Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Ścieżka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29736
  Liczba postów : 45061
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Ścieżka   Pią Sie 05 2016, 19:59

First topic message reminder :


Ścieżka w środku dżungli

Dżungla, chociaż dzika i zarośnięta, to jest poznaczona licznymi ścieżkami. Widać, że ktoś tędy chodził i natura, chociaż na jakiś czas, postanowiła dostosować się do woli człowieka. W niektórych miejscach już pojawiają się gałązki, albo leżą prawie niewidoczne kamienie, więc idąc nią łatwo się przewrócić czy natrafić na mocno zarośniętą część.
Ścieżka potrafi być zdradziecka i zaprowadzić spacerującego w samym środek dżungli i nie pokazywać drogi powrotu, nie jest więc rozsądnie iść nią, licząc, że doprowadzi do konkretnego celu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 19
Skąd : Raufarhofn, Islandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 36
  Liczba postów : 44
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13208-annabele-asgrimsson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13210-kumple-nanny
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13221-fenrir-annabele-zwiastun-wiesci-wszelakichz-naciskiem-na-posepnych#353262
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13211-annabele-asgrimsson




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka   Pon Sie 08 2016, 15:29

Annabele bez chwili zastanowienia wysforowała się na samo czoło wycieczki, była przecież wielką podróżniczką zupełnie jak jej Ojciec za młodu. Odziana w wielki kapelusz, który miał ją skutecznie chronić przed zabójczymi promieniami słońca i spadającymi na twarz gadami, płazami, owadami- niepotrzebne skreślić – stanowiącymi zagrożenie nie tylko jej życiu ale i pozycji społecznej w skomplikowanej hierarchii sympatii i popularności brytyjskiej Szkoły Magii i Czarodziejstwa. Już sobie wyobrażała złośliwe komentarze niektórych Ślizgonek po tym jak wrzaśnie z przerażenia na widok zwykłej liany, ale takiej niemal w każdym – nawet najmniejszym detalu – przypominającym ogromnego, jadowitego węża. Nie, nie, nie, nic z tych rzeczy, nie miała zamiaru wyjść na cykora. Wprawdzie w odróżnieniu od niemal wszystkich członków szlachetnego rodu Asgrimssonów nie była w Gryffindorze, ale maszerowanie w pierwszym rzędzie było jej obowiązkiem. A w razie zagrożenia, kto wie, może z odsieczą przybędzie jakiś mężny i oczywiście wyjątkowo przystojny czarodziej?
Według Annabele plan ten był idealny. Tak, w rzeczy samej, Annabele nie była zbyt bystra, a jej idąca w parze z niespecjalnie wysoko rozwiniętym instynktem samozachowawczym śmiałość została wystawiona na próbę niedługo po wyruszeniu. Przeskakując zwinnie nad wystającymi korzeniami i omijając całą resztę wszelakich przeszkód terenowych szybko wyprzedziła – pozostawiając za sobą znajomych z domku, np. Adorkę- wycieczkę o kilka kroków. Chełpiąc się swym wyczynem pomachała radośnie reszcie uczniów, dzięki czemu zresztą nie zauważyła sporych rozmiarów dziury w ziemi w którą ześlizgnęły się wspaniałe, szkarłatne rybackie kalosze podarowane jej przez dziadka. A ona wraz z nimi. Nie było nawet mowy o tym by dziewczyna zdążyła zareagować. Dziewczę wylądowało na plechach pisnąwszy z bólu i z takiej też pozycji oglądała mijających ją uczniów. Nie leżała tam rzecz jasna zbyt długo, w żadnym wypadku nie miała zamiaru skończyć jako obiad dla tutejszej fauny. Zacisnąwszy zęby podźwignęła się na nogi i ruszyła naprzód nie zdając sobie zupełnie sprawy z tego jak los zamierzał z niej zakpić.
Wędrówka 1!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Sacramento, Kalifornia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 355
  Liczba postów : 272
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12620-courtney-hill#340983
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12621-kortni#341006
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12622-murzyn#341014
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12623-courtney-hill




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka   Pon Sie 08 2016, 17:22

Póki co Amerykanka radziła sobie całkiem nieźle, była pewna, że będzie tak już do końca wycieczki. Przyzwyczaiła się do dżungli, zdawało jej się, że wczuła się w klimat. Była jeszcze pełna energii, zatem kiedy nadszedł czas na podział na grupy i zdobycie wody, zabrała się za to bez marudzenia. Nie zwracała uwagi na kilka zadrapań czy siniaków, które widniały na jej kolanach - w dzieciństwie była to w końcu gwarancja udanej zabawy!
- Aqua filterio - wypowiedziała śpiewnym tonem, jednocześnie odpowiednio manewrując różdżką. Potem tylko uśmiechnęła się zadowolona, że udało jej się nabrać dwie porcje wody. Zwykle dzieliła się tylko ze znajomymi, więc nie miała zamiaru oznajmiać całemu światu, że ma nadmiar picia, ale jeśli ktoś ją poprosi, to z pewnością odda mu jedną porcję.
Ale, ale! Nigdy nie może być zbyt kolorowo, szczególnie, jeśli jest się w dżungli pierwszy raz. Courtney, pełna dumy, że radzi sobie tak świetnie, niespiesznie acz uważnie zabrała się za filtrowanie wody. Niestety pochłonęło ją to tak bardzo, że jej uwadze umknął pełzający po ziemi wąż. Najpierw usłyszała syk, a później... zamarła. Obleciał ją strach, nie zdołała wykonać żadnego ruchu i wodziła jedynie oczami w poszukiwaniu źródła owego dźwięku. Wciąż dzielnie trzymała naczynie w rękach, stojąc jak sparaliżowana. Była wyraźnie zaskoczona, ale próbowała zachować zimną krew i ewidentnie jej się to udało, gdyż po chwili usłyszała ten sam syk, jednak znacznie dalej. Powróciła zatem do wykonywanej czynności, myśląc sobie, że jest szczęściarą, bo jeśli czegoś się bała, to zdecydowanie były to węże.

woda: 3, 3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Skąd : Nowy Orlean
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1080
Dodatkowo : pół wila
  Liczba postów : 226
http://www.czarodzieje.org/t13173-electra-clover-o-keeffe#352451/
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13180-zechcesz-zostac-moim-podnozkiem
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13181-listy-electry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13182-electra-c-o-keeffe




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka   Pon Sie 08 2016, 19:31

Wędrówka po dżungli z możliwością doświadczenia niebezpieczeństwa? Electra całkowicie się na to pisała! Skrupulatnie przejrzała listę rzeczy, ażeby nie zapomnieć czegoś, co mogłoby być istotne dla przetrwania. Skoro ktoś polecał jej to zabrać, nie zamierzała się sprzeciwiać. Nawet jeśli w granatowej czapce z daszkiem wyglądała trochę głupio.
Pomniejszyła zaklęciem swój bagaż, gratulując sobie w głowie pomysłowości i w świetnym humorze pojawiła się na zbiórce. Widziała, że nie wszyscy podzielali jej zadowolenie.... Ale znajdowała się tam tylko dla siebie, więc niemal od razu wyforsowała na przód. Miała nadzieję posłuchać w czasie drogi przewodnika, szybko jednak się okazało, że dotrzymanie mu kroku nie było proste. Electra z trudem omijała kolejne przeszkody, zdając sobie sprawę, że nieco sprawniejsi podróżnicy ją wyprzedzają. W pewnym momencie tak zapatrzyła się w ziemię, by nie potknąć się o żaden niecnie wystający korzeń, że nie zauważyła nisko rosnącej gałęzi. Liście uderzyły ją po twarzy, a drobna przeszkoda tak zaczepiła o jej koszulkę, że gdy chciała się wyplątać, rozerwała ją całą od pachy w dół. Zaklęła szpetnie, wyrzucając sobie nieuwagę. Rozejrzała się dyskretnie, czy nikt nie zauważył jej wypadku i mocno przycisnęła rękę do ciała, aby zamaskować dziurę.
Wysoka temperatura panująca w Kolumbii nie sprzyjała wędrówce. Electra czuła, jak całe jej ciało pokrywa nieprzyjemny pot, który wkrótce mógł ściągnąć chmarę komarów. Dlatego zwolniła kroku, aż znajdowała się na samym końcu wycieczki i kiedy już wścibskie oczy nie mogły jej odnaleźć, za pomocą zaklęcia naprawiła swoją koszulkę. Przynajmniej ten jeden problem zażegnała.

wędrówka: 4
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 19
Skąd : Raufarhofn, Islandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 36
  Liczba postów : 44
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13208-annabele-asgrimsson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13210-kumple-nanny
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13221-fenrir-annabele-zwiastun-wiesci-wszelakichz-naciskiem-na-posepnych#353262
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13211-annabele-asgrimsson




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka   Pon Sie 08 2016, 20:57

-Zostawcie to mnie! Jestem wykwalifikowanym rybakiem! –zawołała Nanna pewnym głosem gdy opiekunowie wycieczki zarządzili zbieranie pożywienia na kolację i pełna entuzjazmu wyciągnęła zza pazuchy swoją jesionową różdżkę – dar od jej Ojca na jedenaste urodziny.
Dziadunio który spędził na morzu niemal całe swoje życie wprawdzie nie byłby zapewne zadowolony widząc jak dziewczyna idzie na łatwiznę, ale nie po to była czarownicą, żeby nie upraszczać sobie czasem życia. Zresztą, czego oczy nie widzą tego sercu nie żal – pomyślała Nanna i ruszyła w kierunku przepływającego nieopodal strumienia zastanawiając się po drodze jakich ryb może się tutaj spodziewać.  Zakładała oczywiście z góry, że nie uświadczy tutaj na pewno pysznych, szlachetnych łososi, ale miała nadzieję na jakiś spory okaz. Pokazałaby wtedy na ile ją stać i niektórym opadłyby szczęki  na widok jej wystawnej kolacji.
Annabele była pewna swego. Nie dopuszczała nawet do głowy myśli, że Ona, wyspiarka z krwi i kości, mogłaby nie złapać byle ryby, zwłaszcza z pomocą magii. Mając w pamięci ostatni wypadek,  podeszła do brzegu ostrożnym krokiem i zaczęła przeszukiwać wzrokiem dość przejrzystą toń. Widok pluskającej wody sprawił, że przypomniała sobie jak bardzo jest jej gorąco i już po chwili zaczęła marzyć  o rzuceniu się prosto w objęcia jej ukochanego żywiołu. Mimo jednak dość spontanicznej natury, Islandka darowała sobie ten wyczyn w obawie przed żyjącymi w najgłębszych głębinach potoku krwiożerczymi istotami. Gdyby tylko wiedziała wtedy, że koniec końców i tak przyjdzie jej cierpieć, na pewno nie odmówiłaby sobie odrobiny orzeźwienia. Na wypadek gdybyście zapomnieli, że los nie sprzyjał dziś Annabele, postanowił On przypomnieć o swojej złośliwe naturze gdy tylko puchonka skutecznie – a tak się jej przynamniej wydawało – otumaniła i wyciągnęła z wody przy pomocy magii piękną, dorodną rybkę.
Dumna z siebie złapała lecącą w jej stronę zdobycz w dłoń i już miała skrócić jej męki, gdy nagle okazało się, że albo tutejsze ryby posiadają jakąś  niesłychaną – niczym olbrzymy - odporność na zaklęcie ogłuszenia, albo było ono tak słabe, że nie zdołało skutecznie unieszkodliwić zwierzęcia, które to w akcie zemsty skaleczyło dotkliwie dziewczynę w przedramię i wróciło bezpiecznie do swego naturalnego środowiska.
Nanna zdecydowanie nie była fanką widoku krwi, zwłaszcza takiej wydobywającej się z jej żył lub tętnic, dlatego zaledwie kilka sekund po gwałtownym wydarzeniu zrobiło jej się słabo i usiadła na najbliższym kamieniu próbując zatamować krwawienie drugą dłonią. W pobliżu nie było nikogo(czyt. Przystojnych czarodziejów) kto mógłby jej pomóc, dlatego nieco otumaniona całym wydarzeniem przeszukiwała pamięć w poszukiwaniu jakiejś formułki z zaklęciem leczniczym.
-Vulnus alere- szepnęła przykładając  różdżkę do rany, a krwotok natychmiast został zatamowany  - Ferula – dodała podbudowana poprzednim sukcesem, jednak tym razem nic się nie wydarzyło.
Nie to było jednak w tej chwili istotne, istotny był wstyd jaki zżerał ją od środka. No tak, w przeciwieństwie do wielkiej poławiaczki z Islandii wracającej do grupy ze zwieszoną głową, przynajmniej On nie będzie tego wieczoru głodował.
-Ohh, nic ciekawego w tym strumieniu, aż żal wyławiać te szkraby... - wybełkotała pod nosem na widok ewentualnych pytających spojrzeń i zamiast wykorzystać do tego skaleczoną dłoń, pozbyła się niesfornych kosmyków włosów z twarzy gwałtownym prychnięciem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1076
  Liczba postów : 767
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12435-mikkel-carlsson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12436-gwardia-mikkela
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12439-uggla-mikkela
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12438-mikkel-axel-carlsson




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka   Pon Sie 08 2016, 22:56

Nareszcie nadszedł czas na najbardziej wyczekiwaną część wakacyjnego wyjazdu. Mikkel wychodząc zaopatrzył się we wszystko, o czym mówiła lista, bo, jak zdążył się nauczyć z poprzednich lat, wszystkie te przedmioty były rzeczywiście potrzebne podczas wyprawy. Poznać Kolumbię, tak, jasne. Zdawał sobie sprawę na co się pisał i że to wcale nie była wycieczka krajoznawcza. Takie sprawy nie były zupełnie w stylu Hogwartu. Gotowy na wszystko, z plecakiem wypchanym po brzegi (to znaczy byłby zapakowany po brzegi, gdyby nie potraktował wszystkich przedmiotów, które tam wsadził zaklęciem Reducio) stawił się o wskazanej godzinie na miejscu zbiórki. Włożył nawet długie spodnie w ten okropny gorąc i obrzydliwe kalosze. Wiedział, że skoro o nie prosili, to nie żartowali. Podarował sobie tylko tą czapkę. Po co mu czapka. Wyglądał w nich beznadziejnie, gorzej niż w kaloszach. Przed domkami nie widział nikogo znajomego, a chyba Winnie wspominała, że się wybiera, więc czemu jej tu brakowało? Był pewny, że nie spotka Atrii. Takie wycieczki na pewno nie były w jej stylu. Jednak był tam jakiś mężczyzna - tubylec, jak mniemał Mikkel. Nie było możliwości stwierdzić, czy był on czarodziejem czy mugolem czy kimkolwiek. Chyba to on miał być ich przewodnikiem po Kolumbii. Kiedy mężczyzna zaczął się odzywać Carlsson przekręcił znacząco oczami i przeklinał się w duchu, z jakiego to powodu do wszystkich czterech języków, którymi płynnie się posługiwał nie należał hiszpański a jakiś durny niemiecki. Koniec końców nie zrozumiał ani słowa z wypowiedzi ich przewodnika i nie miał pojęcia, czy było to coś ważnego. Rozejrzał się wokół. Część pewnie zrozumiała go bez problemów, ale on był zbyt dumny, żeby pytać o to nieznajomych. Szli wgłąb dżungli, która wyglądała dość tajemniczo, ale chyba nie zbyt niebezpiecznie. Dało się zauważyć sporą ilość zwierząt, ale takich małych niegroźnych. Nagle podczas spokojnego spaceru Mikkel zauważył przed sobą sporej wielkości pajęczynę utkaną z cieniutkiej przędzy, a chwile później zsunął się z niej średniej wielkości pająk. Nie zrobił na Carlssonie wrażenia, nie boi się pająków, choć nie zdziwiłby się, gdyby ktoś inny wystraszył się tego małego pajęczaka. Był naprawdę zjawiskowy. Po chwili Ślizgon wyruszył w dalszy spacer, przechodząc koło pajęczyny, a mały przyjaciel odbił się od jego ramienia i wrócił na swoją sieć.
W końcu dotarli nad jakieś małe jezioro. Przewodnik oczywiście przekazał im jakieś istotne informacje, których Mikkel kompletnie nie zrozumiał. Stał więc z założonymi rękami i czekał aż pozostali zaczną coś robić. Przyuważył gdzieś w oddali @Courtney Hill, którą kojarzył przez Cyrusa, ale nigdy nie mieli okazji się poznać. Podejrzał, co zaczęła robić i wyglądało na to, że powinni teraz zaopatrzyć się w wodę. Próbował więc nabrać choć porcję, ale szło mu jak po gruzie. Koszmar… Przyglądając się zbiornikowi, zauważył, że coś błyszczy na jego dnie. Nie był pewny, czy coś się w wodzie po prostu nie odbija, ale czuł, że coś tam było. Ręką jednak nie udało mu się tego dosięgnąć. Całe szczęście, że nie ruszał się nigdzie bez różdżki. Cichaczem rzucił odpowiednie zaklęcie i przedmiot wylądował w jego dłoni. Okazało się, że był to syreni grzebień! Dla takiego pięknisia jak on to było cenne znalezisko… Wciąż jednak nie miał ani kropli wody. Musiał sobie jakąś skombinować. Obrócił się w kierunku Courtney, koło której wciąż się znajdował.
- Hej, jestem Mikkel - podał jej rękę na przywitanie - Courtney, prawda? Wybacz, że od razu tak z interesem, ale czy nie podzieliłabyś się ze mną wodą? Widziałem, że udało Ci się zdobyć dwie porcje - uśmiechnął się najpiękniej jak potrafił z nadzieją, że dziewczyna nie odrzuci jego prośby. Sam chętnie by się podzielił, gdyby miał czym, a nie był taką gapą.

Wędrówka: 3, E
Woda: 1, 1 (i 3)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : La Coruña, Hiszpania
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 509
  Liczba postów : 154
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13113-aaron-duarte
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13128-wszyscy-ktorymi-sie-otaczam#351361
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13127-aaron-duarte#351354
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13126-kuferek-aarona#351349




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka   Wto Sie 09 2016, 01:14

Nie wiedzieć czemu, nie cieszył się za bardzo na wyjście w dżunglę. Niby byli zorganizowani, jednak nie widział nic ciekawego w tym, że podążali za przewodnikiem. Racja, znał on ten teren znacznie lepiej, niż oni wszyscy, jednak co to za frajda spacerować za jakimś gogusiem? Najlepiej byłoby się wyrwać samemu, zebrać grupkę znajomych, z którymi bawiło się najlepiej i którzy nie przejmowali się zbędnymi, wyciągniętymi... skądś problemami. Teraz przyszło mu się zmierzyć chyba z całą szkolną społecznością, która wydawała się tak podekscytowana tą całą wyprawą, co przyprawiało go o mdłości. Sam nie był pewien, co było powodem tego nietypowego dla niego zachowania. Czy może zbytnie przesycenie materiału tym samym towarzystwem? A może przyczyniły się do tego te wszystkie twarze, należące w z byt dużej mierze do osób, za którymi nie przepadał?
Mimo wszystko nie zniechęcił się do końca i postanowił wyruszyć. W zasadzie chyba tylko dlatego, że prawdopodobnie wszyscy się wybierali, a jemu wystarczyło już samotności podczas wakacji, którą delektował się podczas długich spacerów na początku miesiąca.
Nim jeszcze zdążył się do kogoś odezwać, a nawet zagłębić porządnie w tropikalny las, Aaron dojrzał zabawny obrazek. Oto Adore, ta piękna istotka, praktycznie zawinięta w liany, spoglądała na niego niemal błagalnym wzrokiem. Hiszpan miał wciąż jednak w głowie pewną scenę, może za mgłą, ale odtwarzał ją zawsze, gdy tylko na nią patrzył. Nie mógł się z tym pogodzić i nie chciało mu się wierzyć w to, czego się dowiedział. Prędzej skłonny byłby zgodzić się na wersję, że po prostu go nie chciała, a jej orientacja seksualna skutecznie by go odstraszyła. Jedynie chłopak wiedział, jak bardzo by się pomyliła.
- A cóż będę z tego miał? - Zapytał, uśmiechając się tajemniczo. Jakby z odrobiną szyderstwa i flirtu. Nie czekając jednak na odpowiedź, sięgnął po nóż, który wziął ze sobą i zaczął odcinać krępujące dziewczynę pnącza. - Jakim cudem się w to wpakowałaś? I co tak idziesz tak sama jak palec? - mówił, nie patrząc zupełnie na drogę, odwracając się stale w kierunku Adorii.
Niemal natychmiast jego beztroska wędrówka musiała się zakończyć. Oto zaplątał się w coś niesamowicie lepkiego. Pierwszy raz widział kolorową pajęczynę. Zapatrzył się, nie zdając sobie sprawy z tego, że na jego ramieniu siedzi olbrzymi tropikalny pająk. Kiedy poruszył odnóżami, Duarte wzdrygnął się odruchowo. Zrobił to na tyle energicznie, że wyrzucony w górę bark zatoczył jego całym ciałem jak młynkiem, by następnie odbić jedną stopę od drugiej i... wrzucić go w bajoro. Cały oblepiony błotnistą mazią, wygramolił się zeń i natychmiast sięgnął po różdżkę.
- Chłoszczyść! - zakomenderował, a różdżka natychmiast pozbawiła go problemu. Dzięki Javierowi wiedział, co powinien zrobić, nie zastanawiając się przy tym zbyt długo. To właśnie Puszek już kiedyś uratował mu twarz tym zaklęciem, toteż chłopak zapamiętał je doskonale.
kostki (wyprawa): 3, B
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Hiszpania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 733
  Liczba postów : 387
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13166-adoria-nymphia-amparo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13177-adoria-nymphia-amparo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13176-listy-do-any
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13175-adoria-n-amparo




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka   Wto Sie 09 2016, 09:15

A jednak! Nie myliła się, widziała Aarona. Wspaniale, w końcu on nie odmówiłby jej pomocy... Prawda? Szybko przestała udawać beztroską (chyba mało kto mógł uwierzyć, że chciała wylądować w takiej sytuacji...) i przybrała najbardziej uroczą i bezbronną minę, jaką tylko jej się udało.
- Ratujesz moją godność. - poinformowała go, gdy zaczął rozcinać liany. Przyglądała mu się uważnie, bo nie była pewna, co kryło się za jego niby żartobliwym pytaniem. Wciąż zastanawiała się, czy chłopak nie miał jej za złe tego, że dowiedział się o jej orientacji dość późno.
Z drugiej strony, czy mogła z tym coś teraz zrobić? Raczej starała się utrzymać ich przyjaźń, na której przecież naprawdę jej zależało.
- A co chcialbyś z tego mieć? - zaryzykowała, zrzucając z siebie ostatnie kawałki liany i udając na wolność. Dołączyli do wycieczki, bo niestety pozostali nieco w tyle. Właściwie, nie był to żaden problem, przynajmniej nikt ich nie deptał po piętach...
- Nie mam pojęcia. Patrzyłam na ziemię, bo ciągle potykałam się o te durne kamyki, a potem zaczęło mnie coś ciągnąć i wyszło na to, że wplątałam się w pułapkę. Uważam, że to jakieś magiczne cholerstwo, bo aż mi się wierzyć nie chce, żeby zwykła roślina była taka podstępna. - wyrzuciła z siebie z żalem. A szło jej tak dobrze pałętanie się po dżungli.
- Jakoś tak wyszło... - wymamrotała jedynie, bo nie miała gotowej odpowiedzi. Po prostu nie znalazła sobie towarzystwa, ruszyła sama, może trochę się zamyśliła? Miała zamiar jeszcze coś Aaronowi odpowiedzieć w tym temacie, ale teraz to na nią spłynęło szczęście. Chłopak wpadł na jakąś pajęczynę - swoją drogą, Adoria przyglądała jej się od jakiejś chwili. Była spora i dziewczyna chciała uniknąć dostania się jej do włosów. Niestety, Duarte kompletnie chyba nie zauważył zagrożenia... Podobnie, jak dopiero po chwili zauważył, że na ramieniu siedzi mu pająk.
Ciemnowłosa zakryła dłonią usta, gdy jej towarzysz drgnął zaskoczony obecnością pająka i zatoczył się tak mocno, że wylądował w bajorku.
- Dobra. W zamian za twój ratunek, mogę się nie śmiać. Co ty na to? - wykrztusiła, przygryzając dolną wargę i z trudem powstrzymując śmiech. Oczywiście, Aaron zaraz podniósł się i oczyścił zaklęciem, ale humor Adorki i tak się poprawił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Hogsmeade
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1009
  Liczba postów : 1361
http://www.czarodzieje.org/t12489-harriette-morana-wykeham#336490
http://www.czarodzieje.org/t12490-ettie#336602
http://www.czarodzieje.org/t12491-poczta-ettie#336603
http://www.czarodzieje.org/t12492-harriette-wykeham#336605




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka   Wto Sie 09 2016, 13:35

Miała poważny dylemat czy wybierać się na wycieczkę. Niemal każda komórka jej ciała rwała się na wyprawę, ale resztki zdrowego rozsądku przestrzegały, że noc w dżungli to badziewny pomysł, kiedy boisz się ciemności. Ale od kiedy niby Ettie słuchała zdrowego rozsądku? Przecież z lękami trzeba walczyć, a to że przez 11 lat nie udało się to ani jej ani psychologom jest nieistotnym szczegółem. Poza tym od czego są ogniska, no nie?
Na skraju dżungli zupełnie zapomniała o swoich zmartwieniach (PRZYGODA PRZYGODA PRZYGODA!!!), a kiedy ruszyli, ostro wyrwała do przodu. Jak się jednak okazało miejsce na czole grupy, oprócz przewodnika, uzurpowała jakaś dziewczyna (@Annabele Ásgrímsson). Ettie natychmiast załączyła się potrzeba rywalizacji i poruszając się naprzód, co chwila ukradkiem zerkała na nieświadomą współzawodniczkę, pilnując żeby być o pół stopy przed nią. Początkowo nie chciała spoufalać się z konkurentką, ale nie wytrzymała długo bez gadania.
- Ettie – w końcu zdecydowała się wyciągnąć do niej rękę – Prowadzimy – wyszczerzyła zęby oglądając się na resztę grupy. A dalej poleciał już słowotok – Nigdy nie byłam w dżungli, właściwie to nigdzie prawie nie byłam. Ale to się zmieni. Kiedyś zwiedzę cały świat, nie kiedyś – niedługo. Razem z wszystkimi jego najniebezpieczniejszymi zakamarkami. Znaczy niedługo zacznę, bo zwiedzenie świata pewnie zajmie mi całe życie. W sumie to chyba już zaczęłam, nie? Ej, patrz! – była pewna, że coś błysnęło w gąszczu nad ramieniem dziewczyny. Minęła Puchonkę, zwinnie przeskoczyła jakiś konar i wlazła w krzaczory. Po chwili wyskoczyła stamtąd z szerokim uśmiechem na twarzy i lunetą przy oku. Dołączyła z powrotem do Annabele, wciąż patrząc na wszystko przez swój skarb.
- Arrrr… refuj żagle bosmanie. Nadciąga lianowy sztorm – powiedziała zachrypniętym głosem i pochylona przeszła pod zwisającymi na drodze lianami – Wiesz, że mogę tym prześwietlać liście? – pochwaliła się, a kiedy nie dostała odpowiedzi spojrzała na miejsce, w którym powinna iść Puchonka. Rozejrzała się wkoło i zobaczyła, że dziewczyna leży na ziemi, a wszyscy jak gdyby nigdy nic ją mijają. Pobiegła pod prąd przez ludzi, ale zanim dobiegła do nowej koleżanki ta podniosła się i szła już naprzód. Ettie przyłożyła lunetę do oka i przyjrzała się nogom Nanny, chcąc sprawdzić czy nie ma złamań i czy jej znalezisko prześwietla również tkankę. Niestety zobaczyła tylko kalosze dziewczyny, co albo umniejszało wspaniałości lunecie lub potwierdzało niesamowitą szczelność rybackiego obuwia.
Kiedy dotarli do jeziora, stanęła nad brzegiem obserwując przez lunetę jego taflę. Było widać wszystkie ryby!
- To ja zdobędę wodę – oznajmiła, kiedy Nanna wyrwała się do łowienia. Wyciągnęła w jej stronę lunetę – Chcesz? Widać wszystkie ryby – chyba jednak było to obraźliwe dla wyrafinowanego rybaka, więc schowała przedmiot za pazuchę. Nabieranie wody okazało banalnym zadaniem. Dodatkowo zobaczyła jakiś błysk w wodzie. Niemożliwe! Dwa razy jednego dnia?! To pewnie tylko ryba… Dla pewności wyciągnęła lunetę i spojrzała w miejsce, w którym coś jej mignęło. To musiał być jej szczęśliwy dzień! Na dnie leżał błyszczący grzebień. Ettie wyciągnęła po niego rękę, ale nie mogła go dosięgnąć. Ukradkiem wyjęła różdżkę i szeptem wypowiedziała formułkę zaklęcia.
- Accio grzebień – po chwili trzymała skarb w ręku i mogła wrócić do nabierania. Czasu starczyło jej akurat żeby przygotować wodę dla siebie i Annabele. Usiadła na brzegu i czekała na jej powrót czesząc włosy. Niestety dziewczyna wróciła z pustymi rękami i skwaszoną miną.
- I pewnie są strasznie ościaste – pocieszyła ją. Liczyła na jakąś pyszną rybkę, ale nie zamierzała jej pogrążać. Wyciągnęła do niej rękę z grzebieniem – Proszę, dla ciebie – przycisnęła do oka swoje pierwsze znalezisko – Z tą lunetą znajdziemy mnóstwo skarbów. O! - przypomniała sobie - I mam wody dla nas obu.

Kostki:
Wędrówka: 5 (magiczna lunetę)
Woda: 3, 2(3 - syreni grzebień)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Newcastle, Anglia
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 3338
Dodatkowo : Szukająca Ravenclawu
  Liczba postów : 1203
http://www.czarodzieje.org/t12503-naeris-cynthia-sourwolf
http://www.czarodzieje.org/t12509-zapraszam-dobre-duszyczki#337107
http://www.czarodzieje.org/t12508-listy-do-cierpkiej-wilczycy
http://www.czarodzieje.org/t12511-naeris-sourwolf#337284




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka   Wto Sie 09 2016, 16:37

To mogło być coś naprawdę fascynującego. Naeris lubiła przygody, choć nie na tyle, by szukać ich przy każdej okazji. Podróż w dżungli... budziła w niej różne odczucia. Z jednej strony naprawdę chciała się wybrać, bo mogła zobaczyć tyle niesamowitych zwierząt albo roślin. Nauczyłaby się też w końcu jak budować szałas, bo dalej tego nie umiała. Widziała tez jednak parę minusów. Po pierwsze komary. Już i tak miała nieźle pogryzione nogi, bo nie chciała zakładać długich spodni ze względu na niezwykły gorąc. Żadne mugolskie specyfiki nie pomagały, więc z trudem powstrzymała się od ciągłego drapania swojej skóry. Po drugie w dżungli mogło ich czekać wiele niebezpieczeństw. Co jeśli stanie oko w oko z jakąś pumą? Dałaby radę się ochronić? A w tych wielkich korzeniach drzew łatwo złamać nogę... W każdym razie Naeris nastawiła się do wycieczki raczej pozytywnie. Pomimo tego, że nie narzekała na brak wrażeń podczas całych tych szalonych wakacji w Kolumbii, nie umiała się powstrzymać przed skorzystaniem z kolejnej atrakcji.
Spakowała więc wszystko, co potrzebne, pamiętając o tym, by wziąć swój nowy kapelusz i parę okularów przeciwsłonecznych. Dobra, przemknęło jej przez myśl, że to niezbyt mądry pomysł, bo mogła się założyć, że szybko je straci przez jakąś chciwą małpę albo rozwali okulary, wpadając w jakąś dziurę. Stawiła się wraz z innymi ludźmi w punkcie zbiórki i tylko rozejrzała się po ich twarzach pobieżnie. Zachciało jej się niezależności. Ciekawe, czy James też się wybierał? Szła za jakimś nieznajomym, ale trzymała się dość blisko przewodnika, by posłuchać jego słów. Coraz wplatał coś w języku hiszpańskim i mało z tego rozumiała. Jak dla niej wyglądał na mugola, a słyszała jak inni rzucali krótkie zaklęcia. Nie zagłębiała się w rozmyślania nad tym, ona użyje magii tylko, gdy będzie musiała. Na szyi Naeris bujał się mugolski aparat fotograficzny. Jak na razie tylko parę osób rzuciło jej zaciekawione spojrzenie. Za bardzo skupiała się na kontemplowaniu otaczającej ich przyrody. Podczas wędrówki widziała jednak, że innym nie idzie zbyt dobrze. Co jakiś czas ktoś odłączał się od grupy, gubił, niektórzy wracali cali w błocie, inni z przerażonymi minami, na niektórych kolanach widziała już siniaki. Ktoś krzyczał, bo zobaczył pająka. Tym bardziej cieszyła się, że ona sama jeszcze nie padła ofiarą jakiegoś wypadku. Pająki jej aż tak nie przerażały, węże w sumie też, ale i tak wolała znosić tylko ugryzienia natrętnych komarów. Widziała nawet krew na ubraniach niektórych. Zdążyli się pokaleczyć już pierwszego dnia... Naeris miała ochotę wszystkim pomagać, ale zdecydowała się sama skupić na drodze. Dzięki temu dostrzegła delikatny blask w zaroślach. Zboczyła z trasy, odłączając się na chwilę od gaworzącej wycieczki. Kucnęła przy paprotkach i znalazła na wpół zagrzebaną w ziemi lunetę. Przetarła ją kciukiem i zobaczyła, że pewnie po odnowie będzie sprawna. Dogoniła innych, słysząc jak ktoś w dziwnym języku głośno krzyczy, a kolejne osoby narzekają to na gorąc, to na ból nóg, to na owady. Przetarła trochę swoje znalezisko i schowała je do plecaka, po czym sięgnęła po butelkę wody, by pociągnąć krótki łyk. Mało jej zostało, a przecież mogła zabrać więcej. Nie poczuła, że coś siada na jej kapeluszu. Nadal była spokojna, może jakby zobaczyła tego dużego pająka to trochę by spanikowała. Stworzenie poruszało się powoli w stronę jej szyi.

WĘDRÓWKA 5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Skąd : Nowy Orlean
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1080
Dodatkowo : pół wila
  Liczba postów : 226
http://www.czarodzieje.org/t13173-electra-clover-o-keeffe#352451/
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13180-zechcesz-zostac-moim-podnozkiem
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13181-listy-electry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13182-electra-c-o-keeffe




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka   Wto Sie 09 2016, 20:04

Kiedy nareszcie dotarli do jeziora, Electra opadła na kolana, czując w nogach tylko zmęczenie. Westchnęła, tęsknie spoglądając na taflę wody. Marzyła o tym, by choć na chwilę się w niej zanurzyć. Wierzyła jednak przewodnikowi, że piranie zamieszkujące zbiornik tylko czekały na możliwość spróbowania słodkiej krwi jakiegoś podróżnika. Postanowiła za takie wrażenia podziękować.
Mimo zmęczenia chciała być przydatna. Przy podziale na grupy, zdecydowała, że pomoże nabrać wody. Nie słynęła ze szczególnego uwielbienia dla zwierząt, a ryby? Ryby były oślizgłe i obrzydliwe, nie miała najmniejszej ochoty ich szukać. Woda zdawała się być dobrym rozwiązaniem.
- Aqua filterio - wymruczała, całkowicie skupiona na swoim zadaniu. To było proste zaklęcie i nie miało jak nie zadziałać. Problemy pojawiły się dopiero, gdy starała się wodę przefiltrować. Może to przez niedostateczne zaangażowanie? Może jej kółka nie były wystarczająco koliste? Tak czy inaczej, woda pozostawała mętna i niezdatna do spożywania. Electra spróbowała jeszcze raz, niestety ze skutkiem dość podobnym.
- Chrzanić to. - Z frustracją wylała wodę z naczynka. Może tym razem zbyt łatwo się poddała, ale była zbyt zdenerwowana by z tym walczyć. A nie chciała w tym momencie wpaść w przesadzoną złość... Uniosła głowę, patrząc uważnie po innych podróżnikach. Może ktoś miał porcję, którą zechciałby się podzielić?

Woda: 1, 5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Sacramento, Kalifornia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 355
  Liczba postów : 272
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12620-courtney-hill#340983
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12621-kortni#341006
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12622-murzyn#341014
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12623-courtney-hill




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka   Wto Sie 09 2016, 20:57

Jak już wspomniałam, Courtney radziła sobie całkiem nieźle. Dlatego kiedy zwrócił się do niej @Mikkel Carlsson, po szybkiej kalkulacji postanowiła oddać mu jedną porcję wody. Tym bardziej, że go dobrze kojarzyła - to przecież najlepszy ziomeczek Cyrusa. Swoją drogą, mieszkali w jednym domku, a ostatnio jakoś nie miała zbytnio okazji by zamienić z nim choćby słowo. Co się stało z jej mężem?!
- Hej, zgadza się. Miło cię poznać, Mikkel - uścisnęła jego dłoń. Nieprzypadkowo zwróciła się do niego po imieniu. Gdzieś słyszała, że dzięki temu dana osoba nabiera szybciej do nas zaufania. Nie przekonała się jeszcze, czy to prawda, ale lubiła psychologiczne ciekawostki i często stosowała je w praktyce. - Nie dziwię się, że nie mogłeś nabrać wody. Mnie rozpraszają te cholerne węże, ale nie ma sprawy, bierz ile ci potrzeba - uśmiechnęła się słodko, podając naczynie ślizgonowi. Przy tym wciąż kątem oka obserwowała okolicę, czy przypadkiem nie pełznie tędy syczący gad.
- Ale pospiesz się i chodźmy, bo musimy już ruszać dalej - dodała widząc, że wycieczka ruszyła dalej. Courtney naprawdę nie miała pojęcia, jak długo szli, zanim przewodnik zatrzymał się. Nie rozumiała co mówi, ale z gestów i reakcji pozostałych osób wywnioskowała, że to czas by rozbić obóz. Cholera! Ona najchętniej położyłaby się już, teraz, a nie bawiła w jakieś wieszanie hamaków i innych pierdół... Mimo to zależało jej, by miejsce do spania było równie wygodne, co ukochane łóżeczko, więc dokładnie obserwowała poczynania Kolumbijczyka, później starając się je idealnie powtórzyć. Bez trudu rozwiesiła swój hamak, trochę gorzej poszło jej z owinięciem go moskitierą, a zupełnie nie mogła poradzić sobie z zawieszeniem fola. Na szczęście przewodnik przyszedł jej z pomocą, więc jej azyl był wkrótce gotowy.
Dopiero wtedy znalazła chwilę, by poprawić wygląd. Włosy były lekko rozczochrane, choć to raczej artystyczny nieład. Przeczesała je szybko szczotką, przejechała po ustach pomadką ochronną i uznała, że jest idealnie. Dodatkowo mogła zdjąć już okulary przeciwsłoneczne, bo słońce chyliło się ku zachodowi. Przyjrzała się sobie jeszcze raz w lusterku, no bo jak nie patrzeć na taką śliczną mordkę? I wtedy właśnie przeżyła szok. Zamarła już drugi raz tego dnia.
- O nieee! Na Merlina, jak ja się opaliłam?! - wykrzyczała z rozpaczą w głosie, nie zważając, czy ktoś ma ochotę tego słuchać. Dodała - już ciszej - jeszcze kilka przekleństw. W tamtym momencie miała zapewne minę niczym postać ze słynnego obrazu Muncha. - I co ja teraz zrobię? Ja jebie, nie ma rady! - nie obchodziło jej nawet, że mówi sama do siebie. W tej chwili najważniejsza była jej nieudana opalenizna. Dzięki swoim gwiazdorskim okularom opaliła sobie całą twarz, z wyjątkiem okolic oczu. Dopiero po chwili zorientowała się, że takim krzykiem tylko bardziej zwraca na siebie uwagę i więcej osób będzie mogło to zauważyć. Chcąc tego uniknąć, założyła z powrotem okulary na nos i nieważne, że słońce już dawno nie świeciło. Musiała w końcu to jakoś ukryć.

literka A
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Hamilton, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 2720
Dodatkowo : szukający, kapitan
  Liczba postów : 778
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6697-deven-quayle#189490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6699-relacje-indianskie-i-te-zupelnie-nie#189531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6700-pocztowki-z-innej-epoki#189533
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7227-deven-quayle




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka   Wto Sie 09 2016, 22:11

Nie bardzo miał kogo poprosić o podzielenie się jedzeniem. Jego porcja wody starczyła tylko dla jednej osoby i nie miał nic do zaoferowania, a nigdzie nie widział znajomych, których miałby odwagę poprosić o taką przysługę bez możliwości rewanżu. Trudno. W sumie podczas swoich wielodniowych włóczęg po dziczy przywykł do pustego żołądka, potrafił panować nad swoim ciałem, zresztą nie miał nawet apetytu. Upał potęgował tylko pragnienie, dlatego cieszył się, że ma wodę. Bez jedzenia był w stanie wytrzymać, bez picia byłoby stanowczo gorzej.
Paradoksalnie będąc teraz w grupie, zamykał się jeszcze bardziej. Był zbyt pochłonięty obserwowaniem przyrody i rozpamiętywaniem swoich dwóch nieudanych związków, żeby nawiązywać jakiekolwiek relacje. Nie próbował nawet zdobyć niczego do jedzenia, bo to wymagałoby wysiłku i interakcji. Nie miał ochoty na interakcję, nie widział nigdzie Enzo ani Holly, ani nikogo, w czyim towarzystwie czułby się pewnie i swobodnie. Zresztą teraz i tak był zbyt zmęczony.
Bez problemu zamocował swój hamak i wgramolił się do niego z westchnieniem ulgi. Dopiero teraz poczuł, jak bardzo był zmęczony długim marszem w trudnych warunkach i niesprzyjającym klimacie. Co prawda odsłonięte przez rozdarty materiał miejsca swędziały jak wściekłe (najwyraźniej dobrały się do nich jakieś komary), ale poza tym nic mu nie dolegało. Wiedział, że w tych warunkach łatwo zarazić się paskudnym wirusem, ale teraz i tak nie miał na to wpływu. Dlatego nie przejmując się odgłosami dżungli i nerwową krzątaniną pozostałych, zwinął się w kłębek w swoim hamaku i zapadł w głęboki, ciężki sen, z którego nie wyrwałby go nawet ryk jaguara.

Nocleg : B i parzysta
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 28
Skąd : Brighton, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 674
Dodatkowo : animag (nietoperz)
  Liczba postów : 395
http://www.czarodzieje.org/t13244-liam-simon-dear#353836
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13246-liam-s-dear
http://www.czarodzieje.org/t13247-poczta-liama#353858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13248-liam-s-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka   Wto Sie 09 2016, 22:45

Liam wyruszył z uśmiechem na ustach. Wyprawa wgłąb dżungli? Bliskie zetknięcie z dzikością, światem nietkniętym ludzkimi dłońmi? Oj tak, jest jak najbardziej za. Pełen entuzjazmu, z plecakiem o magicznie powiększonym wnętrzu, niezbędnym ekwipunkiem i wspomnianym już wcześnie uśmiechem, stawił się na miejsce zbiórki. Rozejrzał się po obcych twarzach, wielu uznając za młodych - a w każdym razie młodszych od niego. Uważał, że nauczenie uczniów poruszania się po dziczy, to dobry pomysł. Podłapią może trochę z zielarstwa, a przy okazji nieźle się pobawią.
Przewodnik mówił płynnie po hiszpańsku - nic dziwnego, miejscowy. Dear nie był w stanie jednak stwierdzić, czy to czarodziej czy nie, ale dzierżona przez niego maczuga skłaniała mężczyznę do myślenia, że to mugol. Fakt, że 'lekcja' prowadzona była w języku tubylców, nie był problemem dla Liama... Ale nie wszyscy musieli znać język hiszpański.
Ciemnowłosy poprawił zwisający z ramienia plecak i ruszył dziarsko razem z wycieczką. Starał się utrzymywać stałe tempo, nie lądować ani z przodu ani z tyłu. Widział, że niektórzy borykali się z problemami dżungli już od samego początku - kilka razy zatrzymywał się, aby sprawdzić, że nic nie stało się znikającej w błocie osobie, a liany nie przydusiły żadnego biedaka. On sam szedł dalej raźnie, niewzruszony trudami podróży. Gdy dostrzegł błysk w krzakach, ciekawość wzięła górę nad ostrożnością i zagłębił się na chwilę w roślinność. Wyszarpnął z ziemi tajemniczy obiekt i wrócił na ścieżkę, próbując wyczyścić swoją zdobycz. Na pewno była to magiczna luneta - słyszał o tym przyrządzie. Była nieźle zasypana piachem i zaschniętym błotem, ale najwyraźniej wciąż działała.
Wspaniale, podsumował w myślach, wrzucając przedmiot do plecaka. Kusiło go, żeby napić się wody, ale zapasy miał dość małe, a czuł, że jak już dorwie się do butelki, to nie pozostawi w niej ani kropli. Zwilżył koniuszkiem języka wargi i postanowił, że nie wróci więcej myślami do tematu upału. Pomógł mu w tym fakt, że na dziewczynę idącą przed niego spadł wielki, włochaty potwór... Znaczy pająk.
Liam zamrugał kilkakrotnie, bo to wyglądało jak scena z filmu. Pajęczak na chwilę przysiadł na kapeluszu nic nieświadomej blondynki, po czym zaczął przebierać swoimi obrzydliwymi nóżkami, przesuwając się w kierunku szyi. Dear nie znał się na tych stworzeniach - nie wiedział, czy to jadowita bestia, czy też potulny baranek, ale nie zamierzał ryzykować. Zaalarmowanie dziewczyny mogło zaskutkować jej atakiem paniki, a tego nie chciał...
- Forp fleoge. - wymamrotał, celując różdżką w pająka. Widział, że ten zdążył już przesunąć kończynami po skórze blondynki, zareagował więc chyba w samą porę - blondynka musiała poczuć dotykające ją odnóża. Na szczęście zaklęcie było proste i nie wymagało niewiadomo jakich umiejętności (Liam nie był orłem z zaklęć... Transmutacja to jest to!), dlatego zadziałało. Pająk został wyrzucony na jakieś dwa metry w górę i opadł na gałązkę pobliskiego drzewa. Mężczyzna na chwilę znieruchomiał, wpatrując się w ledwo widoczne stworzenie. Co, jeśli to jakiś chroniony gatunek, a on właśnie zabił jednego z ostatnich przedstawicieli?
Zaraz jednak przerażone zwierze pomknęło po pniu drzewa i zniknęło między liśćmi, a Liam odetchnął z ulgą i podszedł do dziewczyny, którą w swoim mniemaniu całkiem bohatersko uratował.
- Wszystko w porządku? - zagadnął grzecznie, przyglądając się dziewczynie. Była młoda, ale nie był w stanie określić, czy jeszcze uczennica czy już studentka. Miała duże, jasne oczy, które wydawały się promieniować przyjazną energią i charakterystyczne blond włosy.
Nie widział po niej żadnych śladów po ataku pająka. Chyba udało mu się zapobiec wszelakim przykrościom!

Wędrówka: 5 (magiczna luneta)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 19
Skąd : Raufarhofn, Islandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 36
  Liczba postów : 44
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13208-annabele-asgrimsson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13210-kumple-nanny
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13221-fenrir-annabele-zwiastun-wiesci-wszelakichz-naciskiem-na-posepnych#353262
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13211-annabele-asgrimsson




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka   Wto Sie 09 2016, 23:26

Gdy wpatrzona w dżunglę przed sobą Puchonka usłyszała nad uchem dziewczęcy głos prawie podskoczyła. Bynajmniej nie ze strachu, nie, nie, nie, nic z tych rzeczy, potrzeba było o wiele więcej by złamać jej ducha niż wyglądająca na sympatyczną nastoletnia Gryfonka.
-Yyyym…hej, jestem Nanna – powiedziała odwzajemniając uśmiech nowej koleżanki – Ohh, tak? Nawet nie zauważyłam, tak sobie tylko spaceruję i podziwiam widoki– dodała zachowując kamienną minę i jakby od niechcenia strzepnęła niewidzialny pyłek z ramienia, a potem zaczęła słuchać wywodu nowej znajomej. Naprawdę słuchać, bowiem wiedziała doskonale jak to jest tak paplać bez opamiętania.
-Mój Tatko jest wielkim podróżnikiem – skłamała Nanna – A raczej był – dodała natychmiast z powodu gryzącego ją sumienia  – Robi różdżki i zwiedzał świat w poszukiwaniu różnych magicznych i często bardzo niebezpiecznych stworzeń…no i często mi o tym opowiadał, kiedyś nawet walczył z prawdziwą mantykorą, wiesz, głowa człowieka, ciało lwa, ogon skorpiona, no i zdobył garść jej sierści do różdżki mojego starszego brata, Nicholasa, podobno to jeden z najpotężniejszych komponentów na rdze…  - zaczęła wyjaśniać z dumą w głosie Annabele lecz Gryfonka przerwała jej będąc o wiele bardziej zaaferowaną zawartością pobliskich krzaków niż jej wywodem.
Po kilku szybkich susach wróciła na miejsce ze zdobyczą, a naszą bohaterkę z zazdrości aż ścisnęły wnętrzności.
- Ale eeekstra – powiedziała robiąc wielkie oczy, bo luneta naprawdę wyglądała super  - Aye, aye, kapitanie!  Ruszać się łachudry, słyszeliście rozkaz, wszyscy  na stanowiska! - zawołała rozglądając się na boki i wyciągnęła różdżkę zza pazuchy - Pokaż na co Cię stać, dżunglowy Thorze!  Stań do walki łajdaku! Nie zlękniemy się Ciebie póki możemy utrzymać szablę w dłoni – wrzasnęła zuchwale unosząc przed siebie różdżkę  - Hej, ale jakby coś, to oficjalnie Ja tutaj jestem kapitanem, to, że masz lunetę jeszcze nic nie znaczy! To Ja spędziłam pół życia na łodzi – dodała półgłosem i uśmiechnęła się złośliwie – Wiesz, tak tylko mówię, żeby rozwiać wszelkie wątpliwości- .
Tak, tak, tutaj właśnie następuje okres w naszej historii, który już znacie, wiecie, ten o wpadaniu do sporych rozmiarów dziury w ziemi i skaleczeniu przez głupie rybsko odporne na zaklęcie ogłuszenia, zatem pozwolicie, że daruję sobie opisywanie tego po raz drugi i po prostu przejdę dalej, wierzę bowiem iż jesteście ciekawi jak rozwinie się znajomość z naszą nową gryfońską koleżanką.
A zatem na czym to Ja skończyłam? Tak, tak, już pamiętam, otóż kilka chwil od zakończenia nieudanego połowu, Annabale przydreptała do Ettie ze skwaszoną miną, którą to dziewczyna wyczytała bezbłędnie i  w próbie pocieszenia Islandki wręczyła jej bardzo ładny grzebień.
-Ohh, no po prostu wielkie dzięki…sugerujesz, że coś jest nie tak z moją fryzurą? – odparła udając obrażoną i skrzyżowała ręce na piersiach. – A tak serio to dziękuję – powiedziała uśmiechając się serdecznie  -  To bardzo miłe z Twojej strony, że oddajesz mi jakiś niezidentyfikowany przedmiot magiczny znaleziony w tropikalnej dżungli, na pewno nie jest czarnomagiczny i nie zarazi mnie jakąś klątwą – dodała najpogodniejszym z pogodnych  tonów i wyszczerzyła się głupkowato. No chyba nie chcecie mi powiedzieć, że uwierzyliście w to, że Puchonka dała za wygraną? Takie wyrafinowane żarciki to jej specjalność.
- A znalazłaś może jakieś kanapki?  - zapytała podrapawszy się po swoim - jak zwykła go określać - kartoflowatym nosie gdy już przestały się przekomarzać – Ahh, ile Ja bym dała, żeby znaleźć się teraz w kuchni Hogwartu – rzekła rozmarzonym tonem - …yyy…to znaczy, nie żebym tam kiedykolwiek była…yyy…to przecież nielegalne…yyy…tak tylko mówię, bo tam na pewno jest pełno jedzenia i w ogóle…yyy i nie jestem też jakaś wygodnicka czy coś, nie myśl sobie, urodziłam się na pokładzie…– dodała nerwowo w pośpiechu po czym bez najmniejszego ostrzeżenia wznowiła marsz.
Polubiła Ettie i wcale nie chciała czuć tego co właśnie czuła czyli mieszanki zazdrości i rozgoryczenia, ale wszystkie jej dzisiejsze sukcesy tylko podkreślały to jak Ona sama dała ciała. Całe szczęście, że przynajmniej dziadunio nie widział jej łowieckiej porażki. Chociaż znając jego usposobienie, zapewne tylko serdecznie  by się roześmiał i rzucił jakimś kąśliwym komentarzem poprawiając tym samym humor swojej ulubionej wnuczce, która zresztą nie pozostałaby mu dłużna, uwielbiała ich wspólne utarczki słowne .
Gdy już dotarły na miejsce przeznaczone do rozbicia obozu Nanna usiadła na najbliższym kamieniu i spojrzała ze zrezygnowaniem na grupki uczniów przygotowujące się do kolacji.
-Ettie, gdzie nasi gastronomiczni rycerze! – rzekła tęsknym głosem po czym  westchnęła teatralnie – Przydałby się teraz Gia, on całkiem nieźle gotuje – dodała po krótkiej chwili zastanowienia – Weź zagadaj do któregoś z tych chłopaków, na pewno udało im się coś złowić – dodała i zajęła się przeszukiwaniem plecaka w poszukiwaniu pomniejszonego zaklęciem sprzętu biwakowego – A w ogóle to słyszałam jak przewodnik mówił, że dziś w nocy będzie burza, więc tak sobie myślę, że może mogłybyśmy spać w jednym hamaku, co Ty na to? – odezwała się po chwili i również dopiero po chwili zdała sobie sprawę z sensu swoich słów - I nie, nie boje się burzy! Tylko wpadłam na super ekstra pomysł, mogłybyśmy połączyć nasze hamaki i folie przeciwdeszczowe w jeden super hamak, wtedy na pewno nie zmokniemy – dodała  błyskawiczne sprostowanie Islandka - No i ten, te wszystkie robaki, pająki, węże… i w ogóle…no sama rozumiesz, to nie tak, że jakoś bardzo mnie przerażają, ale chyba będę się czuła po prostu jakoś pewniej… - wyjaśniła nieco zawstydzona – No w każdym razie gdybyś mnie szukała będę przy ognisku, mają opowiadać coś o tutejszej faunie, a tego nie mogę opuścić, obiecałam sobie, że znajdę jakiś magiczny komponent na rdzeń do różdżek dla mojego Taty – oznajmiła próbując zmienić temat – Chyba, że mam na Ciebie poczekać – dodała pytającym tonem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 31
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 1015
  Liczba postów : 110
http://www.czarodzieje.org/t11991-kaden-nigel-langdon#322664
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12013-k-a-d-e-n#322994
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12288-listy-kadena#327796
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12289-kaden-n-langdon#327797




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka   Sro Sie 10 2016, 02:02

Kaden nie spodziewalby sie, ze od razu po przybyciu na miejsce zlapie miejscowe chorobsko. Zaczal goraczkowac juz pierwszego dnia. Magicznie uzdolnieni uczniowie i nauczyciele byc moze byli odporni na tak trywialne rzeczy. Dzielac jednak pokój z Isolde, nie chcial ryzykować jej zdrowiem. Poprosił o oddzielna klitke, zarzadzajac kwarantanne. Zrezygnowany musial jednak sie ruszyc kiedy oznajmiono wycieczke w kolimbijskie lasy. Jako opiekun mial sie wlec za innymi. Rozpalony, czerwony na twarzy i calkowicie przepocony prawie sturlal sie z lozka, bo jak typowy facet, chory, juz prawie umieral. Wygladal na calkowicie zrezygnowanego i zmeczonego, wymuszajac na sobie dlugi prysznic i nawet szybkie podgolenie sie. Nierowno podstrzyzony zarost wygladalby calkiem zabawnie, gdyby nie to, ze przy uszach została mu pianka do golenia. Głowę mial jeszcze mokra kiedy wychodził. Nie bylo czasu na jej mycie, ale zalegal w wyrku dlugi czas, zeby stwierdzic, ze potrzebowal odswiezenia. Ciuchy zarzucal na mokre dla odmiany od wody, a nie od potu, cialo, ale zdazyly szybko wyschnac kiedy pojawil sie w parnej dzungli. Nie potrafil powiedziec, e jaki sposob przedostal sie tyle kilometrow marszu. Czlapal z tylu, powloczac powoli nogami, ktore plataly mu sie same o siebie. Obijal sie o pnącza i drzewa, az w koncu w pewnym momencie wpadl w jakis dol. Ale gdyby on normalnie wpadl. Nie. Kaden lupnal o ziemie, dogniatajac swoim cialem kogos do gleby. Oparl sie na łokciach, obok jej glowy, bo po zapachu poznal, ze to kobieta i uchylił wzrok. Jego oczy blyszczaly inaczej niz zwykle. Iskrzyly sie od goraczki bardzo intensywnie. Nawet w tym stanie potrafil z czuloscia wymowic jej imie:
- Isolde...
Z trudem, bo tak wysokiej goraczki tu jeszcze nie mial, przerzucil ciężar ciala na jedna stronę i opadl na ziemie obok niej, nie majac ochoty sprawdzać przyczyny pieczenia jego kolan.
- Wybacz mi - dodal po momencie dopiero, przechylajac leb na bok, zeby podniesc sie na jednej rece i w koncu dzwignac do gory, z roztargnieniem wczesujac obie dlonie w wilgotne wlosy, mierzwiac je, jednoczesnie doginajac swoje cialo do kolan.
- Ja pieprze...
Jego ton mimo treści nie byl agresywny ani wulgarny. Wydawal sie po prostu mocno skonfundowany i kapitulujacy. W koncu zupelnie poza swoja kontrola, spuscil glowe i zakladajac, ze Isolde znajdowala sie blisko i zdazyla rowniez siasc, oparl rozgrzany policzek na jej odslonietym ramieniu. Wygladal teraz niczym nieporadny nastolatek wsparty o matczyne ramie. Chociaz zaraz zaburzyl to wrazenie, obejmujac Isolde jednym ramieniem. Instynktownie przygarniajac ja bardziej do siebie niz siebie do niej.

Wedrowka: 1
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4592
  Liczba postów : 1828
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka   Sro Sie 10 2016, 11:33

Martwiła się o niego. Z jednej strony doceniała jego rozsądek, ale z drugiej zdecydowanie wolałaby mieć go na oku i w miarę możliwości się nim opiekować. Nadal nie była pewna, co właściwie ich łączy, co do niego czuje i czy mu ufa. Fakt, że był charłakiem teoretycznie niczego nie zmieniał, ale w praktyce ta informacja sprawiła, że Isolde znów się odrobinę wycofała, choć może Kaden nie odczuł tego zbyt boleśnie. Od samego początku ich znajomości Isolde zdawała się tańczyć walca - krok do przodu, dwa kroki w miejscu, a potem krok do tyłu. I tak w kółko. Nie ufała jemu, nie ufała sobie i gdyby mogła, całkowicie by się odcięła. Ale jakoś nie potrafiła, a odkąd pojawił się w jej szarym życiu, monotonię ciężkiej pracy przerywały jego uśmiechy i komplementy, które sprawiały, że Isolde odżywała i czuła się znowu kobietą, a nie tylko aurorem. Potwornie się bała, że zacznie jej zależeć, że się zakocha, głupio i nieodpowiedzialnie, że potraktuje go zbyt serio, mimo że w zainteresowaniu Kadena nie było zbyt wiele powagi, a raczej mnóstwo seksapilu i chemii, które działały na nią bardziej niż chciałaby się przyznać.
Nie była zachwycona jego pomysłem. Powinien zostać we względnie znośnych warunkach, pod opieką medyków, a najlepiej w ogóle wrócić do Londynu, ale nie chciał o tym słyszeć, a Isolde nie czuła się na siłach, żeby się z nim spierać. Przez część wędrówki oglądała się kontrolnie na niego, chcąc się upewnić, że wszystko we względnym porządku, ale w pewnym momencie miała dość. Bolały ją nogi, było gorąco, a ubrania lepiły się do spoconej skóry, pogłębiając tylko uczucie dyskomfortu i zmniejszając zdolność do współodczuwania z kimkolwiek innym. Ledwie zdążyła się podnieść po upadku i przejść kilka kroków, kiedy znów leżała na ziemi, tym razem przygnieciona przez czyjeś ciało. Wydała z siebie tylko krótki okrzyk zaskoczenia i cichy jęk bólu, kiedy obiła sobie już i tak obolały bok, ale wystarczyło jedno spojrzenie na wymizerowaną twarz Kadena, który okazał się sprawcą całego zamieszania, by zmusiła się do bladego uśmiechu. Jego przystojna twarz była wymizerowana i zlana potem, oczy błyszczały gorączką i w ogóle wyglądał tak fatalnie, że naprawdę rozważała zawleczenie go przemocą do najbliższego punktu sanitarnego.
- To nic - powiedziała miękko, mimowolnie oddychając zapachem jego potu. Czuła w nim chorobę, ale mimo to niesamowicie działał na jej zmysły. Ostra woń mężczyzny doprowadzała ją do szału, a uśpione libido nagle odezwało się z całą mocą. Westchnęła, przywołując się do porządku, po czym podniosła się do siadu, nie spuszczając wzroku z Kadena. Nie poczuła się urażona, słysząc takie słowa. Z jakiegoś powodu Langdon miał magiczną umiejętność używania słów tak, by nie obrazić, a w jego ustach nawet przekleństwa brzmiały rozczulająco. Drgnęła zaskoczona, czując jego kłujący policzek na swoim ramieniu, ale nie zaprotestowała ani wtedy, ani potem, gdy przytulił się do niej, czy raczej ją do siebie. Był rozbrajająco bezradny i słaby, a Isolde miała do niego słabość, dlatego zamiast go odsunąć, zaczęła mruczeć coś pocieszającego, delikatnie przeczesując palcami jego spocone włosy, po czym w przypływie odwagi, a może czułości pocałowała go w lśniące od potu czoło.
- Jest jeszcze czas, żebyś zawrócił. Jak chcesz, pójdę z tobą, a potem jakoś tu wrócę - powiedziała z troską, starając się nie zwracać uwagi na to, jak mokre ubrania oblepiały jego umięśnione ciało ani na zapach męskiego potu, który wytrącał ją z równowagi. Pogłaskała go po policzku, po czym uniosła głowę, gdy przewodnik oznajmił, że teraz mają czas na zdobycie czegoś do jedzenia i picia. - Chodź, teraz musisz się czegoś koniecznie napić, żebyś się nie odwodnił... - powiedziała z nagłym skrępowaniem. - Podzielimy się zadaniami, dobrze? Spróbujesz zdobyć wodę, a ja złowię coś do jedzenia. - Wydawało się, że polowanie jest trudniejsze od filtrowania wody, dlatego zdecydowała się na taki podział obowiązków. Pomogła Kadenowi wstać, po czym wzięła się do roboty. Przykucnęła na kamieniu, trzymając w pogotowiu różdżkę, po czym w odpowiedniej chwili rzuciła na rybę drętwotę. To było dziecinnie proste i Is z satysfakcją sięgnęła po otumanioną rybę, która jednak w tej chwili otrząsnęła się z letargu i wyślizgnęła z rąk dziewczyny, raniąc ją w przedramię ostrą wypustką. Isolde syknęła z bólu, patrząc na jasną krew cieknącą jej ręku i zagryzając wargi, ale nie odpuściła tak łatwo. Udało jej się złowić aż dwie ryby, które tym razem nie robiły głupich dowcipów i z dumą przyniosła je Kadenowi. Dopiero wtedy, siadając obok niego, wycelowała różdżką w ranę i wymruczała odpowiednie zaklęcie, tamując krwotok i uśmierzając ból i pieczenie, które trochę ją rozpraszały podczas polowania na kolację.
- I jak ci poszło? - spytała, przelotnie dotykając jego czoła dłonią, by upewnić się, że gorączka nie wzrosła.

Ryby: 3 i 3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Texas
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 410
Dodatkowo : kapitan wygranej drużyny Q
  Liczba postów : 433
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11658-winona-hensley#311603
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11662-chodzcie-ziomki#311734
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11661-teksanska-masakra-sowa#311729
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11695-winona-hensley#312749




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka   Sro Sie 10 2016, 13:46

Większość swojego pobytu w Kolumbii Winnie spędza w niezwykle pożyteczny sposób. Dużo się opala, wiele plotkuje z przyjaciółką z którą szczęśliwie wylądowała w pokoju. No i co najważniejsze coraz bardziej zbliża się do Mikkela. Winona czuje się tak jakby z powrotem miała przy sobie Cyrusa. Tylko tego Cyrusa sprzed kilkunastu lat, kiedy zaczęli dopiero się przyjaźnić. Kiedy żadne z nich nie miało żadnych wspomnień związanych ze sobą, a wszystkie znaki na niebie i ziemi mówiły, że są dla siebie bliżsi niż udawali.  
Winona ignoruje informacje na temat kaloszy. Nie posiada ich i nie chce jej się tym frasować ojca. Uznaje, że z pewnością wystarczy jedna z jej par kowbojek, którą wzięła na wszelki wypadek. Do nich wpuściła lekkie, jasnobrązowe spodnie z przyjemnej tkaniny. Na jej głowie jak zwykle zawitał kowbojski kapelusz, bo jaki inny mogłaby mieć akurat Hensley. Zapakowała resztę potrzebnych rzeczy do swojego lekkiego plecaka ze skóry, największe problemy mając z zapakowaniem moskitiery, do której zaplątała się  co najmniej trzy razy, zanim udało jej się poprawnie wszystko włożyć. Lub mniej poprawnie, bo tak naprawdę miała swoich rzeczach niezły bałagan. Na zbiórce pojawiła się jako jedna z ostatnich. Wyłapuje spojrzenie Devena, więc macha do niego na przywitanie, nie mając pojęcia jakie myśli kłębią się w jego głowie. Dość słuszne ,myśli swoją drogą, bo faktycznie potem zaczyna szukać Mikkela, który miał być na owej tajemniczej wycieczce. W końcu pewnie udaje jej się znaleźć Ślizgona i ponieważ żadne z nich nie potrafi ani słowa po hiszpańsku, Winona większość wycieczki gada trzy po trzy do chłopaka.  
W końcu przystanęli przy jakimś jeziorze, a Wins nie może skupić się na tym o co chodzi, bo musi pójść gdzieś za potrzebą! Dlatego korzystając z faktu, że nikt nie błądzi po lesie, sama szybko ucieka w zarośla, by zaszyć się w jakimś przyjemnym miejscu. Niestety, zdecydowanie przecenia swoje możliwości. Patrzy pod nogi i nie zwraca uwagi na najwyraźniej zabójcze liany. Winnie oplata się nimi beznadziejnie i wisi przed wejściem do jeziora. Wszyscy powoli ruszali, a ona biedna utknęła w zaroślach, kiedy Mikkel martwi się z Courtney o jej opaleniznę. Z pewnością biedna Hensley zostanie tu na zawsze i zjedzą ją jakieś dzikie zwierzęta. Na szczęście przewodnik wyswobadza dziewczynę i wysyła ją prędko do zdobywania pożywienia. Co oczywiście nie jest dobrym pomysłem, bo Winona kompletnie nie radzi sobie z nowym zadaniem. Zamiast tego natrafia na śliczną ropuchę, a kiedy słyszy, że może być niebezpieczna, woli ją bacznie obserwować, więc zapomina o swojej powinności. Wins piszczy głośno kiedy zwierzę skacze gdzieś w jej okolicy, rozpryskując wodę. Dzięki temu zauważa tajemniczy przedmiot wetknięty w skałę. Wyjmuje go i natychmiast rozpoznaje popularną rzecz, czyli syrenią spinkę, cóż może nic dziś nie zje, ale przynajmniej jej włosy będą całkowicie suche, nawet jeśli wejdzie do wody. Cudownie.  
Zrezygnowana Winona odnajduje Mikkela i smutna staje obok niego.
- Umrę z głodu - oznajmia mu, opierając czoło na jego ramieniu.  

wędrówka: 6, parzysta
żywność: 6, 1, 4
odpoczynek: G


Ostatnio zmieniony przez Winnie Hensley dnia Wto Sie 16 2016, 18:59, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Skąd : Rosja, Syberia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 2703
  Liczba postów : 1930
http://www.czarodzieje.org/t8036-zilya-nikolaevna-fyodorova
http://www.czarodzieje.org/t8073-syberyjska-dzikuska#225025
http://www.czarodzieje.org/t8071-syberyjska-sowka#225017
http://www.czarodzieje.org/t8067-zilya-fyodorova




Administrator






PisanieTemat: Re: Ścieżka   Sro Sie 10 2016, 13:54

Kolumbia była skrajnie inna od świata, jaki Zilya znała. Dzika roślinność czy zwierzęta nie były tymi, z którymi potrafiła poradzić sobie z zamkniętymi oczami. Pierwszy raz od dłuższego czasu, jeśli chodzi o zwierzęta, czuła się jak nieco bardziej klasyczny czarodziej - o większości słyszący wyłącznie z podręczników. Zawzięcie chłonęła ten świat, bo choć inny, to był dla niej niesamowicie fascynujący. Wysoką temperaturę, których szczerze nienawidziła, zrzuciła na boczny tor. Nawet ludzie, których języka nie rozumiała, a z którymi porozumienie się było piekielnie trudne ze względu na jej silny rosyjski akcent i ich mocny hiszpański, wydawali się jej ciekawi. W jakiś sposób podobni do ludzi na Syberii. Zapewne biło od nich coś równie prostego.
Możliwość zajrzenia w głąb dżungli i sprawdzenia tego dzikiego świata, sprawiła, że na wycieczkę zapisała się jako jedna z pierwszych osób. Wiedziała doskonale co ma ze sobą zabrać, bo przygotowanie się na dziką wyprawę, zdawać by się mogło, iż opanowała do perfekcji.
Ubrana w swe niezmiennie ubrudzone bogato błotem, ciężkie buty, wielką, zieloną kurtkę, stanęła w wyznaczonym miejscu, szybko jeszcze przewiązując włosy w luźny kok na czubku głowy. I choć jak zwykle, stawiała na wygodę, na jej szyi widocznie zawisł łańcuszek z kilkoma kawałkami futerka - ewidentnie należącymi do stworzenia, które niegdyś Fyodorova upolowała.
Wędrówka sama w sobie, nie była dla niej wielkim wyzwaniem. Powszechnie było widomym, że chodzenie po krętych, leśnych ścieżkach (najwyraźniej również amazońskich), nie jest dla niej żadnym wyzwaniem. Co więcej, dzięki temu, że wzrok miała zawsze nie najgorszy, gdzieś w wysokich zaroślach dostrzegła podejrzanie błyszczący przedmiot. Nie można ukryć, iż zawsze była łasa na błyskotki, to też szybko po niego sięgnęła. Jak się okazało, była to magiczna luneta, która pozwalała przejrzeć cienkie drewniane powierzchnie.

wędrówka: 5

Wizja łapania ryby na kolacje nie do końca była tą, jaką Zil chciała zrealizować. Liczyła raczej na to, że w czasie pobytu w tym lesie, będzie mogła zapolować na coś znacznie większego i smaczniejszego. Najwyraźniej jej podejście wyczuły ryby, sprytnie unikając jej dłoni Zil, nawet po tym, jak je otumaniła drętwotą. Spróbowała raz jeszcze, ale wyjątkowo bezskutecznie. Zdenerwowana na te istoty, postanowiła, że poszuka jedzenia na własną rękę, w nieco inny sposób - wszakże dżungla powinna obficie je oferować w postaci istot wszelakich. Póki co jednak Fyodorova mocno się pomyliła, bo żaden amazoński królik nie chciał jej wpaść w ręce. To też pozostawało tymczasowo się poddać i liczyć, że później coś się przybłąka.

jedzenie:
1,4

Rozbijanie obozu zajęło Rosjance niewiele czasu. Szybko uporała się zarówno z hamakiem, moskitierą, jak i ochroną przed deszczem. Nie było to dla niej większym wyzwaniem, to też chwilę później, wzywana odczuciem głodu, znów udała się nad brzeg rzeki. Z uporem maniaka kolejny raz chciała spróbować złapać jedną z ryb (których obecnie wcale tam nie było). Zamiast jednak upolowania kolacji, kolejny raz dostrzegła tajemniczą błyskotkę. Pomyślałby kto, że w tej dżungli można znaleźć tyle złotych przedmiotów. Tak czy siak, jej tajemniczym znaleziskiem tym razem okazał się łańcuszek. Jak w późniejszym czasie miało się okazać - posiadający tajemnicze właściwości. Póki co jednak, nastała noc, a osób, na których mogłaby odkryć jego działanie, nie było widać, bo większość szybko usnęła. To i Fyodorova postanowiła iść w ich ślady. W końcu, kto wie, o której jutro im każą wstawać.

nocleg: g

zdobyte przedmioty: luneta magiczna, syreni naszyjnik

______________________

Can't stay at home, can't stay at school. Old folks say, you a poor little fool. Down the street I'm the girl next door.
I'm the fox you've been waiting for
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Skąd : Bukareszt - Rumunia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 691
  Liczba postów : 187
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12364-antoinette-anastasia-petru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12519-welcome-in-my-world#337716
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12527-alexander#337903
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12518-antoinette-anastasia-petru#337712




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka   Sro Sie 10 2016, 16:01

Pomimo, iż położyła się w swoim hamaku nie mogła zasnąć. Co rusz, dźwięki wydobywające się z lasu, ją budziły. Łamane gałązki, pohukiwania sowy, ryczenie dzikich kotów. To wszystko dawało złudne wyobrażenia niebezpieczeństwa. A może i nie takie złudne... W końcu wszystko mogło wyskoczyć z pomiędzy tych krzaków i dać o sobie znać. Oznajmić, że to ich teren i oni, ludzie, nie powinni tutaj przebywa. W końcu podobnie było ze smokami. Pilnowały swojego terytorium na wszelkie sposoby. Może powinni nałożyć jakieś zaklęcia ochronne? Niby przewodnik wiedział co robi, jednak panna Petru mu nie ufała. W końcu kto normalny chodzi po takich terenach ciągnąc ze sobą zgraję rozwydrzonych małolatów? Z pewnością nikt o zdrowych zmysłach. Przekręcając się na drugi bok usłyszała cichy głos tuż koło niej. Z irytacją malującą się na jej twarzy odwróciła się w stronę dźwięku. Koło jej hamaku stała młoda dziewczyna. Lekko speszona. Unoszą brwi do góry uniosła się na łokciach patrząc w dalszym ciągu w jej oczy.
- Mam. - i to było na tyle. Niby co miała więcej powiedzieć? @Scarlett Jung nie spytała jej w końcu czy by się z nią ją podzieliła. Jednak chcąc się jej pozbyć jak najszybciej sięgnęła jedną dłonią do plecaka wyciągając z niego dodatkową rybkę. Z obrzydzeniem podała ją dziewczynie. - Masz i zejdź mi z oczu, chcę spać. - i nie czekając nawet na jej odpowiedź czy reakcję odwróciła się do niej plecami zamykając oczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Newcastle, Anglia
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 3338
Dodatkowo : Szukająca Ravenclawu
  Liczba postów : 1203
http://www.czarodzieje.org/t12503-naeris-cynthia-sourwolf
http://www.czarodzieje.org/t12509-zapraszam-dobre-duszyczki#337107
http://www.czarodzieje.org/t12508-listy-do-cierpkiej-wilczycy
http://www.czarodzieje.org/t12511-naeris-sourwolf#337284




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka   Sro Sie 10 2016, 16:58

Zastanawiała się, czy daleko jeszcze do postoju. Bo musiała przyznać, że i ją dopadało lekkie zmęczenie, ale pocieszała się tym, że i tak jest bardzo wytrwała. Inni głośno żądali już jakiegoś postoju. Naeris chętnie przemyłaby twarz w jakimś strumieniu, bo czuła, że pot spływa jej kroplą po policzku. Ufff, już niedługo, może wytrzyma.
Doznała dziwnego uczucia, które znała dość dobrze. To uczucie, gdy czujesz wymierzoną w swoją stronę różdżkę. Ktoś celował jej w plecy?! W tej samej chwili, kiedy zamierzała już się odwrócić, poczuła jak COŚ dotyka jej szyi i nie był to bynajmniej przyjemny dotyk. Odruchowo po jej kręgosłupie przebiegł zimny dreszcz, ale nim zdążyła choćby się wzdrygnąć, usłyszała szeptane zaklęcie. Ohydne coś zostało brutalnie z niej zdjęte.
- Merlinie! - rzuciła, nim zdążyła się  powstrzymać. Jej wzrok padł na miejsce, w którym na gałąź spadł pająk. To ten osobnik na niej siedział? Zdjęła kapelusz i obejrzała go, jakby upewniając się, że więcej takich stworzonek tam nie znajdzie. Przeczesała palcami swoje jasne włosy, czując, że serce zabiło jej szybciej. Dotknęła też swojej szyi, przypominając sobie, jak te odnóża po niej przeszły. Nie poczuła żadnego śladu po ugryzieniu, ale wiedziała, że niektóre gatunki pająk potrafią razić samym tylko dotykiem. Dopiero wtedy zwróciła uwagę na mężczyznę, który jej pomógł. Dobrze, że znał zaklęcie, bo inaczej mogłoby przyjść mu do głowy uderzenie jej plecakiem.
- Chyba. W każdym razie nie mam jeszcze drgawek ani nie padłam sparaliżowana na ziemię. - bąknęła, zaskoczona swoim własnym spokojem. Przyjrzała się swojemu wybawcy, próbując oszacować jego wiek. Sądziła, że kończył już studia, a więc dość dużo starszy od niej. Wyglądał, jakby jego, podobnie jak Krukonkę, nie spotkały żadne niebezpieczne przygody, takie jak taplanie się w błocie czy wpadnięcie do jakiegoś dołu. Naeris odchrząknęła i nałożyła znów kapelusz, odgarniając kosmyki włosów z czoła.
- Dziękuję. - powiedziała z lekkim uśmiechem i chciała dodać coś jeszcze, ale przewodnik powiedział po angielsku, że czas już na postój. Wysłuchała więc jego krótkich poleceń, które ciężej było zrozumieć przez ten akcent. Musieli się po prostu podzielić na grupy zbierające wodę i jedzenie. Znając niektórych ludzi, wątpiła, czy to obejdzie się bez sprzeczek i kłótni. I na pewno nie każdy chciał się dzielić swoimi zdobyczami. - Pójdę zbierać wodę, idziesz ze mną? - spytała dość nieśmiało i wyciągnęła do niego rękę. - Naeris.
Ta opcja wydawała jej się łatwiejsza niż czajenie się na ryby, których zapachu nie znosiła. Okazało się, że zatrzymali się niedaleko ładnego jeziorka, którego brzegi porastały wysokie zarośla. Dziewczyna wzięła ceramiczną miskę i ukucnęła przy brzegu, by dosięgnąć wody. Nabrała połowę miski i szepcząc "Aqua filterio", wykonywała powolne ruchy różdżką.
- Jak ci idzie? - spytała mężczyznę, podnosząc na chwilę wzrok, by sprawdzić efekty jego pracy. Kiedy powróciła wzrokiem do swojej misy zobaczyła, że najwyraźniej zaklęcie nie wychodzi jej zbyt dobrze - woda dalej wyglądała na mętną i brudną. Cóż, kręciła dalej nadgarstkiem, mając nadzieję, że jednak coś z tego będzie. Usłyszała za swoimi plecami cichy syk i odwróciła głowę, by dostrzec wylegującego się na ziemi obok węża o zielonej barwie łusek. Zamarła, wpatrując się w gada i myśląc, czy jej za chwilkę nie zaatakuje.

WODA 1, 3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 28
Skąd : Brighton, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 674
Dodatkowo : animag (nietoperz)
  Liczba postów : 395
http://www.czarodzieje.org/t13244-liam-simon-dear#353836
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13246-liam-s-dear
http://www.czarodzieje.org/t13247-poczta-liama#353858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13248-liam-s-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka   Sro Sie 10 2016, 17:17

Liam odetchnął z ulgą. Dziewczynie nic nie było - na skórze jej szyi nie dostrzegł żadnych śladów. Chyba po prostu trochę się wystraszyła, ale co się dziwić? On sam nie był zbyt wielkim fanem pająków. Coś w tych włochatych odnóżach go obrzydzało.
- W takim razie wygląda na to, że nic się nie stało. - podsumował z zadowoleniem, po czym skinął głową z lekkim uśmiechem, słysząc podziękowania. Blondynka chyba chciała jeszcze coś dodać, ale przewodnik odezwał się nieco głośniej, wspominając o postoju.
Najwyższy czas, stwierdził mężczyzna w myślach. Może i jak narazie nie wydarzyło się na tej wycieczce nic dla niego strasznego czy męczącego, ale dalsze maszerowanie w takim upale nie uśmiechało mu się. Swoją drogą miło, że tubylec w końcu postanowił wydukać z siebie więcej zdań po angielsku, wyjaśniając system zdobywania wody i pożywienia.
- Jasne. - przytaknął swojej nowej koleżance. Miał ogromną ochotę, by zanurzyć dłonie w chłodnej wodzie, nie wspominając już o wzięciu kilku łyków. Ryby mogły zaczekać - miał wrażenie, że nie zdałby się na wiele na takim 'polowaniu'. To chyba nie ta bajka... - Liam - dodał jeszcze, ściskając lekko dłoń Naeris i kierując się do jeziorka. Spróbował napełnić misę wodą, ale zamiast tego prawie tylko ją upuścił. Potrząsnął głową z niedowierzaniem nad swoim własnym roztargnieniem, po czym spróbował raz jeszcze. Woda była obrzydliwie mętna i zdecydowanie nie nadawała się do picia. Na chwilę kompletnie go zatkało, dopiero gdy zauważył charakterystyczny ruch Naeris przypomniał sobie o zaklęciu 'Aqua filterio'. Zdążył wyciągnąć różdżkę, gdy usłyszał dziwny syk. Odwrócił się i dostrzegł sunącego powolutku w ich stronę zielonego gada.
- Humanum vespertilionem! - wyrzucił z siebie błyskawicznie. Rozległ się cichy trzask i wąż zwinął się dziwnie, kończąc tak, że cała jego forma się zmieniła. Zmniejszył się, zmienił kolor na czarny i znikąd wyskoczyły mu skrzydła, wielkie uszy...
No jasne. Pierwsze zaklęcie, któro wpadnie ci do głowy? Transmutacja węża w nietoperza.
- W moim przypadku chyba nic z tego nie będzie. - stwierdził, podnosząc się i chowając różdżkę. Zwierzę odfrunęło, chyba z przestrachem. Liam doskonale wiedział, że nietoperze dadzą sobie radę w tej okolicy. Miał dziwne wrażenie, że zaklęcie czyszczące wodę mu nie wyjdzie - bo czy kiedykolwiek mu wyszło? Nie był w tym najlepszy. Jak już miał rzucać zaklęcia, to najlepiej transmutujące.
- Idziemy? - zerknął na swoją towarzyszkę.

Woda: 1, 4
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : La Coruña, Hiszpania
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 509
  Liczba postów : 154
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13113-aaron-duarte
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13128-wszyscy-ktorymi-sie-otaczam#351361
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13127-aaron-duarte#351354
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13126-kuferek-aarona#351349




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka   Sro Sie 10 2016, 22:18

Adoria podłapała jego luźny pomysł o odwdzięczaniu się za pomoc, co chłopak przyjął lubieżnym uśmiechem, nie pozostawiając jej żadnych złudzeń. Widział, że jakoś sama nie bardzo wiedziała, z jakiego powodu wylądowała w dżungli sama. Sądząc po tym, co dojrzał na organizowanej przez nich imprezie, miała ona pokaźną grupkę znajomych z Hogwartu, którzy zjawili się również tutaj, w Kolumbii.
- W takim razie może się do ciebie przykleję? Może po drodze ktoś się do nas dołączy!
Nie czekając nawet na jej decyzję, ruszył z nią, po czym przykleił się do pajęczyny. Starał się poradzić z całą tą sytuacją możliwie jak najszybciej, aby nikt przypadkiem go nie zauważył. Oczywiście nie udało mu się to, przecież sam chwilę wcześniej praktycznie wybrał sobie Nymphię na towarzyszkę. Doceniał to, że powstrzymała śmiech. Chociaż chłopakowi nie można było odmówić dystansu do siebie, to starał się dbać o wizerunek przed wybranymi przez niego osobami, którym zawsze starał się imponować.
- Dobrze, możemy się tak umówić - sposępniał, licząc na coś zgoła innego.
Nie miał pojęcia, ile szli. Szybko jednak poczuł pragnienie. Dostrzegł, że część uczestników ruszyła w kierunku strumienia. Zakomunikował koleżance, że pójdzie za nimi, by zdobyć dla nich trochę wody. Niestety, szło mu dość opornie. Starał się, jak mógł, by dokładnie przefiltrować wodę, jednak co chwilę ktoś go dekoncentrował. Tyle pięknych dziewcząt pochylało się tu i ówdzie, niektóre z nich ochlapywały się (prawdopodobnie przypadkiem) wodą. Nie mogąc oderwać oczu, musiał zaczynać proces od nowa. Wreszcie zdobył choć trochę napoju, by napoić któreś z nich, kiedy poczuł, że coś przemknęło mu po nodze. Odwrócił się, może odrobinę zbyt gwałtownie, rozbijając przy tym naczynie i kalecząc dłoń. Wziął więc różdżkę, zebraną porcję wody i ruszył w stronę, w której miał się spotkać z Adorią. Sączącą się z palca krew spijał natychmiast, trzymając go w ustach.
- Znasz jakieś zaklęcia na takie urazy? Akurat wyleciało mi z głowy... - uśmiechnął się. Był wyraźnie zakłopotany, jednak nie z powodu niewielkiej rany, którą zbagatelizował. Bardziej przejął się tym, że znowu nie pamiętał zaklęcia. A przecież na pewno się go uczył!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Hiszpania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 733
  Liczba postów : 387
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13166-adoria-nymphia-amparo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13177-adoria-nymphia-amparo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13176-listy-do-any
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13175-adoria-n-amparo




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka   Czw Sie 11 2016, 10:24

W ogóle jej nie przeszkadzało towarzystwo Aarona. Przecież wiedział, że darzy go ogromną sympatią! Poza tym, Adoria uwielbiała mieć kompanów. Już teraz czuła, że zaczęta nieco ciężko wyprawa zamieni się w świetną zabawę.
- W drogę! - zawołała jeszcze, pełna entuzjazmu. Kompletnie nie mogła skoncentrować się na słowach przewodnika. Mówił w większości po hiszpańsku i o jakichś nudnych rzeczach - Anę nieszczególnie interesowało, ile lat może żyć jakieś drzewo. Bardziej zafascynowana była zwierzakami, które raz na jakiś czas pojawiały się w polu widzenia. Raz dostrzegła ogromnego pająka, a innym razem dookoła drzewa owinięty był wąż...
- Och, no dobrze. Nie rób takiej miny. - pokręciła głową z rozbawieniem, zerkając na Duarte. Kim jest, by odrzucić taką uroczą buźkę? - Brak śmiechu masz gratis. Tylko lepiej wymyśl coś dobrego! - puściła mu oczko i raźnym krokiem przyspieszyła nieco. Mężczyźni i ich duma! Powinien być bardzo wdzięczny, że nie wybuchła śmiechem!
Może i nie szli jakoś bardzo długo (a przynajmniej takie miała wrażenie...), ale Adoria i tak odsapnęła z ulgą gdy usłyszała o postoju. Aaron od razu zaoferował się do zorganizowania wody, więc ona chcąc nie chcąc miała do załatwienia pożywienie. Trochę brzydziły ją ryby, z tymi swoimi wyłupiastymi oczyskami, ale w sumie chciała spróbować złapać jedną czy dwie.
Udało jej się złapać już dwie ryby, gdy dostrzegła nieopodal coś niesamowitego. Malutka, jaskrawożółta żabka, wyglądająco zarazem uroczo, jak i... Drapieżnie? Adoria zamarła w bezruchu, nie chcąc jej spłoszyć. Zaraz później usłyszała głos przewodnika, wyjaśniający, że takie okazy są cholernie niebezpieczne.
- Niesamowite. - mruknęła sama do siebie. Chciała spróbować wyłowić jeszcze jedną rybę - w końcu oprócz niej i Aarona było tu sporo ludzi, może jeszcze kogoś by poczęstowała? Niestety, w tym samym momencie 'urocza' żabka wykonała kilka precyzyjnych skoków i opadła na ziemię tuż obok Hiszpanki. Ta zamarła w bezruchu - gdy by odskoczyła, może stworzenie pognałoby za nią? Co, jeśli przez przypadek by na nią skoczyło?
Kilka centymetrów i byłoby po mnie, przemknęło dziewczynie przez myśl. Zwierzak chyba jednak nie był zainteresowany kolejnym trupem, bo wskoczył do wody i zaraz zniknął z pola widzenia Dory.
- No dobra, mam dwie ryby i prawie zabiła mnie jakaś żabka, a... Co ci się stało? - zdziwiła się, wracając do Aarona. Była bardzo dumna ze swojego polowania, a ten już ściągał uwagę na siebie i swój krwawiący palec. - Tak, czekaj, coś tam pamiętam... - wyjęła różdżkę i przygryzła wargę zestresowana. Nie była zbyt dobra w zaklęciach leczniczych, ale pamiętała formułkę. Tylko jak trzeba było machnąć różdżką?... - Vulnus alere. - powiedziała, trzymając różdżkę dość nieruchomo. Nic się nie wydarzyło, posłała więc chłopakowi przepraszające spojrzenie i spróbowała raz jeszcze, tym razem skręcając lekko nadgarstek. Rana zasklepiła się - jakoś tak powoli i mozolnie, a Adoria nie była pewna, czy jej pacjentowi nie towarzyszył przy tym ból. - No dobra, chyba się udało. - podsumowała niepewnie.

Polowanie: 5, 1 - 3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Hogsmeade
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1009
  Liczba postów : 1361
http://www.czarodzieje.org/t12489-harriette-morana-wykeham#336490
http://www.czarodzieje.org/t12490-ettie#336602
http://www.czarodzieje.org/t12491-poczta-ettie#336603
http://www.czarodzieje.org/t12492-harriette-wykeham#336605




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka   Czw Sie 11 2016, 11:04

Przystanęła na moment, kiedy Nanna wspomniała o zawodzie swojego taty, wyraźnie się nad czymś zastanawiając. Chodziło mianowicie o to, że Ettie nie miała pojęcia kim chce być w przyszłości, a przy okazji SUMów słyszała to pytanie aż nazbyt często. Chciała życia pełnego wrażeń, a że zawód poszukiwacza przygód raczej nie istniał, miała poważną zagwozdkę. Nic nie wydawało jej się wystarczająco emocjonujące, ale wytwórca różdżek nigdy nie przyszedł jej do głowy. A przecież zdobywanie rdzeni musiało być bardzo ryzykanckie. Zresztą Puchonka sama to powiedziała.
Jak to jednak z Etką bywa, szybko zmieniła tor myślenia, kiedy zobaczyła błysk w krzakach.
Zaśmiała się wesoło, kiedy Nanna dołączyła do żeglarskich wygłupów.
- Hmmm… ja będę siedzieć na bocianim gnieździe – zdecydowała, gdy dziewczyna pozbawiła ją kapitaństwa – Aż zbuntuję resztę załogi i zmusimy cię do spaceru po desce – puściła do niej oko i wróciła do obserwacji buszu przez lunetę.
Trzeba przyznać, że wyławiając grzebień nie przyszło jej do głowy, że mógłby być czarnomagiczny. Teraz patrzyła na Puchonkę wielkimi oczami, zastanawiając się czy umrze od tego, że się nim przeczesała. Uspokoiła się jednak, kiedy dziewczyna się uśmiechnęła. Gdyby na grzebieniu spoczywała jakaś klątwa, na pewno już by o tym wiedziała.
- Nie znalazłam – przyznała z zawiedzioną miną – ale słyszałam, że rosną na tamtych drzewach – wskazała palcem w przypadkowym kierunku – Taaa…na pewno – wyszczerzyła zęby – W kuchni nikt nigdy nie był… Ej, ale jakieś banany to tu powinny być, nie? – podniosła do oka lunetę w poszukiwaniu owoców, ale Nanna ni stąd ni zowąd ruszyła w dalszą drogę. Ettie szybko zebrała swoje rzeczy i pomknęła za kompanką.
Kiedy zaczęli rozbijać obóz, nie miała wyboru i musiała w końcu zacząć zastanawiać się jak przetrwać noc. Przy tym zupełnie zapomniała o jedzeniu. Pamięć odświeżyła jej Islandka. Zupełnie bez entuzjazmu poszła na żebry, wyglądało jednak na to, że wszyscy faceci albo nic nie złapali albo mieli wodę. Ach, gdzie ci mężczyźni… Zresztą płeć piękna wcale nie była bardziej pomocna. Klapnęła obok Nanny.
- Wszyscy rybacy zostali w Londynie – oznajmiła zawiedziona – Musimy wpierdzielać termity.
Gdy Puchonka zaproponowała złączenie hamaków, Ettie spojrzała na nią zachwycona, jakby właśnie powiedziała, że wygrała milion na loterii i chce jej dać połowę. Miały spać razem, a ona nawet nie będzie musiała przyznawać się do nyktofobii? All in! Naprawdę wierzyła, że bliskość drugiej osoby tym razem wystarczy do zapanowania nad strachem.
- To jest świetny pomysł! – odpowiedziała, nie zdając sobie sprawy z tego jak wymowna była jej mina – Ale też się nie boję – dodała szybko. Nawet nie skłamała, przecież nikt nic nie mówił o ciemności, nie?
- Czekaj, idę z tobą – zaczynało się już powoli ściemniać, gdzie więc mogła się zaszyć Ettie, jeśli nie przy ognisku – Może jednak ktoś będzie miał jakieś jedzenie do podzielenia się.
Usiadły przy ognisku, a Gryfonka zdała sobie sprawę, że dwie dziewczyny przyglądają jej się dziwnie.
- Co? - spytała bez ogródek. Wtedy jedna z nich wyciągnęła skądś lusterko. Ettie przyjrzała się sobie i zobaczyła, że opaliła sobie na policzku trzy grube paski. Jak? Cholera wie. No ale trudno, słońca ci u nas dostatek. Po powrocie z dżungli będzie leżeć na plaży, aż doopali sobie resztę twarzy. Oddała lusterko i pokazała paski Nannie.
- Jestem słonecznym Indianinem.

Nocleg: A
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 20
Skąd : Flåm, Norwegia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 232
Dodatkowo : hipnoza
  Liczba postów : 46
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13201-erik-rasmussen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13217-daj-sie-poznac
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13204-erik-rasmussen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13203-erik-rasmussen




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka   Pią Sie 12 2016, 08:53

W końcu wyruszyli. Erik trzymał się na tyle wycieczki, nie będąc związany z jakąkolwiek kliką w tym towarzystwie. Czuł się już jednak o wiele lepiej, mając świadomość, że wszyscy znajdujący się w ekipie są czarodziejami. Nie musiał się zatem z niczym ukrywać.
Zobaczył kilka znajomych twarzy z treningu Quidditcha. Nie radził sobie na nim tak najgorzej, przynajmniej podczas pierwszej części, więc raczej nie powinien zrazić do siebie pozostałych członków grupy. Postanowił jednak póki co się nie wychylać, być szarą eminencją w tym towarzystwie. Na nawiązywanie przyjaźni jeszcze przyjdzie pora.
Dzień był przepiękny i paskudny zarazem. Żar lejący się z nieba, owszem, był przyjemny, ale jedynie przez pierwsze pół minuty. Później zaczynał niemiłosiernie doskwierać, zwłaszcza osobom, które przyzwyczajone były do bardziej surowego klimatu. Całe szczęście byli odpowiednio przygotowani na tę okoliczność - wszyscy byli odziani w lekkie ubrania, kapelusze i okulary przeciwsłoneczne.
Wkrótce jednak weszli wgłąb dżungli, gdzie połacie tropikalnego lasu skutecznie oddzielały wędrowców od promieni słonecznych, dając wytchnienie.
Wtem, ni stąd, ni zowąd, Erik poczuł, jak prawa stopa grzęźnie w czymś bliżej niezidentyfikowanym, co wyglądało jak zwyczajne runo. Unieruchomiona stopa uniemożliwiła Norwegowi dalszą wędrówkę, a wręcz zatrzymała go gwałtownie i bezlitośnie. Chłopak upadł, sycząc. Zapewne wierzył, że lada moment przypełznie do niego jakiś egzotyczny wąż, w końcu był wężousty (ta, jasne). Dlatego też zacisnął zęby, by nie kusić losu. Obtłuczone kolana były dla niego wystarczającą niedogodnością. Wolał, żeby do jego zmartwień nie doszła ucieczka przed jadowitym gadem.
Rasmussen wstał, otrzepał ubranie i lekko kuśtykając, ruszył za grupą. Po chwili ból przestał być tak dokuczliwy, że mógł iść prawie normalnie. Niebawem dotarli do jeziorka, gdzie cała wycieczka, za radą przewodnika, przystanęła.
- Czyli jeżeli nic nie złowimy, to nie będzie nic do jedzenia? - zapytał z niedowierzaniem. Kiedy okazało się, że to nie jest żart, Erik tylko pokręcił głową, po czym powiedział donośnym głosem:
- Ja zdobędę jedzenie, mogę się z kimś podzielić w zamian za wodę.
Wierzył, że uda mu się złowić więcej ryb, niż będzie w stanie zjeść, ale nie miał zamiaru ich rozdawać za darmo. Ledwo znał tych ludzi, więc musiał myśleć o sobie.
Nie mylił się. Być może to przez jego sprawne ręce, a może przez szczęśliwe zrządzenie losu, kto wie, ale Erikowi udało się zdobyć tyle ryb, że spokojnie mógł się podzielić z kimś jeszcze i oboje będą najedzeni. Złożył zatem swoje zapasy w bezpiecznym miejscu, po czym wyruszyli dalej.
Wędrowali jeszcze długo, dopóki słońce nie zaczęło chylić się ku zachodowi.Wtedy właśnie przyszła pora na przygotowanie sobie miejsc do spania. Przewodnik zademonstrował, jak idealnie powinno to wyglądać, po czym wszyscy zabrali się do pracy nad swoimi posłaniami. Wtedy właśnie chłopak zorientował się, że wśród tych wszystkich rzeczy, które musieli targać przez całą dżunglę, brakuje mu hamaka.
- Panie przewodniku, z całym szacunkiem, ale chyba nie otrzymałem od pana hamaka.
Okazało się jednak, że to Rasmussen zgubił swój hamak, a przynajmniej tak twierdził przewodnik. Erik podejrzewał jednak, że nie otrzymał go wcale w momencie startu, ale niestety nie sprawdził kompletności wyposażenia. Tak czy owak, nikt nie dysponował dodatkowym hamakiem. Norweg przygotował sobie zatem posłanie na ziemi. Całe szczęście, że miał pozostałe rzeczy - nie musiał bać się o przemoknięcie do suchej nitki w trakcie snu.

Kiedy udało mu się już uporać z tym nieszczęsnym posłaniem, rozpalił niewielkie ognisko. Rozsiadł się obok niego, opiekając jedną ze złowionych wcześniej ryb. Zastanawiał się, czy ktoś się do niego przysiądzie.

Zapraszam do ogniska. Dam rybki za wodę. Jak nie masz wody, to też możesz się przysiąść.

Kostki:
Wędrówka - 1 (bolące kolana)
Ryby - 3 + 5 (2 porcje ryb + punkt do kuferka)
Nocleg - F + 1 (brak hamaka)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Ścieżka   

Powrót do góry Go down
 

Ścieżka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
reszta świata
 :: 
Kolumbia
 :: 
Dzungla
-