Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Huśtawki na skwerku

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość


Percival M. Follett

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4904
  Liczba postów : 972
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227
Huśtawki na skwerku QzgSDG8




Gracz




Huśtawki na skwerku Empty


PisanieTemat: Huśtawki na skwerku   Huśtawki na skwerku EmptyPią Cze 17 2016, 16:09


Huśtawki na skwerku


Nie wyróżniają się niczym szczególnym, ale są ulubionym miejscem spotkań małych czarodziejów, którzy pod czujnym okiem rodziców (albo i nie!) spędzają tutaj czas. Wieczorami można natknąć się również na zakochane pary albo zadumanych melancholików, palących magicznego papierosa w blasku księżyca.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mia Wolfe

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 67
  Liczba postów : 54
http://www.czarodzieje.org/t15525-mia-wolfe?nid=6#416869
http://www.czarodzieje.org/t15527-w-malinowym-chrusniaku#416905
http://www.czarodzieje.org/t15528-bez-spamu-prosze#416906
http://www.czarodzieje.org/t15526-mia-wolfe
Huśtawki na skwerku QzgSDG8




Gracz




Huśtawki na skwerku Empty


PisanieTemat: Re: Huśtawki na skwerku   Huśtawki na skwerku EmptySro Sty 03 2018, 00:03

Uwielbiałam czas świąt. Istotnie wyjątkowe było to, jak ludzie w tym okresie próbowali choć na chwilę być sobie życzliwsi, pomocni. Generalizowałam, ale moje doświadczenia jednoznacznie wskazywały na tę pozytywną stronę świątecznych dni. Miałam szczęście należeć do rodziny, w której nie brakowało nigdy ciepła i miłości, zatem wspólne spędzanie czasu nie stanowiło żadnego problemu. Dom wypełniały rozmowy, głośne śmiechy, muzyka i wielu ludzi – zarówno rodzina, jak i przyjaciele przy jednym stole. Oczywiście w miarę upływu godzin towarzystwo robiło się coraz bardziej rozrywkowe, co podkręcały dość konkretne wina mojej szalonej babci. Nikt zatem nie zwrócił już uwagi, kiedy odpakowywałam niespodziewany pakunek, z twarzą wyrażającą głębokie zaskoczenie. Nie spodziewałam się prezentu od Rileya. Nasze relacje były… słabe. Mimo jednego towarzystwa i wielu lat wspólnie spędzonych w Dolinie, od czasu naszych dziecięcych, niby małych zatargów darzyłam go czymś na kształt chłodnej nieufności. Mo wiele razy próbowała mnie do niego przekonać, ale z każdą próbą utwierdzałam się w przekonaniu, że pod maską uprzejmości Riley zwyczajnie mnie nie znosi. Tolerowaliśmy się w towarzystwie i unikaliśmy jakichkolwiek konfrontacji, zatem, gdy sowa przyleciała do mnie z pakunkiem w pyszczku, Fairwyn był ostatnią osobą, której imię spodziewałam się odczytać na bileciku. Muszę przyznać, że właściwie to zrobiło mi się strasznie głupio i niezręcznie, tym bardziej, że podarował mi płyty Mudblooda i Pure’a. Mało kto wiedział, że słucham ich i skrycie powtarzam z wczuciem wulgarniejsze teksty.
Mój lekko przytępiony alkoholem umysł postanowił, że dziś jest ten dzień, a właściwie już noc, kiedy Riley i ja powinniśmy od serca pogadać. Nie roztrząsając za i przeciw, wysłałam zatem list, po czym ubrałam się cieplej i chwyciłam butelkę wina i dwie lampki, krzycząc zebranym coś o składaniu życzeń przyjaciołom. Za cel obrałam sobie huśtawki, na które często przychodziliśmy wszyscy za dzieciaka. O tej porze, w otoczeniu białego puchu, miejsce wyglądało pięknie i w pewien sposób melancholijnie. Pomyślałam sobie, że pasuje do okoliczności i do nas. Strzepnęłam puszystą, cienką warstwę śniegu z huśtawek i usiadłam na jednej z nich, w nadziei, że Riley zjawi się, bo pewnie czuł się teraz równie dziwnie, co ja – w końcu nigdy nigdzie nie byliśmy sami, a tu nagle proszę go o spotkanie. Uniosłam głowę, patrząc w ciemne, przyozdobione nikłymi gwiazdami niebo. Ta noc prosiła się o niespiesznie palonego papierosa. I towarzystwo – samotna, dorosła kobieta z butelką i lampkami wyglądała nieco żałośnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Riley Fairwyn

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185cm
C. szczególne : cała górna lewa strona mojego ciała jest poparzona - ukrywam to za pomocą metamorfomagii; liczne blizny na dłoniach
Galeony : 1716
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 978
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn
Huśtawki na skwerku QzgSDG8




Gracz




Huśtawki na skwerku Empty


PisanieTemat: Re: Huśtawki na skwerku   Huśtawki na skwerku EmptyCzw Sty 04 2018, 18:50

Nie spodziewałem się, że Mia odpowie listem na moją skromną przesyłkę. Prawdę powiedziawszy, szybciej spodziewałbym się, że wyrzuci ją do kosza bez otwierania. Prezenty wysyłałem w biegu, jak zwykle nie mogąc się zebrać do najgorszego obrzędu z nimi związanego - pakowania. Takie są skutki kupowania na ostatnią chwilę, bo i do tego także nie potrafiłem się przekonać. Spędzanie godzin na zastanawianiu się nad tym, co komuś bliskiemu mogłoby się spodobać, było wyrafinowaną torturą. Wolałem podejmować takie decyzje pod wpływem impulsu bądź wyraźnego przeczucia, że owo coś trafi w gusta obdarowywanego, a przynajmniej w tym roku, gdy nic nie mogło mi się kojarzyć gorzej od zimowych świąt. Nie oczekiwałem niczego w zamian, chyba zwyczajnie łagodząc swoje kiepskie nastroje chęcią sprawienia komuś przyjemności. Zdaje się, że udało mi się to aż nadto. W przeciwnym wypadku, nie kroczyłbym teraz zaśnieżoną ścieżką prowadzącą do naszych ulubionych huśtawek. Niejeden raz wystawałem tutaj godzinami z paczką znajomych i równie często sam na nich siadałem, huśtając się w zamyśleniu i upajając się relaksującą samotnością, a jednak teraz, gdy owe tajemnicze miejsce przejęła Mia, byłem jakiś nieswój. Należało do niej w równym stopniu co do mnie, a jednak czułem irracjonalny niepokój, gdy uświadomiłem sobie, że przecież oni wszyscy dobrze zdają sobie sprawę z tego, gdzie powinno się mnie zaprosić, aby zupełnie wytrącić mnie z ewentualnych bojowych nastrojów (jakich w tym okresie mi nie brakowało). Byłem sentymentalny i do miejsc przywiązywałem się równie mocno co do ludzi, a nasza samotność akurat w tym miejscu wydawała mi się nieznośnie osobliwa.
- Hej - odezwałem się ostrożnie, kilka sekund po tym jak moje przybycie obwieściło ciche trzaskanie śniegu pod butami. Zbliżając się do samotnej postaci Mii, zdążyłem już dokładnie zlustrować ją spojrzeniem i niestety nie potrafiłem umiejscowić na właściwym miejscu lampek i butelki wina. Delikatna zmarszczka zastanowienia pojawiła się na kilka sekund między moimi brwiami, potem moja twarz się wygładziła. Chyba pierwszy raz od dawna, nie wiedziałem jak zacząć rozmowę. Zabierając się do tego jak psidwak do szpiczaka, uśmiechnąłem się z niepewnością. Byłem aż zbyt wyraźnie świadom niezręczności tej sytuacji, więc wyrzuciłem z siebie pierwszy temat do rozmowy, jaki tylko przyszedł mi do głowy. - Spodobały się? Zdążyłaś posłuchać?

______________________


It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love what you live with.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mia Wolfe

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 67
  Liczba postów : 54
http://www.czarodzieje.org/t15525-mia-wolfe?nid=6#416869
http://www.czarodzieje.org/t15527-w-malinowym-chrusniaku#416905
http://www.czarodzieje.org/t15528-bez-spamu-prosze#416906
http://www.czarodzieje.org/t15526-mia-wolfe
Huśtawki na skwerku QzgSDG8




Gracz




Huśtawki na skwerku Empty


PisanieTemat: Re: Huśtawki na skwerku   Huśtawki na skwerku EmptyCzw Sty 11 2018, 01:41

W ciszy tej pięknej nocy, cichutkie skrzypienie śniegu oznajmiło mi przybycie towarzystwa i w istocie po chwili usłyszałam hej z ust Rileya. Zbliżał się ku mnie powoli, a ja nagle poczułam wręcz dziecinne skrępowanie. Teraz, gdy oboje byliśmy już na miejscu, pomysł z rozmówieniem się z Fairwynem i wyjaśnieniem dzielących nas kwestii wydał mi się zdecydowanie mniej sensowny niż wtedy, gdy byłam jeszcze w domu, otoczona bliskimi i zachęcona generalnie atmosferą świąt. No i winem, rzecz jasna.
- Cześć.
Uśmiechnęłam się chyba równie niepewnie co on, wstając z huśtawki i podchodząc nieco bliżej. Zdecydowałam, że nie ma co przedłużać niezręczności i pora powiedzieć wprost, skąd moje listowne zaproszenie, ale w tym samym momencie chłopak przejął pałeczkę, zagajając bezpiecznie na temat prezentu, który mi podarował. Pokiwałam lekko głową, a mój uśmiech przybrał nieco autentyczniejszego wyrazu, wyrażając szczerą wdzięczność za ten naprawdę miły, choć tak nieoczekiwany gest z jego strony.
- Tak, trafiłeś idealnie. Właściwie, nie mam pojęcia skąd wiedziałeś, że ich lubię… - odrzekłam, skupiając wzrok na tęczówkach towarzysza – Przesłuchać nie zdążyłam. Dość dużo działo się w moim domu. I muszę przyznać, że bardzo, bardzo mnie zaskoczyłeś… ehm, to znaczy, dziękuję Ci. Naprawdę.
Cóż, czy mogłam czuć się jeszcze niezręczniej? Westchnęłam, kręcąc głową. Nie bądź niepoważna, Wolfe. Nie możesz tak traktować bez sensu.
- Riley, właściwie dlaczego dałeś mi prezent? Nie zrozum mnie źle, ale, wiesz, sądziłam raczej, że za mną nie przepadasz, delikatnie mówiąc. Tylko nie zaprzeczaj. W święta powinno się mówić prawdę – wyrzuciłam w końcu, stawiając przysłowiową kawę na ławę. Przy okazji przypomniałam sobie o trzymanym w dłoniach winie. Bezceremonialnie wsadziłam jedną z lampek w dłoń Rileya, mając szczerą nadzieję, że nie postanowi rozbić mi jej o głowę i przyzna niemo rację, że może posmakowanie odrobiny alkoholu w tej sytuacji faktycznie jest dobrym pomysłem i pozwoli nam przełamać lody.
- Pomyślałam, że miło by było złożyć sobie życzenia. Toast wydaje się w sam raz, jak dla nas – wyjaśniłam, rozlewając bordowy płyn do lampek – W dodatku to dobre na zdrowie. W taką pogodę, jak dziś, idealne, jeśli wierzyć mojej babci, autorce – uniosłam nieco lampkę, by rozwiać możliwe wątpliwości, o czym mówię. Butelkę odłożyłam bezpiecznie między huśtawkami, w niewielką zaspę śniegu, jakby stworzonej specjalnie po to.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Riley Fairwyn

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185cm
C. szczególne : cała górna lewa strona mojego ciała jest poparzona - ukrywam to za pomocą metamorfomagii; liczne blizny na dłoniach
Galeony : 1716
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 978
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn
Huśtawki na skwerku QzgSDG8




Gracz




Huśtawki na skwerku Empty


PisanieTemat: Re: Huśtawki na skwerku   Huśtawki na skwerku EmptyNie Lut 25 2018, 17:56

Potarłem jedną dłoń o drugą, chcąc w pierwszy sposób jaki przyszedł mi do głowy, wydłużyć czas jaki miałem na udzielenie jej odpowiedzi, aby moje milczenie nie wydało się niegrzeczne. Tak po prawdzie, nie do końca znałem odpowiedzi na zadane przez nią pytania. Wolałbym udać, że w ogóle nie padły, aniżeli zastanowić się nad prawdziwymi motywami mojego postępowania. Zabłądziłem spojrzeniem, obejmując nimi lekko zaróżowione od chłodu palce nim wsunąłem je do kieszeni, aby chociaż odrobinę je rozgrzać.
- Meluzyna czasami naprawdę dużo mówi - uśmiechnąwszy się z rozbawieniem, postawiłem na najprostszą odpowiedź z możliwych w gruncie rzeczy czując, że chyba naprawdę ma w sobie sporo z prawdy. Powinienem być z nią całkowicie szczery, a jednak tak ciężko było mi się przemóc i wydusić z siebie słowa, jakie należało powiedzieć. Spowiadanie się komuś z tego jaki jestem nie było czymś, co chciałbym praktykować na kimkolwiek, lecz skoro już i tak opatrznie zrozumiała moje wszystkie wykręty i półsłówka sprzed miesięcy, należało tę sytuację jak najszybciej naprostować. Moja twarz ponownie nabrała powagi, a chociaż nie spojrzałem Mii prosto w oczy, gdy zaczynałem mówić, szybko to nadrobiłem. Patrząc jej uparcie w oczy starałem się podtrzymać w sobie odwagę do składania wyjaśnień.
- Wiesz, myślałem o tym trochę i uważam, że bardzo kiepsko się to wszystko potoczyło. Nie rozumiem dlaczego przez tyle lat uznawaliśmy, że nie potrafimy znaleźć wspólnego języka, skoro dzielimy się znajomymi i spędzamy ze sobą tak wiele czasu. Dlaczego ta dziecięca sprzeczka tak nas poróżniła? Jesteśmy różni, oboje to wiemy, ale czy aż tak, aby nieustannie się na siebie boczyć? - Zacząłem nerwowo miętosić skraj swojego płaszcza, jakby to mogło pomóc mi w tej przemowie. Rety, dawno tak dużo nie mówiłem. Nigdy przecież nie musiałem (nie chciałem) się nikomu tłumaczyć ze swoich motywacji. Dzisiaj było inaczej. - Niejednokrotnie widziałem, że nie aprobujesz mojego zachowania. Nigdy nie chciałem Cię urazić moim brakiem zaufania, ale nie obraź się teraz, proszę. Nie jestem osobą jaka dzieli się tajemnicami ze wszystkimi. Prawdę mówiąc, jest więcej osób które znają mnie jedynie bardzo powierzchownie, także w naszej paczce. Trudno mówi mi się o sprawach bardziej osobistych od zwykłych szkolnych głupot, dlatego wtedy, kiedy pytałaś mnie gdzie byłem tyle czasu… nie mogłem Ci powiedzieć całej prawdy. Nie potrafię tego zrobić aż do teraz. Jeżeli chciałabyś usłyszeć ją całą, jedno wino to zdecydowanie zbyt mało. Jeżeli do tego dojdzie, zrozumiesz dlaczego tak jest. Także nie myśl, że Cię nie lubię czy nie chce Cię poznać. Uważnie obserwuję, a widząc jak zachorujesz się przy Mo czy innych, wyciągam własne wnioski. Poza tym, wiesz że jak masz otwarte okno to słychać te wszystkie przekleństwa na całej ulicy? - Zakończyłem z uśmiechem, rozbawiony wspomnieniem pierwszego razu, gdy dosłyszałem taką muzykę u Wolfe. Przyjąłem od niej lampkę, czując że po tym gadaniu naprawdę zaschło mi w ustach. Chociaż na co dzień unikałem alkoholu, wiedziałem iż dzisiaj nie mogę się wykręcić. Nie teraz, gdy być może za chwilę nawiążemy cienką nić porozumienia. Poza tym, dzisiaj dodatkowy animusz miał mi się przydać jak jeszcze nigdy. Obserwowałem jak uzupełnia naczynia winem, czując jak żołądek zaciska mi się w supeł na myśl o składaniu życzeń. Szczerze nienawidziłem tego zwyczaju, w końcu czego się życzy komuś kogo prawie się nie zna? Również uniosłem lampkę, idąc za jej przykładem. - Więc może za te oraz przyszłe chwile. Niech to wino nie będzie naszym ostatnim wspólnym winem. - Świadom jak niezgrabnie zabrzmiały te słowa, uśmiechnąłem się z zakłopotaniem nim przypieczętowałem toast niewielkim, jakby nieśmiałym łykiem.

______________________


It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love what you live with.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mia Wolfe

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 67
  Liczba postów : 54
http://www.czarodzieje.org/t15525-mia-wolfe?nid=6#416869
http://www.czarodzieje.org/t15527-w-malinowym-chrusniaku#416905
http://www.czarodzieje.org/t15528-bez-spamu-prosze#416906
http://www.czarodzieje.org/t15526-mia-wolfe
Huśtawki na skwerku QzgSDG8




Gracz




Huśtawki na skwerku Empty


PisanieTemat: Re: Huśtawki na skwerku   Huśtawki na skwerku EmptyPią Mar 23 2018, 16:00

Z powagą wymalowaną na twarzy, patrzył mi prosto w oczy, tak intensywnie, że aż poczułam się przy nim malutka. Początkowa nieśmiałość ulatywała gdzieś ponad nas z każdym kolejnym słowem wypowiadanym przez Rileya, który widocznie chciał mi coś konkretnie wytłumaczyć. Czując się nieco jak prokurator odbierający wyjaśnienia od podejrzanego, uniosłam nieco podbródek, próbując odzyskać rezon. Nie pozwolę, by czuć się przy nim mniejszą! I kiedy otwierałam już usta, chcąc wtrącić swoje trzy grosze, Fairwyn nagle zaczął się w pewien sposób otwierać, mówiąc rzeczy, których wcześniej nigdy od niego nie usłyszałam. Bardzo ogólnikowo, ale jednak. Zamknęłam buzię, próbując zignorować teraz fakt, jak głupią minę musiałam posiadać. Przygryzłam wargę, słuchając.
- To wszystko prawda, Riley, ale ilekroć próbowałam to zmienić i nawiązać jakiś normalny kontakt, bo w końcu obracamy się w tym samym towarzystwie i znamy się od dziecka, to dawałeś mi odczuć, że nie masz na to najmniejszej ochoty… Nie chcę teraz powiedzieć, że to wszystko Twoja wina, że jesteś taki zły, obojętny i w ogóle niedobry, ale fakt jest taki, że odpychając mnie i za wszelką cenę unikając powiedzenia prawdy, kiedy nawet pytałam Cię o coś wprost, sprawiłeś, że dalsze próby stały się po prostu bezsensowną stratą czasu. Wolałam zaakceptować to i dać sobie spokój, bo siłą rzeczy mamy to samo towarzystwo i nie zamierzałam robić kwasu. Łatwiej było przestać starać się jakoś Cię poznać – przyznałam, nieco nerwowo odgarniając kosmyk włosów za ucho. Błądziłam przez chwilę wzrokiem po jego twarzy, w zastanowieniu, by po chwili wrócić do tęczówek i westchnąć.
- Słuchaj, ja też nie jestem święta. Czasem jak się na coś uprę, to nie widzę innych perspektyw… Ale chciałabym to zmienić. W sensie, naszą relację. Samo to, że jesteśmy tutaj teraz i rozmawiamy, dobrze rokuje. Ale nie dam się zbyć odrobiną otwartości – oznajmiłam powoli, ostrożnie. Między nami cały czas tkwiła ta wielka, niewyjaśniona kwestia, na którą Mo i reszta przymknęli dawno oczy, ale ja nie potrafiłam. Już nie tylko rzeczywistość, ale i sama intuicja kazały mi zwrócić na to uwagę i nie mogłam mydlić oczu samej sobie, udając, iż nie widzę, że coś jest nie tak, coś bardzo na niego wpłynęło i jest inny, niż był kiedyś. Z drugiej strony, byłabym okrutna, gdybym mocno naciskała i wręcz wymusiła jakiekolwiek wyznanie. Umiałam być okrutna?
- Nie obrażę się. I Ty też proszę tego nie rób, nie chcę żebyś się poczuł, jakbym Cię nie znosiła, bo to nie prawda. Wierzę, że nie chciałeś mnie urazić, ale nie jestem typem osoby, która ot tak zignoruje fakt, że cały czas migasz się, wymijasz pewne kwestie, unikasz… Każdy z nas ma tajemnice, mniejsze lub większe. I w stu procentach rozumiem, że trudno jest mówić o osobistych sprawach, naprawdę chciałam i chcę to uszanować, ale z drugiej strony trudno mi zmienić podejście, skoro wiem, że w pewien sposób jesteś nieszczery, już nie tylko w odniesieniu do mnie... Przepraszam – pokręciłam głową, patrząc gdzieś ponad koronę drzewa. Miałam nadzieję, że to, co mówię, jest w miarę jasne i zrozumiałe, bo w swojej opinii zaczynałam już nieco paplać bez składu. Tak dużo chciałam mu przekazać, a jednocześnie nie do końca wiedziałam jak! I pragnęłam uniknąć sytuacji, w której poczułby się przeze mnie osądzany, czy atakowany. Ściągnęłam nieco brwi.
- Jestem gotowa upić się do odcięcia, jeśli to miałoby pomóc. Tobie i nam – przyznałam, uśmiechając się nieco. – Może właśnie powinieneś to w końcu z siebie wyrzucić? To niedobrze, że od tak długiego czasu nieustannie coś w sobie tłamsisz, trzymając tylko w sobie. I nie mówię tego jako ciekawska, uparta jędza, ale jako ktoś, kto naprawdę życzy Ci jak najlepiej i chciałby Cię zrozumieć – dodałam ciszej, ponownie patrząc w oczy towarzysza.
Retoryczne pytanie związane z dźwiękami z mojego okna skomentowałam szczerym roześmianiem się. Wypiliśmy ten prosty, acz naprawdę dobry toast, a moje usta posłały Rileyowi ciepły uśmiech.
- Swoją drogą, chyba nigdy nie słyszałam żebyś tak dużo mówił. Doceniam – rzekłam z małym rozbawieniem, by podziałać jak wino i rozluźnić atmosferę. Widmo niedopowiedzeń wciąż nad nami wisiało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Riley Fairwyn

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185cm
C. szczególne : cała górna lewa strona mojego ciała jest poparzona - ukrywam to za pomocą metamorfomagii; liczne blizny na dłoniach
Galeony : 1716
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 978
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn
Huśtawki na skwerku QzgSDG8




Gracz




Huśtawki na skwerku Empty


PisanieTemat: Re: Huśtawki na skwerku   Huśtawki na skwerku EmptyNie Mar 25 2018, 20:05

Kiedy te niejasności urosły do tak zatrważających rozmiarów? Słuchałem jej słów, ale miałem ogromny problem z patrzeniem jej przy tym w oczy. Całkowita szczerość była dla mnie czymś nowym, zupełnie tak samo jak otwartość i zrozumienie, że nie każdy potrafi przezwyciężyć ciekawość. Ja nie potrafiłem, do tego przywykłem, ale żeby Mia również? Nigdy nie poznałem jej na tyle dobrze, aby w stu procentach zdawać sobie z tego sprawę. Jednocześnie wiedziałem jak zawsze sam się męczyłem, gdy w moim życiu pojawiała się jakakolwiek, dręcząca mnie wątpliwość i wtem poczułem się winny wszelkich swoich przewinień, jakich nieświadomie dopuściłem się względem niej. Uparcie nie spuszczałem spojrzenia z jej twarzy, chociaż jednocześnie zaciskałem mocno szczęki i byłem bliski wyłamywania sobie palców. Stres tak mnie przytłoczył, że przez dłuższą chwilę nawet nie byłem w stanie znaleźć na to żadnych, odpowiednich słów. Krótki łyk, który miał służyć skosztowaniu wina wkrótce przerodził się w solidne pociągnięcie. Gorąco spływające przełykiem i rozgrzewające żołądek w istocie zadziałało niczym najlepsze słowa zachęty, a jednak to nie mogło być aż takie proste. Milczenie zawisło wokół nas, niczym opadająca kurtyna odgradzająca scenę po wyjątkowo dobrym występie. Niby ostateczne, a jednak wciąż elektryzujące. Mogło zniknąć w każdej chwili, wystarczyłaby odrobina inicjatywy.
- Dla Ciebie to zawsze było łatwiejsze. - Stwierdziłem, gorączkowo poszukując odpowiednich słów, chociaż nie wyszło mi to tak zgrabnie jak wcześniej. Przerwa była zauważalna, lecz zbyłem to mentalnym machnięciem dłoni. Walczyłem dalej. - Ty pytasz wprost, mówisz wprost i oczekujesz, że inni też tak potrafią. Prawda jest jednak taka, że ten mur, którym się od siebie odgrodziliśmy wzrastał wraz z nami. Nie zbywałem Cię, gdy nie chciałem rozmawiać o swoich kłopotach. To nie jest też kwestia tego czy Mo lub Terrey wiedzą co się święci. Już dawno wyrośliśmy z załatwiania za siebie problemów z komunikacją. Skoro jesteś gotowa tego wysłuchać, musisz być przekonana, że wiesz o co prosisz. O ile dziecinne niezacieśnianie więzów jest proste do wytłumaczenia, dalsza historia nie jest o szczęściu i dostatku, a ja jej nie złagodzę, nieważne jak usilnie bym nie próbował. Przez całe dzieciństwo potrafiłem upraszczać swoje emocje. Po co mieliście o nich słuchać, skoro dla wszystkich z nas ważniejsze były wasze odczucia? Byliśmy dziećmi, a większość dzieci skupia się na sobie. Wy byliście słuchani, a ja słuchałem. Tak było dobrze, a przynajmniej sądziłem, że tak było nam lepiej. Otwartość nie jest cechą pożądaną w moim domu, nigdy nie była. Liczy się uprzejmość, a nieuprzejmym byłoby zaprzątać wasze myśli moimi problemami, nawet na wasze wyraźne życzenie. Nie wiem czy to ma dla Ciebie jakieś znaczenie, pewnie brzmi to jak wymówka. - Umówiliśmy się na szczerość, a jednak wciąż nie wiedziałem czy naprawdę dobrze mi życzyła. Cała ta sytuacja wydawała mi się ogromnie abstrakcyjna. Mia Wolfe i ja, rozmawiający o tym co dręczy Fairwyna. Na czyraki Merlina… - A więc bądźmy w końcu nieuprzejmi. - Kontynuowałem, szukając drogi do rezerwy sił, jakich nigdy wcześniej jeszcze w sobie nie odnalazłem. - Zauważyłaś na przestrzeni lat jakąś zmianę w moim zachowaniu? Tak już poza tym, że wcześniej i później byłem skryty. - Zdobyłem się na lekki uśmiech, chociaż w duchu zastanawiałem się czy ona w ogóle uwierzy teraz w moje słowa. Skoro przez całe życie była przekonana, że unikam szczerości i nie chce się do niej zbliżyć, dlaczego teraz miałaby mi ufać, iż powiem całą prawdę? Nie wspominałem jak ważna była dla mnie ta chwila, jak wiele ona zmieniła. Liczyłem na jej zdolność do obserwacji, chociaż nie wiedziałem czy do rozeznania się w tym chaosie myśli i słów nie będzie konieczne skorzystanie z mapy.

______________________


It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love what you live with.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mia Wolfe

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 67
  Liczba postów : 54
http://www.czarodzieje.org/t15525-mia-wolfe?nid=6#416869
http://www.czarodzieje.org/t15527-w-malinowym-chrusniaku#416905
http://www.czarodzieje.org/t15528-bez-spamu-prosze#416906
http://www.czarodzieje.org/t15526-mia-wolfe
Huśtawki na skwerku QzgSDG8




Gracz




Huśtawki na skwerku Empty


PisanieTemat: Re: Huśtawki na skwerku   Huśtawki na skwerku EmptyCzw Maj 17 2018, 01:31

Dla Ciebie to zawsze było łatwiejsze.
Słowa Fairwyna odbiły się echem w mojej głowie i skutecznie uciszyły nerwową gonitwę myśli. Znieruchomiałam, po prostu patrząc na rozmówcę i czekając, aż będzie gotów podjąć temat. I nawet nie zauważyłam, by przerwa w jego wypowiedzi była ponadprzeciętna, bowiem poczułam coś na kształt zrozumienia i maleńkiej, wewnętrznej skruchy. Może faktycznie podchodziłam do sprawy zbyt zerojedynkowo. Czy bezpośredniość w istocie była dla mnie łatwiejsza? Nie było żadną tajemnicą, że lubiłam jasne sytuacje. Wszelkie niedopowiedzenia starałam się niwelować, wątpliwości rozwiewać, a niejednokrotnie też zadawać te pytania, na które odpowiedź chcieli poznać wszyscy inni, sami niekoniecznie mając śmiałość spytać. Prawda od zawsze stanowiła dla mnie ogromną wartość, właściwie kluczową jeśli chodzi o relacje międzyludzkie. Starałam się ją głosić bez względu na trudności i tego samego oczekiwałam od innych. Ba, egzekwowałam prawdę. I choć było to dla mnie naturalne, łatwym bym tego nie nazwała. Teraz jednak, patrząc w oczy Fairwyna, zaczęłam mieć poważne zastrzeżenia odnośnie własnej empatii. Wydawało mi się, że jestem i byłam w stosunku do niego przez długi czas bardzo wyrozumiała, ale właśnie – może to była tylko sfera imaginacji?
Riley zabrał ponownie głos, a ja przełknęłam pewnie nieco za głośno ślinę. Mój oddech nieco przyspieszył, a to oznaczało, że wzrosło we mnie napięcie i stres. Ta konfrontacja, unikana od lat, mogła wybuchnąć mi prosto w twarz. I to jeszcze na własne życzenie.
- Nie jesteśmy już dziećmi. Nie oczekuję przygodowych opowieści rodem z bajek. Wiem, że rzeczywistość kształtuje się zgoła inaczej. Wiem też, że szczere okazywanie emocji, dzielenie się nimi, nie jest praktyką każdego człowieka. I każdej rodziny. Szanuję to, uwierz – podjęłam powoli, próbując zapanować nad nieposłuszną twarzą, która plastycznie obrazowała każdą moją emocję. Serio, pora pomyśleć o jakimś szkoleniu z zachowywania pokerowego wyrazu!
- Ale nie uważasz, że to beznadziejnie egoistyczna relacja, kiedy jedna osoba wysłuchuje stale drugiej i role nigdy się nie odwracają? Po prostu… po prostu każdy musi w pewnym momencie coś z siebie zrzucić. I powinien mieć przed kim – dodałam nieśmiało. Merlinowi dzięki, że na dworze było chłodno, bo tylko to pozwalało mi zachować jako taki rezon. Wyjaśnianie czegoś, co nawarstwiało się latami metodą kuli śniegowej, nie należało do prostych. Denerwowałam się bardzo i z tego co widziałam, Riley również. On raz po raz zaciskał szczękę, a mięśnie mojej twarzy odprawiały dziwne tańce. Przynajmniej byliśmy w tym punkcie na równi.
Riley obwieścił, że pora skończyć z uprzejmością i przejść do sedna sprawy. Uśmiechał się teraz lekko, a ja zastanawiałam się, czy zdecydował się być ze mną szczery dlatego, że faktycznie tego chciał, czy też dlatego, że niejako go do tego zmusiłam, będąc paskudnym człowiekiem?
-Nie chcę tylko żebyś czuł się przyparty do muru – wyznałam bardzo cicho, zanim padło kolejne pytanie z ust rozmówcy. Zatem to jest ten moment, tak? Cóż, albo raz na zawsze wyjaśnimy sobie to, co wisi nad nami od długiego czasu i oboje poczujemy ulgę, albo Fairwyn mnie znienawidzi, a ja będę musiała żyć ze świadomością, że zrobiłam coś, delikatnie ujmując, niedobrego. Odwzajemniłam delikatnie uśmiech. Co może pójść źle…
- Pewnie, że tak...- odrzekłam, wzruszając lekko ramionami - Może nigdy nie byliśmy sobie szczególnie bliscy, ale sam przyznasz, że czasu spędzaliśmy wspólnie bardzo dużo. No, wystarczająco by wychwycić zmianę. W pewnym momencie byłeś już nie tyle skryty, co wycofany. Taki tajemniczy w dziwnie chłodny sposób, jakkolwiek to nie brzmi. Czułam, że coś przed nami ukrywasz. - zawahałam się, by za chwilę dodać:
- Unikałeś mnie.
Przechyliłam nieco głowę, patrząc na niego uważnie. I chociaż narastała we mnie obawa przed tym, co mogłam usłyszeć, nie zamierzałam się wycofać; zaoferował mi w końcu swoją prawdę. A trochę na nią czekałam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Esther Fairwyn

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 75
  Liczba postów : 68
http://www.czarodzieje.org/t16861-esther-fairwyn#469943
http://www.czarodzieje.org/t16862-zielarka-esterka-z-zielonego-domu#469948
http://www.czarodzieje.org/t16865-parapet-esterki#470022
http://www.czarodzieje.org/t16842-esther-fairwyn#469288
Huśtawki na skwerku QzgSDG8




Gracz




Huśtawki na skwerku Empty


PisanieTemat: Re: Huśtawki na skwerku   Huśtawki na skwerku EmptySob Lut 02 2019, 19:58

Pojawiłam się w umówionym i bardzo dobrze znanym naszej dwójce miejscu, w okolicy nie dostrzegając żywej duszy. Było to całkiem zaskakujące; w końcu znajdowaliśmy się blisko centrum miasteczka, w parku, w którym spotykało się wiele osób, więc dzisiejsze pustki nie były dla mnie zjawiskiem naturalnym. Zaczęłam nawet zastanawiać się nad przyczyną takiego stanu rzeczy, zajmując jedną z ławek, gdy przypomniałam sobie o fiolce perfum, którą wsunęłam na szybko do kieszeni podczas pośpiesznego opuszczania pokoju i czerwonej pomadce znajdującej się w tejże kieszeni niemal cały czas. Korzystając więc z okazji odpięłam guziki płaszcza i odsunąwszy krańce wełnianego szala z szyi, nałożyłam kilka kropel przyjemnie pachnącego specyfiku za uszy, dla wzmocnienia efektu wklepując go w skórę. Miałam nadzieję, że charakterystyczny orientalny zapach, współgrający z zimową aurą, przebije się przez woń ziół, wśród których dzisiaj przebywałam. Gdy skończyłam, ponownie opatuliłam się ciepłym materiałem; w porównaniu z początkiem roku, kiedy odwiedziłam Krukona w herbaciarni, czułam się dzisiaj zdecydowanie lepiej a co najważniejsze: wyglądałam lepiej, tak jak zawsze. Ubrana w normalne ubranie, niż powyciągany dres, z rozczesanymi, połyskującymi zdrowo włosami niesplecionymi w żaden artystyczny nieład, i pomalowana delikatnie, gdzie jedynym akcentem była czerwona szminka okalająca moje wargi – byłam ciekawa czy chłopak nie straci swojej pewności siebie konfrontując się ze mną w stanie, w którym jeszcze kiedyś wprawiałam go w lekkie zakłopotanie.
Gdy zauważyłam go w oddali, podniosłam się z miejsca i ruszyłam naprzeciw, uśmiechając się ledwo zauważalnie na powitanie.
Mam nadzieję, że dalej masz ochotę na zupę dyniową i naleśniki – w końcu od naszego ostatniego spotkania minęło trochę czasu, jednak ja nie zapomniałam, że to właśnie przez tę zupę znaleźliśmy się w tym miejscu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elijah J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185 cm
C. szczególne : znamię na karku, na które nie działa metamorfomagia; okulary do czytania
Galeony : 911
Dodatkowo : metamorfomagia, kapitan drużyny Krukonów
  Liczba postów : 748
http://www.czarodzieje.org/t16927-elijah-julian-swansea#471679
http://www.czarodzieje.org/t16933-elijah-j-swansea#471795
http://www.czarodzieje.org/t16932-jeczybula#471794
http://www.czarodzieje.org/t16919-elijah-j-swansea
Huśtawki na skwerku QzgSDG8




Gracz




Huśtawki na skwerku Empty


PisanieTemat: Re: Huśtawki na skwerku   Huśtawki na skwerku EmptyPon Lut 11 2019, 23:10

Matka ledwo dała mu żyć. Jak na skaranie akurat była w domu kiedy aportował się w salonie, a pojawił się tam, bo klisze, których zapomniał zabrać po świętach nie były tak do końca kłamstwem. No i zostawił tu jedną ze swoich najlepszych białych koszul, a z jakiegoś powodu zależało mu na tym żeby wyglądać i czuć się dobrze. Nie ominęły go standardowe pytania, oj nie. Elisabeth od razu wyczuła pismo nosem i zadręczyła syna szeregiem niewygodnych pytań, które w głównej mierze zbył niewyraźnymi pomrukami i przewracaniem oczyma. Merlinie, co za kobieta; kochał ją, ale jak nikt inny potrafiła wzbudzić w nim uczucie dyskomfortu, osaczenia bez możliwości ucieczki.
Tym razem miał tę możliwość i szybko z niej skorzystał, zarzucając na plecy jasnoszary wełniany płaszcz, a będąc już w drodze, owijając szyję obszernym szalem.
Jak miał jej na to wszystko odpowiedzieć, skoro sam ledwo rozumiał sytuację w jakiej nagle się znalazł. Kim była dla niego Esther, i kim stanie się dla niego po dzisiejszym spotkaniu? A może nic się nie zmieni? Może znów będzie dla niej niewidzialny i on sam dalej będzie udawał, że nie robi to na nim wrażenia? Prawdę powiedziawszy, od wcześniejszej obojętności wolałby kompletne niepowodzenie owej randki. Gdyby coś poszło nie tak, zwłaszcza z jego winy, mógłby mówić sobie, że przecież próbował, a na przyszłość wyciągnąć jakieś wnioski.
Ta myśl go pokrzepiła. Co by się dziś nie wydarzyło, w jakikolwiek sposób ich relacja ulegnie zmianie – będzie to lepsze niż było do tej pory. Był już prawie w umówionym miejscu, gdy zmienił zdanie co do swojej fryzury; platynowy, bliski bieli kolor włosów gładko przeszedł w ciemny blond, a same kosmyki wydłużyły się nieznacznie, ułożyły do tyłu, optycznie wyostrzając rysy jego twarzy. Tych nie ruszał kiedy nie dysponował lusterkiem.
Dostrzegł ją już z daleka, a i on został zauważony, gdyż wstała i ruszyła w jego stronę. Na ustach Krukona zabłąkał się uśmiech, który był zaledwie namiastką radości, jaka się w nim rozlewała. Zapomniał o zdenerwowaniu, sam jej widok sprawił, że nieco się rozluźnił. Pozwolił sobie przy tym na chwilę zachwytu; zapomniał już jaka jest śliczna i choć zapewniał ją wcześniej, że przeziębienie nie ujmuje jej uroku, teraz widział jak bardzo się mylił. Jasne tęczówki chłonęły jej postać, złote kosmyki, rysy twarzy. Przez moment skupił wzrok na podkreślonych szminką wargach, które poruszyły się kiedy w końcu się odezwała.
Mhm... – mruknął bezmyślnie, nieco oszołomiony tym widokiem. Natychmiast przywołał się do porządku. – Mam, chociaż wiesz chyba co mówią. – uniósł kącik ust w zadziornym uśmiechu – Apetyt podobno rośnie w miarę jedzenia. Mogę się więc zacząć obawiać. Idziemy? – poczekał na jej odpowiedź, po czym ruszył przy jej boku. Niespiesznie, właściwie wolno. Mieli przecież cały wieczór i zamiast gnać przed siebie, wolał delektować się momentem. – Nie wyglądasz jakbyś była jeszcze chora, jak się czujesz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Esther Fairwyn

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 75
  Liczba postów : 68
http://www.czarodzieje.org/t16861-esther-fairwyn#469943
http://www.czarodzieje.org/t16862-zielarka-esterka-z-zielonego-domu#469948
http://www.czarodzieje.org/t16865-parapet-esterki#470022
http://www.czarodzieje.org/t16842-esther-fairwyn#469288
Huśtawki na skwerku QzgSDG8




Gracz




Huśtawki na skwerku Empty


PisanieTemat: Re: Huśtawki na skwerku   Huśtawki na skwerku EmptyCzw Lut 14 2019, 23:53

Nigdy nie patrzyłam na Elijaha w taki sposób, w jaki zrobiłam to dzisiaj i tamtego dnia w kawiarni, chociaż wtedy podchodziłam do naszej małej randki z dystansem. W końcu pamiętałam jak potraktowałam go jakiś czas temu, kiedy byłam troszkę mniej zapatrzona w swojego byłego chłopaka i troszkę bardziej w chłopaka, którego nie mogłam nazwać ani byłym ani obecnym, tylko kimś pomiędzy, lecz po naszej rozmowie z połowy grudnia coraz łatwiej przychodziło mi jego unikanie.
Dzisiaj patrzyłam na niego tak, jak na kogoś, komu mogłabym dać szansę na coś więcej i rzeczywiście, trochę o tym myślałam w ostatnich dniach; nie chciałam po raz kolejny być dla niego niemiła, czy dać mu przypadkiem do zrozumienia, że się nim bawię. Chciałam zadbać o siebie, swoje szczęście i przede wszystkim: planowałam odciąć się od przeszłości.
W porządku – odparłam na pytanie, ruszając przed siebie powolnym krokiem; rzeczywiście, od czasu choroby minęło już kilka dni, więc zdążyłam dojść do siebie i przypominać dziewczynę sprzed pierwszego stycznia, która wyglądała jak obraz nędzy i rozpaczy – wyleczyłam się na własną rękę, było ciężko – westchnęłam – po tym jak odprowadziłeś mnie do lochów ledwo dotarłam do łóżka i później nie wychodziłam z niego przez kilka dni, ale nie chciałam cię martwić, w końcu przeżyłam – i na znak, że jestem żywą istotą, nie duchem lub zjawą, zaprezentowałam się jak prawdziwa księżniczka; z ukłonem, pięknym uśmiechem i zgrabnym obrotem na pięcie wokół własnej osi. Szybko jednak postanowiłam zmienić temat, bo nie widziałam nic interesującego w mówieniu o moim samopoczuciu.
Ale przypuszczam, że tamta herbata również postawiła mnie na nogi; zapomniałam ci podziękować – zmieniając nieco bieg rozmowy, byłam ciekawa czy Elijah wyczuje, że za moimi słowami kryło się nieco dwuznaczności, a przy okazji chciałam sprawdzić czy w ogóle dalej potrafiłam to robić. Przy Thomenie nie musiałam się starać, niestety, a mawiano, że dawno nieużywane biegłości potrafiły zaniknąć – opowiedz mi coś o sobie Elijah, coś, o czym nikt inny nie wie – poprosiłam. Było mi trochę głupio, że odtrąciłam od siebie człowieka, którego znałam właściwie od dziecka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elijah J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185 cm
C. szczególne : znamię na karku, na które nie działa metamorfomagia; okulary do czytania
Galeony : 911
Dodatkowo : metamorfomagia, kapitan drużyny Krukonów
  Liczba postów : 748
http://www.czarodzieje.org/t16927-elijah-julian-swansea#471679
http://www.czarodzieje.org/t16933-elijah-j-swansea#471795
http://www.czarodzieje.org/t16932-jeczybula#471794
http://www.czarodzieje.org/t16919-elijah-j-swansea
Huśtawki na skwerku QzgSDG8




Gracz




Huśtawki na skwerku Empty


PisanieTemat: Re: Huśtawki na skwerku   Huśtawki na skwerku EmptyNie Lut 17 2019, 13:02

Próbował odgadnąć cokolwiek ze sposobu w jaki na niego patrzyła, ale nie potrafił wyciągnąć żadnego wniosku – nie wiadomo czy to ze względu na naturalną skrytość dziewczyny, czy raczej faktu, że stanowiła dla niego zagadkę. Bo tak przecież było. Nie znał Esther zbyt dobrze, a jej nagła zmiana zdania tylko dodatkowo utrudniała sprawę. No bo co też mogło siedzieć w jej głowie kiedy nagle w tamto nudne popołudnie w herbaciarni postanowiła okazać mu zainteresowanie?
Trzeba było wysłać do mnie sowę. Przyszedłbym do Ciebie z termosem herbaty z imbirem. Nie musisz zawsze być silna i samodzielna. – Czy możliwe, że po prostu potrzebowała wtedy pomocy – męskiej ręki, która wesprze ją w trudnych chwilach choroby, poczęstuje herbatą i odprowadzi pod same drzwi?
Cóż, nie mógł odrzucić możliwości, że dawał się właśnie wykorzystać... ale nie zamierzał się tym też dręczyć. Była sprytna, ale on sam nie był przecież głupi, jeśli będzie miał powody do zmartwień, z pewnością to zauważy.
Przyjrzał się z zainteresowaniem charakterystycznej gracji jej ruchów, która jasno dała mu do zrozumienia, że balet nie jest jej obcy. W swoim dziewiętnastoletnim życiu miał okazję obserwować ją (grację, nie Esther, oczywiście) przez zdecydowaną większość czasu; właściwie dziwił się, że wcześniej nie dostrzegł lekkości jej kroków, tak podobnej do sposobu chodzenia jego własnej matki. A może nie chciał jej dostrzegać, bo wówczas jej obraz byłby tylko bardziej i bardziej idealny?
Możemy uznać, że masz u mnie dług. Nie będzie trudno go spłacić. – Machnął przy tym lekceważąco ręką, dając jasno do zrozumienia, że nie ma mu za co dziękować. Ot, taka praca, chleb powszedni. Mimo to posłał w jej stronę uśmiech, bo świadomość, że mógł jej wtedy pomóc miło połechtała jego niewybujałe ego. Miał na końcu języka deklarację, że podobną herbatę może jej robić codziennie, lecz nawet w jego głowie zabrzmiało to jak absolutny szczyt pantoflarstwa, odpuścił więc szybko. Czy to aby nie dlatego miał takiego pecha w miłości? Był miły, a to najwyraźniej nie było w cenie.
Jestem świetnym tancerzem. – odpowiedział bez zastanowienia, zachowując pełną powagi minę. Zdradzały go tylko roześmiane oczy. – A nie, przepraszam, o tym wiedzą przecież wszyscy.
To pytanie okazało się trudniejsze niż wydało mu się w pierwszej chwili. No bo cóż takiego mógł jej powiedzieć? Nie zwykł kryć się ze swoim życiem. Wszyscy, którzy go kojarzyli wiedzieli, że kocha robić zdjęcia, że wiecznie znaleźć go można w towarzystwie bliźniaczki, i że jest metamorfomagiem. Poza tymi trzema rzeczami, niewiele wyróżniało go spośród innych, często niezwykle barwnych uczniów i studentów Hogwartu. Bo cóż miał jej powiedzieć? Że prowadzi pamiętnik i od niedawna prowadzi anonimową korespondencję? Nie było to ani imponujące, ani nawet męskie.
Robię zdjęcia bo mam słabą pamięć. Boję się, że o czymś zapomnę, więc uwieczniam chwile, miejsca i twarze. Klisza nie zapomina. – było to zaskakująco szczere wyznanie, zwłaszcza jak na pierwsze spotkanie w takich okolicznościach. Przy tym rzeczywiście była to rzecz, której nikt nie wiedział – no, może poza Elaine, która znała go lepiej niż on sam – nie chwalił się tą konkretną pobudką, która ostatecznie pchnęła go w ramiona fotografii.
Od dawna tańczysz? – nieco zmieszany, postanowił zmienić temat. Nie miał pewności, że rzeczywiście jest związana z baletem, jedynie podyktowane doświadczeniem przeczucie, ale postanowił zaryzykować, przy okazji popisując się charakterystyczną dla siebie spostrzegawczością.

______________________

Może nie perfekcja życia, a jego chaos
sprawia, że rzeczy nabierają znaczenia?


Ostatnio zmieniony przez Elijah J. Swansea dnia Wto Lut 19 2019, 18:45, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Esther Fairwyn

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 75
  Liczba postów : 68
http://www.czarodzieje.org/t16861-esther-fairwyn#469943
http://www.czarodzieje.org/t16862-zielarka-esterka-z-zielonego-domu#469948
http://www.czarodzieje.org/t16865-parapet-esterki#470022
http://www.czarodzieje.org/t16842-esther-fairwyn#469288
Huśtawki na skwerku QzgSDG8




Gracz




Huśtawki na skwerku Empty


PisanieTemat: Re: Huśtawki na skwerku   Huśtawki na skwerku EmptyNie Lut 17 2019, 16:51

Słowa Elijaha nie zdziwiły mnie tak bardzo, jak myśl, która pojawiła się w mojej głowie; nie, że był pantoflarzem lub kimś w podobnym tonie, lecz, że najzwyczajniej w świecie odczułam ulgę dostrzegając pierwszego normalnego chłopaka w moim otoczeniu. Co ważne: uroczego, ale nie do przesady, bo w innym przypadku pewnie nie traciłabym nawet czasu na zastanawianie się, czy powinnam się przed nim otworzyć. Był przeciwieństwem Thomena, na szczęście mniej skomplikowanym i cieszyło mnie to; znajomość ze Ślizgonem, choć zażyła, wymagała ode mnie wkładu sił ponad moją normę. Dlatego słowa o samodzielności i sile, niezwykle trafne, przekonały mnie do osoby Swansea jeszcze bardziej.
Nie wiem w jaki sposób wszedłbyś do pokoju wspólnego, a co dopiero do damskiego dormitorium, ale zapamiętam na przyszłość – stwierdziłam spokojnie, skupiając się znacznie na jego kolejnych słowach. Nie podejrzewałam go o zdolności taneczne, właściwie nigdy nie widziałam jak tańczył, ale zauważyłam, że jak na zaledwie pięć minut spotkania, szybko znaleźliśmy coś, co nas łączy.
Musisz mi kiedyś zaprezentować swój taniec – kto wie, może uda nam się stworzyć zgraną parę tancerzy? Zaskoczyło mnie jego pytanie, czego jednak nie dałam po sobie poznać. Byłam związana z baletem od dziecka a w związku z tym, że Elijah mieszkał niedaleko nas, myślałam, że widział mnie raz, czy dwa – kiedy byłam już starsza i niewymagająca opieki rodziców – jak przemykałam w stroju do baletu przez całą ulicę. A jeśli nie wtedy, to choćby w szkole, gdy regularnie po lekcjach starałam się ćwiczyć w którejś ze spokojnych lokalizacji Hogwartu. Nie miałam mu tego oczywiście za złe; uświadomił mi, że byłam w błędzie, sądząc, że podobałam mu się od pierwszego dnia naszej znajomości. Nawet jeśli byliśmy wtedy tylko dziećmi.
Całe życie – odparłam – rodzicom niezbyt się to podobało, ale odkąd zajęłam się zielarstwem chyba się uspokoili – chociaż teraz nie przejmowałam się zachowaniem rodziców i tym, że przez tyle lat nie potrafili zrozumieć pasji, wcześniej bardzo przeżywałam ten brak niezrozumienia. W końcu w rodzinach znajomych osób zazwyczaj dzieci były popierane, traktowane trochę inaczej, niż traktowano mnie, czy rodzeństwo; z uczuciem, co potrafiłam nazwać dopiero teraz. O ile nie wątpiłam, że rodzice nas kochali, okazywali to w bardzo specyficzny sposób – w końcu ich dziecko zajmie się czymś normalnym i opłacalnym, a nie zostanie cenioną baletnicą, to by była ujma na nazwisku – dodałam po chwili mimowolnie, gorzko, szybko przyłapując się na tym, że wcale nie chciałam powiedzieć tego na głos. Nie użalałam się nad sobą, w dodatku dzisiejsze spotkanie miało być miłe, zaś ja, swoimi gorzkimi żalami, mogłam je zrujnować – tego nie chciałam. Dlatego zreflektowałam się i zerkając na kroczącego obok chłopaka, uśmiechnęłam się.
Zastanawiałam się niedawno, dlaczego jesteś dla mnie taki miły. To raczej nie cecha dominująca twojego domu – przeważnie ludzie nie byli mili bez powodu, nie wszyscy, a w przypadku Krukona nie widziałam interesowności w jego zachowaniu; zresztą, już wtedy, w herbaciarni, zaskoczyła mnie jego postawa, skoro mógł mnie potraktować ja zwykłą klientkę mając na uwadze to, jak potraktowałam jego zaloty. Chociaż moje słowa nie były ani prostym tematem ani komfortowym, wiedziałam, że prędzej czy później któraś ze stron go poruszy. A że wkroczyliśmy w sferę takich tematów, uznałam to za odpowiednią okazję do ponownego zwrócenia uwagi na chłopaka. Liczyłam się jednak z tym, że może zadać mi podobne pytanie – i szczerze powiedziawszy nie wiedziałabym co mogłabym odpowiedzieć, skoro szczerą prawdę wolałam zachować na razie dla siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elijah J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185 cm
C. szczególne : znamię na karku, na które nie działa metamorfomagia; okulary do czytania
Galeony : 911
Dodatkowo : metamorfomagia, kapitan drużyny Krukonów
  Liczba postów : 748
http://www.czarodzieje.org/t16927-elijah-julian-swansea#471679
http://www.czarodzieje.org/t16933-elijah-j-swansea#471795
http://www.czarodzieje.org/t16932-jeczybula#471794
http://www.czarodzieje.org/t16919-elijah-j-swansea
Huśtawki na skwerku QzgSDG8




Gracz




Huśtawki na skwerku Empty


PisanieTemat: Re: Huśtawki na skwerku   Huśtawki na skwerku EmptyNie Lut 17 2019, 22:54

Dla chcącego nic trudnego, nieprawdaż? Choć był teraz ostrożniejszy i mniej zdeterminowany niż wtedy, gdy próbował zdobyć jej zainteresowanie po raz pierwszy, wciąż byłby w stanie wymyślić sposób na to, aby jakoś się do niej dostać – jeśli faktycznie by tego potrzebowała. Nie był desperatem, po prostu nie lubił narzucanych na niego ograniczeń. Od dziecka uczony był indywidualnego podejścia do każdego problemu, umiał więc radzić sobie z pokonywaniem przeszkód. Nawet jeśli nie miał wielu talentów – lub po prostu tak wielu, jak życzyłaby sobie jego rodzina – wyniósł z domu tak charakterystyczne dla wszelkiej maści artystów umiłowanie wolności.
Musisz wobec tego ze mną zatańczyć. Powiedz tylko kiedy i gdzie. Tylko, błagam, nie po jedzeniu. – Uśmiechnął się, rozbawiony. Jeśli mieli zjeść i zupę, i naleśniki, nie chciał wyobrażać sobie uczucia, jakie towarzyszyłoby im podczas tańca.
Aż wstyd przyznać, że umknęła mu ta część jej życia, która była dla niej tak istotna. Może to był jeden z powodów, dla których wtedy nie dała mu szansy? Może i on sam był za mało zainteresowany, za mało... zaangażowany? Nie potrafił przypomnieć sobie co nim wtedy kierowało, tak usilnie starał się zapomnieć o niepowodzeniu, że wyparł z pamięci więcej niż było potrzeba. Ładna buzia? Trudno było mu w to uwierzyć.
Tak czy inaczej, jej odpowiedź sprawiła, że poczuł się głupio. Nie przerywał jej, wysłuchał jej z uwagą – w tym akurat był dobry. Nie wiedział czemu posiadał tak nikłą wiedzę na jej temat, ale zyskał przecież drugą szansę i nie zamierzał jej zmarnować. Tym razem pozna ją lepiej, na tyle, na ile tylko mu pozwoli. Prychnął cicho, kiedy wspomniała o ujmie na nazwisku i uśmiechnął się gorzko.
Zabawne, u mnie jest zupełnie na odwrót. – poprawił szalik w taki sposób, by szczelniej oplatał podatną na mróz szyję. – Nikt do niczego nas nie zmusza, ale jeśli tylko zaczniesz zajmować się czymś normalnym i opłacalnym, patrzą na ciebie jak na kogoś gorszego. Jesteśmy Swansea. Jesteśmy artystami. I tylko zajmując się sztuką, możesz znaczyć cokolwiek w tej rodzinie. – zabrzmiało to co najmniej tak gorzko jak jej własne słowa. Przesunął zębami na wardze, zastanawiając się na ile może się przed nią odsłonić. Nie zwykł obdarzać zaufaniem szerokiego grona osób, a prywatne i wewnętrzne potyczki i zmagania były dla niego tematem nader intymnym, wymagającym więzi, a przynajmniej obietnicy, że taka więź wytworzy się z czasem. To dlatego ucichł ostatecznie, uznając, że jeśli jest godna zaufania, prędzej czy później przyjdzie moment, kiedy będzie mógł się przed nią otworzyć; jeśli to zaś nie nastąpi, będzie miał rację, nie mówiąc zbyt wiele w obecnej chwili.
Jestem miły? – powtórzył po niej z wyraźnym zdziwieniem rozbrzmiewającym w tonie jego głosu. Towarzyszyło temu zaciekawione, przeciągłe spojrzenie, jakim ją obdarzył. Na moment zbiła go z tropu, nie spodziewał się, że odbiera go w taki sposób. – Swoją drogą, domy to jedna wielka bzdura. – napomknął, marszcząc brwi. Zachowywał się przy niej normalnie, naturalnie. Ba, zdawało mu się nawet, że robi wiele, by nie wyjść na przesadnie miłego. – Nie widzę powodu żeby być dla Ciebie niemiłym. No, pomijając fakt, że dałaś mi kiedyś kosza. – nie potrafił powstrzymać tej uwagi wypowiedzianej z drżącą nutą rozbawienia. – Technicznie rzecz biorąc, Ty byłaś dla mnie miła jako pierwsza. Zresztą... nawet jeśli kiedyś byłem na Ciebie zły... hm, wściekły... – znów podle sobie z niej zażartował, ledwie powstrzymując uśmiech. – To nie potrafiłbym gniewać się na taki schorowany kłębek nieszczęścia jakim wtedy byłaś. – prawda leżała gdzieś po środku. Złość z powodu odrzucenia minęła mu stosunkowo szybko; niemniej, to właśnie widok Ślizgonki w opłakanym stanie sprawił, że okazał jej więcej troski niż zwykłemu klientowi. No i cholernie się wówczas nudził.
Dyskretnie rozejrzał się wokół siebie, obserwując jak wielu ludzi jest w tym momencie w okolicy – niezbyt wielu. – Wiesz co? Mam świetny pomysł. – obrócił się przodem do niej, kontynuował ich marsz, choć szedł do tyłu. – Zatańczysz ze mną teraz? – uniósł wymownie brew i wyciągnął do niej rękę, zapraszając ją do tańca. Bez parkietu, bez muzyki, bez nadmiernej publiczności; bez dźwięku kroków, bo gruba warstwa śniegu skutecznie wszystko wygłuszała.

______________________

Może nie perfekcja życia, a jego chaos
sprawia, że rzeczy nabierają znaczenia?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Esther Fairwyn

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 75
  Liczba postów : 68
http://www.czarodzieje.org/t16861-esther-fairwyn#469943
http://www.czarodzieje.org/t16862-zielarka-esterka-z-zielonego-domu#469948
http://www.czarodzieje.org/t16865-parapet-esterki#470022
http://www.czarodzieje.org/t16842-esther-fairwyn#469288
Huśtawki na skwerku QzgSDG8




Gracz




Huśtawki na skwerku Empty


PisanieTemat: Re: Huśtawki na skwerku   Huśtawki na skwerku EmptyNie Lut 17 2019, 23:21

Wyglądało na to, że nasze rodziny były swoimi przeciwieństwami. U mnie preferowano normalność, u niego wręcz przeciwnie, oddanie się sztuce i kreatywności. Nie potrafiłam jednak ocenić, która rodzina czyniła lepiej, jak i nie zamierzałam podejmować się tego zadania, bo daleka byłam od zastanawiania się, kto z nas wyjdzie lepiej na namowach rodziców. Wiedziałam jedno: nauczyłam się łączyć obie rzeczy, przyziemną pracę i sztukę, tak, żeby wszyscy byli zadowoleni. Tańczyłam dla siebie, kiedy mogłam; pracowałam i uczyłam się, bo chciałam zostać uzdolnioną alchemiczką. Moja myśl szybko skierowała się na Krukona. Przyglądając mu się przez chwilę w milczeniu, wreszcie zapytałam:
Kim zatem chciałbyś być? – ludzie w naszym wieku prawdopodobnie mieli jakiś pomysł lub byli w trakcie jego realizacji. Przynajmniej ci, którzy chcieli być uzdrowicielami, lecz Elijah nie wyglądał mi na osobę pragnącą spędzać długie dyżury w szpitalu. Niemniej byłam tego bardzo ciekawa; obserwowanie ludzi, z którymi dorastałam było całkiem fascynującą sprawą.
Nie dałam ci kosza bez powodu – wypaliłam, nim zdążyłam ugryźć się w język, ale czułam, że wreszcie będę chciała mu wyjaśnić powody tamtego zachowania – trafiliśmy na siebie w złym momencie – zaślepiona jedną osobą, odrzuciłam drugą, lecz to, że nasze drogi splotły się ponownie traktowałam jako znak od losu; wierzyłam w takie rzeczy, czasami, a teraz nie potrafiłam znaleźć innego wytłumaczenia takiego rozwoju sytuacji – ale to chyba nieodpowiednia pora na taką rozmowę – i licząc na to, że Elijah nie pociągnie tego tematu teraz, ucieszyłam się z pomysłu.
Nie musiał mnie długo namawiać do swojej propozycji. Bez oporów uśmiechnęłam się półgębkiem, ujęłam jego rękę i pozwoliłam, żeby przyciągnął mnie do siebie. Chociaż moim konikiem był głównie balet, miałam wyczucie rytmu i przede wszystkim wiedzę, technikę i znajomość podstaw innych tańców: to sprawiało, że nie martwiłam się o siebie, jednak mała obawa, że nie zgramy się w krokach zawładnęła na moment moją głową. Nie ukrywałam, że to śmiałe wyznanie, jakoby Elijah był wyśmienitym tancerzem, dała mi małą nadzieję na odnalezienie stałego partnera do tańca; takich wokół było niezwykle mało. Większość wolała patrzeć, i o ile mnie to nie dziwiło – w końcu któż nie lubiłby patrzeć na filigranową sylwetkę wyginającą ciało jakby było pozbawione kości? – tak nie rozumiałam ignorancji płynącej z ich strony. Niegdyś każdy szanujący się mężczyzna potrafił chociaż minimalnie poruszać się w rytm muzyki, a teraz?
Jest ślisko, mam buty na obcasie; jeśli się poślizgnę, liczę na to, że mnie złapiesz – nim zaczęliśmy tańczyć, zwróciłam mu uwagę na ten drobny fakt, właściwie nie taki drobny, skoro ceniłam sobie swoje nogi bardziej, niż rzadkie gatunki ingrediencji. Potem ruszyliśmy w rytm niesłyszalnej muzyki i nie kryłam zadowolenia, gdy okazało się, że po kilku sekundach niepewności zgraliśmy się i w rytmie, i w krokach, które nie były aż tak skomplikowane; nie zdeptał mi stóp, ja nie zdeptałam jego, kiedy jednak doszło do pięknego obrotu wokół osi – który koniec końców wyszedł mi zgrabnie – moja przepowiednia się ziściła. Natrafiając na śliski fragment chodnika, jedna ze stóp odjechała niebezpiecznie, sprawiając, że poleciałam do tyłu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elijah J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185 cm
C. szczególne : znamię na karku, na które nie działa metamorfomagia; okulary do czytania
Galeony : 911
Dodatkowo : metamorfomagia, kapitan drużyny Krukonów
  Liczba postów : 748
http://www.czarodzieje.org/t16927-elijah-julian-swansea#471679
http://www.czarodzieje.org/t16933-elijah-j-swansea#471795
http://www.czarodzieje.org/t16932-jeczybula#471794
http://www.czarodzieje.org/t16919-elijah-j-swansea
Huśtawki na skwerku QzgSDG8




Gracz




Huśtawki na skwerku Empty


PisanieTemat: Re: Huśtawki na skwerku   Huśtawki na skwerku EmptyWto Lut 19 2019, 20:28

Pytanie, które mu zadała okazało się być o wiele trudniejszym i bardziej złożonym niż wydało mu się w pierwszej chwili. Kim chciał być? To chyba oczywiste – fotografem. Poruszył ustami z zamiarem udzielenia takiej odpowiedzi, ale spomiędzy nich nie wydobył się żaden dźwięk; słowa zawisły w niemej chwili wahania, a sam Elijah doświadczył targającej nim niepewności. Udało jej się go zaskoczyć, w sposób zaplanowany lub zupełnie przypadkowy na moment pozbawiła go wiecznie mu towarzyszącego, niczym niezmąconego spokoju. Wzbudziło to w nim uczucie dyskomfortu, ale i paradoksalnie jeszcze mocniej podsyciło jego zainteresowanie – tak jej osobą, jak i całym ich spotkaniem.
Chciał być szczery i z nią, i z samym sobą. Dawniej nie zastanawiał się nad swoją przyszłością, przyjmował oczekiwania i pasje rodziny, chłonął je i przyjmował za normę; nie znał innego świata, a w każdym razie nie potrafił się do niego zaliczać. Jej pytanie dało mu powód do głębszego zastanowienia się nad samym sobą, a jego dociekliwa część natury nakazywała wykorzystać tę okazję.
Nie wiem, nie znam innego sposobu na życie. Tyle lat żyłem w przekonaniu, że kiedyś będę artystą, że chyba nie potrafię już inaczej. – nie do końca wiedząc co miałby zrobić teraz z rękoma, poprawił naciągnięte na dłonie rękawiczki. Wzrokiem lustrował przybrudzony śnieg pokrywający brukową kostkę. – Chociaż wielu uważa, że fotografia nie jest dziedziną sztuki i wcale nie ma z nią wiele wspólnego. – delikatnie wzruszył ramionami, gdyż niezbyt obchodziło go zdanie tych osób. I nie myślał tu tylko o drwiącym nieustannie Cassiusie, a ogromnej części rodziny, która do jego pasji podchodziła raczej sceptycznie. Niewiele mógł zaradzić na ich oczywisty brak wrażliwości, czy też poczucie estetyki, które nie zgrywało się z jego własnym, pozostało mu więc ignorować nieprzychylne uwagi. Nie byli zachwyceni, choć w gruncie rzeczy uważali chyba, że lepiej mieć w rodzinie fotografa, niż zupełne beztalencie. – Kiedy teraz o tym myślę, mógłbym otworzyć własną herbaciarnię. Nie przesłodzoną klitkę jak u Puddifoot, a miejsce z duszą. Nie wiem, może niezbyt to ambitne. – schował swoją niepewność za uśmiechem jaki posłał w jej stronę. Wolał robić zdjęcia niż herbatę, ale obie te rzeczy wychodziły mu dobrze i leżały w kręgu jego zainteresowań, możliwe więc, że nie był to wcale zły pomysł. Prawdopodobnie powinien rozważyć go jako dodatkową opcję, gdyby sztuka okazała się nie być zbyt dochodowym zajęciem – co nie było przecież rzadkością.
Uniósł delikatnie brew, patrząc na nią wyczekująco. Z jednej strony nie był pewien czy chciał się dowiedzieć co nią wówczas kierowało, z drugiej – kipiał z ciekawości. Nie lubił niewiedzy, drażniła go, zmuszała do dociekań, które w tym wypadku mogły być tylko niepotwierdzonymi domysłami. Jej odpowiedź... cóż, nie pomogła mu zbyt wiele. Co mogła mieć na myśli, mówiąc o "niewłaściwym momencie"? Czy wykazał się brakiem delikatności i nie zauważył, że jest natrętem? A może ona była wówczas zainteresowana kimś innym? Po której stronie leżała "wina"? Czy w ogóle byli jacyś winni? Co by było, gdyby tamten moment był jednak odpowiedni, a wszystko to wydarzyło się wcześniej?
Merlinie, jej słowa tylko napędziły jego ciekawość, uwolniły lawinę myśli, które szybko zasypały jego umysł. Miał ochotę zaprotestować, dla niego bowiem nie było odpowiedniejszej pory niż teraz, już, natychmiast, ale w porę odnalazł w sobie na tyle taktu, by nie zmuszać jej do ciągnięcia niewygodnego tematu. Chciał, by dobrze wspominała ten wieczór, dlatego porwał ją do tańca – była to przecież całkiem udana ucieczka od problemu.
Złapię. – zapewnił ją, choć w głowie rozbrzmiało mu całkiem głośne obyś się nie przeliczyła. Wolał zakładać, że nic złego się nie stanie, jego refleks nie był bowiem na tyle dobry, by czuł się dobrze, ryzykując jej zdrowiem. Denerwował się, co odkrył w sobie w tej zabawnie długiej chwili kiedy trzymał ją już w ramionach, a nie poruszyli się jeszcze o krok; jego nagłe zwątpienie wynikała najpewniej ze świadomości jak wielkie znaczenie ma dla niej taniec. Choć nie narzekał na brak pewności siebie, domyślał się, że swoją wcześniejszą, żartobliwą deklaracją podniósł znacznie poprzeczkę i może zostać poddany surowej ocenie. Jego obawy okazały się jednak nieuzasadnione. W chwili kiedy zaczęli tańczyć, przekonał się, że nawet bez muzyki wychodzi im to całkiem nieźle – prowadził ją z każdą sekundą coraz pewniej, wspólnie sunęli gładko po ośnieżonym chodniku i nawet nie podeptali sobie stóp. Kiedy zawirowała, siejąc zamęt wśród spadających płatków śniegu, popatrzył na nią z zachwytem; było w tej chwili coś niezwykle magicznego i na swój sposób romantycznego. Zachwyt nie trwał jednak długo, gdyż zgrabna noga nagle odjechała w kierunku, którego się nie spodziewał, a on wyrwał się do przodu, celem uratowania jej przed upadkiem. Sam nie wiedział, jak tego dokonał, gdyby ktoś zapytał go o to potem, powiedziałby, że potrzeba wykonania takiego ruchu dotarła do niego w chwili, kiedy bezpiecznie spoczywała już w jego ramionach. Zadziałał instynktownie, chwytając ją prawdopodobnie w ostatniej możliwej chwili.
Mam Cię. – szepnął, zawieszony w niebezpiecznie małej odległości od jej twarzy, tak niewielkiej, że niemal stykali się czubkami nosów, a on widział każdą pojedynczą żyłkę znaczącą orzechowe tęczówki. Dotarła do niego przyjemna woń damskich perfum, od której zakręciło mu się w głowie, w ustach poczuł zaś nagłą suchość. I choć dopadło go pragnienie, by dodatkowo ukrócić ten niewielki dzielący ich dystans, zapanował nad samym sobą i wyprostował się, stawiając ją na nogi. Nie chciał niczego przyspieszać, wolał zostawić kwestię pocałunku rozwojowi ich relacji, nie zwykłemu przypadkowi.
Odgarnął z jej twarzy jasny kosmyk i założył go za jej ucho, pozwalając sobie na ciepły uśmiech. Było blisko, cholernie blisko.
Ładnie pachniesz. – powiedział, odsuwając się na wcześniejszą odległość. – I rzeczywiście pięknie tańczysz. – wyciągnął rękę i chwycił jej dłoń, chcąc wspólnie kontynuować spacer.

______________________

Może nie perfekcja życia, a jego chaos
sprawia, że rzeczy nabierają znaczenia?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Esther Fairwyn

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 75
  Liczba postów : 68
http://www.czarodzieje.org/t16861-esther-fairwyn#469943
http://www.czarodzieje.org/t16862-zielarka-esterka-z-zielonego-domu#469948
http://www.czarodzieje.org/t16865-parapet-esterki#470022
http://www.czarodzieje.org/t16842-esther-fairwyn#469288
Huśtawki na skwerku QzgSDG8




Gracz




Huśtawki na skwerku Empty


PisanieTemat: Re: Huśtawki na skwerku   Huśtawki na skwerku EmptyWto Lut 19 2019, 22:33

Na początku pokiwałam głową i nie odezwałam się, jakbym nie wiedziała co powiedzieć, choć tak naprawdę pod moją blond czupryną właśnie toczył się poważny proces myślowy. Próbowałam dobrać odpowiednio słowa, przeanalizować sobie, czy Elijah podchodził do swojego życia poważnie – w końcu niewiele dzieliło nas od ukończenia szkoły i rozpoczęcia dorosłości na własną rękę, z kolei ja nie mogłam znowu wpaść na kogoś nieporadnego, kogo musiałabym znowu ciągnąć nieustannie w górę – a dopiero potem uznałam, że powinnam podzielić się z nim pomysłem, który pojawił się na końcu języka niemal od razu, gdy wspomniał o herbaciarni.
Dlaczego nie połączyć obu? – zrobiłam krótką przerwę, kontrolnym spojrzeniem dając mu do zrozumienia, że to nie koniec mojego wywodu – można mieć i herbaciarnię, i być fotografem; można stworzyć miejsce, w którym odbywają się warsztaty z pozowania, z robienia zdjęć, z wiedzy o tej dziedzinie... można też zrobić niewielką galerię zdjęć ruchomych lub coś w podobnym guście – nie byłam pewna na ile ta idea mu odpowiadała, ale miałam nadzieję, że chociaż minimalnie byłam w stanie nakierować chłopaka na odpowiednią ścieżkę – tylko to przychodzi mi do głowy, jeśli chciałbyś rozwijać się w obu kierunkach – i wzruszywszy ramionami, ponownie spojrzałam pod nogi. W moim przepadku nie istniało żadne realne połączenie baletu z alchemią, więc nawet nie próbowałam go szukać; właściwie wiedziałam, że w tym momencie mogłam pożegnać się z karierą taneczną. Byłam na nią za stara, wszakże profesjonalistki trenują pod okiem doświadczonych trenerów od dziecka. A ja? Byłam w dużej mierze samoukiem, kiedy tylko rozpoczęłam edukację w Hogwarcie. Mówili, by marzyć i się nie zniechęcać, lecz ja kierowałam się w dużej mierze rozsądkiem.
Nie ukrywałam, że niepodjęcie tematu przez Elijaha przyjęłam z ogromną ulgą. Wracanie myślami do tamtego okresu, gdy sądziłam, że kocham człowieka i jestem w stanie zbudować z nim coś więcej poza przygodnym sprawianiem sobie przyjemności, który nie tak dawno zakomunikował posiadanie kogoś innego i lekkie znudzenie się moją osobą, nie było tym, co chciałam teraz robić. Zresztą, tamte miesiące były dziwne. Po prostu. Zaćmiony rozum, skupiony na nie wiadomo czym odrzucił więc potencjalnych przyjaciół i potencjalne szczęście, które Krukon mógł mi dać.
Wszystko działo się na tyle szybko, że nim spostrzegłam, znajdowałam się bezpiecznie w ramionach chłopaka a nieznaczna odległość wprawiła mnie na początku w lekkie zakłopotanie. Nie dałam tego po sobie oczywiście poznać, chociaż nie miałam pewności, na ile Krukon był dobry w odczytywaniu ludzkich emocji – zdradzało mnie mimo wszystko wiele szczegółów, ale i drugie tyle zdradzało mojego wybawcę. Uśmiechając się subtelnie, zacisnęłam dłonie na męskich przedramionach i zupełnie mimowolnie przesunęłam spojrzenie z oczu na usta. Widać pomyśleliśmy podobnie, bo chociaż byliśmy na granicy pocałunku, chciałam z tym poczekać. Kiedy jednak Elijah sięgnął dłonią do mojego policzka, nachyliłam się ku jego dłoni; lubiłam ten rodzaj dotyku.
Z ciebie też jest całkiem niezły tancerz – stwierdziłam w odpowiedzi – i masz dobry refleks – splotłam palce z dłonią Krukona, zauważając, że byliśmy coraz bliżej naszego potencjalnego celu wędrówki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elijah J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185 cm
C. szczególne : znamię na karku, na które nie działa metamorfomagia; okulary do czytania
Galeony : 911
Dodatkowo : metamorfomagia, kapitan drużyny Krukonów
  Liczba postów : 748
http://www.czarodzieje.org/t16927-elijah-julian-swansea#471679
http://www.czarodzieje.org/t16933-elijah-j-swansea#471795
http://www.czarodzieje.org/t16932-jeczybula#471794
http://www.czarodzieje.org/t16919-elijah-j-swansea
Huśtawki na skwerku QzgSDG8




Gracz




Huśtawki na skwerku Empty


PisanieTemat: Re: Huśtawki na skwerku   Huśtawki na skwerku EmptyPią Mar 01 2019, 19:56

Swansea nie był nieporadny; można było nazwać go zagubionym, zwłaszcza w tym momencie życia, w jakim się obecnie znajdował – przepełnionym niekończącymi się rozmyślaniami na temat siebie, swoich bliskich, pasji którymi się zajmował. Był nieco rozdarty, ale potrafił wziąć się w garść kiedy przychodziła taka konieczność. I przede wszystkim nie obawiał się podejmować wyzwań jakie stawiało przed nim życie. Choć cała jego otoczka mogła sprawiać inne wrażenie, w istocie był silny – tak psychicznie, jak fizycznie – i nigdy nie poddawał się jeśli widział, że jest sens by walczyć.
Tak, też pomyślałem o tym żeby to połączyć. – przyznał, zresztą zgodnie z prawdą. Co prawda sama myśl o herbaciarni zrodziła się w nim pod wpływem ich rozmowy (zapewne rozważał to już wcześniej, lecz nie na tyle poważnie, by uformować swoje myśli w konkretniejszy kształt), ale pomysł na połączenie obu pasji przyszedł do niego już w momencie, gdy zamilknął. Widział to co prawda w nieco inny sposób niż ona, lecz całokształt był do siebie zbliżony.
Przywołał na twarzy uśmiech i wycelował w jej stronę palec.
Uważaj, jeśli w najbliższym czasie otworzy się coś podobnego, będziesz główną podejrzaną. – zażartował, aby ostatecznie rozładować atmosferę. Myślenie o przyszłości, mimo że z całą pewnością nie było czymś, co można by odkładać w nieskończoność, sprawiało mu ostatnio ogromny dyskomfort; nie czuł się dobrze, odsłaniając swoje plany, lęki i pragnienia przed drugą osobą – kimkolwiek by ona nie była. Potrzebował ułożyć sobie to wszystko, w swoim tempie i według własnych zasad, i dopiero wówczas dzielić się tym z resztą świata.
Był wyczulony na drobnostki i subtelne zmiany w ludzkich twarzach, miał dobre oko do detali. Widział, że wobec ich nagłej bliskości nie pozostała tak obojętna, jak najpewniej by sobie tego życzyła i, cóż, w pewnym sensie mu to schlebiało. Świadomość, że ulega mu w jakimś stopniu (o czym świadczyła chociażby reakcja na delikatny gest, na jaki się odważył), sprawiała mu przyjemność. Dobrze było wiedzieć, że nie jest tak zimna, jak czasem mogłoby się wydawać, że i w jej przypadku wiele zachowań to tylko gra pozorów.
Mówiłem. – wzruszył ramionami, nie potrafiąc powstrzymać cichego śmiechu. Prawdopodobnie nie była świadoma jak niewiele brakowało by nie zdążył jej pochwycić, a on z jakiegoś powodu nie miał ochoty tego zmieniać. – Pomyśl tylko jak wyglądałoby to gdyby grała muzyka. –  czyżby w tonie jego głosu rozbrzmiała nutka rozmarzenia? Ich taniec był przyjemny, mimo że warunki w najmniejszym stopniu im nie sprzyjały. Pobudził wyobraźnię, zachęcił do zastanawiania się nad ewentualnymi przyszłymi sytuacjami kiedy będą mogli spotkać się na prawdziwym parkiecie; wzbudził ekscytację.

______________________

Może nie perfekcja życia, a jego chaos
sprawia, że rzeczy nabierają znaczenia?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Esther Fairwyn

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 75
  Liczba postów : 68
http://www.czarodzieje.org/t16861-esther-fairwyn#469943
http://www.czarodzieje.org/t16862-zielarka-esterka-z-zielonego-domu#469948
http://www.czarodzieje.org/t16865-parapet-esterki#470022
http://www.czarodzieje.org/t16842-esther-fairwyn#469288
Huśtawki na skwerku QzgSDG8




Gracz




Huśtawki na skwerku Empty


PisanieTemat: Re: Huśtawki na skwerku   Huśtawki na skwerku EmptySro Mar 06 2019, 00:17

Uniosłam ręce w geście poddaństwa a zaraz po tym uśmiechnęłam się, pokazując, że załapałam żart. To było istotne: uchodziłam raczej za osobę, która nie rozumie żartów i raczej nie potrafi żartować, co mijało się z prawdą, lecz nie zamierzałam nikomu udowadniać jak bardzo się myli. Szkoda mi było na to i czasu i nerwów i siły, choć w przypadku Elijaha sprawa miała się trochę inaczej; skoro postanowiłam dać mu, nam, szansę, żeby sprawdzić, czy w ogóle się dogadamy a co dopiero stworzymy cokolwiek więcej ponad przyjaźń, musiałam dbać o tego typu detale, prawda? Inną kwestią było to, że byłam dość upośledzona w kontaktach damsko–męskich, bo mimo wielu plotek o moich flirtach, tak naprawdę w moim życiu było tylko dwóch specjalnych mężczyzn. Jeden zdradził mnie rzekomo z innym chłopakiem, a drugi, cóż, pozostawał ewenementem, którego nie mogłam rozgryźć. Szybko odwracając myśli od nieistotnych w tym momencie kwestii, sama przyłapałam się na reakcji na gest Krukona. I zdziwiłam się; łasa na pieszczoty może i byłam, ale nie w przypadku kogoś, kogo dopiero poznawałam. Krzywiąc się lekko, leciutko, ledwo zauważalnie, na swoje własne zachowanie, odwróciłam wzrok w kierunku, w którym szliśmy. Restauracja była coraz bliżej, co mój żołądek zdawał się wyczuć, na szczęście nie na tyle głośno, żeby ktokolwiek to usłyszał.
Na pewno będzie okazja zatańczyć do muzyki – zauważyłam, kątem oka zerkając na nasze splecione dłonie; nie przypominałam sobie, żebym kiedykolwiek chodziła z kimś za rękę, ale nie przeszkadzało mi to. Właściwie, było to dość przyjemne – może nawet jeszcze dzisiaj, jeśli nie będziesz mnie mieć dość – zaśmiałam się, chociaż w gruncie rzeczy żartowałam tylko połowicznie. Miałam trudny charakter, uciążliwy wręcz, więc zawsze byłam zdania, że osobie, która była ze mną w stanie wytrzymać należała się nagroda – co prawda nie na parkiecie i nie w pięknej scenerii, ale to nieistotne – dodałam, przypominając sobie, że i miejsc w Dolinie takich nie było, a ostatecznie mogliśmy zadowolić się parkietem w czyimś domu. W ogóle nie zwróciłam uwagi na to, że zupełnie mimowolnie założyłam z góry jak potoczy się nasze spotkanie, ale przecież zawsze mogłam się mylić – póki co wszystko układało się dobrze. Zadziwiająco dobrze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elijah J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185 cm
C. szczególne : znamię na karku, na które nie działa metamorfomagia; okulary do czytania
Galeony : 911
Dodatkowo : metamorfomagia, kapitan drużyny Krukonów
  Liczba postów : 748
http://www.czarodzieje.org/t16927-elijah-julian-swansea#471679
http://www.czarodzieje.org/t16933-elijah-j-swansea#471795
http://www.czarodzieje.org/t16932-jeczybula#471794
http://www.czarodzieje.org/t16919-elijah-j-swansea
Huśtawki na skwerku QzgSDG8




Gracz




Huśtawki na skwerku Empty


PisanieTemat: Re: Huśtawki na skwerku   Huśtawki na skwerku EmptySro Mar 06 2019, 22:30

Nie spodziewał się, że jego niezbyt wysublimowany, w dodatku użyty w celu zatuszowania własnej niepewności żart wywoła na jej twarzy uśmiech, ale nie narzekał na taki obrót sprawy. Miał świadomość, że z uśmiechem było jej naprawdę do twarzy, a mimo to zupełnie go tym zaskoczyła – widniał na jej twarzy w tak nielicznych sytuacjach. Z drugiej strony – może właśnie dlatego miał w sobie tak wiele uroku? Może to kwestia jego niecodzienności, nie ogólnego wyglądu sprawiła, że i on posłał ku niej uśmiech, tym razem zupełnie szczery, a właściwie nawet nie w pełni świadomy.
Mhm, nie mogę Ci tego obiecać. Wygląda na to, że musisz być dla mnie miła, w innym razie ucieknę. – powiedział z nutą rozbawienia w głosie; oczywistym było, że nigdzie się nie wybiera, świadczyły o tym długie palce splecione ze znacznie drobniejszymi, kobiecymi. Dobrowolnie sięgnął po jej rękę, dobrowolnie za nią chwycił, podświadomie chcąc zatrzymać ją przy sobie. Nie miał pojęcia co czeka ich dzisiejszego wieczoru ani w jaką stronę może potoczyć się ich znajomość, lecz wrodzona ciekawość nakazywała mu zostać i przekonać się o tym wszystkim na własnej skórze. Ucieczka nie leżała w jego naturze – a w każdym razie nie w momentach, gdy coś wzbudzało jego zainteresowanie.
Może nawet i na parkiecie, kto wie... może mam na to jakiś plan? – cóż, nie miał, ale całkiem nieźle wychodziło mu udawanie, że jest inaczej. Zabrzmiał nawet dostatecznie tajemniczo, na tyle, by można było się nabrać. Może potańcówka nie byłaby złym zakończeniem tego spotkania? Musiał jeszcze to przemyśleć, rozważyć – trudno było mu przewidzieć co może się dziś wydarzyć.
O, jesteśmy. Merlinie, umieram z głodu, chodźmy. – i rzeczywiście, dotarli do obranej za cel knajpy. Elijah puścił dłoń dziewczyny i przyspieszył kroku po to, by  otworzyć przed nią drzwi, dołączając do tego szarmancki uśmiech – Panie przodem.

| z/t x2

______________________

Może nie perfekcja życia, a jego chaos
sprawia, że rzeczy nabierają znaczenia?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Éléonore E. Swansea

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 172cm
Galeony : 122
  Liczba postów : 56
http://www.czarodzieje.org/t17446-eleonore-e-swansea
http://www.czarodzieje.org/t17451-znajomkowie-eleonore#489448
http://www.czarodzieje.org/t17452-poczta-panny-eleonore#489449
http://www.czarodzieje.org/t17445-eleonore-e-swansea#489381
Huśtawki na skwerku QzgSDG8




Gracz




Huśtawki na skwerku Empty


PisanieTemat: Re: Huśtawki na skwerku   Huśtawki na skwerku EmptyWto Wrz 03 2019, 22:21

Choć jesień zbliżała się coraz to większymi krokami - dzisiejszy dzień był przepiękny i wyjątkowo ciepły. Wciąż intensywne promienie słońca oświetlały elewacje okolicznych budynków, dodając im uroku. Aż żal było siedzieć w domu i nie skorzystać z tak łaskawej pogody. Toteż wielu czarodziei wypełzło na godrykowe ulice, by napawać się ostatnimi chwilami lata. Już niedługo aura zmieni się na nieustannie deszczową i melancholijną. Ostatnia szansa na naładowanie akumulatorów przed zimowym sezonem!
Éléonore, trochę bez pomyślunku, założyła na siebie długie czarne spodnie. Żałowała tej porannej decyzji, bo teraz jej nogi wręcz się gotowały. Na szczęście górę stroju stanowił luźny, zwiewny t-shirt w białym kolorze. Chociaż tu wygranko, zawsze coś. Mimo tych drobnych niedogodności, dziewczyna była w świetnym nastroju. I nic, absolutnie nic, nie mogło go dziś zepsuć. Dlaczego? Otóż czekało ją wyjątkowe, tak bardzo wyczekiwane spotkanie. Jej podekscytowanie sięgało zenitu. Uśmiechała się sama do siebie, aż bolały ją kąciki ust. Idąc do umówionego miejsca, podrygiwała energicznie i nuciła pod nosem wesołe piosenki. Już za chwilę zobaczy się ze swoją siostrzyczką! Nie widziały się dwa lata...
Elaine i Elijah wrócili z wakacji uprzedniej nocy, jednak tak późno, że niestety nie mieli okazji się uściskać, a dziś z samego rana Éléonore musiała wyjść pozałatwiać różne sprawy. Z bratem zobaczy się już w domu, ale z siostrą postanowiły na spokojnie pogadać na osobności. Zdecydowały się na jedno z ich ulubionych miejsc z dzieciństwa: skwerek z huśtawkami. Za dzieciaka często tutaj przesiadywały. Zarówno z rodzicami, z nianią, z innymi małoletnimi czarodziejami, ale także (a może przede wszystkim) same. Wtedy wesoła zabawa nie była priorytetem, o wiele częściej wyglądało to tak, że siadały obok siebie i pogrążały się w długich rozmowach. Szczególnie gdy podrosły, a do grona ich zmartwień doszły sprawy sercowe. Starsza wiekiem i nieco bardziej doświadczona Élé doradzała Elaine, bądź jej kogośodradzała. Zawsze jednak te wspólnie spędzone chwile umacniały ich relacje.
Tak, to miejsce było w pewnym sensie wyjątkowe. Zdarzało się też, że przychodziły tu samotnie, wieczorami, gdy jednak trzeba było pobyć chwilę sam na sam ze swoimi myślami i troskami. Gdy nie wracały zbyt długo do domu, zawsze ta druga wiedziała, gdzie szukać siostry.
Dziewczyna usiadła na jednej z huśtawek i lekko odepchnęła się od ziemi. Poczuła przyjemny, delikatny powiew wiatru. Wszystkie wspomnienia wróciły. Słońce grzało w jej nogi, okryte czarnym materiałem silnie absorbującym promienie. Ale w tym momencie było to, na swój sposób, przyjemne uczucie. Czuła się jak jaszczurka, która nagrzewa się na resztę dnia. Rozejrzała się dokoła. Niestety zobaczyła jedynie kilku spacerujących czarodziei. Młodą parę z kilkuletnim bąbelkiem, kobietę w średnim wieku w pięknej kwiecistej spódnicy oraz starszego czarodzieja, który przy pomocy różdżki robił porządki w swoim ogródku przed domem. Ma jeszcze kwadrans - pomyślała Éléonore, spoglądając na zegarek. Dlaczego czas zawsze tak wolno płynie, gdy się na coś czeka? Ugh, zaraz ją rozniesie z ekscytacji. Kwiatuszku, pośpiesz się!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elaine J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 171 cm /168
C. szczególne : Poprawiony wzrost, delikatny makijaż, znamię na karku
Galeony : 480
Dodatkowo : metamorfomag, prefekt fabularny
  Liczba postów : 416
http://www.czarodzieje.org/t16910-praca-wre
http://www.czarodzieje.org/t16931-spis-relacji-elaine-s#471782
http://www.czarodzieje.org/t16935-syczek-jeczybula#471819
http://www.czarodzieje.org/t16911-elaine-swansea#471382
Huśtawki na skwerku QzgSDG8




Gracz




Huśtawki na skwerku Empty


PisanieTemat: Re: Huśtawki na skwerku   Huśtawki na skwerku EmptySro Wrz 04 2019, 06:48

Odkąd dowiedziała się, że Éléonore wróciła, nie mogła się skupić na niczym innym. Przez całe wakacje tęskniła za kuzynami, za rodzicami, jednak strasznej siostry nie widziała całe dwa lata. W takim czasie tęsknota jest niemal do nirwytrzymania. W rezydencji Swansea z rana wszyscy się krzątali, kręcili, wołali jeden przez drugiego, zaś Elaine jedyne co zrobiła, to zjadła, ubrała się, pomalowała i dowiedziała, że Elijah wybył do kolegi, a Éléonore poszła załatwiać ważne sprawy. Oczekiwanie na umówioną godzinę doprowadzało ją do szewskiej pasji. Chodziła za ojcem i wypytywała go o siostrę zważywszy, że mógł z nią porozmawiać dzień wcześniej. Celowo umówiły się poza domem, bowiem spotkanie wśród rodziny wiązałoby się z dzieleniem siostrą z innymi, a na to Elaine zgodzić się nie chciała. Rościła sobie prawo do porannego zaklepania czasu z siostrą, a dopiero później będzie martwić się zakupami i przygotowaniami do powrotu do Hogwartu. Są sprawy ważne i ważniejsze. Gdy wybiła odpowiednia rodzina, wybiegła z domu, a rozwiane jasne włosy łopotały za nią na wietrze. Na pamięć znała drogę na skwerek, wszak wychowała się w tych okolicach i żadne nie było dla niej tajemnicą. Dojście do huśtawki pochłonęło całe trzynaście i pół minuty szybkiego marszu, i po chwili zobaczyła w oddali znajomą sylwetkę. Do jej oczu napłynęły łzy wzruszenia. - Éléonore! - zawołała i przyspieszyła kroku, nie odrywając wzroku od siostry. Gdy znalazła się blisko, bez zastanowienia wyciągnęła ku niej ręce, aby bardzo mocno ją przytulić. Oparła policzek o jej bark, zamknęła oczy i trzymała siostrę z całych sił. - Na Merlina, Élé, przyjeżdżaj częściej. Nie może cię tak długo nie być. - próbowała skarcić ją, jednak wypowiedziała te słowa z płaczliwą czułością. Znajomy zapach, przyjazne ramiona, uśmiech, w który wpatrywała się od dzieciństwa z uwielbieniem… w końcu poczuła, że Élé wróciła. Pogłaskała ją po ramieniu, gdy odsunęła się na tyle, by móc patrzeć jej w oczy. - Uou, ślicznie wyglądasz. Znalazłaś kogoś przystojnego w trupie? Masz zdjęcia? Powiedz, że jesteś już popularna w Kanadzie. - nie odsuwała od niej rąk, jakby stęsknienie nie pozwalało jej na tak karygodny gest. Bez przerwy wodziła wzrokiem po jej twarzy, po twarzy kochanej siostry, której tak jej brakowało! Elijah mógł rozumieć ją bez słów, jednak tylko Éléonore mogła doradzić w sercowych rozsterkach.

______________________

I got you!

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Éléonore E. Swansea

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 172cm
Galeony : 122
  Liczba postów : 56
http://www.czarodzieje.org/t17446-eleonore-e-swansea
http://www.czarodzieje.org/t17451-znajomkowie-eleonore#489448
http://www.czarodzieje.org/t17452-poczta-panny-eleonore#489449
http://www.czarodzieje.org/t17445-eleonore-e-swansea#489381
Huśtawki na skwerku QzgSDG8




Gracz




Huśtawki na skwerku Empty


PisanieTemat: Re: Huśtawki na skwerku   Huśtawki na skwerku EmptySro Wrz 04 2019, 23:52

Czekając na swoją siostrę, Éléonore nagle dopadł mały stresik. Może to przez emocje i znaczne podekscytowanie, ale nagle zaczęła się zastanawiać, czy relacja z Elaine wciąż będzie taka sama, wciąż tak dobra... Wszak nie widziała się z rodziną szmat czasu. W ciągu tych dwóch lat, tylko raz udało jej się wrócić na Święta Bożego Narodzenia. Kontakt przy pomocy sowiej poczty to nie to samo. Czy jej młodsza siostrzyczka nadal jej potrzebuje? Jest już dorosła, na pewno ma mnóstwo znajomych i cudowne przyjaciółki. Czy nie będzie niezręcznie? Nagle w jej głowie pojawiły się obawy i wątpliwości. A Elijah? Czy on w ogóle pamięta jeszcze, że ma starszą siostrę? W sekundę zaczęła żałować swoich wojaży i oddałaby wszystko, by zmienić przeszłość. Może i Dolina nie dałaby jej takich możliwości, ale czy te całe podróże ze studenckim teatrem były warte tej rozłąki? Opłaciły się? No... tak średnio. Élé nie chciała się przyznać sama przed sobą, ale decyzja o wyjeździe zagranicę była swego rodzaju buntem. I prztyczkiem w nos dla ojca, który uważał, że nie poradzi sobie sama, że wróci po tygodniu z płaczem i bez pieniędzy. Owszem - spełniała marzenia, rozwijała się i świetnie się bawiła, ale nie zawsze było kolorowo. Duma jednak nie pozwoliła wrócić przed końcem.
Siedziała jak na szpilach. Starała się rozgonić czarne myśli niczym kłęby dymu. Będzie dobrze, na pewno - powtarzała w duchu jak mantrę. I wtem... zobaczyła ją! Smukła blondynka nabiegała z dobrze znanego kierunku. To ona! Nie mogła jej nie rozpoznać. Momentalnie poderwała się na równe nogi, a uśmiech znów powrócił na jej twarz. Szerszy, szczery i bezwarunkowy. Do oczu napłynęły łzy szczęścia.
- Elaine! - odpowiedziała radośnie na zawołanie siostry i głos jej się nieco załamał - Jejku, jak Ty wydoroślałaś - dodała, śmiejąc się. Objęła siostrzyczkę najmocniej jak tylko mogła. Wszelkie troski i wątpliwości odeszły w zapomnienie. Właściwie to sama siebie skarciła, że mogła je w ogóle mieć. Nie chciała jej puszczać już nigdy. Ta chwila mogłaby trwać i trwać - trzeba nadrobić te wszystkie dni, godziny, minuty... Éléonore nie mogła wyjść z podziwu, jak Elaine wypiękniała. Stała się taka dojrzała, kobieca. Ech, nie jest już małą dziewczynką.
Kiedy Ela zarzuciła ją milionem pytań, wybuchnęła szczerym śmiechem. Trochę był to efekt ujścia emocji i odpuszczenia stresu, to fakt. Z jednej strony nie chciała rozczarować młodszej siostry, ale cóż miała jej powiedzieć? Szczerość ponad wszystko. Zawsze to powtarzały.
- Kwiatuszku, chyba Cię muszę rozczarować - uśmiechnęła się przepraszająco, jednocześnie gładząc Elaine po jej pięknych, miękkich włosach - Zawrotnej kariery nie zrobiłam, ale za to przywiozłam trochę pamiątek, jak na przykład dobre czerwone wino, czeka na nas w moim pokoju - dodała. Wzięła dziewczynę za rękę i poprowadziła ku huśtawkom. Usiadła z powrotem na tej samej, na której czekała na siostrę. Tym razem jednak była mniej spięta. Jedynie szczęśliwa. - Mam Ci wiele do opowiedzenia, zdjęcia także się znajdą, ale to potem... Teraz opowiedz mi, co działo się w domu i... u Ciebie - mówiąc to spojrzała na Elaine przymrużonymi oczami i uśmiechnęła się porozumiewawczo. Och, tak bardzo brakowało jej ich wspólnych rozmów. O wszystkim i o niczym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elaine J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 171 cm /168
C. szczególne : Poprawiony wzrost, delikatny makijaż, znamię na karku
Galeony : 480
Dodatkowo : metamorfomag, prefekt fabularny
  Liczba postów : 416
http://www.czarodzieje.org/t16910-praca-wre
http://www.czarodzieje.org/t16931-spis-relacji-elaine-s#471782
http://www.czarodzieje.org/t16935-syczek-jeczybula#471819
http://www.czarodzieje.org/t16911-elaine-swansea#471382
Huśtawki na skwerku QzgSDG8




Gracz




Huśtawki na skwerku Empty


PisanieTemat: Re: Huśtawki na skwerku   Huśtawki na skwerku EmptyCzw Wrz 05 2019, 09:44

Rodzina Swanesa jest liczba. Nic więc dziwnego, że młodsze pokolenie wyrusza w świat. Każdy młody człowiek, tuż po studiach powinien zasmakować podróży, poznać inne kultury i tworzyć masę wspomnień. Rozumiała decyzję Éléonore bez względu na motywy, którymi się kierowała. Tęskniła za nią boleśnie, jednak rozumiała, że czas wyrobić się w świecie. Spotkanie jej po tak długim czasie było niesamowitym uczuciem. Élé przybyła wtedy, kiedy Elaine potrzebowała poradzić się, zwierzyć innej kobiecie, która rozumiała ją na tyle, by potrafić doradzić bez pochopnych ocen. Do matki nie mogłaby się zwrócić, nie miała z nią tak dobrego kontaktu jak rodzeństwo. Tym bardziej wyściskała siostrę czując, że od teraz będzie lepiej. Jeszcze chwila, a będzie mogła wygadać się i posłuchać słów starszej i mądrzejszej siostry, w którą całe życie wpatrywała się jak w obrazek. Idolka. Wzór do naśladowania. Najpiękniejsza, marzenie każdej młodszej siostry.
- Studiuję, kochana, i dalej utrzymuję odznakę prefekta. - zaczynała drugi rok studiów, a więc coraz bliżej do trudnej dorosłości. Pogłaskała Élé po ramieniu i wpatrywała się w toń jej oczu z ogromną czułością. Rozkwitła uśmiechem, gdy rozbawiła siostrę milionem pytań. Może i minęły dwa lata, jednak Elaine dalej cechowała się gadatliwością, słowotokiem i ciekawością. Zaś Élé wciąż śmiała się w taki ciepły sposób…
- Już możemy je razem wypić bez kręcenia nosem ze strony mamy. Elijah też, więc gdy wróci, musi cię zobaczyć. Jestem pewna, że usycha z tęsknoty za tobą. Jesteś przecież idealna. - o tak, zazdrościła Éléonore bardzo wielu rzeczy, jednak miała na tyle serca, aby nie dać się temu uczuciu pochłonąć. Pierwsze miejsce zajmowała radość na jej widok. Usiadła z nią na ławce, bliziutko, tak, że dotykały się bokami ciał. Cieszyła się czując jej ciepło, słysząc jej głos i widząc błyski w oczach. Wzruszenie ściskało ją za gardło. Uśmiechnęła się szeroko, bowiem miała tyle do opowiedzenia! Powinna drążyć temat, dopytywać się o tę karierę, o chłopaków, żądać natychmiastowej prezentacji zdjęć i zrelacjonowania dwóch lat rozłąki. Chwyciła jej dłoń pomiędzy swoje, jakby po cichu szukając jej wsparcia.
- Oh, niewiele się działo, a jednocześnie dużo. Nie wiem od czego zacząć. Tata znów usiadł do kolejnej książki, przez co mama zaczęła pomstować, bo nie ma żadnego wsparcia w opanowaniu mieszkania. - przypomniała sobie, że jednak nie o tym chciała rozmawiać. Te część historii streści jej sam ojciec, a one musiały coś innego omówić… Wzięła głęboki wdech i popatrzyła na siostrę z uwagą. - Egzaminy trochę kiepsko mi poszły. Mama się obraziła… przez całe wakacje odezwała się do mnie dwa razy i to przez pocztę... - nie trzeba było wiele, aby zaczęła relacjonować wszystko. Przy okazji wyżaliła się i posmutniała. - To wszystko przez ferie na Islandii. Pojechałam na wycieczkę, Elijah bardzo chciał, a przecież nie puszczę go samego. No i… no i...mieliśmy szukać tam takiego artefaktu, a spotkaliśmy jormungandery. - widocznie wzdrygnęła się na katastrofalne wspomnienia z ferii zimowych. - Potwór skrzywdził Elijaha. Bardzo. - zbierało się jej na płacz jak to zawsze bywa przy wspominaniu bolesnych przeżyć. Zadrżała jakby nagle zrobiło się jej zimno. - Wiesz, Eli go pokonał, w końcu jest silnym czarodziejem, uzdrowiciele wyleczyli nas, ale te paskudne blizny… nie mogę na nie patrzeć, bo mi niedobrze. Ukrywamy je. Potem się załamałam, nie chciałam wychodzić z domu. I egzaminy poszły mi słabo, a mama nie może tego zrozumieć. Chce, byśmy byli najlepsi. Elijah ma dobre oceny i jest z niego dumna… - popatrzyła na siostrę błagalnie, ze łzami w oczach. Tak bardzo pragnęła się w nią wtulić. Pewnie ktoś ze Swansea opowiadał jej o wydarzeniach z ferii, z pewnością słyszała, że bliźniaki były ranne, jednak nie aż tak groźnie. Mimo wszystko chciała sama to opowiedzieć i poszukać u niej pocieszenia. Co innego listy, co innego obecność tuż obok. Gdyby nie Elijah, nie podniosłaby się tak łatwo z depresji po powrocie z Islandii.

______________________

I got you!

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Éléonore E. Swansea

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 172cm
Galeony : 122
  Liczba postów : 56
http://www.czarodzieje.org/t17446-eleonore-e-swansea
http://www.czarodzieje.org/t17451-znajomkowie-eleonore#489448
http://www.czarodzieje.org/t17452-poczta-panny-eleonore#489449
http://www.czarodzieje.org/t17445-eleonore-e-swansea#489381
Huśtawki na skwerku QzgSDG8




Gracz




Huśtawki na skwerku Empty


PisanieTemat: Re: Huśtawki na skwerku   Huśtawki na skwerku EmptyCzw Wrz 05 2019, 23:10

Éléonore często zastanawiała się, czy w gruncie rzeczy rodzina nie ma jej za złe tego wyjazdu. Studia studiami, ale mogła przecież wrócić od razu po ich ukończeniu. Takie myśli dopadały ją najczęściej wieczorami, gdy nie mogła zasnąć. Zmorą rodu Swansea jest ambicja. Szczególnie ze strony rodziców. Musisz być idealny. Wykształcenie, jakiś rozwijany talent, pasja, nienaganna postawa. A tak się nie da, nikt nie jest bez wad. Nawet Elisabeth, ich matka. Élé zawsze stawiała ją za wzór i dążyła do tego, by mama była z niej dumna. To zabawne, że Elaine miała podobnie w przypadku swojej starszej siostry. Éléonore nie była idealna - ba, posiadała ogrom wad i niedoskonałości. Tym bardziej rozczuliły ją słowa młodszej siostry. Rozczuliły, ale też sprawiły, że coś ją ukłuło w sercu. Poczuła się winna, że może zawieść rodzeństwo i rodzinę przez swoje błędy i porażki. Z jednej strony czuła dumę i była szczęśliwa, że Elaine nadal widzi w niej kogoś ważnego i w pewnym sensie autorytet, ale z drugiej... ciążyła na niej wielka odpowiedzialność, do tego powinna stanowić jakiś wzór do naśladowania, a cóż z niej za przykład, skoro ostatnio wszystko idzie zupełnie na opak. Elaine jest już dorosła, samodzielna, do tego jest wspaniałą i zdolną czarownicą. Elijah tak samo. Jest z nich niezmiernie dumna, cieszy się ogromnie, że tak świetnie im idzie, że pokonują koncertowo przeciwności losu, że są mądrymi ludźmi o fantastycznych talentach. Chciałaby im to wszystko powiedzieć, ale tak ciężko jest znaleźć odpowiednie słowa, szczególnie gdy do opowiedzenia jest tyle.
- Elaine, bardzo stęskniłam się za Twoim głosem - wyznała nagle, uśmiechając się ciepło. Lubiła ten stan, gdy dziewczynie "włączał się gadulec". Było to strasznie urocze. Pewne rzeczy nie mijają z wiekiem. I bardzo dobrze!
Kiedy dziewczyna zaczęła wspominać przykre wydarzenia z ferii na Islandii, Éléonore posmutniała. Owszem, wiedziała o całym zajściu, jednak co innego słyszeć to na żywo od własnej siostry, a co innego mieć jakieś szczątkowe informacje, w dodatku od każdego Swansea po trochu. Była zła na siebie, że nie było jej wtedy w domu. Nie pomogła bliźniakom, gdy jej potrzebowali. Co z niej za starsza siostra? Do tej pory miała wyrzuty sumienia. Rumieńce wpełzły na jej twarz, spuściła wzrok. Słuchała uważnie i wpatrywała się naprzemiennie w dłonie Elaine i w trawnik. Z opowieści mamy nie wynikało, że przeżyli to tak bardzo, sami też nie chcieli chyba jej martwić i tuszowali niektóre fakty. A przecież by wróciła... Mama oczywiście pominęła też niewygodny wątek o swoich wybujałych ambicjach co do egzaminów dzieciaków. Cała ona. Czy naprawdę było to dla niej tak ważne? Nie widziała w jakim są stanie?
- Wstyd mi za mamę, ale wiesz, jaka ona jest... - mówiąc to, Éléonore pogładziła Elaine po ręce i westchnęła - Jesteście najlepsi. Jedyni w swoim rodzaju. Gdzie znajdę drugie takie bliźniaki? - spojrzała jej prosto w oczy. Patrząc w nie miała uczucie, że przygląda się jednocześnie obojgu z rodzeństwa - niesamowite. Bardzo chciała jej dodać otuchy. Nie mogła zrobić tego wcześniej, niestety.
- I jestem pewna, że rodzice są z Was dumni w takim samym stopniu. Przynajmniej z Was mogą być - dodała. Nie chciała smęcić i zanudzać swojej ukochanej siostrzyczki, więc postanowiła zmienić nieco temat na mniej ponury. Jeszcze będą miały okazję do wspólnego popłakania. Chciała się nacieszyć chwilą ponownego zjednoczenia i spotkania.
- No, a powiedz mi - uśmiechnęła się zawadiacko, poprawiając włosy, które spadły jej na twarz - jak układają się Twoje sprawy sercowe? Czy mam wyperswadować jakiemuś czarodziejowi jego niecne zamiary?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Huśtawki na skwerku QzgSDG8








Huśtawki na skwerku Empty


PisanieTemat: Re: Huśtawki na skwerku   Huśtawki na skwerku Empty

Powrót do góry Go down
 

Huśtawki na skwerku

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Huśtawki na skwerku JHTDsR7 :: 
Dolina Godryka
 :: 
Centrum miasteczka
-