uzdrowiciela - Page 2 Empty


PisanieTemat: Re: Gabinet okolicznego uzdrowiciela   Gabinet okolicznego uzdrowiciela - Page 2 EmptyCzw Lut 07 2019, 17:46

Nie wiedziała o żadnych warsztatach, bo też nie wiele ją one obchodziły. Wystarczająco dużo czasu poświęcała na studiowanie przedmiotów, z którymi wiązała przyszłość, żeby jeszcze biegać po dodatkowych zajęciach z innych dziedzin. Akurat była jednak w domu i nawet nie zauważyła jak ani kiedy jej tacie udało się namówić ją żeby poszła na jakieś durne warsztaty u hogsmaedzkiego uzdrowiciela. Nawet nie wiedziała kto nim teraz był.
Nie dadzą się spokojnie pogapić w sufit... A przecież gapienie się w sufit też jest czasem potrzebne.
Otworzyła drzwi, tupiąc nogami, żeby wszystkie grudy błota i stopniałego śniegu zostawić przed progiem. Miała blisko, więc nawet nie zakładała kurtki. Zawinęła tylko na szybko szalik Gryffindoru wokół szyi i wcisnęła na głowę jakąś czapkę.
- Dobry - rzuciła do młodego typa za biurkiem i strzeliła balonem z gumy do żucia - Porywające tłumy - rzuciła od niechcenia, skinęła rękom dwójce Puchonów, którzy byli już obecni. Nie zdejmując nawet ani czapki, ani szalika, opadła na najbliższe krzesło i bujając się na nim wbiła wzrok w sufit, zatapiając się we własnych myślach. Skoro w domu nie mogła, to chociaż tutaj.

NIE MAM PARY. MOŻNA DOŁĄCZAĆ.

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Gabrielle Levasseur

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 171 cm
C. szczególne : długie, blond włosy, w okresie letnim - piegi na nosie i policzkach
Galeony : 412
Dodatkowo : Ćwierćwila
  Liczba postów : 352
http://www.czarodzieje.org/t16791-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16826-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16936-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16819-gabrielle-levasseur
Gabinet okolicznego uzdrowiciela - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Gabinet okolicznego uzdrowiciela - Page 2 Empty


PisanieTemat: Re: Gabinet okolicznego uzdrowiciela   Gabinet okolicznego uzdrowiciela - Page 2 EmptyCzw Lut 07 2019, 21:35

Każda próba protestu jaką podjęłaby dziewczyna zapewne skończyłaby się lawiną argumentów ze strony Viniego, który z uporem maniaka pragnął wziąć udział w zajęciach prowadzonych przez Uzdrowiciela. Z tego też powodu, kiedy zaproponował jej partnerstwo zgodziła się bez mrugnięcia okiem - oczywiście nie obyło się bez jakże ujmujących i wymyślnych pochwał skupiających się nie tylko na samym sposobie prowadzenie lekcji, ale również osobie samego Uzdrowiciela.
Krótkie wtrącenia na ten temat podczas ich rozmów w trakcie śniadania czy w Pokoju Wspólnym były wręcz nagminne i wywoływały u Gabrielle jedynie uśmiech. Nie zmieniało to faktu, że ostatnio pogrążeni w prywatnych sprawach zaniechali nieco swoją przyjaźń, z czego oboje zdawali sobie sprawę. Lekcja parowana była swego rodzaju możliwością na uszczknięcia kilkunastu minut z całych dwudziestu czterech godzin i spędzenie ich wspólnie.
Nim zdołała odnaleźć się wciąż szybko biegnącym czasie i nowej rzeczywistości, w której jej życie obfitowało w wiele niezwykłych spotkań nastało wyjątkowe popołudnie. Słońce leniwie świeciło na firmamencie nieba dając złudną nadzieję rychłego nadejścia wiosny, zaś temperatura nie spadała poniżej zera. Wszystko to było jedynie dodatkowo zapowiedzią wspaniałego dnia, utwierdzając Gabrielle w przekonaniu, iż dokonała właściwego wyboru na spędzenie najbliższych minut a może nawet godzin.
- Spokojnie Vi, myślę że będzie tak super, jak mówisz - odpowiedziała z szerokim uśmiechem, ufała chłopaki a mimo tego,on nadal wyglądał tak jakby bardzo się stresował. Chwyciła jego dłoń, splatając ich palce ze sobą, był to dla nich zwykły przyjacielski gest, którym dziewczyna chciała dodać mu otuchy. Puściła ją dopiero, kiedy znaleźli się przed drzwiami prowadzącymi na zajęcia. Ona również wytarła buty oraz wygładziła materiał ubrania, by sekundę później przekroczyć próg.
- Dzień dobry - powiedziała na powitanie, nie mając zbyt dużo czasu aby przyjrzeć się mężczyźnie siedzącemu za biurkiem, Viní pociągnął ją w stronę pustej ławki.
- Zastanawiam się, dlaczego ten Uzdrowiciel się uśmiecha, to normalne? Moja mama nigdy tak nie wygląda gdy wraca do domu po pracy, to dziwne - zagadała cicho do chłopaka, marszcząc przy tym nieznacznie czoło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Luna A. Shercliffe

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 1.68 m
C. szczególne : włosy farbowane na blond z ciemnymi pasemkami, ugryzienie po zębach wilkołaka na lewym barku, dość spore blizny
Galeony : 327
Dodatkowo : likantropia
  Liczba postów : 138
http://www.czarodzieje.org/t16923-luna-ann-shercliffe
http://www.czarodzieje.org/t16950-ksiezycowe-relacje-relacje-ksiezycowe#472775
http://www.czarodzieje.org/t16951-moon#472799
http://www.czarodzieje.org/t16922-luna-ann-shercliffe
Gabinet okolicznego uzdrowiciela - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Gabinet okolicznego uzdrowiciela - Page 2 Empty


PisanieTemat: Re: Gabinet okolicznego uzdrowiciela   Gabinet okolicznego uzdrowiciela - Page 2 EmptySob Lut 09 2019, 20:20

Na zajęcia z uzdrawiania przychodziła chętnie. Nie zawsze temat jej pod pasował, ale jak jakiś łatwy to z chęcią. Wolała posłuchać czegoś o pierwszej pomocy niż rzucać czarami, jednak nie zawsze mogła na to liczyć. Zresztą nie traktowała tych zajęć, jak szkolnego przedmiotu, kiedy prowadził je Matthew Alexander. Nie mogła, zwłaszcza że nawet nie odbywały się w Hogwarcie, ani na jego terenach tylko w Hogsmeade. Co było nawet odprężające, kiedy całe miesiące siedziało się w dormitorium i chodziło tylko na zajęcia i do pracy — paskudna rutyna. Założyła na siebie lekką kurtkę i czapkę. Na pewno temperatura uległa zmianie i dało się to wyczuć, ale Luna lubiła ciepło i nie chciała ryzykować przeziębienia.
Otworzyła drzwi, niemal wkradając się do gabinetu. Na pewno przeszłaby niezauważona, gdyby nie musiała otwierać drzwi i przybyłoby więcej chętnych na zajęcia.
- Dzień dobry. - Przeszła niedaleko Matthew, witając go w dość pospolity sposób. Czego można było się spodziewać. Rozejrzała się, a jej spojrzenie padło na @Harriette Wykeham. Rozpięła kurtkę, zdjęła czapkę i znalazła się właśnie przy niej.
- Hej, mogę się przysiąść? - Gdyby nie to, że będą pracować w parach, na pewno nie podeszłaby do gryffonki. No cóż, czasami trzeba było się poświęcić, nawet w Hogsmeade.

Partner: @Harriette Wykeham
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Matthew Alexander

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 1122
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 1262
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander
Gabinet okolicznego uzdrowiciela - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Gabinet okolicznego uzdrowiciela - Page 2 Empty


PisanieTemat: Re: Gabinet okolicznego uzdrowiciela   Gabinet okolicznego uzdrowiciela - Page 2 EmptyNie Lut 10 2019, 11:06

Spoglądał, rzucał od czasu do czasu wzrokiem na zbierające się osoby, podnosząc nos spod dokumentów, którymi się obecnie interesował; jakby nie było, musiał poświęcić im odrobinę czasu. A humor miał dobry. Zaskakująco dobry. Stanowiska zostały wcześniej przygotowane, a tym razem postanowił zadziałać na korzyść lekcji praktycznych, bardziej skupiając się na tym, co może przydać się osobom zasiedlającym gabinet podczas zagrożenia życia. Przeczesał raz palcami swoje mniej kręcone włosy, kędzierzawości ich jednocześnie pozbawiając; rzucił błyskiem oczu w stronę pozostałych, jakby domagając się w pewnym stopniu dozy zainteresowania. Nigdy nie lubił znajdować się w tłumie ludzi, gdyż toksyczność ich oddechów zdawała się być zaskakująco przytłaczająca. Te warsztaty po części pomagały mu przystosować się do ludzi, aczkolwiek nadal nie stanowiły tego, co znajdowało się w jego koszmarach. Tutaj miał wszystko pod kontrolą, gdzieś indziej zaś skupiał się przede wszystkim nad faktyczną szansą przeżycia. Niby odsetek zgonu wyjątkowo niski, aczkolwiek i tak zaskakująco porządnie śledzący jego poczynania, czekający na jakąkolwiek oznakę nieostrożności i braku rozwagi. - Któż wie, być może. - odpowiedział krótko, zdawkowo, witając się z pozostałymi, którzy odważyli się przyjść na zajęcia dotyczące uzdrawiania.
Podniósł kącik ust delikatnie do góry w jakimś bliżej nieokreślonym uśmiechu; niewielki ruch mięśni twarzy zaowocował spokojnym nastawieniem uzdrowiciela do zebranych tutaj osób. A tych, jak zawsze, nie było zbyt sporo – o czym doskonale wiedział.
Mało kto śmiał podchodzić do tego przedmiotu z należytą rozwagą, w ogóle… Mało kto śmiał podchodzić do tego przedmiotu. Zdawał się być, w obliczu nadchodzących egzaminów, zaskakująco bezużyteczny, o czym dawał sobie doskonale sprawę. Nie każdy interesował się uzdrawianiem, tak samo jak on był kompletną kaleką pod względem lekcji transmutacji. Jeden z nielicznych przedmiotów, jaki stanowił dla jego mózgu istną, trudną do zrozumienia zagadkę. To nie tak, że się nie starał – prędzej mógł podejrzewać siebie o fakt braku predyspozycji do tejże dziedziny. Innego wyjścia nie było, zważywszy na to, jak wiele chorób w sobie posiadał, a w szczególności jedna dotyczyła jego myślenia.
Wstał, poprawił się, przeleciał dłonią po materiale, który okrywał jego ciało; wyprostował się, skierował spojrzenie oczu w stronę zebranych, aczkolwiek nie utrzymywał z nimi żadnego kontaktu wzrokowego. Za dużo problemów – był w stanie stwierdzić, gdy ostatecznie przeszedł do ogłoszenia, wydobycia z krtani słów, które przeszyły powietrze i rozdarły na dwa kawałki wszechobecną ciszę.
- Nazywam się Matthew Alexander oraz z zawodu jestem uzdrowicielem dyżurnym na oddziale urazów magizoologicznych w Szpitalu Świętego Munga. - przedstawił się, pozwolił na chwilę ciszy, by następnie przejść do głównego tematu lekcji, o której się rozpisywał. Która mogła im się kiedyś przydać; choć podejrzewał jednak, że z większymi urazami wiąże się jeszcze większa odpowiedzialność. - Na dzisiejszej lekcji zajmiemy się rodzajami bandażowania, aczkolwiek z początku przejdziemy do zaklęcia Vulnerra Ferre, które wyczarowuje odpowiedni opatrunek. - wytłumaczył, starał się jakoś zaciekawić osoby znajdujące się na jego zajęciach, jednak wiedział, iż nie bywa zbytnio przekonujący, więc nie podchodził do tego również z jakimiś większymi wymaganiami. - Odpowiedni ruch nadgarstka oraz wypowiedzenie słów. Vulnerra Ferre to gwarancja sukcesu. - przedstawił, zaprezentował; zwój bandaża pojawił się w mgnieniu oka z różdżki, ładnie zwinięty, zadbany, jakby nie było – także jałowy. Nie miał z tym problemów – jak to jednak będzie w przypadku uczniów i studentów?

Kostki:
 

Czas do 2019/02/17 11:06
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Aleksander Cortez

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 194
Galeony : 375
  Liczba postów : 655
http://www.czarodzieje.org/t13688-aleksander-cortez
http://www.czarodzieje.org/t13705-anty-temat-z-relacjami
http://www.czarodzieje.org/t13741-cortez-aleksander-korespondencja
http://www.czarodzieje.org/t13704-aleksander-cortez
Gabinet okolicznego uzdrowiciela - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Gabinet okolicznego uzdrowiciela - Page 2 Empty


PisanieTemat: Re: Gabinet okolicznego uzdrowiciela   Gabinet okolicznego uzdrowiciela - Page 2 EmptyNie Lut 10 2019, 15:16

Od czasu wyprawy postanowił poprawić się w tej tajemniczej dziedzinie magii jaką było uzdrawianie. Zwłaszcza kiedy żyło się w taki sposób jak dotychczas. Podczas wyprawy widział Matta, który cały czas ratował ich z opresji. I zdał sobie sprawę jak potrzebne są to umiejętności. Na poprzednie zajęcia nie udało mu się już trafić, za późno się o nich dowiedział i niestety przemknęły mu tuż przed nosem.
Na tę zdążył też ledwo co. Ale to przez nawał zajęć które pojawiły się w tym samym czasie. W takich chwilach przydałby mi się zmieniacz czasu. Bo bardzo ciężko było zjawić się w kilku miejscach w tym samym czasie i często było trzeba porzucać jedne zajęcia na rzecz innych.
- Cześć.... Znaczy się dzień dobry - poprawił się szybko zauważając że nie wie na jakim etapie jest ich znajomość. W końcu ustalili by zwracali się do siebie po imieniu, jednak z drugiej strony mieli ze sobą styczność tylko jeden raz. Może przez parę dni, ale nadal tylko raz. Więc to pozostawił do oceny medykowi.
Zauważył że wszyscy pracują w grupach, a jako że on był nieparzysty miał współpracować z prowadzącym zajęcia. Nawet go to ucieszyło, pomimo tego że czuł z tego powodu niemałą presję. W końcu i on będzie w centrum uwagi że względu na to iż współpracuje z prowadzącym, więc pewnie posłuży jako przykład, na którym to będzie uczył ich bandażowania ran.
- Wychodzi na to, że będziemy w parze razem. - Powiedział stając przy wykładowcy i dalej postępował już według tego co mówił.
Rzucił zaklęcie i o dziwo zaklęcie zadziałało prawidłowo. Z początku jego bandaż wyglądał na kiepskiej jakości, lecz efekt końcowy był dobry. I mógł spokojnie uznac, że wykonał zadanie jak najlepiej był w stanie. A trzeba zaznaczyć że z tej dziedziny był beznadziejny.
Kostka 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Vinícius Marlow

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 170,5 cm
C. szczególne : krzywy zgryz, dużo pieprzyków, w tym nad górną wargą
Galeony : 542
Dodatkowo : Prefekt fabularny
  Liczba postów : 258
http://www.czarodzieje.org/t16781-vinicius-oliver-marlow-budowa#466597
http://www.czarodzieje.org/t16785-vini-da-vinci?nid=2#466756
http://www.czarodzieje.org/t16786-vini-da-vinci#466765
http://www.czarodzieje.org/t16784-vinicius-marlow
Gabinet okolicznego uzdrowiciela - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Gabinet okolicznego uzdrowiciela - Page 2 Empty


PisanieTemat: Re: Gabinet okolicznego uzdrowiciela   Gabinet okolicznego uzdrowiciela - Page 2 EmptySro Lut 13 2019, 21:24

Skoro to uśmiech to nie widzę problemu. – odparł, zerkając przelotnie na Matta. Ostatnio nie wyglądał na tak szczęśliwego, wręcz przeciwnie - był przemęczony i raczej przygnębiony. Dobrze było więc zobaczyć go w odmiennym stanie. – Oby po zajęciach z nami nie był tak zmęczony jak Twoja mama. – dodał cicho, tak żeby tylko Gab go słyszała i zaśmiał się pod nosem.
Choć bandażowanie nie było dla niego żadną tajemną sztuką i raczej był z nim dobrze zaznajomiony (w końcu wśród mugoli nie miał wielu innych opcji poza "starym" dobrym bandażem), nie podchodził do tematu zajęć jak znawca nad znawcami. Nie chciał zakładać, że wie na ten temat wszystko i nic nie jest już w stanie go zaskoczyć, wręcz przeciwnie, kiedy tylko Matt zaczął swoje zajęcia, słuchał go z uwagą, jaką potrafił osiągnąć tylko na wyjątkowo interesujących go lekcjach. Kłopoty z koncentracją nie były mu obce, ale nie w tym wypadku – błyszczące brązowe oczy, które zerkały co chwilę na Gab coby sprawdzić czy i jej podobają się te zajęcia, mówiły same za siebie.
Kiedy przyszedł moment na praktykę, bez wahania sięgnął po swoją różdżkę i, wykonując przy tym odpowiedni ruch nadgarstka, wypowiedział formułkę. Język trochę mu się na niej połamał i początkowo myślał, że zupełnie zchrzanił całe zaklęcie, ale mimo wszelkich wątpliwości przed nimi zmaterializował się bandaż – było go jednak zdecydowanie za mało. Niezadowolony z efektu, powtórzył całość jeszcze raz i tym razem poszło mu o wiele lepiej. Bandaż wyglądał, co by o nim nie mówić, całkiem bandażowo, Vinícius był więc zadowolony.
No dobra, teraz Ty. – odwrócił się przodem do Gab, ciekaw jak pójdzie jej wyczarowanie opatrunku

Kostka: 1

______________________


I’ll follow you into the dark.

Co się z nim dzieje?:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Gabrielle Levasseur

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 171 cm
C. szczególne : długie, blond włosy, w okresie letnim - piegi na nosie i policzkach
Galeony : 412
Dodatkowo : Ćwierćwila
  Liczba postów : 352
http://www.czarodzieje.org/t16791-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16826-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16936-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16819-gabrielle-levasseur
Gabinet okolicznego uzdrowiciela - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Gabinet okolicznego uzdrowiciela - Page 2 Empty


PisanieTemat: Re: Gabinet okolicznego uzdrowiciela   Gabinet okolicznego uzdrowiciela - Page 2 EmptyCzw Lut 14 2019, 15:52

Gabrielle jedynie wzruszyła ramionami na słowa Viniego, do dziecka miała okazję widzieć nie jednego Uzdrowiciela, czy to w szpitalu czy też w życiu prywatnym, jednak żadna z tych postaci nie przypominała Matta. Zachowała swoje spostrzeżenia dla siebie,posyłając w stronę przyjaciela delikatny uśmiech. Kąciki różowych ust drgnęły do góry powodując pojawienie się delikatnych dołeczków w policzka blondynki.
- Jeżeli nic nie zbroimy - oznajmiła, choć miała złe przeczucia. Przyszła tu z Puchonem, ale czuła się bardzo nieswojo.  Nie miała tego samego drygu do leczenia czarodziejów, co jej mama. Zdecydowanie bardziej wolała latanie na miotle czy wszelkiego rodzaju działalność artystyczną. Widok krwi nie wywoływał u niej reakcji niepożądanych, jednak zapach medykamentów, ropiejących ran czy gnijącego już ciała powodował dreszcze i odruch wymiotny. Była w stanie opatrzyć małą rankę, nawet i ucałować ją - jak to dawniej robiła babcia żeby szybciej się goiło, na tym kończyły się jej możliwości.
Ich rozmowa była cicha i dość rzeczowa, kiedy nauczyciel zabrał głos temat szybko ucięli skupiając swoją  uwagę na zadaniu.
Bandażowanie,z pozoru prosta czynność, która w niektórych sytuacjach mogła naprawdę uratować komuś zdrowie,a nawet życie. Panienka Levasseur nie była znawcą technik tej sztuki, widziała co nieco, jednak to nijak miało się do rzeczywistości, która szybko ją przytoczyła.
Viní okazał się mistrzem, mimo początkowego problemu z wyczarowaniem białego materiału wszystko poszło po jego myśli, niestety szczęście opuściło w tym wypadku blondynkę.
Poszła w ślady przyjaciela, wypowiedziała odpowiednie zaklęcie, jednak różdżka jakby odmówiła jej posłuszeństwa, by sekundę później wystrzelić powodując ranę na ciele Viniego.
- O boże… Viní! Ja nie chciałam, naprawdę… to był przypadek… ja przepraszam - paniki w głosie dziewczyny nie dało się nie słyszeć. Szczerze zmartwiona gorączkowo myślała, co powinna zrobić.

Kostka: 1
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Luna A. Shercliffe

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 1.68 m
C. szczególne : włosy farbowane na blond z ciemnymi pasemkami, ugryzienie po zębach wilkołaka na lewym barku, dość spore blizny
Galeony : 327
Dodatkowo : likantropia
  Liczba postów : 138
http://www.czarodzieje.org/t16923-luna-ann-shercliffe
http://www.czarodzieje.org/t16950-ksiezycowe-relacje-relacje-ksiezycowe#472775
http://www.czarodzieje.org/t16951-moon#472799
http://www.czarodzieje.org/t16922-luna-ann-shercliffe
Gabinet okolicznego uzdrowiciela - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Gabinet okolicznego uzdrowiciela - Page 2 Empty


PisanieTemat: Re: Gabinet okolicznego uzdrowiciela   Gabinet okolicznego uzdrowiciela - Page 2 EmptyPią Lut 15 2019, 20:45

Odczekała te pół sekundy i usiadła jakby nigdy nic. Zawsze można było ćwiczyć z Matthew, ale dziwnie czułaby się w jego towarzystwie na oczach znajomych ze szkoły, a raczej nieznajomych. Luna nie lubiła być w centrum uwagi nawet troszeczkę. Możliwe, że tylko się jej tak wydawało. Ludzie byli pełni sprzeczności na to samo cierpiała Shercliffe i nie zawsze zdawała sobie z tego sprawę.
Uzdrawianie na pewno było jej mocną stroną, ale nie powołaniem. Uczyła się tego przedmiotu, dlatego że był przydatny i zaklęcia lecznicze wiele razy jej się przydały. Nie mogła bagatelizować tak ważnego przedmiotu, zwłaszcza że prowadził je nie kto inny jak Pan Matthew Alexander. Nie, żeby darzyła go jakimś szczególnym uczuciem na "m". Nigdy w życiu. Nie była taka. Postrzegała relacje międzyludzkie nieco inaczej niż przeciętny, normalny społecznie człowiek, ale to historia na inną bajkę.
Praca w parach to jak skazywanie ją na jedne z tych najgorszych tortur zaraz po występach publicznych i zwracaniu na siebie uwagi w różny, przeróżny sposób skazując ją na swego rodzaju zażenowanie. Harriette wyglądała na jedną z tych niebezpiecznych osób. Takich Luna zazwyczaj unikała, bo takie osoby same unikały jej. Co można chcieć od zielonej myszki z domu węża? Czy wąż przypadkiem nie pożerał myszek? Dlatego Lune zawsze dziwiło to, że trafiła do Slytherinu. Powinna być z tych żółtych albo... niebieskich? Z jakichkolwiek, ale nie z zielonych... Skoro tiara przydzieliła jej taki kolor, to zapewne nie była taka zielona, a bardziej szara. Na jedno wychodziło.
Wyjęła różdżkę i ignorując panienkę Wykeham rzuciła zaklęcie, bo niby co miała zapytać się o zgodę, czy kto pierwszy? A co za różnica. Pierwsza próba nieudana, ale jak to powiadają do trzech razy sztuka w przypadku Luny do dwóch. Za drugim razem dobrze wypowiedziała zaklęcie, wykonała odpowiedni ruch dłonią i tak o to udało się jej Vulnerra Ferre - bandażowanie w magicznym stylu.
Spojrzała na koniec pomieszczenia, miała wrażenie, że coś ujrzała. Zerknęła na gryffonke, zastanawiając się czy ona również to dostrzegła?

Kostki: 5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Harriette Wykeham

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 168
C. szczególne : za duży, powyciągany wełniany sweter na grzbiecie, łańcuszek z obrączką na szyi
Galeony : 444
Dodatkowo : pałkarz Gryffu
  Liczba postów : 1604
http://www.czarodzieje.org/t12489-harriette-morana-wykeham#336490
http://www.czarodzieje.org/t12490-ettie#336602
http://www.czarodzieje.org/t12491-poczta-ettie#336603
http://www.czarodzieje.org/t12492-harriette-wykeham#336605
Gabinet okolicznego uzdrowiciela - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Gabinet okolicznego uzdrowiciela - Page 2 Empty


PisanieTemat: Re: Gabinet okolicznego uzdrowiciela   Gabinet okolicznego uzdrowiciela - Page 2 EmptyNie Lut 17 2019, 03:31

Z zamyślenia wyrwał ją głos jakiejś Ślizgonki. W pierwszej chwili nawet nie skojarzyła, że @Luna A. Shercliffe mówi do niej, ostatecznie tylko wzruszyła ramionami, dając jej do zrozumienia, że jej nie przeszkadza. Zapomniała nawet się przedstawić, ale tamtej chyba jakoś mocno na związywaniu znajomości nie zależało. Nawet dobrze - Ettie miała ostatnio wątpliwości w kwestii idei posiadania znajomych. Świadomie postanowiła zostać mizantropem, a że postanowienie to było względnie nowe, nadal wydawało jej się, że postanowienie sobie czegoś takiego było możliwe.
Warsztaty się zaczęły, wcale jej nie ożywiając. Ściągnęła tylko brew, zaskoczona, gdy uzdrowiciel wspominał o ćwiczeniu opatrunków i zajęciem się "na razie" Vulnerra Ferre. Nie była może wielkim specem, ale wystarczająco często robiła sobie krzywdę, by być całkiem pewną tego, że w kwestii zakładania bandaży to zaklęcie było w zasadzie wszystkim co należało wiedzieć.
Jej partnerka - teraz równie milcząca co ona sama - wyciągnęła różdżkę pierwsza i rzuciła zaklęcie. Ettie miała już zrobić to samo, kiedy dziewczyna posłała jej pytające spojrzenie. Gryfonka podążyła oczami za jej wzrokiem, dostrzegając coś migoczącego w kącie sali. Ponownie nieznacznie wzruszyła ramionami, bo co ja obchodziło, co to było. A nawet jeżeli obchodziło, to nie była u siebie i głupio tak było grzebać po kątach. Z jakiegoś powodu jednak nadal komunikowały się wzrokiem przenosząc go z siebie na wzajem, do błysku w rogu.
Wreszcie Ette zdecydowała się skończyć ten teatrzyk i wywracając oczami wstała z miejsca, podchodząc do tajemniczego, schowanego przedmiotu. Najwyżej dostanie ochrzan - w sumie nic nowego. Wygrzebała błyszczący pakuneczek i wkrótce przekonała się, że nie było warto. Zdążyła tylko odwrócić głowę, gdy wybuchła w nią łajnobomba, co w sumie nie wiele dało.
- Kto, kurwa, trzyma łajnobomby w gabinecie medycznym?! - nie zwracając na nic uwagi, głośno wyraziła swoją opinię o zaistniałym incydencie, rzucając niewerbalnie Choszczyść i Essentia Mirrabile. Smród zaraz zastąpił zapach świec i czarnej herbaty, potwierdzając, że oba zaklęcia zadziałały, a wszyscy obecni w pomieszczeniu czują zapach amortencji.
- Rozbroiłam - zwróciła się do Alexandra obojętnym tonem - Nie ma za co.
Wróciła na miejsce, uważnie przyglądając się partnerce. Nie wyglądała jednak jakby zaplanowała tę akcję. Z drugiej strony mogła się z tym dobrze kryć - w końcu była Ślizgonką.
- Okej - zdecydowała w końcu, że zapyta - Czy to było ustawione? - wskazała kąt, z którego wróciła końcem trzymanej w ręku różdżki, jeszcze raz analizując w głowię całe zajście - Bo jeśli tak, to nieźle rozegrane - przyznała po chwili milczenia. Właściwie to nawet genialne. Szybko wszystko sprzątnęła, pozbyć się zapachu naprawdę mogła w domu dwie ulice dalej, a przede wszystkim Ślizgonka nie śmiała się jej w twarz, co natychmiast by ją rozsierdziło - tak więc nie chowała urazy. Szczerze mówiąc to sama by to może kiedyś powtórzyła. Z tą różnicą, że ona na pewno nie kryłaby się przed swoją ofiarą, zapewne rozpoczynając tym samym otwartą wojnę. Ślizgonka tymczasem, przynajmniej na razie, nie wykazywała żadnych cech, za które irytowałyby Ettie.

Kostka: parzysta

Chłoszczyść i Essentia Mirabille = 2 i 2

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Gabinet okolicznego uzdrowiciela - Page 2 QzgSDG8








Gabinet okolicznego uzdrowiciela - Page 2 Empty


PisanieTemat: Re: Gabinet okolicznego uzdrowiciela   Gabinet okolicznego uzdrowiciela - Page 2 Empty

Powrót do góry Go down
 

Gabinet okolicznego uzdrowiciela

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Gabinet okolicznego uzdrowiciela - Page 2 JHTDsR7 :: 
hogsmeade
-