Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksSzukajRejestracjaZaloguj

Share
 

 Różdżki Fairwynów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość


Zilya Fyodorova
Zilya Fyodorova

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 2714
  Liczba postów : 1932
http://www.czarodzieje.org/t8036-zilya-nikolaevna-fyodorova
http://www.czarodzieje.org/t8073-syberyjska-dzikuska#225025
http://www.czarodzieje.org/t8071-syberyjska-sowka#225017
http://www.czarodzieje.org/t8067-zilya-fyodorova
Różdżki Fairwynów - Page 4 QzgSDG8




Administrator




Różdżki Fairwynów - Page 4 Empty


PisanieTemat: Różdżki Fairwynów   Różdżki Fairwynów - Page 4 EmptyPią Maj 20 2016, 14:25

First topic message reminder :


Różdżki Fairwynów

Sklep różdżkarski od pokoleń należący do rodziny Fairwynów budzi mieszane uczucia. Z jednej strony, produkują oni znacznie silniejsze różdżki, niż popularny w Wielkiej Brytanii Ollivander. Ich rdzenie dają przewagę przede wszystkim w pojedynkach. Szybsze działanie, mocniejsze zaklęcia. Dla wielu te atuty są na tyle kuszące, że postanawiają wydać swe galeony i zaopatrzyć się w ten cenny przedmiot. Dla drugiej części społeczeństwa te różdżki są źródłem licznych sporów. Ich duża moc wynika z rodzaju rdzeni używanych do ich wytwarzania. Są nimi części ciała, których pozyskanie wymaga zabicia zwierzęcia. Fairwynów zwykle interesują nie włosy, ale serca.. Jak się bowiem okazuje, poświęcone życie zwierzęcia daje czarodziejowi znaczącą przewagę. Nie każdy jednak chce z tego korzystać.

W sklepie znajduje się wiele długich pomieszczeń, wypchanych różdżkami. Niektóre mają rdzenie z tropikalnych krajów, inne pochodzą z Wysp Brytyjskich. Ciężko jednak znaleźć powtarzające się rdzenie, a każdy z nich daje podobną, zwiększoną siłę. Sprzedawcy w tym sklepie to najczęściej członkowie rodu Fairywynów lub osoby bezpośrednio z nimi zaprzyjaźnione. Do tego rodzinnego biznesu rzadko kiedy wpuszczany jest ktoś z zewnątrz. Rodzina pieczołowicie dba o zachowanie tajników różdżkarstwa wyłącznie dla siebie.

Każda różdżka w tym sklepie kosztuje 200 galeonów. Kiedy postać zakupi tutaj różdżkę, wpisuje ją w kuferku, w nawiasie obok wpisując (+5). Oznacza to, że w każdym wątku, w którym będzie rzucać zaklęcia za sprawą różdżki, będzie mieć statystykę Zaklęć podwyższoną aż o 5 punktów! Możesz to wykorzystywać w każdym wątku na forum, na którym istotny jest próg punktów z Zaklęć.
Członkowie rodu mają możliwość zakupienia różdżki za pół ceny.


Serce Buchorożca
Oko Feniksa
Ogon Gryfa
Róg Minotaura
Serce Testrala
Żądło Mantrykory
Kopyto Pegaza
Krew Jednorożca  
Krew wili
Róg dwurożca
Serce hipogryfa
Krew syreny
Ogon widłowęża
Język żmijoptaka
Oko szyszymory
Kieł wilkołaka

(kupujesz tylko określony rdzeń, bo to on jest charakterystyczny i inny w tych różdżkach. Długość oraz drewno możesz klasycznie wylosować w temacie z różdżkami lub skomponować wedle własnego uznania)
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość


Elaine J. Swansea
Elaine J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 171 cm /168
C. szczególne : Poprawiony wzrost, delikatny makijaż, znamię na karku
Galeony : 232
Dodatkowo : metamorfomag, prefekt fabularny
  Liczba postów : 571
http://www.czarodzieje.org/t16910-praca-wre
http://www.czarodzieje.org/t16931-spis-relacji-elaine-s#471782
http://www.czarodzieje.org/t16935-syczek-jeczybula#471819
http://www.czarodzieje.org/t16911-elaine-swansea#471382
Różdżki Fairwynów - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Różdżki Fairwynów - Page 4 Empty


PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Różdżki Fairwynów - Page 4 EmptyWto Paź 08 2019, 20:35

Mogła się poniekąd spodziewać, że nie przyjmie jej komplementu, ale też na siłę go jemu nie wciskała. Ostatnio, gdy go nimi zarzuciła nieomal się coś między nimi popsuło. Potrzebowała utrwalić ciepło w ich relacji, a więc nie spieszyła się już z tak dobitnym okazywaniem zachwytu. Zwolniła tempo i to dzięki niemu hamowała swoje wylewne zapędy. Zeszłotygodniowe przykre doświadczenie jedynie ułatwiało jej opanowane się w niektórych sytuacjach. Teraz wolałaby nie, kiedy stał na wyciągnięcie ręki. Wystarczyło przyciągnąć go do siebie, zatopić się w pocałunku i wizja stworzenia dzisiaj różdżki odsunęłaby się mocno w czasie. Między innymi po to, aby nie rozpędzać się w swoich małych-wielkich marzeniach, zwinęła palce na krańcu stolika, by nie lgnęły tak gorliwie ku niemu. Przyciągał ją w każdy możliwy sposób, a doceniała każdy jego dotyk. Wiedziała, że niegdyś był bardzo powściągliwy i na własnej skórze poczuła kiedyś jak bardzo stronił od kontaktu fizycznego. Tym bardziej cieszyła się i rozchylała usta w pełnym czułości uśmiechu, gdy sam z siebie skradał jej pocałunki. Mogła dać mu ich tysiące, a i tak by się cieszyła każdym następnym, jakby był tym pierwszym.
Musiała przyznać mu rację. Dopiero, gdy wypowiedział te słowa, odkryła jakie są prawdziwe. On obawiał się nad życie ognia, a ona wody. Oboje mieli traumatyczne przeżycia związane z żywiołami, choć Elaine nie nosiła ich śladów na skórze tylko w duszy. - Jesteśmy tak od siebie różni, ale z drugiej strony... tak, dopasowani. - zerknęła na ich splecione palce, od których wszystko się zaczęło. Już na początku odkryła jak wygodnie jest trzymać jego dłoń, jakże to naturalne się jej wówczas wydawało. Odwzajemniła jego uśmiech i usiadła na przysuniętym krześle, aby zrobić mu więcej miejsca. Nie miała pojęcia czego potrzebował, ale postanowiła dać mu przestrzeń i milczenie pomagające się skoncentrować na bardzo istotnym zadaniu. Oparła policzek o palce dłoni i spoglądała na Rileya podczas pracy. To było hipnotyzujące. Odnosiła wrażenie, że atmosfera na zapleczu gęstnieje, ale w jakiś magiczny i pozytywny sposób bez względu, iż rdzeniem była krew. Wstrzymała oddech widząc blask, gdy dwa suplementy próbowały się połączyć. Zsynchronizować? Dopasować? Nie miała pojęcia lecz nie śmiała przerywać ciszy. Spoglądała na profil Rileya, oświetlony teraz blaskiem rdzenia i drewna. Syczało, parowało i wyglądało, jakby wcale nie zgadzało się na takie połączenie. Zdążyła zmartwić się, że coś poszło nie tak lecz spokój Rileya przeczył jakoby miało dziać się coś niezgodnie z planem. Obserwując jego czynności mimowolnie zastanowiła się nad faktem, iż będzie nosić w różdżce srebrzystą krew wspaniałego stworzenia. Serce biło jej na samą myśl, a gdzieś w jego głębi pojawiła się nieśmiała ekscytacja. Jednorożec. Czyż to nie cudowne stworzenie? Czyż nie jest potężne, majestatyczne, niewinne i czyste? Krew miała właściwości uzdrawiające i przedłużające życie, a mając ją jako rdzeń... czuła, że mogłaby nabrać pewności siebie jako pełnokrwista czarownica. Ogarnęło ją wzruszenie... tak, dziwne i niezrozumiałe dla niej wzruszenie, gdy oniemiała spoglądała jak jałowiec zrasta się mając w środku cudowny katalizator mocy. To było niepojęte i w końcu tak naprawdę zrozumiała, że różdżka jest w jakiś sposób żywa. Tak bardzo zapragnęła, aby jej nie odrzuciła! Sposób w jaki Riley ją trzymał... jak najcenniejszy skarb. Proces grawerowania run był dla niej czymś nowym, jednak zacisnęła usta, aby nie zadać pytania dlaczego to robi. Obserwowała i nie potrafiła oderwać wzroku od jego dłoni i różdżki zmieniającej się pod wpływem niemych zaklęć. Podświadomie zrozumiała, iż zapłonięcie znaków oznaczało ukończenie procesu tworzenia. A ta świadomość wywołała zestresowanie. Skończył, potwierdził to. Ostrożnie wstała z krzesła, a kolana jej drżały. Identyczne uczucie jak podczas kupna pierwszej. Zajrzała do niebieskich oczu Rileya szukając w nim otuchy i uśmiechnęła się niepewnie.
- Sprawdźmy czy mnie polubi. - rozprostowała i zgięła palce prawej dłoni. Czas znowu zwolnił, gdy wyciągała ją do jasnobrązowej różdżki. Delikatnie i ostrożnie objęła jej rdzeń, podnosząc ze stołu. Jej ciało pokryła gęsia skórka, wstrzymała oddech i oniemiała wpatrywała się w swoją dłoń. To przedłużenie jej ręki. Lekka, o bardzo wygodnym zagłębieniu z jednej strony. Musnęła ją kciukiem i odwróciła się tyłem do stołu, a przodem do reszty zaplecza. Nie mogąc oderwać oczu od różdzki, delikatnie i zgrabnie narysowała nią coś w powietrzu, pierwszy raz wykrzesując z niej magiczną moc. To była odpowiedź. Przez ciało Elaine przemknął bardzo przyjemny dreszcz, a swoje źródło miało przy rączce różdżki. Poczuła w sobie naprawdę dużo mocy, co przejawiało się łagodnymi wariacjami metamorfomagicznymi. Uśmiechnęła się szeroko, a kosmyki zabarwiły się najpierw w bardziej złocisty odcień, przeszły w jasny brąz - identyczny jak barwa różdżki i wróciły szybko do koloru początkowego. Różdżka drżała w jej palcach, wibrowała jakby pragnąc zaklęć. Zatrzymała wzrok na swojej torebce, nieopatrznie pozostawionej na ladzie w sklepie. Przywołała ją niewerbalnym Accio i musiała przyznać, że nigdy w życiu zaklęcie nie podziałało jeszcze tak szybko. Dosłownie dwie sekundy później złapała przywoływany przedmiot, wpatrując się oniemiała w różdżkę. Ten pełen energii świst... to ciepło... wzruszyła się i wiedziała już, że Riley dobrał ją idealnie. W końcu na niego popatrzyła, tuż po tym jak odłożyła torebkę na stolik. Zrobiła te pół kroku w jego stronę, by sięgnąć do jego ust swoimi i złączyć je w bardzo ciepłym pocałunku. Stanęła na palcach - standardowo - objęła jego kark, wciąż trzymając różdżkę i całowała go z wdzięcznością i zapałem. Rozgrzewała skórę jego ust swoim oddechem i koniuszkiem języka, wydłużała ich kontakt tak jak nigdy dotąd, byleby przelać na niego swoją radość. To wszystko dzięki niemu, dzięki jego umiejętnościom, intuicji, uczuciom. Nowa różdżka czuła to wszystko, wyrzucając z siebie srebrzysty obłoczek, w identycznym kolorze co krew jednorożca... A ona nie przestawała. Nie istniało słowo, które by było wystarczająco odpowiednie, aby opisać jej uczucia, więc wylewała je z siebie i obdarzała nimi Rileya.

______________________

Powrót do góry Go down


Riley Fairwyn
Riley Fairwyn

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185cm
C. szczególne : cała górna lewa strona mojego ciała jest poparzona - ukrywam to za pomocą metamorfomagii; liczne blizny na dłoniach
Galeony : 1642
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 1094
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn
Różdżki Fairwynów - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Różdżki Fairwynów - Page 4 Empty


PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Różdżki Fairwynów - Page 4 EmptyWto Paź 08 2019, 22:29

Kiwnąłem głową, potwierdzając jej słowa. W jakiś dziwny sposób dokładnie tak to wyglądało. Mówią, że przeciwieństwa się przyciągają. Nigdy w to nie wierzyłem, towarzystwa szukając raczej u ludzi, którzy rozumieli nie tylko moje specyficzne podejście do dotyku, ale i również kilka innych przywar, niekoniecznie pożądanych u otwartego członka społeczeństwa. Nie lubiłem ludzi hałaśliwych, wybuchowych, nadmiernie wygadanych. Często widziałem u nich potrzebę górowania nade mną w rozmowie. Tylko ludzie z pewną wrażliwością widzieli we mnie osobę równą sobie. Mimo wszystko, cicha woda brzegi rwie. Przykładny prefekt naczelny wymyka się nocami z zamku, a teraz już raczej z własnego domu. Biega po lesie i poluje na magiczne stworzenia. Kłusuje w obrębie rezerwatu bądź tuż na jego skraju. Igra nie tylko z własnym życiem, ale wręcz prowokuje drugi ród do odpowiedzi. Gdzieś po drodze okazuje się, że się zakochuje. Nie w zwierzęcych truchłach i potędze różdżek stworzonych ich kosztem, ale w pewnej skromnej Krukonce. Dokładnie tak irytująco wygadanej, o tysiąc razy bardziej energicznej ode mnie. Mimo to łagodnej niczym muśnięcie kociego futerka, niezaprzeczalnie promieniującej pozytywną energią. Stała się także moją Iskierką, co do tego nie miałem wątpliwości. Wspierając się na jej wątłych barkach mogłem ją złamać, byłem tego świadom, a jednak starczyło jedno jej słowo, aby moje serce otwierało przed nią moje tajemnice. Merlin mi świadkiem jak bardzo chciałbym wiedzieć jak ona to robiła. Byłem łowcą tajemnic i koneserem sekretów. Krukońska dociekliwość zmuszała mnie do odwracania pytań w rozmowie, a przy Elaine tak naprawdę udzielałem odpowiedzi zanim w ogóle pomyślałem o innym wyjściu. Całą nadzieję jaką w sobie skrywałem umieszczałem właśnie wewnątrz różdżki. Obdarowywałem ją świeżą, kiełkującą miłością do tej niepozornej, zdolnej dziewczyny. Chociażby świat miał stanąć w płomieniach, nie byłbym w stanie źle jej życzyć. Rozumiała mnie lepiej niż ktokolwiek. Chwile niezgody jakie zdarzały nam się z uwagi na odmienne charaktery szybko wygasały, zbyt szybko jak na to by było to ludzkie. Wiedziała kiedy zrzucić na mnie falę wody, gdy wewnątrz mnie tlił się płomyczek gniewu lub rozgoryczenia rzeczywistością i oświetlała mi drogę, gdy zaczynałem wątpić. Potrafiła do mnie dotrzeć i czułem się tym wzruszony. Ostatnim machnięciem różdżki domknąłem wewnątrz nowego tworu wszystkie te emocje, całe przywiązanie. Tylko świadomość tego, że nie miałem pojęcia o czarnej magii uświadamiała mi, iż nie był to horkruks. Było to coś zgoła innego. Nacechowany magią i emocją kawałek drewna. Ciepła otucha w zimowe wieczory, rozweselające tchnienie w smutne poranki. Przerwanie czarów było jak urwanie opowieści. Dlatego też patrzyłem na nią długo, kiedy testowała swoją nową własność. Tak bardzo zależało mi na tym, żeby poczuła wszystko to co kryło się wewnątrz różdżki, że aż zesztywniały mi palce, tak mocno zaciskałem je w pięść. Widziałem jak na nią patrzy, jak obejmuje ją palcami i wyczuwa magiczną sygnaturę, w którą wepchnąłem więcej siebie niż kiedykolwiek. Do tej pory nigdy nie tworzyłem różdżki dla kogoś tak mi bliskiego i znajomego. Dlatego też poczułem niewysłowioną ulgę, kiedy dostrzegłem jak jej metamorfomagia faluje delikatnie. Docierali się. Nabrałem o tym pewności, gdy do rąk Elaine przybyła torebka przywołana z części sprzedażowej. Skrzyżowałem z nią spojrzenia, gdy popatrzyła wreszcie na mnie. Mimowolnie uśmiechnąłem się nieśmiało, ale ten stan mierzenia się spojrzeniami naprawdę nie trwał długo. Nie spodziewałem się tak… entuzjastycznego podziękowania. Naładowany emocjami i rozbudzony przez korzystanie z magii nie potrafiłem odpowiedzieć jej inaczej. Westchnąłem po naporem jej ust, ostrożnie obejmując jej plecy własnymi palcami. Odpowiedziałem na jej pocałunek z pozoru spokojnie, stonowanie. Wkrótce odkryłem, że pohamowanie się jest po prostu niemożliwe. Jej zapał rozbudził we mnie coś nowego. Chciwie chwytałem jej pocałunki, spijając je z jej ust niczym najwspanialszą ambrozję. To traciłem oddech, a to znowuż go odzyskiwałem. Badałem wnętrze jej ust językiem. Zrobiło mi się bardzo gorąco, ale nie było to nieprzyjemne uczucie, wręcz przeciwnie. Czułem jak wzdłuż kręgosłupa przebiega mi znajomy prąd, koncentrujący się także w okolicy żołądka. Coś zatrzepotało się w nim silnie, a ja nawet nie wiem kiedy zacisnąłem palce na jej biodrach. Uniosłem ją i obróciłem lekko, aby posadzić ją na stoliku, tuż obok mojej własnej różdżki. W ten sposób nie musiała się już wyciągać, a i ja miałem do niej łatwiejszy dostęp. Ten stan trwał jeszcze przez jakiś czas ku mojemu zadowoleniu, aż wreszcie poczułem, że za moment przekroczę jakąś granicę. Pocałunek stał się nieco zbyt żarliwy, a i ja dosłownie sekundę wcześniej złożyłem dłoń na jej udzie. Z cichym westchnieniem oderwałem się od jej ust, aby złapać oddech. Ukryłem twarz w zagłębieniu jej szyi, całując ją krótko.
- To się nazywa entuzjastyczne podziękowanie - szepnąłem, ale nie miałem siły się śmiać. Serce biło mi jak oszalałe, a w oczach kryło się ciemne pożądanie. Nie było to ani odpowiednie miejsce ani właściwy czas. Odpowiedzialność była mi w tym momencie prawdziwym cierniem w oku.

______________________


It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love what you live with.
Powrót do góry Go down


Elaine J. Swansea
Elaine J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 171 cm /168
C. szczególne : Poprawiony wzrost, delikatny makijaż, znamię na karku
Galeony : 232
Dodatkowo : metamorfomag, prefekt fabularny
  Liczba postów : 571
http://www.czarodzieje.org/t16910-praca-wre
http://www.czarodzieje.org/t16931-spis-relacji-elaine-s#471782
http://www.czarodzieje.org/t16935-syczek-jeczybula#471819
http://www.czarodzieje.org/t16911-elaine-swansea#471382
Różdżki Fairwynów - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Różdżki Fairwynów - Page 4 Empty


PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Różdżki Fairwynów - Page 4 EmptySro Paź 09 2019, 06:45

To nie była zwyczajna różdżka. Nie miała w sobie ani grama przeciętności. Nie było tu tylko mowa o oryginalnym rdzeniu a też o tym, który go dobrał. Nie bez powodu poprosiła, by to Riley stworzył dla niej nową towarzyszkę na następne wiele lat albo przy dobrych wiatrach do końca życia. Dotykając drewna i wykonując podstawowy czar odkryła coś więcej niż tylko zwyczajną moc. Różdżka nabrała szczególnego znaczenia, bowiem na zawsze będzie się kojarzyć z kimś, kogo uczyniła ważnym w swoim dzięwiętnastoletnim życiu. To jego palce dotykały drewna. To jego różdżka nadawała mu kształt. To jego dotyk został zapieczętowany w runach, a to było niczym wyznanie, które nosić będzie zawsze przy sobie. Pierwszy raz od naprawdę dawna odjęło jej mowę. Nie pomyślała rozsądnie, iż nie w powinna go całować w ten sposób, kiedy ktoś może tu w każdej chwili wejść. Nie powstrzymała się i szczerze mówiąc, nie potrafiła wykrzesać z siebie nawet minimalnych wyrzutów sumienia. Nie po tym, gdy uderzyła ją fala gorąca, mknąca z prędkością światła wzdłuż całego ciała, by przypomnieć jak bardzo łaknęła ciepła jego ciała. Nie potrafiła się uspokoić, sama siebie nakręcała, a trasa jego dłoni wzbudzała jedynie zniecierpliwienie, tak niedozwolone w tych okolicznościach. Kilka dni rozłąki napędzało każdy pocałunek, każdy wilgotny dotyk ich języków, kiedy się ze sobą spotykali. Oddychała pośpiesznie, jak najkrócej i najgłębiej, aby tylko chłód rzeczywistości nie dopadł ich ust, gdy przez chwilę trwały obok siebie, a nie na sobie. Przytrzymała się ich w intensywniejszym pocałunku, gdy przenosił ją na stolik. Po omacku odłożyła własną różdżkę, by uwolnione dłonie mogły rozszaleć się po jego ciele. Zanurzywszy palce w jego włosach zrobiła w nich nieporządek, zostawiając tym samym po sobie ślad. Zatracała się i rozkoszowała, zapominając o bożym świecie. Straciła dla niego głowę, a to było niezwykle przyjemne uczucie. Bywały dni, że nie potrafiła przestać o nim myśleć, a koncentracja pozostawiała wiele do życzenia ku niezadowoleniu jej brata bliźniaka. Zazwyczaj miał ją na wyłączność, kiedy tylko zapragnął, a teraz raz na jakiś czas umykała, by schronić się przy cieple Rileya, by posłuchać tembru jego głosu i po prostu wewnętrznie go kochać. Przeżyła wiele zauroczeń, wylała sporo łez po złamanych sercach, gdy nieodpowiednio ulokowała swoje uczucia. Zaś to, co się działo teraz nabierało zupełnie innego kalibru. Tak bardzo pragnęła być przez kogoś kochana, potrzebowała odnaleźć kogoś, kto własnowolnie będzie chciał przyjąć targające w jej trzewiach fal niekończącego się ciepła. Nie potrafiła utrzymać go w sobie, a więc szczodrze nasączała nim swoje słowa i gesty w relacjach międzyludzkich. Serdeczne przytulenie na powitanie, skradziony kuzynowi buziak, ściśnięta dłoń, pogłaskanie po ramieniu, szeroki uśmiech, łzy wzruszenia i kipiąca z niej energia to wszystko to ta miłość do świata i ludzi. Chciała ją komuś dać i choć martwiła się czy Riley nie przegoni jej, będąc przytłoczonym całą tą energią, tak teraz nie miała wątpliwości, że będzie w stanie to przyjąć. Dawkowała mu ją ostrożnie, aby tylko nie przesadzić jak przy ostatnim starciu. Urodziła się z ogromną miłością w sercu i choć wiara w dobro zachwiała się po przykrych doświadczeniach, tak odbudowywała swoje poczucie wartości pod zachłannym dotykiem jego palców. Zachłysnęła się powietrzem uświadomiwszy sobie własne zniecierpliwienie opieszałością jego rąk. Chciała, by zwiedził całe jej ciało, a nie tylko maleńki skrawek uda, które płonęło w miejscu jego dotyku. Świat wirował od intensywnego smaku jego skóry i gdyby nie siedziała, zmiękkłyby jej kolana. Objęła tylną część jego ud łydkami i bez zastanowienia zacisnęła palce na guzikach jego koszuli, przysuwając go do siebie bliżej. Przytulał się, a ona walczyła z obezwładniającym gorącem, które szukało natychmiastowego ujścia. Zaciskała mocno powieki, niewystarczająco rozpieszczona jego obecnością. Oddychała ciężko i płytko, czując, że nie ma ochoty kończyć na tak drobnych pieszczotach. Poruszyła się niespokojnie, pragnąc mieć go bliżej niż oddzielające ich warstwy ubrań. Szeptał coś lecz gorący oddech odbijający się o jej skórę wrażliwej szyi uniemożliwiał zrozumienie treści. Dopiero, gdy odkryła, że w całej tej gorączce odpięła już pierwszy guzik jego koszuli, nieco się ocknęła z amoku. Niczym przyłapana na gorącym uczynku, zsunęła dłonie z miejsca zbrodni. Westchnęła i objęła go, przytulając jego policzek do własnego obojczyka, by słyszał dudniące w jej piesi serce.
- Poniosło mnie. - mruknęła schrypniętym głosem i na próżno było się doszukiwać w tych słowach skruchy. - Po prostu za tobą tęskniłam. - mówienie było trudne, a jej dłonie same mówiły czego pragnęły, gdy bezwiednie pogładziła nimi obszar jego pleców. Gdyby tylko nie był to sklep... zagryzła dolną wargę, aby przywołać się do porządku i powściągnąć wyobraźnię. Wspólnymi siłami uda im się zachować rozsądek. Zakryła dłonią jego kochany policzek, gładziła go z ogromną czułością i delikatnością. Zapragnęła, by odkrył wszystkie blizny, by je jej przedstawił w całej okazałości i pozwolił się z nimi zapoznać. To dobrze, że nie widziała wyrazu jego oczu, bo inaczej sprowadziłaby go na złą drogę. Przytulenie było w tej kwestii bezpieczniejsze. Nie ufała sobie ani trochę. Nie dzisiaj i nie tutaj.
- Rozsądniej będzie jeśli pójdziesz wypić tę zimną kawę, a ja pozachwycam się przez ten czas moją nową różdżką. - zawstydziła się, że nie była teraz w stanie aż tak gorliwie lgnąć do nowostworzonej różdżki podczas gdy miała do wyboru ciepło jego ciała. Czuła na policzkach palący gorąc, który musiał ostygnąć i zblednąć, jeśli mieli się pohamować. Dobrym pomysłem byłoby opuszczenie tak ciasnego pomieszczenia, które niemal pchało ich sobie w ramiona. Tak wiele sposobów, by się otrzeźwić, a tak niewiele silnej woli, by zamienić myśl w czyn.

______________________

Powrót do góry Go down


Riley Fairwyn
Riley Fairwyn

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185cm
C. szczególne : cała górna lewa strona mojego ciała jest poparzona - ukrywam to za pomocą metamorfomagii; liczne blizny na dłoniach
Galeony : 1642
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 1094
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn
Różdżki Fairwynów - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Różdżki Fairwynów - Page 4 Empty


PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Różdżki Fairwynów - Page 4 EmptySro Paź 09 2019, 20:00

I co ja biedny mogłem na nią poradzić? Starałem się, naprawdę bardzo się starałem, aby utrzymać nasze dzisiejsze spotkanie na tym bezpiecznym stopniu. Nie pchałem się w jej ramiona, chociaż miałem na to naprawdę ogromną ochotę po tych kilku dniach nieomal całkowitego milczenia między nami. Mimo tego, wystarczyła dosłownie jedna chwila, aby obrócić moją samokontrolę w pył. Może nie od razu, ale stopniowo do celu. Elaine była w tej kwestii niezastąpiona. Wystarczyło, aby wpiła się w moje usta, swoją czułością roztapiając moją wstrzemięźliwość. Starałem się znaleźć w sobie rozsądek, wygasić wkradającą się między nas namiętność i ciekawość własnymi ciałami i nawet zdołałem zamknąć się na podejrzane ruchy tuż pod moją szyją. Dopiero kiedy przestała tam gmerać, zorientowałem się, że rozpięła mi guzik. Zrobiło mi się jeszcze cieplej, chociaż do tej pory wydawało mi się to niemożliwe. Naturalnie zaróżowiony od jej pocałunków, przyjąłem z radością niewinne objęcie. Także nie chciałem się z nią rozdzielać, chociaż miałem już pewne podejrzenia co do tego, że zdecydowanie nie powinniśmy z Elaine przekraczać tego przysłowiowego trzymania się za rączkę. Nie w miejscach publicznych w każdym razie. Ilekroć tylko zdarzało nam się zrobić coś więcej, lądowaliśmy w identycznej pozycji. Oboje czerwoni i zdyszani. Zniecierpliwieni. Okryłem to u siebie z pewnym zaskoczeniem. Tak rozważny i ostrożny Krukon, a tracił głowę od kilku(nastu) pocałunków. Jej słowa były dla mnie wręcz bolesne.
- Powiedziałbym ci jak bardzo ja za Tobą tęskniłem, ale wolałbym zachować koszulę na plecach. - Odszepnąłem, śmiejąc się wprost w jej obojczyk, jednocześnie zasłuchany w miarowe bicie jej serca. Oplótłszy ją ramionami trwałem tak przez chwilę. Uspokoiłem oddech i opanowałem lekkie drżenie rozemocjonowanych rąk. Starałem się nie myśleć o tym jak blisko byliśmy nawet i teraz, aż nie odezwała się, ostatecznie ściągając mnie na ziemię. Byłem jej za to wdzięczny, gdyż uchwyciwszy się tej myśli mogłem bez problemu łagodnie wyplątać się z jej objęć.
- Jasne - odpowiedziałem tylko, wycofując się na krok, aby nieco się uporządkować. Przeczesałem wzburzone włosy palcami i tym razem nauczony doświadczeniem otarłem własne usta, na których najprawdopodobniej i tym razem znalazło się trochę szminki. Zapiąłem też guzik i poruszyłem zesztywniałymi ramionami, czując dziwną pustkę, kiedy nie otulały one Elaine. Chyba nieco spłoszyła mnie moja równie chyża reakcja na jej podziękowania, o czym mogło świadczyć nieznaczne, acz widoczne zażenowanie. Sięgnąłem po kawę, kradnąc jedną z przyniesionych przez nią bułeczek.
- Sprawdzę czy ktoś nie przyszedł do sklepu - oznajmiłem, a chwilę później skosztowałem przyniesionych przez nią specjałów w drodze na salę sprzedażową. Za drzwiami co prawda nie wystawał tłum ludzi, ale gdy tylko odwróciłem ponownie znak na „otwarte”, nie zdążyłem dopić kawy, a już przyplątał mi się jakiś klient. Chcąc nie chcąc, zająłem się obsługą.

______________________


It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love what you live with.
Powrót do góry Go down


Elaine J. Swansea
Elaine J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 171 cm /168
C. szczególne : Poprawiony wzrost, delikatny makijaż, znamię na karku
Galeony : 232
Dodatkowo : metamorfomag, prefekt fabularny
  Liczba postów : 571
http://www.czarodzieje.org/t16910-praca-wre
http://www.czarodzieje.org/t16931-spis-relacji-elaine-s#471782
http://www.czarodzieje.org/t16935-syczek-jeczybula#471819
http://www.czarodzieje.org/t16911-elaine-swansea#471382
Różdżki Fairwynów - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Różdżki Fairwynów - Page 4 Empty


PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Różdżki Fairwynów - Page 4 EmptySro Paź 09 2019, 20:26

Frustrowało ją wieczne pilnowanie się. Co prawda nie było to na takim poziomie jaki jest u Riley'a, a jednak użeranie się z metamorfomagią i powstrzymywanie się przed rzuceniem komuś w ramiona na dłuższą metę stawało się nieznośne. To miał być jeden pocałunek. Z ręką na sercu taki miała plan, ale gdy ledwie dotknęła jego ust, zapomniała o swoich zamiarach. Liczył się tylko i wyłącznie on. Gdy złapała kilka głębszych oddechów odkryła z szokiem jak szybko roztopiła się w jego obecności. To było raptem kilka sekund, a już poddała się emocjom niczym spragniony łaknący choćby łyka wody. Rozkręcali się zbyt szybko i zbyt intensywnie, a to nie było wskazane, skoro często przebywali w miejscu publicznym albo takim, gdzie lada moment ktoś miał wejść. Zapewne za dwie takie sytuacje w końcu zrozumieją, że będąc wśród ludzi mogą sobie pozwolić co najwyżej na jeden ukradkowy buziak i nic poza tym, aby nie stracić głowy. Nie wypada wszak pożerać się wzrokiem będąc w towarzystwie. Westchnęła, przyznając sobie sama rację. Miejsca publiczne oznaczają powściągliwość czy tego chciała czy nie. Odbiją to sobie... gdy pójdą w końcu na planowaną poniedziałkową randkę, która nie doszła do skutku z powodu napadnięcia na nią. Zawstydziła się bardziej wobec jego słów, a więc tym gorliwiej zabrała do siebie ręce.
- Już zostawiam ją w spokoju. To było niechcący. - próbowała się obronić, choć średnio jej to wyszło. Wypuściła go, a zrobiła to w imię rozsądku, choć w sercu poczuła ukłucie żalu, że tak musi być. Potarła kłykciem swój rozgrzany policzek i poświęcając dla siebie chwilę skupienia próbowała zmazać z siebie rumieniec. Skupienie zachwiało się, gdy Riley skierował się z powrotem do głównej części sklepu. Odniosła wrażenie, że się trochę zawstydził tak, jak ona. Wykrzywiła usta, złoszcząc się na siebie i swoje swawole. Słysząc, że ma klienta, postanowiła grzecznie tu poczekać i przy okazji doprowadzić się do porządku. Zaczęła od zejścia ze stolika, wyciągnięcia z torebki kosmetyczki i lustereczka. Pomalowała na nowo usta i tym razem miała to być warstwa "ochronna" przed gorącymi pocałunkami. Nie będzie się o nie dopominać i do nich pchać, jeśli nie będzie chciała chodzić wśród ludzi z rozmazanymi czerwonymi śladami. Poprawiła włosy, metamorfomagicznie usunęła z siebie rumieńce, wygładziła ubranie i rękawy. Wróciła po swoją nową różdżkę, przytuliła ją do siebie zdradzając tym samym odrobinę swojej wewnętrznej dziecinności i poćwiczyła zaklęcia niewerbalne. Oniemiała oglądała efekty własnych poczynań. Transmutowała swój sweterek w płaszczyk z kapturem, bowiem usłyszała na zewnątrz padający już deszcz. Sam czyn transmutacyjny trwał naprawdę kilka sekund, a gdy ostatnio bawiła się w ten sposób, zajęło jej to chwilę dłużej. Ta różdżka naprawdę była silna i...  należała do niej. Wzruszyła się i musiała ponownie poćwiczyć nieco oddech, aby nie wyjść na rozemocjonowaną wariatkę. Zerknęła kątem oka w kierunku pleców Rileya, a uświadomiwszy sobie, iż spoglądanie na nie nie jest najlepszym pomysłem, uciekła wzrokiem znów do różdżki. Odczekała aż klient wyjdzie i kilkanaście sekund później wyłoniła się z zaplecza. Ponownie zajęła miejsce naprzeciwko, a oddzielał ich od siebie kontuar. Banalna przeszkoda, ale lepsza taka niż żadna.
- O której kończysz? - zapytała, a wyglądała już "normalnie", jedynie ze zmienionym odzieniem wierzchnim. - Jutro wracam do pracy, więc pewnie zobaczymy się dopiero w czwartek po południu, po wykładach. - niezbyt uśmiechała się jej kolejna rozłąka nawet, jeśli miała trwać zaledwie półtora dnia.

______________________

Powrót do góry Go down


Riley Fairwyn
Riley Fairwyn

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185cm
C. szczególne : cała górna lewa strona mojego ciała jest poparzona - ukrywam to za pomocą metamorfomagii; liczne blizny na dłoniach
Galeony : 1642
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 1094
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn
Różdżki Fairwynów - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Różdżki Fairwynów - Page 4 Empty


PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Różdżki Fairwynów - Page 4 EmptySro Paź 09 2019, 22:46

Jej słowa sprawiły, że poczułem lekkie ukłucie wyrzutów sumienia. Czyżbym trochę ugodził w nią swoim niewinnym w założeniu żartem? Nie mam pojęcia, naprawdę. Takie chwile uświadamiały mi kilka rzeczy. Między innymi to, że w większości przypadków zachowania w relacji damsko - męskiej były dla mnie większą czarną magią od pracy domowej z run oraz, iż w sumie nie rozmawiałem ostatnio z Elaine tak często jakbym tego chciał. W ogóle, jeżeli już rozmawialiśmy to raczej o bieżącej sytuacji bądź o moich problemach egzystencjalnych, co niekoniecznie w tym momencie było moim ulubionym tematem. Uznałem, że warto byłoby to zmienić i może wreszcie popracować trochę nad naszą komunikacją, gdy temat dotyczył samej Elaine. Gdyby nie uważna obserwacja to najprawdopodobniej wiedziałbym o niej naprawdę niewiele. Te myśli pochłaniały mnie podczas obsługi niewysokiego czarodzieja. Mierzyłem jego ramię, palce i nadgarstki. Obejrzałem jego obecną różdżkę, wypytałem o to jaki ma z nią kłopot, dlaczego chce ją zmieniać, skoro wydawała się w ogóle nie zniszczona. Uznałem, że im więcej czasu i uwagi poświęcę na obsługę tym bardziej przygotuje się psychicznie do takiej rozmowy. Umówiłem się z mężczyzną na odbiór gotowej różdżki w przyszłym tygodniu, ale nie zdążyłem pójść na zaplecze. Ela wróciła za kontuar witając mnie znowu pomalowanymi na intensywny kolor ustami. Mimowolnie uśmiechnąłem się z rozbawieniem na ten widok. Takie zabezpieczenie nie było w żadnym razie solidne, ale i tak doceniałem starania. Prawdę mówiąc, tak pomalowanej jej jeszcze nie widziałem, dlatego jej usta paradoksalnie jeszcze bardziej przyciągały moje spojrzenie, zamiast potencjalnie osłaniać ją przed kradzionymi pocałunkami. Przyjrzałem jej się dłużej, kiedy zadała pytanie, a następnie poinformowała, że wraca już do pracy. Nie skomentowałem tego, chociaż wolałbym, aby jeszcze sobie odpoczęła. Najpewniej i tak musiała wyczytać to z mojego zawahania, nim udzieliłem jej odpowiedzi, ale nieszczególnie o to dbałem.
- Po piętnastej - oznajmiłem, zerkając na duży, zegar ścienny tykający sobie beztrosko na jednej ze ścian. Wskazówki poruszały się na nim tak leniwie, że natychmiast zatęskniłem tą masą wolnych dni w tygodniu, jakie przydarzały mi się zanim zacząłem tworzyć różdżki. Wtedy nie potrzebowałem ich aż tak bardzo a teraz i zdecydowanie ich nie doceniałem. - Nie chcesz zostać? Obiecuję, że już niczego ci nie rozmażę. - Spróbowałem ją przekonać, wyciągając w jej stronę palce, aby (w wypadku gdyby jednak zdecydowała się wrócić do siebie) uścisnąć jej dłoń po raz ostatni. Miałem szczerą nadzieję, że ta wizyta była więcej, niż jedynie czysto zawodowa. Niezależnie od tego jak potoczyło się to popołudnie, zakup różdżki dobiegł końca.

| ztx2

______________________


It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love what you live with.
Powrót do góry Go down


Sponsored content

Różdżki Fairwynów - Page 4 QzgSDG8








Różdżki Fairwynów - Page 4 Empty


PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Różdżki Fairwynów - Page 4 Empty

Powrót do góry Go down
 

Różdżki Fairwynów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Różdżki Fairwynów - Page 4 JHTDsR7 :: 
Dolina Godryka
 :: 
Centrum miasteczka
-