Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Różdżki Fairwynów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 20
Skąd : Rosja, Syberia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 2936
  Liczba postów : 1914
http://www.czarodzieje.org/t8036-zilya-nikolaevna-fyodorova
http://www.czarodzieje.org/t8073-syberyjska-dzikuska#225025
http://www.czarodzieje.org/t8071-syberyjska-sowka#225017
http://www.czarodzieje.org/t8067-zilya-fyodorova




Administrator






PisanieTemat: Różdżki Fairwynów   Pią Maj 20 2016, 14:25

First topic message reminder :


Różdżki Fairwynów

Sklep różdżkarski od pokoleń należący do rodziny Fairwynów budzi mieszane uczucia. Z jednej strony, produkują oni znacznie silniejsze różdżki, niż popularny w Wielkiej Brytanii Ollivander. Ich rdzenie dają przewagę przede wszystkim w pojedynkach. Szybsze działanie, mocniejsze zaklęcia. Dla wielu te atuty są na tyle kuszące, że postanawiają wydać swe galeony i zaopatrzyć się w ten cenny przedmiot. Dla drugiej części społeczeństwa te różdżki są źródłem licznych sporów. Ich duża moc wynika z rodzaju rdzeni używanych do ich wytwarzania. Są nimi części ciała, których pozyskanie wymaga zabicia zwierzęcia. Fairwynów zwykle interesują nie włosy, ale serca.. Jak się bowiem okazuje, poświęcone życie zwierzęcia daje czarodziejowi znaczącą przewagę. Nie każdy jednak chce z tego korzystać.

W sklepie znajduje się wiele długich pomieszczeń, wypchanych różdżkami. Niektóre mają rdzenie z tropikalnych krajów, inne pochodzą z Wysp Brytyjskich. Ciężko jednak znaleźć powtarzające się rdzenie, a każdy z nich daje podobną, zwiększoną siłę. Sprzedawcy w tym sklepie to najczęściej członkowie rodu Fairywynów lub osoby bezpośrednio z nimi zaprzyjaźnione. Do tego rodzinnego biznesu rzadko kiedy wpuszczany jest ktoś z zewnątrz. Rodzina pieczołowicie dba o zachowanie tajników różdżkarstwa wyłącznie dla siebie.

Każda różdżka w tym sklepie kosztuje 200 galeonów. Kiedy postać zakupi tutaj różdżkę, wpisuje ją w kuferku, w nawiasie obok wpisując (+5). Oznacza to, że w każdym wątku, w którym będzie rzucać zaklęcia za sprawą różdżki, będzie mieć statystykę zaklęć podwyższoną aż o 5 punktów! Możesz to wykorzystywać w każdym wątku na forum, na którym istotny jest próg punktów z zaklęć.
Członkowie rodu mają możliwość zakupienia różdżki za pół ceny.


Serce Buchorożca
Oko Feniksa
Ogon Gryfa
Róg Minotaura
Serce Testrala
Żądło Mantrykory
Kopyto Pegaza
Krew Jednorożca  
Krew wili
Róg dwurożca
Serce hipogryfa
Krew syreny
Ogon widłowęża
Język żmijoptaka
Oko szyszymory
Kieł wilkołaka

(kupujesz tylko określony rdzeń, bo to on jest charakterystyczny i inny w tych różdżkach. Długość oraz drewno możesz klasycznie wylosować w temacie z różdżkami lub skomponować wedle własnego uznania)


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 299
  Liczba postów : 292
http://www.czarodzieje.org/t15444-meluisne-pennifold
http://www.czarodzieje.org/t15452-meluzyna#414962
http://www.czarodzieje.org/t15473-meluzyna#415677
http://www.czarodzieje.org/t15446-meluisne-pennifold#414814




Gracz






PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Pon Kwi 09 2018, 12:03

Już od dawna planowałam w końcu kupić różdżkę od Fairwynów. Nie wiem dlaczego @Riley Fairwyn nigdy nie dal mi zniżki po znajomości, ale w końcu w ręce wpadł mi bon na 50%, z okazji jakiegoś wielkanocnego... czegoś. W każdym razie, bardzo się ucieszyłam z tego prezentu i aż ucałowałam swoją oburzoną sowę. Jak tylko miałam chwilę wolnego, pognałam jak sarna do sklepu i zamówiłam sobie najnowszą różdżkę. Moja stara była kompletnie nijaka. Włos kudłonia, zwykły buk i na dodatek niewystarczająco długa, żeby wyglądać na ładną. Co prawda to ostatnie najmniej ważne, mi chodziło o rdzeń, bo doskonale wiedziałam co pragnę mieć w nowej różdżce i tak naprawdę szybko odgadli co będę chciała - krew syreny. Wciąż czuję lekki niepokój myśląc o tym jak mogli ją uzyskać, ale to z pewnością był jedyny słuszny wybór. Mój przyjaciel na pewno pomógł mi dobrać resztę składników. I chociaż upieram się na ślicznie wyglądający mahoń, albo jeszcze bardziej imponujący heban, to przy zwykłym, angielskim dębie czuję przyjemne ciepło i wzajemne zrozumienie. O ile można tak mówić o drzewie, nie jestem pewna. Różdżka wciąż nie wyszła niesamowicie długa, 10 i pół cala, mogła być odrobinę większa, ale w końcu jestem drobną dziewczyną, pewnie taka piękna 13 calowa byłaby dla mnie nieporęczna. Teraz z pewnością na kolejnej wyprawie nie będę umierać tak szybko jak ostatnio.
/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1619
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 744
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Czw Kwi 12 2018, 20:17

Byłem gotowy na taki obrót spraw. Prawdę mówiąc, byłem wręcz zadowolony, że Zilya jedynie strąciła pudełka. Pierwsza różdżka zawsze jest tą testową. Obserwowałem uważnie dłoń dziewczyny, zapamiętując sposób, w jaki zaciskała na niej palce. Ruch nadgarstka odnotowałem niemalże mimowolnie, a niewielkie straty pozwalały mi sądzić, że trop mógł być właściwy. W tym właśnie momencie, zdecydowałem się na mały eksperyment. Zmiana kilku parametrów pozwoli ocenić, jaką formę miała magia Rosjanki, co było niezwykle ważne przy doborze różdżek u Fairwynów. Każdy z naszych rdzeni był okupiony krwią i bólem stworzenia, które je zrodziło. Ba, niekiedy także łowcy. W związku z tym nie mogłem sprzedać absolutnie niczego, co mogłoby nie współgrać z jej charakterem i siłą ducha. Różdżka miała jej służyć przez lata, musiała naginać się do jej woli, zamiast zmuszać właściciela do odgadywania jej potrzeb. Zmarszczyłem brwi w zamyśleniu bardziej odruchowo, niż świadomie, podejmując decyzję, aby zbierać najbliższe pudełka. Zupełnie nie zareagowałem na jej słowa, ale to wyłącznie dlatego, że teraz głowiłem się nad kolejnością, w której powinienem zaprezentować następne różdżki. Dopiero po niespełna połowie minuty upartego wpatrywania się w trzymane, lekko uchylone pudełko, zerknąłem wyżej, lustrując Zilyowe, jasne oczy.
- Nic nie szkodzi. To cenna wskazówka. - Przyznałem, zgodnie z prawdą, odstawiając trzymane pudełka na bok i domykając uchylające się wieczka. Wygrzebałem spod stosu przypadkowych różdżek jedną z tych, które przygotowałem dla niej wcześniej. Uniosłem wieko pudełka, ale zanim wyjąłem kolejnego kandydata, nasze spojrzenia ponownie się skrzyżowały.
- Trudno mi powiedzieć. Fairwynowie zaznajamiają z podstawami prawie wszystkich spośród tych, którzy wyrażą chęć do nauki. Wiedziałem jak teoretycznie powinienem dobierać różdżkę do czarodzieja, jeszcze zanim nauczyłem się latać na miotle. Zawodowo robiłem to jeszcze przed… wypadkiem, ale wróciłem do tego dopiero we wrześniu zeszłego roku. - Szybko uciekłem od wypływającego mimochodem tematu mojej niedyspozycji, woląc odpowiedzieć bardziej szczegółowo na dalszą część pytania. - Czasami zdarza się tak, że wszystkie potencjalne połączenia zawodzą, a czarodzieja wybiera zupełnie inny typ drewna. W różdżkarstwie nic nie jest zero-jedynkowe, potrzeba czasu i prób, aby stwierdzić co będzie idealne. Z tego sklepu jeszcze nikt nie wyszedł niezadowolony, to mogę Ci zagwarantować. - Uśmiechnąłem się, chcąc nieco podnieść ją na duchu na wypadek, gdyby za następnym machnięciem różdżki miała wysadzić połowę sklepu. - Będę z Tobą tutaj siedział chociażby i do białego rana. - Dopiero z tymi słowami odwróciłem spojrzenie, aby zerknąć na sosnową różdżkę ukrytą w aksamicie. Wizja szperania w pudełkach z różdżkami, wydawała mi się już wystarczająco pociągająca, nawet i bez miłego mi towarzystwa. W żadnym razie nie stanowiłoby to dla mnie kłopotu i ta myśl odrobinę mnie zaskoczyła. Naprawdę silnie wkręciłem się w różdżkarstwo, a przecież, gdy zaczynałem tu pracować, chciałem jedynie zarobić trochę galeonów na swoje leśne wypady. Eliksiry i specyfiki do zachowywania ingrediencji swoje kosztowały. Kilka lat temu nigdy nie pomyślałbym o możliwości odziedziczenia sklepu. Odrzuciłem od siebie te płonne mrzonki. Jeżeli już ktoś miał przejmować kierownictwo nad sklepem, z pewnością nie byłbym to ja. Miałem zbyt wielu wujów i całą masę ciotek. - Proszę. Ta jest bardziej ozdobna od poprzedniej. Sosna i krew jednorożca, 10 cali, sztywna. Może być uparta. Sosnowe różdżki wybierają czarodzieja o charakterze indywidualisty, intrygującego, tajemniczego. Podobno nie zdarza się, aby posiadacze sosnowych różdżek umierali młodo, ale nie potwierdzam. Korzystam z sosnowej różdżki od lat i prawie spalono mnie żywcem. - Zażartowałem, ale jakoś tak drętwo się śmiałem. - A tutaj mam jeszcze inną. To tarnina, więc różdżka będzie krucha. 10 i ½ cala z rdzeniem z serca naprawdę ogromnego testrala. Nie jest łatwo stworzyć taką, która składa się jednocześnie z twardego mięśnia i delikatnego drewna, lecz tarnina ogólnie jest niedoceniana w różdżkarstwie. Niezwykle wytrzymała na temperatury, utrzymuje owoce nawet w najcięższe mrozy, a łączy się z czarodziejem, który odznacza się wojowniczym lub silnym charakterem. W pełni lojalna będzie Ci dopiero wówczas, gdy przejdziecie razem przez jakieś niebezpieczeństwo lub trudność. To brzmi śmiesznie romantycznie, więc wspomnę jeszcze, że nada się doskonale do magii ofensywnej. Podobno nieoceniona w czarnej magii. - Nawet nie zauważyłem, kiedy aż tak się rozgadałem. Uświadomiwszy to sobie, umilkłem wreszcie, podsuwając jej oba pudełka. - Sprawdź je - zachęciłem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 20
Skąd : Rosja, Syberia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 2936
  Liczba postów : 1914
http://www.czarodzieje.org/t8036-zilya-nikolaevna-fyodorova
http://www.czarodzieje.org/t8073-syberyjska-dzikuska#225025
http://www.czarodzieje.org/t8071-syberyjska-sowka#225017
http://www.czarodzieje.org/t8067-zilya-fyodorova




Administrator






PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Sob Kwi 14 2018, 13:45

Była pewna, że ostatecznie nikt nie wychodził stąd niezadowolony, w przeciwnym razie sklep nie cieszyłby się tak dużą renomą. Jednak była bardzo zaciekawiona tym, ile trwały najdłuższe dobory różdżek i czy mogłaby być jednym z tak problematycznych klientów. Na szczęście, już niebawem miało się okazać, że daleko jej do trudnej klienteli.
Pierwszą różdżkę, którą otrzymała, długo oglądała, śledząc przedziwne zawijasy, w jakie była wyrzeźbiona.
- Bardzo ślizgońska - zauważyła, odnosząc się do kształtu węża, jaki przypominała. Tak naprawdę Fyodorova nie spędziła wiele czasu w domu węża. Była tam zaledwie dwa lata i nie zdążyła silnie przesiąknąć miłością do lochów, węży i czystokrwistości. Nie odczuwała tak silnego przywiązania, jak pozostali absolwenci tej szkoły. Jednak wąż nawiązywał także do zwierząt, tego co dawało jej chleb. Oczywiście nie czuła się specjalnie jak osoba tajemnicza czy intrygująca, a zaledwie z określeniem mianem indywidualisty, się zgadzała. Uśmiechnęła się do niego smutno, nadal w rękach trzymając różdżkę, gdy usłyszała jego ostatnie słowa. - A jednak, stoisz tu ze mną. - Zauważyła, odnosząc się do rzekomej ochrony przed przedwczesną śmiercią. Było jej przykro w związku z tym, co go spotkało, ta historia brutalnie podkreślała, że to, czym się zajmowali nie było lekkim chlebem. Z każdym wyjściem do lasu tak naprawdę ryzykowali zdrowiem, czasem nawet życiem. Jak długo tak naprawdę będą w stanie się tym zajmować? Wystarczyło jedno silne uszkodzenie ciała, które mogłoby pogrzebać możliwość szybkiego biegania i musieliby to porzucić. Jak miałoby wtedy wyglądać jej życie?
Jedno proste machnięcie różdżką i jej końca wystrzeliły istne fajerwerkowe snopy światła, odbijające się od lady i ścian. Przed jednym z nich, niesfornie latającym, szybko odskoczyła na bok, by nie oberwać z tej tajemniczej mocy. Kiedy tylko światła opadły, prędko odłożyła różdżkę na blat.
- Widać nie jestem tak tajemnicza - skomentowała jedną z wymaganych cech właściciela tej różdżki. Tak naprawdę ta druga podobała się jej znacznie bardziej. Miała ładny czarny kolor, było w niej coś prostego i nieprzerysowanego. Kiedy usłyszała, że jest krucha, mimo wszystko mocno ją to zniechęciło, bo wydało się jej, że to nie drewno dla niej, jednak dalsze słowa chłopaka, wprawiły ją w spore zainteresowanie. - Jest odporna na zimno jak ja - zauważyła zbliżając się znów do lady i spoglądając na nią początkowo z dystansu, nie chciała od razu wywołać kolejnego deszczu nieokiełznanych iskier. Cechy charakteru także brzmiały ładnie, jednak to opowieść o lojalności po przebyciu trudnej drogi, zabrzmiało dla niej najciekawiej. Uniosła wzrok spoglądając na swojego towarzysza, z którym też pierw musiała przejść niebezpieczeństwo, by dziś swobodnie rozmawiać i czuć dziwne przywiązanie.
- Dopiero niebezpieczeństwo zbliża? Rzeczywiście śmiesznie romantycznie - nie mogąc odrzucić poczucia dziwnego podobieństwa, wygłosiła ten komentarz, czując uśmiech, który chciał wypłynąć na jej usta. Zdobyła się jednak na zachowanie powagi i ostatecznie pewnie sięgnęła po trzecią już dzisiaj, różdżkę. I poczuła to. Jak przy pierwszym zakupie, ciepło ogarniające jej ciało, dziwną magię, która świadczyć miała, że będą połączeni, że ta różdżka ją wybiera. To było niesamowicie wyjątkowe uczucie, gdy przedmiot mówi Ci, że chce należeć do Ciebie.
- Chyba ją mamy - powiedziała, gdy zamachnęła się lekko różdżką, a ta prawidłowo wystrzeliła delikatnymi iskrami, dokładnie takimi, jakie widziała, gdy kupiła swoją pierwszą różdżkę w Rosji. Było bardzo podobnie, jednak ta leżała nieco inaczej w dłoni. Tamta była ponadto zielonkawa, ta zaś zupełnie czarna. Miała wrażenie, że fakt, iż kupuje Brytyjską różdżkę ostatecznie podkreśla jej przeniesienie się do Anglii. Nosiła w sobie tą gigantyczną, Rosyjską spuściznę kulturową, jednak z każdym dniem, coraz bardziej odczuwała, że to Anglia, Dolina silniej i silniej, staje się jej domem.
Ta chwila jednak oznaczała też to, że dostała to po co przyszła i nie było więcej powodu by stała tu w tym sklepie, bądź by kolejny raz tu przychodzić. To oznaczało, że wykorzystała swój pretekst, by zobaczyć się z młodym Fairwynem.

______________________

Can't stay at home, can't stay at school. Old folks say, you a poor little fool. Down the street I'm the girl next door.
I'm the fox you've been waiting for
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm / Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 1292
Dodatkowo : Ćwierć wil, bezróżdżkowość
  Liczba postów : 1442
http://www.czarodzieje.org/t14380-lysander-s-zakrzewski#381382
http://www.czarodzieje.org/t14409-lyskowe-relki#381609
http://www.czarodzieje.org/t14410-krysia#381611
http://www.czarodzieje.org/t14413-lysander-s-zakrzewski#381628




Moderator






PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Sob Kwi 14 2018, 14:22

Akcja dzieje się w innym czasie, nie przejmujcie się mną

Podczas przygotowania specjalnej imprezy z loterią, z której zysk miał zasilić konto naszej drużyny zrobiłem zbiórkę fantów, jednakże wciąż brakowało mi odpowiedniej nagrody głównej, która zachęciłaby ludzi do brania udziału w wydarzeniu. Po wielu godzinach zastanawiania się wpadłem na doskonały pomysł - z bólem serca wygrzebałem pieniądze ze stypendium z ostatnich dwóch miesięcy i udałem się do Doliny Godryka. Po długiej tułaczce trafiłem w końcu do sklepu Fairwynów, gdzie po długiej rozmowie ze sprzedawcą zakupiłem bon na jedną spersonalizowaną różdżkę - bez wątpienia była to wyjątkowa nagroda, byłem więc gotów przecierpieć fakt, że wydałem na nią aż dwieście galeonów!

/zt

______________________


Ona nago, jestem Modigliani, Modigliani Złote włosy i bordowy stanik, jak Gryffindor. Świeci szyją jestem Modigliani, Modigliani. Zdejmuj suknię, W końcu sami
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1619
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 744
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Wto Maj 01 2018, 23:59

Przyznałem jej rację krótkim skinieniem głowy. Nie wszystkie różdżki w sklepie były tak neutralne jak te, które sprzedawał Ollivander. Jego wytwory zawsze kojarzyły mi się z prostymi formami, do jakich nawykli mugole, a przecież różdżka mogła stanowić idealne odzwierciedlenie charakteru posiadacza. Mimowolnie potarłem kciukiem swoją własną, wciąż ukrytą w kieszeni szaty, oplecioną delikatnym jak na Fairwynowy wzorem, którą musiałem jeszcze dopracować. Wciąż była dla mnie na tyle świeża, że pomimo zapewnień, iż chętnie ugaszę sklep, jeśli Fyodorovej wymsknie się iskra, nie byłem wcale aż tak pewien jej mocy. Byłem wrażliwszy na drobne zmiany w budowie różdżki i wymiana rdzenia okazała się być dla mnie zaskakująco zbijająca z tropu. Niemniej jednak, z godziny na godzinę byłem coraz silniej przywiązany do tego prostego kawałka drewna. Chociaż musiałem to przyznać, nawet przed samym sobą - tamten badyl przetrwał nawet konfrontację ze smokiem. Gdyby tylko nie odebrała mi go złośliwość losu, najpewniej nie zmieniałbym różdżki tak długo, aż nie rozsypała się w proch podczas rzucania zaklęcia.
Złowiłem spojrzenie Zilyi i wytrzymałem je dzielnie.
- Tak - wyznałem cicho. - Dlatego pozostałem przy sośnie. - Przyznałem się do odrobiny przesądności bez większego bólu. Przekonanie poparte doświadczeniem nie było jedynie wymysłem znudzonego czarodzieja, prawda? Parsknąłem krótko, nie mogąc zapanować nad nieoczekiwanym napadem wesołości. - To dobrze. Jedna osoba niechętna do zwierzeń nam tu wystarczy. - Nie wiedziałem dlaczego to powiedziałem, ale o dziwo nie poczułem się źle z tymi słowami. To był zdaje się pierwszy raz, gdy zaakceptowałem swoje niedoskonałości i bez krępacji obnażałem je przed kimś tak względnie mi obcym jak Fyodorova. Zarówno długotrwała wędrówka na pustyni, jak i wspólne połamanie nóg, zupełnie zatarły we mnie jakąkolwiek potrzebę skrywania własnych sekretów. Było to dla mnie tak nienaturalne uczucie, że z początku starałem się z nim walczyć. W końcu jak można tak łatwo przekonać się do kogoś? Wraz z upływem czasu, coraz silniej utwierdzałem się w przekonaniu, że odmawianie jej zaufania jest bezcelowe. Cóż miałem przed nią taić, skoro wszystkie karty i tak samoistnie się odkryją? Nie czułem się komfortowo z myślą, że tak łatwo jest poznać mój sekret, ale świadomość, iż do tej pory Zilya nie wspominała o tym ani słowem była na tyle uspokajająca, że postanowiłem się przemóc. Widziała mnie po zażyciu eliksiru zapomnienia, a także rannego, głodnego, drżącego od zimna w nocy, rozpływającego się z gorąca w ciągu dnia. Śpiącego, rozbudzonego, wesołego i przygnębionego. Mogła już mówić, że mnie zna, ale czy i ja znałem ją na tyle, aby mój następny strzał okazał się prawidłowy? Jej reakcja wskazywała na to, że trop był poprawny. Jej zaintrygowanie działało na mą duszę niezwykle kojąco i nawet jej potwierdzenie nie wywołało uśmiechu na mojej twarzy. Jedynie w moich oczach rozbłysło nieme zrozumienie. Wytrzymałem powagę chwili, oboje wiedzieliśmy jak się sprawy mają. Wtedy też dostrzegłem jak coś się zmienia. Chwyciła różdżkę trochę pewniej, niż przed chwilą, kiedy zabierała się za sosnową i nareszcie rozbłysły właściwe iskry. Bez słowa zatrzasnąłem wieko z jasną, poskręcaną na kształt węża różdżką, chwilowo porzucając pudełko na blacie. Przez kilka sekund po prostu na nią patrzyłem. Smukłą, dziką, intrygującą. Tak obcą, a zarazem tak bliską. Wreszcie rozwarłem usta, aby wypowiedzieć słowa, które zapewne nie miały dla niej większego znaczenia. Ponadto, miały się do udanych poszukiwań różdżki niczym pięść do nosa. - Za kilka dni wyjeżdżam do Rumunii. - Obserwowałem jej twarz, aby wychwycić nawet najdrobniejszą zmianę, jaka mogła zajść na jej obliczu. Czy miałem się jej doczekać?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 20
Skąd : Rosja, Syberia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 2936
  Liczba postów : 1914
http://www.czarodzieje.org/t8036-zilya-nikolaevna-fyodorova
http://www.czarodzieje.org/t8073-syberyjska-dzikuska#225025
http://www.czarodzieje.org/t8071-syberyjska-sowka#225017
http://www.czarodzieje.org/t8067-zilya-fyodorova




Administrator






PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Pon Maj 07 2018, 20:42

Zbliżyła się o krok do lady, by do wyścielanego atłasem pudełeczka, włożyć swoją nową, wybraną różdżkę. Zamierzała pierw przyjść z nią do domu, by spróbować przyzwyczaić dłoń do nowego kształtu. Od teraz miała się z nią nie rozstawać, ale chciała, aby to przyzwyczajenie wyszło naturalnie i stopniowo, powolnymi ćwiczeniami. Bez pośpiechu, z prostym przyzwyczajeniem.
Bez znaczenia? Bo dlaczego istotne miałyby być słowa o tym, że wyjeżdża? Dlaczego miałaby poczuć, że coś ją ściska za gardło, gdy mówi, że go nie będzie? Był przypadkowym, zupełnie zwykłym sąsiadem, o którego los nie musiała się troszczyć. Był konkurentem zawodowym, podbierającym jej rynek, był zagrożeniem dla jej finansów. Był Fairwynem, którzy martwych, magicznych zwierząt potrzebowali tak silnie jak i ona sama, był z rodu, który mógłby chcieć ją stąd wygonić. Był nieodpowiedzialny, kiedy chciał ją prześcignąć, ściągając tym samym na pole groźnych trolli. To nie było ważne. Mógł jechać do Rumunii, Australii, mógł zostawić ją samą na pustyni uciekając z barwną karawaną.
Milczącą kiwała głową, sama sięgając po wieko od pięknie zdobionego pudełka, skrywającego jej nową różdżkę. Nie podnosząc wzroku, zamknęła opakowanie, szybko przyciągając je do siebie, tym samym uniemożliwiając mu jakąkolwiek pomoc. Jego miłe podejście, obsługa, wszystko to nie było dłużej potrzebne, miała to po co przyszła. Mogła wyjść, a on wyjechać. Choćby na zawsze i choćby łapać najgroźniejsze smoki.
- Okej - Obdarzyła go najbardziej banalnym ze słów, które zdawało się nic za sobą nie nieść. Było krótkie i obojętne, idealnie komponujące się z kiwnięciem głową, które wykonała, chcąc dać mu do zrozumienia, że to jego sprawa oraz, że jest to jej forma szybkiego pożegnania. Była przecież twardą Rosjanką, która przeszła wszystko. Mogła wiec twardo stąpać również po jego słowach, nie wywołując żadnych emocji, jakby twardo dreptała po grubym lodzie. Wszystko zdawało się, że w sekundzie zamarzło. Znów była zima.
Szybko zabierając płaszcz skierowała się do drzwi. Odeszła w stronę wyjścia, nie myśląc o tym, jak bardzo boli ją coś w środku, nie zastanawiając się, czy oby przypadkiem to jej własne serce nie zamarza, nie zajmując się ubraniem, ani tym czy nie za szybko stawia kroki.
Upuściła z ręki jeden z rękawów, który zaczął ciągnąć się po ziemi, najwyraźniej próbując pozostać w sklepie. Opuściła głowę w dół, sprawnie podnosząc upadające ubranie, a jednocześnie patrząc pod swoje nogi, które nie niosły ją dalej ani o krok. Może lód się kruszył, a może nie potrafiła w jego obecności przywołać syberyjskiej zimy na zawołanie?
- Uważaj na siebie, proszę - nagle bardzo pewnie, choć z nieukrywanym smutkiem odezwała się. Powoli odwracając się przy tym w jego kierunku. Z odległości, w której cały czas się znajdowała, spojrzała na niego z całą tą troską, która magicznie, w przeciągu zaledwie miesiąca, w niej urosła względem jego osoby. Jakby wyrzuciła z dziecięcą szczerością, na wierzch fakt, że jest dla niej naprawdę ważny.
Patrzyła z ufną, prostą troską na swego wyjątkowego sąsiada, niezwykłego Fairwyna, konkurenta, z którym każdą kolejną chwilę coraz silniej chciała spędzać, choćby miały to być minuty w domu trolli.
Jeszcze nie wyszła, bo chwilę chciała po prostu na niego popatrzeć, bo już za dzień, miał odjechać ze swoją kolorową karawaną, zostawiając ją na jakiś czas. I znów przez pustynię miała iść sama, co więcej, bez Rileya.

______________________

Can't stay at home, can't stay at school. Old folks say, you a poor little fool. Down the street I'm the girl next door.
I'm the fox you've been waiting for
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1619
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 744
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Sro Maj 09 2018, 14:08

Dlaczego jej obojętność była mi tak obca? Jedno proste słowo wystarczyło, aby moje serce skurczyło się gwałtownie w spazmie bólu i niepewności. Poczułem się tak, jakbym podczas schodzenia po schodach opuścił najważniejszy stopień. Nagły chłód wyzierający z głębi sprawił, że moje ramiona pokryły delikatne zgrubienia - gęsia skórka. Dlaczego? Czyż nie odpowiedziałbym jej tak samo, gdyby nagle oznajmiła mi, że jedzie na Syberię, aby żyć tam z polowania na pogrebiny? Takie decyzje powinny być dla nas naturalne. Byliśmy łowcami, spragnionymi krwi i zysków. Monety splamione śmiercią, nie każdemu wydawały się atrakcyjne, lecz ja obracałem teraz w dłoniach jedną z nich, wyciągnąwszy ją ze sprezentowanej mi sakiewki, czując z nimi dziwną bliskość. Jej monety w mojej sakiewce. Obróciłem głowę bokiem do drzwi, jakbym odrzucał to co miałem przed oczyma. Jej odejście. Pozwoliła mi na moje, bo dlaczego by nie? Kim była, aby jej dziki magnetyzm spętał mi skrzydła? Zaczynałem wątpić w racjonalność swoich emocji, więc spróbowałem się od nich odciąć. Wpatrzony w półki uginające się od różdżek, zacisnąłem szczupłe palce na złocie tak silnie, że zaczynały już drętwieć i kiedy już prawie udało mi się przekonać samego siebie, iż to wszystko wcale nie jest ważne, odezwała się. Chcąc nie chcąc, moje oczy podążyły ku jej sylwetce. Delikatnie obróciłem głowę, obejmując nim ją całą. Szczupłą, niewysoką, charakterystyczną jak nikt inny. Poczułem jak coś we mnie się kruszy. Zacisnąłem zęby, aby zdusić w sobie chęć do cofnięcia własnych słów. Czy naprawdę chciałem tam jechać? Troska, jaką obdarzały mnie jej oczy, niespodziewanie wniknęła we mnie i osiadła na dnie serca. Za kilka tygodni miałem przypominać sobie to spojrzenie w chwilach zagrożenia, gdy poczuję żar wyzierający ze smoczego pyska tuż na swojej skórze. Emocje, jakie towarzyszyły mi teraz, były dla mnie zbyt abstrakcyjne. Jeszcze nigdy nie czułem tak fascynującego połączenia niezrozumienia, a zarazem niepokojącej świadomości utraty kogoś ważnego. Jej niepokój był dla mnie nieoczekiwaną nowością. Wszyscy wokół, zawsze prędzej czy później, akceptowali moje zamiłowanie do pakowania się w kłopoty. Nie pamiętałem już jak smakuje cudzy lęk, a teraz na nowo poczułem jak dziwne jest to uczucie. Zrobiłem to co musiałem i nareszcie je wyparłem. Skinąłem głową. Ta pustka była taka kojąca...
- Wrócę - odpowiedziałem, wręcz obiecując, patrząc jej prosto w oczy. Nie padło między nami ani jedno słowo więcej. Słusznie speszony odczuwalną bliskością, ściągnąłem sakiewkę z lady, aby wysypać jej zawartość do sklepowego skarbca. Wróciłem do pracy, a kiedy zerknąłem znów w stronę wejścia, syberyjska pokusa już odeszła. Na szczęście. Byłem zdecydowanie zbyt bliski zmiany planów.

[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 334
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 1542
http://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
http://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Sob Maj 12 2018, 20:57

Ciężko było obyć się w czarodziejskim świecie bez różdżki. Mefistofeles wielokrotnie wystawiany był na mugolskie próby, niekiedy i z własnej nieprzymuszonej woli - lubił to i radził sobie nieźle. O wiele gorzej mu szło w momencie, w którym przebywał w magicznym środowisku, które niemalże wymuszało na nim takie drobiazgi jak okazjonalnie rzucone zaklęcie. Walka z przesuwającymi się Wielkimi Schodami, przygasający ogień w kominku Pokoju Wspólnego... To była tylko kwestia czasu, aż pozbawiony czarodziejskiego patyka Ślizgon uda się do sklepu. Zrobił to dość szybko, dodatkowo zmotywowany prośbami ze strony znajomych. Udał się więc do Doliny Godryka, doskonale wiedząc, że i tak zjawiłby się tutaj zaraz na wycieczkę ONMS. Po ostatnim rozszczepieniu Mefisto bardzo chciał swoje umiejętności poprawić. Wydawało mu się, że kiedy już pozdawał te cholerne kursy, to wszystko powinno iść jak z płatka, ale najwyraźniej kilka złamanych żeber i zmasakrowana noga wystarczyły, aby zepsuć jego koncentrację. I tak jak sam ledwie zwróciłby na to uwagę, tak zabieranie kogoś ze sobą... Cóż, takie wypadki chciał wyeliminować. Im więcej praktyki, tym lepiej.
Do sklepu Fairwynów zawędrował ze względu na fenomenalną renomę tutejszych produktów. Wszedł do środka, rozejrzał się po półkach, zdusił westchnięcie; miał dziwne wrażenie, że to będzie trudne przeżycie. Nigdy nie kupował różdżki dla kogoś, a teraz... No cóż, posada Puchoniej Niani stawiała przed nim spore wyzwania. Wyjaśnił sprzedawcy swój problem, siląc się na wyjątkowo przyjazny ton głosu - chyba nawet się uśmiechnął, kiedy obdarzony został zaskoczonym spojrzeniem. Cztery różdżki? Nieźle...
Siebie zostawił na koniec, zaczynając od @Neirin Vaughn - to głównie z nim zaplanował tę wyprawę. Najwyraźniej wspólne przesiadywanie w Skrzydle Szpitalnym po walce z trollami robiło swoje! Tak czy inaczej, rada udzielona Mefisto okazała się całkiem ciekawa. Miał wybrać sam, zdając się w pełni na swoją intuicję, a w myślach jedynie wspominać wszystko to, co mu się z siódmoklasistą kojarzyło. Przechadzał się krótką chwilę między półkami, pogrążony w rozmyślaniach. Odrzucił róg minotaura i ogon gryfa, zawahał się przy oku szyszymory... Co on tak właściwie o Puchonie wiedział? Kiedy tylko o nim myślał, to przypominał sobie o ognistych językach prześlizgujących się po prętach magicznej klatki, a od tego aż ściskało go w klatce piersiowej. Z drugiej strony kompletnie nie mógł pozbyć się wspomnienia tych stalowoszarych oczu, wpatrzonych w niego uważnie, przesuwających się po licznych ranach, które tak delikatnie - acz jak pewnie! - oczyszczał, opatrywał... Było w nim coś czułego, było w nim coś niepokojącego, było coś... było coś. Mefistofeles nie wiedział co, a to niewyobrażalnie go drażniło. Pamięć miał świetną, więc dokładnie był w stanie przypomnieć sobie słowa Neirina wypowiedziane po dziwnym ataku w sali treningu magicznego; nie zapomniał też tego rzucenia się za trollicą pod postacią hologramu. A gdy jego myśli odpłynęły w stronę pokrytej bliznami sylwetki, w stronę leczenia w Skrzydle Szpitalnym...
Oko feniksa, heban, 13 cali.
Wybrał stosunkowo szybko, a przynajmniej tak twierdził sprzedawca. Zachęcony tym stwierdzeniem, Mefisto zdecydował na dobranie czegoś dla @Liam A. Rivai. Najgorsze było to, że trochę obawiał się swoich przemyśleń odnośnie tego dzieciaka, a z kolei rada Vaughna pod tytułem "nie wiem, weź tęczowe drewno" nie wydawała się zbyt pomocna. Nox znowu został sam ze swoimi myślami, przeglądając pudełka i niektóre różdżki biorąc nawet do ręki, jak gdyby przy okazji testował je pod swoim kątem. Nie dało się zupełnie ukryć faktu, że myślenie o Liamie wywoływało na jego twarzy drobny, poszerzający się z każdą chwilą uśmiech. Bo tu z kolei wszystko było proste i urocze - to jego gadulstwo, ta energia, uprzejmość. Ślizgon godzinami mógł słuchać jakże irytującego trajkotania, uwielbiał opowieści na kompletnie nieistotne tematy (geneza imion? Pewnie, czemu nie!). Kręciła go ta niewinność, połączona z żartami - no dobrze, chwilami doprowadzało go to do szewskiej pasji... A jednak zazdrościł Liamowi tego nieposkromionego dobra rozbijającego się w sercu, które potrafiło rozjaśnić nawet najbardziej paskudny dzień. Pamiętał jaki niepokój trawił go, kiedy Rivai nie mógł ruszyć się ze skraju lasu; pamiętał furię, która ogarnęła go na widok bezczelności Czerwonego Kapturka. To wszystko wydawało się aż irracjonalne, a jednak - o Merlinie - nie mógł zapomnieć o pytaniach przerzucanych między sobą podczas popijania alkoholu w Noxowym mieszkaniu. Nie mógł pozbyć się żalu po straconej okazji do pocałunku. I powoli tonął, wypominając sobie nieudaną randkę i wszystkie te głupoty, którymi chłopaka do siebie zrażał. Nie, żeby go to dziwiło... Rivai był dla niego za dobry. Cholera, Mefi tak bardzo chciał sprostać jego oczekiwaniom.
Odrzucił krew jednorożca, serce testrala również. Wyszarpnął pierwsze lepsze pudełko i zajrzał do środka tylko po to, by zaraz parsknąć śmiechem. Nie musiał się nawet zastanawiać, kiedy kładł zdobycz na ladę.
Kopyto pegaza, topola tęczowa, 12 i 2/3 cali.
@Jack Moment został na koniec głównie dlatego, że Mefistofeles zupełnie nie wiedział jak zabrać się do tych konkretnych zakupów. O Puchonie nie wiedział właściwie niczego, bazując jedynie na drobnych informacjach otrzymanych od Liama. Mógł zatem przypomnieć sobie, że Moment posiadał szczura o imieniu Tostek, którego Litka odrobinkę maltretowała. Mógł też wspominać chłopaka z różnych lekcji, w końcu opierając się na historii z nieszczęśliwie latającą różdżką. Wydawało mu się wtedy, że Puchon faktycznie poleci przeczesywać błonia, zamiast poprosić kogoś o wsparcie magiczne; kącik ust drgnął mu na myśl o ksywce, którą dostał zamiast prawdziwego nazwiska, kiedy jeszcze siódmoklasista nie załapał, o co Ślizgonowi chodziło. Niech będzie Arti - zdesperowany Arti. Rzecz w tym, że pomimo braku mocniejszej więzi, Jack musiał być dobrym - ciekawym? - człowiekiem, skoro trzymał się blisko Neirina i Liama.
Żądło mantykory, tarnina, 10 cali.
Dla samego siebie niestety nie musiał szukać wspomnień. Tym razem sprzedawca już trochę go wymęczył, podsuwając różdżki i wymagając machania nimi, jak gdyby Nox pierwszy raz trzymał w dłoni patyk. Najchętniej zaraz by zrezygnował, dziwnie podminowany tym, że nic do niego nie pasowało (chociaż wiśnia i krew wili prawie spowodowały mały pożar, a to nie taka znowu porażka). Rzecz w tym, że nie posiadał żadnej alternatywy, bo winorośl zniszczył podczas przemiany, a znienawidzony cyprys zgubił gdzieś na skalnej grani. Przetestował już chyba wszystko i ręce opadały nie tylko jemu, ale i Fairwynowi - chociaż ten wydawał się być coraz bardziej zdeterminowany trudnym klientem. Ostatecznie Noxowi zaczął kończyć się czas, zatem ostatnie kilka pudełek przetrząsnął niemalże jednocześnie...
I wtedy go złapało. Przyjemna energia przepłynęła od palców chyba aż do serca, a Mefisto zamrugał z zaskoczeniem, spoglądając na powyginaną białą różdżkę, jakby odlaną z kiepskiej formy. Leżała w jego dłoni idealnie, zakrzywiając się prawie jak pazur. Wystarczyło jedno spojrzenie na karteczkę dołączoną do pudełka, aby postanowił ją odłożyć.
Kieł wilkołaka, klon, 8 cali.
Nie wyobrażał sobie używania różdżki o takim rdzeniu - obwarczał zaraz sprzedawcę, że on pewnie również nie chciałby czarować za pomocą patyka wspieranego palcem swojego kuzyna. Niewiele to jednak zmieniało, bo Mefistofeles potrzebował różdżki, a żadna inna go nie słuchała; co więcej, dalsze próby kończyły się jeszcze tragiczniej (iskry parzyły, pudełka latały). Nic nie wskazywało na to, żeby jakieś serca buchorożca czy krew syreny miały przebić kieł wilkołaka. O ironio...
Sklep opuścił zdecydowanie skonsternowany i przytłoczony mnóstwem przemyśleń - był też jednak spóźniony, więc po prostu schował pudełka do torby lżejszej o znaczną sumę galeonów, by zaraz teleportować się prosto na skraj dolinowego lasu.

/zt

______________________


Let go of the light
Fall in to the darkside.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Szkocja, Wyspa Skye
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1092
Dodatkowo : Prefekt Fabularny
  Liczba postów : 1091
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995




Gracz






PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Sro Cze 06 2018, 13:43

Przechadzała się po Dolinie Godryka, wybierając tym razem ścieżkę prowadzącą prosto do centrum miasteczka. Leniwym krokiem spacerowała po brukowanych alejkach, przyglądając się kolorowym wystawom, które tak kusiły przechodniów. Jak to Nessa miała w zwyczaju, ignorowała otaczających ją ludzi, chociaż gdy dostrzegała wśród biegnącego tłumu znajomych rodziny, grzecznie się witała, siląc się na grymas, który miał być uśmiechem. W końcu nogi poniosły ją do sklepu rodziny Fairwynów, który zawsze kojarzył się jej z Caesarem i Edgarem. Chcąc tylko pooglądać pięknie różdżki, weszła do środka, o czym powiadomił sprzedawcę cichy dźwięk dzwonka.
Wolnym krokiem zaczęła przechadzać się po izbie lokalu, wędrując orzechowym spojrzeniem po wypełnionych pudełeczkami regałach. Nie potrafiła nawet teoretycznie ocenić, ile magicznych kijków tkwiło tu w ciszy i spokoju, czekając na swojego czarodzieja. Wierzyła w moc, którą dawała różdżka, gdy trafiała na odpowiedniego człowieka, jak bardzo poprawiała zdolności magiczne i jakość rzucanych zaklęć. Pracujący to chłopak podszedł i zaczął zachęcać ją do kupna i opowiadał o poszczególnych modelach, a także właściwościach drewna i pochodzeniu unikalnych rdzeni, które do kupienia były tylko tutaj. Ruda grzecznie słuchała, przytakując i dopytując, aż w końcu z cichym westchnięciem rezygnacji podeszła z nim do lady i obserwowała pudełeczka, które wciągał. Zachęcał do brania różdżek w ręce, sprawdzania. Były pięknie wykonane, miały indywidualnie robione rączki, żadna nie wyglądała tak samo. Z pewnością rdzeń z rogu dwurożca nie był dla niej, podobnie jak krew wilkołaka — ponieważ z próbą wypowiedzenia zaklęcia, nic tylko spadało coś z szafek. Z przepraszającym uśmieszkiem, odłożyła kij do pudełka i już miała wychodzić, kolejny raz tłumacząc nieco nachalnemu sprzedawcy, że przyszła się rozejrzeć, kiedy to wepchnął jej do rąk jeszcze jedno, ostatnie pudełko. Tak, żeby spojrzała. Z teatralnym westchnięciem i wywróceniem oczyma, wyjęła z pudełka piękny, ciemny patyk ze zdobioną błękitem rączką. Tym razem jednak zamiast kolejnej katastrofy i fundowania mu sprzątania, różdżka zadrżała w jej dłoni i wydała z siebie ciepłe, niebieskie światło. Lanceleyówna zamrugała kilkakrotnie zdziwiona, wędrując wzrokiem pomiędzy trzymaną w ręku bronią a ekspedientem.
— Widzę, że Panienkę wybrała!
— Przecież nie chciałam kupować różdżki..—
jęknęła cicho, nie bardzo wiedząc, co właściwie powinna zrobić, bo przecież jej stara była całkiem sprawna i pomimo delikatnych zarysowań, zawsze perfekcyjnie jej służyła. On jednak zdawał się ignorować jej słowa, podchodząc i opowiadając z przejęciem o trzymanym przez nią patyku.
— To piękna, poręczna różdżka! Lekka, idealnie wyważona. To 10 i pół cala, sztywna, język Żmijoptaka, Czarny Orzech. Jej zdobienia wykonane są z niebieskich łusek tego zwierzęcia..
— Żmijoptaka..?—
powtórzyła cicho, widocznie czymś zaintrygowana. Raz jeszcze obróciła różdżkę w dłoniach, ignorując już paplaninę sprzedawcy. Faktycznie, było w niej coś niezwykłego, zupełnie jakby do siebie należały. Ruda z westchnięciem zsunęła plecak z ramion i wyjęła portfel, wsuwając kij do pudełka i podchodząc do kasy. Nie mogła tego tak zostawić. To nie był przypadek, że rdzeń z tego samego zwierzęcia, którego ma na patronusa jest sercem tej różdżki. Trudno, będzie miała dwie. Wyszła ze sklepu, trzymając pięknie zapakowaną paczuszkę przy piersi i ruszyła w stronę domu, darując już sobie jakiekolwiek przechadzanie się po sklepach. I tak już wydała za dużo!

z/t

______________________



Growing stronger the voice of my father said
"Don't give up, don't be forgotten"


Pobudzona. Uzależniona od kawy, ciut od alkoholu + bezsenność,zaburzenia żywienia. Rozdwaja się jej obraz, kręci się w głowie, wyłącza się.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29618
  Liczba postów : 44087
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Sro Wrz 05 2018, 14:19

Po miesiącach spędzonych w Rumunii, a potem w Meksyku powrót za ladę sklepową nie był najlżejszym zadaniem, szczególnie, że na początku roku szkolnego różdżki zawsze cieszyły się bardzo dużą popularnością. Niemniej jednak @Riley Fairwyn był młodym chłopakiem i zapewne miał w sobie imponujące pokłady energii pozwalające mu zwyciężyć starcia nawet z najbardziej upierdliwymi klientami - czy aby na pewno? Bez wątpienia chłopak wychowany wśród rożdżkarzy posiadał szeroką wiedzę na ich temat, jednak pojawienie się tak ciężkiego klienta zadającego dziesiątki pytań było bardzo dużym wyzwaniem.

Rzuć kostką, żeby sprawdzić co stało się dalej!
1,3 - udzielasz odpowiedzi na dziesiąte bardzo szczegółowe pytanie, gdy nagle dostrzegasz kątem oka, że ktoś próbuje Ci zwinąć różdżki. Facet zadający pytania miał jedynie odwrócić Twoją uwagę! Na całe szczęście udaje Ci się opanować sytuację i wygonić ze sklepu złodziejaszków. Dzięki swojej ostrożności otrzymujesz 20 galeonów premii - upomnij się o nie w odpowiednim temacie!
2,5 - po kilkunastym pytaniu zaczynasz mieć problemy z udzielaniem coraz to bardziej szczegółowych odpowiedzi. W pewnym momencie zbiera Ci się na ziewanie, co bardzo obrusza Twojego rozmówcę, który od razu grozi, że powiadomi Twojego pracodawcę o lekceważącym stosunku do klienta. Tak też robi - następnego dnia czeka Cię awantura i potrącenie 20 galeonów z wypłaty. Odnotuj stratę w odpowiednim temacie.
4,6 - początkowe upierdliwe pytania przeradzają się w bardzo ciekawą rozmowę. Okazuje się, że mężczyzna wie o różdżkach zaskakująco dużo. Nie tylko udaje Ci się sprzedać mu produkt, ale również dzięki wymianie zdań uzyskujesz kilka nowych informacji. Otrzymujesz 1 punkt z zaklęć - koniecznie upomnij się o niego w odpowiednim temacie!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1619
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 744
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Nie Wrz 09 2018, 13:06

Zderzenie z rzeczywistością, okazało się być zaskakująco bolesne. Kiedy wyjeżdżałem do Rumunii, nie spodziewałem się, że taka przerwa aż tak mocno wytrąci mnie z rutyny codzienności. Wydawało mi się wówczas, że przyjmowanie towaru od moich kuzynów czy dopasowywanie różdżki do klienta, przywarło do mnie tak silnie, iż mógłbym robić to z zamkniętymi oczami. Tymczasem, godziny dłużyły się nieubłaganie, a ja mogłem jedynie bezmyślnie błądzić myślami, starając się nie popełnić samobójstwa w moim pierwszym dniu pracy. Powroty z wakacji kiedyś mnie do tego popchną, słowo daję.
Wpatrywałem się ze znużeniem w sklepową ladę, po raz dziesiąty dzisiaj przekładając pudełka z miejsca na miejsce. Marzyłem o wolnym popołudniu - może mógłbym napisać do Zilyi? - lecz, jak na złość, wskazówki zegara zmówiły się i poruszały się w ślimaczym tempie. Analizowałem treść potencjalnego listu, starając się ubrać go w jak najlepsze słowa, kiedy to przed oczami wyrósł mi w końcu jakiś klient. Dosłownie wyrósł, zupełnie go nie zauważyłem. Zrobiłem zapewne jakąś głupią, zaskoczoną minę, ale błyskawicznie się opanowałem i uśmiechnąwszy się, zapytałem czego mu potrzeba. Mężczyzna nie był typowym klientem sklepu różdżkarskiego. Większość ludzi, która do nas przychodziła, nie miała zielonego pojęcia o delikatnym procesie tworzenia czy dopasowywania różdżki, dlatego nasz kontakt ograniczał się zwykle do nieustannego podawania i odkładania pakunków. Ten facet, jaki mierzył mnie właśnie przenikliwym, zielonym spojrzeniem, był kimś kompletnie innego kalibru, a ja tak do tego nie nawykłem, że przez krótką chwilę mogłem mu się wydać niedouczonym młokosem. Ocknąłem się, gdy zapytał mnie o pewien szczegół, związany z wytwórstwem różdżek ze smoczych rdzeni. Co prawda, nie mogłem odpowiedzieć mu na tyle otwarcie jakbym chciał. Zdradzanie sekretów rodzinnej firmy nie leżało w mojej gestii. Na szczęście, klient okazał się wyrozumiały i udało nam się przeprowadzić nie tylko uprzejmą, ale również niezwykle interesującą rozmowę. Nie miałem pojęcia, skąd tak dobrze znał się na moim fachu, ale byłem mu bardzo wdzięczny za uratowanie mojej poczytalności. Skupiony na wymianie informacji, nawet nie zauważyłem, gdzie zniknęła nam cała godzina. Kiedy wreszcie zostałem w sklepie sam, nie tylko byłem już w o wiele lepszym humorze, ale również miałem na koncie kolejną sprzedaną różdżkę. Nieźle!

4 i [zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1072
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1730
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Sro Wrz 19 2018, 20:34

Niewątpliwie najważniejszym atrybutem każdego czarodzieja była jego różdżka - może i byli wyjątkowi, przez ich żyły zamiast krwi płynęła magia i tak dalej... ale bez tych drewnianych patyczków byli nikim. Ezra czuł się odrobinę jak zdrajca, kiedy przekraczał próg sklepu Fairwynów. Miał przecież swoją różdżkę, cisową, idealną, praktycznie nigdy nie zawodzącą nawet pomimo ostrych zakłóceń magii. I wcale żadna inna mu się nie marzyła. A jednak tu zajrzał - po drodze, tylko na chwilę! Chciał się rozejrzeć, chciał się przekonać, czy rzeczywiście gdzieś była jeszcze jakaś różdżka do niego pasująca, a jeśli nie, to po prostu obejrzeć sławetne produkty Fairwynów.
Od progu uderzał miły dla nozdrzy zapach drewna, a gdy za Clarkiem do pomieszczenia wpadł podmuch wiatru, w górę nie wzbiły się drażniące drobinki kurzu wzmagające woń starości. Wszystko było ładne, imponujące, poukładane. Ezra oglądał skrupulatnie opisane pudełeczka, nie wiedząc w którą stronę skierować swoje kroki. Całe szczęście, że nie był zdany wyłącznie na siebie.
Sprzedawca musiał być już przyzwyczajony do klientów takich jak Ezra - poszukujących czegoś, o czym sami nawet nie wiedzieli. Sprzedawca proponował mu różdżki o różnych rdzeniach, ale ani serce hipogryfa, ani krew syreny, ani nawet oko szyszymory - do którego zapałał odrobinę sentymentalną sympatią - nie wydawało się być odpowiednim wyborem. Zatrzymał się zaś przy żądle mantykory. Wiedział, że był to rdzeń wyjątkowy, choćby ze względu na wcale nie tak liczne występowanie groźnego stworzenia. Na jego ustach pojawił się mały uśmieszek, kiedy pomyślał, że być może miał z nią coś wspólnego - nucenie podczas spożywania swojej ofiary zdawało się zachowaniem groteskowo abstrakcyjnym, a przecież i Clarke miał słabość do osobliwych działań.
Ezra wziął do ręki dereniową różdżkę, słuchając wytłumaczenia sprzedawcy. Spodobała mu się figlarna natura tego drewna i nawet przeciętna zdolność do zaklęć niewerbalnych go nie zniechęcała. Najwyraźniej jednak różdżka nie widziała w nim kompana do rozrywki; kiedy spróbował jej użyć, "plunęła" prosto w jego twarz strumieniem wody. Podobnie jodła, kasztan ani tarnina nie chciały współpracować. Clarke już był bliski rezygnacji, kiedy w jego ręce wpadła sekwoja. Drzewo "dopasowujące się do czarodziejów, których cechuje umiejętność wyjścia z tarapatów, dokonywania właściwych wyborów czy też dostrzegania dobrych stron w tych nawet niezbyt dobrych zdarzeniach" jak ładnie przedyktował mu sprzedawca. Clarke nie wiedział, skąd teza, jakoby podejmował właściwe wybory. Wiedział jednak, co poczuł. Ciepło przemknęło przez jego dłoń, a patyk jakby sam dopasował się do jego dłoni, choć Ezra i tak miał wrażenie, że nie leży tak idealnie jak jego cisowa własność (może przez te 12 cali, kiedy poprzednia była o pięć krótsza?) Nie mniej, chciał ją i odciążenie sakiewki w tym wypadku ani trochę go nie zabolało...

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1619
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 744
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Czw Paź 04 2018, 19:23

Nareszcie. Nie mam pojęcia, dlaczego wcześniej nie udało mi się dostąpić tego „zaszczytu”. Któryś z braci mojego ojca postanowił, że dzisiaj jest ten dzień. Kolejny potomek Fairwynów miał przyjąć nauki i nareszcie stać się godnym reprezentantem naszego nazwiska. Powinienem być nieco urażony. W końcu, odmawiano mi tych oficjalnych nauk od tak dawna, że mógłbym już zacząć przypuszczać, iż jest to swego rodzaju zemsta na moim ojcu. Jednym z tych, którzy wyrzekali się swego dziedzictwa. Garrett odnalazł się pośród gąszczy gałęzi i w rozmaitych częściach świata polował na magiczne stworzenia. Zaopatrywał sklep. W gruncie rzeczy, nie odbiegł aż tak daleko od pierwotnego zawodu, lecz, jak widać, okazało się to wystarczające. Niemniej jednak, absolutnie daleki byłem od narzekań. Marzyłem o oficjalnym szkoleniu. Certyfikat, jaki miałem otrzymać, uprawniłby mnie wreszcie do sprzedaży własnoręcznie tworzonych różdżek. Do tej pory próbowałem już działać na własną rękę, lecz kto kupiłby coś, co wyszło spod palców niewykwalifikowanego twórcy? Podrzucałem swoje wytwory kuzynowi i jeśli były wystarczająco dobre, sygnował je swoim nazwiskiem. Nareszcie mógłbym zacząć pracować na własne.
Pierwszy dzień był całkiem przyjemny. Nie robiłem niczego, czym nie zajmowałbym się wcześniej. Przechadzałem się po sklepie, przysłuchiwałem rozmowom z klientami i przyglądałem się procesowi tworzenia różdżek. Moim zdaniem, mój wuj zanadto się przy tym spieszył. Byłem zdania, że każda różdżka zasługuje na poświęcenie jej dokładnie tak wiele czasu, ile jest niezbędne, aby osiągnęła pełnię mocy. Nigdy nie szedłem w ilość, jeszcze nie. Niemniej jednak, nie odezwałem się ani słowem. Dobrze znałem zasady panujące w sklepie rodzinnym. Byłem niższy hierarchią, nie należało mi się prawo głosu. Dzień zleciał jak z bicza strzelił. Wuj, co mnie zaskoczyło, pochwalił moją dociekliwość i zainteresowanie tematem. Zgodził się kontynuować prowadzenie nauk za pełny tydzień, a ja z wdzięcznością zgodziłem się na termin jaki zaproponował. Fairwynowie byli niezwykle zajętymi ludźmi.
W następnym tygodniu miałem już więcej do czynienia z nowymi surowcami. Pierwsze starcie z brzozą było dla mnie prawdziwym zderzeniem z rzeczywistością. Niby nic niezwykłego, ale drewno to okazało się na tyle kruche i wymagające uwagi, iż zdołałem zniszczyć pierwszy egzemplarz. Wyj był wyrozumiały (o dziwo), lecz nałożył na mnie obowiązek pozyskania następcy. Męczyłem się z tym przez dwa najbliższe dni i pewnie nie przeszkadzałyby mi te ewentualne opóźnienia, gdybym nie musiał opłacać każdego dnia zwłoki. Niestety, brzozy nie odzyskałem, ale swoje męczarnie z drewnem udało mi się zakończyć w inny sposób. Pewnego wieczoru, wuj przyłapał mnie na wielogodzinnym studiowaniu podręcznika początkującego różdżkarza. Pochwalił moje zaangażowanie, przepuszczając do następnego etapu. Kiedy minął już początkowy szok, postanowiłem, że za tydzień dam z siebie wszystko.
Nie ustając w staraniach, dobrnąłem do trzeciego tygodnia nauk. Tym razem przyszło mi zaznajamiać się z różnymi rodzajami rdzeni. Miałem zdobyć kilka z nich i o dziwo, udało mi się to już pierwszego dnia. Nie dość, że zaprezentowałem wujowi pęk pięknych piór, należących do żmijoptaka, to nawet stworzyłem przy ich pomocy kilka całkiem porządnych różdżek. Nieźle!
W ostatnim tygodniu nauk byłem pełen optymizmu. Nareszcie mogłem się wykazać! Wuj pozwolił mi stworzyć różdżkę od podstaw. Rozpocząłem od wycięcia odpowiedniego bloku drewna, a następnie wyszukałem dla niego pasujący rdzeń. Bardzo długo pracowałem nad jej wykończeniem. Zdawało mi się, że czuję na sobie ponaglające spojrzenia, lecz gdy wreszcie oddałem ją do użytku starszej czarownicy, wuj w końcu wypluł z siebie kilka słów pochwały, obdarzając mnie dyplomem potwierdzającym moje kwalifikacje. Z przyjemnością go odebrałem, już planując swoje kolejne wytwory.

[zt]

Etap I: 2
Etap II: 2, 5, 5, 6
Etap III: 3
Etap IV: 6
Link do kostek
Rzuty
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   

Powrót do góry Go down
 

Różdżki Fairwynów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
Dolina Godryka
 :: 
Centrum miasteczka
-