Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Podmokłe tereny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Skąd : Rosja, Syberia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 2703
  Liczba postów : 1930
http://www.czarodzieje.org/t8036-zilya-nikolaevna-fyodorova
http://www.czarodzieje.org/t8073-syberyjska-dzikuska#225025
http://www.czarodzieje.org/t8071-syberyjska-sowka#225017
http://www.czarodzieje.org/t8067-zilya-fyodorova




Administrator






PisanieTemat: Podmokłe tereny   Sro Cze 15 2016, 11:37

First topic message reminder :


   Podmokłe tereny
   
   
Ze względu na bliskość Amazonki, która zależnie od opadów, poszerza swe koryto, tereny te są nieustannie nie tylko pełne mniejszych źródeł, ale bogate w niezliczone bagna. Strumienie tworzą ścisłą sieć, podłączoną do wielkiej rzeki Ameryki południowej. Rdzenni mieszkańcy, doskonale znający te tereny często poruszają się tu za sprawą łodzi. Dla turystów teren ten jest nie tylko niebezpieczny ze względu na plątaninę wód i drzew, ale i przez na naprawdę głębokie bagna.    
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Wiek : 28
Skąd : Brighton, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 674
Dodatkowo : animag (nietoperz)
  Liczba postów : 395
http://www.czarodzieje.org/t13244-liam-simon-dear#353836
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13246-liam-s-dear
http://www.czarodzieje.org/t13247-poczta-liama#353858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13248-liam-s-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Podmokłe tereny   Czw Sie 25 2016, 15:36

Czyli jednak jego zmagania z utrzymaniem rany nad błotem się opłaciły. Taka niby drobna pochwała z ust Electry była jak ogromny medal, było więc się czym cieszyć. Mężczyzna spokojnie obserwował poczynania uzdrowicielki, zadowolony że zajmuje się nim profesjonalistka. Była skupiona i mimo, że sobie żartowała, to Liam postanowił zaczekać z docinkami, aż będzie gotowe. Przygryzł nieco mocniej dolną wargę, gdy ostrzegła go o szczypaniu, ale w gruncie rzeczy nie będzie tak źle.
- Wcale nie muszę się wysilać, żeby zdobyć twoją uwagę, O'Keeffe. - wyrzucił z siebie w końcu, gdy blondynka owijała dokoła jego ręki bandaże. Swoją drogą ciekawe, zawsze je przy sobie nosiła?
- Dziękuję za pocieszenie, Naeris. - zaśmiał się, słysząc jej uwagę. Jasne, miał masę szczęścia. Nawet jeśli nie palce, to błotoryj mógł dziabnąć trochę mocniej, a z głębszą raną Liam pewnie by się już wykrwawił. W każdym razie był niesamowicie wdzięczny, że cała ta akcja skończyła się w ten sposób.
- Czekaj, ale liczy się, że teraz boli? - mrugnął wesoło do Electry. Prawdopodobnie utrata krwi kosztowała go takim dziwnym poczuciem humoru, bo nawet nie miał ochoty się na nią denerwować. A miał za co, prawda? W końcu się nie lubili.
Postanowił się teraz nad tym nie zastanawiać, bo zaraz ruszyli w dalszą drogę i chwilę później wylądowali na niesamowicie malowniczym dorzeczu Amazonki.
- Do zobaczenia! - pomachał lekko Sourwolf. Może i była od niego sporo młodsza, miała zostać jego uczennicą i takie tam... Ale ją polubił. Przecież przyjaźń to nic złego! Z optymistycznym nastawieniem ruszył w poszukiwania swojego kajakowego partnera. Nigdzie jednak nie mógł znaleźć @Antoinette A. Petru, dlatego wsiadł do wolnego kajaka i uznał, że to ona będzie musiała odnaleźć jego. Może jej 'spacer' również był pełen niespodzianek i błota? Drobne opóźnienie naprawdę nie przeszkadzało Liamowi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Newcastle, Anglia
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 3338
Dodatkowo : Szukająca Ravenclawu
  Liczba postów : 1203
http://www.czarodzieje.org/t12503-naeris-cynthia-sourwolf
http://www.czarodzieje.org/t12509-zapraszam-dobre-duszyczki#337107
http://www.czarodzieje.org/t12508-listy-do-cierpkiej-wilczycy
http://www.czarodzieje.org/t12511-naeris-sourwolf#337284




Gracz






PisanieTemat: Re: Podmokłe tereny   Nie Sie 28 2016, 12:39

Naprawdę nie spodziewała się, że pójdzie tak łatwo. Była przygotowana na krótkie kiwnięcie głowami i wzruszenie ramionami, a tutaj niespodzianka. Od razu trafiła na ową dziewczynę, więc trochę się zdziwiła.
- Och. - wymsknęło jej się, gdy tak nagle owładnęła nią trochę nieśmiałość. W końcu może przeszkodziła im w rozmowie, a teraz to już całkiem ją przerwała. Rzuciła towarzyszce nieznajomej przepraszające spojrzenie, bo w końcu miała zamiar ukraść Reinę. Ale to nie ona przydzielała poszczególne pary, więc miała nadzieję, że nikt jej nie obwini. Poczekała, aż dziewczyna pożegna się ze swoją znajomą, przyglądając jej się nienachalnie. Była naprawdę młoda, strzelała że niedawno po SUMach, poza tym jej twarz w ogóle z nikim jej się nie kojarzyła, a zazwyczaj potrafiła z widzenia rozpoznawać wielu ludzi. Akcent też zwrócił jej uwagę - identyczny jak u Candy, ale u Reiny troszkę wyraźniejszy. Naeris doszła do wniosku, że to Hiszpanka i zapewne dopiero zamierza zacząć naukę w Hogwarcie. Sama się zdziwiła tym, jak szybko dzisiaj pracował jej mózg. Może ta niedawna adrenalina związana z podwójną kąpielą w błocie trochę ją ożywiła. Przynajmniej w tej chwili skojarzyła szybko kilka faktów.
W każdym razie odchrząknęła i przestała analizować, stając się znów sobą.
- Dżungla daje i zabiera... jak na przykład moje buty. - odparła z równie ciepłym uśmiechem, bo mimo że jej stan nie był najlepszy - bosa, zmęczona, spragniona i głodna - to umiała dalej zachować dobry humor. - Też miałaś nieprzyjemność taplania się w tych bagnach? - wskazała krótko spojrzeniem na pozostawione w tyle mokradła, choć teraz zasłaniały je bujne drzewa. Wyciągnęła rękę, by uścisnąć dłoń Reiny. - Naeris, ale możesz mi również mówić drugim imieniem. W takim razie Cynthia. Bardzo mi miło, Reino.
Zamierzała bez problemów przystać na taki układ. Zawsze odrobina odmiany w tym szarym życiu. Również spojrzała na kajaki, obserwowała zmagania innych, którzy najwidoczniej chcieli być pierwszymi w tym małym wyścigu. Wgramoliła się niezbyt zgrabnie na dziób kajaka, starając się zrozumieć jak to działa. W końcu magicznie lewitowały teraz troszkę nad wodą i nie było tu wioseł, więc nie za bardzo czaiła ten system.
- Nigdy nie pływałam kajakiem, nawet takim mugolskim. - przyznała z odrobiną obawy patrząc, jak odbijają od brzegu. Miała tylko nadzieję, że nic złego im się nie stanie i po prostu dopłyną spokojnie na brzeg. Skupiła się na próbie sterowania tym wszystkim, ale i tak szło im raczej niemrawo, w dodatku ciągle się ten kajak chybotał. Naeris wysłuchała słów przewodnika, który się do nich zbliżył i starała dostosować do jego wskazówek. W końcu jeszcze by się tu gdzieś zgubiły i wylądowały w zupełnie innym miejscu. Ewidentnie przyspieszyły, a Krukonka uśmiechnęła się do Reiny.
- Więc... jesteś może siostrą Candy? - spytała, poświęcając połowę swojej uwagi kajakowi, a drugą tej dziewczynie.

Przeprawa kajakami
Kostka - sterowanie: 3
Kostka - wypadki: 1
Punkty z run: 2
Link do losowania: http://www.czarodzieje.org/t13279p150-kostki#355288
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Wiek : 18
Skąd : Hiszpania, Walencja
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 530
  Liczba postów : 436
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12988-dulce-reina-miramon
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13011-relacje-dulci#349359
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13012-poczta-dulce#349360
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13013-dulciowy-kuferek-magicznosci#349367




Gracz






PisanieTemat: Re: Podmokłe tereny   Pon Sie 29 2016, 21:55

Nadszedł czas rozstania, mimo tego, że Dulce chętnie została by jeszcze trochę z nową dziewczyną i porozmawiała. Czas jednak naglił i trzeba było się spieszyć. Nikt nie będzie czekał na nie, a wycieczka pewnie ruszy przed siebie i nawet nie zauważy ich braku. Przynajmniej Hiszpanki. Była chyba najbardziej pechową osobą, jaka była na tym obozie. Jeśli kogokolwiek miał gonić smok to właśnie nią. Słowa blondynki o dżungli wydały się nieco groteskowe. Przewróciła oczami tak by tego nie zauważyła.
-Cóż, odwieczne prawo natury. Po prostu najlepiej na takie wyprawy zaopatrzyć się w kalosze lub wysokie glany, wtedy jeśli utoniesz, to przynajmniej z nimi-rzuciła ironicznie i po chwili dodała. -Ta, niektórzy płacą krocie za kąpiele błotne a my mamy za darmo, czy to nie cudowne?-nie spuszczała z tonu wypowiedzi. Doprawdy miała już dość tego wszystkiego. Była głodna, spragniona, cała lepiła się po łydki w błocie.
-Miło mi, to urocze spotkanie, w tak nieuroczym miejscu, chociaż, jakby się mu bardziej przyjrzeć to w sumie mogła bym tu zamieszkać-stwierdziła tym razem bez ironii. Podeszła do brzegu rzeki, ściągnęła buty i widząc, że dziewczyna zajęła już miejsce na przodzie wrzuciła je na tył. Obmyła przynajmniej błoto ze spodni do łydek. I tak ktoś musiał je wywodować.
-Ja pływałam. Co? Nie mów mi, że to magiczny kaja. O ja pierdolę- klęła przez chwilę siarczyście. -Świetnie, super, mamy pieprzone runy, kto wpadł na taki pomysł. Gdzie jest ten przewodnik, to mi może po hiszpańsku wyjaśni co tu jest napisane.-jednak go nie było. Wprawiło to Reinę jeszcze większą złość, taką, że miała ochotę ten kajak po prostu zatopić i iść pieszo wzdłuż rzeki. Wyjęłaby glana i po prostu napierdalała nim po tych pieprzonych runach. Ta złość sprawiła tylko to, że jakaś palma kilka metrów od nich runęła jak długa. Znowu się to działo. Miała nawrót negatywnych emocji i zaczynała niszczyć wszystko w koło siebie. "Spokojnie Dulce, musisz się uspokoić, bo zaraz podpalisz kajaki." Powtarzała cały czas sobie w myślach. Wdechy i wydechy, to już jej nie pomagało. Oparła dłonie o kajak i zaparła się nogami o dno, wypchnęła go przed siebie, w ostatniej chwili wskoczyła do wnętrza.
-Niestety, to moja siostra, ale nie chcę o niej rozmawiać-ucięła krótko. Nie dość, że była zła, zmęczona, to jeszcze ludzie znowu ją kojarzyli z tą kurewką, której nie znosiła. Tolerowała jej obecność na obozie, na wakacjach, ale nic prócz tego. Między nimi nigdy przecież nie będzie dobrze, nie po tym ile bólu sprawiła Dulce swoją obecnością w jej życiu. Pewnych rzeczy nie mogły sobie po prostu wybaczyć.
-Co jest tam napisane na tych runach?-zawiązała buty za sznurówki i wsadziła do plecaka. Przynajmniej już jej tak nie parzyły.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Filadelfia, USA
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1686
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 1799
http://www.czarodzieje.org/t11001-daisy
http://www.czarodzieje.org/t11218-stokrotka
http://www.czarodzieje.org/t11249-listy-do-daisy#303189
http://www.czarodzieje.org/t11219-daisy-manese




Administrator






PisanieTemat: Re: Podmokłe tereny   Sro Sie 31 2016, 15:25

Jeszcze nie była! Dopiero miała być, ale kto mógłby o tym wiedzieć?
Ona całkiem szybko zakończyła temat rozbieranek, ale widocznie Norbertowi wciąż było mało. Prychnęła jakoś tak, że w ostateczności można było to podciągnąć pod parsknięcie śmiechem. Gdyby nie miała dosyć ciemnej karnacji, pewnie by się chociaż trochę zarumieniła, ale całe szczęście zostało jej to darowane.
- Chyba muszę odmówić tej kuszącej propozycji - stwierdziła, bo wcale jej się nie śpieszyło do rozbieranek w środku dżungli, gdzie krwiożercze komary tylko czekały, aż chociażby podwinie rękaw koszulki, żeby użreć ją w rękę i zarazić jakąś egzotyczną chorobą. Poza tym... zero w tym emocji i w ogóle. Gra w butelkę to co innego.
- O rany, Norbert, nie, nie będę się rozbierać - powiedziała, bo ten dalej wałkował temat, podczas gdy Daisy zrobiła się nieco mniej skora to żartów, próbując skupić się na tajemnych runach. - Ale możemy założyć się o coś innego - mruknęła pod nosem, nie mając właściwie żadnych pomysłów co by to mogło być, jednak zakłady były zawsze dobrą zabawą.
- Pewnie, jestem wszechstronnie uzdolniona - oznajmiła z wielkim uśmiechem zadowolenia z samej siebie. Nie przyznawała się, że to dzięki świetlikowi, chociaż puchon mógł to zauważyć. Kiedy już rozszyfrowała napisy, schowała gadżet do kieszeni. Mógł być bardzo przydatny, szczególnie biorąc pod uwagę, że czarnoksiężnicy uwielbiali opatrywać swoje artefakty właśnie tymi znaczkami.
Roześmiała się trochę złośliwie, oglądając się za norbertową płachtą i mówiąc coś o strasznym pechu. Ale może tej nocy akurat nie będzie padał deszcz? Wspólnymi siłami ściągnęli całe mnóstwo bananów do kajaka i Daisy również poczęstowała się jednym. Wyglądało na to, że już dobijają do brzegu.

zt x 2 chyba
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Ottery St. Catchpole
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 6297
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 2739
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7146-shenae-d-angelo#204090
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7147-shenae-d-angelo#204112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7148-shenae-d-angelo#204119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7244-shenae-d-angelo#204981




Gracz






PisanieTemat: Re: Podmokłe tereny   Czw Wrz 01 2016, 21:22

Shenae zaczęła podejrzewać, że wszelkie nieprzyjemności jakie spotykały ją po drodze, to był jakiś plan ukartowany przez Enzo. Z początku najpierw straciła kapelusz, a później, zmagając się z ruchomymi piaskami pod nogami , wessało jej buty. Gdyby nie czujny Halvorsen, który pomógł jej wydostać się z bagna, możliwe, że straciłaby jeszcze więcej. Nie wspominając już o swojej godności. Tymczasem siadła zrezygnowana na jakimś pniaku, pytając tylko siebie pod nosem czy mogło być jeszcze gorzej. Patrzyła z dołu na Halvorsena, zastanawiając się, czy jego czujne oko bardziej przyzwyczajone do dziczy zauważa jakieś kolejne niebezpieczeństwa. Albo jakąś inną okazję do pozbawienia ją kolejnych warstw ubrań? Bo może taki był plan. Przepuścić D’Angelo przez ścieżkę utkaną z przeszkód, z której każda zabierała jej jeden element garderoby? W ten sposób, w finiszu, być może miało ich to prowadzić do łóżka. Dobrze! Bardzo dobrze! Nie wiedziała, jak kwestia dzielenia tego łóżka z Enzo, ale sama miękka pościel i materac, po przespaniu się na twardej ziemi, wydawała się rozkoszną wizją.
Zabierz mnie do domu, Halvorsen — westchnęła. Znacznie bardziej podobały jej się w miarę cywilizowane warunki Atlantydy. Chociaż i wtedy ich kajuty były klitkami zabitymi dechami na jakimś stateczku.
Jako, ze jednak Halvorsen nie mógł spełnić jej prośby, bo byli jeszcze w samym sercu dżungli, z westchnieniem zabrała się za robienie sobie liścianych butków. Zaraz potem spróbowała przetransmutować je w coś znośnego do chodzenia.
Enzo? Egzaminy udowadniają, że teraz to ty jesteś mistrzem transmutacji. Może wykorzystasz swoje talenty? — zabrzmiała dość pretensjonalnie, ale nie była zła na niego, tylko na ten dziki las, dlatego dodała łagodniej — Byłabym wdzięczna.

Ruchome bagna
Kostka: 1
Punkty z zielarstwa i uzdrawiania: Zielarstwo - 5pkt; Uzdrawianie - 7pkt
Link do losowania: tutaj
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Virginia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 250
Dodatkowo : oklumencja
  Liczba postów : 288
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12357-madelaine-lana-ainsworth#329519
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12361-holy-moly#329672
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12360-dolly#329671
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12362-hollywood-ainsworth#329673




Gracz






PisanieTemat: Re: Podmokłe tereny   Czw Wrz 01 2016, 22:02

Holly bardzo stara się opanować, ale łzy same spływają jej po policzkach. Ciekną, kiedy Deven ściera je z jej twarzy i skapują długo potem, chociaż Ainsworth już nie szlocha. Idzie tylko za Devenem, trzymając się uparcie jego ręki. Uśmiecha się, kiedy chłopak na nią patrzy, ale ta dżungla zaczyna ją przerażać. Nie uśmiecha się szczerze. Wydaje jej się, że jest szczera, ale to dość desperacki uśmieszek. Humor poprawia jej się dopiero kiedy widzi kajaki. Woda… to coś zupełnie nowego. Hollywood widzi w tym okazję, żeby w końcu uciec z tego bardzo niebezpiecznego lądu. Wskakuje do kajaka przed Devenem. Indianin pewnie trzyma ją na oku, żeby nie wpadła do wody i słusznie. Hollywood nie wie, że kajaki się tak chwieją. Nigdy w żadnym nie pływała, albo może nie pamięta. Buja się na boki, próbując zlapać równowagę, aż w końcu upada na kolana, ale niezrażona doczłapuje się na dziób i siada na ławeczce. W bezpiecznym miejscu.
To bardzo naiwne założenie. Niewiele minut później coś zsuwa się na nią z drzewa. Chce odpowiedzieć Devenowi, ze cieszy się, że coś znalazł, ale coś zaciska się na jej szyi. Holly szybko blednieje. Nie płacze już, bo dzisiaj napłakała się za czterech. Oczy zachodzą jej jednak mgłą, osuwa się po kajaku. Nie wie co się dzieje. Nie wie kto ją uratował, ale budzi się w ramionach Devena i patrzy w jego ciemne oczy z przejęciem. Nie chce żeby się o nią martwil.
Już dobrze… — mruczy cicho, bo głos ma dalej niepewny. Boli ją krtan, jak się odzywa — Obiecuję. Ze mną dobrze — unosi się, żeby objąć Devena za szyję. Jest duży i silny, na pewno silniejszy od niej, ale Holly wie swoje. Wie, że Quayle musi chcieć tej bliskości. Ona teraz jej na pewno potrzebuje. Wsuwa się na jego kolana, totalnie zagubiona w tej przestrzeni. Co zaczyna wmawiać sobie radość z dostrzeżenia co rusz nowych interesujących ją rzeczy, brutalność dżungli ściąga ją na ziemię. Ale ma Devena. I Xavier wrócił. Wszystko jest dobrze.
Już nie będę pakować się w kłopoty. Postram się z całych sił. Dobrze?
Ona naprawdę chce, żeby ta wycieczka się udała. Tylko los jej płata figle. Wzdycha w szyję chłopaka, opierając policzek na jego ramieniu. W końcu robi coś, co kusiło ją bardzo długo. Wplata dłoń w dugie pasma jego włosów, bawiąc się nimi między palcami. Bo może. Bo robi to nadpobudliwie, jak mała dziewczynka i nie ma w tym żadnego podtekstu seksualnego.

Przeprawa kajakami
Kostka - sterowanie: 6
Kostka - wypadki: 6
Punkty z run: 0
Link do losowania: link
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Lima, Peru
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 3052
  Liczba postów : 1065
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10538-enzo-corrado-halvorsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10540-klusownik-prosto-z-peru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10539-peruwianska-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10541-enzo-halvorsen




Gracz






PisanieTemat: Re: Podmokłe tereny   Czw Wrz 01 2016, 22:20

Czasami zignorowanie komentarza Shenae było najlepszym wyjściem. Ta taktyka sprawdziła się i tym razem, ale trudno powiedzieć czy to ze względu na pająka czy może spojrzenie, jakie posłała mu, gdy pytała o ugryzienie. W każdym razie, nawet nie gniewał się na nią za te podejrzenia, jakie wysnuła względem jego domniemanych skłonności destrukcyjnych… względem jej samej w tej oto dżungli.
- Do czego to służy? - zapytał tylko, kiedy wręczała mu ten przedziwny grzebień i jakoś tak nie przyszło mu do głowy (wielka nowość), aby sprawdzić empirycznie. Cóż, schował go do plecaka, licząc na to, że przyjdzie mu to odkryć… za jakiś czas. Tymczasem znaleziony naszyjnik okręcił sobie wokół nadgarstka, tworząc z niego prowizoryczną bransoletkę, a chwilę później stał się prawdziwym bohaterem, kiedy wyrwał Shenae ze szponów olbrzymiego i niezwykle włochatego pająka. Tak naprawdę, to za kołnierz wpadło jej co najwyżej niewyrośnięte młode, ale wolał oszczędzić jej szczegółów. Dreszcz przeszedł mu po plecach, kiedy tak na niego patrzyła, ale dość szybko zdobył się na śmiech.
- Tak. - zdradził jej szeptem, pochylając się nad nią. - Muszę wyssać jad.
Poinformował ją rzeczowo, nim zbliżył się na tyle, aby ją pocałować. Długo.
Ciepło mu nie przeszkadzało. Przecież to w Wielkiej Brytanii było mu ustawicznie zimno, chociaż z reguły wolał się z tym nie obnosić (pewnie w obawie przed kolejnym szalikiem w paczce świątecznej), a kiedy przyszło im wstawać, nawet dość niechętnie wyswobodził się ze śpiwora dzielonego z dziewczyną. Marsz przed podmokłe tereny był trudny nawet dla niego. Jeden niewłaściwy ruch, a kostki momentalnie zatapiały się w mule, więc Halvorsen starał się mieć oczy z tyłu głowy. Co rusz chciał monitorować stan Shenae, tylko chyba zdążył zapomnieć jak potrafi przyciągać kłopoty, gdy znajduje się na niesprzyjającym sobie terytorium. Kiedy straciła buty, nie wahał się ani chwili dłużej.
- Co ci się w nich nie podobało? - mruknął, kiedy otaczał ją ramieniem, aby dalszą część pokonać ponad piaskami. Kiedy wylądowali, pokornie zajął się jej stopami. Popatrzył sceptycznie na kupkę liści, w zamyśleniu trąc potylicę.
- Wiesz co, chyba nic z tego nie będzie. - zauważył - Nigdy nie transmutowałem liści w buty.
Ale mimo tego, spróbował. Celując różdżką w jej nogi, powoli łączył ze sobą liście, a potem je utwardzał, zmuszając je, aby w jakimś stopniu, mniejszym lub większym, chociaż buty przypominały.
- Jeśli nie wyjdzie, zawsze mogę oddać Ci swoje. Zmiana rozmiaru to już nie będzie kłopot. - zaoferował, a potem też o czymś sobie przypomniał. - Tylko wciąż chrzęści w nich piasek…
Z pewnością brzmiało to zachęcająco.

Ruchome bagna
Kostka: 3
Punkty z zielarstwa i uzdrawiania: 5 i 3
Link do losowania: http://www.czarodzieje.org/t13279p350-kostki#356414
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Hamilton, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 2720
Dodatkowo : szukający, kapitan
  Liczba postów : 778
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6697-deven-quayle#189490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6699-relacje-indianskie-i-te-zupelnie-nie#189531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6700-pocztowki-z-innej-epoki#189533
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7227-deven-quayle




Gracz






PisanieTemat: Re: Podmokłe tereny   Pią Wrz 02 2016, 22:43

Nie potrafił pocieszyć jej inaczej, jak tylko ocierać łzy i zapewniać, że jest wszystko dobrze, mimo że wcale nie było. Był bezradny wobec kobiecych łez, zwłaszcza gdy sam nadal nie czuł się zbyt pewnie, stąpając po grząskim terenie, który w każdej chwili mógł go znowu wessać. Ściskał mocno jej drobną rączkę, bojąc się wypuścić ją choćby na moment i modląc się do swojego ducha opiekuńczego o wsparcie, bo w lesie tropikalnym czuł się równie zagubiony, jak większość uczestników wyprawy. Nie licząc Enzo, który wyraźnie miał się dobrze i wlókł się gdzieś z tyłu razem z Shenae.
Widząc kajaki, z jednej strony odetchnął, a z drugiej jeszcze bardziej się spiął, biorąc sobie za punkt honoru zapewnienie Holly względnego bezpieczeństwa...
Uradowany swoją zdobyczą początkowo nawet nie zauważył, że z Holly jest coś nie tak. Dopiero po chwili dotarło do niego, co właściwie się dzieje. W pierwszej chwili zdrętwiał z przerażenia, widząc śmierciotulę zsuwającą się na Holly, po czym wydał z siebie zduszony okrzyk, zdając sobie sprawę, że nie jest w stanie nic zrobić, mimo że znajdował się tak blisko. Nie potrafił wyczarować cielesnego patronusa, a tylko w ten sposób mógł pomóc Holly. Był zupełnie bezradny i już otwierał usta, by krzyknąć jeszcze raz o pomoc, gdy obok niego przemknął świetlisty wilk, który rzucił się na śmierciotulę i zmusił ją do ucieczki. Indianin napotkał tylko intensywne i skupione spojrzenie @Isolde Bloodworth, aurorki, która zareagowała błyskawicznie. Nie wiedział, jak to możliwe, że od razu wiedziała, co zrobić, ale szybko skinął jej głową w geście podziękowania i przyciągnął do siebie na wpół przytomną Holly. Objął ją mocno, oddychając szybko, nerwowo, nie próbując nawet ukrywać pierwotnego lęku, jaki wzbudził w nim widok śmierciotuli. Był wściekły na siebie, że nie mógł jej w żaden sposób pomóc, ale teraz nie miało to żadnego znaczenia. Cichutko szeptał jej imię, zduszonym z przejęcia głosem, starając się uspokoić oddech i serce.
Bez protestu pozwolił objąć się za szyję, czując, że zalewa go fala ulgi. Rzeczywiście, chciał tej bliskości. Chciał mieć pewność, że Holly jest cała i zdrowa, że jej ciepłe, drobne ciałko działa bez zarzutu, że jego nieporadność i bezsilność nie okazały się tragiczne w skutkach. Nie mógł wykrztusić słowa, dlatego tylko posłał jej blady uśmiech, a gdy wgramoliła mu się na kolana, po prostu wtulił nos w jej potargane i umazane błotem włosy.
- Tak. Proszę. Postaraj się - powiedział cicho, czując przyjemne ciepło jej oddechu na swojej szyi i nie mogąc zrozumieć, jak to możliwe, że przyjmuje jej bliskość tak naturalnie. Pozwolił jej bawić się swoimi włosami, mając wrażenie, że widzi dwa obrazy Holly nakładające się na siebie. Holly - zagubionej dziewczynki, która nadal nie wyrosła z ołówków z puszkiem i bajek na dobranoc i Holly - młodej kobiety, która nie mogła dojść do głosu. Ale to nie miało znaczenia. Deven czuł się za nią odpowiedzialny i naprawdę nie obchodziły go dziwne spojrzenia, którymi obrzucali go znajomi, kiedy tulił do siebie dziewczynę o umyśle jedenastolatki. Przecież między nimi nie było erotyzmu. Tylko jakaś nienazwana bliskość, której poddawał się bez walki.

z/t dla Devena i Holly
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Ottery St. Catchpole
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 6297
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 2739
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7146-shenae-d-angelo#204090
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7147-shenae-d-angelo#204112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7148-shenae-d-angelo#204119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7244-shenae-d-angelo#204981




Gracz






PisanieTemat: Re: Podmokłe tereny   Sro Wrz 07 2016, 00:37

Shenae obiecała Enzo poprzedniego dnia, że pokaże mu możliwości grzebienia, który mu oddała. Dlatego teraz, kiedy przemierzali dżunglę i pokonali błota, aż w końcu znaleźli się obok wody, gdzie czekaly na nich kajaki, Shenae pochyliła się nad rzeką, kucając przy brzegu.
Enzo, pozwolisz na chwilę? — spytała podejrzanie spokojnie, nieponaglająco i grzecznie. Znając Shenae powinien wyczuć podstęp, ale czy tego chciał czy nie, Shenae nakierowała różdżkę na wodę, a już chwilę później na niego, oblewając jego twarz i koszulę. Uśmiechnęła się przy tym wrednie, obserwując jak jego mięśnie wyraźnie przebijają się przez przemoknięty materiał.
Pytałeś wczoraj do czego służy ten grzebień.
Wstała, żeby stanąć przed chłopakiem, wysuwając grzebyk z kieszeni jego spodni i najpierw przeczesała jego pasma włosów dłonią, mierzwiąc mu je nieznacznie, ale i też układając je pod palcami. Chwilę później te same kosmyki były suche, elegancko ułożone. Chociaż ta jego dzikość z czasem zaczęła ją bardziej pociągać niż drażnić (o ironio), Enzo tak samo dobrze wyglądałby w odpowiednio dobranym garniturze, jak i w swojej naturze.
Zajęta swoimi żarcikami, zapomniała już nawet o nieszczęsnych butach, zwyczajnie godząc się z faktem, że ta dzicz cieszy się swoimi prawami. Jak obejrzała się wokół, zauważyła zresztą, że nie tylko jej brakowało obuwia. Uśmiechnęła się więc do Enzo, sięgając dłonią do jego ręki. Opuszkami palców ledwie smagnęła jego dłoń i odwróciła się do kajaków. Cóż, gdyby nie Ci wszyscy ludzie wokół, być może starałaby się nawiązać większą bliskość. Tymczasem zajęła miejsce w kajaku, z zainteresowaniem czytając runy, które podpowiadały im jak sterować tą łódką. Po bliższym zapoznaniu się z tymi instrukcjami w końcu ruszyli zsynchronizowani, z pełną klasą. Po drodze, w całym swoim szczęściu, zdobywając syrenie fanty. Shenae po jakimś czasie wydawała się jednak znudzona tą trasą. Płynęli gdzieś na przodzie, przed innymi. Przed nimi samymi nie było już nikogo. Obejrzała się za ramię, za nimi też długo nikt, dlatego z westchnieniem pozwoliła sobie podnieść się nieznacznie na kajaku i siąść trochę bliżej Enzo. Dokładnie przed nim, opierając się plecami o jego tors, obejmując się jego dłońmi.
Ej, Bunny… — bawiąc się jego dłońmi, obejrzała się na niego przez ramię. — Myślisz, że uda nam się wyrwać z wycieczki kilka dni wcześniej? Może mógłbyś mi pokazać gdzie mieszkałeś?

Przeprawa kajakami
Kostka - sterowanie: 4 myrdło mi się, bo nie musiałam rzucać
Kostka - wypadki: 5 (a czy istnieje szansa na dostanie spinek, bo mamy już z Enzo dwa naszyjniki? XD)
Punkty z run: 32
Link do losowania: klik
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Lima, Peru
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 3052
  Liczba postów : 1065
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10538-enzo-corrado-halvorsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10540-klusownik-prosto-z-peru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10539-peruwianska-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10541-enzo-halvorsen




Gracz






PisanieTemat: Re: Podmokłe tereny   Czw Wrz 08 2016, 10:52

To zdecydowanie nie było miłe, chociaż we wszechobecnej duchocie i parnocie, Shenae mogła mu nawet oddawać przysługę i Enzo może nawet wziąłby to pod uwagę, gdyby nie ten uśmiech, jaki wykwitł na jej twarzy, gdy dopięła swego. Spojrzał na nią spod byka, jak to miewał w zwyczaju.
- Mogłaś mi to pokazać jak już wpadlibyśmy do rzeki. - zauważył, marszcząc brwi, kiedy przeczesywała mu włosy tym syrenim czymś. - Zresztą, nie wiem czy zauważyłaś, ale Twój plan miał pewną lukę.
Chwycił w palce przemoczony materiał i rozejrzał się demonstracyjnie, poruszając dłonią w taki sposób, aby zmusić koszulkę do falowania. Oczywiście miał na myśli to, że teraz wszyscy mogą bez pardonu wgapiać się w niego, jeśli tylko by chcieli. Tak po prawdzie to wątpił w to, by chcieli, ale Shenae już kilka razy wykazywała objawy podobnej paranoi, także warto było teraz o tym wspomnieć. Potem skupił spojrzenie na swojej dziewczynie, bez słowa ujmując jej palce, ale nie minął nawet moment, a zerknął w górę, robiąc dziwną minę, gdy próbował dostrzec swoje włosy. Poklepał się suchą dłonią po czubku głowy.
- Zaklęcie suszące? - mruknął, ale bardziej do siebie, niż do kogokolwiek innego. Wydawał się w istocie zaskoczony, że komukolwiek chciało się wymyślać takie głupoty i zaklinać grzebień. A jeśli chodzi o kajaki… heh. Halvorsen potrafił pływać. Ramiona, które tak podobały się Shenae w końcu nie wzięły się znikąd, ale było coś niepokojącego w wyprawie kajakami na środek ogromnej, zapewne piekielnie głębokiej rzeki. Zerknął podejrzliwie na D’Angelo, szukając u niej jakichś oznak strachu, ale przez całą wycieczkę była po prostu znudzona. W pewnym momencie sam również się zrelaksował, zapominając o ciągłym spinaniu się i… tak po prawdzie to szło im coś podejrzanie za prosto. Może to dlatego, że to Krukonka rozszyfrowała instrukcje w języku runicznym, a może po prostu miała intuicję. W każdym razie Enzo zgodziłby się z nią, gdyby powiedziała to głośno - to była odpowiednia chwila na drzemkę. Zgodnie pozwolił, aby porządziła się jego rękoma. Otoczył ją dłońmi, jednocześnie garbiąc się, aby oprzeć brodę na czubku jej głowy, kiedy już przestała się wykręcać, aby na niego spojrzeć.
- Patrz przed siebie, bo jeszcze nas utopisz. - upomniał ją, ale uśmiechając się, podczas gdy tak naprawdę to zastanawiał się co jej odpowiedzieć. To byłaby wyjątkowo nieznośnie sentymentalna podróż. - Myślę, że chyba nie musimy się nawet stąd urywać. Przecież dadzą nam chyba jakiś czas wolny… czy nie?
Zorientowany w tym temacie to on akurat nie był, ale warto było zauważyć, że wyjątkowo nie oponował. Chyba sam również chciałby znów postawić stopę w domu rodzinnym, nawet, jeśli wiedział, iż na dywanie wciąż może znaleźć te same, znajome plamy krwi. Dlaczego go nie sprzedał? Zdaje się, że sam nie znał odpowiedzi na to pytanie.
- Hej, popatrz! - zawołał nagle, wyciągając dłoń przed siebie, aby wskazać to, co tak go zaintrygowało. - Co oni robią?
Odpowiedź była aż nadto oczywista, ale to nie było ważne. Obserwowali jak szamani przygotowują owoce, a następnie je czarują, aby powstało z nich… no cóż, coś. Tego się nie dowiedzieli, bo i za moment przyszło im dobijać do brzegu. Halvorsen westchnął, nagle jakby nieco poirytowany tym, że za szybko płynęli, ale pomógł Shenae wykaraskać się z kajaka.
- Och, znowu? - zapytał retorycznie tak jękliwym głosem, że pomyślałby kto, iż planują ich tutaj torturować. Syrenie akcesoria, brr.

Przeprawa kajakami
Kostka - sterowanie: Shenae jest mądra, więc chyba nie muszę kulać
Kostka - wypadki: 3
Punkty z run: cały 1
Link do losowania: http://www.czarodzieje.org/t13279p425-kostki#357014

[ztx2]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 31
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 1015
  Liczba postów : 110
http://www.czarodzieje.org/t11991-kaden-nigel-langdon#322664
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12013-k-a-d-e-n#322994
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12288-listy-kadena#327796
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12289-kaden-n-langdon#327797




Gracz






PisanieTemat: Re: Podmokłe tereny   Nie Wrz 11 2016, 20:15

Był mężczyzną, wiec reagował bardzo ochoczo na pocałunki oddawane mu przez kobietę. Nie potrafił sobie odmówić tej przyjemności. Nie próbował nawet, bo dlaczego miałby? Isolde od początku wiedziała, że Kaden właśnie tych warg, długo chciał już skosztować. Cała droga, jaką pokonał, żeby NIE zasłużyć na te usta, poszła na marne, kiedy wykorzystał kobiecą słabość, żeby je zdobyć, ale to się nie liczyło. Zupełnie nie, kiedy Isolde z taką żarliwością wpijała się w jego usta, wbrew wszystkiemu nie rujnując jego obrazu o jej wrażliwości, subtelności i kobiecości, a dopełniając go o kobiecy temperament i żar, jakiego się po niej nie spodziewał, a jaki wcale go nie zawodził. Będąc też mężczyzną, musiał zauważyć, ze ta jej reakcja była dla niego bodźcem zbyt intensywnym, żeby mógł sobie na niego pozwolić. Przechylił głowę na bok, ale nie było w tym ani trochę otrzeźwienia. Jego oczy błyszczały teraz od obezwładniającej go żądzy i chęci męczenia tych ust dłużej. Jego dłonie nie zdążyły jeszcze przebadać jej ciała w sposób, który mógłby go zadowolić. Przesunęły się tylko po nogach, zatrzymując się na biodrach, które gładził zdecydowanie za krótko. Kaden ani trochę nie chciał tego przerywać. On po prostu musiał to zrobić, kiedy męska fizjologia zaczynała mu przypominać o jego barierach, których nie powinien był przekraczać w obecności tak wielkiej rzeszy uczniaków, którzy byli wokół. Potrzebował. Skupienia. Cholera, jak bardzo go teraz łaknął. Prawie tak samo, jak wszystkiego tego, z czego teraz rezygnował, próbując nie stwarzać tej sytuacji bardziej niezręcznej niż obecnie już była. Odetchnął. Wraz z odetchnięciem zaciągnął się też chwilę później zapachem Isolde. To był błąd.
Iss — szepnął, odnajdując jej wzrok, szukając w niej pomocy. Był na granicy. Oto bogini siedziała mu na nogach. Ręce cofnął, ale już teraz czuł nieznośnie napięcia i spazm, który chciałby go zachęcić, żeby znów oparł je na pięknej krzywiźnie jej pleców. Chciał ją całować. Chciał robić wiele. Tutaj, przy ludziach, wszędzie, gdziekolwiek – z nią. Miej litość. Przymknął powieki, nie chcąc patrząc w te pięknie zaróżowione policzki. Lico, które, nie wiedział kiedy, zaczął gładzić jedną ręką dłoni. To było za wiele. Zrozumcie, że to było za wiele dla faceta, żeby potrafił odrzucić od siebie takie piękno, tylko po to, żeby pozbyć się duszącej, wiszącej w powietrzu seksualności. On uwielbiał wszelki magnetyzm i ogień, który w nim wznieciła. Dlaczego wiec zmuszała go, żeby teraz sam z niego rezygnował. Jak nie chciał. Merlinie, nie było żadnego faceta na tej ziemi, który bardziej niż on chciałby ulec teraz swoim pragnieniom.
A co najśmieszniejsze. Uratował go przed tym tylko jego stan. Powoli, bez kontroli, osunął się w dół, tracąc przytomność.
Nie całuje się faceta z bardzo wysoką gorączką, na pewno nie w ten sposób, Isolde Bloodworth. Nie uczyli tego na kursach aurora? Przecież zakrawa to o moralność.

Przeprawa kajakami
Kostka - sterowanie: 6
Kostka - wypadki: 1
Punkty z run: 0
Link do losowania: link
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4592
  Liczba postów : 1828
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Gracz






PisanieTemat: Re: Podmokłe tereny   Pon Wrz 12 2016, 14:20

Na tym polegał problem z Isolde. Pozwalała emocjom wzbierać do momentu, kiedy całkowicie traciła kontrolę i zatracała się tak, jak teraz. W najmniej odpowiednim momencie, w najmniej odpowiednim miejscu i kto wie, czy nie z nieodpowiednim mężczyzną. Całowała go chciwie, tracąc oddech, wtulając się w niego i bez sprzeciwu poddając dotykowi jego silnych dłoni. Odpychała od siebie wszystkie myśli, wszystkie skrupuły, raz po raz badając kuszącą miękkość warg Kadena, nie przejmując się jego chorobą, własną krwawiącą i drętwiejącą dłonią ani spojrzeniami ich podopiecznych, którzy mieli teraz wspaniały widok na parę roznamiętnionych opiekunów. Szczęśliwie przez ten wypadek z błotoryjem zostali gdzieś na szarym końcu, dzięki któremu mogli liczyć na namiastkę prywatności.
Chciała go tak bardzo, tak boleśnie, że wszystko w niej się wyrywało do jego nagiej skóry, do rozgrzanych, dużych dłoni i mocnego zapachu męskiego potu, który mieszał jej w głowie. Chemia, która istniała między nimi od samego początku, nigdy jeszcze nie była tak wyraźna, a atmosfera tak nabrzmiała. Cała przyzwoitość Isolde nagle z niej spadła, jak zbędny kostium, odsłaniając wszystkie jej pragnienia i namiętności.
Kiedy przerwał pocałunek, wydała z siebie ciche westchnienie zawodu. Jej oczy błyszczały nieprzytomnie, a wargi nadal były kusząco rozchylone, jakby oczekiwały kolejnych pocałunków i delikatnego łaskotania oddechu. Jeszcze nie otrzeźwiała. Jeszcze nie odskoczyła od niego, przerażona własną bezpruderyjnością, własnym pożądaniem i tym wszystkim, co w jej przekonaniu było w najwyższym stopniu niewłaściwe. Jeszcze łowiła jego przyspieszony oddech, napawała się stanowczym dotykiem, nie chcąc zaakceptować faktu, że to już koniec.
Chyba po raz pierwszy użył jakiegokolwiek zdrobnienia. W jego głosie pobrzmiewała desperacja i pragnienie, któremu nie mogli się poddać. Byli dorosłymi ludźmi, nie parą smarkaczy, potrafili nad sobą panować... no, prawie. Wiedziała, że powinna się odsunąć, wyplątać z jego objęć, zejść z jego ud, ale nie potrafiła, otumaniona tą dziwną, zmysłową atmosferą. Zamruczała cicho, gdy dotknął jej policzka. Myślała o nim w tak nieprzyzwoity sposób, że gdyby prześwietlił jej myśli, umarłaby ze wstydu.
A potem wszystko się urwało.
Kaden bez ostrzeżenia osunął się na ziemię, niszcząc tę mydlaną bańkę namiętności, w której się zamknęli na kilka chwil. Isolde zamarła w bezruchu, nie rozumiejąc, nie przyswajając i dopiero po kilku sekundach otrząsnęła się z całego erotyzmu i roznamiętnienia. Niespodziewanie w oczach wezbrały jej łzy. Zdawała sobie sprawę ze stanu Kadena, ale nie przypuszczała, że zrobi jej taki numer. Siąkając nosem i walcząc z łzami, zeszła z Kadena i próbowała go ocucić. Bez skutku. Dłoń nadal krwawiła, a Is czuła się zupełnie bezradna. Nieporadnie rzuciła zaklęcie tamujące krwawienie, po czym przelewitowała Langdona do kajaka, stojącego nieopodal. Wyglądało na to, że musi wiosłować sama. W gruncie rzeczy niespecjalnie ją to zmartwiło, bo nie miała ochoty rozmawiać z Kadenem. Nie po tym, co między nimi zaszło. Wiosłowała miarowo, łykając łzy i starając się ignorować ból i wstyd i wszystkie uczucia, które w niej wzbierały z każdym uderzeniem wiosła. Szło jej zaskakująco dobrze, jakby od dzieciństwa nie robiła nic innego. Wysiłek fizyczny uspakajał i kiedy zauważył śmierciotulę, ześlizgującą się na drobniutką, rudowłosą dziewczynę (@Hollywood Ainsworth), zareagowała instynktownie. W jej różdżki wystrzelił promień jasnego światła, który przybrał formę wilka i odstraszył śmierciotulę. Uchwyciła tylko pełne ulgi spojrzenie wysokiego chłopaka o indiańskich rysach, ale nie oczekiwała podziękowań. Obejrzała się na Kadena - nadal nie odzyskał przytomności, a płachta osłaniająca ich plecaki od deszczu gdzieś się zgubiła. Dyskretnie otarła oczy, które znów napełniły się łzami, odetchnęła głęboko i wróciła do miarowego uderzania wiosłami o wodę. W końcu musiała ich bezpiecznie dowieźć do wioski.


Przeprawa kajakami
Kostka - sterowanie: 3 (Kaden miał 6)
Kostka - wypadki: 1
Punkty z run: 0
Link do losowania: http://www.czarodzieje.org/t13279p475-kostki#357568

z/t dla Isolde i Kadena
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Moskwa - Rosja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 275
Dodatkowo : animagia (fenek)
  Liczba postów : 892
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12265-clarissa-rowena-grigori
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12319-badz-czescia-mego-swiata#328231
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12321-asmodaj#328235
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12320-clarissa-rowena-grigori#328234




Gracz






PisanieTemat: Re: Podmokłe tereny   Pią Wrz 16 2016, 23:15

Sama również nie chciałaby nic stracić. Tym bardziej, że poniekąd było to lepsze od wpadania do dziury i obdzierania sobie każdego nie osłoniętego fragmętu skóry. No cóż, później poprosi Evana to ją uleczy. A przynajmniej miała taką nadzieję.
- Spokojnie, nic więcej nie stracisz. - puściła do niej oczko i przyjrzała się kajakom. Wyglądały na solidne, jednak strach przed wodą był silniejszy. Trzęsącą się ręką dotknęła wiosła. Długie, drewniane, pewne. Można by było w coś nim walnąć. Rozejrzała się po innych parach. Zdążyli już wystartować. Szkoda. Nie chciała aby były ostatnie.
Słuchały przewodnika z uwagą mając nadzieję, że jego wskazówki jakoś im pomogą. I na szczęście pomogły. Jednak nie na długo. Spełniły się Clari najgorsze obawy. Kajak niebezpiecznie się zakołysał i w konsekwencji obie wpadły do wody. Przerażona nie wiedziała co robić. Czuła jak woda zapełnia jej usta. Po chwili jednak wypłynęła łapiąc się brzegu kajaka. Trzymała się go kurczowo aż knykcie na jej dłoni zbielały. NIech tylko ktoś spróbuje ją ruszyć to zabije. Zabije! Dobrze, że ślizgonka pomogła jej wejść z powrotem do kajaku. Sama nie dałaby sobie rady.
- Dziękuję. - wydukała nadal wystraszona. Już ona się postara aby taka akcja nie miała miejsca po raz kolejny. Widząc jak Courtney zachęca ją do zrywania owoców postanowiła zaryzykować. Stając pewnie na lądzie wiedziała, że do tego kajaku nie wsiądzie ponownie. Nigdy.

z/t x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Skąd : Bukareszt - Rumunia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 691
  Liczba postów : 187
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12364-antoinette-anastasia-petru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12519-welcome-in-my-world#337716
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12527-alexander#337903
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12518-antoinette-anastasia-petru#337712




Gracz






PisanieTemat: Re: Podmokłe tereny   Nie Paź 02 2016, 16:30

Wściekła jak nigdy dotąd nie wiedziała co ze sobą zrobić. Jeszcze nigdy nie czuła tak wielkiego nadmiaru nierozładowanej energii. Nie chcąc jeszcze bardziej zaszkodzić chłopakowi ruszyła przed siebie. Miała już dość głupich wypadków przez całą tą podróż. Najpierw spodnie, teraz jeszcze wpadła w piaski. Dwa razy! Jak Ci uczniowie mogli być tak nierozgarnięci. Dobrze, że ich nie uczyła. Mogła bez większego poczucia winy karać ich. Oczywiście, na swój sposób. Z miną cierpiętnicy doszła do strumienia, gdzie też mieli się przeprawiać kajakami. Wprost wspaniały pomysł. Ciekawe kto na to wpadł... Sprawdziła szybko, gdzie jest wolny kajak, jednak nie na tym miała polegać zabawa. O nie. To nie oni decydowali z kim popłyną. Coraz lepiej się zapowiadało. Miała nadzieję, jak i w duchu modliła się do Salazara, aby nie płynąć z uczniem. Nie zniosła by jego paplaniny na temat, jak to świat, szkoła i życie jest niesprawiedliwe. A powiedzcie mi proszę co w dzisiejszych czasach było sprawiedliwe? No właśnie, nic. Więc tym bardziej taka paplanina by ją wkurzyła. Odszukawszy swoja parę wzrokiem skierowała się tam. I z miłym zaskoczeniem odkryła iż nie był to uczeń, a raczej nauczyciel. Młody mężczyzna, starszy trochę od niej. Jednak nie była w nastroju aby podejmować jakieś interakcje mające na celu konwersację z przystojną płcią przeciwną. Chciała jak najszybciej mieć tą wyprawę za sobą.
- Miło poznać towarzysza podróży. - nie wypadało jednak się nie przedstawić. - Ant.... Znaczy Anastasia. - cholera. - Na zdrobnienia trzeba sobie zasłużyć. - jeśli nie wziął jej za walniętej to bardzo dobrze. Bo Tośka doskonale wiedziała, że zrobiła z siebie wariatkę - Miejmy to już za sobą. - zajęła wolne miejsce w kajaku i nie czekając nawet na mężczyznę, aż ten weźmie wiosła do rąk, zaczęła wiosłować. Szło im to na prawdę sprawnie z czego była bardzo dumna. Dzięki temu mogli jako pierwsi dopłynąć do brzegu. Jednak nie wszystko było tak cudowne i piękne jak mogłoby się wydawać. Tosia nie zauważyła nawet kiedy to z kajaka zsunęła się jej płachta przeciwdeszczowa. Miejmy tylko nadzieję, że dzisiejszej nocy nie będzie oberwania chmury. W przeciwnym razie dziewczyna będzie mieć niezapomnianą noc.
Dotarłszy do brzegu pożegnała swojego partnera i poszła w swoją stronę mając nadzieję zaznać trochę spokoju.

Przeprawa kajakami
Kostka - sterowanie: 2
Kostka - wypadki: 1
Punkty z run: 0pkt
Link do losowania: tutaj

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Newcastle, Anglia
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 3338
Dodatkowo : Szukająca Ravenclawu
  Liczba postów : 1203
http://www.czarodzieje.org/t12503-naeris-cynthia-sourwolf
http://www.czarodzieje.org/t12509-zapraszam-dobre-duszyczki#337107
http://www.czarodzieje.org/t12508-listy-do-cierpkiej-wilczycy
http://www.czarodzieje.org/t12511-naeris-sourwolf#337284




Gracz






PisanieTemat: Re: Podmokłe tereny   Nie Paź 02 2016, 16:47

Z pewnością Reina nie była najbardziej pechową osobą tutaj, halo! Kto paradował bez butów po dżungli? Kto ledwo uniknął spotkania z wężem? Na czyim ramieniu hasał jakiś ptasznik? Kto miał za chwilę wpaść prosto do wody? Hmmm, trudne pytanie. W każdym razie nieźle się dobrały, skoro tak. Usłyszawszy sarkastyczny ton młodszej dziewczyny tylko wzruszyła ramionami. Najwyraźniej nie miała najlepszego humoru.
- Jeśli chcesz się w nich gotować parę dni, to czemu nie. - niegdyś nosiła glany i nawet lubiła takie buty, ale nie wyobrażała sobie, by iść w nich cały dzień w takim upale. - Ale wtedy to nici z polowania na zwierzynę. Wszystko ucieknie na drugi koniec dżungli. - zażartowała, nie zwracając większej uwagi na to, że Reina najwyraźniej nie ma ochoty na rozładowanie atmosfery. Zresztą nie będzie mocno tęsknić za swoimi adidasami, które spoczywały już w głębinach błota.
- Rzeczywiście cudowne. - mruknęła Krukonka, spoglądając wysoko w górę, by przyjrzeć się na chwilę pięknemu niebu, na którym nie widniała ani jedna chmurka. W sumie nie mówiła tutaj o tych błotnych kąpielach, tylko o pięknie otaczającego ich środowiska. Mogłyby płynąć bliżej brzegu, zwisające gałęzie dadzą im trochę cienia. Widziała, że Reina niezbyt dobrze zniosła trudy tej wycieczki. Naeris też miała pełno piachu w butach, czuła, że pot spływa jej po czole przez ten upał, a plecak zdawał się ciężyć jej pięć razy bardziej niż na początku. A mimo to traktowała każdą chwilę jak okazję do podziwiania przyrody. Skrzywiła się, słuchając przekleństw dziewczyny. Była wrażliwa na tak ostry język, sama przeklinała tylko w chwilach największego zdenerwowania. Reina wpadła w gniew, a Naeris stała po prostu z boku i obserwowała tę złość na jej twarzy. Usłyszała nagle trzask i zaskoczona spojrzała na powaloną palmę.
- Co do... - wymamrotała, mrużąc oczy, by się lepiej przyjrzeć. Nim zdążyła zwrócić na to uwagę Reiny, ta już odepchnęła kajak. Skinęła głową i przestała rozmawiać o Candy. Nie miała jednak żadnego pomysłu na kolejny temat, więc po prostu wiosłowała, wpatrując się w brzegi, które mijały. Usłyszała pytanie Dulce dotyczące run i właśnie miała odpowiedzieć, gdy nagle kajak zakołysał się niebezpiecznie. Naeris krzyknęła ostrzegawczo, ale było za późno. Zimna woda chlapnęła na dziewczyny, a chwilę później obie wylądowały w Amazonce. Naeris poczuła gwałtowną zmianę temperatury, bo mimo upałów wydawało jej się, że wpadła wprost do lodowej otchłani. W panice w ostatniej chwili wzięła wdech i zamknęła oczy. Ciemność otoczyła ją ze wszystkich stron, a w jej głowie coś zaskoczyło. Przypomniała sobie swój dawny sen, przedstawiający właśnie to... upadek do ciemnej toni. Tylko, że we śnie to ktoś ją popchnął. Co to miało znaczyć i czemu akurat teraz musiała o tym myśleć? Zamachała rozpaczliwie nogami, bo pod wpływem paniki zapomniała o tym, że przecież może swobodnie wypłynąć na górę. Zdawało jej się, że jakieś ziele przesunęło się po jej nodze i wierzgnęła gwałtownie w górę. Wymacała różdżkę i wypowiedziała pod wodą zaklęcie, które wyrzuciło ją w górę. Łapiąc się burty kajaka, łapała chciwie powietrze. Przecież wszystko to trwało jakąś minutę.
- Merlinie. - wydusiła i odgarnęła z czoła mokre, jasne włosy. Zacisnęła palce na różdżce i przewróciła kajak, tak by mogły się do niego obie wgramolić. Krukonka przechyliła się przez burtę i padła na deski wykończona. - Dobra, to możemy już wrócić do Hogwartu? - spytała, zamykając oczy i odzyskując oddech. Nie zauważyła, że jej plecak z pożywieniem już gdzieś tam sobie pożeglował.
Reszta rejsu minęła w miarę spokojnie, ale dziewczynę nadal męczyły myśli o tej przepowiedni ze snu. Nie miała pojęcia, że wszystko niedługo się spełni. Wysiadła na brzegu i pożegnała Reinę, by pójść odszukać Liama i kontynuować wyprawę... na bosaka.

zt


Ostatnio zmieniony przez Naeris Sourwolf dnia Nie Paź 02 2016, 16:58, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 28
Skąd : Brighton, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 674
Dodatkowo : animag (nietoperz)
  Liczba postów : 395
http://www.czarodzieje.org/t13244-liam-simon-dear#353836
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13246-liam-s-dear
http://www.czarodzieje.org/t13247-poczta-liama#353858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13248-liam-s-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Podmokłe tereny   Nie Paź 02 2016, 16:56

Nie musiał długo czekać na swoją partnerkę, chociaż zdążył poważnie zastanowić się, czy nie chce jednak zawrócić i znaleźć jakiegoś uzdrowiciela, który wykona robotę mniej w pośpiechu, niż Electra. Bądź co bądź, ręka wciąż go bolała i nie uśmiechało mu się wiosłowanie.
Kiedy zjawiła się jego towarzyszka, odsunął jednak te myśli na bok. Nie był z tych, co się wycofują, poza tym zostawiłby ją wtedy samą w kajaku! Anastasia jednak nie potrzebowała za dużej pomocy, bo zaraz po przedstawieniu się, ruszyła w dalszą drogę, bez problemu machając wiosłami.
Swoją drogą ciekawe, czemu nie przedstawiła się jako Antoinette. Przecież Liam widział listę - inaczej nie wiedziałby, z kim będzie płynąć! Na szczęście ta zagwostka pomogła mu oderwać myśli od nieprzyjemnego pulsowania w zranionym ręku.
- Liam. - uśmiechnął się łagodnie, mając nadzieję, że nie znosi go za mocno na stronę, w której przez cholernego błotoryja miał nieco mniej siły. - To już wiem, nad czym pracować... - mruknął jeszcze, chociaż wcale nie zależało mu na tym, aby zwracać się do Anastasii jakimiś skrótami.
O dziwo, ten etap podróży okazał się zaskakująco prosty i przyjemny. Ręka jakby trochę odpuściła, co więcej dopłynęli jako jedni z pierwszych! Dear był naprawdę pozytywnie zaskoczony tym zjawiskiem. Myślał, że będą wlekli się na szarym końcu, a jego towarzyszka go wyklnie... A tu proszę!
Co więcej, gdy już dopływali na brzeg, mogli dostrzec grupkę tubylców, zbierającą jakieś rośliny i mamroczącą jakieś zaklęcie. Liam z zafascynowaniem przyglądał się temu widowisku i choć nie wszystko zrozumiał, to miał wrażenie, że jego zdolności kulinarne nieco się polepszyły.
Gdy dopłynęli na miejsce, Antoinette opuściła go niemal od razu, on sam więc również się pożegnał i ruszył przed siebie, mając nadzieję, że kolejny etap nie będzie zawierał towarzystwa gryzących bestii.

/zt

Przeprawa kajakami
Kostka - sterowanie: 1
Kostka - wypadki: 3
Punkty z run: 0
Link do losowania: O, jakoś tutaj
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Podmokłe tereny   

Powrót do góry Go down
 

Podmokłe tereny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

 Similar topics

-
» 1000 letnie Królestwo Isusa... jak będzie ono funkcjonowało
» Tereny Szamanki

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
reszta świata
 :: 
Kolumbia
 :: 
Dzungla
-