Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Serce dżungli

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5347
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2811
http://www.czarodzieje.org/t7093-rasheed-sharker
http://www.czarodzieje.org/t7094-rekinowe-relacje
http://www.czarodzieje.org/t7096-rasheed-sharker
http://www.czarodzieje.org/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Serce dżungli   Nie Maj 22 2016, 17:15


Serce dżungli

Miejscowi mówią, że wszystkie leśne ścieżki prowadzą właśnie do tego miejsca, zamieszkiwanego przez największe skupisko kapucynek białoczelnych w całej Kolumbii, chociaż można tutaj napotkać również kapucynki czubate.

Nieobowiązkowe kostki na zdarzenie losowe:
1 i 3 - Przyszedłeś tutaj podziwiać kapucynki? Jeśli tak to trafiłeś idealnie w punkt. Małpki są dzisiaj wyjątkowo znudzone, a Twoje pojawienie się uznają za idealny pretekst do figli. Jedna wskakuje Ci na plecy i wsuwając palce w Twoje włosy, zaczyna Cię iskać, inną wyjątkowo bawi zabawa Twoimi sznurowadłami lub sznurkiem od spodni czy czymś podobnym, a to jeszcze nie wszystko, bo schodzą się kolejna, a każda następna jest tak samo przyjaźnie nastawiona.
2 i 5 - Nie dzieje się nic specjalnego. Wszystkie kapucynki są zajęte rozłupywaniem orzechów, zbieraniem owoców czy ogólnie przyjętym harcowaniem na drzewach i nie zwracają na Ciebie najmniejszej uwagi.
4 i 6 - Dzisiaj jest zdecydowanie zły dzień na obserwację małp. Kapucynki są wyraźnie czymś poruszone i podenerwowane. Kiedy zbliżasz się do jakiejś, inna rzuca w Ciebie orzechami, chcąc Cię odgonić. Zdaje się, że pozostaje Ci neutralna obserwacja z daleka, o ile nie chcesz zostać zaatakowany przez stado wściekłych małpek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Skąd : Norwegia, Kristiansand
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 442
  Liczba postów : 156
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12782-yngve-lsnedahl#344813
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12784-yngve-magnus#344824
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12783-sowka-hanne#344823
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12785-yngve-magnus-lsnedahl#344826




Gracz






PisanieTemat: Re: Serce dżungli   Sro Lip 20 2016, 00:23

Próby porozumienia się z ludźmi w domku były uciążliwe. Problemy potrafi sprawić rozmowa z jedną osobą, bo samo pisanie bywa czasochłonne, a co dopiero próby zrozumienia, co mają do powiedzenia wszystkie trzy dziewczyny? Męczyło go samo przeskakiwaniem wzrokiem od jednej do drugiej. Przyłapywał się na tym, że wielu słów musiał domyślać się z kontekstu, a jego wypowiedzi okazywały się niezbyt precyzyjne. Uciekł stamtąd jak najszybciej, dokładnie w chwili, kiedy przepakował się do poręcznej torby i mógł bez obaw wyruszyć na poszukiwania. Nie skarbu – nawet nie wiedział, co mogłoby nim być – ale przygody. Zdecydowanie tego potrzebował – dozy nieprzewidywalności.
Miasteczko w tej chwili absolutnie go nie interesowało. Tłum ludzi i ciągłe przepychanki skutecznie zniechęcały go do wykorzystania świstoklika. Przebywanie na obszarze domków również nie mogło mu zapewnić spokoju. Przez chwilę myślał nad wybrzeżem, ale kiedy spojrzał w dżunglę i przypomniał sobie o prawdziwych szamanach, już wiedział, jak spędzi dzisiejsze popołudnie. Może zapuści się tak daleko, że wróci dopiero nocą, o ile znajdzie właściwą drogę?
Poprawił torbę i sprawdził, czy na pewno ma różdżkę. Kiedy okazało się, że wszystko jest na swoim miejscu, z odwagą wszedł w pierwsze zarośla. Całkowicie zapomniał o jakiejkolwiek ścieżce. Po prostu parł na przód, walczył z gałęziami i dostawał liśćmi po twarzy, ale w ogóle go to nie zraziło. Gdy odszedł na bezpieczna odległość, skąd nikt nie powinien go widzieć, zaczął iść szybciej, aż wreszcie puścił się biegiem, gdy drzewa zaczęły się przerzedzać. Zwolnił ponownie, gdy wśród traw dostrzegł ruch. Zapewne mógłby go usłyszeć już wcześniej, a teraz tylko przestraszył małe stworzenie. Teraz szedł ostrożniej, uważniej rozglądając się na boki. Nie znał się na dżungli za bardzo i nawet wymienienie trzech gatunków zwierząt, które mógłby tu spotkać, sprawiało mu problem.
Tym bardziej zainteresował się, kiedy zobaczył małą małpkę, kapucynkę, która ze znudzeniem siedziała na zwalonym drzewie. Ożywiła się dopiero wtedy, gdy go zobaczyła. Nawet nie chciała uciekać. Od razu skierowała się w stronę Yngve i bez zbędnej opieszałości wskoczyła mu na plecy. Chłopak początkowo się przestraszył i już planował, jak bezpiecznie pozbyć się intruza, ale małpka okazała się przyjaźnie nastawiona i zamiast gryźć, wdrapała mu się na ramiona i łapkami zaczęła przeczesywać mu włosy. Dopiero po chwili zorientował się, że właśnie go iska jak swojego towarzysza. Uśmiechnął się do siebie i bez gwałtownych ruchów usiadł na ziemi, wyciągając przed siebie nogi. Na wszelki wypadek nie zdejmował jednak torby i przełożył ją do przodu, żeby cały czas ją widzieć.
Zaraz wyciągnął rękę, aby pogłaskać małpkę. Nie uciekała.

kostka: 3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 21
Skąd : Oslo, Norwegia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 176
  Liczba postów : 314
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10512-atria-amelia-ashworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10536-animagiczny-anonimowy-alkoholik#289574
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10529-lisner
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10537-atria-amelia-ashworth#289575




Gracz






PisanieTemat: Re: Serce dżungli   Sro Lip 20 2016, 16:28

/z domku

Atria miała dość już tych wakacji. A te dopiero się zaczęły. Nie wiedziała na kogo bardziej powinna być wściekła. Na ojca, że wymusił na niej przyjazd tutaj, czy na siebie, że zawsze wykonywała jego polecenia. W sumie chyba na siebie była zła najmocniej. Ostatnio nie miała w ogóle humoru. Pewnie każdy kto ją znał, zakładał, po poznaniu jej, że ona nigdy humoru nie ma. Wcale tak nie było, fakt, że trzymała emocje w środku na uwięzi, nie znaczył, że nie miała dni gorszych i lepszych.Ostatnio jednak miała wrażenie, że trafiają się jej tylko te złe. Nie widywała Rienca, który sprawiał, że jej dzień, a także pobyt w Anglii był przyjemniejszy, została zaręczona wbrew własnej woli, dała się podejść jakiemuś marnie wyszkolonemu pisklakowi, a teraz jeszcze nie dość, że miała dzielić pokój ze swoim przyszłym mężem(jakby nie starczyło, że będzie z nim dzielić życie po ślubie), to jeszcze okazało się, że razem z nimi pokój ten zajmować będzie jego wybranka. Cudnie. Tego jej było trzeba. Jakiegoś marnego, szkolnego dramatu.
Opuściła domek i spokojnym krokiem wyszła poza obszary zamieszkanie. Uniosła dłonie i spięła wlosy w koka na czubku głowy. Musiała rozładować całe to napięcie. Wzięła trzy wdechy a potem rzuciła się biegiem przed siebie. Najszybciej jak umiała. Kompletnie nie zważając na zachaczające ją głazie, z których kilka okazało się na tyle ostrych, że przecięło skórę na jej ramieniu czy policzku. Nie przejmowała się. Tak drobne rany można było wyleczyć jednym machnięciem różdżki. To zaś, które sprezentowano jej w Wrzeszczącej Chacie do tej pory dawało o sobie znać. Co prawda uważyła eliksir leczący i mięśnie zdawały się być zrośnięte, bo ponownie mogła ruszać dłonią i palcami, to jednak nadal pozostała brzydka różowa blizna, która biegła na około nadgarstka niczym jakaś obleśna bransoletka, a ból przychodził podczas zmian pogody.
Pochłonięta ponownym rozpatrywaniem swoich potknięć podczas potyczki z Gillsem prawie potknęła się o Yngve i zaliczyła orła. Dosłownie w ostatniej chwili zauważyła go. Wiedziała, że jest już za późno na wyhamowanie. Więc po prostu przeskoczyła nad nim, mając nadzieję, ze stopami nie zahaczy o jego głowę. Spłoszyła też swoim występem kapucynkę, z którą starał się zaprzyjaźnić. Sama zaś Atria lądując poślizgnęła się na liściu i zamiast pewnie stanąć na gruncie pewnie walnęła w niego tyłkiem. Skrzywiła się. Nie była kobietą "wielkich wejść" a jej stonowana natura zdecydowanie nie wyzwala w niej takich zachowań. Głupi Carlsson, głupi de Rais. Zerknęła na swojego znajomego, który teraz patrzył na nią z uniesionymi brwiami. Zdecydowanie była ciekawym obrazkiem w tej chwili. Z liśćmi w głowie, zacięciami na policzkach i ramionach i różowymi od wysiłku polikami. Uniosła zaznaczoną blizną dłoń i założyła za ucho jakiś niesforny kosmyk rudych włosów. W końcu spojrzała na niego i wzruszyła tylko ramionami. Nawet nie wiedziała co, albo o czym miałaby mu najpierw powiedzieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Skąd : Norwegia, Kristiansand
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 442
  Liczba postów : 156
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12782-yngve-lsnedahl#344813
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12784-yngve-magnus#344824
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12783-sowka-hanne#344823
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12785-yngve-magnus-lsnedahl#344826




Gracz






PisanieTemat: Re: Serce dżungli   Sob Lip 30 2016, 18:37

Przestał na cokolwiek uważać. Nie przyszło mu do głowy, że w środku dżungli mógłby go ktoś znaleźć. Nie znał faktycznych rozmiarów tej dżungli, ale w jego wyobrażeniu zajmowała prawie połowę Sahary. Nie przesadzał. Taki obraz malował mu się przed oczami i nie chciał zniknąć, nieważne, jak bardzo by tę wersję prostował.
Tym bardziej przestraszył się, gdy wyczuł za sobą ruch dzięki małpce, które nagle przerwała swoją zabawę i czym prędzej czmychnęła w zarośla, aby zaraz wspiąć się na drzewo. Yngve nie wyostrzył tak szybko zmysłów, ale jego uwadze nie umknął ruch powietrza i ten charakterystyczny dźwięk, którego co prawda nie mógł usłyszeć, ale coś wewnątrz mu mówiło, że właśnie się rozległ, nad jego głową. Pochylił się gwałtowanie, żeby tylko to coś nie złapało go za włosy (które bardzo lubił, chociaż tego nie okazywał!), a ręką starał się wymacać różdżkę. Gdzie on ją, do cholery, podział?! Przesuwał palcami po trawie, łapał w palce kamyki, a pod paznokciami czuł piasek. Źdźbło trawy rozcięło mu nawet rękę, ale w tej chwili najważniejsza była różdżka. Skoro jej nie miał – a wydawało mu się, że chwilę temu ją wyciągał – nie mógł się podnieść, a tym bardziej się bronić. Chociaż nie panikował, czuł się niepewnie w obecności nieznanego. Jeśli to człowiek, to nawet się z nim nie dogada. Istniało większe prawdopodobieństwo, że znajdą wspólny język wśród tych, które umie Yngve, niż to, że druga osoba kiedyś nauczyła się migowego.
Ale – jak na złość – różdżki nie było! Norweg powtarzał sobie uparcie, że przecież nie jest bezbronny, nawet bez czarodziejskiego przedmiotu sobie poradzi. Wciąż był facetem, swego czasu nauczył się używać pięści i robić sprawne uniki. Jednakże snuł najczarniejsze scenariusze, jak to musi zostawić swoją różdżkę w środku lasu, a już jedną stracił i nie chciał przeżywać tego po raz kolejny. Został wybrany. Jako że na ziemi nie był bezpieczny i o wiele trudniej było mu się bronić, uniósł się szybo i zwinnie, a potem powoli zaczął podnosić wzrok. Dostrzegł buty i szczupłe nogi – zdecydowanie kobiece. Gdy spojrzał wyżej, skupił się na rękach. Skoro to człowiek, to być może czarodziej, więc Yngve musiał ocenić, w której ręce trzyma różdżkę i jak pewnie to robi. Odetchnął, gdy obie dłonie były puste, a na jeden mógł nawet dostrzec świeżą bliznę. Chciał przemówić, ale najpierw musiał spojrzeć na twarz dziewczyny, aby upewnić się, że będzie na niego patrzeć. Uniósł wysoko brwi w zdziwieniu. Atria. Kto by się spodziewał, że spotka tu Atrię. Od kiedy w ogóle Atria miała blizny na rękach? Dopiero teraz zauważył, że dziewczyna siedzi na liściach, a gdy skojarzył fakty, dotarło do niego, że ona wcale nie chciała go zaatakować, a najzwyczajniej w świecie próbowała go ominąć. A że jedyne wyjście to skok nad jego głową, nie miała nad czym myśleć. Potem najwyraźniej lądowanie jej nie wyszło.
Podszedł do Krukonki i wyciągnął rękę, aby pomóc jej wstać. Potem wskazał na jej zabliźnioną dłoń i rękami zrobił gest niezrozumienia. Starał się też odpowiednio podkreślić to mimiką, ale w tym nigdy nie był najlepszy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 21
Skąd : Oslo, Norwegia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 176
  Liczba postów : 314
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10512-atria-amelia-ashworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10536-animagiczny-anonimowy-alkoholik#289574
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10529-lisner
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10537-atria-amelia-ashworth#289575




Gracz






PisanieTemat: Re: Serce dżungli   Nie Lip 31 2016, 18:22

Atria musiała jakoś rozładować napięcie, które na piętrzyło się w niej ostatnio. Pomyśleć by można, że osoba wyszkolona do zabijania innych, od dziecka uczona tego, jak pozbywać się zbędnych emocji z wymienionymi wyżej sprawami poradzi sobie bez większych problemów. Ale Hogwart ją zmienił. Zmiękczył ją i ostatnio sama siebie złapała na tym, że dawała się zaskoczyć(co właściwie nie powinno się zdarzyć) a jej starannie pielęgnowanie opanowanie pochłaniało więcej energii niż wcześniej.
Dlatego postanowiła pobiegać. A właściwie biec przez siebie w szaleńczym tempie, jakby goniła ją sama śmierć. Nie zwracała uwagi na haczące ją gałęzie. Spojrzeniem wyłapywała przeszkody i je omijała. Poza tą ostatnią, bo odpłynęła myślami gdzieś w okolice Rienca i prawie pozbawiła nogam Yangve głowy. A wcale nie miała tego w zamiarze. Bo Ślizgon był jedną z niewielu osób, które Atria znała jeszcze ze starej szkoły i, choć to dziwnie brzmi w związku z Atrią, to naprawdę go lubiła, a nawet uważała za przyjaciela. Początkowo znajomość z nim zlecił jej ojciec. Løsnedahl należeli do Norweskiej elity, więc jej uznał za ważne, by córka znała któregoś z ich przedstawicieli. Oh, ich znajomość zdecydowanie nie należała do tego z rodzaju spokojnych, jeszcze przed wypadkiem nie i zanim Atria nauczyła się kontrolować całkowicie swoje emocje, nie raz i nie dwa ta dwójka wrzeszcząc na siebie wprawiała w drżenie szkolne korytarze. Ale Atria w końcu zaczęła cenić sobie znajomość z Yangve.
Dzisiaj kompletnie nie spodziewała sie go zobaczyć. Może dlatego, że opuszczając domek miała nadzieję pobyć sama. Z drugiej jednak strony przy Yangve Atria mówiła tak wiele, że postronny obserwator znający ją osobiście pewnie pod wątpliwość poddawałby to, że rzeczywiście patrzy na Atrię. I uśmiechała się przy nim. Częściej niż przy innych. Tak, jakby w jakiś sposób potrafił jej uśmiech wywołać niczym katalizator. A Atria nadal nie rozumiała dlaczego.
Złapała za jego dłoń i podniosła się sprawie. Stojąc już przed nim westchnęła głęboko i uniosła dłoń do włosów, z których wyciągnęła jedną z wielu gałązek. Podążyła za jego wzrokiem na swoją różową bliznę i skrzywiła się marszcząc czoło. Uniosła zranioną dłoń i przyjrzała jej się dokładniej.
-Dałam się zaskoczyć - odpowiedziała, jakby to było oczywiste. Dla niej było. Ślizgon jednak nie wiedział czym zajmuje się jej rodzina. - Okazało się, że Twój kolega z domu, Gilles de Rais, lubi poznęcać się nad innymi wykorzystując do tego, jego zdaniem, zmyślnie opracowane narzędzia. - wytłumaczyła mu spokojnie unosząc na niego piwne ślepia. Zaraz jednak wróciła spojrzeniem do dłoni. Rozprostowała ją i poruszyła palcami, a po jej twarzy szybko przemknął cień, gdy dłoń przeszył ból zacisnęła ją znów w pięść i opuścił luźno wzdłuż ciała. - Przez głupotę i nieuwagę pozwoliłam by owinął mi nadgarstek garotą. Gdybym nie zadziałała szybko straciłabym dłoń. - mruknęła, widocznie tym faktem niezadowolona, choć zdawać by się mogło, że mocniej irytował ją fakt, że dała się podejść, niż ten, że prawie pozbawiono by ją dłoni. - Od tygodnia piję eliskir leczący. - skrzywiła się. Napój miał okropny smak. Ale nie miała wyjścia. Rekonwalescencja dłoni była ważniejsza, niż jej upodobania smakowe. Uniosła drugą dłoń, naznaczoną pierścionkiem zaręczynowym od Carlssona i położyła ją na ramieniu przyjaciela. Uśmiechnęła się do niego. - Odpłaciłam mu się. - poruszyła wymownie brwiami. Choć Yangve nie znał historii jej rodziny, doskonale wiedział, ze Ashworth potrafi więcej niż pokazuje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Skąd : Norwegia, Kristiansand
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 442
  Liczba postów : 156
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12782-yngve-lsnedahl#344813
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12784-yngve-magnus#344824
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12783-sowka-hanne#344823
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12785-yngve-magnus-lsnedahl#344826




Gracz






PisanieTemat: Re: Serce dżungli   Pon Sie 01 2016, 19:46

Pociągnął dziewczynę w górę, nie tracąc przy tym równowagi. Wreszcie stali naprzeciwko siebie, ale chłopak odsunął się dwa kroki, trochę bliżej miejsca, gdzie przed chwilą siedział, ale zrobił to tylko po to, aby lepiej widzieć twarz dziewczyny. Zdarzało jej się mówić przy nim nie tylko dużo, ale i szybko, a jednak z bliskiej odległości odczytywanie tego, co mówiła, byłoby trudne.
Teraz widział, jak marszczy czoło i z niechęcią patrzy na bliznę, która musiała jej się bardzo źle kojarzyła. Być można oznaczała coś nieprzyjemnego albo przypominała o tym, że dziewczyna sama nie poradziła sobie z przeciwnikiem? Przeszkoda? Nie znał jeszcze historii bladego, wijącego się śladu, dlatego zanim zaczął snuć własne przypuszczania, poczekał na wyjaśnienia z ust dziewczyny.
Atria faktycznie zaraz zaczęła opowiadać. Robiła też co jakiś czas przerwy, co pozwalało Yngve przetwarzać to, co udało mu się zrozumieć. Gorzej było z imieniem kolegi z domu, bo nie brzmiało angielsko, a do tego on takiej osoby nigdy nie spotkał. Faktycznie, w Hogwarcie jest krótko, więc nic dziwnego, że poznał zaledwie kilka osób. Spora część uczniów wciąż go unikała. Nie wiadomo, czy to z obawy, respektu czy przewrażliwienia na punkcie kalek. Teraz jednak miał większe zmartwienia na głowie. Ktoś ważył się zranić Atrię i to jeszcze tak, że został po tym ślad. Yngve rozumiał wszystko. Pojedynki między uczniami, bójki czy wypadki, ale jak można ranić kogoś tak bardzo i jeszcze zostawić na pastwę losu? Jeszcze gdy usłyszał, że prawie straciła rękę, coś w nim zważało. Zapominając, że nie wydobędzie z siebie żadnego dźwięku, otworzył usta i poruszył wargami. Dopiero po chwili ze złością zauważył, że ona i tak go nie usłyszy. W gniewie rozejrzał się za różdżką, ale jej wciąż nie było – zapewne leżała w najoczywistszym miejscu – i zanim przypomniał sobie o bloku w torbie. Uniósł wskazujący palec do góry, czym dał Atrii znak, żeby poczekała, bo ma pomysł, i schylił się po rzeczy. Dopiero wtedy dziewczyna wspomniała coś o eliksirze, a potem pokazała drugą rękę, na której błyszczał pierścionek na serdecznym palcu. Początkowo Yngve nie rozumiał, o co chodzi – błyskotki niezbyt go interesowały – ale wreszcie skojarzył, że to prawa rękę. Uniósł sugestywnie brwi. Teraz to on miał mnóstwo pytań!
Powinienem się z nim policzyć? Napisał. Mało starannie, bo w powietrzu, ale to wciąż było wyćwiczone pismo artysty. Ktoś musi mu wyjaśnić, że niektórych należy traktować z szacunkiem. Dopisał. Rzadko kiedy włączał się w nim instynkt obrońcy. Gdyby to Ingrid mówiła mu o tym, a nie Atria, nawet nie pytałby o zgodę. A pierścionek? Od kogo? Dopisywał wszystko powoli, pozwalał wcześniej Krukonce zapoznać się z treścią, a gdy przychodziło mu do głowy coś nowego, dopiero odwracał blok i znowu sięgał po flamaster.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 21
Skąd : Oslo, Norwegia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 176
  Liczba postów : 314
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10512-atria-amelia-ashworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10536-animagiczny-anonimowy-alkoholik#289574
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10529-lisner
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10537-atria-amelia-ashworth#289575




Gracz






PisanieTemat: Re: Serce dżungli   Wto Sie 02 2016, 07:43

Yangve był chyba jedną z niewielu osób, przy których Atria nie miała tego natrętnego nawyku, czy też odruchu, przez który przy każdym dotyku chciała kogoś automatycznie zablokować, albo nawet mocno go walnąć. Nigdy nie rozumiała dlaczego, mimo, że nie raz się kłócili, nigdy nie budził w niej chęci uderzenia go. I nie, nie miało to nic wspólnego z jego kalectwem, bowiem znali się już wcześniej. A teraz i tak w żadnym wypadku ślizgon nie był dla niej przez swoją dysfunkcję w żaden sposób gorszy, czy mniej sprawny.
Miał na nią dziwny wpływ. Nie dość, że nie odczuwała przy nim nieprzemożonej chęci by go uderzyć, to jeszcze, często, mówiła przy nim tyle w ciągu jednego spotkania ile nie mówiła przez całą znajomość z innymi ludźmi.
Blizna zaś przypominała jej tylko i wyłącznie o tym, że dała się podejść. Jak jakaś kompletna amatorka. To zaś szalenie ją irytowało. Bardziej niż cokolwiek. Bo jakiś leszcz, nie powinien być w stanie sprawić takiego problemu szkolonej na płatnego zabójcę dziewczynie. Ale tego Yangve nie wiedział. I nie zamierzała mu tego mówić.
Na nieznajomości de Raisa Løsnedahl nic nie tracił. A nawet Atria była skłonna spokojnie założyć, że i zyskiwał. Miała co do niego złe przeczucia. Coś z tym chłopakiem było mocno nie tak. I wiedziała to już chyba od samego początku, gdy spotkała go po raz pierwszy we Wrzeszczącej Chacie. On zaś tylko potwierdził jej przypuszczenia.
I to nie tak, że Atria została zostawiona na pastwę losu. W sumie wręcz przeciwnie, to ona finalnie okazała się lepsza w tym dziwnym pojedynku, który odbyła kilka dni temu. Jednak przez swoje ostatnie rozkojarzenie i niedocenienie przeciwnika pozwoliła się zranić. Obserwowała reakcję swojego przyjaciela, jakby z nich próbując wyczytać co chce jej powiedzieć. W końcu widząc uniesiony palec ku górze przestąpiła lekko z nogi na nogę.
Pokręciła przecząco głową, jednak leciutki uśmiech zabłądził przy jej ustach, gdy ślizgon zaproponował jej pomoc. Choć nie doceniała jego propozycji, to wolała sama zajmować się swoimi sprawami jak i waśniami.
-Nie warto. – skomentowała tylko krótko, gdy spojrzenie chłopaka wróciła do jej twarzy. Naprawdę sądziła, że szkoda było marnować czas na tego szkodnika. Wątpiła, by postanowił ponownie z nią zadrzeć, była przeciwnikiem z innej ligi. A nawet jeśli, drugi raz nie miała zamiaru dać się zaskoczyć.
Na ostatnie pytanie zrobiła kwaśną minę. Od razu na myśl przyszło jej spotkanie z jej ojcem, oraz narzeczony, który działał na nią jak płachta na byka.
-Mikkel Carlsson. – wyjaśniła. Yangve powinien chociażby kojarzyć chłopaka. Wszyscy chodzili do jednej szkoły. Chociaż jej znajmość z Carlssonami zanim jej palec zaczął zdobić pierścionek ograniczała się głownie do corocznych spotkań w ich rezydencji w Oslo. – Ojciec uznał, że czas wydać mnie za mąż. W jego oczach nadaję się chyba tylko do rodzenia dzieci. – dodała wywracając ślepiami. Chociaż Yangve doskonale musiał zdawać sobie sprawę, jak mocno bolał ją fakt tego, że ojciec nigdy jej nie doceniał i zawsze na pierwszym miejscu stawiał starszych braci, którzy w genach odziedziczyli unikatowe zdolności.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Skąd : Norwegia, Kristiansand
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 442
  Liczba postów : 156
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12782-yngve-lsnedahl#344813
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12784-yngve-magnus#344824
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12783-sowka-hanne#344823
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12785-yngve-magnus-lsnedahl#344826




Gracz






PisanieTemat: Re: Serce dżungli   Nie Sie 28 2016, 01:39

@Atria Ashworth wydawała się inna niż wcześniej. Może zmęczona? Zawstydzona tym, co się stało? Chyba nie potrafił odczytywać ludzkich emocji, ale wyczuwał, że coś jest nie tak. Może dziewczyna coś kręciła?
Zawsze jest warto. Nagryzmolił. Znęcanie się nad innymi jest poniżej poziomu. Skomentował. Nawet on nie podniósłby różdżki na dzieciaka, który mu dokuczałby, ani – tym bardziej – na nieuzbrojonego lub niewinnego człowieka. A cóż Atria mogłaby zrobić niejakiemu Gilesowi? Nakrzyczeć, bo stanął jej na palcach? Przywalić za to, że zbyt nachalnie się na nią gapił? Może nie znał prawdziwego oblicza Krukonki, ale nie wyobrażał sobie sytuacji, w której mogłaby wystąpić w roli agresora. Dlatego też nie podejrzewał, w jakim kierunku kształci się dziewczyna i dlaczego tak bardzo się stara. Zawsze myślał, że to tylko po to, aby zaimponować rodzicom.
Imienia nie kojarzył, niestety, ale to nie było dziwne. Studenci to grupa, z którą nie miał większej styczności. Nie unikał ich, to nie ten typ człowieka, ale też nie zabiegał o ich uwagę. Zajęć razem nie mieli, dormitoriów nie dzielili, a on nie widział go w pobliżu Atrii. Zapisał sobie jednak w pamięci to nazwisko. Carlsson. Atria Carlsson.
Zupełnie w ciemno? Zapytał, wyraźnie zdziwiony. Czy ten zwyczaj już dawno nie zaniknął? Obiecywanie dzieci obcym ludziom bez wiedzy, czy druga strona będzie miała do zaoferowania coś równie cennego i dobrego, zakrawa o głupotę. Ojciec obiecał Atrię, piękną i inteligentną dziewczynę jakiejś rodzinie zanim jeszcze poznał ich syna? A może poznał Carlssona i dopiero wówczas oświadczył Krukonce, za kogo wyjdzie? Nie rozumiem. Dopisał. Nie uważał, żeby wychodził z bardzo nowoczesnej rodziny, ale Ashworth żyją jeszcze w średniowieczu. Przynajmniej pokłada w tobie jakieś nadzieje. Pewnie myśli, że masz dobre geny. – Próbował ją trochę pocieszyć, może nawet rozbawić mimo braku wprawy.
Przygryzł wargę, ale zaraz dopisał jeszcze: Przejdziemy się? Ciekawe, co ten las ma do zaoferowania.

Nie wiem, co tu mogę napisać jeszcze :c
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Serce dżungli   

Powrót do góry Go down
 

Serce dżungli

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Bóg bada serca i nerki - o co w tym chodzi?
» Miej serce i patrzaj w serce

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
reszta świata
 :: 
Kolumbia
 :: 
Dzungla
-