Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Huśtawki na skwerku

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4904
  Liczba postów : 972
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Gracz






PisanieTemat: Huśtawki na skwerku   Pią Cze 17 2016, 16:09


Huśtawki na skwerku


Nie wyróżniają się niczym szczególnym, ale są ulubionym miejscem spotkań małych czarodziejów, którzy pod czujnym okiem rodziców (albo i nie!) spędzają tutaj czas. Wieczorami można natknąć się również na zakochane pary albo zadumanych melancholików, palących magicznego papierosa w blasku księżyca.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 67
  Liczba postów : 54
http://www.czarodzieje.org/t15525-mia-wolfe?nid=6#416869
http://www.czarodzieje.org/t15527-w-malinowym-chrusniaku#416905
http://www.czarodzieje.org/t15528-bez-spamu-prosze#416906
http://www.czarodzieje.org/t15526-mia-wolfe




Gracz






PisanieTemat: Re: Huśtawki na skwerku   Sro Sty 03 2018, 00:03

Uwielbiałam czas świąt. Istotnie wyjątkowe było to, jak ludzie w tym okresie próbowali choć na chwilę być sobie życzliwsi, pomocni. Generalizowałam, ale moje doświadczenia jednoznacznie wskazywały na tę pozytywną stronę świątecznych dni. Miałam szczęście należeć do rodziny, w której nie brakowało nigdy ciepła i miłości, zatem wspólne spędzanie czasu nie stanowiło żadnego problemu. Dom wypełniały rozmowy, głośne śmiechy, muzyka i wielu ludzi – zarówno rodzina, jak i przyjaciele przy jednym stole. Oczywiście w miarę upływu godzin towarzystwo robiło się coraz bardziej rozrywkowe, co podkręcały dość konkretne wina mojej szalonej babci. Nikt zatem nie zwrócił już uwagi, kiedy odpakowywałam niespodziewany pakunek, z twarzą wyrażającą głębokie zaskoczenie. Nie spodziewałam się prezentu od Rileya. Nasze relacje były… słabe. Mimo jednego towarzystwa i wielu lat wspólnie spędzonych w Dolinie, od czasu naszych dziecięcych, niby małych zatargów darzyłam go czymś na kształt chłodnej nieufności. Mo wiele razy próbowała mnie do niego przekonać, ale z każdą próbą utwierdzałam się w przekonaniu, że pod maską uprzejmości Riley zwyczajnie mnie nie znosi. Tolerowaliśmy się w towarzystwie i unikaliśmy jakichkolwiek konfrontacji, zatem, gdy sowa przyleciała do mnie z pakunkiem w pyszczku, Fairwyn był ostatnią osobą, której imię spodziewałam się odczytać na bileciku. Muszę przyznać, że właściwie to zrobiło mi się strasznie głupio i niezręcznie, tym bardziej, że podarował mi płyty Mudblooda i Pure’a. Mało kto wiedział, że słucham ich i skrycie powtarzam z wczuciem wulgarniejsze teksty.
Mój lekko przytępiony alkoholem umysł postanowił, że dziś jest ten dzień, a właściwie już noc, kiedy Riley i ja powinniśmy od serca pogadać. Nie roztrząsając za i przeciw, wysłałam zatem list, po czym ubrałam się cieplej i chwyciłam butelkę wina i dwie lampki, krzycząc zebranym coś o składaniu życzeń przyjaciołom. Za cel obrałam sobie huśtawki, na które często przychodziliśmy wszyscy za dzieciaka. O tej porze, w otoczeniu białego puchu, miejsce wyglądało pięknie i w pewien sposób melancholijnie. Pomyślałam sobie, że pasuje do okoliczności i do nas. Strzepnęłam puszystą, cienką warstwę śniegu z huśtawek i usiadłam na jednej z nich, w nadziei, że Riley zjawi się, bo pewnie czuł się teraz równie dziwnie, co ja – w końcu nigdy nigdzie nie byliśmy sami, a tu nagle proszę go o spotkanie. Uniosłam głowę, patrząc w ciemne, przyozdobione nikłymi gwiazdami niebo. Ta noc prosiła się o niespiesznie palonego papierosa. I towarzystwo – samotna, dorosła kobieta z butelką i lampkami wyglądała nieco żałośnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1619
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 744
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Huśtawki na skwerku   Czw Sty 04 2018, 18:50

Nie spodziewałem się, że Mia odpowie listem na moją skromną przesyłkę. Prawdę powiedziawszy, szybciej spodziewałbym się, że wyrzuci ją do kosza bez otwierania. Prezenty wysyłałem w biegu, jak zwykle nie mogąc się zebrać do najgorszego obrzędu z nimi związanego - pakowania. Takie są skutki kupowania na ostatnią chwilę, bo i do tego także nie potrafiłem się przekonać. Spędzanie godzin na zastanawianiu się nad tym, co komuś bliskiemu mogłoby się spodobać, było wyrafinowaną torturą. Wolałem podejmować takie decyzje pod wpływem impulsu bądź wyraźnego przeczucia, że owo coś trafi w gusta obdarowywanego, a przynajmniej w tym roku, gdy nic nie mogło mi się kojarzyć gorzej od zimowych świąt. Nie oczekiwałem niczego w zamian, chyba zwyczajnie łagodząc swoje kiepskie nastroje chęcią sprawienia komuś przyjemności. Zdaje się, że udało mi się to aż nadto. W przeciwnym wypadku, nie kroczyłbym teraz zaśnieżoną ścieżką prowadzącą do naszych ulubionych huśtawek. Niejeden raz wystawałem tutaj godzinami z paczką znajomych i równie często sam na nich siadałem, huśtając się w zamyśleniu i upajając się relaksującą samotnością, a jednak teraz, gdy owe tajemnicze miejsce przejęła Mia, byłem jakiś nieswój. Należało do niej w równym stopniu co do mnie, a jednak czułem irracjonalny niepokój, gdy uświadomiłem sobie, że przecież oni wszyscy dobrze zdają sobie sprawę z tego, gdzie powinno się mnie zaprosić, aby zupełnie wytrącić mnie z ewentualnych bojowych nastrojów (jakich w tym okresie mi nie brakowało). Byłem sentymentalny i do miejsc przywiązywałem się równie mocno co do ludzi, a nasza samotność akurat w tym miejscu wydawała mi się nieznośnie osobliwa.
- Hej - odezwałem się ostrożnie, kilka sekund po tym jak moje przybycie obwieściło ciche trzaskanie śniegu pod butami. Zbliżając się do samotnej postaci Mii, zdążyłem już dokładnie zlustrować ją spojrzeniem i niestety nie potrafiłem umiejscowić na właściwym miejscu lampek i butelki wina. Delikatna zmarszczka zastanowienia pojawiła się na kilka sekund między moimi brwiami, potem moja twarz się wygładziła. Chyba pierwszy raz od dawna, nie wiedziałem jak zacząć rozmowę. Zabierając się do tego jak psidwak do szpiczaka, uśmiechnąłem się z niepewnością. Byłem aż zbyt wyraźnie świadom niezręczności tej sytuacji, więc wyrzuciłem z siebie pierwszy temat do rozmowy, jaki tylko przyszedł mi do głowy. - Spodobały się? Zdążyłaś posłuchać?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 67
  Liczba postów : 54
http://www.czarodzieje.org/t15525-mia-wolfe?nid=6#416869
http://www.czarodzieje.org/t15527-w-malinowym-chrusniaku#416905
http://www.czarodzieje.org/t15528-bez-spamu-prosze#416906
http://www.czarodzieje.org/t15526-mia-wolfe




Gracz






PisanieTemat: Re: Huśtawki na skwerku   Czw Sty 11 2018, 01:41

W ciszy tej pięknej nocy, cichutkie skrzypienie śniegu oznajmiło mi przybycie towarzystwa i w istocie po chwili usłyszałam hej z ust Rileya. Zbliżał się ku mnie powoli, a ja nagle poczułam wręcz dziecinne skrępowanie. Teraz, gdy oboje byliśmy już na miejscu, pomysł z rozmówieniem się z Fairwynem i wyjaśnieniem dzielących nas kwestii wydał mi się zdecydowanie mniej sensowny niż wtedy, gdy byłam jeszcze w domu, otoczona bliskimi i zachęcona generalnie atmosferą świąt. No i winem, rzecz jasna.
- Cześć.
Uśmiechnęłam się chyba równie niepewnie co on, wstając z huśtawki i podchodząc nieco bliżej. Zdecydowałam, że nie ma co przedłużać niezręczności i pora powiedzieć wprost, skąd moje listowne zaproszenie, ale w tym samym momencie chłopak przejął pałeczkę, zagajając bezpiecznie na temat prezentu, który mi podarował. Pokiwałam lekko głową, a mój uśmiech przybrał nieco autentyczniejszego wyrazu, wyrażając szczerą wdzięczność za ten naprawdę miły, choć tak nieoczekiwany gest z jego strony.
- Tak, trafiłeś idealnie. Właściwie, nie mam pojęcia skąd wiedziałeś, że ich lubię… - odrzekłam, skupiając wzrok na tęczówkach towarzysza – Przesłuchać nie zdążyłam. Dość dużo działo się w moim domu. I muszę przyznać, że bardzo, bardzo mnie zaskoczyłeś… ehm, to znaczy, dziękuję Ci. Naprawdę.
Cóż, czy mogłam czuć się jeszcze niezręczniej? Westchnęłam, kręcąc głową. Nie bądź niepoważna, Wolfe. Nie możesz tak traktować bez sensu.
- Riley, właściwie dlaczego dałeś mi prezent? Nie zrozum mnie źle, ale, wiesz, sądziłam raczej, że za mną nie przepadasz, delikatnie mówiąc. Tylko nie zaprzeczaj. W święta powinno się mówić prawdę – wyrzuciłam w końcu, stawiając przysłowiową kawę na ławę. Przy okazji przypomniałam sobie o trzymanym w dłoniach winie. Bezceremonialnie wsadziłam jedną z lampek w dłoń Rileya, mając szczerą nadzieję, że nie postanowi rozbić mi jej o głowę i przyzna niemo rację, że może posmakowanie odrobiny alkoholu w tej sytuacji faktycznie jest dobrym pomysłem i pozwoli nam przełamać lody.
- Pomyślałam, że miło by było złożyć sobie życzenia. Toast wydaje się w sam raz, jak dla nas – wyjaśniłam, rozlewając bordowy płyn do lampek – W dodatku to dobre na zdrowie. W taką pogodę, jak dziś, idealne, jeśli wierzyć mojej babci, autorce – uniosłam nieco lampkę, by rozwiać możliwe wątpliwości, o czym mówię. Butelkę odłożyłam bezpiecznie między huśtawkami, w niewielką zaspę śniegu, jakby stworzonej specjalnie po to.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1619
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 744
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Huśtawki na skwerku   Nie Lut 25 2018, 17:56

Potarłem jedną dłoń o drugą, chcąc w pierwszy sposób jaki przyszedł mi do głowy, wydłużyć czas jaki miałem na udzielenie jej odpowiedzi, aby moje milczenie nie wydało się niegrzeczne. Tak po prawdzie, nie do końca znałem odpowiedzi na zadane przez nią pytania. Wolałbym udać, że w ogóle nie padły, aniżeli zastanowić się nad prawdziwymi motywami mojego postępowania. Zabłądziłem spojrzeniem, obejmując nimi lekko zaróżowione od chłodu palce nim wsunąłem je do kieszeni, aby chociaż odrobinę je rozgrzać.
- Meluzyna czasami naprawdę dużo mówi - uśmiechnąwszy się z rozbawieniem, postawiłem na najprostszą odpowiedź z możliwych w gruncie rzeczy czując, że chyba naprawdę ma w sobie sporo z prawdy. Powinienem być z nią całkowicie szczery, a jednak tak ciężko było mi się przemóc i wydusić z siebie słowa, jakie należało powiedzieć. Spowiadanie się komuś z tego jaki jestem nie było czymś, co chciałbym praktykować na kimkolwiek, lecz skoro już i tak opatrznie zrozumiała moje wszystkie wykręty i półsłówka sprzed miesięcy, należało tę sytuację jak najszybciej naprostować. Moja twarz ponownie nabrała powagi, a chociaż nie spojrzałem Mii prosto w oczy, gdy zaczynałem mówić, szybko to nadrobiłem. Patrząc jej uparcie w oczy starałem się podtrzymać w sobie odwagę do składania wyjaśnień.
- Wiesz, myślałem o tym trochę i uważam, że bardzo kiepsko się to wszystko potoczyło. Nie rozumiem dlaczego przez tyle lat uznawaliśmy, że nie potrafimy znaleźć wspólnego języka, skoro dzielimy się znajomymi i spędzamy ze sobą tak wiele czasu. Dlaczego ta dziecięca sprzeczka tak nas poróżniła? Jesteśmy różni, oboje to wiemy, ale czy aż tak, aby nieustannie się na siebie boczyć? - Zacząłem nerwowo miętosić skraj swojego płaszcza, jakby to mogło pomóc mi w tej przemowie. Rety, dawno tak dużo nie mówiłem. Nigdy przecież nie musiałem (nie chciałem) się nikomu tłumaczyć ze swoich motywacji. Dzisiaj było inaczej. - Niejednokrotnie widziałem, że nie aprobujesz mojego zachowania. Nigdy nie chciałem Cię urazić moim brakiem zaufania, ale nie obraź się teraz, proszę. Nie jestem osobą jaka dzieli się tajemnicami ze wszystkimi. Prawdę mówiąc, jest więcej osób które znają mnie jedynie bardzo powierzchownie, także w naszej paczce. Trudno mówi mi się o sprawach bardziej osobistych od zwykłych szkolnych głupot, dlatego wtedy, kiedy pytałaś mnie gdzie byłem tyle czasu… nie mogłem Ci powiedzieć całej prawdy. Nie potrafię tego zrobić aż do teraz. Jeżeli chciałabyś usłyszeć ją całą, jedno wino to zdecydowanie zbyt mało. Jeżeli do tego dojdzie, zrozumiesz dlaczego tak jest. Także nie myśl, że Cię nie lubię czy nie chce Cię poznać. Uważnie obserwuję, a widząc jak zachorujesz się przy Mo czy innych, wyciągam własne wnioski. Poza tym, wiesz że jak masz otwarte okno to słychać te wszystkie przekleństwa na całej ulicy? - Zakończyłem z uśmiechem, rozbawiony wspomnieniem pierwszego razu, gdy dosłyszałem taką muzykę u Wolfe. Przyjąłem od niej lampkę, czując że po tym gadaniu naprawdę zaschło mi w ustach. Chociaż na co dzień unikałem alkoholu, wiedziałem iż dzisiaj nie mogę się wykręcić. Nie teraz, gdy być może za chwilę nawiążemy cienką nić porozumienia. Poza tym, dzisiaj dodatkowy animusz miał mi się przydać jak jeszcze nigdy. Obserwowałem jak uzupełnia naczynia winem, czując jak żołądek zaciska mi się w supeł na myśl o składaniu życzeń. Szczerze nienawidziłem tego zwyczaju, w końcu czego się życzy komuś kogo prawie się nie zna? Również uniosłem lampkę, idąc za jej przykładem. - Więc może za te oraz przyszłe chwile. Niech to wino nie będzie naszym ostatnim wspólnym winem. - Świadom jak niezgrabnie zabrzmiały te słowa, uśmiechnąłem się z zakłopotaniem nim przypieczętowałem toast niewielkim, jakby nieśmiałym łykiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 67
  Liczba postów : 54
http://www.czarodzieje.org/t15525-mia-wolfe?nid=6#416869
http://www.czarodzieje.org/t15527-w-malinowym-chrusniaku#416905
http://www.czarodzieje.org/t15528-bez-spamu-prosze#416906
http://www.czarodzieje.org/t15526-mia-wolfe




Gracz






PisanieTemat: Re: Huśtawki na skwerku   Pią Mar 23 2018, 16:00

Z powagą wymalowaną na twarzy, patrzył mi prosto w oczy, tak intensywnie, że aż poczułam się przy nim malutka. Początkowa nieśmiałość ulatywała gdzieś ponad nas z każdym kolejnym słowem wypowiadanym przez Rileya, który widocznie chciał mi coś konkretnie wytłumaczyć. Czując się nieco jak prokurator odbierający wyjaśnienia od podejrzanego, uniosłam nieco podbródek, próbując odzyskać rezon. Nie pozwolę, by czuć się przy nim mniejszą! I kiedy otwierałam już usta, chcąc wtrącić swoje trzy grosze, Fairwyn nagle zaczął się w pewien sposób otwierać, mówiąc rzeczy, których wcześniej nigdy od niego nie usłyszałam. Bardzo ogólnikowo, ale jednak. Zamknęłam buzię, próbując zignorować teraz fakt, jak głupią minę musiałam posiadać. Przygryzłam wargę, słuchając.
- To wszystko prawda, Riley, ale ilekroć próbowałam to zmienić i nawiązać jakiś normalny kontakt, bo w końcu obracamy się w tym samym towarzystwie i znamy się od dziecka, to dawałeś mi odczuć, że nie masz na to najmniejszej ochoty… Nie chcę teraz powiedzieć, że to wszystko Twoja wina, że jesteś taki zły, obojętny i w ogóle niedobry, ale fakt jest taki, że odpychając mnie i za wszelką cenę unikając powiedzenia prawdy, kiedy nawet pytałam Cię o coś wprost, sprawiłeś, że dalsze próby stały się po prostu bezsensowną stratą czasu. Wolałam zaakceptować to i dać sobie spokój, bo siłą rzeczy mamy to samo towarzystwo i nie zamierzałam robić kwasu. Łatwiej było przestać starać się jakoś Cię poznać – przyznałam, nieco nerwowo odgarniając kosmyk włosów za ucho. Błądziłam przez chwilę wzrokiem po jego twarzy, w zastanowieniu, by po chwili wrócić do tęczówek i westchnąć.
- Słuchaj, ja też nie jestem święta. Czasem jak się na coś uprę, to nie widzę innych perspektyw… Ale chciałabym to zmienić. W sensie, naszą relację. Samo to, że jesteśmy tutaj teraz i rozmawiamy, dobrze rokuje. Ale nie dam się zbyć odrobiną otwartości – oznajmiłam powoli, ostrożnie. Między nami cały czas tkwiła ta wielka, niewyjaśniona kwestia, na którą Mo i reszta przymknęli dawno oczy, ale ja nie potrafiłam. Już nie tylko rzeczywistość, ale i sama intuicja kazały mi zwrócić na to uwagę i nie mogłam mydlić oczu samej sobie, udając, iż nie widzę, że coś jest nie tak, coś bardzo na niego wpłynęło i jest inny, niż był kiedyś. Z drugiej strony, byłabym okrutna, gdybym mocno naciskała i wręcz wymusiła jakiekolwiek wyznanie. Umiałam być okrutna?
- Nie obrażę się. I Ty też proszę tego nie rób, nie chcę żebyś się poczuł, jakbym Cię nie znosiła, bo to nie prawda. Wierzę, że nie chciałeś mnie urazić, ale nie jestem typem osoby, która ot tak zignoruje fakt, że cały czas migasz się, wymijasz pewne kwestie, unikasz… Każdy z nas ma tajemnice, mniejsze lub większe. I w stu procentach rozumiem, że trudno jest mówić o osobistych sprawach, naprawdę chciałam i chcę to uszanować, ale z drugiej strony trudno mi zmienić podejście, skoro wiem, że w pewien sposób jesteś nieszczery, już nie tylko w odniesieniu do mnie... Przepraszam – pokręciłam głową, patrząc gdzieś ponad koronę drzewa. Miałam nadzieję, że to, co mówię, jest w miarę jasne i zrozumiałe, bo w swojej opinii zaczynałam już nieco paplać bez składu. Tak dużo chciałam mu przekazać, a jednocześnie nie do końca wiedziałam jak! I pragnęłam uniknąć sytuacji, w której poczułby się przeze mnie osądzany, czy atakowany. Ściągnęłam nieco brwi.
- Jestem gotowa upić się do odcięcia, jeśli to miałoby pomóc. Tobie i nam – przyznałam, uśmiechając się nieco. – Może właśnie powinieneś to w końcu z siebie wyrzucić? To niedobrze, że od tak długiego czasu nieustannie coś w sobie tłamsisz, trzymając tylko w sobie. I nie mówię tego jako ciekawska, uparta jędza, ale jako ktoś, kto naprawdę życzy Ci jak najlepiej i chciałby Cię zrozumieć – dodałam ciszej, ponownie patrząc w oczy towarzysza.
Retoryczne pytanie związane z dźwiękami z mojego okna skomentowałam szczerym roześmianiem się. Wypiliśmy ten prosty, acz naprawdę dobry toast, a moje usta posłały Rileyowi ciepły uśmiech.
- Swoją drogą, chyba nigdy nie słyszałam żebyś tak dużo mówił. Doceniam – rzekłam z małym rozbawieniem, by podziałać jak wino i rozluźnić atmosferę. Widmo niedopowiedzeń wciąż nad nami wisiało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1619
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 744
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Huśtawki na skwerku   Nie Mar 25 2018, 20:05

Kiedy te niejasności urosły do tak zatrważających rozmiarów? Słuchałem jej słów, ale miałem ogromny problem z patrzeniem jej przy tym w oczy. Całkowita szczerość była dla mnie czymś nowym, zupełnie tak samo jak otwartość i zrozumienie, że nie każdy potrafi przezwyciężyć ciekawość. Ja nie potrafiłem, do tego przywykłem, ale żeby Mia również? Nigdy nie poznałem jej na tyle dobrze, aby w stu procentach zdawać sobie z tego sprawę. Jednocześnie wiedziałem jak zawsze sam się męczyłem, gdy w moim życiu pojawiała się jakakolwiek, dręcząca mnie wątpliwość i wtem poczułem się winny wszelkich swoich przewinień, jakich nieświadomie dopuściłem się względem niej. Uparcie nie spuszczałem spojrzenia z jej twarzy, chociaż jednocześnie zaciskałem mocno szczęki i byłem bliski wyłamywania sobie palców. Stres tak mnie przytłoczył, że przez dłuższą chwilę nawet nie byłem w stanie znaleźć na to żadnych, odpowiednich słów. Krótki łyk, który miał służyć skosztowaniu wina wkrótce przerodził się w solidne pociągnięcie. Gorąco spływające przełykiem i rozgrzewające żołądek w istocie zadziałało niczym najlepsze słowa zachęty, a jednak to nie mogło być aż takie proste. Milczenie zawisło wokół nas, niczym opadająca kurtyna odgradzająca scenę po wyjątkowo dobrym występie. Niby ostateczne, a jednak wciąż elektryzujące. Mogło zniknąć w każdej chwili, wystarczyłaby odrobina inicjatywy.
- Dla Ciebie to zawsze było łatwiejsze. - Stwierdziłem, gorączkowo poszukując odpowiednich słów, chociaż nie wyszło mi to tak zgrabnie jak wcześniej. Przerwa była zauważalna, lecz zbyłem to mentalnym machnięciem dłoni. Walczyłem dalej. - Ty pytasz wprost, mówisz wprost i oczekujesz, że inni też tak potrafią. Prawda jest jednak taka, że ten mur, którym się od siebie odgrodziliśmy wzrastał wraz z nami. Nie zbywałem Cię, gdy nie chciałem rozmawiać o swoich kłopotach. To nie jest też kwestia tego czy Mo lub Terrey wiedzą co się święci. Już dawno wyrośliśmy z załatwiania za siebie problemów z komunikacją. Skoro jesteś gotowa tego wysłuchać, musisz być przekonana, że wiesz o co prosisz. O ile dziecinne niezacieśnianie więzów jest proste do wytłumaczenia, dalsza historia nie jest o szczęściu i dostatku, a ja jej nie złagodzę, nieważne jak usilnie bym nie próbował. Przez całe dzieciństwo potrafiłem upraszczać swoje emocje. Po co mieliście o nich słuchać, skoro dla wszystkich z nas ważniejsze były wasze odczucia? Byliśmy dziećmi, a większość dzieci skupia się na sobie. Wy byliście słuchani, a ja słuchałem. Tak było dobrze, a przynajmniej sądziłem, że tak było nam lepiej. Otwartość nie jest cechą pożądaną w moim domu, nigdy nie była. Liczy się uprzejmość, a nieuprzejmym byłoby zaprzątać wasze myśli moimi problemami, nawet na wasze wyraźne życzenie. Nie wiem czy to ma dla Ciebie jakieś znaczenie, pewnie brzmi to jak wymówka. - Umówiliśmy się na szczerość, a jednak wciąż nie wiedziałem czy naprawdę dobrze mi życzyła. Cała ta sytuacja wydawała mi się ogromnie abstrakcyjna. Mia Wolfe i ja, rozmawiający o tym co dręczy Fairwyna. Na czyraki Merlina… - A więc bądźmy w końcu nieuprzejmi. - Kontynuowałem, szukając drogi do rezerwy sił, jakich nigdy wcześniej jeszcze w sobie nie odnalazłem. - Zauważyłaś na przestrzeni lat jakąś zmianę w moim zachowaniu? Tak już poza tym, że wcześniej i później byłem skryty. - Zdobyłem się na lekki uśmiech, chociaż w duchu zastanawiałem się czy ona w ogóle uwierzy teraz w moje słowa. Skoro przez całe życie była przekonana, że unikam szczerości i nie chce się do niej zbliżyć, dlaczego teraz miałaby mi ufać, iż powiem całą prawdę? Nie wspominałem jak ważna była dla mnie ta chwila, jak wiele ona zmieniła. Liczyłem na jej zdolność do obserwacji, chociaż nie wiedziałem czy do rozeznania się w tym chaosie myśli i słów nie będzie konieczne skorzystanie z mapy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 67
  Liczba postów : 54
http://www.czarodzieje.org/t15525-mia-wolfe?nid=6#416869
http://www.czarodzieje.org/t15527-w-malinowym-chrusniaku#416905
http://www.czarodzieje.org/t15528-bez-spamu-prosze#416906
http://www.czarodzieje.org/t15526-mia-wolfe




Gracz






PisanieTemat: Re: Huśtawki na skwerku   Czw Maj 17 2018, 01:31

Dla Ciebie to zawsze było łatwiejsze.
Słowa Fairwyna odbiły się echem w mojej głowie i skutecznie uciszyły nerwową gonitwę myśli. Znieruchomiałam, po prostu patrząc na rozmówcę i czekając, aż będzie gotów podjąć temat. I nawet nie zauważyłam, by przerwa w jego wypowiedzi była ponadprzeciętna, bowiem poczułam coś na kształt zrozumienia i maleńkiej, wewnętrznej skruchy. Może faktycznie podchodziłam do sprawy zbyt zerojedynkowo. Czy bezpośredniość w istocie była dla mnie łatwiejsza? Nie było żadną tajemnicą, że lubiłam jasne sytuacje. Wszelkie niedopowiedzenia starałam się niwelować, wątpliwości rozwiewać, a niejednokrotnie też zadawać te pytania, na które odpowiedź chcieli poznać wszyscy inni, sami niekoniecznie mając śmiałość spytać. Prawda od zawsze stanowiła dla mnie ogromną wartość, właściwie kluczową jeśli chodzi o relacje międzyludzkie. Starałam się ją głosić bez względu na trudności i tego samego oczekiwałam od innych. Ba, egzekwowałam prawdę. I choć było to dla mnie naturalne, łatwym bym tego nie nazwała. Teraz jednak, patrząc w oczy Fairwyna, zaczęłam mieć poważne zastrzeżenia odnośnie własnej empatii. Wydawało mi się, że jestem i byłam w stosunku do niego przez długi czas bardzo wyrozumiała, ale właśnie – może to była tylko sfera imaginacji?
Riley zabrał ponownie głos, a ja przełknęłam pewnie nieco za głośno ślinę. Mój oddech nieco przyspieszył, a to oznaczało, że wzrosło we mnie napięcie i stres. Ta konfrontacja, unikana od lat, mogła wybuchnąć mi prosto w twarz. I to jeszcze na własne życzenie.
- Nie jesteśmy już dziećmi. Nie oczekuję przygodowych opowieści rodem z bajek. Wiem, że rzeczywistość kształtuje się zgoła inaczej. Wiem też, że szczere okazywanie emocji, dzielenie się nimi, nie jest praktyką każdego człowieka. I każdej rodziny. Szanuję to, uwierz – podjęłam powoli, próbując zapanować nad nieposłuszną twarzą, która plastycznie obrazowała każdą moją emocję. Serio, pora pomyśleć o jakimś szkoleniu z zachowywania pokerowego wyrazu!
- Ale nie uważasz, że to beznadziejnie egoistyczna relacja, kiedy jedna osoba wysłuchuje stale drugiej i role nigdy się nie odwracają? Po prostu… po prostu każdy musi w pewnym momencie coś z siebie zrzucić. I powinien mieć przed kim – dodałam nieśmiało. Merlinowi dzięki, że na dworze było chłodno, bo tylko to pozwalało mi zachować jako taki rezon. Wyjaśnianie czegoś, co nawarstwiało się latami metodą kuli śniegowej, nie należało do prostych. Denerwowałam się bardzo i z tego co widziałam, Riley również. On raz po raz zaciskał szczękę, a mięśnie mojej twarzy odprawiały dziwne tańce. Przynajmniej byliśmy w tym punkcie na równi.
Riley obwieścił, że pora skończyć z uprzejmością i przejść do sedna sprawy. Uśmiechał się teraz lekko, a ja zastanawiałam się, czy zdecydował się być ze mną szczery dlatego, że faktycznie tego chciał, czy też dlatego, że niejako go do tego zmusiłam, będąc paskudnym człowiekiem?
-Nie chcę tylko żebyś czuł się przyparty do muru – wyznałam bardzo cicho, zanim padło kolejne pytanie z ust rozmówcy. Zatem to jest ten moment, tak? Cóż, albo raz na zawsze wyjaśnimy sobie to, co wisi nad nami od długiego czasu i oboje poczujemy ulgę, albo Fairwyn mnie znienawidzi, a ja będę musiała żyć ze świadomością, że zrobiłam coś, delikatnie ujmując, niedobrego. Odwzajemniłam delikatnie uśmiech. Co może pójść źle…
- Pewnie, że tak...- odrzekłam, wzruszając lekko ramionami - Może nigdy nie byliśmy sobie szczególnie bliscy, ale sam przyznasz, że czasu spędzaliśmy wspólnie bardzo dużo. No, wystarczająco by wychwycić zmianę. W pewnym momencie byłeś już nie tyle skryty, co wycofany. Taki tajemniczy w dziwnie chłodny sposób, jakkolwiek to nie brzmi. Czułam, że coś przed nami ukrywasz. - zawahałam się, by za chwilę dodać:
- Unikałeś mnie.
Przechyliłam nieco głowę, patrząc na niego uważnie. I chociaż narastała we mnie obawa przed tym, co mogłam usłyszeć, nie zamierzałam się wycofać; zaoferował mi w końcu swoją prawdę. A trochę na nią czekałam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Huśtawki na skwerku   

Powrót do góry Go down
 

Huśtawki na skwerku

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
Dolina Godryka
 :: 
Centrum miasteczka
-