Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Tor do jeżdżenia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Hiszpania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 733
  Liczba postów : 387
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13166-adoria-nymphia-amparo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13177-adoria-nymphia-amparo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13176-listy-do-any
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13175-adoria-n-amparo




Gracz






PisanieTemat: Tor do jeżdżenia   Sro Gru 21 2016, 20:25

First topic message reminder :


Tor do jeżdżenia


Choć w inne pory roku to miejsce służy do zabawy na wrotkach, to w zimę w pełni rozkwita. Tor zamienia się w ogromne lodowisko, pięknie oświetlone i udekorowane. Idealne miejsce, żeby pobawić się ze znajomymi, albo trochę potrenować. Zwykle pełno tu uczniaków z Hogwartu, którzy nie raz stawiają właśnie tutaj pierwsze kroki na lodzie. Ponad torem fruwają setki migoczących lampionów. Na to miejsce rzucony jest czar, dzięki któremu nie potrzeba wcale grubych kurtek ani szalików.
Łyżwy/wrotki wypożyczane są za darmo!

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Montrose/Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 426
Dodatkowo : Kapitan Drużyny Puchonów
  Liczba postów : 431
http://www.czarodzieje.org/t15998-cherry-a-r-eastwood
http://www.czarodzieje.org/t16000-i-swear-i-don-t-care#436296
http://www.czarodzieje.org/t16002-berry#436492
http://www.czarodzieje.org/t15997-cherry-a-r-eastwood




Moderator






PisanieTemat: Re: Tor do jeżdżenia   Nie Gru 16 2018, 22:57

Ciężko było się naśmiewać, kiedy tak bardzo przyznawała komuś rację; w dodatku, całkiem Finna rozumiała.
- To nie byłoby takie trudne... Biorąc pod uwagę, że Cherry to skrót - przyznała ze śmiechem, tak trochę na zachętę, żeby rzeczywiście miał czym się odwdzięczyć. Chyba nawet przeżyłaby, gdyby nazywał ją jej pełnym imieniem. Mało osób to robiło nie tylko z tego powodu, że Wiśnia nie lubiła się nim przedstawiać, ale też brzmiało po prostu jakoś źle. Puchonka była zbyt słodką i otwartą osobą, żeby mówić do niej tak poważnym tonem.
- Nie aplikuję, ta pozycja już jest moja - machnęła lekceważąco ręką, jakby to była największa oczywistość tego świata. Bawiło ją jak bardzo ironiczne to wszystko było... znaczy, Finn był przystojny i Cher mogła to przyznać bez żadnego zawahania, ale zwyczajnie nie znaczyło to niczego więcej.
- To jest bardzo ładne zdjęcie! Bawiłam się ostatnio trochę aparatem i muszę przyznać, że idzie mi coraz lepiej. Fajne światło było, ostrość wyszła wręcz bajkowa. Wszystko widać, serio, normalnie taki popis... - Trajkotała sobie radośnie, "zachęcając" Puchona do wejścia na lodowisko. W końcu wyszczerzyła się jeszcze entuzjastyczniej (chociaż ciężko stwierdzić, czy to jeszcze możliwe) i pokiwała głową.
- Oddam, oddam. Najpierw łyżwy - i nie było w tej kwestii zbytniej dyskusji, bowiem Cherry już odwróciła się i zagadała do skrzata pilnującego sprzętu. Jak tylko znalazła łyżwy w idealnym rozmiarze, to przesunęła się na bok i założyła je, nucąc cicho pod nosem. - Moja pierwsza jazda w tym sezonie... Chodź, będzie super! - Wołała, przystając przy wejściu na lodowisko i wyciągając rękę do swojego towarzysza. Już czuła, że będzie się działo - w końcu pewność siebie to kluczowy element robienia czegokolwiek, a Finan chyba niestety tym aktualnie nie grzeszył. Wisienka miała jakieś tam doświadczenie w kwestii uczenia innych, bo mimo wszystko pełniła zaszczytną funkcję kapitana drużyny quidditcha; podekscytowana i roześmiana, chciała pomóc chłopakowi zapoznać się z lodem w mniej twarzowy sposób.

______________________



Hang a shining star upon the highest bough

Have yourself a merry little Christmas now!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Szwed, zamieszkuje od lat Glasgow.
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 122
  Liczba postów : 142
http://www.czarodzieje.org/t16780-finan-gard-konczy-sie-tworzyc#466593
http://www.czarodzieje.org/t16788-panicz-gard#466769
http://www.czarodzieje.org/t16790-listy-do-finnu#466907
http://www.czarodzieje.org/t16783-finan-gard#466737




Gracz






PisanieTemat: Re: Tor do jeżdżenia   Pon Gru 17 2018, 20:12

Uniósł nieco wyżej brodę, pochylił głowę i przyjrzał się baczniej twarzy dziewczyny. Podrapał się nawet po brodzie, iście aktorsko, stwierdziwszy, że lepiej rozbawić Puchonkę niż ją drażnić swoim oporem. W końcu obiecała mu herbatę i zamierzał z tego skorzystać, choć zapewne to on zapłaci i nie da jej dojść do słowa. Tego nie musiała póki co wiedzieć.
- Mówisz? Popatrzmy... Chelsa? Celeste? Chesire? Serio, słyszałem takie imię. Kiedyś strona w księdze postanowiła mi je zaśpiewać. Chiara, Carrie? - strzelał i na podstawie jej mimiki próbował określić sobie trop. Skoro ona do niego pełnym imieniem, to nie pozostanie dłużny. Skubana, nie był pewien czy tak łatwo odgadnie, a wątpił, by zechciała je sama przedstawić.
Jej trajkotanie było tak wesołe i zaraźliwe, że z każdą upływającą chwilą ulegał. Uśmiechał się mimowolnie i zaczął wspominać swoją epicką wywrotkę z przymrużeniem oka. Co prawda wolałby zachować to dla siebie, ale sposób w jaki Cherry to przedstawiała aż sam się prosił o opublikowanie.
- Wierzę na słowo, ale następnym razem jak już chcesz zdjęcie do ołtarzyka to może nie wtedy, gdy przypominam pijaną akromantulę tylko artystę. - zasugerował, a gęba mu się sama cieszyła i aż się sam sobie dziwił. Przebywanie w towarzystwie kapitanki Puchonów było łatwe i przyjemne. Oczyszczała myśli swoją wesołością. Tak więc rozprawiła się z jego oporem składając ostatecznie obietnicę zwrócenia zdjęcia. Co prawda będzie musiał przypilnować czy sobie go nie skopiuje... nie z nim takie numery! Uniósł brwi pełen szoku w jaki prędki sposób założyła łyżwy i znalazła się na lodowisku. To on ledwie wyciągnął rękę w kieszeni, by gestem i słowem poprosić o swój rozmiar, a Cherry była już gotowa. Szybko uporał się ze skrzatem, którego jedynie musnął wzrokiem bez zbędnych grzeczności, usadowił się na ławce i podjął pierwszej próby - wciśnięcia stóp w ciasne i niewygodne łyżwy. Udało mu się, oczywiście w znacznie dłuższym czasie, ale jednak. Minęła minuta, a on nie wstawał. Podrapał się po skroni, poprawił czapę i rękawiczki.
- Cherry, zamknij oczy a najlepiej schowaj aparat. Uwaga, nadchodzi przerośnięty druzgotek! Kryć się, polecam. - zasygnalizował, uprzedził - żeby nie było! i wstał. Miał do pokonania raptem trzy metry. Nie przemieścił się z gracją, co to, to nie. Przypominał mugolską otyłą kaczkę u schyłku żywota. Dotarł trzęsąc się ze śmiechu i chwycił się bandy. Popatrzył na wyciągniętą dłoń Cherry, potem na lód, znowu na dłoń i znowu na lód.
- Czy mam opcję wycofania się? Nie polecam mnie ciągnąć, bo znów wylądujemy na ziemi. - aż mu serce zabiło szybciej na myśl o epickim upokorzeniu się w wersji drugiej. Posłał dziewczynie uśmiech, który miał wyjaśnić czemu to nie przyjął jej dłoni - chwycił się rękoma bandy i dzięki temu po wejściu na lód nie wywrócił się na "dzień dobry". Jak się przykleił, tak nie zapowiadało się, by miał odsunąć się nawet na milimetr. - Dobra, jestem na lodzie, pokaż co potrafisz Eastwood. - zachęcił ją, mając w duchu nadzieję, że chociaż na chwilę zapomni po co go tu zaciągnęła. Grał na zwłokę. Wbijał palce w bandę i starał się nie patrzeć na swoje nogi ani na lód. Jakby tylko pochylił głowę, od razu by zaliczył pierwszy upadek. To złośliwość rzeczy martwych. Dodatkowo te łyżwy wcale nie były tak wygodne jak powinny. A co, jeśli w środku zalągł się jakiś gumochłon?!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Montrose/Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 426
Dodatkowo : Kapitan Drużyny Puchonów
  Liczba postów : 431
http://www.czarodzieje.org/t15998-cherry-a-r-eastwood
http://www.czarodzieje.org/t16000-i-swear-i-don-t-care#436296
http://www.czarodzieje.org/t16002-berry#436492
http://www.czarodzieje.org/t15997-cherry-a-r-eastwood




Moderator






PisanieTemat: Re: Tor do jeżdżenia   Pon Gru 17 2018, 20:57

Zielone oczy Cherry powiększyły się znacząco, kiedy przepełnił je podziw i entuzjazm. Ciężko byłoby cokolwiek wyczytać z jej mimiki, bo wcale Finnowi nie pomagała w kwestii odgadywania jej prawdziwego imienia - po prostu zachwycała się każdą propozycją, odgórnie uznając ją za lepszą od oryginału. Nie była jakoś tragicznie uprzedzona do imienia, ale w grę wchodziły skojarzenia.
- Piękne! - Zapiała, wyraźnie zazdrośnie. Nie trafiał, szukając pod dobrą literką, ale trochę za bardzo oddalając się od banalnego skrótu. Puchonka nie była aż tak kreatywna... Chociaż, fakt faktem, Cherry chyba pierwszy raz użyte zostało przez jej brata, a następnie rozpełzło się na wszystkie strony i zakryło matczyną inwencję. - Hej, masz fajne pomysły... Ale to nie jest takie trudne. Prawdę mówiąc, różnica jest niewielka - i nawet miała dać mu dalej zgadywać, kiedy wzruszyła ramionami i uznała, że co jej tam szkodzi. - Cheryl Aileen Reese Eastwood. My pleasure.
Jej się całkiem podobała pijana akromantula. Cher o wiele łatwiej było zagadywać do chłopaków, niż do dziewczyn, na co wpływ miał zapewne czas spędzony w towarzystwie wielu braci... Ale niektórzy byli zwyczajnie onieśmielający. Finn też, czasami, nie wydawał się zbyt przyjazny. Miał w sobie coś poważniejszego, co Eastwoodówna wychwytywała niekiedy przypadkiem, gdy na lekcji zapadała cisza, albo gdy chłopak w milczeniu przemierzał korytarz. Nie mieli nigdy większej styczności, bo Cherry potrzebowała jakiegoś punktu zaczepienia. Była tchórzem i chociaż z wieloma rzeczami było jej bardzo komfortowo, to czasami dalej napotykała ogromną blokadę. Zobaczenie takiej ludzkiej pomyłki zwyczajnie uświadomiło jej, że chłopak jej nie zje, czy coś.
- Czy ja dobrze rozumiem, że obiecujesz mi sesję? Wspaniale, panie artysto. Chętnie skorzystam - zapewniła go, niezbyt nawet wiedząc o jakiej sztuce sobie tak radośnie rozmawiają. Chyba nie chodziło o taniec, ani jazdę figurową na łyżwach... Chyba.
Czekała cierpliwie, potem prychnęła z rozbawieniem - aparat był schowany. Teraz nawet w przypadku wywrotki nie miałaby szans go uszkodzić. Nie po to tak błagała mamę o zaprojektowanie torby zapewniającej niezwykłe bezpieczeństwo zawartości, żeby teraz skakać po lodzie ze sprzętem w ręku!
- To ty miałeś pokazać! - Zacmokała z dezaprobatą, powolutku oddalając się od bandy i zostawiając chłopaka samego. Przejechała kawałek, zakręciła się ostrożnie i dopiero zaczęła nabierać prędkości. Nie było jeszcze dużo ludzi, więc mogła zrobić zgrabne kółko i wrócić do modlącego się do bandy Puchona. - FINAAAAAAN - oznajmiła swój powrót, mało profesjonalnie hamując zawieszenie się przez barierkę. - Chodź, chodź, razem. Nie zabijesz się, obiecuję. Uczę ludzi latać na miotłach, nie poradzimy sobie na lodzie? - Złapała go za rękę i pociągnęła leciutko, by odkleił się od bandy i odrobinkę jej zaufał.

______________________



Hang a shining star upon the highest bough

Have yourself a merry little Christmas now!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Szwed, zamieszkuje od lat Glasgow.
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 122
  Liczba postów : 142
http://www.czarodzieje.org/t16780-finan-gard-konczy-sie-tworzyc#466593
http://www.czarodzieje.org/t16788-panicz-gard#466769
http://www.czarodzieje.org/t16790-listy-do-finnu#466907
http://www.czarodzieje.org/t16783-finan-gard#466737




Gracz






PisanieTemat: Re: Tor do jeżdżenia   Pon Gru 17 2018, 21:34

Nie dawała mu wskazówki, bowiem pisk i zachwyt wymalowany w jej zielonych oczach skutecznie mieszał. Nie wiedział zatem czy zbliża się do celu lecz po chwili zaskoczyła go, bowiem postanowiła wręczyć mu do rąk swoje pełne imię. Uniósł jasne brwi myśląc, że będzie musiał się więcej nagimnastykować, by dopiąć swego. Nie miał jednak nic przeciwko - gdzieżby śmiał. - Cheryl. - powtórzył, sprawdzał czy dobrze je zaintonował i odpowiednio zaakcentował. Nie wpadł na to, od razu poszedł w zupełnie odwrotnym kierunku. - Brzmi... miękko. Znaczy fajnie. No dobrze, Cheryl, w takim razie miejmy to już za sobą. - jako muzyk lubił sobie analizować wydźwięk niektórych imion. Jedne były płynne, łagodne, lekkie w wymowie, inne zaś brzmiały jak błyskawica, jak coś ciężkiego, mocnego i na swój sposób intrygującego. Uznał jednak, że nie będzie wciągać Cherry w ten temat, bo zapewne nie umiałby przestać trajkotać o muzyce. Swoją drogą, wypadałoby poćwiczyć jakieś kolędy i poszukać w odmętach kufra zapisu nutowego dla gitary...
- To była tylko propo... - próbował przebić się przez jej entuzjastyczne przyjęcie niejawnie i niecelowo wypowiedzianej obietnicy sesji fotograficznej. Zaraz, co? Czy on się właśnie wpakował w kłopoty? Nie przepadał oglądać siebie samego na zdjęciach, zawsze wydawał się zbyt wysoki, zbyt chudy, taki pokraczny... no jak prawdziwa akromantula! Otworzył usta, aby słabo zaprotestować ale jakoś zabrakło mu werwy. Po chwili stwierdził, że lepiej by capnęła do ołtarzyka zdjęcie jego z gitarą niż rozpłaszczającego swe zacne jestestwo na niewygodnej tafli lodu. Mniejsze zło, czyż nie? W dodatku takie energiczne i entuzjastyczne, że raczej nie powinna znaleźć gorszej odsłony Finna Garda.
Najgorsze było za nim. Jest na lodowisku, trzyma się bezpiecznie barierki i nie rusza nawet na krok. Taka "jazda figurowa" bardzo mu odpowiadała, chociaż zapewne bardziej przypominał starczą pozycję goblina niż tańczącego w jeziorze łabędzia. Powiódł wzrokiem za Cherry, która oczywiście nie złapała haczyka, czego w duchu żałował. Nie miał ochoty opuszczać oparcia. Nie, czuł w sobie protest. Dobrze, że nie było tłoku, bowiem znając życie dostarczy ludziom niesamowitych atrakcji swoimi upadkami. Ich był pewien tak mocno jak potrzeby oddychania. Wodził za nią wzrokiem, gdy nabierała prędkości. Przełknął ślinę. Ona naprawdę dobrze się tutaj czuła, zupełnie jak Vinci. Nie upadała, nie chwiała się... jak ona to robiła? Może te łyżwy były zaczarowane? Oparł plecy o bandę, nie odrywał od niej rąk i zrobił dziwną minę typu "why me?", kiedy dziewczyna do niego wróciła z wyraźnymi iskierkami bijącymi z zielonych oczu. To oznaczało brak odwrotu... Odwrócił się do niej przodem, gdy zawisła na barierce.
- Cherry, ale tu chodzi o ląd. W powietrzu mi lepiej idzie. Zabić nie zabiję, ale będziesz mnie jutro z Vincim zwlekać z łóżka. - potrząsnął głową i postanowił nie zastanawiać się co wydarzy się nazajutrz. Najpierw wypada nabić sobie więcej siniaków, jakieś dwadzieścia parę- stworzy sobie kolekcję z tymi, co je ledwo nabył na przytulaniu się do śliskiego chodnika. Poczuł obecność jej dłoni, w ostatniej sekundzie zawahał się i wtedy właśnie Cherry go oderwała od bandy, a on niechcący opuścił ostatnią ostoję, ostatnie stabilne podparcie, które nie będzie płakać z bólu po upadku. Wzmocnił nacisk na dłoni Cherry, to był odruch, silniejszy niż mógł nad nim zapanować. Nie ruszył się, był jak posąg, jak ciągnięta skała choć z powodu uzbrojenia w łyżwy nie stawiała takiego oporu. Drugą rękę miał wyciągniętą na bok a minę miał iście skołowaną. Czemu się jeszcze nie przewrócił? Dobrze, wystarczy tylko niewiele oddychać i się nie ruszać. - Ymm... no dobra, to pojeździłem, może odholuj mnie bliżej bandy, a nie na środek, dobra? - ledwie poruszał ustami, gdy prosił o eskortę. Śliskie podłoże go stresowało, pamięć jego mięśni spinała je i przygotowywała do serii obić. - Tu chodzi o twoje zdrowie, Cheryl. Jak Merlina kocham, nie chcę mieć cię na sumieniu. Czemu nie zwalniamy?? - zapytał z delikatną nutą paniki w głosie. Z drugiej strony podobało mu się to spotkanie. Było normalne, miłe, fajnie będzie je wspominać. Idealna odskocznia od gorszych dni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Montrose/Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 426
Dodatkowo : Kapitan Drużyny Puchonów
  Liczba postów : 431
http://www.czarodzieje.org/t15998-cherry-a-r-eastwood
http://www.czarodzieje.org/t16000-i-swear-i-don-t-care#436296
http://www.czarodzieje.org/t16002-berry#436492
http://www.czarodzieje.org/t15997-cherry-a-r-eastwood




Moderator






PisanieTemat: Re: Tor do jeżdżenia   Pon Gru 17 2018, 21:55

- Miękko? Moim zdaniem niezbyt. Cherry brzmi miękko, Cheryl jakoś tak ostrzej - ale jak już dodasz drugie imię, to jest nieco lepiej. Po mamie, tak swoją drogą, więc chyba jednak wiedziała co robi. Już nawet Reese nie jest takie poważne... Ale w sumie nie narzekam. Mam sporo braci, więc rodzice pewnie już trochę zgłupieli z tymi imionami. - Uzewnętrzniała się, jak niemal zawsze. O Cherry łatwo było się czegoś dowiedzieć, bo ona szukała znajomości opartych na szczerości - nie ukrywała wcale wiele. Unikała pojedynczych tematów, pozostałe sama przywoływała. Nie widziała też w tym żadnych problemów, bo dopóki komuś wyraźnie jej dźwięczny głos nie denerwował, to ona sama o ciszę nie prosiła.
Wcale nie była aż tak utalentowana czy też wyćwiczona. Wiśnia starała się jechać powoli, bardzo ostrożnie - asekurowała się lekko poprzez przesuwanie rąk. Niejednokrotnie pozerkiwała na lód, innym razem rozglądała się czujnie po swojej trasie. Nie jeździła na łyżwach już jakiś rok, potrzebowała chwili na nabranie większej pewności siebie. Była sportowcem, wychowała się właściwie na miotle... I kiedy już upewniła się w przekonaniu, że uwielbia ruch, to zaczęła próbować nowych rzeczy. Łyżwy wydawały jej się bardzo podstawowe, w końcu wychowankowie hogwarckich domów mieli dostęp nie tylko do lodowiska w Hogsmeade, ale często również wykorzystywali zamarznięte, utwardzone zaklęciami jezioro. Nic dziwnego, że Puchonka ze swoim zawzięciem po prostu podłapała trochę ruchów. Lata spędzone nad opanowywaniem własnego ciała teraz ładnie skutkowały, bo nawet jeśli Cher nie szalała i zaczynała powolutku, to nie musiała martwić się o brak gracji i wdzięku.
- Tak? To czemu jeszcze nie mam cię na liście zawodników drużyny? - Przewróciła oczami z rozbawieniem, nie przyjmując wyjaśnienia w postaci większego zamiłowania do quidditcha. To jest, bardzo jej się to podobało i niesamowicie to popierała, ale gdyby świat był idealny, to swoich graczy wyciągałaby na inne zabawy, żeby nie zanudzić się powtarzaniem w kółko tych samych sekwencji miotlarskich. - Na Morganę, czy ty mnie właśnie zaprosiłeś do swojej sypialni? Finan, dawkuj mi wrażenia. Nie wiem, czy dam radę zachować spokój... - Ach, trudne jest życie wiernej fanki.
Nie ciągnęła go za bardzo, pozwalając żeby najpierw po prostu chwilę postał, odklejony od bandy. Trzymała go mocno i nie martwiła się tym, że miażdży jej dłoń coraz bardziej. Od razu też nieco spoważniała - to oblicze zwykle widzieli właśnie miłośnicy gier miotlarskich. Cherry dbała o swoich zawodników, lubiła być panią kapitan. Nie uważała się za jakiegoś geniusza, ale robiła co tylko mogła, żeby każdemu pomóc i doradzić.
- No, spokojnie. Przecież nie jest ta źle, nie? - Uśmiechnęła się, znacznie spokojniej niż wcześniej. Poprowadziła go delikatnie do przodu, posuwając jedną nogą za drugą i gestem pokazując, żeby postarał się jej ruchy powtarzać. Mieli spory kawałek do przejechania przed jakimkolwiek zakrętem, więc jeszcze się tym nie martwiła. Nie prowadziła go też na środek lodowiska, żeby w razie czego mieli blisko do bandy. - Nie spinaj się... I nie pochylaj się za bardzo, bo stracisz równowagę. Jedna noga za drugą, powoli, rytmicznie. Nie zwalniamy, bo utrzymujemy dokładnie to samo tempo - zapewniała go. Czy ona nie widziała go przypadkiem z gitarą? Chyba... chyba był muzykiem? Tym bardziej powinien podchwycić wzmiankę o rytmie! Prędko pożałowała, że sama jest tak tragicznie nieuzdolniona muzycznie, bo nie mogła pociągnąć metafory. - Raz, dwa, raz, dwa... Ej, Finn. Jeździsz na łyżwach - musiała przerwać na chwilę, żeby uświadomić go o postępie. Może nie dokonali czegoś wielkiego na skalę światową... ale skoro chłopak nie chciał w ogóle myśleć o lodowisku, to wejście i przejechanie kilku metrów było niezłym wyczynem!

______________________



Hang a shining star upon the highest bough

Have yourself a merry little Christmas now!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Szwed, zamieszkuje od lat Glasgow.
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 122
  Liczba postów : 142
http://www.czarodzieje.org/t16780-finan-gard-konczy-sie-tworzyc#466593
http://www.czarodzieje.org/t16788-panicz-gard#466769
http://www.czarodzieje.org/t16790-listy-do-finnu#466907
http://www.czarodzieje.org/t16783-finan-gard#466737




Gracz






PisanieTemat: Re: Tor do jeżdżenia   Pon Gru 17 2018, 22:44

Uniósł policzki w trwającym wciąż uśmiechu; jakoś tak miło mu się zrobiło, gdy został zasypany dodatkowymi informacjami na temat Cherry. A więc jest kolejną osobą posiadającą dużą rodzinę, czego też jej skrycie zazdrościł, a czego w życiu by nie powiedział na głos.
- Masz oryginalne i imię i zdrobnienie. W sumie mała szansa, że się powtórzy nie tylko na twoim roku ale i ogólnie chyba w całym Huffelpuffie. - dorzucił trochę póki co nie poruszając tematu rodziny. O ile nie miał nic przeciwko, gdy ktoś mu dostarczał na swój temat informacji, tak o sobie mówił oszczędniej. Nie miał w sobie potrzeby rozwijania tematu własnej osoby stwierdziwszy, że im mniej Cherry o nim wie, tym większa szansa, że będzie go dalej lubić. Nie wystawiała jego cierpliwości na próbę, łagodziła swoje dziwaczne prośby i pomysły własnym wyszczerzem ust, a więc chwilo trwaj!
Dla niego, laika, anty fana lodowiska, jazda Cherry była godna medalu olimpijskiego. Gdzie tam, nie zwracał uwagi na zerkanie na lód czy na początkową niepewność. W porównaniu z jego brakiem umiejętności Puchonka była mistrzynią i tego się zamierzał trzymać, skoro dał się tutaj zawlec. Musiał przypomnieć sobie czemu się na to zgodził. No tak - odzyskanie wstydliwego dosyć zdjęcia i próba nauczenia się utrzymania pozycji pionowej nieuszkodzonej na śliskiej powierzchni. Czemu więc ciągnęło go do bandy? To chyba instynkt samozachowawczy kazał umysłowi Finna szukać stałych i nieruchomych punktów bezpieczeństwa. Rany, czemu się od nich oddalał?!
- Nie mam czasu na sport, zarywam noce dla muzyki. I o zgrozo, nie zapraszam cię do łóżka, spokojna głooowa. Jesteśmy przy tworzeniu ołtarzyka ku mojej czci i się przy tym zatrzymajmy. - z jego głosu, pomimo stresu wywołanego przemieszczaniem się po lodzie, pobrzmiewało rozbawienie. Bawiła go jej interpretacja jego słów. Co rusz odnajdywała inny wydźwięk jego wypowiedzi i wyłapywała najśmieszniejsze możliwości. Ostatnimi czasy Finn zauważył u siebie znacznie wzmożoną ilość uśmiechania się... wszedł chyba w czas niekalanego szczęścia i wyluzowania, przestał się w końcu tak spinać. Ciekaw był jak długo ta radość postanowi sobie z nim posiedzieć. To było zbyt piękne, by było prawdziwe.
Dostrzegł kątem oka zmianę jej postawy i mimiki. Spoważniała, co było nietypową odmianą, bo przyzwyczaiła go, że zawsze pojawia się najpierw jej uśmiech, donośny śmiech, a dopiero potem ona. Gdyby może chodził na treningi quiddticha, to byłby bardziej rozeznany w tej mimice. Tak to jest, gdy trzeba wybrać między pasją a sportem. Oczywiście wygrała miłość do muzyki i mimo, że na miotle czuł się o niebo lepiej niż na lodzie, tak zostawał przy bezpiecznej gitarze, która tylko raz na jakiś czas domagała się krwi jego palców, gdy to sobie przeholował.
Ostrożnie wyprostował sylwetkę, nieświadom, kiedy ją właściwie pochylił. Popatrzył w końcu na poruszające się nogi Cherry i wpadł na pomysł prób naśladowania tego, co robi. Nie wyglądało na jakoś bardzo trudne, a skoro już stał... trzeba chwycić rytm. - Raz... dwa...raz... - skojarzyło mu się nieco z konkretnym tempem uderzania w struny. Wersja łyżwiarska była zbyt powolna, ale jako tako to szło... póki się skupiał na kończynach dolnych, tak jako tako wiatr nie wiał za mocno. Bardzo powoli zmienił ułożenie stóp, kolana mu zadrżały jak poczuł przez ostrze łyżew śliską powierzchnię. Nie było w nim nawet grama pewności siebie, ale cóż spodziewać się po takim laiku? Był pewien, że gdyby nie miażdżył właśnie dłoni Cherry, zapewne dawno by już przytulił się do lodu. - Co?! - poderwał głowę. - Ej, racja, ja jadę na łyżw... - już się uśmiechał, już otwierał szerzej oczy, gdy prawo Upadku się odezwało. Jak Finn śmiał oderwać wzrok od stóp? Gdy tylko to zrobił, stracił nad nimi pełną kontrolę, od razu jedna stopa odjechała na bok. Próbował się ratować, więc dosunął tam odruchowo drugą, przez co wpadł w pełen poślizg i ze stłumionym jękiem przewrócił się na lód, uderzając w niego ramieniem. Niestety... pociągnął za sobą Cherry, bowiem nie zdążył jej w odpowiednim puścić. Zabrakło mu tej sekundy. Po chwili jęknął, gdy ciężar jej ciała, choć nie cały, opadł na niego. Drugi raz dzisiaj... no naprawdę? Tym razem nie dawał sobie chwili na przeminięcie szoku. Wyswobodził jedno ramię i chwycił łokieć Cherry pomagając jej podnieść się chociażby do siadu. Wtedy dopiero stęknął, czując jednocześnie chłód i ból obitego pięknie mięśnia. W dodatku wydawało mu się, że oberwał jej łokciem w bok, choć równie dobrze mogła to być pochodna bólu od upadku.
- Nie wiem co mówiłaś, ale chyba grawitacja się we mnie zakochała. - wydusił z siebie i wygramolił się do siadu dbając o odpowiednią asekurację dłońmi. Od razu zrobiło się zimniej i miał głęboką nadzieję, że blizna nie postanowi się odezwać akurat teraz. Oby nie! Mógłby się mocno na to wściec. Pomimo jego pokracznego sposobu przemieszczania się po lodzie, dobrze się bawił w towarzystwie Cherry i nie zamierzał tego psuć żadnymi bolączkami. Spaliłby się prędzej ze wstydu.
- Ostrzegałem cię. To dopiero początek. - miał pewne doświadczenie w podnoszeniu się ze śliskiej powierzchni, ale nie kiedy na stopach zamiast obuwia nosił łyżwy! Zapomniał o tym (bo czemu nie?), podjął się próby wstania i nim Cherry mogła mu przypomnieć o tym małym elemencie, Finn w połowie drogi ku wyprostowaniu znów wylądował na lodzie, tym razem obijając sobie pośladki. Jego mina mówiła wszystko - au. - Mocno się obiłaś? - zapytał, zupełnie jakby przed chwilą sam siebie nie doprawił. - Dobra, musimy opracować plan jak wstać mając na nogach te śmiercionośne buty. Jest na to jakieś zaklęcie? Albo funkcja wpleciona w sznurowadła czy coś? - pytał całkowicie poważnie. Zazwyczaj podnosiło go dwóch kumpli, a tu miał przed sobą Cherry. Nie wątpił w jej siłę, wszak była kapitanem Puchonów, ale mimo wszystko sam nie był byle piórkiem i podniesienie go do pozycji bardziej przystępnej nie było takim hop- siup. Póki co grzecznie odmrażał sobie tyły przesiadując na lodzie. Najważniejsze jednak, że nie postanowił stąd zwiać tylko jako tako dalej wykazywał chęć kontynuowania tej "jazdy".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Montrose/Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 426
Dodatkowo : Kapitan Drużyny Puchonów
  Liczba postów : 431
http://www.czarodzieje.org/t15998-cherry-a-r-eastwood
http://www.czarodzieje.org/t16000-i-swear-i-don-t-care#436296
http://www.czarodzieje.org/t16002-berry#436492
http://www.czarodzieje.org/t15997-cherry-a-r-eastwood




Moderator






PisanieTemat: Re: Tor do jeżdżenia   Pon Gru 17 2018, 23:00

Przejeżdżająca obok para, popisująca się niesamowitymi figurami, odwróciła się na dźwięk donośnego śmiechu Cherry. Puchonka nie miała problemu ze zwracaniem na siebie uwagi; nie, kiedy w grę wchodziło szczere pokazywanie emocji. Potrząsnęła lekko głową z niedowierzaniem, a ciemne kosmyki włosów rozsypały się we wszystkie strony. Delikatnie poskręcane ładnie opadały kaskadami na jej ramiona i plecy, a wiatr strącał kilka pasem bardziej w stronę twarzy. Cher pewnie powinna pomyśleć o jakimś upięciu ich, co z pewnością okazałoby się przydatne podczas uprawiania jakiegokolwiek sportu... Ale teraz i tak sporą część przytrzymywał szalik, a z resztą mogła bawić się przy poprawianiu. Zresztą, taka osłonka w postaci burzy niesfornych włosów pozwalała na krótkie unikanie spojrzenia rozmówcy, jakże charakterystyczne przy rozbawieniu zmieszanym ze zwykłym, ludzkim zakłopotaniem.
- "O zgrozo"? Jak tak dalej pójdzie, to zmienię obiekt westchnień - ostrzegła, ubawiona jego bronieniem się. Nawet nie zinterpretowała zaproszenia do sypialni jako zaproszenia do łóżka, a tu proszę - wspólnie ciągnęli te żarty tak, że coraz bardziej się w nich gubili. Pomimo odmiennych preferencji, Cherry nie określiłaby swojego towarzystwa jako czegoś budzącego grozę. Nawet gdyby nie była w stanie spełnić swoich oczekiwań, czy tych partnera, to z pewnością prędko rozpętałaby wojnę na poduszki, albo po prostu opowiedziałaby jakąś śmieszną historyjkę. Zresztą, Wiśnia świetnie przytulała - TAKIEJ nie chcieć w łóżku? Zabawne...
Dobrze trafiła z muzyką, ale niestety równie sprawnie wytrąciła chłopaka z rytmu. Nie zdążyła się już odezwać, gdy nagle Finan szarpnął ją w bok, prosto ku sobie, samemu podążając z powrotem w kierunku lodu. Nawet nie pisnęła, lądując częściowo na Puchonie, a częściowo na twardej powierzchni... I, być może, przypadkiem podparła się łokciem o nieszczęsnego łyżwiarza.
- Ciężko ją winić... - Westchnęła z rozbawieniem, z drobną pomocą podnosząc się do siadu. Otrzepała lekko nogi z drobinek lodu, poprawiła włosy i sprawdziła pasek torby. Nic się nie stało, chociaż coś czuła, że nie zapomni o tej wywrotce chociażby ze względu na nowe siniaki. - Ej, ale świetnie ci szło, daj spokój. Wiesz, ile razy ja się wywróciłam? Albo spadłam z miotły? Nie zliczyłabym... Ważne, żeby się zawsze podnosić! - Zmarszczyła lekko brwi, klękając. - Patrz, jak inspirująco to brzmi... - Wrodzony talent, ot co. Perfekcyjna liderka, nawet przypadkowo dawała całkiem życiowe porady! Podparła się najpierw jedną łyżwą, a potem spróbowała podstawić drugą, cichym "y-ym" zapewniając Finna, że o obijaniu się już w ogóle nie myślała. Zamiast tego przeniosła się w kucki, by zaraz wyprostować się i rozłożyć ręce.
- Tak się wstaje, mój drogi. Podpieraj się z przodu, żeby nie wylądować na twarzy - już wystarczy ci całowania lodu, jeszcze zrobię się zazdrosna. Jedna nóżka, druga, dajesz mi ręce i wstajemy. - Klasnęła entuzjastycznie i wyciągnęła lekko ręce, żeby mógł w niej znaleźć w odpowiedniej chwili podporę. - No, panie Gard, śmiało! Nie pozwólmy, żeby ten jeden upadek popsuł fenomenalny początek...

______________________



Hang a shining star upon the highest bough

Have yourself a merry little Christmas now!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Szwed, zamieszkuje od lat Glasgow.
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 122
  Liczba postów : 142
http://www.czarodzieje.org/t16780-finan-gard-konczy-sie-tworzyc#466593
http://www.czarodzieje.org/t16788-panicz-gard#466769
http://www.czarodzieje.org/t16790-listy-do-finnu#466907
http://www.czarodzieje.org/t16783-finan-gard#466737




Gracz






PisanieTemat: Re: Tor do jeżdżenia   Wto Gru 18 2018, 11:28

Lepiej by ludzie oglądali się zwabieni dźwięcznym głosem Cherry niż wątpliwymi umiejętnościami łyżwiarskimi Garda. Ta dwójka w duecie z pewnością nie miała szans uniknąć chociażby minimalnego zainteresowania otoczenia. Zapewne o innej porze dnia mogliby natknąć się na większą ilość przewracających się ludzi, a tymczasem wiodli prym i szczerze mówiąc, dobrze im szło - na nikogo nie wpadli (jedynie na siebie, ale to zaczynała być zimowa tradycja), nie stratowali, nie polała się krew i co lepsze, nikt ich stąd nie wyrzucał. Mogli zatem oddać się nauce mimo trudnych początków.
- Nikt nie mówił, że jestem łatwym obiektem westchnień. - skomentował z pół uśmiechem, starając się w międzyczasie skupić na utrzymaniu pozycji pionowej nieuszkodzonej podczas prowadzenia luźnej rozmowy. O ile w normalnych sytuacjach miał podzielną uwagę, tak teraz wytężał więcej sił, aby nie doprowadzić do cielesnej katastrofy.
Odpowiedź Cherry nieco go zaniepokoiła. Obudziła alarm, ostrzegawczą lampkę w głowie. Żarty żartami, ale brak zdziwienia “zamiłowania” grawitacji do Finna mogło nieco zmartwić. Lubił Cherry jednak miał gorącą nadzieję, że nie wejdą przypadkiem w niewinny flirt, bowiem nawet od tego stronił. Miał kogo do kochania mimo, że świat tej informacji nie posiadał… postanowił jeszcze bardziej powściągnąć słowa i skończyć z niewinnymi żarcikami nim wejdą na niewygodny dlań ton. Po co kusić los?
- Zabrzmiałaś jak mędrzec ze wschodu, co jego słowa cytuje się wśród innych pokoleń. A może jesteś jakimś mędrcem z kamieniem filozofów w kieszeni? - zapytał, bowiem zrezygnował z jakichkolwiek pomysłów odnoszących się do ucieczki z lodowiska. Mimo obicia się nie było tak źle. Może nie będą mieć tak wielu siniaków jak to sobie szacował?
Popatrzył na proces wstawania i pozazdrościł tej kobiecej gracji podczas odzyskiwania równowagi na śliskiej powierzchni. Zacisnął usta w bladą linię stwierdziwszy, że nie skomentuje w żaden sposób żartobliwe “będę zazdrosna” w obawie przed nieporozumieniem. Jeszcze zanim podjął się próby wstania, zdjął czapkę z głowy i rozluźnił szal na kołnierzu, wszak powietrze na lodowisku było ciepłe mimo, że lądowanie było iście lodowate. Zebrał się w sobie, oparł kolano o lód, asekurował się dłońmi odzianymi w ciepłe rękawiczki, postawił jedną łyżwę ostrzem na powierzchni i próbował nakierować nią tak, by nie uciekła gdy przeniesie cały ciężar ciała. Wziął głębszy wdech i dostawił drugą nogę. Nie będzie się cackać z lodowiskiem, nie był dzieciakiem, czas skończyć z tym upokorzającym wylegiwaniem się na lodzie. Chciał sam wstać, a więc z początku nie korzystał z pomocnych dłoni Cherry. Jakoś się wyprostował, po chwili czuł, że łyżwa mu ucieka… rzucił stłumione “ o nienienie”, zamachał rękoma i… wylądował na plecach z głośnym jękiem. Na całe szczęście nie walnął głową w lód, odruchy ciała miał prawidłowe i nieświadomie chronił potylicę przed rozbiciem. Chciało mu się śmiać i płakać. Wybrał to pierwsze, zatrząsł się parskając śmiechem. - To szczegółowo zaplanowana choreografia! - poinformował głośno zainteresowanych machając im dłonią. Zebrał się do siadu. - Panno Eastwood, nie nudzi się pani tak na mnie czekając? - zapytał i pokręcił głową. Otrzepał ramiona z płatków śniegu i bez wahania znów zaczął podnosić się do pionu. W taki sam sposób choć tym razem zadbał o szersze rozstawienie nóg, dzięki czemu historia nie zatoczyła koła. Musiał posilić się chwyceniem ręki Cherry, co też zrobił, by wytrzymać w pionie nieco dłużej niż parę sekund. Poszukał jej wzroku, by sprawdzić co się dzieje pod tą rozczochraną głową. Czytać w myślach nie umiał, ale oczy potrafiły co nieco zdradzić. - Jaki następny punkt lekcji? Jak się utrzymać bez wywrotek? Jak mnie tego nauczysz, do świąt będę parzyć ci po południu herbatę. Słowo Puchona! - obiecał i nawet położył dłoń na klatce piersiowej (swojej rzecz jasna), by oddać powagę deklaracji. Musiał jej zaufać. Nie było innej opcji. Co prawda nie oddaje jej duszy ani nerki w zamian za umiejętność, więc trzeba korzystać z jej anielskiej cierpliwości i motywacji, by nauczyć Garda czegoś niemalże niemożliwego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Montrose/Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 426
Dodatkowo : Kapitan Drużyny Puchonów
  Liczba postów : 431
http://www.czarodzieje.org/t15998-cherry-a-r-eastwood
http://www.czarodzieje.org/t16000-i-swear-i-don-t-care#436296
http://www.czarodzieje.org/t16002-berry#436492
http://www.czarodzieje.org/t15997-cherry-a-r-eastwood




Moderator






PisanieTemat: Re: Tor do jeżdżenia   Czw Gru 20 2018, 13:02

Cherry zdecydowanie wolała inne tradycje. Jemiołę uważała za szalenie uroczą, chodzenie na lodowisko było koniecznością, rodzinne wręczanie prezentów podobnie... Akurat wpadanie na ludzi, w szczególności na zmrożonej powierzchni, nie było niczym szczególnie świątecznym, czy w ogóle przyjemnym. To jest, Cher ze swoją nieokiełznaną potrzebą kontaktu niby nie powinna narzekać, ale jednak była fanką przytulania, a nie nabijania sobie siniaków. (Chyba, że takich od tłuczków, mioteł i quidditchowych fauli - z tymi to czuła się bosko!)
Gdyby tylko wiedziała o obawach Puchona, zapewne spróbowałaby go jakoś zapewnić o ich braku sensu. Wiśnia nie miała nikogo do kochania - to jest, poza rodziną i przyjaciółmi, ale nie o takie więzi w tej chwili chodziło. Sama przed sobą ukrywała prawdę, a w przebłyskach świadomości po prostu to odrzucała; nie widziała sensu w dokładaniu sobie bólu. Przyszłość i tak miała już odgórnie zaplanowaną przez Eastwoodów i jedyne, czego chciała, to uniknąć zranienia kogokolwiek innego. Można zatem śmiało stwierdzić, że poza te ocierające się o niewinny flirt żarty są jedynym, co miała.
- Czekaj... - poklepała się po kieszeniach, a następnie westchnęła teatralnie. - Nie ta kurtka. Wybacz, kamień został w innej kieszeni. Nie martw się, pewnie jeszcze jakaś mądrość na mnie spłynie - zapewniła chłopaka, obserwując dokładnie jego starania. Czekała, gotowa mu pomóc, ale też nieszczególnie się narzucała. Wypadało, żeby nauczył się chociaż odrobiny samodzielności na lodzie... No i nie była w stanie odebrać mu męskiej godności poprzez oferowanie pomocy zbyt często. - Tylko troszkę... To mimo wszystko zabawne widowisko. - Również się śmiała, przytrzymując w końcu Finana w pozycji stojącej. Rozejrzała się, sprawdzając czy na nikogo nie wpadną, jeśli podjadą jeszcze kawałek do przodu. Nie planowała niczego wielkiego - chciała tylko odrobinę przyzwyczaić chłopaka do łyżew. Na pierwszej lekcji raczej nie powinno się szaleć.
- Finan... Może i jestem mędrcem, ale z pewnością nie jestem cudotwórcą. Nie przesadzaj - puściła mu oczko i pociągnęła go delikatnie do przodu, zaraz pokazując jaki rytm muszą wspólnie przyjąć, żeby nie wylądować ponownie na lodzie. - Ale herbatę i tak chętnie przyjmę!

______________________



Hang a shining star upon the highest bough

Have yourself a merry little Christmas now!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Szwed, zamieszkuje od lat Glasgow.
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 122
  Liczba postów : 142
http://www.czarodzieje.org/t16780-finan-gard-konczy-sie-tworzyc#466593
http://www.czarodzieje.org/t16788-panicz-gard#466769
http://www.czarodzieje.org/t16790-listy-do-finnu#466907
http://www.czarodzieje.org/t16783-finan-gard#466737




Gracz






PisanieTemat: Re: Tor do jeżdżenia   Sob Gru 22 2018, 10:26

- Na kości skrzata, nie finanuj mi tu. - uśmiech złagodził ton wypowiedzi. Głównie rodzice się tak doń zwracali, a Cherry burzyła mu ten obraz i wywołała dziwne odczucia. Wolał być "Finnem" ot, zwyczajnie, jednak zauważył, że trafił na nieco upartą osóbkę. - No wiesz ty co, przed chwilą byłaś pewna, że zrobisz ze mnie łyżwiarza, a teraz mówisz, że cudami się nie zajmujesz. - wytknął jej nadając swoim słowom wesołych tonów. Lekko zestresowany ugiął odpowiednio kolana, choć wyczuwał pewien opór z ich poprawnym rozstawieniem. Wciąż czuł na ramieniu efekt takich prób. Mimo wszystko jakoś pokracznie mu się to udało, dzięki czemu (być może) nie wyląduje znów na lodzie. Dał się pociągnąć, nie stawiał oporu. Jego duma cierpiała. Leżała i kwiczała gdzieś w rogu - musiał całkowicie zdać się na kobietę i nie potrafił nawet przez chwilę przejąć inicjatywy. Taka bierność nie do końca była mu w smak, ale zacisnął zęby i próbował naśladować ruchy Cherry. O ile jej wychodziło to elegancko, Finn wyglądał jak prawdziwa pijana akromantula. Ze dwa razy noga powędrowała mu na bok i raz do tyłu, ale dzięki oparciu i szybkiej reakcji zaniechał wywrotki.
- Podziwiam cię, Cherry. Mimo, że wiesz, że lada moment się przewrócimy to dalej mnie holujesz. - pokiwał jej głową z uznaniem. Oczywiście nie powinien ruszać żadną kończyną ciała tylko skupiać się na stopach. Gdy powoli zbliżali się do bandy, Finn poczuł się nieco pewniej. Już od ośmiu metrów się nie przewrócił, jeśli przymknąć trzy idealne ku temu okazje. - Tak na dobrą sprawę oboje się właśnie zaprosiliśmy na herbatę. Zamówimy chyba te kubki XL, co nie? - zagaił czując jak śnieg wsiąkł w nogawki jego spodni i w płaszcz. Wtem ktoś obok nich śmignął, dosyć szybko i niespodziewanie, co dla równowagi Finna skończyło się katastrofalnie. Drgnął, pociągnął Cherry ku sobie (jakby próbował ich osłonić? Choć było w tym sporo chaosu, więc mógł to być zwyczajny niekontrolowany odruch przytrzymania się kogokolwiek), poślizgnął się, łyżwy fiknęły gwałtownie do przodu i  poleciał wesoło na lód, uderzając w niego plecami. Po drodze zdołał puścić Cherry i jej za sobą nie pociągnął, choć zapewne też musiała się ratować próbami odzyskania równowagi. Z gardła Finna wydostał się jęk, gdy po raz kolejny przytulił się do lodu. Tym razem w tym jęku zabrzmiała nuta bólu i nie miało to związku z tworzącym się siniakiem na ramieniu. Wykrzywił usta, syknął cicho, bowiem blizna na boku postanowiła się odezwać impulsem bólu. No tak, stworzył sobie właśnie idealne warunki do oziębienia jej. Zanim się otrząsnął, pomasował swoje czoło i za wszelką cenę próbował powstrzymać odruch zakrycia boku, aby nie dać po sobie znać, że coś jest nie tak. Męska duma nie pozwalała przyznać się do słabości. Podniósł się do siadu i zacisnął zęby, aby usunąć ze swojej twarzy grymas bólu. Jako tako mu się to udało, choć nie od razu postanowił wstać. Odczekał te kilkanaście sekund, aż blizna się uspokoi. W myślach przeklął, gdy wyczuł, że pulsuje przy każdym chłodniejszym dreszczu przebiegającym mu po plecach.
- Też umiesz tak szybko śmigać? - zapytał próbując odwrócić uwagę Cherry od swojego ociągania ze wstaniem. Pomasował kark i nabrał powietrza do płuc. - Dobra, powiedz mi gdzie łyżwy mają hamulce. Podobno jest jakiś sposób do zwalniania tempa. - tutaj próbował się podnieść. Im więcej próbował tym lepiej mu szło. Pomachał trochę ramionami, zachwiał się zaledwie dwukrotnie z "ooo" i po chwili wyprostował się dumnie, dzielnie ignorując naciąganie się mięśni tułowia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Montrose/Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 426
Dodatkowo : Kapitan Drużyny Puchonów
  Liczba postów : 431
http://www.czarodzieje.org/t15998-cherry-a-r-eastwood
http://www.czarodzieje.org/t16000-i-swear-i-don-t-care#436296
http://www.czarodzieje.org/t16002-berry#436492
http://www.czarodzieje.org/t15997-cherry-a-r-eastwood




Moderator






PisanieTemat: Re: Tor do jeżdżenia   Sro Sty 09 2019, 21:42

- Nie osiągniemy wszystkiego od razu, mój drogi. Powolutku, powolutku. Zresztą, nie łap mnie tak za słówka, najpierw musiałam zobaczyć poziom mojego ucznia... - Wyjaśniła tonem prawdziwego mędrca; poczuła się trochę bardziej jak zadufana nauczycielka, która krnąbrnemu uczniakowi tłumaczyła do czego służy różdżka. Nie przejmowała się jego dumą, chętnie prowadząc swoją lekcję, pokazując wszystko najlepiej jak tylko mogła. Przynajmniej cierpliwości jej w tym wszystkim nie brakowało, a także pozytywnej energii - nieustannie się uśmiechała, dorzucając przyjazne żarciki i sympatyczne uwagi. Nie chciała, żeby chłopak zbyt szybko zrezygnował, a przecież wystarczająco go już drażniła pełną wersją imienia.
- Wiesz, ta odwaga prawie mnie zaciągnęła do Gryffindoru - zażartowała, unosząc się sztuczną dumą. W rzeczywistości Tiara w ogóle się nie zastanawiała nad domem, od razu dziewczynę wrzucając do Hufflepuffu; no i hej, Cherry była z tego niesamowicie dumna! Fenomenalnie czuła się pośród borsuków, nawet jeśli nikt nie kojarzył ich z tą piękną cechą odwagi.
Dotarli bliżej bandy i widziała, że Finn lepiej się tutaj czuje. Nie było to dla niej problemem, bo jej zdaniem nie było większej różnicy wywrócić się dwa metry od ścianki, czy pięć; lód był dokładnie taki sam, poważnie. A jedynym oparciem dla chłopaka dalej była ona.
- A to się akurat świetnie składa, bo moją największą miłością jest właśnie herbata - przyznała, szczerząc się (nie znowu, tylko w sumie dalej). Mogłaby nawet całą wannę herbaty wypić, gdyby tylko mogła; to nie było problemem. W dodatku szykowało jej się sympatyczne towarzystwo... Miałaby narzekać? A w życiu!
Wyrwało jej się ciche "oj", gdy wszystko diametralnie się popsuło. Dłoń Finana wyślizgnęła jej się spomiędzy palców i Cherry nie zdążyła go lepiej złapać i przytrzymać. Westchnęła tylko, spojrzeniem pełnym dezaprobaty żegnając szybkich łyżwiarzy. Potem już przeniosła całą swoją uwagę na chłopaka, dla którego chyba ta przewrotka była jedną z bardziej nieprzyjemnych.
- W porządku? - Zaniepokoiła się, ale Gard prędko zmienił temat. - No... no niby umiem, ale wiesz. Trzeba też w tym wszystkim trochę myśleć. Nie chcesz może zrobić przerwy? Zwalnianie nie jest takie trudne, w gruncie rzeczy jak się wyprostujesz to już zaczniesz wytracać prędkość. A jak przestawisz nogę tak - zademonstrowała - to zahamujesz. Może jednak pójdziemy już na tę herbatę, co? Nie jestem pewna, czy to nie jest wystarczająco na jedną lekcję. Jeszcze dam ci przypadkiem za dużo informacji i się przegrzejesz, albo coś... Znaczy, w tej sytuacji to bardziej zmarzniesz... co myślisz?

______________________



Hang a shining star upon the highest bough

Have yourself a merry little Christmas now!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Szwed, zamieszkuje od lat Glasgow.
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 122
  Liczba postów : 142
http://www.czarodzieje.org/t16780-finan-gard-konczy-sie-tworzyc#466593
http://www.czarodzieje.org/t16788-panicz-gard#466769
http://www.czarodzieje.org/t16790-listy-do-finnu#466907
http://www.czarodzieje.org/t16783-finan-gard#466737




Gracz






PisanieTemat: Re: Tor do jeżdżenia   Yesterday at 12:39

Nie najgorzej czuł się w roli padwana szlifującego swoje łyżwiarskie umiejętności. Cherry była naprawdę cierpliwa i całkowicie niezrażona kolizjami, upadkami, nabijaniem nowych siniaków. To dawało Finnowi przeczucie, że skoro już się totalnie przed nią wygłupia, trochę w te czy we wte wcale a wcale nie zrobi jej różnicy. Uśmiechała się szeroko, a więc byli na dobrej drodzy nauczenia Finna czegokolwiek.
- Serio? A uwierzysz, że mnie też tiara chciała tam wcisnąć? Z ręką na sercu myślała o Gryfonach, ale stwierdziła, że jestem bardziej pracowity niż odważny. Miała chyba na myśli ześwirowany na punkcie muzyki, no ale. Borsuki żądzą. - ucieszył się, mogąc się pochwalić tą ciekawostką, która nie była w żadnym stopniu kłamstwem. Nie wyobrażał siebie w barwach Gryffindoru, ci byli dla niego zbyt głośni i czasami przypominali choleryków. Przecież nawet i on słyszał o tym jak pewnego dnia grupa Gyrffindoru straciła sto punktów domu w ciągu jednej, ale to naprawdę jednej godziny lekcyjnej. Tak, miło być wśród Hufflepuffu.
Zanotował w pamięci imię miłości Cherry. Chciał jeszcze na ten temat pogadać, jednak ciąg wypadków znacznie mu to utrudnił. Ból w boku dawał się we znaki mimo, że chłopak się już podniósł i póki co nie planował wracać na lód. Musiał zaciskać zęby, przywdziać na usta nieco firmowy uśmiech, aby nie zdradzić się, że coś jest nie tak. Jak tylko pomyślał o zdjęciu łyżew, zgięciu tułowia i naciągnięciu mięśni przy wrażliwej na chłód bliźnie, to robiło mu się nieco słabo. Przez tę dumę człowiek jest w stanie cierpieć więcej niż powinien. Może faktycznie miał w sobie coś z Gryfona. Zamiast jasno rzec, że coś jest na rzeczy, odruchowo udawał, że wszystko jest w porządku.
- Chętnie bym poćwiczył, ale racja, siedem upadków na śnieg i lód to chyba wystarczająco jak na dzisiejszy dzień. - tak, tak, tak, idźmy stąd zanim sobie doprawię bolączek i się jeszcze zorientujesz, że coś jest nie tak. Powitał ten pomysł z ulgą i choć wbrew pozorom dobrze się bawił ujarzmiając lodowisko, tak chętnie rozgrzeje się w każdy możliwy sposób. Miał pewien problem z odwróceniem się w kierunku bandy. Co prawda był holowany wciąż przez Cherry i mimo zmniejszonej ilości ruchu, bok ciągnął i rozlewał się upierdliwym, pulsującym bólem. Wykrzywił się nieopatrznie, kiedy już dotarli do barierki. Będzie bolało. Oparł się łokciem o nią i zaczerpnął głęboko powietrza. - Widać, że jesteś szefową drużyny. Niewielu jest na świecie, co odważyli się mnie czegokolwiek tu nauczyć. - pociągnął temat, byleby odwrócić swoje myśli od dyskomfortu. Jak się spodziewał, zdejmowanie łyżew nie było przyjemne. Zdjął je, owszem, oddał nawet, ale przypłacił to nieco większą bladością, która miała się utrzymywać teraz przez najbliższe parę godzin. - Śmigajmy wlać w siebie hektolitry herbaty. - zakomenderował i póki co nie patrzył jej w oczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Tor do jeżdżenia   

Powrót do góry Go down
 

Tor do jeżdżenia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Park
-