Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Restauracja „Złota klatka”

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5347
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2811
http://www.czarodzieje.org/t7093-rasheed-sharker
http://www.czarodzieje.org/t7094-rekinowe-relacje
http://www.czarodzieje.org/t7096-rasheed-sharker
http://www.czarodzieje.org/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Restauracja „Złota klatka”   Pią Cze 17 2016, 02:04


Restauracja „Złota klatka”

To jedyne miejsce w Dolinie Godryka, gdzie sowy są równie ważne jak goście. Otwarte, wyposażone w świeżą wodę i pokarm, klatki wiszą pod sufitem, a każdy gość może do „Złotej klatki” przyjść ze swoim pocztowym posłańcem i razem z nim cieszyć się popołudniem. Restauracja z reguły nie zna chwil, w których byłaby całkiem pusta. Zawsze znajdą się czarodzieje, którzy będą chcieli wypić w niej poranną kawę przy akompaniamencie cichego pohukiwania restauracyjnych podopiecznych lub wieczorem napić się piwa ze znajomymi.



Sok Dyniowy
Woda Goździkowa
Dowolny napój bezalkoholowy z tego spisu
Piwo kremowe
Dowolne mugolskie piwo
Dymiące Piwo Simisona
Grzane wino z korzeniami i koglem−moglem
Ognista Whisky

Dowolne, lokalne danie z tego spisu

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29618
  Liczba postów : 44087
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Restauracja „Złota klatka”   Pon Sie 14 2017, 18:33

To było spokojne popołudnie. Zarówno @Beatrice L. O. O. Dear, jak i @Aaron B. Carver zatrzymali się w restauracji, żeby coś przekąsić albo zamówić zwykłą kawę. Raczej nikt nie spodziewał się, że dość głośna dyskusja pary czarodziejów w kącie pomieszczenia przerodzi się w prawdziwą awanturę. Nim barman zdążył uspokoić towarzystwo, w mig wyjęto różdżki i poleciało parę nieprzyjemnych zaklęć. Kto by pomyślał, że czeka was mała przygoda, która być może będzie początkiem znajomości?

Rzucacie po jednej kostce i sprawdzacie ich wynik!
1-2 - Niestety, jedno z zaklęć rozbiło stolik obok ciebie, a kawałki drewna pomknęły w twoją stronę. Zanim zdołałeś zareagować albo chociaż się zasłonić, drzazgi poraniły twoje dłonie, a jedna wbiła się w ramię boleśnie. Lepiej szybko to opatrzyć!
3-4 - Miałeś teoretycznie szczęście, bo skutków walki na sobie nie poczułeś, ale i tak na wszelki wypadek chciałeś rzucić Protego, ale różdżka strzeliła w ciebie gorącymi iskrami, przez co masz poparzoną rękę i przez następne trzy posty nie możesz używać magii.
5-6 - Parę zaklęć uderzyło w klatki sów, przez co się otworzyły. Zwierzęta są bardzo przerażone i spłoszone nie wiedzą, co robią. Próbując wydostać się z restauracji, podrapały twoją twarz pazurami i uderzyły skrzydłami. Poza tym nic ci nie jest.

Info:
 


Ostatnio zmieniony przez Mistrz Gry dnia Pon Sie 14 2017, 22:04, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1556
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 623
http://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Restauracja „Złota klatka”   Pon Sie 14 2017, 21:16

[Początek, czas rozruszać Beatrice!]

Skończyła. Na dziś wszystko zostało skończone. Mogła zakończyć ten cholerny dzień i wrócić do domu, aby tam w spokoju odpocząć od wszystkiego. Ale, wcale tego nie chciała. Nie miała ochoty na kontakt z rodzicami czy kimkolwiek przebywającym w ich posiadłości. Do Maxa tym bardziej nie zamierzała się udać. W końcu nie mogła mu siedzieć zbyt często na głowie, bo co by on sobie o niej pomyślał? Coraz częściej zastanawiała się nad kupnem własnego mieszkania, czy domu. Jednak środki przez nią do tej pory zgromadzone niespecjalnie na to pozwalały. A szkoda. Samodzielność była tak kusząca, jak nic innego w życiu dziewczyny.
Zapewne dlatego, po zamknięciu sklepu rodziców, Beatrice udała się do pobliskiej restauracji. Nie była przesadnie głodna, ale uważała, że to jeszcze nie jest czas, aby wrócić do domu. Kto by pomyślał, że nadal zostaną jej nawyki z młodości dotyczące późnych godzin powrotnych do domu?
Usiadła wygodnie przy jednym ze stolików, zaplatając nogę na nogę. Zamówiła kawę i czekała na jej dostarczenie. Z torebki, którą miała przy sobie, wyciągnęła książkę, aby zagłbić się w lekturze. Tak naprawdę, w ogóle nie była zainteresowana dalszymi losami przedstawionej w inej historii. Czytanie miało tylko na celu odstraszyć potencjalnie chętne do przysiąścia się osoby.
Zapewne dlatego nie zwróciła większej uwagi na całe zamieszanie, które powstało w restauracji. Podniosła wzrok z nad powieści dopiero w momencie, gdy krzyki nasiliły się do tego stopnia, że zagłuszały cały, ogólnie panujący tutaj rozgardiasz. Spojrzała skonsternowała w kierunku dwojga czarodziejów, by po chwili zobaczyć lecące w różnych kierunkach zaklęcia.
Zaklnęła siarczyście odrzucając na stolik książkę, po czym sięgnęła po swoją różdżkę, aby spróbować się chociażby obronić przed nieporządanym skótkiem całej sytuacji. NIm jednak zdążyła chociażby pomyśleć o jakimś zaklęciu, para się deportowała, a w jej kierunku zaczęło lecieć kilka sów. Zachaczyły o nią pazurami i skrzydłami.
-Szlag by to! - krzyknęła w bliżej nieokreślonym kierunku, gdy już te cholerne sowy oddaliły się od niej. -Accio lusterko - powiedziała, celując różdżką w kierunku swojej torebki. Po chwili przedmiot wyglądował na jej otwartej lewej dłoni.
Gdy zobaczyła swoją twarz, zdenerwowała się nie na żarty.
-Szlag! - krzyknęła ponownie. Jej policzek i czoło krwawiły przez te cholerne ptaki!

http://www.czarodzieje.org/t14747p875-kostki#397528

______________________

Are you afraid of blood?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 51
Skąd : Calgary, Kanada
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 153
  Liczba postów : 119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14524-aaron-b-carver?nid=1#385544
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14525-too-weird-to-live-too-rare-to-die
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14527-poczta-carvera#385563
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14526-aaron-b-carver#385561




Gracz






PisanieTemat: Re: Restauracja „Złota klatka”   Pon Sie 14 2017, 23:52

Aaron z niewiadomych przyczyn pojawił się w Dolinie Godryka. Prawdopodobnie zjawił się tam z powodu zwykłego sentymentu. Kiedyś bywał w tym miejscu całkiem często, a teraz mieszkając w Londynie, znów mógł bez problemu odwiedzić stare kąty. Zahaczył o jedną z restauracji i zamówił to co zwykle w miejscach tego typu – szklankę Ognistej Whisky. Nie było co ukrywać, Carver lubował w tym trunku. Zresztą jedna szklaneczka jeszcze nikomu nie zaszkodziła.
Siedział przy stole i obserwował czarodziejów znajdujących się w pomieszczeniu. Przesunął wzrokiem po czarnowłosej kobiecie, która siedziała w jego pobliżu i wczytywała się w jakąś książkę, jednak jego wzrok spoczął na dwójce czarodziei, którzy wyglądali jakby za chwilę mieli skoczyć sobie do gardeł. Rozmawiali coraz głośniej. Carver już nieraz w swoim życiu widział takie awantury, więc nie przejął się za bardzo. Co on będzie się mieszał? Jeszcze na tym ucierpi. Carver należał do osób o dość egoistycznym usposobieniu, ale nigdy mu to nie przeszkadzało. Nie interesował się życiem innych ludzi, a już na pewno nie obchodziły go ich problemy. Sam miał wiele na głowie. Przyszedł się tylko napić.
Carver szybko dostrzegł, że jedna z awanturujących się postaci wyciąga różdżkę w stronę swojego przeciwnika. Aaron zdrowo pociągnął ze szklanki ciekaw jak rozwiną się te wydarzenia. Trudno się dziwić, że był wściekły kiedy zaklęcia zaczęły latać po lokalu. Jak nie ma się oczu, to nie rzuca się zaklęć. Pojedynek nie polega na ciskaniu urokami na prawo i lewo. Carver wiedział sporo na ten temat, był w końcu świetnym czarodziejem. W dodatku uczył obrony przed czarną magią, więc musiał mieć pojęcie w tej dziedzinie.
Jak jeszcze chwilę temu miał w nosie całe to starcie, tak w tej chwili dotknęło to go osobiście, więc decyzja o nie mieszaniu się odeszła w niepamięć.
Carver miał już w głowie gotowe zaklęcie, lecz jedno z uroków sprawców chaosu trafiło w klatki z sowami. Przeklęte ptaki ruszyły w jego stronę i zadrapały mu policzek. Aaron nie zdążył nawet zareagować. Był wściekły kiedy spostrzegł, że awanturników już nie ma w lokalu. Skubani się deportowali nie odpowiadając za swoje czyny. Była to jedna z niewielu rzeczy, która została w nim zakorzeniona przez ojca tak głęboko, że nie mógł się jej pozbyć. Za swoje czyny się płaci i odpowiada.
Pięćdziesięciolatek rozejrzał się po pomieszczeniu sprawdzając czy nie ma nikogo bardziej poszkodowanego. Zauważył, że czarnowłosa, młoda kobieta całkiem mocno krwawi. Doszedł do wniosku, że sowy dopadły i ją.
- Pozwól, że pomogę. – powiedział kiedy do niej podszedł. – Episkey!
Rzucił krótkie zaklęcie i po ranach na twarzy dziewczyny nie było śladu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1556
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 623
http://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Restauracja „Złota klatka”   Wto Sie 15 2017, 20:24

Ten dzień zdecydowanie był do dupy! To były myśli, jakie pojawiały się w głowie Beatrice. Najpierw w pracy było coś nie tak, a teraz w tym zasranym lokalu. W tym momencie kobieta miała ochotę wyrządzić komuś bardzo dużą krzywdę. I nie bardzo ją obchodziło, kto stanie jej na drodze, gdy będzie miała ochotę kogoś zabić. A nie zapowiadało się na to, aby uczucie to miało ją opuścić w ciągu najbliższego czasu.
Jej dłoń mimochodem zacisnęła się mocniej na różdżce, gdy dokładnie przyjrzała się swojej twarzy. Że też akurat w nią musiały te cholerne sowy uderzyć! Jakoś Beatrice nie zauważyła, aby ktoś inny w okolicy jakoś szczególnie mocno oberwał.
Gdy nieznany jej mężczyzna, podszedł do stolika, przy którym siedziała, przyjrzała mu się dokładnie. Była pewna, że nigdy wcześniej nie miała okazji go spotkać. Kogoś takiego jak on na pewno by zapamiętała. Normalni ludzie nie chodzili ubrani w taki sposób, jak ten jegomość.
Nim zdążyła powiedzieć choćby słowo, poczuła, że krew, która bardzo delikatnie sączyła się z zadrapania, nagle znikneła. Spojrzała znów w lusterko, które nadal trzymała w dłoni, a uśmiech mimowolnie pojawił się na jej twarzy. Sama na pewno nie poradziłaby sobie tak dobrze z tym zaklęciem. Ona zapewne zastosowałaby jeden z ręcznie robionych eliksirów, z równie dobrym skótkiem jak ten mężczyzna zaklęcie. W pewnym stopniu złość, która ją ogarnęła, minęła. Jednak nie zniknęła całkowicie.
-Bardzo Panu dziękuję za pomoc - powiedziała, zupełnie szczerze, patrząc mu prosto w oczy. Podniosła się z wcześniej zajmowanego krzesła i stanęła na przeciw niego. Z wcześniej zajmowanej przez nią pozycji, wydawał się być wyższy, niż w rzeczywistości.
-Czy w ramach podziękowania, mogę postawić Panu coś do picia? - posłała w jego kierunku jeden z tych promiennych uśmiechów, które w jej wykonaniu potrafiły łamać wszelkie lody. Panna Dear, gdy tego chciała, potrafiła być bardzo czarująca i przekonująca.
Nim mężczyzna zdążył cokolwiek odpowiedzieć w związku z jej propozycją, Beatrice odwróciła się delikatnie i skinęła dłonią na kelnera w pobliżu, aby podszedł i przyjął kolejne zamówienie.

______________________

Are you afraid of blood?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 51
Skąd : Calgary, Kanada
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 153
  Liczba postów : 119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14524-aaron-b-carver?nid=1#385544
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14525-too-weird-to-live-too-rare-to-die
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14527-poczta-carvera#385563
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14526-aaron-b-carver#385561




Gracz






PisanieTemat: Re: Restauracja „Złota klatka”   Wto Sie 15 2017, 22:38

Aaron nie zwykł do przysiadania się do innych ludzi. Tym bardziej przysiadania się do dużo młodszych osób, a już na pewno nie do młodych dziewcząt. Spojrzał na kobietę, która zanim zdążył jej odpowiedzieć, przywołała kelnera. Naprawdę nie czuł potrzeby, by to dziewczę mu cokolwiek stawiało, ale skoro mógł na tym zyskać, to niby dlaczego nie? Przecież nie był teraz w szkole, a ona nie należała nawet do jego były studentek, więc zamówił jeszcze jedną szklanką Ognistej i usiadł naprzeciwko.
- Cóż, robię to tylko dlatego, że widzę jak Ci zależy. – odparł po zajęciu miejsca. – To był dla mnie naprawdę drobiazg... Gdzie moje maniery! Nazywam się Aaron Carver.
Carver patrzył na kobietę oczekując na jej odpowiedź. Czułby się lepiej znając godność osoby, która właśnie stawiała mu alkohol. W jednej chwili dotarło do niego, że dziewczyna może jeszcze nie był pełnoletnia, więc przyjrzał jej się uważnie.
- Oczywiście kobiet nie należy pytać o wiek, ale mam nadzieję, że przynajmniej skończyłaś szkołę. – powiedział całkiem poważnym głosem.
Tak naprawdę to go to średnio obchodziło, to ona będzie miała problem, a Aaron umywa ręce. Niestety prawda była taka, że Carver w dużym stopniu był egoistą. To nic osobistego, nawet przyjaciela potrafił poświęcić, jeśli on sam by na tym zyskał. Kiedy kelner przyniósł zamówienie, Aaron uniósł szklankę lekko w górę.
- Dobrze, że nie stało się nic gorszego. – powiedział mężczyzna wspominając sytuację sprzed kilku minut.
Przecież zwykłe episkey mogło nie pomóc przy większych urazach, tak więc była szczęśliwy, że skończyło się zadrapaniami na kilku twarzach.
Co prawda w głębi był wściekły, że awanturnicy się ulotnili. Przyrzekł sobie, że jeśli ich spotka w najbliższym czasie, utnie sobie z nimi krótką pogawędkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1556
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 623
http://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Restauracja „Złota klatka”   Sro Sie 16 2017, 23:54

Nie sądziła, że mężczyzna mimo wszystko przyjmie jej zaproszenie. Przypuszczała, że zrobił to tylko i wyłącznie z grzeczności, nie ze względu na to, że miał faktycznie ochotę, aby siedzieć przy stoliku i gawędzić sobie radośnie z kimś, kto zapewne mógłby być jego córką. Nie mniej, nie zamierzała go wyganiać. A nóż będzie to ktoś, kto w przyszłości się na coś Beatrice przyda? Każda znajomość mogła zostać odpowiednio wykorzystana. Jeśli tylko się tego chciało.
-Och, nie sądzę, aby należało sobie aż tak bardzo schlebiać. - powiedziała, siadając na wcześniej zajmowanym przez siebie miejscu. Cóż, zawsze wolała być szczera niż miła, co nie zawsze popłacało. Ciekawe, jak miało być w tym przypadku.
-Beatrice Dear, miło mi poznać. - odparła i upiła łyk wcześniej zamówionej kawy. Skrzywiła się przy tym nieznacznie. Nienawidziła, gdy kawa była zimna, a ta niestety zdążyła już ostygnąć.
Słysząc jego kolejne słowa, jeden z kącików jej ust uniósł się lekko do góry, przez co na jej twarzy pojawiło się coś na kształt uśmiechu. Oczywiście, że nie należało kobiet pytać o wiek. Nie mniej, wcale się nie dziwiła temu, że to pytanie padło. Nie pierwszy raz uważano ją za znacznie młodszą, niż w rzeczywistości była. Jeśli chociaż częściowo odziedziczyła geny matki, z wiekiem miało być tylko lepiej.
- Jak mniemam, nie chciałbyś być posądzony o rozpijanie nieletnich, prada? W razie gdyby ktoś mnie przyłapał, zawsze bym mogła powiedzieć, że ty namawiałeś mnie do alkoholu, a ja bałam się odmówić. - w tym momencie poszerzyła tylko swój uśmiech. Nie wiedziała, czy go to rozbawi, czy wręcz przeciwnie, zmartwi, ale ją cała sytuacja bawiła. - Spokojnie, trochę czasu minęło od momentu, jak zakończyłam naukę, nic Ci nie grozi pod tym względem.
Na wzmiankę, o wcześniejszej sytuacji, Beatrice zacisnęła dłoń w pięść. Jak widać, nie tylko on marzył o bitce i możwliości odwdzięczenia się tym samym osobom, przez które dziewczyna została poszkodowana. Ona zapewne miał w tym celu swoje powody, ona swoje.
-Zauważyłeś chociaż kim Ci ludzie byli? Bądź jak wyglądali? Nie ukrywam, że znacznie ułatwiłoby to sprawę. - dodała nieco mniej spokojnym niż dotychczas tonem. Szkoda by było zostawić to w takim stanie i "uniewinnić" ludzi, przez których na moment została oszpecona.

______________________

Are you afraid of blood?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 51
Skąd : Calgary, Kanada
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 153
  Liczba postów : 119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14524-aaron-b-carver?nid=1#385544
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14525-too-weird-to-live-too-rare-to-die
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14527-poczta-carvera#385563
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14526-aaron-b-carver#385561




Gracz






PisanieTemat: Re: Restauracja „Złota klatka”   Pon Sie 21 2017, 00:02

Aaron sobie nie schlebiał. On po prostu znał swoja wartość i to, że wiele osób oddałoby wszystko żeby z nim chociażby zamienić słowo. Powiedzmy sobie szczerze, wiedział dużo, bardzo dużo. Cóż, musiał skoro podjął się takiej a nie innej pracy. Jednak nie to było powodem jego hm... pasji.
Dear? No proszę, nie dość, że uczył całkiem spora liczbę dzieciaków pod tym nazwiskiem to jeszcze natknął się na jednego w barze. Nie interesowało go jednak jakie więzy krwi łączą kobietę z jego uczniami. Naprawdę miał to w nosie, ale dość ciekawe, że trafił akurat na nią. Zaczynał podejrzewać, że ta rodzina nie wie co to antykoncepcja. Oczywiście zwinnie ominął jeden, dość istotny szczegół zw swojej historii. Omija go w końcu od lat, więc nie było to dla niego żadnym wyczynem.
- Złotko, to nie ja miałbym problemy, wierz mi. – powiedział i pociągnął kolejny łyk ze szklanki.
Powiedzmy sobie, że jego słowo, a jakieś młodej dziewczyny? Nie było nawet co nad tym za długo myśleć. Aaron znał trochę osób tu i tam.
- Cóż, nie sądziłem, że budzę aż taki postrach. – odparł z typowym dla siebie, luxnym uśmiechem. – Będzie ci przeszkadzało jak zapalę?
Zapytał rzecz jasna tylko z grzeczności, bo i tak już wyciągał Lordki i odpalił papierosa jednym machnięciem różdżki. Zaciągnął się i słuchał co mówiła. Nie pamiętał jej z Hogwartu. Ale prawdopodobnie, po prostu nie trafiła na lekcje z nim. Albo i skończyła szkołę zanim on tam dotarł. Nie wszyscy w końcu wybierali się na studia.
- Owszem. Była to dwójka idiotów, która myślała, że zna się na magii.
Carvera można by nazwać fanatykiem jeśli chodzi o zaklęcia. Szczególnie jeśli mowa o tych defensywnych. Widząc jak tamci czarodzieje wymachiwali bezmyślnie różdżkami poczuł jak ogarnia go złość. Tamci ludzie nie zasługiwali na miano „czarodziei”.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1556
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 623
http://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Restauracja „Złota klatka”   Wto Sie 22 2017, 08:46

Na Beatrice nigdy nie robiły wrażenia osoby pokroju Aarona. W końcu na co dzień miała styczność z tego typu ludźmi. Jej matka, ojciec, jeden z jej braci, mieli się za o wiele lepszych niż w rzeczywistości byli. Ona takie zachowanie po prostu nazywała przerostem formy nad treścią i chyba nic nie było w stanie zmienić jej opinii w tej sprawie.
Wiedziała, że wiele osób o tym samym nazwisku co jej chodzi po tym świecie. Ba! Po tym kraju! Jakoś tak dziwnie wyszło, że jej rodzina była bardzo liczną rodziną. Czasem wynikały z tego tytułu dziwne sytuacje.
Jego kolejnych słów w ogóle nie skomentowała. Cóż, może i on miał jakieś zaplecze ludzi, którzy byliby w stanie w odpowiedniej sytuacji mu odpowiednio pomóc, ale nie tylko ona takie osoby w swoim otoczeniu posiadał. Coś na kształt uśmiechu pojawiło się w tej sytuacji na jej ustach. Każdy, kto by ją choć trochę znał, wiedziałby, że nie jest on objawem szczególnie miłych zamiarów Beatrice.
-No cóż, na najmilszego to ty nie wyglądasz - odpowiedziała, z typową dla siebie, rozbrajającą wręcz szczerością. Mógł się za to obrazić, a ona zapewne miałaby to głęboko w dupie. W końcu nie byłby pierwszym.
-Możesz mnie poczęstować? - zapytała, również tylko dla grzeczności. Nim zdążył schować papierosy, sięgnęła do jego dłoni i wzięła od niego paczkę. Następnie wyjęła jednego z pośród kilku sztuk, a resztę zamknęła w opakowaniu i przesunęła po stole w kierunku właściciela. Uśmiechnęła się przy tym uroczo, jakby w ramach rekompensaty jej brzydkiego zachowania.
Różdżką odpaliła papierosa i zaciągnęła się mocno. Oh, jak dobrze było znów poczuć ten dym rozpierający jej płuca! W końcu ostatni raz paliła jeszcze za czasów hogwartu. Uśmiechnęła się i przymknęła lekko oczy przy tej czynności.
- Jak na moje oko, inteligencją również nie grzeszyli - ot, stwierdzenie faktu

______________________

Are you afraid of blood?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 51
Skąd : Calgary, Kanada
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 153
  Liczba postów : 119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14524-aaron-b-carver?nid=1#385544
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14525-too-weird-to-live-too-rare-to-die
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14527-poczta-carvera#385563
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14526-aaron-b-carver#385561




Gracz






PisanieTemat: Re: Restauracja „Złota klatka”   Sro Sie 30 2017, 20:31

To nie było tak, że Aaron miał się za lepszych od innych. On po prostu uważał, że jego wiedza przeważa wszystkiemu, zresztą powiedzmy sobie szczerze – najzupełniej normalny nie był. Niegdyś stracił wszystko i mimo, że nie gdy nie przywiązywał wagi do swojego stanu materialnego to wydarzenia z przeszłości się na nim odbiły. Stał się egoistycznym mężczyzną, który widzi swój czubek nosa i trochę wokół niego. Widział tych młodych idiotów, którzy machali różdżkami na jego lekcjach jakby chcieli wybić sobie oczy. Aaron traktował magię i przede wszystkim swój przedmiot niemal z czcią co odbijało się w jego życiu codziennym. Dlatego myśląc o tej dwójce, która chciała się pobawić w czarodziejów aż go krew zalewała. Nie potrafił pojąć jak można być tak niespełna rozumu.
Uniósł wzrok znad szklanki kiedy usłyszał komentarz o swoim wyglądzie. Sam nic do niego nigdy nie miał, ale domyślał się, że skóra wysuszona wiatrem, pierścienie i liczne tatuaże niekoniecznie przyciągały, szczególnie tak młode dziewczęta. Carver dopił swój trunek uważnie patrząc na dziewczynę.
- Za to ty wyglądasz jakbyś zawsze dostawała czego chcesz. – to było zwyczajne stwierdzenie faktu.
Nie chodziło o żadne złośliwości czy tym podobne. Po prostu mężczyzna odparł na komentarz i zajął się dopalaniem swojego papierosa. Nie miał nic przeciwko temu, że Dearówna wzięła mu jednego papierosa. Mogła wziąć więcej, przecież nie gryzą. Aaron przypomniał sobie młode lata, kiedy w jego organizmie krążyły różne używki, nie tylko tytoń. Ah, kiedyś zupełnie inaczej podchodziło się do tego typu rzeczy. Teraz miał wrażenie, że dzieci są traktowane jakby były z porcelany.
No proszę, w tym jednym się zgadzali w stu procentach. Osoby, które zaprowadziły chaos w pomieszczeniu byli po prostu ułomni.
- Nie wszyscy mogą się szczycić własnym rozumem. – odparł i się lekko uśmiechnął, gasząc przy tym wypalonego papierosa.


Przepraszam, że dopiero teraz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1556
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 623
http://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Restauracja „Złota klatka”   Nie Wrz 03 2017, 16:13

Delikatny usmiech rozświetlił jej twarz, która na codzień była go pozbawiona. W końcu, to nie Beatrice była ta osoba, w rodzinie, która wszystkich obdarowywała szczęściem. Taka była Viv i to ona zawsze była uśmiechnięta, szczęśliwa i pełna radości życiowej. Beatrice była raczej uważana za sukę i za tą, która cholernie twardo stąpała po ziemi. Znała swoją wartość, doskonale wiedziała na co ją stać i czego od niej wymagano. Jeśli miała ochotę na to, aby te wymagnia spełnić, robiła to, ale nigdy nie próbowała uszczęśliwać kogoś na siłę, gdy jej samej coś zupełnie nie odpowiadało.
Jego uwaga dotycząca wyglądu Beatrice, rozbawiła dziewczynę. Wielokrotnie już to słyszała, że wygląda na taką, której nigdy się nie odmawia. Prawda była natomiast taka, że ona po prostu umiała sprawić, że ktoś nie mógł jej odmówić. Czy to szantażem, czy urokiem osobistym, to nie miało dla niej większego znaczenia. Ważne było, aby osiągnąć zamierzony cel. Cóż... To akurat było chyba u nich rodzinne, gdyby się tak nad tym dłużej zastanowić.
- Nie wiem czemu, ale po prostu ludzie mi nie odmawiają. Niektórzy próbują tłumaczyć to moim pochodzeniem, inni tym, że srach mi odmówić. Może w każdym z tych stwierdzeń jest chociaż część prawdy - powiedziała, przyglądając mu się uważnie. Chciała widzieć każdą reakcję, jaką jej słowa mogły na nim wywołać. Uwielbiała w ten sposób obserwować ludzi i ich zachowania. Było to dla niej bardzo ciekawym zajęciem, które często pochłaniało ją bez reszty.
Zaciągnęła się ponownie, po czym strzepnęła nadmiar popiołu do popielniczki, która stała na stole. Dopiero wtedy wypuściła dym z płuc.
- Skoro już rozmawiamy, może zechcesz powiedzieć coś więcej o sobie? - nie sądziła, że miałaby uzyskać odpowiedź na zadane pytanie, ale przynajmniej nie zamierzała żałować, że go nie zadała. Nie ma co ukrywać, Aaron był intrygującą postacią, taką, której nie spotyka się na co dzień. Beatrice była ciekawa, czym mężczyzna mógł się zajmować.

______________________

Are you afraid of blood?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 51
Skąd : Calgary, Kanada
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 153
  Liczba postów : 119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14524-aaron-b-carver?nid=1#385544
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14525-too-weird-to-live-too-rare-to-die
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14527-poczta-carvera#385563
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14526-aaron-b-carver#385561




Gracz






PisanieTemat: Re: Restauracja „Złota klatka”   Pon Wrz 11 2017, 10:19

Aaron obserwował młodą dziewczynę. Spotkał już wiele takich kobiet w życiu. Takich, które myślą, że mogą wszystko, a kiedy coś idzie nie po ich myśli wpadają w szał. Carver nie oceniał, dopiero co ją poznał, właściwie nawet nie tyle co poznał, tylko spotkał.
- Oh... W takim razie nie odmówię ci kolejnej szklanki. – powiedział z lekkim uśmiechem.
Aaron był specyficznym człowiekiem, trzeba było to przyjąć. Nie przepadał za osobami, które sądziły, że mogą wszystko, a sam był po prostu egoistą. Patrzył na nią i nie zamierzał odwrócić wzroku. Był ciekawy, co dziewczyna teraz zrobi. Ucieknie czy podejmie dalszą rozmowę? Tak naprawdę nie zależało mu na kolejnej szklance trunku. Nie odmówi, nawet nie będzie pijany, ani trochę pod wpływem, w swoim życiu za dużo wypił.
Dziewczyna stąpała po cienkim lodzie. Aaron nie opowiadał o sobie, ani o swoim zyciu. Po prostu tego nie robił i nie lubił takich pytań. Rzucił jej jedno chłodne spojrzenie i wyciągnął kolejnego papierosa.
- Trochę zuchwałe pytanie, panno Dear. – powiedział beznamiętnym tonem i podniósł na nią wzrok. – Na pewno nie chciałabyś mieć we mnie wroga.
Uśmiechnął się do niej lekko. Bądź co bądź zdawał sobie sprawę z tego, że może intrygować, ale nie zamierzał odpowiadać na jej pytanie. Cenił sobie prywatność.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1556
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 623
http://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Restauracja „Złota klatka”   Pon Wrz 11 2017, 15:01

Ona rzadko kiedy popadała w szał. Była osobą, która na ogół zachowywała spokój i opanowanie. W bardzo niewielu sytuacjach zdarzyło się, aby zatraciła swoje opanowanie. Wiele lat poświęconych na naukę kontrolowania sowich emocji wcale nie poszło na marne. W końcu dla niej, jako metamorfomaga, kontrola samej siebie była czymś niesłychanie ważnym. Bo przecież nie mogła sobie pozwolić na to, aby nagle jej włosy, nos czy inna, jakakolwiek część ciała zmieniła się w diametralny sposób. Mogło to mieć złe skutki, które narodziłyby niepotrzebne pytania, czy domysły. Dziewczynie zdecydowanie wystarczał fakt, że przez kilka lat w hogwarcie jej zachowanie rodziło plotki.
Uśmiechnęła się tylko nieznacznie na jego słowa i delikatnie skinęła na kelnera, który kręcił się w pobliżu.
-W takim razie nie pozwolę Ci pić w samotności. - powiedziała, również zamawiając ogniską whiskey. Co prawda, na ogół gustowała w winie i to nie w jakiś ogromnych ilościach, ale czasem lubiła napić się czegoś mocniejszego. A uważała, że dzisiejsze spotkanie jest na tyle wyjątkowe, że taki właśnie trunek był do niego idealny.
Słysząc jego kolejne słowa, uśmiechnęła się i przewróciła oczami. Potem zaciągnęła się ponownie i dopiero, gdy zdecydowała się na wypuszczenie dymu z płuc, odpowiedziała.
- Może i masz rację, ale nie uważasz, że to właśnie przez zadawanie pytań i obserwację najprościej kogoś poznać i wysunąć jakieś wnioski na jego temat? - Jak na dziewczynę z dobrego domu przystało, Beatrice doskonale wiedziała, jakie pytania można zadać w jakiej sytuacji, a jakich należało unikać. Odpowiedzi na nie, a czasem nawet ich brak, potrafiły rozwiać wiele wątpliwości i wyjaśnić bardzo dużo rzeczy. -Z całą pewnością nie chciałabym mieć w Tobie wroga. Tylko osoby bardzo inteligentne, bądź bardzo głupie, w tak zawzięty sposób chronią swoją prywatność, jak ty. A jestem przekonana, że Ciebie należy zaliczać do pierwszej grupy ludzi. - również się uśmiechnęła, po czym zaciągnęła się ostatni raz resztką papierosa.
Nie wiedziała, czy Aaron zdawał sobie sprawę z faktu, jak wiele mogą przekazać człowiekowi niewypowiedziane słowa, czy też jego czyny. I jedno i drugie miało ogromne znaczenie w przekazie werbalnym, a Beatrice z biegiem lat nauczyła się bardzo dobrze odczytywać pewne zachowania. Cóż, zapowiadał się bardzo ciekawy wieczór.

______________________

Are you afraid of blood?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 51
Skąd : Calgary, Kanada
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 153
  Liczba postów : 119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14524-aaron-b-carver?nid=1#385544
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14525-too-weird-to-live-too-rare-to-die
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14527-poczta-carvera#385563
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14526-aaron-b-carver#385561




Gracz






PisanieTemat: Re: Restauracja „Złota klatka”   Sob Wrz 16 2017, 16:03

Nie można powiedzieć, że Aaron nie spodziewał się takiego obrotu spraw. Nie sądził, że dziewczyna zaraz to ucieknie z krzykiem czy chociażby się zestresuje. Powiedzmy sobie szczerze już trochę lat przeżył i spotkał wiele ciekawych osobistości. Sprawiło to, że miał doświadczenie w obyciu z ludźmi i już się na nich poznał. Owszem, był egoistą w dużej mierze, ale cenił sobie dobre poznanie każdego z kim miał styczność.
Dziewczyna, którą spotkał przypadkiem go intrygowała. Była dość niekonwencjonalną osobą, a to sprawiało, że w ogóle z nią rozmawiał. Gdyby uznał, że nie ma co strzępić sobie języka, po prostu by poszedł. Nawet i bez słowa, jakie to miało znaczenie?
Odpalił Lordka bacznie się jej przyglądając.
- Cóż, podstawowa prawda o ludziach jest taka, że wszyscy kłamią, jedyna zmienna to to w jakiej sprawie. – odparł powoli, ani na chwilę nie spuszczając z niej wzroku.
Aaron po prostu nie lubił kiedy ktoś go pytał o przeszłość. Miał w swoim życiu kilka epizodów, które może i były cholernie ciekawe, ale raczej nikt nie powinien o nich wiedzieć. Nie chodziło o to, że nie lubił wracać myślami do dawnych dni, ale zwyczajnie nie widział potrzeby opowiadania o tym innym, a w szczególności dziewczynie, która na jego oko miała zaledwie kilkanaście lat.
Nie do końca go obchodziło co Beatrice sobie o nim pomyśli. Ogólnie nie obchodziło go co inni myślą, a szczególnie taka młoda dziewczyna. Uważał jednak, że ta rozmowa staje się coraz bardziej interesująca, więc rzecz jasna nie zamierzał się wycofać. Carver nie odwrócił wzroku ani na sekundę, doskonale wiedząc, że tak właśnie zachowaliby się ludzie, którzy mają wiele do ukrycia. Owszem, on takie rzeczy miał, ale nie musiał tego pokazywać. Mowa ciała była niezwykle ważna w rozmowie, szczególnie kiedy rozmówca był taki hm... odważny jak Beatrice.
- Istnieje bardzo cienka granica między ciekawością, a wścibstwem. Uważaj, panno Dear, by jej nie przekroczyć. Ludzie mówią nam, kim są, ale my to ignorujemy, bo chcemy, by byli, kim chcemy, żeby byli. – odparł zupełnie neutralnym tonem, który na nic nie wskazywał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1556
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 623
http://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Restauracja „Złota klatka”   Wto Paź 03 2017, 20:24

Nie sposób było sie nie zgodzić z jego słowami. Ludzie kłamali. Okropnie i na potęgę. Od błacych spraw zaczynając, po tych najbardziej znaczących kończąc. Po prostu tak było i nie istniała możliwość aby to zmienić. Dzięki kłamstwu, ludzie potrafili zatuszować coś niewygodnego, bądź bardzo ciężkiego. Kłamstwo potrafiło być piękne i w każdym stopniu dopracowane, a i takie, że po zadaniu jednego pytania sypało się jak domek z kart. Nie mniej, niejednokrtonie problemem było, aby umieć rozróżnić kłamstwo od prawdy. Po tak delikatnych i indywidualnych rzeczach jak ruch, akcentowanie poszczególnych wyrazów.
Prawda była taka, że ten aspekt życia ludzkiego od niepamiętnych czasów fascynował Beatrice. Od dawien dawna uwielbiała obserwować ludzi, ich zachowanie, rozumieć sens ich słów, aby w najmniej oczekiwanym przez nich momencie przyłapać na kłamstwie. Aby w stosownym momencie umieć dowiedzieć się o nich wszystkiego, nawet jeśli oni sami o sobie niektórych rzeczy nie wiedzieli, bo za pomocą kłamstwa właśnie wypierali je ze swojej podświadomości. Ubóstwiała wręcz, gdy zaczynali wić się jak piskoże w momencie, gdy bez najmniejszego skrępowania zgadywała wszystkie ich karty i wygrywała całą grę w kotka i myszkę. A niejednokrotnie się to w jej życiu zdarzało.
-Oczywiście, że kłamią! I to od zarania dziejów! Sens w tym, aby umieć rozróżnić kłamstwo doskonałe od mówienia prawdy. A najlepiej wtedy, gdy ktoś nic nie mówi. Nie ma zabawy, gdy zna się wszystkie elementy układanki. - wiedziała, że słowa, które właśnie wypowiedziała, mogły nie być zrozumiałe. Często tak miała, że gdy jakiś temat zaczynał ją fascynować, zaczynała operować skrótami myślowymi, które niekiedy mogły być ciężkie do zrozumienia przez innych.
Zaśmiała się słysząc kolejne jego słowa. To było nader oczywiste, że ktoś jego pokroju musiał powiedzieć coś podobnego. Aaron przestawał ją intrygować tak, jak przy samym początku ich spotkania. Czuła, że mógłby postarać się na więcej, a tymczasem ona miała już jasno przedstawiony jego obraz.
-Nie przeczę. Sama niejednokrotnie przekraczam ją jednym palcem u nogi. - jednym haustem wypiła drinka, który został im dostarczony przez kelnera. - Złe wyobrażenie jest zgubne i nie ma co temu przeczyć. Najważniejsze to umieć słuchać tych najbardziej skrytych i niewypowiedzianych słów. Wtedy można poznać prawdę o człowieku. - to powiedziawszy wstała ze swojego miejscu i zaczęła szukać pieniędzy w torebce. Gdy je odnalazła, położyła przybliżoną kwotę na stoliku. -Było mi bardzo miło poznać, niestety obowiązki wzywają. Nie mniej, miłego wieczoru życzę. - gdy to powiedziała, uśmiechnęła się jeszcze szeroko w kierunku mężczyzny, po czym ruszyła do wyjścia.

/Zt.
Wybacz, że dopiero teraz odpis, ale miałam trochę na głowie

______________________

Are you afraid of blood?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Limerick, obecnie Londyn.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 166
  Liczba postów : 1394
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6204-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6230-krewni-znajomi-i-wrogowie-ambroge-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6383-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7523-a-friday




Gracz






PisanieTemat: Re: Restauracja „Złota klatka”   Sro Gru 27 2017, 18:25

A zatem “randka”.
Dobra, wiadomo było, że z randką to spotkanie nie miało zbyt wiele wspólnego, a przynajmniej zdaniem Ambrożego. Jak się na to wszystko zapatrywała Lacey? Cóż, to jest dobre pytanie i dobry punkt jakiś quasi badań naukowych, którymi między innymi chciał się zająć dzisiejszego wieczoru. Smutno trochę, że czas był tak bardzo mocno ograniczony, bo przecież ta cała godzina policyjna i tak dalej. Cóż, najwyżej przekima ją gdzieś u znajomych w Dolinie, a sam wróci do siebie do Londynu. Jakoś ta cała magomilicja nie była mu zbyt straszna, Lacey pewnie też nie, ale siłą rzeczy, to ona była młodsza. No i nie chciał aby miała jakiekolwiek nieprzyjemności prawne z tytułu spotkania z Fridayem. Zwłaszcza, że do niczego złego - jak prochy, czy alkohol - namawiać jej nie miał zamiaru. Taki był wspaniały! A jaki dobry i odpowiedzialny! No dobra, nie był i chyba każdy, kto znał go choć odrobinę miał tego świadomość.
No, ale nie o tym dziś, nie o tym teraz, bo jego myśli zaprzątały nieco inne sprawy. W zasadzie jedna sprawa - Lacey. Kiedy ostatni raz się widzieli? Dobre pytanie, trudno było mu to ulokować jakoś w czasie, ale chyba jeszcze po wakacjach, przed jego wyjazdem z matką. Tak mu się zdawało, nie był do końca pewien. Jak dobrze, że postanowił przystopować delikatnie z alkoholem i używkami, jak dobrze. No, ale co u Lacey? Jak teraz wygląda? Ile tatuaży jej przybyło? Czy zmieniła się jakoś poza tym? Jak się czuje, i tak dalej i tak dalej.
- Kurwa.
Powiedział tylko pod nosem, uśmiechając się blado. Chyba naprawdę za nią tęsknił. Nic nowego z drugiej strony, tęsknił za wieloma osobami. Dawno nie widział Carmy, Cuksa, Morty, Iko, Caspera… Ech, zaniedbał tych wszystkich swoich bliskich, a teraz tak to się dzieje. No nic, na nostalgiczne reminiscencje oraz wyrzuty sumienia przyjdzie jeszcze czas. Tymczasem czekał na pojawienie się swojej “randki”. Jak tak o tym myślał dłużej, to chyba jednak była randka. W końcu zaprosił ją na kolację, potem jakieś inne atrakcje. To scenariusz randki, prawda? Miał takie wrażenie, być może błędne. Ej stęsknił się za nią. Może jeszcze zapali(?). Tak, to dobry pomysł, papieros to zawsze był najlepszy pomysł, a nawet jeśli nie, to przynajmniej dobry. Zawsze.
- Dzień dobry!
Rzucił z szerokim uśmiechem, widząc nadciągającą w jego stronę Ślizgonkę. Oczywiście ruszył jej na powitanie, a chwilę później trzymał mocno w objęciach kilkanaście centymetrów nad ziemią, całując czule w czoło na powitanie. To właśnie lubił w Lacey. Jej wzrost. Najwyższy nie był nigdy, ale przy niej mógł się poczuć jak taki olbrzym, albo przynajmniej pół olbrzym.
- Dobrze Cię widzieć! A jak pięknie wyglądasz! No, ale poplotkujemy za chwilę, a póki co chodźmy, stolik czeka. Pozwoli Pani?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 18
Skąd : Paryż, Francja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 26
  Liczba postów : 28
http://www.czarodzieje.org/t15532-lacey-e-w-dawn
http://www.czarodzieje.org/t15567-let-s-have-some-fun#418738
http://www.czarodzieje.org/t15568-send-nudes#418746
http://www.czarodzieje.org/t15533-lacey-e-w-dawn#416993




Gracz






PisanieTemat: Re: Restauracja „Złota klatka”   Sro Gru 27 2017, 20:48

No więc "randka".
Lacey w życiu nie pomyślałaby, że dostanie list z treścią jasno sugerującą randkę... i to jeszcze od Piątka. Znaczy, nie żeby coś - oboje byli bardzo blisko ze sobą, kiedyś spędzali ze sobą mnóstwo czasu i tak dalej jednak w pewnym momencie rzeczywiście ta cała zażyłość gdzieś... sobie puffnęła. Oboje jakoś zajęli się swoim życiem. On wyjechał, ona została żyjąc sobie tak jak zawsze. Swoją drogą ten ograniczony czas wcale nie był żadną przeszkodą, zawsze mogła sobie jakiś hotel ogarnąć i wrócić z rańca, bo problemy były jej drugim imieniem. Teoretycznie, rzecz jasna. Dla Dawn zasady były czymś zbędnym, czymś co można łamać z późniejszym konsekwencjami - jeśli zostanie się złapanym. Właśnie! Kto w ogóle powiedział, że Laczek zostanie złapany na gorącym uczynku?
W jej główce nie pojawiały się myśli, które mogłyby ją odciągnąć od tej randki. W wielkim skupieniu się przygotowywała do wyjścia, mimo że czuła się z mężczyzną całkowicie swobodnie to i tak chciała być śliczna. To dziwne? Nie powinna do tego podchodzić w ten sposób? Jak ona podchodziła do tej całej sytuacji? Patrząc po niej - po osobie która jako tako nie przejmuje się zdaniem innych i która nagle chce być piękną dla faceta... Cóż, chyba podchodziła do tego całkiem poważnie?
Ostatnie spojrzenie w lustrzane odbicie. Byle nie przesadzić, to było najważniejsze, przecież mężczyzna może mieć do tego całkiem inne podejście niż ona i zrobi z siebie idiotkę. Lepiej dmuchać na zimne, chociaż trochę upokorzenia nikomu nigdy nie zaszkodziło - tylko duma trochę podupadła, ot co. Założyła swoją ukochaną, przydługawą kurtkę z super mięciusim i puchatym kapturem i w ciszy ruszyła na umówione miejsce.
Widząc mężczyznę czekającego tak jak zapowiedział w umówionym miejscu to przystanęła na chwilę by go poobserwować. Zaciekawiona, poddenerwowana trochę sytuacją. Podobne odczucia tak na co dzień były jej obce tylko jakoś teraz... czuła się zupełnie inaczej niż na każdym spotkaniu w jakim wcześniej uczestniczyli. Westchnęła głęboko i wygładziła łapkami sukienkę. Powoli do niego podeszła i od razu przywitała go szerokim, typowym dla niej uśmiechem.
- Cześć, trochę minęło, nie?
Spytała, zamykając go w szczelnym uścisku i wtuliła twarz w jego szyję kiedy tak ciepło ją przywitał! Tak, dla niektórych jej wzrost był wręcz przecudownym plusem, bo każdy facet był od niej wyższy. A to, że dodawała sobie czasem te pare centymetrów obcasami to inna sprawa.
- Dziękuję, Ty też wyglądasz bardzo dobrze. Jasne, prowadź, musimy nadrobić ten czas kiedy się nie widzieliśmy.
Czy się zmieniła? No, może trochę wypiękniała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Limerick, obecnie Londyn.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 166
  Liczba postów : 1394
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6204-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6230-krewni-znajomi-i-wrogowie-ambroge-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6383-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7523-a-friday




Gracz






PisanieTemat: Re: Restauracja „Złota klatka”   Czw Gru 28 2017, 21:13

Nadrobić ten czas, a to w ogóle jest możliwe? Byłoby bardzo przyjemnie, gdyby im się udało, bo póki co doświadczenia Fridaya z powrotów po różnych wyjazdach/ucieczkach/absencjach wskazywały na to, że tego czasu nie da się nadrobić. Został stracony i próżno było go szukać, nie przynosiło to nigdy nic dobrego. Za to powszechnie przyjętą strategią w przypadku jego i jego bliskich był pewien palimpsest. Nadpisywanie rzeczywistości, przekraczanie jakichkolwiek granic dobrego smaku w spędzaniu razem czasu. Zazwyczaj sprowadzało się to do zamieszkania na bliżej nieokreślony okres czasu - jakiś miesiąc - razem, wspólnych posiłków, herbat, spacerów, kaw, alkoholu, papierosów, nierzadko nocy. A potem nagle.. no właśnie, wszystko jakoś tak puffało, nie wiedzieć dlaczego, jednak żadna ze stron nie była z tego powodu jakoś zwyczajnie smutna, albo zła. Czy z Lacey mogłoby być podobne? Raczej nie widział na to szans, jednak z pewnością nie miałby nic złego w tej sprawie. Może nawet zabrałby ją ze sobą? To głupie, ale czasem zastanawiał się, na ile Lacey wzbogaciłaby to swoje dzieło sztuki na ciele, gdyby wyjechała z nim, spędziła nieco więcej czasu w różnych częściach świata, poznała jego mniej lub bardziej dziwnych znajomych, pochodzących właśnie z tych różnych części świata.
No tak, nie można powiedzieć, że mu jej nie brakowało. Oczywiście, że brakowało. Zresztą nie tylko jej. Takich osób była cała masa i w sumie szkoda, że nigdy nie udało się Ambrożemu zebrać wszystkich swoich przyjaciół i bliskich w jednym miejscu, aby się zapoznali i spędzili razem czas. To chyba było niemożliwe, głównie z tego powodu, że jego środowisko było nie tylko bardzo bardzo porozrzucane po świecie, ale nie obejmowało wyłącznie ludzi o magicznych zdolnościach…
Tymczasem byli już w środku. Nie dało się chyba opisać spojrzenia Piątka, kiedy zobaczył Lacey w sukience. Już zapomniał, jaka była ładna. Aż go ukłuło, że był te kilka lat starszy, a dodatkowo niedługo będzie jej nauczycielem. Czemu nigdy wcześniej nie wykonał żadnego ruchu? No tak, byłby zapomniał, miała odpowiednio piętnaście, czternaście… lat. Dziwnie by wyglądał nie tyleż w oczach społeczeństwa, co swoich własnych. Tymczasem. No, wydoroślała. Spuścić ją z oczu na kilka miesięcy i tak to właśnie wyglądało. Niedługo potem zasiedli przy stoliku, takim fajnym, na uboczu - w końcu randka, co nie!? - i oczekiwali na wino, które niedługo miało zostać podane.
- Zatem Lacey. Opowiedz mi, co u Ciebie? Tęskniłaś za mną choć trochę? Jak żyłaś przez ten czas? Jak nauka? Zdrowie, życie? Masz tam teraz kogoś, czy nadal tylko Cię adorują, albo zbyt obawiają adorować?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 18
Skąd : Paryż, Francja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 26
  Liczba postów : 28
http://www.czarodzieje.org/t15532-lacey-e-w-dawn
http://www.czarodzieje.org/t15567-let-s-have-some-fun#418738
http://www.czarodzieje.org/t15568-send-nudes#418746
http://www.czarodzieje.org/t15533-lacey-e-w-dawn#416993




Gracz






PisanieTemat: Re: Restauracja „Złota klatka”   Czw Gru 28 2017, 22:54

W sumie to prawda, że stracony czas nie może zostać od tak nadrobiony. Znika gdzieś we wszechświecie - całkowicie zmarnowany. Kiedy w rzeczywistości może być dobrze użyty do ratowania świata czy czegoś innego bardziej produktywnego, ha! Nie oszukujmy się, w taki dobry sposób Dawn nie potraktuje czasu wolnego, już bardziej dla tej dziewczyny prawdopodobnym jest zwykły... melanż ze znajomymi. Nie mniej jednak, spędzenie bardzo miłego wieczoru z mężczyzną którego prawdę mówiąc kiedyś się mocno crushowało - brzmi bardzo obiecująco, ot co! Każdy gówniak w późniejszym czasie dojrzewa i tak też się stało z Laczkiem. Bardzo się zmieniła, spoważniała, na pewno nie poddaje się tak swoim uczuciom. Trzyma lekki dystans, jednak nie tak wielki. Bo gdyby całkowicie postawiła wokół siebie mur - zostałaby jakimś aspołecznym człowiekiem co zupełnie do niej nie pasuje, ok?
Każdy tęskni za kimś. Czy to bardzo bliska znajomość: ukochana czy może zwykły przyjaciel. Nawet Lacey ma parę takich osób do którego grona zaliczał się też Piątek. Powyjeżdżali, poumierali, odeszli. No od tak, no, po prostu naturalny stan rzeczy czy coś.
No tak, Ambroge pamiętał Ślizgonkę zupełnie inaczej. Jako takiego zwykłego bajtla, z którym jednak relacja bardziej zawiła niż zwykłe koleżeństwo szczególnie realna nie była. Zresztą nie tyle co realna, jak po prostu... nie na miejscu. Ich różnica wieku na tamtą chwilę nie pozwalała na nic. Kompletnie. Teraz? Teraz oboje poszli na randkę!
Ślizgonka pozwoliła się poprowadzić do stolika, który im Piątek ogarnął. Kurtkę wcześniej zawiesiła na wieszaczku stojącym zaraz obok, usiadła znów wygładzając sukienkę i wlepiła spojrzenie w twarz towarzysza ze swoim lisim uśmiechem. Gdy się odezwał to się wyprostowała, odgarniając włosy i zaciągnęła rękawy na dłonie.
- No cóż, u mnie jest po staremu. Żyję z imprez, walczę z ojcem jak to zawsze. Owszem, tęskniłam. Gdzie się podziewałeś znikając tak kompletnie bez słowa pożegnania? Jak widzisz, jestem cała i zdrowa, może nawet psychicznie lepiej niż wcześniej, ot co. Jeśli jednak chodzi o partnera to nie zakręcił się wokół mnie nikt z kim chciałabym przynajmniej przez jakiś czas żyć. A co u Ciebie? Gdzie się podziewałeś, jak żyłeś? Też... znalazłeś sobie kogoś?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Restauracja „Złota klatka”   

Powrót do góry Go down
 

Restauracja „Złota klatka”

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Restauracja i Jadalnia Hotelowa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
Dolina Godryka
 :: 
Centrum miasteczka
-