Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Różdżki Fairwynów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Skąd : Rosja, Syberia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 2714
  Liczba postów : 1933
http://www.czarodzieje.org/t8036-zilya-nikolaevna-fyodorova
http://www.czarodzieje.org/t8073-syberyjska-dzikuska#225025
http://www.czarodzieje.org/t8071-syberyjska-sowka#225017
http://www.czarodzieje.org/t8067-zilya-fyodorova




Administrator






PisanieTemat: Różdżki Fairwynów   Pią 20 Maj 2016 - 14:25

First topic message reminder :


Różdżki Fairwynów

Sklep różdżkarski od pokoleń należący do rodziny Fairwynów budzi mieszane uczucia. Z jednej strony, produkują oni znacznie silniejsze różdżki, niż popularny w Wielkiej Brytanii Ollivander. Ich rdzenie dają przewagę przede wszystkim w pojedynkach. Szybsze działanie, mocniejsze zaklęcia. Dla wielu te atuty są na tyle kuszące, że postanawiają wydać swe galeony i zaopatrzyć się w ten cenny przedmiot. Dla drugiej części społeczeństwa te różdżki są źródłem licznych sporów. Ich duża moc wynika z rodzaju rdzeni używanych do ich wytwarzania. Są nimi części ciała, których pozyskanie wymaga zabicia zwierzęcia. Fairwynów zwykle interesują nie włosy, ale serca.. Jak się bowiem okazuje, poświęcone życie zwierzęcia daje czarodziejowi znaczącą przewagę. Nie każdy jednak chce z tego korzystać.

W sklepie znajduje się wiele długich pomieszczeń, wypchanych różdżkami. Niektóre mają rdzenie z tropikalnych krajów, inne pochodzą z Wysp Brytyjskich. Ciężko jednak znaleźć powtarzające się rdzenie, a każdy z nich daje podobną, zwiększoną siłę. Sprzedawcy w tym sklepie to najczęściej członkowie rodu Fairywynów lub osoby bezpośrednio z nimi zaprzyjaźnione. Do tego rodzinnego biznesu rzadko kiedy wpuszczany jest ktoś z zewnątrz. Rodzina pieczołowicie dba o zachowanie tajników różdżkarstwa wyłącznie dla siebie.

Każda różdżka w tym sklepie kosztuje 200 galeonów. Kiedy postać zakupi tutaj różdżkę, wpisuje ją w kuferku, w nawiasie obok wpisując (+5). Oznacza to, że w każdym wątku, w którym będzie rzucać zaklęcia za sprawą różdżki, będzie mieć statystykę zaklęć podwyższoną aż o 5 punktów! Możesz to wykorzystywać w każdym wątku na forum, na którym istotny jest próg punktów z zaklęć.
Członkowie rodu mają możliwość zakupienia różdżki za pół ceny.


Serce Buchorożca
Oko Feniksa
Ogon Gryfa
Róg Minotaura
Serce Testrala
Żądło Mantrykory
Kopyto Pegaza
Krew Jednorożca  
Krew wili
Róg dwurożca
Serce hipogryfa
Krew syreny
Ogon widłowęża
Język żmijoptaka
Oko szyszymory
Kieł wilkołaka

(kupujesz tylko określony rdzeń, bo to on jest charakterystyczny i inny w tych różdżkach. Długość oraz drewno możesz klasycznie wylosować w temacie z różdżkami lub skomponować wedle własnego uznania)


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 299
  Liczba postów : 290
http://www.czarodzieje.org/t15444-meluisne-pennifold
http://www.czarodzieje.org/t15452-meluzyna#414962
http://www.czarodzieje.org/t15473-meluzyna#415677
http://www.czarodzieje.org/t15446-meluisne-pennifold#414814




Gracz






PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Pon 9 Kwi 2018 - 12:03

Już od dawna planowałam w końcu kupić różdżkę od Fairwynów. Nie wiem dlaczego @Riley Fairwyn nigdy nie dal mi zniżki po znajomości, ale w końcu w ręce wpadł mi bon na 50%, z okazji jakiegoś wielkanocnego... czegoś. W każdym razie, bardzo się ucieszyłam z tego prezentu i aż ucałowałam swoją oburzoną sowę. Jak tylko miałam chwilę wolnego, pognałam jak sarna do sklepu i zamówiłam sobie najnowszą różdżkę. Moja stara była kompletnie nijaka. Włos kudłonia, zwykły buk i na dodatek niewystarczająco długa, żeby wyglądać na ładną. Co prawda to ostatnie najmniej ważne, mi chodziło o rdzeń, bo doskonale wiedziałam co pragnę mieć w nowej różdżce i tak naprawdę szybko odgadli co będę chciała - krew syreny. Wciąż czuję lekki niepokój myśląc o tym jak mogli ją uzyskać, ale to z pewnością był jedyny słuszny wybór. Mój przyjaciel na pewno pomógł mi dobrać resztę składników. I chociaż upieram się na ślicznie wyglądający mahoń, albo jeszcze bardziej imponujący heban, to przy zwykłym, angielskim dębie czuję przyjemne ciepło i wzajemne zrozumienie. O ile można tak mówić o drzewie, nie jestem pewna. Różdżka wciąż nie wyszła niesamowicie długa, 10 i pół cala, mogła być odrobinę większa, ale w końcu jestem drobną dziewczyną, pewnie taka piękna 13 calowa byłaby dla mnie nieporęczna. Teraz z pewnością na kolejnej wyprawie nie będę umierać tak szybko jak ostatnio.
/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 864
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 872
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Czw 12 Kwi 2018 - 20:17

Byłem gotowy na taki obrót spraw. Prawdę mówiąc, byłem wręcz zadowolony, że Zilya jedynie strąciła pudełka. Pierwsza różdżka zawsze jest tą testową. Obserwowałem uważnie dłoń dziewczyny, zapamiętując sposób, w jaki zaciskała na niej palce. Ruch nadgarstka odnotowałem niemalże mimowolnie, a niewielkie straty pozwalały mi sądzić, że trop mógł być właściwy. W tym właśnie momencie, zdecydowałem się na mały eksperyment. Zmiana kilku parametrów pozwoli ocenić, jaką formę miała magia Rosjanki, co było niezwykle ważne przy doborze różdżek u Fairwynów. Każdy z naszych rdzeni był okupiony krwią i bólem stworzenia, które je zrodziło. Ba, niekiedy także łowcy. W związku z tym nie mogłem sprzedać absolutnie niczego, co mogłoby nie współgrać z jej charakterem i siłą ducha. Różdżka miała jej służyć przez lata, musiała naginać się do jej woli, zamiast zmuszać właściciela do odgadywania jej potrzeb. Zmarszczyłem brwi w zamyśleniu bardziej odruchowo, niż świadomie, podejmując decyzję, aby zbierać najbliższe pudełka. Zupełnie nie zareagowałem na jej słowa, ale to wyłącznie dlatego, że teraz głowiłem się nad kolejnością, w której powinienem zaprezentować następne różdżki. Dopiero po niespełna połowie minuty upartego wpatrywania się w trzymane, lekko uchylone pudełko, zerknąłem wyżej, lustrując Zilyowe, jasne oczy.
- Nic nie szkodzi. To cenna wskazówka. - Przyznałem, zgodnie z prawdą, odstawiając trzymane pudełka na bok i domykając uchylające się wieczka. Wygrzebałem spod stosu przypadkowych różdżek jedną z tych, które przygotowałem dla niej wcześniej. Uniosłem wieko pudełka, ale zanim wyjąłem kolejnego kandydata, nasze spojrzenia ponownie się skrzyżowały.
- Trudno mi powiedzieć. Fairwynowie zaznajamiają z podstawami prawie wszystkich spośród tych, którzy wyrażą chęć do nauki. Wiedziałem jak teoretycznie powinienem dobierać różdżkę do czarodzieja, jeszcze zanim nauczyłem się latać na miotle. Zawodowo robiłem to jeszcze przed… wypadkiem, ale wróciłem do tego dopiero we wrześniu zeszłego roku. - Szybko uciekłem od wypływającego mimochodem tematu mojej niedyspozycji, woląc odpowiedzieć bardziej szczegółowo na dalszą część pytania. - Czasami zdarza się tak, że wszystkie potencjalne połączenia zawodzą, a czarodzieja wybiera zupełnie inny typ drewna. W różdżkarstwie nic nie jest zero-jedynkowe, potrzeba czasu i prób, aby stwierdzić co będzie idealne. Z tego sklepu jeszcze nikt nie wyszedł niezadowolony, to mogę Ci zagwarantować. - Uśmiechnąłem się, chcąc nieco podnieść ją na duchu na wypadek, gdyby za następnym machnięciem różdżki miała wysadzić połowę sklepu. - Będę z Tobą tutaj siedział chociażby i do białego rana. - Dopiero z tymi słowami odwróciłem spojrzenie, aby zerknąć na sosnową różdżkę ukrytą w aksamicie. Wizja szperania w pudełkach z różdżkami, wydawała mi się już wystarczająco pociągająca, nawet i bez miłego mi towarzystwa. W żadnym razie nie stanowiłoby to dla mnie kłopotu i ta myśl odrobinę mnie zaskoczyła. Naprawdę silnie wkręciłem się w różdżkarstwo, a przecież, gdy zaczynałem tu pracować, chciałem jedynie zarobić trochę galeonów na swoje leśne wypady. Eliksiry i specyfiki do zachowywania ingrediencji swoje kosztowały. Kilka lat temu nigdy nie pomyślałbym o możliwości odziedziczenia sklepu. Odrzuciłem od siebie te płonne mrzonki. Jeżeli już ktoś miał przejmować kierownictwo nad sklepem, z pewnością nie byłbym to ja. Miałem zbyt wielu wujów i całą masę ciotek. - Proszę. Ta jest bardziej ozdobna od poprzedniej. Sosna i krew jednorożca, 10 cali, sztywna. Może być uparta. Sosnowe różdżki wybierają czarodzieja o charakterze indywidualisty, intrygującego, tajemniczego. Podobno nie zdarza się, aby posiadacze sosnowych różdżek umierali młodo, ale nie potwierdzam. Korzystam z sosnowej różdżki od lat i prawie spalono mnie żywcem. - Zażartowałem, ale jakoś tak drętwo się śmiałem. - A tutaj mam jeszcze inną. To tarnina, więc różdżka będzie krucha. 10 i ½ cala z rdzeniem z serca naprawdę ogromnego testrala. Nie jest łatwo stworzyć taką, która składa się jednocześnie z twardego mięśnia i delikatnego drewna, lecz tarnina ogólnie jest niedoceniana w różdżkarstwie. Niezwykle wytrzymała na temperatury, utrzymuje owoce nawet w najcięższe mrozy, a łączy się z czarodziejem, który odznacza się wojowniczym lub silnym charakterem. W pełni lojalna będzie Ci dopiero wówczas, gdy przejdziecie razem przez jakieś niebezpieczeństwo lub trudność. To brzmi śmiesznie romantycznie, więc wspomnę jeszcze, że nada się doskonale do magii ofensywnej. Podobno nieoceniona w czarnej magii. - Nawet nie zauważyłem, kiedy aż tak się rozgadałem. Uświadomiwszy to sobie, umilkłem wreszcie, podsuwając jej oba pudełka. - Sprawdź je - zachęciłem.

______________________


It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love what you live with.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Skąd : Rosja, Syberia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 2714
  Liczba postów : 1933
http://www.czarodzieje.org/t8036-zilya-nikolaevna-fyodorova
http://www.czarodzieje.org/t8073-syberyjska-dzikuska#225025
http://www.czarodzieje.org/t8071-syberyjska-sowka#225017
http://www.czarodzieje.org/t8067-zilya-fyodorova




Administrator






PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Sob 14 Kwi 2018 - 13:45

Była pewna, że ostatecznie nikt nie wychodził stąd niezadowolony, w przeciwnym razie sklep nie cieszyłby się tak dużą renomą. Jednak była bardzo zaciekawiona tym, ile trwały najdłuższe dobory różdżek i czy mogłaby być jednym z tak problematycznych klientów. Na szczęście, już niebawem miało się okazać, że daleko jej do trudnej klienteli.
Pierwszą różdżkę, którą otrzymała, długo oglądała, śledząc przedziwne zawijasy, w jakie była wyrzeźbiona.
- Bardzo ślizgońska - zauważyła, odnosząc się do kształtu węża, jaki przypominała. Tak naprawdę Fyodorova nie spędziła wiele czasu w domu węża. Była tam zaledwie dwa lata i nie zdążyła silnie przesiąknąć miłością do lochów, węży i czystokrwistości. Nie odczuwała tak silnego przywiązania, jak pozostali absolwenci tej szkoły. Jednak wąż nawiązywał także do zwierząt, tego co dawało jej chleb. Oczywiście nie czuła się specjalnie jak osoba tajemnicza czy intrygująca, a zaledwie z określeniem mianem indywidualisty, się zgadzała. Uśmiechnęła się do niego smutno, nadal w rękach trzymając różdżkę, gdy usłyszała jego ostatnie słowa. - A jednak, stoisz tu ze mną. - Zauważyła, odnosząc się do rzekomej ochrony przed przedwczesną śmiercią. Było jej przykro w związku z tym, co go spotkało, ta historia brutalnie podkreślała, że to, czym się zajmowali nie było lekkim chlebem. Z każdym wyjściem do lasu tak naprawdę ryzykowali zdrowiem, czasem nawet życiem. Jak długo tak naprawdę będą w stanie się tym zajmować? Wystarczyło jedno silne uszkodzenie ciała, które mogłoby pogrzebać możliwość szybkiego biegania i musieliby to porzucić. Jak miałoby wtedy wyglądać jej życie?
Jedno proste machnięcie różdżką i jej końca wystrzeliły istne fajerwerkowe snopy światła, odbijające się od lady i ścian. Przed jednym z nich, niesfornie latającym, szybko odskoczyła na bok, by nie oberwać z tej tajemniczej mocy. Kiedy tylko światła opadły, prędko odłożyła różdżkę na blat.
- Widać nie jestem tak tajemnicza - skomentowała jedną z wymaganych cech właściciela tej różdżki. Tak naprawdę ta druga podobała się jej znacznie bardziej. Miała ładny czarny kolor, było w niej coś prostego i nieprzerysowanego. Kiedy usłyszała, że jest krucha, mimo wszystko mocno ją to zniechęciło, bo wydało się jej, że to nie drewno dla niej, jednak dalsze słowa chłopaka, wprawiły ją w spore zainteresowanie. - Jest odporna na zimno jak ja - zauważyła zbliżając się znów do lady i spoglądając na nią początkowo z dystansu, nie chciała od razu wywołać kolejnego deszczu nieokiełznanych iskier. Cechy charakteru także brzmiały ładnie, jednak to opowieść o lojalności po przebyciu trudnej drogi, zabrzmiało dla niej najciekawiej. Uniosła wzrok spoglądając na swojego towarzysza, z którym też pierw musiała przejść niebezpieczeństwo, by dziś swobodnie rozmawiać i czuć dziwne przywiązanie.
- Dopiero niebezpieczeństwo zbliża? Rzeczywiście śmiesznie romantycznie - nie mogąc odrzucić poczucia dziwnego podobieństwa, wygłosiła ten komentarz, czując uśmiech, który chciał wypłynąć na jej usta. Zdobyła się jednak na zachowanie powagi i ostatecznie pewnie sięgnęła po trzecią już dzisiaj, różdżkę. I poczuła to. Jak przy pierwszym zakupie, ciepło ogarniające jej ciało, dziwną magię, która świadczyć miała, że będą połączeni, że ta różdżka ją wybiera. To było niesamowicie wyjątkowe uczucie, gdy przedmiot mówi Ci, że chce należeć do Ciebie.
- Chyba ją mamy - powiedziała, gdy zamachnęła się lekko różdżką, a ta prawidłowo wystrzeliła delikatnymi iskrami, dokładnie takimi, jakie widziała, gdy kupiła swoją pierwszą różdżkę w Rosji. Było bardzo podobnie, jednak ta leżała nieco inaczej w dłoni. Tamta była ponadto zielonkawa, ta zaś zupełnie czarna. Miała wrażenie, że fakt, iż kupuje Brytyjską różdżkę ostatecznie podkreśla jej przeniesienie się do Anglii. Nosiła w sobie tą gigantyczną, Rosyjską spuściznę kulturową, jednak z każdym dniem, coraz bardziej odczuwała, że to Anglia, Dolina silniej i silniej, staje się jej domem.
Ta chwila jednak oznaczała też to, że dostała to po co przyszła i nie było więcej powodu by stała tu w tym sklepie, bądź by kolejny raz tu przychodzić. To oznaczało, że wykorzystała swój pretekst, by zobaczyć się z młodym Fairwynem.

______________________

Can't stay at home, can't stay at school. Old folks say, you a poor little fool. Down the street I'm the girl next door.
I'm the fox you've been waiting for
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm / Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 1319
Dodatkowo : Ćwierć wil, bezróżdżkowość
  Liczba postów : 1520
http://www.czarodzieje.org/t14380-lysander-s-zakrzewski#381382
http://www.czarodzieje.org/t14409-lyskowe-relki#381609
http://www.czarodzieje.org/t14410-krysia#381611
http://www.czarodzieje.org/t14413-lysander-s-zakrzewski#381628




Moderator






PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Sob 14 Kwi 2018 - 14:22

Akcja dzieje się w innym czasie, nie przejmujcie się mną

Podczas przygotowania specjalnej imprezy z loterią, z której zysk miał zasilić konto naszej drużyny zrobiłem zbiórkę fantów, jednakże wciąż brakowało mi odpowiedniej nagrody głównej, która zachęciłaby ludzi do brania udziału w wydarzeniu. Po wielu godzinach zastanawiania się wpadłem na doskonały pomysł - z bólem serca wygrzebałem pieniądze ze stypendium z ostatnich dwóch miesięcy i udałem się do Doliny Godryka. Po długiej tułaczce trafiłem w końcu do sklepu Fairwynów, gdzie po długiej rozmowie ze sprzedawcą zakupiłem bon na jedną spersonalizowaną różdżkę - bez wątpienia była to wyjątkowa nagroda, byłem więc gotów przecierpieć fakt, że wydałem na nią aż dwieście galeonów!

/zt

______________________


Ona nago, jestem Modigliani, Modigliani Złote włosy i bordowy stanik, jak Gryffindor. Świeci szyją jestem Modigliani, Modigliani. Zdejmuj suknię, W końcu sami
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 864
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 872
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Wto 1 Maj 2018 - 23:59

Przyznałem jej rację krótkim skinieniem głowy. Nie wszystkie różdżki w sklepie były tak neutralne jak te, które sprzedawał Ollivander. Jego wytwory zawsze kojarzyły mi się z prostymi formami, do jakich nawykli mugole, a przecież różdżka mogła stanowić idealne odzwierciedlenie charakteru posiadacza. Mimowolnie potarłem kciukiem swoją własną, wciąż ukrytą w kieszeni szaty, oplecioną delikatnym jak na Fairwynowy wzorem, którą musiałem jeszcze dopracować. Wciąż była dla mnie na tyle świeża, że pomimo zapewnień, iż chętnie ugaszę sklep, jeśli Fyodorovej wymsknie się iskra, nie byłem wcale aż tak pewien jej mocy. Byłem wrażliwszy na drobne zmiany w budowie różdżki i wymiana rdzenia okazała się być dla mnie zaskakująco zbijająca z tropu. Niemniej jednak, z godziny na godzinę byłem coraz silniej przywiązany do tego prostego kawałka drewna. Chociaż musiałem to przyznać, nawet przed samym sobą - tamten badyl przetrwał nawet konfrontację ze smokiem. Gdyby tylko nie odebrała mi go złośliwość losu, najpewniej nie zmieniałbym różdżki tak długo, aż nie rozsypała się w proch podczas rzucania zaklęcia.
Złowiłem spojrzenie Zilyi i wytrzymałem je dzielnie.
- Tak - wyznałem cicho. - Dlatego pozostałem przy sośnie. - Przyznałem się do odrobiny przesądności bez większego bólu. Przekonanie poparte doświadczeniem nie było jedynie wymysłem znudzonego czarodzieja, prawda? Parsknąłem krótko, nie mogąc zapanować nad nieoczekiwanym napadem wesołości. - To dobrze. Jedna osoba niechętna do zwierzeń nam tu wystarczy. - Nie wiedziałem dlaczego to powiedziałem, ale o dziwo nie poczułem się źle z tymi słowami. To był zdaje się pierwszy raz, gdy zaakceptowałem swoje niedoskonałości i bez krępacji obnażałem je przed kimś tak względnie mi obcym jak Fyodorova. Zarówno długotrwała wędrówka na pustyni, jak i wspólne połamanie nóg, zupełnie zatarły we mnie jakąkolwiek potrzebę skrywania własnych sekretów. Było to dla mnie tak nienaturalne uczucie, że z początku starałem się z nim walczyć. W końcu jak można tak łatwo przekonać się do kogoś? Wraz z upływem czasu, coraz silniej utwierdzałem się w przekonaniu, że odmawianie jej zaufania jest bezcelowe. Cóż miałem przed nią taić, skoro wszystkie karty i tak samoistnie się odkryją? Nie czułem się komfortowo z myślą, że tak łatwo jest poznać mój sekret, ale świadomość, iż do tej pory Zilya nie wspominała o tym ani słowem była na tyle uspokajająca, że postanowiłem się przemóc. Widziała mnie po zażyciu eliksiru zapomnienia, a także rannego, głodnego, drżącego od zimna w nocy, rozpływającego się z gorąca w ciągu dnia. Śpiącego, rozbudzonego, wesołego i przygnębionego. Mogła już mówić, że mnie zna, ale czy i ja znałem ją na tyle, aby mój następny strzał okazał się prawidłowy? Jej reakcja wskazywała na to, że trop był poprawny. Jej zaintrygowanie działało na mą duszę niezwykle kojąco i nawet jej potwierdzenie nie wywołało uśmiechu na mojej twarzy. Jedynie w moich oczach rozbłysło nieme zrozumienie. Wytrzymałem powagę chwili, oboje wiedzieliśmy jak się sprawy mają. Wtedy też dostrzegłem jak coś się zmienia. Chwyciła różdżkę trochę pewniej, niż przed chwilą, kiedy zabierała się za sosnową i nareszcie rozbłysły właściwe iskry. Bez słowa zatrzasnąłem wieko z jasną, poskręcaną na kształt węża różdżką, chwilowo porzucając pudełko na blacie. Przez kilka sekund po prostu na nią patrzyłem. Smukłą, dziką, intrygującą. Tak obcą, a zarazem tak bliską. Wreszcie rozwarłem usta, aby wypowiedzieć słowa, które zapewne nie miały dla niej większego znaczenia. Ponadto, miały się do udanych poszukiwań różdżki niczym pięść do nosa. - Za kilka dni wyjeżdżam do Rumunii. - Obserwowałem jej twarz, aby wychwycić nawet najdrobniejszą zmianę, jaka mogła zajść na jej obliczu. Czy miałem się jej doczekać?

______________________


It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love what you live with.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Skąd : Rosja, Syberia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 2714
  Liczba postów : 1933
http://www.czarodzieje.org/t8036-zilya-nikolaevna-fyodorova
http://www.czarodzieje.org/t8073-syberyjska-dzikuska#225025
http://www.czarodzieje.org/t8071-syberyjska-sowka#225017
http://www.czarodzieje.org/t8067-zilya-fyodorova




Administrator






PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Pon 7 Maj 2018 - 20:42

Zbliżyła się o krok do lady, by do wyścielanego atłasem pudełeczka, włożyć swoją nową, wybraną różdżkę. Zamierzała pierw przyjść z nią do domu, by spróbować przyzwyczaić dłoń do nowego kształtu. Od teraz miała się z nią nie rozstawać, ale chciała, aby to przyzwyczajenie wyszło naturalnie i stopniowo, powolnymi ćwiczeniami. Bez pośpiechu, z prostym przyzwyczajeniem.
Bez znaczenia? Bo dlaczego istotne miałyby być słowa o tym, że wyjeżdża? Dlaczego miałaby poczuć, że coś ją ściska za gardło, gdy mówi, że go nie będzie? Był przypadkowym, zupełnie zwykłym sąsiadem, o którego los nie musiała się troszczyć. Był konkurentem zawodowym, podbierającym jej rynek, był zagrożeniem dla jej finansów. Był Fairwynem, którzy martwych, magicznych zwierząt potrzebowali tak silnie jak i ona sama, był z rodu, który mógłby chcieć ją stąd wygonić. Był nieodpowiedzialny, kiedy chciał ją prześcignąć, ściągając tym samym na pole groźnych trolli. To nie było ważne. Mógł jechać do Rumunii, Australii, mógł zostawić ją samą na pustyni uciekając z barwną karawaną.
Milczącą kiwała głową, sama sięgając po wieko od pięknie zdobionego pudełka, skrywającego jej nową różdżkę. Nie podnosząc wzroku, zamknęła opakowanie, szybko przyciągając je do siebie, tym samym uniemożliwiając mu jakąkolwiek pomoc. Jego miłe podejście, obsługa, wszystko to nie było dłużej potrzebne, miała to po co przyszła. Mogła wyjść, a on wyjechać. Choćby na zawsze i choćby łapać najgroźniejsze smoki.
- Okej - Obdarzyła go najbardziej banalnym ze słów, które zdawało się nic za sobą nie nieść. Było krótkie i obojętne, idealnie komponujące się z kiwnięciem głową, które wykonała, chcąc dać mu do zrozumienia, że to jego sprawa oraz, że jest to jej forma szybkiego pożegnania. Była przecież twardą Rosjanką, która przeszła wszystko. Mogła wiec twardo stąpać również po jego słowach, nie wywołując żadnych emocji, jakby twardo dreptała po grubym lodzie. Wszystko zdawało się, że w sekundzie zamarzło. Znów była zima.
Szybko zabierając płaszcz skierowała się do drzwi. Odeszła w stronę wyjścia, nie myśląc o tym, jak bardzo boli ją coś w środku, nie zastanawiając się, czy oby przypadkiem to jej własne serce nie zamarza, nie zajmując się ubraniem, ani tym czy nie za szybko stawia kroki.
Upuściła z ręki jeden z rękawów, który zaczął ciągnąć się po ziemi, najwyraźniej próbując pozostać w sklepie. Opuściła głowę w dół, sprawnie podnosząc upadające ubranie, a jednocześnie patrząc pod swoje nogi, które nie niosły ją dalej ani o krok. Może lód się kruszył, a może nie potrafiła w jego obecności przywołać syberyjskiej zimy na zawołanie?
- Uważaj na siebie, proszę - nagle bardzo pewnie, choć z nieukrywanym smutkiem odezwała się. Powoli odwracając się przy tym w jego kierunku. Z odległości, w której cały czas się znajdowała, spojrzała na niego z całą tą troską, która magicznie, w przeciągu zaledwie miesiąca, w niej urosła względem jego osoby. Jakby wyrzuciła z dziecięcą szczerością, na wierzch fakt, że jest dla niej naprawdę ważny.
Patrzyła z ufną, prostą troską na swego wyjątkowego sąsiada, niezwykłego Fairwyna, konkurenta, z którym każdą kolejną chwilę coraz silniej chciała spędzać, choćby miały to być minuty w domu trolli.
Jeszcze nie wyszła, bo chwilę chciała po prostu na niego popatrzeć, bo już za dzień, miał odjechać ze swoją kolorową karawaną, zostawiając ją na jakiś czas. I znów przez pustynię miała iść sama, co więcej, bez Rileya.

______________________

Can't stay at home, can't stay at school. Old folks say, you a poor little fool. Down the street I'm the girl next door.
I'm the fox you've been waiting for
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 864
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 872
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Sro 9 Maj 2018 - 14:08

Dlaczego jej obojętność była mi tak obca? Jedno proste słowo wystarczyło, aby moje serce skurczyło się gwałtownie w spazmie bólu i niepewności. Poczułem się tak, jakbym podczas schodzenia po schodach opuścił najważniejszy stopień. Nagły chłód wyzierający z głębi sprawił, że moje ramiona pokryły delikatne zgrubienia - gęsia skórka. Dlaczego? Czyż nie odpowiedziałbym jej tak samo, gdyby nagle oznajmiła mi, że jedzie na Syberię, aby żyć tam z polowania na pogrebiny? Takie decyzje powinny być dla nas naturalne. Byliśmy łowcami, spragnionymi krwi i zysków. Monety splamione śmiercią, nie każdemu wydawały się atrakcyjne, lecz ja obracałem teraz w dłoniach jedną z nich, wyciągnąwszy ją ze sprezentowanej mi sakiewki, czując z nimi dziwną bliskość. Jej monety w mojej sakiewce. Obróciłem głowę bokiem do drzwi, jakbym odrzucał to co miałem przed oczyma. Jej odejście. Pozwoliła mi na moje, bo dlaczego by nie? Kim była, aby jej dziki magnetyzm spętał mi skrzydła? Zaczynałem wątpić w racjonalność swoich emocji, więc spróbowałem się od nich odciąć. Wpatrzony w półki uginające się od różdżek, zacisnąłem szczupłe palce na złocie tak silnie, że zaczynały już drętwieć i kiedy już prawie udało mi się przekonać samego siebie, iż to wszystko wcale nie jest ważne, odezwała się. Chcąc nie chcąc, moje oczy podążyły ku jej sylwetce. Delikatnie obróciłem głowę, obejmując nim ją całą. Szczupłą, niewysoką, charakterystyczną jak nikt inny. Poczułem jak coś we mnie się kruszy. Zacisnąłem zęby, aby zdusić w sobie chęć do cofnięcia własnych słów. Czy naprawdę chciałem tam jechać? Troska, jaką obdarzały mnie jej oczy, niespodziewanie wniknęła we mnie i osiadła na dnie serca. Za kilka tygodni miałem przypominać sobie to spojrzenie w chwilach zagrożenia, gdy poczuję żar wyzierający ze smoczego pyska tuż na swojej skórze. Emocje, jakie towarzyszyły mi teraz, były dla mnie zbyt abstrakcyjne. Jeszcze nigdy nie czułem tak fascynującego połączenia niezrozumienia, a zarazem niepokojącej świadomości utraty kogoś ważnego. Jej niepokój był dla mnie nieoczekiwaną nowością. Wszyscy wokół, zawsze prędzej czy później, akceptowali moje zamiłowanie do pakowania się w kłopoty. Nie pamiętałem już jak smakuje cudzy lęk, a teraz na nowo poczułem jak dziwne jest to uczucie. Zrobiłem to co musiałem i nareszcie je wyparłem. Skinąłem głową. Ta pustka była taka kojąca...
- Wrócę - odpowiedziałem, wręcz obiecując, patrząc jej prosto w oczy. Nie padło między nami ani jedno słowo więcej. Słusznie speszony odczuwalną bliskością, ściągnąłem sakiewkę z lady, aby wysypać jej zawartość do sklepowego skarbca. Wróciłem do pracy, a kiedy zerknąłem znów w stronę wejścia, syberyjska pokusa już odeszła. Na szczęście. Byłem zdecydowanie zbyt bliski zmiany planów.

[zt]

______________________


It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love what you live with.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 410
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 1785
http://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
http://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Sob 12 Maj 2018 - 20:57

Ciężko było obyć się w czarodziejskim świecie bez różdżki. Mefistofeles wielokrotnie wystawiany był na mugolskie próby, niekiedy i z własnej nieprzymuszonej woli - lubił to i radził sobie nieźle. O wiele gorzej mu szło w momencie, w którym przebywał w magicznym środowisku, które niemalże wymuszało na nim takie drobiazgi jak okazjonalnie rzucone zaklęcie. Walka z przesuwającymi się Wielkimi Schodami, przygasający ogień w kominku Pokoju Wspólnego... To była tylko kwestia czasu, aż pozbawiony czarodziejskiego patyka Ślizgon uda się do sklepu. Zrobił to dość szybko, dodatkowo zmotywowany prośbami ze strony znajomych. Udał się więc do Doliny Godryka, doskonale wiedząc, że i tak zjawiłby się tutaj zaraz na wycieczkę ONMS. Po ostatnim rozszczepieniu Mefisto bardzo chciał swoje umiejętności poprawić. Wydawało mu się, że kiedy już pozdawał te cholerne kursy, to wszystko powinno iść jak z płatka, ale najwyraźniej kilka złamanych żeber i zmasakrowana noga wystarczyły, aby zepsuć jego koncentrację. I tak jak sam ledwie zwróciłby na to uwagę, tak zabieranie kogoś ze sobą... Cóż, takie wypadki chciał wyeliminować. Im więcej praktyki, tym lepiej.
Do sklepu Fairwynów zawędrował ze względu na fenomenalną renomę tutejszych produktów. Wszedł do środka, rozejrzał się po półkach, zdusił westchnięcie; miał dziwne wrażenie, że to będzie trudne przeżycie. Nigdy nie kupował różdżki dla kogoś, a teraz... No cóż, posada Puchoniej Niani stawiała przed nim spore wyzwania. Wyjaśnił sprzedawcy swój problem, siląc się na wyjątkowo przyjazny ton głosu - chyba nawet się uśmiechnął, kiedy obdarzony został zaskoczonym spojrzeniem. Cztery różdżki? Nieźle...
Siebie zostawił na koniec, zaczynając od @Neirin Vaughn - to głównie z nim zaplanował tę wyprawę. Najwyraźniej wspólne przesiadywanie w Skrzydle Szpitalnym po walce z trollami robiło swoje! Tak czy inaczej, rada udzielona Mefisto okazała się całkiem ciekawa. Miał wybrać sam, zdając się w pełni na swoją intuicję, a w myślach jedynie wspominać wszystko to, co mu się z siódmoklasistą kojarzyło. Przechadzał się krótką chwilę między półkami, pogrążony w rozmyślaniach. Odrzucił róg minotaura i ogon gryfa, zawahał się przy oku szyszymory... Co on tak właściwie o Puchonie wiedział? Kiedy tylko o nim myślał, to przypominał sobie o ognistych językach prześlizgujących się po prętach magicznej klatki, a od tego aż ściskało go w klatce piersiowej. Z drugiej strony kompletnie nie mógł pozbyć się wspomnienia tych stalowoszarych oczu, wpatrzonych w niego uważnie, przesuwających się po licznych ranach, które tak delikatnie - acz jak pewnie! - oczyszczał, opatrywał... Było w nim coś czułego, było w nim coś niepokojącego, było coś... było coś. Mefistofeles nie wiedział co, a to niewyobrażalnie go drażniło. Pamięć miał świetną, więc dokładnie był w stanie przypomnieć sobie słowa Neirina wypowiedziane po dziwnym ataku w sali treningu magicznego; nie zapomniał też tego rzucenia się za trollicą pod postacią hologramu. A gdy jego myśli odpłynęły w stronę pokrytej bliznami sylwetki, w stronę leczenia w Skrzydle Szpitalnym...
Oko feniksa, heban, 13 cali.
Wybrał stosunkowo szybko, a przynajmniej tak twierdził sprzedawca. Zachęcony tym stwierdzeniem, Mefisto zdecydował na dobranie czegoś dla @Liam A. Rivai. Najgorsze było to, że trochę obawiał się swoich przemyśleń odnośnie tego dzieciaka, a z kolei rada Vaughna pod tytułem "nie wiem, weź tęczowe drewno" nie wydawała się zbyt pomocna. Nox znowu został sam ze swoimi myślami, przeglądając pudełka i niektóre różdżki biorąc nawet do ręki, jak gdyby przy okazji testował je pod swoim kątem. Nie dało się zupełnie ukryć faktu, że myślenie o Liamie wywoływało na jego twarzy drobny, poszerzający się z każdą chwilą uśmiech. Bo tu z kolei wszystko było proste i urocze - to jego gadulstwo, ta energia, uprzejmość. Ślizgon godzinami mógł słuchać jakże irytującego trajkotania, uwielbiał opowieści na kompletnie nieistotne tematy (geneza imion? Pewnie, czemu nie!). Kręciła go ta niewinność, połączona z żartami - no dobrze, chwilami doprowadzało go to do szewskiej pasji... A jednak zazdrościł Liamowi tego nieposkromionego dobra rozbijającego się w sercu, które potrafiło rozjaśnić nawet najbardziej paskudny dzień. Pamiętał jaki niepokój trawił go, kiedy Rivai nie mógł ruszyć się ze skraju lasu; pamiętał furię, która ogarnęła go na widok bezczelności Czerwonego Kapturka. To wszystko wydawało się aż irracjonalne, a jednak - o Merlinie - nie mógł zapomnieć o pytaniach przerzucanych między sobą podczas popijania alkoholu w Noxowym mieszkaniu. Nie mógł pozbyć się żalu po straconej okazji do pocałunku. I powoli tonął, wypominając sobie nieudaną randkę i wszystkie te głupoty, którymi chłopaka do siebie zrażał. Nie, żeby go to dziwiło... Rivai był dla niego za dobry. Cholera, Mefi tak bardzo chciał sprostać jego oczekiwaniom.
Odrzucił krew jednorożca, serce testrala również. Wyszarpnął pierwsze lepsze pudełko i zajrzał do środka tylko po to, by zaraz parsknąć śmiechem. Nie musiał się nawet zastanawiać, kiedy kładł zdobycz na ladę.
Kopyto pegaza, topola tęczowa, 12 i 2/3 cali.
@Jack Moment został na koniec głównie dlatego, że Mefistofeles zupełnie nie wiedział jak zabrać się do tych konkretnych zakupów. O Puchonie nie wiedział właściwie niczego, bazując jedynie na drobnych informacjach otrzymanych od Liama. Mógł zatem przypomnieć sobie, że Moment posiadał szczura o imieniu Tostek, którego Litka odrobinkę maltretowała. Mógł też wspominać chłopaka z różnych lekcji, w końcu opierając się na historii z nieszczęśliwie latającą różdżką. Wydawało mu się wtedy, że Puchon faktycznie poleci przeczesywać błonia, zamiast poprosić kogoś o wsparcie magiczne; kącik ust drgnął mu na myśl o ksywce, którą dostał zamiast prawdziwego nazwiska, kiedy jeszcze siódmoklasista nie załapał, o co Ślizgonowi chodziło. Niech będzie Arti - zdesperowany Arti. Rzecz w tym, że pomimo braku mocniejszej więzi, Jack musiał być dobrym - ciekawym? - człowiekiem, skoro trzymał się blisko Neirina i Liama.
Żądło mantykory, tarnina, 10 cali.
Dla samego siebie niestety nie musiał szukać wspomnień. Tym razem sprzedawca już trochę go wymęczył, podsuwając różdżki i wymagając machania nimi, jak gdyby Nox pierwszy raz trzymał w dłoni patyk. Najchętniej zaraz by zrezygnował, dziwnie podminowany tym, że nic do niego nie pasowało (chociaż wiśnia i krew wili prawie spowodowały mały pożar, a to nie taka znowu porażka). Rzecz w tym, że nie posiadał żadnej alternatywy, bo winorośl zniszczył podczas przemiany, a znienawidzony cyprys zgubił gdzieś na skalnej grani. Przetestował już chyba wszystko i ręce opadały nie tylko jemu, ale i Fairwynowi - chociaż ten wydawał się być coraz bardziej zdeterminowany trudnym klientem. Ostatecznie Noxowi zaczął kończyć się czas, zatem ostatnie kilka pudełek przetrząsnął niemalże jednocześnie...
I wtedy go złapało. Przyjemna energia przepłynęła od palców chyba aż do serca, a Mefisto zamrugał z zaskoczeniem, spoglądając na powyginaną białą różdżkę, jakby odlaną z kiepskiej formy. Leżała w jego dłoni idealnie, zakrzywiając się prawie jak pazur. Wystarczyło jedno spojrzenie na karteczkę dołączoną do pudełka, aby postanowił ją odłożyć.
Kieł wilkołaka, klon, 8 cali.
Nie wyobrażał sobie używania różdżki o takim rdzeniu - obwarczał zaraz sprzedawcę, że on pewnie również nie chciałby czarować za pomocą patyka wspieranego palcem swojego kuzyna. Niewiele to jednak zmieniało, bo Mefistofeles potrzebował różdżki, a żadna inna go nie słuchała; co więcej, dalsze próby kończyły się jeszcze tragiczniej (iskry parzyły, pudełka latały). Nic nie wskazywało na to, żeby jakieś serca buchorożca czy krew syreny miały przebić kieł wilkołaka. O ironio...
Sklep opuścił zdecydowanie skonsternowany i przytłoczony mnóstwem przemyśleń - był też jednak spóźniony, więc po prostu schował pudełka do torby lżejszej o znaczną sumę galeonów, by zaraz teleportować się prosto na skraj dolinowego lasu.

/zt

______________________


Ho ho ho, bring a bottle of booze
We got nothing to lose, ho ho ho
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Szkocja, Wyspa Skye
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 549
Dodatkowo : Prefekt Fabularny
  Liczba postów : 1171
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995




Gracz






PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Sro 6 Cze 2018 - 13:43

Przechadzała się po Dolinie Godryka, wybierając tym razem ścieżkę prowadzącą prosto do centrum miasteczka. Leniwym krokiem spacerowała po brukowanych alejkach, przyglądając się kolorowym wystawom, które tak kusiły przechodniów. Jak to Nessa miała w zwyczaju, ignorowała otaczających ją ludzi, chociaż gdy dostrzegała wśród biegnącego tłumu znajomych rodziny, grzecznie się witała, siląc się na grymas, który miał być uśmiechem. W końcu nogi poniosły ją do sklepu rodziny Fairwynów, który zawsze kojarzył się jej z Caesarem i Edgarem. Chcąc tylko pooglądać pięknie różdżki, weszła do środka, o czym powiadomił sprzedawcę cichy dźwięk dzwonka.
Wolnym krokiem zaczęła przechadzać się po izbie lokalu, wędrując orzechowym spojrzeniem po wypełnionych pudełeczkami regałach. Nie potrafiła nawet teoretycznie ocenić, ile magicznych kijków tkwiło tu w ciszy i spokoju, czekając na swojego czarodzieja. Wierzyła w moc, którą dawała różdżka, gdy trafiała na odpowiedniego człowieka, jak bardzo poprawiała zdolności magiczne i jakość rzucanych zaklęć. Pracujący to chłopak podszedł i zaczął zachęcać ją do kupna i opowiadał o poszczególnych modelach, a także właściwościach drewna i pochodzeniu unikalnych rdzeni, które do kupienia były tylko tutaj. Ruda grzecznie słuchała, przytakując i dopytując, aż w końcu z cichym westchnięciem rezygnacji podeszła z nim do lady i obserwowała pudełeczka, które wciągał. Zachęcał do brania różdżek w ręce, sprawdzania. Były pięknie wykonane, miały indywidualnie robione rączki, żadna nie wyglądała tak samo. Z pewnością rdzeń z rogu dwurożca nie był dla niej, podobnie jak krew wilkołaka — ponieważ z próbą wypowiedzenia zaklęcia, nic tylko spadało coś z szafek. Z przepraszającym uśmieszkiem, odłożyła kij do pudełka i już miała wychodzić, kolejny raz tłumacząc nieco nachalnemu sprzedawcy, że przyszła się rozejrzeć, kiedy to wepchnął jej do rąk jeszcze jedno, ostatnie pudełko. Tak, żeby spojrzała. Z teatralnym westchnięciem i wywróceniem oczyma, wyjęła z pudełka piękny, ciemny patyk ze zdobioną błękitem rączką. Tym razem jednak zamiast kolejnej katastrofy i fundowania mu sprzątania, różdżka zadrżała w jej dłoni i wydała z siebie ciepłe, niebieskie światło. Lanceleyówna zamrugała kilkakrotnie zdziwiona, wędrując wzrokiem pomiędzy trzymaną w ręku bronią a ekspedientem.
— Widzę, że Panienkę wybrała!
— Przecież nie chciałam kupować różdżki..—
jęknęła cicho, nie bardzo wiedząc, co właściwie powinna zrobić, bo przecież jej stara była całkiem sprawna i pomimo delikatnych zarysowań, zawsze perfekcyjnie jej służyła. On jednak zdawał się ignorować jej słowa, podchodząc i opowiadając z przejęciem o trzymanym przez nią patyku.
— To piękna, poręczna różdżka! Lekka, idealnie wyważona. To 10 i pół cala, sztywna, język Żmijoptaka, Czarny Orzech. Jej zdobienia wykonane są z niebieskich łusek tego zwierzęcia..
— Żmijoptaka..?—
powtórzyła cicho, widocznie czymś zaintrygowana. Raz jeszcze obróciła różdżkę w dłoniach, ignorując już paplaninę sprzedawcy. Faktycznie, było w niej coś niezwykłego, zupełnie jakby do siebie należały. Ruda z westchnięciem zsunęła plecak z ramion i wyjęła portfel, wsuwając kij do pudełka i podchodząc do kasy. Nie mogła tego tak zostawić. To nie był przypadek, że rdzeń z tego samego zwierzęcia, którego ma na patronusa jest sercem tej różdżki. Trudno, będzie miała dwie. Wyszła ze sklepu, trzymając pięknie zapakowaną paczuszkę przy piersi i ruszyła w stronę domu, darując już sobie jakiekolwiek przechadzanie się po sklepach. I tak już wydała za dużo!

z/t

______________________



We have to do the best we are capable of.
This is our sacred human responsibility.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29918
  Liczba postów : 46898
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Sro 5 Wrz 2018 - 14:19

Po miesiącach spędzonych w Rumunii, a potem w Meksyku powrót za ladę sklepową nie był najlżejszym zadaniem, szczególnie, że na początku roku szkolnego różdżki zawsze cieszyły się bardzo dużą popularnością. Niemniej jednak @Riley Fairwyn był młodym chłopakiem i zapewne miał w sobie imponujące pokłady energii pozwalające mu zwyciężyć starcia nawet z najbardziej upierdliwymi klientami - czy aby na pewno? Bez wątpienia chłopak wychowany wśród rożdżkarzy posiadał szeroką wiedzę na ich temat, jednak pojawienie się tak ciężkiego klienta zadającego dziesiątki pytań było bardzo dużym wyzwaniem.

Rzuć kostką, żeby sprawdzić co stało się dalej!
1,3 - udzielasz odpowiedzi na dziesiąte bardzo szczegółowe pytanie, gdy nagle dostrzegasz kątem oka, że ktoś próbuje Ci zwinąć różdżki. Facet zadający pytania miał jedynie odwrócić Twoją uwagę! Na całe szczęście udaje Ci się opanować sytuację i wygonić ze sklepu złodziejaszków. Dzięki swojej ostrożności otrzymujesz 20 galeonów premii - upomnij się o nie w odpowiednim temacie!
2,5 - po kilkunastym pytaniu zaczynasz mieć problemy z udzielaniem coraz to bardziej szczegółowych odpowiedzi. W pewnym momencie zbiera Ci się na ziewanie, co bardzo obrusza Twojego rozmówcę, który od razu grozi, że powiadomi Twojego pracodawcę o lekceważącym stosunku do klienta. Tak też robi - następnego dnia czeka Cię awantura i potrącenie 20 galeonów z wypłaty. Odnotuj stratę w odpowiednim temacie.
4,6 - początkowe upierdliwe pytania przeradzają się w bardzo ciekawą rozmowę. Okazuje się, że mężczyzna wie o różdżkach zaskakująco dużo. Nie tylko udaje Ci się sprzedać mu produkt, ale również dzięki wymianie zdań uzyskujesz kilka nowych informacji. Otrzymujesz 1 punkt z zaklęć - koniecznie upomnij się o niego w odpowiednim temacie!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 864
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 872
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Nie 9 Wrz 2018 - 13:06

Zderzenie z rzeczywistością, okazało się być zaskakująco bolesne. Kiedy wyjeżdżałem do Rumunii, nie spodziewałem się, że taka przerwa aż tak mocno wytrąci mnie z rutyny codzienności. Wydawało mi się wówczas, że przyjmowanie towaru od moich kuzynów czy dopasowywanie różdżki do klienta, przywarło do mnie tak silnie, iż mógłbym robić to z zamkniętymi oczami. Tymczasem, godziny dłużyły się nieubłaganie, a ja mogłem jedynie bezmyślnie błądzić myślami, starając się nie popełnić samobójstwa w moim pierwszym dniu pracy. Powroty z wakacji kiedyś mnie do tego popchną, słowo daję.
Wpatrywałem się ze znużeniem w sklepową ladę, po raz dziesiąty dzisiaj przekładając pudełka z miejsca na miejsce. Marzyłem o wolnym popołudniu - może mógłbym napisać do Zilyi? - lecz, jak na złość, wskazówki zegara zmówiły się i poruszały się w ślimaczym tempie. Analizowałem treść potencjalnego listu, starając się ubrać go w jak najlepsze słowa, kiedy to przed oczami wyrósł mi w końcu jakiś klient. Dosłownie wyrósł, zupełnie go nie zauważyłem. Zrobiłem zapewne jakąś głupią, zaskoczoną minę, ale błyskawicznie się opanowałem i uśmiechnąwszy się, zapytałem czego mu potrzeba. Mężczyzna nie był typowym klientem sklepu różdżkarskiego. Większość ludzi, która do nas przychodziła, nie miała zielonego pojęcia o delikatnym procesie tworzenia czy dopasowywania różdżki, dlatego nasz kontakt ograniczał się zwykle do nieustannego podawania i odkładania pakunków. Ten facet, jaki mierzył mnie właśnie przenikliwym, zielonym spojrzeniem, był kimś kompletnie innego kalibru, a ja tak do tego nie nawykłem, że przez krótką chwilę mogłem mu się wydać niedouczonym młokosem. Ocknąłem się, gdy zapytał mnie o pewien szczegół, związany z wytwórstwem różdżek ze smoczych rdzeni. Co prawda, nie mogłem odpowiedzieć mu na tyle otwarcie jakbym chciał. Zdradzanie sekretów rodzinnej firmy nie leżało w mojej gestii. Na szczęście, klient okazał się wyrozumiały i udało nam się przeprowadzić nie tylko uprzejmą, ale również niezwykle interesującą rozmowę. Nie miałem pojęcia, skąd tak dobrze znał się na moim fachu, ale byłem mu bardzo wdzięczny za uratowanie mojej poczytalności. Skupiony na wymianie informacji, nawet nie zauważyłem, gdzie zniknęła nam cała godzina. Kiedy wreszcie zostałem w sklepie sam, nie tylko byłem już w o wiele lepszym humorze, ale również miałem na koncie kolejną sprzedaną różdżkę. Nieźle!

4 i [zt]

______________________


It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love what you live with.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1879
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1886
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Sro 19 Wrz 2018 - 20:34

Niewątpliwie najważniejszym atrybutem każdego czarodzieja była jego różdżka - może i byli wyjątkowi, przez ich żyły zamiast krwi płynęła magia i tak dalej... ale bez tych drewnianych patyczków byli nikim. Ezra czuł się odrobinę jak zdrajca, kiedy przekraczał próg sklepu Fairwynów. Miał przecież swoją różdżkę, cisową, idealną, praktycznie nigdy nie zawodzącą nawet pomimo ostrych zakłóceń magii. I wcale żadna inna mu się nie marzyła. A jednak tu zajrzał - po drodze, tylko na chwilę! Chciał się rozejrzeć, chciał się przekonać, czy rzeczywiście gdzieś była jeszcze jakaś różdżka do niego pasująca, a jeśli nie, to po prostu obejrzeć sławetne produkty Fairwynów.
Od progu uderzał miły dla nozdrzy zapach drewna, a gdy za Clarkiem do pomieszczenia wpadł podmuch wiatru, w górę nie wzbiły się drażniące drobinki kurzu wzmagające woń starości. Wszystko było ładne, imponujące, poukładane. Ezra oglądał skrupulatnie opisane pudełeczka, nie wiedząc w którą stronę skierować swoje kroki. Całe szczęście, że nie był zdany wyłącznie na siebie.
Sprzedawca musiał być już przyzwyczajony do klientów takich jak Ezra - poszukujących czegoś, o czym sami nawet nie wiedzieli. Sprzedawca proponował mu różdżki o różnych rdzeniach, ale ani serce hipogryfa, ani krew syreny, ani nawet oko szyszymory - do którego zapałał odrobinę sentymentalną sympatią - nie wydawało się być odpowiednim wyborem. Zatrzymał się zaś przy żądle mantykory. Wiedział, że był to rdzeń wyjątkowy, choćby ze względu na wcale nie tak liczne występowanie groźnego stworzenia. Na jego ustach pojawił się mały uśmieszek, kiedy pomyślał, że być może miał z nią coś wspólnego - nucenie podczas spożywania swojej ofiary zdawało się zachowaniem groteskowo abstrakcyjnym, a przecież i Clarke miał słabość do osobliwych działań.
Ezra wziął do ręki dereniową różdżkę, słuchając wytłumaczenia sprzedawcy. Spodobała mu się figlarna natura tego drewna i nawet przeciętna zdolność do zaklęć niewerbalnych go nie zniechęcała. Najwyraźniej jednak różdżka nie widziała w nim kompana do rozrywki; kiedy spróbował jej użyć, "plunęła" prosto w jego twarz strumieniem wody. Podobnie jodła, kasztan ani tarnina nie chciały współpracować. Clarke już był bliski rezygnacji, kiedy w jego ręce wpadła sekwoja. Drzewo "dopasowujące się do czarodziejów, których cechuje umiejętność wyjścia z tarapatów, dokonywania właściwych wyborów czy też dostrzegania dobrych stron w tych nawet niezbyt dobrych zdarzeniach" jak ładnie przedyktował mu sprzedawca. Clarke nie wiedział, skąd teza, jakoby podejmował właściwe wybory. Wiedział jednak, co poczuł. Ciepło przemknęło przez jego dłoń, a patyk jakby sam dopasował się do jego dłoni, choć Ezra i tak miał wrażenie, że nie leży tak idealnie jak jego cisowa własność (może przez te 12 cali, kiedy poprzednia była o pięć krótsza?) Nie mniej, chciał ją i odciążenie sakiewki w tym wypadku ani trochę go nie zabolało...

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 864
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 872
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Czw 4 Paź 2018 - 19:23

Nareszcie. Nie mam pojęcia, dlaczego wcześniej nie udało mi się dostąpić tego „zaszczytu”. Któryś z braci mojego ojca postanowił, że dzisiaj jest ten dzień. Kolejny potomek Fairwynów miał przyjąć nauki i nareszcie stać się godnym reprezentantem naszego nazwiska. Powinienem być nieco urażony. W końcu, odmawiano mi tych oficjalnych nauk od tak dawna, że mógłbym już zacząć przypuszczać, iż jest to swego rodzaju zemsta na moim ojcu. Jednym z tych, którzy wyrzekali się swego dziedzictwa. Garrett odnalazł się pośród gąszczy gałęzi i w rozmaitych częściach świata polował na magiczne stworzenia. Zaopatrywał sklep. W gruncie rzeczy, nie odbiegł aż tak daleko od pierwotnego zawodu, lecz, jak widać, okazało się to wystarczające. Niemniej jednak, absolutnie daleki byłem od narzekań. Marzyłem o oficjalnym szkoleniu. Certyfikat, jaki miałem otrzymać, uprawniłby mnie wreszcie do sprzedaży własnoręcznie tworzonych różdżek. Do tej pory próbowałem już działać na własną rękę, lecz kto kupiłby coś, co wyszło spod palców niewykwalifikowanego twórcy? Podrzucałem swoje wytwory kuzynowi i jeśli były wystarczająco dobre, sygnował je swoim nazwiskiem. Nareszcie mógłbym zacząć pracować na własne.
Pierwszy dzień był całkiem przyjemny. Nie robiłem niczego, czym nie zajmowałbym się wcześniej. Przechadzałem się po sklepie, przysłuchiwałem rozmowom z klientami i przyglądałem się procesowi tworzenia różdżek. Moim zdaniem, mój wuj zanadto się przy tym spieszył. Byłem zdania, że każda różdżka zasługuje na poświęcenie jej dokładnie tak wiele czasu, ile jest niezbędne, aby osiągnęła pełnię mocy. Nigdy nie szedłem w ilość, jeszcze nie. Niemniej jednak, nie odezwałem się ani słowem. Dobrze znałem zasady panujące w sklepie rodzinnym. Byłem niższy hierarchią, nie należało mi się prawo głosu. Dzień zleciał jak z bicza strzelił. Wuj, co mnie zaskoczyło, pochwalił moją dociekliwość i zainteresowanie tematem. Zgodził się kontynuować prowadzenie nauk za pełny tydzień, a ja z wdzięcznością zgodziłem się na termin jaki zaproponował. Fairwynowie byli niezwykle zajętymi ludźmi.
W następnym tygodniu miałem już więcej do czynienia z nowymi surowcami. Pierwsze starcie z brzozą było dla mnie prawdziwym zderzeniem z rzeczywistością. Niby nic niezwykłego, ale drewno to okazało się na tyle kruche i wymagające uwagi, iż zdołałem zniszczyć pierwszy egzemplarz. Wyj był wyrozumiały (o dziwo), lecz nałożył na mnie obowiązek pozyskania następcy. Męczyłem się z tym przez dwa najbliższe dni i pewnie nie przeszkadzałyby mi te ewentualne opóźnienia, gdybym nie musiał opłacać każdego dnia zwłoki. Niestety, brzozy nie odzyskałem, ale swoje męczarnie z drewnem udało mi się zakończyć w inny sposób. Pewnego wieczoru, wuj przyłapał mnie na wielogodzinnym studiowaniu podręcznika początkującego różdżkarza. Pochwalił moje zaangażowanie, przepuszczając do następnego etapu. Kiedy minął już początkowy szok, postanowiłem, że za tydzień dam z siebie wszystko.
Nie ustając w staraniach, dobrnąłem do trzeciego tygodnia nauk. Tym razem przyszło mi zaznajamiać się z różnymi rodzajami rdzeni. Miałem zdobyć kilka z nich i o dziwo, udało mi się to już pierwszego dnia. Nie dość, że zaprezentowałem wujowi pęk pięknych piór, należących do żmijoptaka, to nawet stworzyłem przy ich pomocy kilka całkiem porządnych różdżek. Nieźle!
W ostatnim tygodniu nauk byłem pełen optymizmu. Nareszcie mogłem się wykazać! Wuj pozwolił mi stworzyć różdżkę od podstaw. Rozpocząłem od wycięcia odpowiedniego bloku drewna, a następnie wyszukałem dla niego pasujący rdzeń. Bardzo długo pracowałem nad jej wykończeniem. Zdawało mi się, że czuję na sobie ponaglające spojrzenia, lecz gdy wreszcie oddałem ją do użytku starszej czarownicy, wuj w końcu wypluł z siebie kilka słów pochwały, obdarzając mnie dyplomem potwierdzającym moje kwalifikacje. Z przyjemnością go odebrałem, już planując swoje kolejne wytwory.

[zt]

Etap I: 2
Etap II: 2, 5, 5, 6
Etap III: 3
Etap IV: 6
Link do kostek
Rzuty

______________________


It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love what you live with.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29918
  Liczba postów : 46898
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Pią 19 Paź 2018 - 17:19

@Riley Fairwyn

Ku zadowoleniu członków Twojej rodziny, udało Ci się ukończyć kurs na twórcę różdżek! Cały podekscytowany przyszedłeś do pracy, ponieważ powiedziano Ci, że dziś będzie na Ciebie czekało specjalnie zadanie, aby uczcić sukces i kontynuowanie tradycji. Jak okazało się na miejscu — nie dość, że sklep był dziś tylko pod Twoją opieką, razem ze wszystkimi klientami mającymi go dziś odwiedzić, ale również na zapleczu czekały gotowe materiały do stworzenia różdżki zamówionej przez jednego z członków magicznych, szlachetnych rodów! To będzie pełen wyzwań dzień!
Rzuć Kostką!
Możliwe Scenariusze:
1,3 Otworzyłeś sklep, ogarniając go wcześniej i przygotowując na przyjście klientów. Od rana było spokojnie, niewielu ludzi przewinęło się przez sklep, więc miałeś okazję poprzeglądać nowości rdzeniowe w świecie czarodziejów. W końcu drzwi otworzyły się, a do środka weszła młoda dziewczyna, którą kojarzyłeś ze szkoły. Blond włosa puchonka wytłumaczyła, że złamała różdżkę podczas upadku z miotły, gdy była na weekend u rodziców i potrzebuję czegoś nowego. Wypytałeś ją, w jakich dziedzinach czuje się najlepiej i wspólnie ustaliliście, że najlepszy będzie dla niej róg dwurożca. Zabrałeś się więc za szukanie odpowiednich kijków, co rusz podsuwając jej nowe do testowania. Niestety, nie był to łatwy orzech do zgryzienia! Zanim znaleźliście odpowiednią, która wcale nie posiadała wybranego przez Ciebie rdzenia — minęła godzina, a sklep wyglądał, jakby przeszedł przez niego huragan! Miałeś naprawdę dużo sprzątania, a wydarzenie to dało Ci do myślenia — widocznie zdany egzamin nic bez doświadczenia nie zmieniał.
2,5 Młodszy pracownik został za ladą i miał wołać Cię, gdy tylko pojwi się klient. Ty udałeś się na zaplecze, aby przygotować zamówioną przez mężczyznę różdżkę. Wszystko miałeś przygotowane, zarówno drewno, jak i rdzeń leżały na drewnianym blacie, zakurzone jeszcze po obróbce rączki. Wziąłeś się więc do pracy..
Rzuć kostką ponownie!
Parzysta: Pracowałeś naprawdę ciężko i długo, metodą prób i błędów transmutowałeś i łączyłeś składniki, aby powstał idealny nośnik magicznej energii. Byłeś zdziwiony, jak wiele wysiłku kosztowało przygotowanie dobrej różdżki. Na szczęście miałeś spokój, a Twój współpracownik nie potrzebował pomocy i nie przeszkadzał Ci podczas procesu tworzenia. Gratulację! Do Twojego kuferka trafia 1 Punkt Transmutacji , a wykonany przez Ciebie przedmiot zachwyca nowego właściciela! Upomnij się o nagrodę w odpowiednim temacie!
Nieparzysta: Miałeś widoczny problem ze skupieniem. Rozpraszał Cię najmniejszy dźwięk, a drewno i rdzeń wcale nie chciały współpracować i stworzyć użytecznej całości. Na nadmiar złego, klientów przychodziło coraz więcej, byłeś więc potrzebny na sklepie. Irytacja zrobiła swoje, a gdy ponownie spróbowałeś transmutować magiczny nośnik — użyłeś zbyt dużo mocy! Ciszę przerwał wybuch, a niewielkie pomieszczenie wypełniło się kurzem, dymem oraz resztkami składników, które miały być różdżką! To nie był Twój najlepszy dzień! Odłamki drewna podrapały Ci ręce, a jeden z nich wbił się w dłoń — pamiętaj o obrażeniach w swoim następnym wątku! Wracając z pracy, musiałeś odwiedzić aptekę i kupić maść oraz bandaże, za które zapłaciłeś 20 Galeonów. Odnotuj stratę w odpowiednim temacie!
4,6 Okazało się, że dostarczono błędny rdzeń, więc na dziś zostało Ci tylko zajęcie się sklepem. Posprawdzałeś wszystko, sprzątnąłeś i przygotowałeś listę brakującego drewna magicznego oraz zamówienie na krew syren, oraz pazury wilkołaka. Gdy w sklepie pojawił się jegomość po zamówienie, udałeś się na zaplecze, szukając odpowiedniego pudełka. Działałeś jednak chaotycznie, a różdżka wypadła Ci z dłoni. Gdy się schyliłeś, dostrzegłeś pod szafką leżącą fiolkę — wyciągnąłeś ją i przyjrzałeś się jej badawczo — została połowa. Okazuje się, że to był eliksir Afrodisia ( 1 użycie)! Wsunąłeś go do kieszeni i poszedłeś wydać zamówienie. Upomnij się o eliksir w odpowiednim temacie!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 864
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 872
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Sob 20 Paź 2018 - 12:52

Byłem niemożliwie podekscytowany! Pomimo, że praca sprzedawcy nigdy nie wywoływała we mnie tak skrajnych emocji, dzisiaj był wyjątkowy dzień. Wszyscy kuzyni poklepywali mnie po plecach, gdy dotarła do nich wieść o zdaniu przeze mnie kursu na twórcę różdżek i nawet ojciec był tego dnia jakiś milszy. Wiedział, że różdżkarstwo nie wyklucza łowiectwa równie dobrze jak ja. Poza tym, to była rodzinna tradycja. Celebrujmy!
Było coś niezwykle wyzwalającego w całkowicie pustym sklepie. Świadomość, że wszystko jest dzisiaj na mojej głowie powinna mnie przytłaczać. Wszak towar na półkach był wart mnóstwo galeonów i odpowiedzialność naprawdę była ogromna. Nawet mnie zaskoczył mój spokój. Pracowałem z prawdziwym wyczuciem. Nie robiłem dwóch rzeczy na raz, aby nie stracić skupienia i czegoś nie zmajstrować, a kiedy tylko pozbyłem się klientów, z ciekawością godną prawdziwego różdżkarza pomknąłem na zaplecze, aby dowiedzieć się, że... pomylono rdzeń. Cholera! Zakląłem pod nosem, jak nigdy, ale przełknąłem tę wiadomość wraz z kolejnym westchnieniem. Trudno, zajmę się tym jutro, a tymczasem nadszedł czas na ogarnięcie bałaganu. I poszedłem na spacer po sklepie. Dopisałem do ewidencji kilka nowych różdżek, o których zapomniał mój kuzyn. Złożyłem nowe zamówienie na rdzenie (w tym na ten nieszczęsny potrzebny mi na już!) oraz sprawdziłem nasze zapasy drewna. Kilka najpopularniejszych rodzajów było już na wykończeniu. Zacząłem je spisywać, lecz przerwał mi dźwięk dzwonka. Wyszedłem na salę, aby za chwilę wrócić do magazynu. Szukałem zamówienia, chociaż nazwisko klienta już od początku nic mi nie mówiło. Musiał obsługiwać go któryś z moich kuzynów. Później znalazłem odpowiednie pudełko, ale zanim to nastąpiło, zakłócenia magiczne wyrwały mi różdżkę z ręki, gdy chciałem je przywołać. Chcąc nie chcąc, pochyliłem się, aby ją dosięgnąć, a wówczas zauważyłem porzuconą na ziemi fiolkę. W normalnych warunkach najpewniej wyrzuciłbym ją do śmieci, jak tylko zauważyłem, że nie jest pełna (kto wie czyje to jest?), ale nie zrobiłem tego. Wsunąwszy ją do kieszeni uznałem, że później sprawdzę jej zawartość. Teraz liczył się tylko klient.
Kiedy zostałem sam, rozpocząłem badania.

4

[zt]

______________________


It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love what you live with.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 662
  Liczba postów : 258
http://www.czarodzieje.org/t15635-diana-charlotta-hazel?nid=1#421247
http://www.czarodzieje.org/t15644-d-hazel#421278
http://www.czarodzieje.org/t15643-diana-hazel
http://www.czarodzieje.org/t15636-diana-charlotta-hazel




Moderator






PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Wto 13 Lis 2018 - 19:18





Szanowni Państwo,

Bardzo proszę o przygotowanie dla mnie nowej różdżki. Zależy mi na tym, aby jako rdzeń wybrać krew syreny, leszczynę, długą na 12 cali. Nie lubię giętkich różdżek, więc poproszę o dosyć sztywną. Odliczoną opłatę załączam w kopercie.
Z wyrazami szacunku,
Diana Hazel

______________________


Każdy człowiek ma dwie twarze
Tylko nie każdy pozwala na to, aby druga wyszła na wierzch.

Ważne:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29918
  Liczba postów : 46898
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Pon 26 Lis 2018 - 22:11

@Riley Fairwyn

Dzień mijał na naturalnych obowiązkach, choć tak naprawdę niewiele czasu potrzebowałeś, by odkryć wiszące w powietrzu niebezpieczeństwo. Do waszego sklepu postawny mężczyzna, który początkowo wcale nie chciał rozmawiać, lecz zmuszony naglącym zamówieniem podszedł do kontuaru i spojrzał ci głęboko w oczy, jakby chcąc cię zahipnotyzować. Nic bardziej mylnego; jednym machnięciem różdżki zamknął drzwi, zaś kolejnym sprawił, że kotary w oknach opadły. Byliście zupełnie sami, a jedyny co mogło wam przeszkadzać to wiatr, który raz po raz smagał delikatnie po linii pleców.
- Fairwyn, tak? – zapytał, by zaraz potem uśmiechnąć się i wyłożyć karty na stół. Robiłeś to już nie raz, dlatego też i to zamówienie nie wydawało się być skomplikowane. Nie na tyle, by się z niego wycofać.

Zgodnie z ustaleniami drogą PW jest to wstęp do dalszej części rozgrywki z MG.

Scenariusz 1:
Kostki – 1,3,5

Nieznajomy obserwuje cię przez dłuższą chwilę, wbija w ciebie nienawistne spojrzenie, ale z jakiś powodów nie ufa ci, by wprost wyjawić ci sekret skrywany od kilku miesięcy. Wiesz, że sprawa może być dużo poważniejsza, aniżeli sądziłeś, jednak nawet do głowy nie przychodzi ci, że stoi przed tobą człowiek, który poluje na wile – niemal tak samo jak ty, lecz jego celem tym razem jest dobrze znana ci krukonka. Mężczyzna nachyla się swobodnie nad kontuarem, po czym zaczyna mówić:
- Obiło mi się o uszy, że studiujesz w Hogwarcie – głos był mało przyjemny, podobnie jak jego facjata. - Słyszałem też, że potrafisz wiele innych rzeczy, aniżeli robienie wyłącznie różdżek, tak? – po tych słowach wyciągnął fiolkę z krwią o nietypowej barwie, zaś drugą z kilkoma kosmykami, które przez znajomość z tą jakże konkretną blondynką – potrafisz określić bez dotykania.
- Przygotuj tyle ile dasz radę, a gdybyś… – zawiesił głos, po czym wyciągnął fotografię, na której mogłeś dostrzec tak samo delikatną i efemeryczną półwilę. - Był w stanie powiedzieć mi, gdzie jest – dostaniesz dodatkową zapłatę.
Propozycja nie do odrzucenia? Jeśli tak – w twojej dłoni ląduje dodatkowe 40 galeonów, po które musisz upomnieć się w odpowiednim temacie.

Scenariusz 2:
Kostki – 2,4,6

Facet nie zamierza pozostać anonimowy czy też przesiąknięty skrupułami. Bezceremonialnie sięga po różdżkę, którą zaraz potem mierzy w twoją twarz, a jej koniec wbijając w twoją żuchwę. Mimowolnie przekracza umowną granicę kontuaru, by zaraz potem wyciągnąć zdjęcie z kieszeni katany.
- Posłuchaj mnie, paniczyku – warknął, zaś ślina z gęby gbura znalazła się na twojej skórze. - Dam ci dokładnie dwa dni; ani minuty dłużej i ani krócej; w tym czasie dostarczysz mi jak najwięcej różdżek z krwią lub włosami tych kurew - po tym zdaniu na blacie lady znalazła się fotografia, jeszcze nie wiesz dokładnie czyja, ale na pewno udaje ci się domyślić – o kim mówi. Chciałbyś zapewne zrozumieć przyświecające mężczyźnie idee, ale czy łowców wil można jakkolwiek zrozumieć? Pragnęli oni bowiem wymordować każdą istotę z domieszką magiczną większą niż ćwierć, a zarazem mieć korzyść z ich czarodziejskich zdolności.
- Radzę ci nie oszukiwać, bo w przeciwnym razie ta cała buda pójdzie z dymem, a ciebie będą wykopywać z lasu w Dolinie – na koniec nie miałeś za dużo szczęścia, bo cała rozmowa zakończyła się siarczystym uderzeniem z czoła rzezimieszka – prosto w twój noc, który teraz był już złamany.

W obu przypadkach poinformuj swojego MG o ewentualnym przebiegu, bo kto wie czy Twój MG nie ma dla Ciebie dodatkowej niespodzianki (tudzież propozycji) cheers
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 864
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 872
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Wto 27 Lis 2018 - 13:29

Dzień mijał mi leniwie. Od samego początku zmiany nie miałem zbyt wiele do roboty. Otarłszy z kurzów większość pudełek z różdżkami, przeorganizowałem też zapasy na zapleczu. Drewno i rdzenie posegregowałem (bo w ciągu ostatnich tygodni w nasz porządek zdołał wedrzeć się pewien zamęt), a zamówienia gotowe do odbioru ułożyłem w zgrabnym stosiku na stole przeznaczonym do pracy. Byłem przekonany, że dzisiaj wszystkie opuszczą sklep. Jeżeli nie na drodze osobistego zakupu, to z pewnością listownie. Pozostawały jeszcze gotowce, jakie wykonywaliśmy z kuzynem przez ostatnich kilka dni. Do tej pory leżące w jednym miejscu, podzieliłem je na gotowe do wyłożenia na sklep oraz na te, jakie wymagały zatwierdzenia naszego mistrza. Nie mogliśmy pozwolić sobie na utratę renomy, a ja, jako świeży twórca, wciąż chętnie korzystałem z rad ludzi starszych i bardziej doświadczonych. Kiedy wszystko zostało już względnie uporządkowane, mogłem wrócić na sklep, aby przez następnych kilka godzin obsłużyć młodą czarownicę, poszukującej różdżki łaskawej przy warzeniu eliksirów oraz dwoje starszych czarodziejów, poszukujących najpewniej już swoich ostatnich różdżek. Wybrali jedne z bardziej wymyślnych, lecz niewyróżniających się skomplikowanymi połączeniami na linii drewno - rdzeń. Nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że wybierają takie, jakie będą najładniej wyglądać w trumnie...
Skoncentrowany na analizowaniu powyższej sprawy, przez resztę czasu nudziłem się jak mops. Odbębniwszy już wszystkie zwyczajowe obowiązki, zdołałem jeszcze schować dzienny utarg do skrytki na tyłach sklepu. Nie spodziewałem się o tej porze zbyt wielu klientów, a tych kilka galeonów, jakie zostały za lada mogło posłużyć jako jutrzejsza startówka. Prawdę mówiąc, nie spodziewałem się sceny, jaka za kilka sekund miała zaburzyć moją rutynę. Pomimo, że pracowałem w Różdżkach Fairwynów już ponad rok czasu, nigdy nie zdarzyło mi się, aby wkroczył do nas ktoś taki jak ten facet. Aby wywołać we mnie niechęć, starczyło już na wstępie zasłonić zasłony w sklepie. Co on? U siebie jest, czy jak? Uniosłem jedną z brwi ku górze, już na wstępie nastawiając się na trudną rozmowę, a jednak pozostałem uprzejmy. Przywitałem się z uśmiechem, pytając czego mu potrzeba. Nic nie mogło przygotować mnie na otrzymanie takiej propozycji. Słysząc jego słowa, początkowo byłem zaskoczony. Starałem się nadążyć za tokiem jego rozumowania, wpatrując się w fiolkę z krwią i włosami. Zmarszczyłem brwi, nie do końca rozumiejąc do czego ta rozmowa zmierza.
- Włosy i krew wili? Mam odrobinę na stanie, mogę wysłać już dziś wieczorem. - Odpowiedziałem, skłonny dobić targu, a jednocześnie nie przyjmując do wiadomości szokującej informacji płynącej z tej jednej, niewinnej fiolki. Skąd ten facet miał włosy Odetty? Nie analizowałem tego, nie teraz. Włosy półwili wyglądały niemalże identycznie jak włosy pełnokrwistej wili. Różniły się jedynie właściwościami, ale nie każdy o tym wiedział. Tym bardziej nie mogłem pojąć po co komuś coś, co w eliksirowarstwie jest zupełnie bezwartościowe. - Dość łatwo je znaleźć, wystarczy iść za tropem. - Grałem na zwłokę, nie dając się wciągnąć w te gierki i oczekując, że mężczyzna wyrazi swoje zamiary wprost.

5

______________________


It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love what you live with.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : -8
  Liczba postów : 44
http://www.czarodzieje.org/t16850-nimue-tilbury
http://www.czarodzieje.org/t16859-ta-jedyna-tilbury
http://www.czarodzieje.org/t16860-beksa#469901
http://www.czarodzieje.org/t16858-nimue-tilbury#469775




Gracz






PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Pon 10 Gru 2018 - 21:38

Kalina, szpon mantykory, 8 i 3/4 cala.

Czym była tak standardowa, zwyczajna,
nudna różdżka w obliczu arsenału oferowanego
przez Fairwynów?

Często z zazdrością spoglądała na tych, którzy szczycili się produktami z ów najlepszej, najwyższej półki. Często z zazdrością obserwowała rzucane przez nich zaklęcia, potencjał zwyczajnych dla czarodziejów arkan, które wzrastały z użyciem odpowiedniego narzędzia. Niczym tworzone z namaszczeniem instrumenty prowokowały prawdziwą melodię magii, stwarzały harmonię orkiestry, której Nimue pragnęła z całego serca. A skoro nadchodziły Święta, uznała, że w końcu mogłaby pozwolić sobie na odrobinę luksusu i nawet nie zauważyła, gdy kroki powiodły ją w kierunku sklepu znajdującego się w centrum Doliny Godryka. Była niczym w transie, zaaferowana pięknem nawoływania nowej różdżki, która już czekała na nią między starannie zapakowanymi przyrządzami magicznymi piętrzącymi się na regałach. A czarownica nie zamierzała pozwolić jej czekać ani minuty dłużej.

Obsługiwał ją jeden z członków czystokrwistego rodu, jak na tradycję zresztą przystało. Słyszała, że Fairwynowie byli niezwykle rygorystyczni, gdy chodziło o sprzedaż ich własnych wyrobów i pracę w rodzinnym interesie; w pewien sposób zazdrościła im tej niecodziennej więzi, przynależności, która być może nie wynikała z miłości pomiędzy członkami rodu, a ze zwyczajnego poczucia zjednoczenia przez geny drzewa rodzinnego jakie ich łączyło. U Tillbury-Bergmannów trudno było nawet o to. O odrobinę tego, co Nimue obserwowała w Fairwynach; mogli zasłaniać się kłamstwami, rodzinnymi koligacjami o problematycznych podłożach, ale jej analiza wskazywała wyraźnie, że łączyło ich więcej, niż dzieliło.

Przymiarki nie trwały z kolei zbyt długo. Kalina zamieniona została na heban, osiem i trzy czwarte cala na całe jedenaście cali, natomiast szpon mantykory - na serce testrala. Serce stworzenia dającego świadectwo świadkowaniu śmierci. Czy to nie romantyczne? Przenikające przez nią poczucie magicznej potencji było niczym najwyższe odczucie rozkoszy, a uśmiech wykrzywiający usta - wyrazem rozbawienia tak kompletnie niesubtelną ironią przeznaczenia. Z chęcią wypytała jeszcze sprzedawcę o szczegóły żywotu stworzenia, z którego powstał rdzeń do jej nowego nabytku, po czym uregulowała należność i bogatsza o poczucie własnej siły opuściła sklep.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29918
  Liczba postów : 46898
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Pon 24 Gru 2018 - 10:23

@Riley Fairwyn

Riley tkwił na zapleczu, kiedy to głośny dźwięk huku rozniósł się echem po sklepie. Poderwał się na równe nogi, a gdy dostrzegł powód nagłego harmidru, cóż… Mógł sobie przypomnieć ostatnie spotkanie z mężczyzną, który nie mówił zbyt wiele, ale roszczeń miał całą masę! Krukon obserwował to co robi nieznajomy, a gdy po raz kolejny facet podjął się próby zasłonięcia okien i zamknięcia drzwi, Fairwynowi nie pozostawało nic innego – musiał działać. Ujął swoją różdżkę w dłoń i bez trudu rzucił Drętwotę na napastnika. Chłopak mógł być nieco zaskoczony, że tym razem zakłócenia nie popsuły wizji samoobrony, przecież liczyło się też coś innego, prawda? Zrozumienie dla czynów łowcy, które zapewne zdaniem Rileya były niedorzeczne. Wpadał jak do siebie, rządził się i rościł sobie prawo do wszystkiego, lecz czy czasami przeciwnik nie bywa sprytniejszy? To już miało okazać się za chwilę…
/Rzuć kostką.
Parzysta – urok trwa przez dobrą chwilę, nim całkowicie zejdzie z wielkiego cielska nieznajomego. Raz po raz obserwujesz go i zachodzisz w głowę, co może się wydarzyć, lecz tak naprawdę nie dzieje się nic! Skutecznie unieruchomiłeś jakiegoś tępawego osiłka na parę minut i nim poznasz jakąkolwiek prawdę, minie jeszcze trochę czasu. Niemniej jednak – zgarniasz 1 punkt do zaklęć za niezwykle trzeźwą reakcję, upomnij się po niego w odpowiednim temacie.
Nieparzysta – niestety, ale twojemu przeciwnikowi udało się uniknąć czaru, które skutecznie odbił i zasiał niemałe spustoszenie wśród sklepowych półek i połamał kilka różdżek. Strata jest zdecydowanie za duża, dlatego też nie pozostaje ci nic innego jak bronić dobytku. Facet jest jednak szybszy i kiedy znajduje się na wprost ciebie – łapie cię za te gęste, czarne włosy i odciąga twoją głowę w tył, by przeprowadzić sobie z tobą niezwykle męską rozmowę. /
(Bez względu czy wypadło pierwsza czy druga opcja – scenariusz dalszy toczy się tak samo.)
- Myślałeś, że mnie oszukasz? Ty, idioto… – wysyczał przez zaciśnięte zęby, po czym zbliżył się do ciebie na krok, a ty mogłeś poczuć jego parszywy oddech na swoim policzku. Nagle przypomniałeś sobie, że oddał ci zdjęcie dawnej przyjaciółki, a w twojej głowie pojawił się scenariusz, że dziewczyna coś ukrywa, coś co wcale nie jest błahą sprawą.

Wykonaj rzut i przekonaj się o następstwach tego spotkania…
1,2,3 nagle dowiadujesz się, że krukonka raniła niezwykle ciężko człowieka, który nadal nie obudził się ze śpiączki, co zapewne jest dla ciebie szokiem. Dopiero jednak po chwili rozumiesz, że tamto jedno spotkanie miało większe fundamenty, aniżeli początkowo zakładałeś. Niedowierzanie jest tym większe, kiedy nagle obrywasz z całej siły w szczękę, zaś nieznajomy zabiera kilka twoich różdżek. Niestety, ale strata jest większa niż mogłeś przypuszczać, ale kto wie – czy właśnie teraz nie zaczyna się jakaś niebywale zagadkowa przygoda? Nim się ona jednak zacznie, tracisz 40 galeonów, co musisz uregulować w odpowiednim temacie.
4,5,6 pech chciał, że mężczyzna trafił na ciebie. Nie dasz sobą zbyt łatwo manipulować, dlatego też nie poddajesz się słowom, jakie wypowiada. Bez trudu docierasz do odpowiedniego miejsca, którym jest kantorek, oczywiście zaraz po tym jak mu się wyrwałeś! Tam znajdujesz ostrze, które pozostaje twoją bronią, bo różdżka czasami to ewidentnie za mało. Gdy opryszek próbuje cię dopaść, ląduje przypadkiem na stole, a ty masz idealną okazję, by wbić sztylet w jego grubą dłoń. Zapewne przerwałeś mu kilka żył, bo krzyk sugeruje, jakby co najmniej stracił ów kończynę. Zaraz potem decydujesz się na zawiadomienie aurorów i dzięki bohaterskiemu czynowi otrzymujesz od Szefa Biura Aurorów nagrodę w wysokości 30 galeonów za ujęcie niebezpiecznego przestępcy; ureguluj to w odpowiednim temacie. Może święta nie będę takie złe?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 864
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 872
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Pon 24 Gru 2018 - 11:43

Okres przedświąteczny był dla mnie trudnym okresem. Był to czas, w którym poddanie się intensywnym wspomnieniom było tak proste i naturalne, że nie potrafiłem się temu oprzeć. Moje myśli wciąż i wciąż krążyły wokół wydarzeń rozgrywających się kilka lat temu i nic nie mogłem poradzić na fakt, że paraliżowały mnie równie skutecznie jak niegdyś. Zawsze spędzałem święta z rodziną, a odkąd w kuchennej krzątaninie nie brała już udziału mama… cóż, to już nie były prawdziwe święta.
To jedynie marna namiastka.
Te dni były przepełnione samotnością. Świadomie unikałem pozostałych ludzi, szukając swoich własnych ścieżek z tytaniczną wręcz upartością. Nie pragnąłem, aby ktokolwiek widywał mnie w takim stanie. Przygaszonego, wręcz dławiącego się smutkiem. Przecież Boże Narodzenie skłaniało do radości i jednoczyło ludzi. Nie mogłem swoimi humorami wpływać na innych, nie pragnąłem tego. Chciałem być sam tak bardzo, że nawet w dzień samej wigilii zdecydowałem się na siedzenie na zapleczu sklepu. Oddawałem się pracy, a wkładając w nią całą swoją uwagę w końcu byłem skłonny do realnego funkcjonowania. Niestety, wróciłem przy okazji do nałogu. Stolik roboczy, przy którym cały ranek dłubałem w drewnie zasłany był niedopałkami. W powietrzu unosiła się ciężka woń dymu papierosowego. Odetchnąwszy głęboko posłałem kolejny kłąb ponad swoją głowę. Odchyliłem się mocniej na krześle, zapatrzywszy się w wirujące przy suficie opary. I wystarczyła sekunda, abym nieomal zwalił się do tyłu. Donośny huk zatrząsnął moim ciałem i sprawił, że natychmiast poderwałem się na nogi. Co do… przecież sklep był dzisiaj zamknięty. Nie bacząc na to co robię, szybko zgasiłem niedopalonego papierosa o ladę i chwyciwszy różdżkę wyskoczyłem na główną salę. Widząc jakiegoś typa, który czyni mi zeszło miesięczną powtórkę z rozrywki, nie wytrzymałem.
- Drętwota - mruknąłem, rażąc go zaklęciem jeszcze zanim odwrócił się w moją stronę. Mogłem się tylko domyślać, że ma to związek z poprzednią propozycją zapolowania na wile. W końcu wszystkie różdżki były już od dawna pozamykane na cztery spusty i w sklepie nie było już czego ukraść. Miałem kilka minut na rozeznanie się w sytuacji, a jednak kiedy mój urok w końcu puścił, nie zdążyłem zareagować. Jego słowa przecinały powietrze jak sztylety, lecz odrzucałem wiedzę jaka za nimi stała. Nie spodobały mu się moje odpowiedzi i wkrótce tarzaliśmy się już po sklepie, próbując sobie wzajemnie przyłożyć. W tę walkę wlałem całą wściekłość i rozgoryczenie, jakie dusiły mnie od kilkunastu długich dni i nawet nie dostrzegłem nic dziwnego w fakcie, że wkrótce moją bronią przestała już być różdżka. Nim zdążyłem pomyśleć nad skutkami mojego działania, z dziką satysfakcją wbiłem facetowi sztylet w rękę. Jego krzyki mnie otrzeźwiły. Zadrżałem, gdy uświadomiłem sobie co zrobiłem, ale starałem się nie myśleć do czego tak naprawdę byłem zdolny. Po prostu wezwałem pomoc, a kiedy aurorzy zabierali typka ze sklepu, wciąż jeszcze drżałem na samo wspomnienie. Nie ucieszyły mnie ani galeony, ani niepewne bezpieczeństwo, które sobie zapewniłem. Uciekłem ze sklepu jak najszybciej się dało. Musiałem uciekać do lasu. Tylko tam mogłem być bezpieczny.

6 i 6 | zt

______________________


It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love what you live with.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29918
  Liczba postów : 46898
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Wto 1 Sty 2019 - 20:24

@Riley Fairwyn

Praca jako twórca różdżek wiązała się z najróżniejszymi sytuacjami - niemniej jednak znacznie różniła się ze względu na niezwykłe pochodzenie rdzeni o wyjątkowych, magicznych zdolnościach. Rok do przodu, interes kwitnie, klienci powracają ze względu na mniejsze lub większe uszkodzenia drewna lub wewnętrznego składnika całokształtu sztuki wykonywania różdżki. Na nudę nie mogłeś narzekać - okres świąteczny zawsze oznaczał chęć kupowania niezwykłych prezentów, niektórzy zaś przychodzili z bonami, dzięki którym mogli zakupić produkty znacznie taniej - siedziałeś zatem od czasu do czasu za ladą, od czasu do czasu sprawdzałeś przywiezione dostawy rdzeni, by móc je następnie wykorzystać. Odpowiedni dobór drewna, odpowiednia długość, zamówienia pozostawione przez niektórych z klientów - to wszystko wymagało przede wszystkim cierpliwości oraz skupienia, by nie popełnić jednego z mniej lub bardziej poważnych błędów. Niestety - niektórych nie dało się naprawić, więc musiałeś uważać, by przypadkiem nie spowodować, że sklep poniesie straty, za które następnie będziesz odpowiadać. Śnieg połączony z błotem na ulicach, widok nieznanych osób zza szyby, przemijające sekundy, minuty i godziny - nie pozostało nic innego jak zwyczajnie wykonywać obowiązki przede wszystkim rzetelnie.

Rzuć kostką, by dowiedzieć się, co spotkało Twoją postać!
1, 6 - otrzymałeś nietypowe zamówienie na jeszcze bardziej nietypową różdżkę, której drewno było jednym z trudniejszych do zdobycia. Na szczęście regularne dostawy pozwoliły Ci na zajęcie się stworzeniem indywidualnego patyczka do rzucania czarów; w związku z czym postanowiłeś wziąć się za wykonanie swojej roboty. Rzuć jeszcze raz kostką! Parzysta - wszystko przebiega w jak najlepszym porządku; nie popełniasz żadnego błędu, zaś klient jest ostatecznie zadowolony z przedmiotu, który zakupił. Nieparzysta - niestety, obróbka drewna dzisiaj Ci zwyczajnie nie wychodzi, w związku z czym niechcący doprowadzasz do jego uszkodzenia. Okazuje się, że w magazynie nie ma zapasów materiału, w związku z czym nie możesz wykonać zlecenia; przynajmniej nie w obecnej chwili. W związku z tym mankamentem musisz ostatecznie dopłacić dwadzieścia galeonów - odnotuj stratę w odpowiednim temacie.
2, 5 - ruchu nie ma sporo, w związku z czym przysiadłeś do tworzenia kolejnych różdżek. Czas mija, postanawiasz sprawdzić stan magazynu. Idzie Ci to wyjątkowo dobrze; zaś ponowne przewertowanie najróżniejszych materiałów pozwala Ci odkryć, które z nich nie nadają się do użycia w celu wykonania jak najlepszego produktu, wedle poszczególnych zasobów własnej wiedzy. Gratulacje! Zdobywasz jeden punkt do kuferka z transmutacji - zgłoś się po niego w odpowiednim temacie.
3, 4 - w pewnym momencie do sklepu wchodzi student, który najwidoczniej chciał skorzystać z bonu zakupionego w tymże miejscu. Normalna rzecz, aczkolwiek, jak to zwykłe bywało, do Twojego obowiązku należało sprawdzenie, czy przypadkiem zniżka nie jest sfałszowana; w związku z czym przystąpiłeś do obsługiwania klienta. Rzuć jeszcze raz kostką! Nieparzysta - zauważasz pewien mankament, w związku z czym wykrywasz najzwyczajniejsze w świecie oszustwo; nie tylko udaje Ci się powstrzymać przed wydaniem mu odpowiedniego produktu, lecz także go zatrzymujesz. Szef podejmuje w związku z tym odpowiednie kroki, nagradzając Cię tym samym podwyżką w postaci dwudziestu galeonów - odnotuj zysk w odpowiednim temacie. Parzysta - nie udaje Ci się powstrzymać studenta, który, zauważając Twoje pytanie, rzuca mniej znane zaklęcie, uciekając ze sklepu, zanim jakkolwiek zdołałeś zareagować. Wszystkie półki z różdżkami wylądowały na podłodze, zaś Tobie ostatecznie pozostało posprzątanie tego całego bałaganu; w związku z czym pozostajesz dłużej w pracy i wychodzisz w niezbyt miłym humorze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 864
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 872
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Pią 4 Sty 2019 - 23:08

Świąteczna atmosfera jeszcze nie zdążyła opuścić sklepu. Rozentuzjazmowani gorączką zakupów czarodzieje lgnęli do Fairwynów żyjąc w przekonaniu, że jesteśmy w stanie spełnić oczekiwania ich wujów, braci, córek czy babć. Nie mogliśmy narzekać na brak zleceń, ani na niedobór nadgodzin, ale mimo wszystko wcale mi to nie przeszkadzało. Im mniej czasu spędzałem w domu rodzinnym tym byłem spokojniejszy. Oddalony od czterech ścian pokoju, jaki budził we mnie jedynie niepotrzebne mi teraz emocje, mogłem myśleć trzeźwo, a przede wszystkim odepchnąć od siebie obezwładniające poczucie winy, wyniszczające mnie od środka już od lat. Im bliżej było do początku stycznia tym czułem się lepiej, a gdy już przekroczyłem tę magiczną datę wiedziałem, że mam cały rok na wyjałowienie tej przykrej, wrzącej od bólu pustki wyżerającej mi dziurę w miejscu serca. Niestety, gdyby to było takie proste...
Przesiadywanie za ladą nigdy jeszcze nie było mi tak niemiłym. Zdecydowanie potrzebowałem czymś się zająć, zamiast skupiać się na idiotycznym bredzeniu czarodziejów, wiedzących najlepiej czego im potrzeba, a zarazem niezwykle niezdecydowanym. Nie miałem cierpliwości, nie dziś. Może jutro miało być lepiej? Zobaczymy. Tymczasem obracałem między palcami jasny kawałek drewna. Powolnymi, ostrożnymi ruchami nadawałem mu skomplikowany kształt. Niezwykle ozdobny, zwłaszcza na mnie. Preferowałem proste formy. Były praktyczne, a zarazem wyjątkowo funkcjonalne. Żaden ozdobny zawijas nigdy nie miał zaczepić się o dłuższy rękaw szaty. Dzisiejszego dnia czyniłem pierwszy z wyjątków. Może kierowany zwyczajną, ludzką ciekawością? W końcu, nie byłem pewien jakie opinie wyrażą klienci na temat moich różdżek, gdy w tej samej cenie dostaną nie tylko jakość, ale i nietuzinkowość. A skoro już mnie to zaciekawiło... cóż, nie mogłem zwlekać. Na szczęście, po południu ruch nareszcie zelżał i miałem sporo czasu na przyglądaniu się zapasom, jakie w ciągu kilku miesięcy zdołały znacząco się powiększyć. Była to poniekąd moja zasługa. Odkąd tylko dopuszczono mnie do rodzinnej, tajemnej wiedzy, miałem wpływ na to jakie okazy zostaną przeznaczone na przyszłe różdżki. Tak się złożyło, że nie wszystkie były tak starannie wybrane, jak mógłbym przypuszczać. Moi kuzyni w większości przypadków nie czerpali z różdżkarstwa takiej satysfakcji jak ja. Dla nich było to jedynie źródło utrzymania, a prawdziwa pasja zatarła się gdzieś pomiędzy rodzinnymi sporami o własność. Szkoda...
Starannie przejrzałem rdzenie. Chciałem dobrać coś odpowiedniego do kruchej brzozy, jaką obrabiałem, lecz więcej czasu spędziłem na odpowiedniej segregacji materiałów. Naganny nieporządek. Dobrze, że mój ojciec tego nie widział, zmyłby nam wszystkim głowy, za nic mając sobie mój udział w zaprowadzaniu porządku w lokalu. Chociaż, to nic takiego. Dzięki temu miałem zajęcie na resztę wieczoru.

2 | zt

______________________


It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love what you live with.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   

Powrót do góry Go down
 

Różdżki Fairwynów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
Dolina Godryka
 :: 
Centrum miasteczka
-