Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Różdżki Fairwynów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 20
Skąd : Rosja, Syberia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 2936
  Liczba postów : 1912
http://www.czarodzieje.org/t8036-zilya-nikolaevna-fyodorova
http://www.czarodzieje.org/t8073-syberyjska-dzikuska#225025
http://www.czarodzieje.org/t8071-syberyjska-sowka#225017
http://www.czarodzieje.org/t8067-zilya-fyodorova




Administrator






PisanieTemat: Różdżki Fairwynów   Pią Maj 20 2016, 14:25


Różdżki Fairwynów

Sklep różdżkarski od pokoleń należący do rodziny Fairwynów budzi mieszane uczucia. Z jednej strony, produkują oni znacznie silniejsze różdżki, niż popularny w Wielkiej Brytanii Ollivander. Ich rdzenie dają przewagę przede wszystkim w pojedynkach. Szybsze działanie, mocniejsze zaklęcia. Dla wielu te atuty są na tyle kuszące, że postanawiają wydać swe galeony i zaopatrzyć się w ten cenny przedmiot. Dla drugiej części społeczeństwa te różdżki są źródłem licznych sporów. Ich duża moc wynika z rodzaju rdzeni używanych do ich wytwarzania. Są nimi części ciała, których pozyskanie wymaga zabicia zwierzęcia. Fairwynów zwykle interesują nie włosy, ale serca.. Jak się bowiem okazuje, poświęcone życie zwierzęcia daje czarodziejowi znaczącą przewagę. Nie każdy jednak chce z tego korzystać.

W sklepie znajduje się wiele długich pomieszczeń, wypchanych różdżkami. Niektóre mają rdzenie z tropikalnych krajów, inne pochodzą z Wysp Brytyjskich. Ciężko jednak znaleźć powtarzające się rdzenie, a każdy z nich daje podobną, zwiększoną siłę. Sprzedawcy w tym sklepie to najczęściej członkowie rodu Fairywynów lub osoby bezpośrednio z nimi zaprzyjaźnione. Do tego rodzinnego biznesu rzadko kiedy wpuszczany jest ktoś z zewnątrz. Rodzina pieczołowicie dba o zachowanie tajników różdżkarstwa wyłącznie dla siebie.

Każda różdżka w tym sklepie kosztuje 200 galeonów. Kiedy postać zakupi tutaj różdżkę, wpisuje ją w kuferku, w nawiasie obok wpisując (+5). Oznacza to, że w każdym wątku, w którym będzie rzucać zaklęcia za sprawą różdżki, będzie mieć statystykę zaklęć podwyższoną aż o 5 punktów! Możesz to wykorzystywać w każdym wątku na forum, na którym istotny jest próg punktów z zaklęć.
Członkowie rodu mają możliwość zakupienia różdżki za pół ceny.


Serce Buchorożca
Oko Feniksa
Ogon Gryfa
Róg Minotaura
Serce Testrala
Żądło Mantrykory
Kopyto Pegaza
Krew Jednorożca  
Krew wili
Róg dwurożca
Serce hipogryfa
Krew syreny
Ogon widłowęża
Język żmijoptaka
Oko szyszymory
Kieł wilkołaka

(kupujesz tylko określony rdzeń, bo to on jest charakterystyczny i inny w tych różdżkach. Długość oraz drewno możesz klasycznie wylosować w temacie z różdżkami lub skomponować wedle własnego uznania)


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 25
Skąd : Francja Wersal
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 1393
Dodatkowo : wilkołak
  Liczba postów : 441
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5192-huan-bedau
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5202-cos-z-niczego
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5199-ludwiczek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7245-huan-bedau




Gracz






PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Pon Lis 28 2016, 18:07

Z rozmarzoną miną i wolnym krokiem wszedł do nowego sklepu. Z westchnieniem rozejrzał się.
- Ojej..Dawno nie byłem kupować różdżki a wypadało mieć nową.
Witam rzekł do sprzedawcy.Przyszłem po nową różdżkę, bo tamta została mi zabrana albo zgubiłem ją gdzieś na polanie niebiańskiej - oświadczył tonem, który był podobny do tego jakim rozmawia się przy filiżance kawy lub herbaty.
Rozglądał się po wystawie, czekając aż coś dla Huana się znajdzie. Po chwili wrócił.
Aż nagle znalazł, chwycił za jedną, ładnie wyrzeźbioną ze wzorami i zamachnął się. Z jej końca wystrzeliły złote iskry.
- Oooch.. - rozmarzył się jak by miał różdzkę pierwszy raz.
Więc znów posiadał różdżkę. 12 1/2 cala,Kalina i Kieł wilkołaka .Zapłacił całą kwote.
Dziękuje Do widzenia.
z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 27
Skąd : Anglia, Liverpool
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 12
Dodatkowo : magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 592
http://www.czarodzieje.org/t13596-shawn-e-reed?highlight=Shawn
http://www.czarodzieje.org/t13598-shawn
http://www.czarodzieje.org/t13600-wrona-shawna
http://www.czarodzieje.org/t13601-shawn-e-reed?highlight=Shawn




Gracz






PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Wto Gru 13 2016, 09:49

Shawn jak najszybciej jak mógł, ruszył powolnym spacerem uliczką, w kierunku sklepu z różdżkami Fairwynów.
Jego stara różdżka leżała w zarzuconej przez bark, torbie, złamana na dwie części. Odkąd Padme mu ją zniszczyła, miał problem z czymkolwiek - magia robiła z ludzi nie potrafiących poradzić sobie z najprostszymi czynnościami. Shawn nie odstępował od tego grona ludzi. Z magią żył od dziecka i nigdy, od momentu kupna różdżki, nie miał takiej sytuacji, że nie mógł czarować.
Wstępując do sklepu, rozejrzał się po wielkich regałach pełnych tekturowych pudełek z magicznymi patykami.
Podszedł do lady, do której przyszła po kilkudziesięciu sekundach miła pani, gdzieś w jego wieku. Z biegiem rozmowy dowiedział się, że jest Fairwynem i ogólnie to nie pracuje w sklepie - dziś przejęła obowiązki sprzedawcy.
Po wypróbowanii kilku różdżek, wybraną dla niego okazała się ta, wyprodukowana z cisu. Rdzeniem była krew wili (ciekawe dlaczego), 15 i pół cala, sztywna. Pasowała do jego dłoni.
Podziękowawszy, wyszedł ze sklepu i udał się do domu, nie mogąc się doczekać wypróbować nowej różdzki.

Zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 867
  Liczba postów : 2456
http://www.czarodzieje.org/t13638-blaithin-astrid-dear
http://www.czarodzieje.org/t13646-not-a-bad-girl
http://www.czarodzieje.org/t13684-dziobek
http://www.czarodzieje.org/t13647-blaithin-astrid-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Pon Mar 06 2017, 17:21

Ciężko opisać ostatnie wydarzenia, jakie przeżyła Fire. Wystarczy powiedzieć, że ona sama do końca nie wiedziała. Zrozumiała szybko, że stało się coś bardzo złego, a do tego wymazano jej pamięć. Najgorsze, że nie miała możliwości nic zrobić. Osoba, która niemal zniszczyła ciało Szkotki i wykończyła ją na tyle, że parę dni musiała leczyć się z klątwy, jaką oberwała, nie zostawiła śladów. Gryfonka mimo to nie odpuściła i postanowiła ją znaleźć za wszelką cenę. Humor miała tak podły i wściekły, że z nikim nie rozmawiała. Pielęgniarka doradzała kontakt z rodzicami, dlatego, że Blaithin została pozbawiona różdżki. Bez niej czuła się wręcz wystawiona na atak. W każdym widziała wroga, co powoli zmieniało się w paranoję. Nikogo nie informowała o tym, co się stało, a wszelkie pytania przyjaciół czy rodziny kompletnie olewała. W końcu miała swoje ostatnie pieniądze, które mogła przeznaczyć na nową różdżkę... Z bólem, niepewnością i gniewem poradzi sobie sama.
Zabrała ze sobą galeony, narzuciła czarny płaszcz pod którym cała się skryła i ruszyła drogą ku najlepszemu ze sklepów z różdżkami. W środku bez słowa poprosiła po prostu o wypróbowanie paru różdżek. Miała na tyle ponure spojrzenie i nieprzyjemny ton, że sprzedawca nie próbował zachęcać rozmową. Blaithin zdawało się, że spędzi tam cały dzień, bo żadna różdżka jej się nie podobała. Na wszystkie kręciła nosem i one też nie chciały wybrać dziewczyny na swoją panią.
- Niech mi pan da coś godnego uwagi albo poszuka innego klienta. - warknęła zniecierpliwiona porządnie. Fairwyn grzebał się długo na zapleczu, w końcu wrócił z czarnym pudełkiem. Wyjął z niego gładką, błyszczącą czernią różdżkę, która przykuła wzrok Szkotki. Wyglądała jednocześnie elegancko i groźnie, a kiedy ujęła ją w dłoń poczuła coś jakby przepływ elektryczności między palcami, a drewnem.
Dowiedziała się, że to różdżka z czarnego bzu ze rdzeniem z serca testrala, mająca całe 10 cali. Nie zastanawiała się, wiedząc, że właśnie trafiła na tę idealną. Rzuciła proste zaklęcie, napełniając miseczkę wodą. Różdżka niechętnie posłuchała. Fire musiała użyć swojej silnej woli, ale szalenie spodobało się to Gryfonce.
- One przynoszą pecha.
- Większego pecha mieć nie mogę.
- Tak tylko ostrzegam.
Stwierdziła, że idealnie się zrozumie z taką buntowniczką. Rzucając krótkie "do widzenia" wyszła ze sklepu. Sprzedawca zdawał się wyjątkowo zadowolony, że ktoś wziął akurat tę różdżkę. Drobny kurz na pudełku świadczył o tym, że długo czekała na kogoś wyjątkowego.
Czekała na Fire.

zt

______________________


what do you do when you're no longer the hero of your own story?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : V
Wiek : 17
Skąd : Nethy Bridge, Szkocja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 166
Dodatkowo : prefekt
  Liczba postów : 283
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14073-eanruig-chattan#371851
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14076-eanruig-chattan-familiok
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14075-poczta-jasnie-eanruiga-chattan#371872
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14074-eanruig-chattan




Gracz






PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Pon Mar 06 2017, 18:33

Wszedł do sklepu, mając zarzuconą przez ramię torbę pełną zakupów. Dzisiaj był dzień wydawania pieniędzy. Z uśmiechem satysfakcji, że kupi sobie jedną z legendarnych różdżek Fairwynów, ruszył do lady wzdłuż regałów. Rozglądał się za podpisami i opisami, zafascynowany, który z tych magicznych patyków go wybierze. Wyciągnął dłoń, bowiem sprzedawca akuratnie trzymał świeżo dostarczoną różdżkę w dłoniach. Może przeznaczenie zadziała? Poczuł świerk pod palcami, gładkość, widział błysk po dokładnym wypolerowaniu.. Machnął i bum! Poczuł, jak różdżka idealnie ułożyła jego energię i stała się jego przedłużeniem.
-Świerk, 11&3/4 cala i róg minotaura. Dwieście się należy.
Odpowiedział ze zdziwieniem oczach, lecz pewnością siebie w głosie i uśmiechu. Heniek skrupulatnie odliczał monety, jedna za drugą, co trwało długi czas. Ale jego ekscytacja nową różdżką nie minęło, bo opakowanie jakie z nią dostał schował do torby, ale samą różdżkę już za pasek spodni. To jest jego nowe przedłużenie ręki.

[z.t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 24
Skąd : Nottingham, Anglia
Galeony : 808
  Liczba postów : 358
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13550-casper-angel-tease#360782
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13560-potrzebujesz-czegos-zapraszam#361160
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13562-anielska-poczta#361164
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13561-casper-angel-tease#361163




Moderator






PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Czw Maj 04 2017, 14:14

Casper nie był pewien, co go tutaj przygnało.
Słyszał tyle o różdżkach Fairwynów, że nie mógł po prostu nie sprawdzić tego miejsca. Długo się w sobie zbierał, bo przecież czuł się przywiązany do swojej aktualnej różdżki. Cis, włos demimoza, 10 i 3/4 cali. Dość kapryśna, ale Cas wiedział, że jest mu posłuszna. Nie mógł zatem stwierdzić, że potrzebuje czegoś nowego.
- Dzień dobry - przywitał się ze sprzedawcą, wchodząc do sklepu. Rozglądał się z zainteresowaniem, podczas gdy mężczyzna za ladą chował jakieś pudełka, zapewne po poprzednim kliencie. Tease odczytał z paru półek krótkie opisy. Mieli tu chyba doprawdy wszystko - nie wiedział, że można zrobić różdżkę z rdzeniem z krwi wili. - Tylko się trochę rozejrzę - mruknął, ale w tej samej chwili sprzedawca przewrócił stertę posegregowanych elegancko pudełek. Casper powstrzymał się od zirytowanego westchnięcia i ruszył na pomoc.
- Bardzo przepraszam, tyle tego jest... - Tłumaczył się mężczyzna. Tease jednak myślami był już gdzie indziej, trzymając czarne drewniane pudełko. Szybko doszedł do wniosku, że nie zaszkodzi zajrzeć do środka - a gdy to zrobił, przebiegł go dreszcz ekscytacji.
Różdżka, która znajdowała się w pudełku, była krótka. Barwę miała czerwoną, niemalże bordową - niczym zakrzepnięta krew. Wyglądała niczym dzieło sztuki, z rzeźbieniami po bokach.
- Czerwony dąb, 9 cali! Rdzeń z żądła mantykory. Bardzo dobra dla zdolnych osób, wyciąga prawdziwy potencjał - zaczął zachwalać sprzedawca, widząc zainteresowanie Caspra.
Ciemnowłosy ujął delikatnie różdżkę, a z jej końca natychmiast wystrzeliło parę iskier, jakby zarówno mężczyzna jak i przedmiot odczuli tę prawdziwą więź. Obrócił różdżkę parę razy w palcach, chcąc zapoznać się z nią jak najlepiej. Zupełnie zapomniał, że miał się "jedynie rozejrzeć". Ta różdżka go wybrała.
- Wezmę ją - oznajmił, po czym podał sprzedawcy dwieście galeonów. Opuścił sklep z prawdziwym zastrzykiem pozytywnej energii.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1896
  Liczba postów : 1363
http://www.czarodzieje.org/t14309-vivien-o-i-dear
http://www.czarodzieje.org/t14332-w-odchlani#378419
http://www.czarodzieje.org/t14330-poczta-void
http://www.czarodzieje.org/t14333-vivien-o-i-dear#378429




Moderator






PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Sob Paź 28 2017, 19:44

Lato 2010

Nikogo szczególnie nie dziwiło to, że Dearowie zaopatrywali się w różdżki u Fairwynów - po pierwsze żyli z nimi w bardzo dobrych stosunkach, a po drugie moja mama była członkiem tej rodziny, a co za tym idzie - w życiu nie zabrałaby mnie do konkurencji, mimo że spora część rodu była ze sobą pokłócona.
Większość dzieciaków fascynował sam sklep, ale nie mnie... byłam tutaj setki razy w odwiedzinach u wujków i ciotek, krzątałam się, ale nie wolno było mi wziąć do ręki różdżki, dlatego jedyne czego chciałam to ta wyjątkowa chwila.
O dziwo poszło znacznie sprawniej niż się spodziewałam - wujek (już nie pamiętam który, przez siedem lat dość mocno mi się to zamazało) popatrzył chwilę na mnie i podał mi różdżkę.
- Róg dwurożca, ostrokrzew, jedenaście i jedna czwarta cala - szepnął aksamitnym głosem. Chwyciłam pięknie wykończony przedmiot w dłoń i nagle ogarnęło mnie poczucie gorąca. Ku mojemu zdziwieniu już pierwsza różdżka pasowała idealnie. Mam uregulowała pełną kwotę (mimo, że wuj nalegał na zniżkę) i opuściłyśmy sklep.

/zt

______________________

Kiss me hard before you go
Sum­mer­time sad­ness
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm / Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 1039
Dodatkowo : Ćwierć wil, Kapitan Drużyny Gryfonów
  Liczba postów : 1346
http://www.czarodzieje.org/t14380-lysander-s-zakrzewski#381382
http://www.czarodzieje.org/t14409-lyskowe-relki#381609
http://www.czarodzieje.org/t14410-krysia#381611
http://www.czarodzieje.org/t14413-lysander-s-zakrzewski#381628




Moderator






PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Sob Paź 28 2017, 20:00

Wrzesień 2017

Mimo, że już dziewięć lat posługiwałem się różdżką, którą kupiłem w Polsce to nie miałem do niej szczególnego sentymentu, dlatego gdy się zupełnie popsuła pożegnałem ją bez żalu i udałem się do sklepu Fairwynów w Dolinie Godryka by zainwestować w nową różdżkę.
Jedno jest pewne - zdecydowanie utrułem życie sprzedawcy. Przez kilka godzin nie mogłem trafić na odpowiednią różdżkę - jasne, było kilka całkiem nieźle, ale dla kogoś takiego jak ja, dla kogo różdżka była przedłużeniem ręki, konieczne było idealne dopasowanie.
W końcu po wielu godzinach udało się ją znaleźć - miała w sobie krew wili, co mogłoby przerażać kogoś takiego jak ja. Miałem jednak szczerą nadzieję, że wila dobrowolnie oddała Fairwynom swoją krew, byłem tego niemal pewien, gdyż dobrze wiedziałem, że zabicie takiej boginki jest niemalże awykonalne dla zwykłego śmiertelnika. W gruncie rzeczy może właśnie to powodowało, że tak dobrze "dogadywałem się" z różdżką - płynął w nas ten sam rodzaj krwi.
Uregulowałem odpowiednią opłatę i opuściłem sklep.

/zt


______________________

Ona znowu ma te piwne oczy, Twoje miasto, twoja noc, tak się lipiec toczy
Wisła dziś kołysze się jak twoje biodra, to prognoza raczej dzikiej nocy

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 22
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 131
  Liczba postów : 276
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14760-maximilian-t-fairwyn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14762-maxiowe-relki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14763-kuferek




Gracz






PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Czw Lis 16 2017, 18:21

Znowu gdzieś zgubił różdżkę i nawet nie potrafił sobie przypomnieć gdzie. Znowu czekało go skarcenie przez krewnych za brak poszanowania wobec magicznych patyków. Jeszcze przed wejściem do budynku, nastawiał się na wyzwiska i obelgi skierowane w ojca i jak śmie nazywać się Fairwynem. Nie miał jednak innego wyjścia. Prędzej czy później musiał się pokazać w rodzinnym sklepie po nowy kijek. Mimo wszystko w świecie pełnym magii – nawet tej szwankującej – był on dosyć istotny. Zawsze mógł go sobie zrobić sam, albo kupić gdzieś w Londynie, ale to nie to samo.
Otworzył drzwi, a nieprzyjemny dzwoneczek rozbrzmiał nad głową Maxa. Chociaż dźwiękiem nie wyróżniał się od tych z innych sklepów, to po prostu go nie lubił. Drażnił go. Czuł  się jakby wredny ptak od samego początku skrzeczał na Fairwyna. Zapraszał do jeszcze szybszego wyjścia z lokalu.
-Halo! – krzyknął, przewracając oczyma. Był ciekaw, kogo spotka tym razem. Kto wyżyje się na biednym Angliku. Zacisnął zęby na dolnej wardze i podszedł do jednego z wielkich regałów. Pod względem układu i oferty, to sklep nie zmienił się od lat. Troszkę szkoda, bo z chęcią spróbowałby czegoś nowego. Przez myśl przeszło mu nawet coś głupiego. Kompletnie idiotycznego. Czy serce czysto-krwistego czarodzieja by się nadało? To chyba przesada nawet jak na tutejsze standardy.
Westchnął cicho, zrezygnowany. Zawsze zapominał gdzie znajdzie swój ulubiony wariant różdżki. Trudno, miał do tego prawo. Chociaż wpadał tutaj kilka razy do roku – zawsze jako klient, to w przeciwieństwie do reszty rodziny, nie znał sklepu na pamięć. W końcu tutaj nie pracował. Szkoda. Nie żeby kiedyś chciał, ale zabawnie by było kiedyś spróbować.

@Riley Fairwyn - Elo, kuzyn
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1563
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 638
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Pią Lis 17 2017, 12:29

Dźwięk dzwonka wyrwał mnie z zamyślenia. Było jeszcze dość wcześnie, więc nie spodziewałem się klientów. Sklep z różdżkami miał to do siebie, że kupujący wlewali się do niego falami. Zdarzało się ich wielu po niepokojących artykułach w Proroku Codziennym czy też po jakichś niebezpiecznych wydarzeniach, ale zazwyczaj sklep ział pustkami. Na przykład, po tym fatalnym w skutkach festiwalu, musiałem obsłużyć wielu zainteresowanych naszymi wyrobami czarodziejów. Jedni potracili swoje magiczne przekaźniki mocy, a inni po prostu chcieli przygotować się na najgorsze i zaopatrzyć w coś mniej zawodnego. Niezależnie od ich motywacji pomagałem im wszystkim. Czasami tylko wspierał mnie któryś z wujów, lepiej zaznajomiony z ofertą dla bardziej wymagających klientów. Dzisiejszego dnia chciałem trochę popracować w samotności, pewien że nikt nie powinien niepokoić mnie przed godziną dwunastą. Szybko oczyściłem dłonie z krzepnącej już posoki, należącej do jednego ze świeżo upolowanych przeze mnie zwierząt, kiedy ktoś pogonił mnie krzykiem. Spodziewałem się już kogo zastanę w środku. No tak, ten to się nigdy nie nauczy! Zostawiłem stworzenie na niewielkim stole okrytym folią. Nic mu się nie stanie jeżeli zaczeka na mnie ze dwa kwadranse, najwyżej lekko się… zeschnie. Wytarłem dłonie w ręcznik papierowy, a potem wyjrzałem z zaplecza, wymijając zgrabnie ladę. Przed kilkudziesięcioma minutami zdążyłem zawalić ją stertą pudełek. W środku były oczywiście różdżki. Te, które spędziły w sklepie już zdecydowanie zbyt dużo czasu i wymagały modyfikacji. Jeszcze nikt nie wyjaśnił mi co tak naprawdę z nimi robiono, ale to w swoim czasie. Póki co, do moich zadań należało jedynie zdjęcie ich z półek i odpowiednie opisanie nim udadzą się w dalszą drogę, ale jednak teraz zbliżyłem się do Maxa. Zajmę się tym później.
- Hej, Max - przywitałem się z nim, wyciągając rękę do uścisku dłoni. Zabawne z jaką łatwością przychodziło mi to, gdy chodziło o powitanie właśnie tego Fairwyna. Przy Melody musiałem się zastanowić nim decydowałem się na przytulenie jej, a była przecież najbliższą mi osobą. Maxa zawsze witałem w ten sposób, wiedząc że z jego strony nie muszę się niczego obawiać. Był rodziną, a co w rodzinie to nie zginie. - Czemu znowu Cię tutaj widzę? - Zadałem to pytanie, chociaż wcale nie oczekiwałem odpowiedzi. Dobrze przecież wiedziałem czego mu potrzeba. - Szukamy idealnej czy masz chrapkę na jakiś konkretny rdzeń?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 22
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 131
  Liczba postów : 276
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14760-maximilian-t-fairwyn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14762-maxiowe-relki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14763-kuferek




Gracz






PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Wto Lis 28 2017, 20:09

Na widok Rileya ucieszył się prawie, jakby zobaczył Dreamę. W duchu nawet podziękował Merlinowi, pomimo tego, że nie wierzył, że mogła wyniknąć z tego jakaś magiczna siła. Nie chciał słyszeć kolejnego wykładu o tym jaki to jest zły i niedobry, a nie wierzył, że młodszy kuzyn mógłby mu takiego udzielić. Nie znał za dobrze Krukona, ale raczej nie należał do ludzi, którzy czepialiby się nieodpowiedzialności Maxa. Był jaki był i dobrze mu z tym. Przynajmniej nigdy nie narzekał.
-Cześć Riley – odparł, ściskając dłoń Fairwyna. Krótki gest, a jednak taki przyjemny. Świadomość, że nie byli sobie obojętni, a ich relacja nie ograniczała się do wymuszonego dzień dobry. Nie żeby od razu oczekiwał od inny sprzedawców nie wiadomo jakiego entuzjazmu i żwawej rozmowy, ale lekki uśmiech jeszcze nikomu nie zaszkodził.
-Co tam u Ciebie? – spytał, korzystając z okazji. Raczej nie planował zostać na herbatkę na zapleczu, ale skoro mógł, to dlaczego miałby nie zamienić z Krukonem kilku zdań. Nie mieli do tego zbyt wielu okazji. Jak tak teraz o tym myślał, to prawie nic nie wiedział o chłopaku. Czemu nigdy nie mieli okazji poznać się lepiej. W sensie w przerwach pomiędzy wycieczkami Maxa.
-Nie mów nikomu, że byłem, bo mnie zabiją – kątem oka zerknął na kuzyna. Ufał mu i wierzył, że się nie wygada.
Z półki wysunął jakieś pudełko, by zajrzeć do środka. Lekki uśmiech zagościł na twarzy Anglika. Nawet jeśli gubił co chwile swoje różdżki i nie przywiązywał do nich wartości, to w jego żyłach wciąż płynęła krew różdżkarza. Niewielkie wzorki na magicznym patyku, były naprawdę piękne i nie potrafił temu zaprzeczyć.
-Jedenaście i trzy czwarte cala, grusza, a rdzeń… Serce Testrala. – odparł, wpatrzony w jakąś inną różdżkę. Ciężko było powiedzieć czy znał już tą formułkę na pamięć czy może miał jakaś tam wiedzę i wiedział co będzie do niego najlepiej pasować.
-Czy znasz może coś lepszego? – spytał, spoglądając na Rileya. Pudełko odłożył na swoje miejsce i odwróci się do chłopaka. Mimo wszystko nie znał układu sklepu i nie wiedział, gdzie ma szukać swoje różdżki. Zdawał się na Krukona. Nie tylko jako przewodnika, ale także jako tego bardziej doświadczonego. Jeśli miał jakieś sugestie, to słuchał. O dziwo potrafił słuchać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1563
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 638
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Sro Gru 13 2017, 11:10

Pytanie, na jakie nigdy nie było dobrej odpowiedzi. Spróbowałem ją znaleźć, chociaż odszukanie w moim umyśle czegokolwiek, co nie zabrzmiałoby po prostu kiepsko było naprawdę trudne. To nie tak, że nie miałem Maxowi niczego do powiedzenia. Po prostu nie chciałem skupiać się wyłącznie na swoich troskach, a akurat ich ostatnio miałem w nadmiarze. Próbowałem skupić się wyłącznie na pracy w sklepie i nad sobą. - Ach, chyba nic nadzwyczajnego. Awansowałem z czyściciela blatów na przesuwacza pudełek. - Zażartowałem, jednocześnie dość wymownie sugerując jaka była praca dla Fairwynów. W tym sklepie nie miało znaczenia czy jesteś synem czy wnukiem mojego dziadka, każdy miał tak samo pod górkę, a przynajmniej na początku. Mimo tego, nie zrażałem się, dzień w dzień porządkując nasze produkty wedle wzoru jaki mi pozostawiono, a w wolnej chwili pracowałem nad własnymi różdżkami. Dość eksperymentalnie, gdyż jeszcze nie miałem okazji na ukończenie kursu różdżkarskiego, jaki odbyła jakaś część mojej rodziny. Dopiero w takich chwilach wydawało mi się to tak absurdalne. Oto wielopokoleniowa rodzina twórców różdżek z tradycjami, a ilu z nich tak naprawdę znało się na rdzeniach i drewnie? - Mam nadzieję, że u Ciebie lepiej? - Spytałem, przesuwając palcami po najbliższej plakietce wypełnionej tekstem, oznaczającej rodzaj drewna i rdzenie jakie składały się na oczekujące tutaj różdżki. - Będę milczał jak grób, dopóki nie postanowią sprawdzić stanu i nie zorientują się których ubyło. - Uśmiechnąłem się do Maxa niby to konspiracyjnie, ale oboje wiedzieliśmy, że prędzej czy później starszy Fairwyn, opiekun sklepu, pozna się na ich małej machlojce. Wszyscy w rodzinie wydawali się wiedzieć jaka różdżka będzie pasowała akurat do Maximiliana. Niemniej jednak w tym momencie nie było to takie ważne. Kiwnąłem głową, w kilka sekund znajdując odpowiednią różdżkę. - Mogę spróbować coś Ci dobrać, ale najpierw muszę Cię zmierzyć. Ostatnim razem nie zapisali wyników. - Ledwie to powiedziałem, a już w ręku miałem zaczarowany centymetr. Pozwoliłem mu szaleć w powietrzu. Zmierzył nie tylko długość ramienia kuzyna, ale także kilka innych, dziwnych rzeczy takich jak obwód jego głowy. W czym to miało pomóc? To wiedzieli tylko różdżkarze i ich uczniowie. W międzyczasie podałem Gryfonowi wybraną przez niego różdżkę, uważnie obserwując jak oboje zareagują, gdy pierwszy raz napotkają się dotykiem. - Spróbuj wylewitować to puste pudełko. - Poleciłem, układając je na swojej dłoni. - Sprawdzimy czy jest kompatybilna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29487
  Liczba postów : 42387
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Nie Lut 04 2018, 19:33

W zależności od tego czy chcecie kontynuować wątek czy nie, możesz wybrać sobie czas, w którym ma miejsce poniższe zdarzenie.

Ruch w sklepie nie był moze tak intensywny jak w grudniu, jednakże @Riley Fairwyn wciąż miał bardzo dużo pracy - trudno ukryć, że praca w tak prestiżowym miejscu jak sklep z różdżkami Fairwynów była bardzo dużym wyzwaniem. W przypadku Rileya było to o tyle trudne, że jego drobny błąd mógł wiązać się nie tylko z konsekwencjami zawodowymi, ale również konfliktem rodzinnym

Rzuć kostką, żeby sprawdzić co stało się dalej!
1,6 - nieoczekiwanie w sklepie pojawia się kontrola z Ministerstwa Magii. Najprawdopodobniej ktoś z konkurencji doniósł im, że Wasz sklep w jakiś sposób łamie prawo. Kontrola jest bardzo stresująca, a magimilicja przeczesuje sklep bardzo brutalnie - nie tylko odstraszając potencjalnych klientów, ale również robiąc bałagan. Wprawdzie kontrola przebiegła pomyślnie dla Ciebie, jednakże kosztowało Cię to bardzo wiele stresu.
2,4 - jedna z klientek nieoczekiwanie mdleje i uderza się w głowę. Rzucasz wszystko, żeby udzielić jej pomocy i po dłuższej chwili udaje Ci się ją ocucić, po czym z pomocą magii usuwasz ranę z jej głowy. Kobieta jest Ci bardzo wdzięczna, a trzymujesz punkt z uzdrawiania - upomnij się o niego w odpowiednim temacie.
3,5 - nieważne czym w danym momencie się zajmujesz, dla niektórych klientów liczy się tylko ich sprawa! Do lady podbiega bardzo uporczywy klient, który obwinia Cię o złe działanie jego różdżki. Mężczyzna za wszelką cenę próbuje Ci udowodnić, że to Twoja wina. Mimo że w końcu wymieniasz jego różdżkę na inną i pozbywasz się go, do końca dnia masz popsuty humor.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1563
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 638
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Pon Lut 19 2018, 23:38

Dzień jak co dzień, mógłbym rzec. Zamęt w rodzinnym sklepie Fairwynów nie był niczym szczególnym. Niemalże nieustannie pojawiały się w nim znajome twarze i nie mam na myśli moich znajomych z Hogwartu. Rodzina… podobno dobrze z nią wychodzi się jedynie na zdjęciu i ja mogę to potwierdzić z całą mocą. Nie znam ich zbyt dobrze, a jednak wystarczająco, aby wiedzieć, że nasza współpraca może układać się niekoniecznie tak, jakbym sobie tego życzył. Wśród moich rozlicznych ciotek i wujów znaleźć można bez większego trudu wiele charakterów. Nie tylko tych ciężkich i zgryźliwych jaki posiada między innymi mój rodziciel, ale zwłaszcza ich. Sklep jest więc dość delikatną sprawą. Każdy posiada do niego równe prawo, a zarazem nie może całkowicie nim rozporządzać, więc z reguły staram się nie podsycać ognia pod ewentualnymi sprzeczkami, jakie oczywiście w rodzinie się zdarzają. Dzisiejszego dnia miałem prawdziwe urwanie głowy, chociaż to nie zdarzało się często. Nie rób takiej miny, sprzedawaliśmy różdżki, a nie piwo kremowe, więc to akurat nic specjalnie zaskakującego. Nie byłem więc przyzwyczajony do radzenia sobie z dzikim tłumem pragnącym natychmiastowego obsłużenia, a moi rozliczni kuzyni jakby wyczuli pergamin nosem i po prostu wyparowali. Pozostawiony sam na polu bitwy uwijałem się jak w ukropie, aż wreszcie na ladzie pojawiła się ona. Cudowna różdżka, naprawdę wspaniała. Tak sądziłem, wszakże dobrze znam asortyment, jaki oferujemy u Fairwynów - na tym polega moja praca. Słowa jakie towarzyszą zamaszystej gestykulacji z początku do mnie nie trafiają. Złe działanie, nieudolny sprzedawca i tak dalej. Pomimo całej elokwencji, jaką tylko spróbowałem się wykazać, wszelkie moje argumenty nie potrafiły dotrzeć do jegomościa o słomianych włosach. Wydaje mi się, tak z perspektywy czasu, że on po prostu nie chciał się dogadać. Wreszcie machnąłem dłonią, chociaż wiedziałem, że nie jest to coś co powinienem z taką łatwością przyznać, a jednak uznałem, iż racja leży po jego stronie. W końcu, klient nasz pan, prawda? Chcąc go zadowolić spełniłem więc jego żądania i wymieniłem różdżkę, jaką sprzedałem mu przed kilkoma dniami na inny egzemplarz, jaki wydawał się pasować do niego równie dobrze, chociaż wiedziałem doskonale, że nic nie wspomoże lepiej jego magii od tego kawałka sosny, jakim tak otwarcie wzgardził. Skwaszony, odłożyłem różdżkę na jej poprzednie miejsce, tym samym tworząc na półkach niewielki chaos - zdążyłem już zapełnić lukę innym wytworem różdżkarza i to chyba ostatecznie zepsuło mi nastrój na cały ten dzień, a wisielczy humor jedynie pogłębiła odczuwalna nieobecność moich przyjaciół. Czy ja byłem taki zajęty czy to oni o mnie zapomnieli? Powinienem nad tym pomyśleć, ale naprawdę nie miałem w tym momencie wolnej chwili. Wróciłem do obsługiwania klientów, chociaż cień zmartwienia nie opuszczał mnie przez cały dzień roboczy.

5 i [zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29487
  Liczba postów : 42387
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Wto Mar 13 2018, 00:24

To był pracowity dzień dla @Riley Fairwyn. Nie miałeś zbyt wiele wolnych chwil, bo twój współpracownik się rozchorował. Przez to spadł na ciebie obowiązek pomagania przy tworzeniu różdżek. Miałeś zabrać się za dość skomplikowany projekt, ale nie było innego wyjścia. Przygotowałeś sobie miejsce pracy, odpowiednie przyrządy, drewno i rdzeń, a także przygotowałeś się mentalnie. W końcu robiłeś już parę drobnych różdżek, więc teraz to po prostu odrobinę wyższy poziom.

Rzucasz kostkami numerycznymi na drewno, rdzeń i długość.
Drewno
Musisz przede wszystkim wystrugać odpowiedni patyk. Wybierasz dąb, symbol siły i trwałości. Drewno okazuje się jednak spróchniałe! Spędzasz sporo czasu w magazynie na odnalezienie odpowiedniego bloku z którego możesz stworzyć różdżkę. Rzuć kostką.
Parzysta - Spóźnienie okazało się większe niż przewidywałeś, przez co się spieszysz. Twoje obrobione drewno okazało się później słabe, a do tego wadliwe, przez co różdżka była nie do użytku. Cóż, takie są początki.
Nieparzysta - Odnajdujesz to, czego ci potrzeba szybko, po czym zabierasz się do pracy. Bliski deadline mocno cię mobilizuje i tworzysz naprawdę porządną różdżkę. Spełniasz wysokie oczekiwania Fairwynów i otrzymujesz 20 galeonów premii! Upomnij się o nie.
Rdzeń
Dostałeś do dyspozycji żądło mantykory. Praca z nim była cholernie trudna, a do tego niebezpieczna. Musiałeś uważać na delikatną tkankę, magicznie przemieniając ją w rdzeń kierujący mocą czarodzieja. Spędziłeś nad tym sporo czasu. Rzuć kostką.
Parzysta - Parę fragmentów pracy zepsułeś, ale skrupulatnie je poprawiasz. Dzięki temu rdzeń jest gotowy do użycia i działa sprawnie, więc możesz odetchnąć z ulgą.
Nieparzysta - Jedna chwila nieuwagi i ukłułeś się żądłem! Masz ogromne szczęście, że jad był zabezpieczony, ale i tak tracisz zupełnie czucie w kończynie. W następnym wątku musisz wspomnieć o odrętwieniu i specyficznym bólu. Mimo to aplikacja rdzenia dokończona pomyślnie.
Długość
Długość powinna być najłatwiejsza, ale pozory mylą. Musisz odpowiednio dopasować ją do pozostałych elementów, aby w pełni wykorzystać moc różdżki. Zaznaczasz więc planowaną długość i... rzuć kostką.
Parzysta - Niechcący za bardzo ją skróciłeś, pozostawiając zaledwie siedem cali. Nie powinna działać nieprawidłowo, ale uniemożliwiłeś wykorzystanie jej potencjału. Szkoda.
Nieparzysta - Wyszła odrobinkę przydługa, ale to okazało się strzałem w dziesiątkę. Szybko przekonujesz się, że dzięki temu zabiegowi, czarodziejowi będzie łatwiej rzucać czary uzdrawiające. Może warto więcej eksperymentować?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1563
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 638
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Czw Mar 15 2018, 18:09

Wszystko, jak zwykle, zaczęło się od przypadku. Nigdy nie zamierzałem tworzyć różdżek. Prawdę powiedziawszy, od czasu wypadku nigdy nie wyobrażałem sobie siebie, że będę w ogóle chciał pracować u rodziny dłużej niż okazałoby się to konieczne. To po prostu tak wyszło. Dni mijały jak szalone. Zawsze, gdy po zajęciach udawałem się do sklepu, miałem coś do roboty. Fairwynowie nie pozwalali, aby tak młody i silny organizm się marnował. Dzieliłem kawałki drewna na mniejsze, katalogowałem rdzenie i znajdowałem dla nich odpowiednie miejsce, czyściłem półki z kurzu czy też po prostu sprzedawałem różdżki. Potrafiłem już całkiem nieźle dobrać różdżkę do czarodzieja, chociaż na pewno nie przychodziło mi to z taką łatwością, jak niektórym członkom mojej rodziny. Ciężka praca opłacała się. Każdego dnia mogłem eksperymentować do woli. Rdzenie, które samodzielnie pozyskiwałem nie były tak silne i wyjątkowe jak te, którymi wypełnialiśmy firmowe różdżki, ale mnie to wystarczało. Mniej było mi szkoda, gdy coś spartaczyłem, co przecież nie zdarzało się jakoś rzadko, gdy weźmie się pod uwagę mój kompletny brak doświadczenia, a dzisiaj miałem ku temu wręcz idealną okazję. Pozostawiony samemu sobie, miałem wreszcie stworzyć swoją pierwszą, sygnowaną Fairwynowym nazwiskiem, różdżkę. Musiałem przyznać, że gdy o tym usłyszałem, byłem trochę zdziwiony. Cała moja wiedza o różdżkarstwie pochodziła od rodziny, a dosłownie każdy Fairwyn, jakiego mógłbym podejrzewać o zdolność wytwarzania najlepszych z nich, miał inne zdanie niż jego poprzednik. Odmienne techniki i sprzeczne informacje sprawiły, że do tej pierwszej zbierałem się jak psidwak do szpiczaka. Wszystko robiłem tak ostrożnie, jakbym obchodził się z młodym smokiem. Uważając na każdy swój ruch, byłem aż zanadto świadom wszystkich kłód, jakie ktoś rzucał mi pod nogi. Nieprawidłowo pozyskany dąb był pierwszym kłopotem z jakim musiałem się uporać. Spróchniałe drewno kompletnie nie nadawało się do użytku, ale o dziwo odszukanie naprędce nowego bloku nie okazało się trudne. Swoją drogą lubiłem ten gatunek, to dlatego sięgnąłem właśnie po niego. Dotyk mocnego dębu pod palcami zaskakująco mnie uspokajał, chociaż nie nawykłem do takiej gładkości. Uwielbiałem chropowatą fakturę żywego drzewa i okropnie się zamyśliłem, gdy tak rzeźbiłem w materiale. Wtłaczając żądło w przygotowane serce różdżki obawiałem się omyłki. Czułem pod palcami jak jest delikatne, w duchu uśmiechając się ironicznie na tę myśl. Odnotowałem w pamięci, aby w najbliższym czasie zdobyć inne żądło i zbadać je pod tym kątem. Ciekawiło mnie czy to tylko mantykory są takie wymagające. Nie wiedziałem jak długo się z nim męczyłem, ale gdy wreszcie skończyłem z rdzeniem, byłem zadowolony z własnej pracy. Przydarzyły mi się drobne wypadki po drodze, więc praca trochę się przedłużyła. Prędko wziąłem się za docinanie prawie gotowej różdżki. Nie lekceważyłem tego fragmentu pracy, wiedząc że właściwa długość jest niezwykle ważna dla ukierunkowania mocy czarodzieja. Zdecydowałem się na niecałe dziesięć cali i ciąłem. Po zmierzeniu okazało się, że trochę źle oszacowałem i różdżka wydawała się nieco zbyt długa. Zmierzyłem ją. Jedenaście cali. Byłem trochę na siebie zdenerwowany, ale wziąłem ją do ręki, aby wypróbować. Starczyło kilka prostych zaklęć, abym zmienił zdanie. Wydawało się, że wykonałem kawał dobrej roboty, gdyż czary działały jak należy. Ponadto wydawało mi się, że jakość zaklęć uzdrawiających powinna być wyższa, niż w przypadku różdżki dziesięciocalowej, co niewątpliwie miało być jej atutem. Zacząłem szukać odpowiedniego pudełka, aby zapakować i opisać swoją pierwszą, porządną różdżkę.

5, 4, 5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 20
Skąd : Rosja, Syberia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 2936
  Liczba postów : 1912
http://www.czarodzieje.org/t8036-zilya-nikolaevna-fyodorova
http://www.czarodzieje.org/t8073-syberyjska-dzikuska#225025
http://www.czarodzieje.org/t8071-syberyjska-sowka#225017
http://www.czarodzieje.org/t8067-zilya-fyodorova




Administrator






PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Czw Mar 15 2018, 19:45

Śnieg roztapiał się, stopniowo opuszczając wysokie, szkocie wzgórza, które coraz częściej pokrywały obfite opady deszczu. Z każdą tą zmianą pogody, z każdym obfitym opadem, ból w niegdyś złamanej nodze odzywał się, przypominając Fyodorovej o tym, co jeszcze parę miesięcy temu spotkało ją w lasach Doliny Godryka. Mimo, iż noga była sprawna i nie dostarczała problemów w czasie polowań, czy codziennego życia, to jednak Rosjanka miała duszące przeczucie, że nie wszystko jest takie samo, jak przed wypadkiem. Coś uległo zmianie, już kolejnej jakie rozgrywały się na przestrzeni ostatniego roku. Nie była tylko pewna, czy świat tak gwałtownie się zmieniał, czy może tylko ona sama.
Nowa różdżka nie była dla niej niezbędna. Stara ani nie uległa zniszczeniu, ani została przez nią zgubiona. Drzemała w jej kieszeni, gotowa do użycia, kiedy tylko nadejdzie odpowiednia chwila. Mimo to, stawiła się w sklepie Fairwynów. Cicho, niczym skradający się myśliwy, do swej nieuchwytnej zwierzyny, ruszyła przez rozległe pomieszczenie. Na podłodze pozostawiała brudne ślady po błocie, w którym jeszcze przed chwilą ugrzęzła, znów zamiast normalnej drogi wybierając rzadko uczęszczany skrót.
W ułamku sekundy zatrzymała się, widząc Rileya. Przebiegło jej przez głowę natrętne pytanie, które zadawała sobie, odkąd tylko swe kroki skierowała do tego sklepu - po co ona właściwie to drążyła? Nigdy nie byli przyjaciółmi, wprost przeciwnie, konkurowali na leśnych terenach o najcenniejsze zdobycze. Owszem, wypadek ich połączył, ale przecież było to tymczasowe. Coś jak zawieszenie broni, gdy zagrożenie jest wyższe, gdy konkurowanie przestaje wchodzić w grę, bo trzeba przetrwać. Była pewna, że wrócą do tego, co było wcześniej, że zobaczy go może dopiero za pół roku, przypadkiem ciepłą letnią nocą, trafiając na jego ślady w otchłaniach leśnych zakamarków Doliny. Pragnienie sprawdzenia jak się ma po tym wszystkim, co przeszli, nie dawało za wygraną. Kazało jej opuścić ciemne pomieszczenia domu, ubrać się w płaszcz w tą trudną pogodę i przemierzywszy parę szybkich skrótów, kupić nową różdżkę. Sprawdzić jak się ma Riley.
Sekunda, w której się zatrzymała na środku sklepu, ulotnie minęła. Twardo wykonała kolejny krok, a zaraz za nim następy, już po chwili znajdując się naprzeciw lady. Szybkim ruchem wyciągnęła z kieszeni sakiewkę - o wyjątkowym kształcie, będącą głową niegdyś schwytanego pogrebina. Umiejętnie urokami przemieniona na sakiewkę, skrywała teraz na blacie równo dwieście galeonów.
- Potrzebuję coś, co lepiej się nada do rozpieprzania trolli - rzuciła lekkim tonem, pobrzękując swym wschodnim akcentem. Niby wcale nie szukała jego spojrzenia, niby zupełnie nie interesowało ją, że tu sprzedaje. I być może dałoby się w to wszystko uwierzyć, gdyby tylko jej wzrok co chwila nie wracał ku Rileyowi, jakby z niecierpliwością oczekując oznak jego nastawienia, jego tonu, jakiego wobec niej użyje. Jakby sprawdzić chciała, na czym obecnie stoją.

______________________

Can't stay at home, can't stay at school. Old folks say, you a poor little fool. Down the street I'm the girl next door.
I'm the fox you've been waiting for
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1563
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 638
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Pią Mar 16 2018, 20:53

Byłem zbyt skupiony na swojej pracy i bałaganie jaki wokół siebie stworzyłem. Pod nogami walały mi się kawałki drewna, a niektóre drzazgi zdążyły już nawet napęcznieć po kontakcie z mantykorowym żądłem. Delikatna tkanka, którą w pewnym momencie nieumiejętnie przydusiłem, oddała nieco krwi. Teraz w całym sklepie dało się wyczuć jej mdły aromat. Chciałem jak najszybciej uprzątnąć ladę, zanim miał zastać mnie w takim stanie jakiś ważniejszy Fairwyn. Mógłby wtedy bez konsekwencji zmyć mi głowę. Powinienem to robić na zapleczu, ale jakoś nie potrafiłem się przemóc. To miejsce, ten konkretny pokój miał zbyt silną aurę. Inspirowały mnie setki pudełek wetkniętych w półki na ścianach, dzieła moich przodków. Każde równie potężne jak czarodziej, który będzie z nich korzystał, a zarazem czerpiące energię z naszych wyjątkowych rdzeni. Ofiara krwi, jaką tutaj składaliśmy, nie szła na marne i Ollivander mógł sobie mówić co chciał, ale każdy Fairwyn wiedział o tym najlepiej. Nie dziwiło mnie więc to, że moja pierwsza różdżka przetrwała tak wiele, nawet tę trollową napaść. To był naprawdę porządny kawałek drewna, chociaż jej rdzeń był tak pospolity, że zaczynał powoli tracić moc - jak inaczej mogłem tłumaczyć istnienie tych idiotycznych zakłóceń? Zamyśliłem się nad następną różdżką, którą miałem stworzyć. Myślałem o sobie i swoich uzdolnieniach, o wykorzystaniu jakiegoś fragmentu smoka, który byłby równie wyjątkowy jak reszta naszych rdzeni. Byle włókno z serca miał każdy podrzędny różdżkarz. Nic więc dziwnego, że drgnąłem gwałtownie, kiedy za mną rozległ się znajomy głos. Słowa, chociaż niezwykle ostre w brzmieniu, zostały rzucone zupełnie lekceważąco. Charakterystyczny akcent nie pozostawiał mi złudzeń.
- Chyba zepsuł się dzwonek, nie słyszałem kiedy weszłaś. - Odezwałem się, dając sobie czas na uspokojenie tłukącego się w piersi serca. Natychmiast poczułem się zaskakująco osobliwie w jej towarzystwie. Zerknąłem na Zilyę przez ramię, wynurzając się spod lady i uśmiechnąłem się do niej absolutnie szczerze. Naprawdę ucieszyłem się z jej obecności. Pewne chwile przeżyte razem, mają magiczną zdolność do spawania ze sobą ludzkich losów. Czy tego chcieliśmy czy nie, miałem wrażenie, że już zawszę będę czuł coś szczególnego do tej specyficznej Rosjanki. - Zaczekaj proszę, uprzątnę ten bałagan. - I optymistycznie spróbowałem zrobić to zaklęciem. Znowu to samo uczucie mrożącej mnie pustki. Chociaż szeptałem w myślach ciche chłoszczyść, absolutnie nic się nie stało. Odłożyłem swoją różdżkę, krzywiąc się nieco i wziąłem się za sprzątanie ręczne. Zajęło mi to trochę dłużej niż przeciętnemu człowiekowi. Byłem przyzwyczajony do codziennego korzystania z czarów ułatwiających życie i teraz przekonywałem się jak zgubne to było w dobie zakłóceń magicznych. - W porządku - odezwałem się w końcu, gdy lada była już gotowa na składowanie na niej pudełek po przetestowanych różdżkach. Sięgnąłem po magiczny centymetr (trochę nawalający dzięki problemom z magią), uprzednio biorąc do ręki jej osobliwą sakiewkę. Nie ważyłem jej w dłoni, a po prostu się przyglądałem. - Robisz takie na zamówienie? Chciałbym mieć coś podobnego, ale nigdy nie radziłem sobie z obróbką czaszki. Chyba używam zbyt dużo siły, bo często pękają im oczodoły. - Spytałem lekkim tonem, jakbyśmy rozmawiali o pogodzie, odkładając pieniądze na ladę i kierując na nią spojrzenie łagodnych, jasnych oczu. Było w nim coś niespodziewanie tęsknego, lecz szybko ten obraz zmąciła spora doza ciekawości. Wyciągnąłem do niej dłonie, aby zmierzyć jej ciało. - Wyciągnij ręce przed siebie i postaraj się stać nieruchomo. - Nawet nie wiedziałem, kiedy zacząłem szeptać. Zupełnie nie zwracałem uwagi na błoto, którym uwalała mi sklep, ani na rozwichrzoną burzę nieporządnie zaczesanych włosów. Widziałem tylko jej oczy. Speszony intensywnością kontaktu wzrokowego, zerknąłem na jej ramie, zamierzając się do pobrania niezbędnych pomiarów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 20
Skąd : Rosja, Syberia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 2936
  Liczba postów : 1912
http://www.czarodzieje.org/t8036-zilya-nikolaevna-fyodorova
http://www.czarodzieje.org/t8073-syberyjska-dzikuska#225025
http://www.czarodzieje.org/t8071-syberyjska-sowka#225017
http://www.czarodzieje.org/t8067-zilya-fyodorova




Administrator






PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Pią Mar 23 2018, 20:34

Ten uśmiech, zupełnie szczery i spontaniczny, zdawał się rozgramiać ciemne chmury, które obawiała się, że mogły między nimi znów zawisnąć po tym, gdy wszystko teoretycznie wróciło do normy. Być może było widać na jej twarzy zaskoczenie, a może wystarczająco szybko po prostu odwzajemniła ten prosty gest, z typową dla siebie pewną dozą nieufności. Czuła ciepło, które nie wynikało wyłącznie z tego, że weszła do rozgrzanego pomieszczenia, jakby magicznie sama potrafiła się ogrzać od środka, jakby sprawił to ten jeden prosty gest, nawet gdyby właśnie stali na syberyjskim mrozie.
Jakże odetchnęła, że wraz z wyleczeniem połamanych kości, nie wszystko wróciło na dawne miejsce - nie wróciła poprzednia niechęć. Obserwowała go nieco niepewnie, gdy zbierał swoje rzeczy z blatu, rzucając tylko jakieś krótkie przekleństwo w stronę kłopotów z magią, które utrudniały życie każdemu. Czekała cierpliwie, aż sprzątnie swoje elementy niezbędne do pracy, z ciekawością rzucając okiem na wszystko, co tylko jeszcze nie zniknęło w licznych pudełkach. Łapanie zwierząt, tak jak i dla niej, tak naprawdę było tylko połową pracy, dalej wszystko pozostawało w ich rękach i długiej pracy, polegającej na przemianie złapanego ciała w to, co ostatecznie miało być sprzedane. Bez względu na to, czy były to różdżki, futra, czy sakiewki, miało to pewien podobny charakter.
Ożywiło ją znacznie jego pytanie o sakiewkę, wraz z którą przyszła. Momentalnie pokiwała głową, wręcz zachwycona tym, że jest zainteresowany nie tylko posiadaniem takowej, ale i procesem jej wykonania. Oparła się łokciami o blat, nachylając w stronę nie tylko pomniejszonej czaszki, ale i chłopaka.
- Na oczodoły najpierw rzucam reducio, kiedy są naprawdę małe, nie zniszczą się podczas obróbki. Potem trzeba tylko ostrożnie je troszkę powiększyć - powoli i spokojnie tłumaczyła mu, co raz przenosząc wzrok z sakiewki na niebieskie oczy Rileya. Na tyle pochłonięta była opowieścią o tym, co naprawdę ją pasjonuje, że umknęło jej uwadze bliskość z jaką znajduje się względem niego. - Możesz tą zatrzymać - odparła bez żadnego namysłu, jakby do codzienności należało w jej wypadku rozdawanie różnych przedmiotów. Tak nie było, niebywale ceniła wszystko co miała, a tak naprawdę delikatne podarunki zdarzały się jej niezwykle rzadko. Bardzo jednak chciała, żeby Riley miał tą sakiewkę, jeśli tylko mu się podobała.
Cofnęła się dopiero, gdy uświadomiła sobie, że przyszła tu po różdżkę, a teraz przejść mieli do szczegółowych pomiarów. Zapomniała, że tak się to odbywało, ostatni raz kupowała takową wiele lat temu. Zdając sobie sprawę z tego, że grube ubranie utrudni pomiar, zdjęła ze swoich ramion ciężką kurtkę o wojskowym charakterze, zdobioną niezwykle gęstym, srebrzystym futrem, pozostając tym samym zaledwie w prostych dżinsach i najzwyczajniejszym sweterku zdobionym ludowymi haftami. Obserwowała chłopaka niebywale uważnie, nie unikając kontaktu wzrokowego, jakby to w jego tęczówkach odczytać chciała, czy może pozwolić mu się zbliżyć. W pewien sposób przypominało jej to chwile, gdy podchodziła do niebezpiecznego zwierzęcia, moment, w którym wyczytywała, jakie kryją się zamiary drugiej strony. Jego szept ją uspokajał, co wcale ją nie dziwiło, przecież wiedział, jak należy się zakraść do dzikiej istoty.
- Rób co należy - odrzekła, przyjmując ten sam, cichy ton głosu, jednocześnie wyciągając ręce przed siebie, a przez delikatnie otwarte usta, wciągając do płuc większą ilość powietrza, która załagodzić miała skromny dreszcz niepewności, przebiegający jej po plecach.

______________________

Can't stay at home, can't stay at school. Old folks say, you a poor little fool. Down the street I'm the girl next door.
I'm the fox you've been waiting for
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1563
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 638
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Nie Mar 25 2018, 20:00

Przyzwyczajony do obserwujących mnie oczu klientów, nauczyłem się jak zatrzymać uciekające z palców przedmioty. Niegdyś ich wzrok niezwykle mnie peszył. Zapominałem gdzie powinienem wsunąć pozostałe, nadające się do ponownej obróbki fragmenty drewna i tym podobne. Nieprzyjemną była mi myśl, że teraz miałem podobne wrażenie. Czułem się tak, jakbym znowu był niedoświadczonym dzieciakiem, którego zadaniem było przerzucanie pudeł z kąta w kąt, bo do niczego innego się nie nadawał. To wszystko działo się za sprawą jej uważnego spojrzenia. Wyczuwałem je na plecach tak nieznośnie wyraźnie, a wspomnienia konkurencji jaką dla siebie stanowiliśmy jednocześnie jakby chciały i nawet zaczynały się zacierać. Przedziwne uczucie. Silna chęć rywalizacji, ulatująca bezpowrotnie. Prawdopodobnie. Chociaż było w tym dużo mojej zasługi, widziałem że nie tylko ja się zmieniłem. Entuzjazm ożywiający jej twarz był mi zaskakująco przyjemnym widokiem. Nie widziałem do tej pory, aby faktycznie coś tak ją podekscytowało, toteż chłonąłem tę chwilę całym sobą, chcąc zapisać ją sobie w pamięci. Taki już byłem. Obserwacja była częścią mojego życia, a wyciąganie wniosków pomagało mi w podejmowaniu ważnych decyzji. Aktualnie nad żadną się nie głowiłem, lecz kto wie co miało nas czekać w przyszłości? Oczy rozszerzyły mi się w zdumieniu, gdy z taką łatwością podzieliła się ze mną swoim sekretem. Do tej pory chyba wciąż byłem przekonany, że mimo wszystko działamy po dwóch różnych stronach barykady. To ostatecznie pokonało wszelkie bariery, jakie jeszcze mogły między nami zaistnieć. Zaufałem jej, tak naprawdę. Nie tylko w obliczu zagrożenia i nie jedynie kierowany wdzięcznością za ocalenie życia. Nie musiała tego mówić, to były jej sekrety, dzięki którym miała co do garnka włożyć. Moje oczy wypełniły się ciepłem, zarezerwowanym dla ludzi mi bliskich i nie mogłem powstrzymać tego procesu. Czy tak naprawdę chciałem to zrobić? Nie wiem… Sam także się ku niej nachyliłem, muskając czaszkę szczupłym palcem. Okrążyłem nim oczodół, jakbym mierzył jak bardzo należy go zmniejszyć, aby nadawał się do dalszej obróbki.
- O tym nie pomyślałem. - Przyznałem, chociaż moje myśli pomknęły naprawdę daleko, zupełnie nie w stronę pogrebinowych gałek ocznych i ocknąłem się boleśnie, cofając się w niewidocznym na pierwszy rzut oka popłochu. - Och, nie. Powiedz mi na ile ją wyceniasz, chętnie ją od Ciebie kupię. - Oboje ciężko pracowaliśmy na to co mieliśmy. Nie mogłem pozwolić jej na taką hojność, nie w obliczu szalonej pogoni za parą jednorożców. Miałem odłożonych trochę pieniędzy, niech tylko określi cenę. Jednocześnie ta szczera chęć, abym naprawdę przejął od niej sakiewkę była taka niewymuszona. Poczułem się wyjątkowy.
Magiczny centymetr w moich dłoniach wydawał się być nieznośnie nieruchomy. Pomimo całej mojej chęci, nie potrafiłem zmusić go do większej współpracy. Czując się okropnie nieprofesjonalnie, dźgałem go różdżką tak długo, aż Zilya nie zrzuciła swojej osobliwej kurtki. Wtedy też nasze spojrzenia się skrzyżowały, a ja ostatecznie dałem sobie spokój.
- Kapryśny sprzęt - rzuciłem, nie rozumiejąc powstałej w mej głowie chęci wytłumaczenia się z nieruchomego centymetra. Zamilkłem, przysuwając palce do jej skóry. Musnąłem jej ramię, rozciągając swoje własne barki, aby dosięgnąć nimi do czubka jej palców. Lewa ręka wróciła w stronę prawej, gdy mierzyłem jej dłoń. Otoczyłem nadgarstek, talię, ramiona, sprawdziłem jej wzrost i długość tułowia. Kiedy przysuwałem centymetr do jej głowy, prawie zamarłem. Staliśmy teraz tak blisko siebie, że nieomal czułem jej oddech na swojej skórze. Wargi nieznacznie mi drgnęły, jakbym chciał coś powiedzieć, lecz żadne słowo nie znalazło drogi na zewnątrz. Owinąłem cienki pasek wokół czaszki, skupiając obie dłonie na środku czoła Fyodorovej. Sprawdziłem wartość, wychylając się lekko w bok i jeszcze bardziej w przód, a potem powoli się wycofałem. Kontakt wzrokowy nie zniknął, wręcz nabrał na intensywności.
- Podoba Ci się jakiś konkretny rdzeń z naszej oferty? - Zapytałem, aby chociaż na kilka sekund przedłużyć ten moment przedziwnej bliskości. Bańka powoli pryskała. Musiałem odejść w stronę regałów, co też uczyniłem, odrzucając miarkę na dopiero co uprzątniętą ladę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 20
Skąd : Rosja, Syberia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 2936
  Liczba postów : 1912
http://www.czarodzieje.org/t8036-zilya-nikolaevna-fyodorova
http://www.czarodzieje.org/t8073-syberyjska-dzikuska#225025
http://www.czarodzieje.org/t8071-syberyjska-sowka#225017
http://www.czarodzieje.org/t8067-zilya-fyodorova




Administrator






PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Pią Mar 30 2018, 12:22

Nie, nie chciała odbudowywać między nimi dawnej bariery, pełnej nieufności i wrogości. Dalece chciała od tego uciec, przesuwając Rileya na stronę osób jej bliskich. Nie tylko uratowali się tamtego dnia, nie tylko uciekli wspólnie wielkiemu zagrożeniu ale i spędzili kolejne dni razem w jednej sali, dowiadując się o sobie więcej, niż kiedykolwiek mogli pomyśleć, iż będą wiedzieć. Riley już nie był tamtym chłopcem, który wchodził jej w drogę swoimi polowaniami, był kimś, na myśl o znajomości z kim, czuła milą ulgę. Jakby nagle przestała być jedyną osobą na świecie, która interesuje się pewnymi odmiennymi rzeczami. Zwierzętami, tym co było można z nich uzyskać. Teraz był i on.  
Obserwowała go leniwie, kiedy dłońmi wodził po zaczarowanej czaszce, badając jej zmniejszone elementy, z niezwykłą dokładnością. Być może z finansowego punktu widzenia, nie powinna mu mówić swoich zarobkowych sekretów, a jednak nie czuła w ogóle potrzeby ukrywania przed nim tych tajników. Jakby przesłoniła to prosta ulga, związaną z tym, że kogokolwiek interesuje sposób w jaki pracuje, jakby naprawdę mogła komuś o tym powiedzieć, w celu zwykłej wymiany informacji. A może trochę chciała mu zaimponować?
Pokręciła delikatnie głową, nie spuszczając wzroku z jego niebieskich tęczówek, gdy domagał się zapłaty za sakiewkę. Nie chciała jego pieniędzy.
- Umówmy się, że też mi coś kiedyś dasz, coś co uznasz za odpowiednie - odparła stanowczo wygłaszając swoją bezterminową propozycję. Wolała tą obietnice podarunku, nawet jeśli miałaby nie nadjeść prędko, niż sakiewkę zimnych galeonów. Te dostawała od wszystkich innych, którzy płacili za produkty. A przecież Riley rzeczywiście był wyjątkowy.
Kapryśność metra, który nie chciał magicznie sam wykonać pomiarów przysporzyła Fyodorovą o delikatne poddenerwowanie przebiegające po samych czubkach jej ramion, a które na pewno nie było związane z zepsutym sprzętem, a z rękoma, które w zamian muskać miały jej skórę. Miała wrażenie, że w ogłuszającej ciszy tego pomieszczenia, słyszy wyłącznie bicie własnego serca i cichy szelest przesuwającego się metra za sprawą dłoni chłopaka. Zdawało się, że zostali gwałtownie odcięci od całej reszty gwarnego świata. Każde przypadkowe, delikatne muśnięcie jego palców, sprawiało, że czuła się coraz mniej świadoma sytuacji w jakiej się znajdują, poniekąd stabilność i twardość z jaką stała na tym świecie, drobno kruszała. Jakby na świecie całym istniała tylko ta dwójka, ta chwila, i ten krótki, elektryzujący dotyk. Nie miała pojęcia, co z taką łatwością przemieniło jej odczucia, napełniając relację tym budzącym niepokój, duszącym napięciem. Zamarła w tych długich sekundach wpatrzona w jego oczy, z intensywnością przegrzebującą jej pewność siebie, gdy w wyniku pomiarów, znalazł się blisko, tuż naprzeciw niej. Mocniej wciągnęła powietrze do płuc, intuicyjnie, niemal rozpaczliwie chcąc poczuć jego bliskość największą ilością zmysłów. Jednocześnie w tych głęboko niebieskich oczach, próbując odczytać, czy on też czuje, że coś więcej się zmieniło.
Sekundy bezpowrotnie mijały, przyciągając na miejsce tej nietypowej chwili, codzienność. Zamrugała nerwowo powiekami, odwracając wzrok ku licznym pudełkom z różdżkami, gdy Fairwyn powoli zaczął się oddalać. Czuła nerwowość w palcach, dłoniach, całym ciele, gdy zbliżyła się do półek, próbując wypchnąć z głowy myśl o intensywności spojrzeń, o sposobie w jaki odczuwała jego bliskość. Wzięła mocniejszy wdech, palcami przesuwając po pudełkach i wracając do tematu, z jakim tu tak naprawdę przyszła.
- Myślałam o jednym z dwóch. O sercu testrala, albo o krwi jednorożca. - Przyznała usilnie wpatrując się w etykiety na pudełkach, jakby tam szukała odpowiedzi, czy ma wziąć rdzeń, który związany jest ze zwierzęciem, które stanowi odpowiedź na widzianą śmierć, czy może na jednorożca, którego tamtego dnia, tak bardzo oboje chcieli złapać. Potrzebowała radę specjalisty.

______________________

Can't stay at home, can't stay at school. Old folks say, you a poor little fool. Down the street I'm the girl next door.
I'm the fox you've been waiting for
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 965
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 849
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Pią Mar 30 2018, 21:37

Wybaczcie <3





Szanowni Państwo,

bardzo proszę o nową różdżkę, która zastąpiłaby mi dotychczasową.
Wybrany przeze mnie model to heban, 10i 3/4 cala i rdzeń z kopyta pegaza.
Opłata znajduję w kopercie.

Z uszanowaniem, Marceline Holmes


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 37
Skąd : utracony Berlin, następnie Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2248
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 1448
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann




Moderator






PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Sob Mar 31 2018, 14:30

| ja tu tylko szybciutko!

Swoją różdżkę miał od samego początku - echo zapamiętanej chwili drżało wciąż niestrudzenie w umyśle; jedenastoletni chłopiec wyciągał rękę w kierunku sporej pod względem długości, nienaturalnie wówczas prezentującej się różdżki. I właśnie ona, żadna inna, zdołała wówczas go wybrać. Włos akromantuli w rdzeniu nie zwykł należeć do zbytnio korzystnie brzmiących, którymi można się chwalić - stworzenia te, zdolne wikłać swych przeciwników w zaplanowane pułapki pajęczyn, wzbudzały wśród czarodziejów mieszaninę emocji, związanych głównie z obrzydzeniem i strachem. Tym razem jednak zadecydował, nareszcie - skorzystać z usług Fairwynów, o których innowacyjnych dziełach zdołał wiele usłyszeć. Co prawda jeden z przedstawicieli rodu był wyjątkowo uporczywym, darzącym dezaprobatą człowiekiem (z którym niestet przyszło jemu pracować), aczkolwiek nie miał zbyt wiele - na to wygląda - wspólnego z rodzinnym sklepem. O ile w jego przypadku istniało w ogóle pojęcie rodzinność.
To kosztowało dość sporo czasu, nie licząc samych dwustu galeonów należnych za wyjątkowy przedmiot.
Wreszcie, ostatecznie odnalazł tę jedną różdżkę, tę, która była w stanie go wybrać - jako swojego właściciela. Orzech, ogon widłowęża. Kolejne prezentujące się dość niemiło zwierzę, o trzech obliczach; każde z nich było alegoryczne wobec innych wartości, spełniało odmienną funkcję. Sztywna. Jedenaście oraz ćwierć cala, czyli nieznacznie krótsza od poprzedniczki.
Z wewnętrznym zadowoleniem pożegnał się ze sprzedawcą, wkrótce znikając za drzwiami. Gwar magicznego miasteczka ponownie wypełnił mu uszy.

| zt

______________________

» czasami wolę być zupełnie sam, niezdarnie tańczyć na granicy zla «
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1563
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 638
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Sob Mar 31 2018, 23:27

Daniel na pewno przyszedł tutaj później. 8 )

Nie byłem pewien czy chciałem mieć takie zobowiązania. Moje porozumienie z Zilyą wciąż mogło się okazać niezwykle niepewne, a tak to już bywa z tego typu relacjami, że nawet nietrafiony prezent może skruszyć taką więź. Nie chciałem, aby do tego doszło, lecz niektóre rzeczy czasem dzieją się samoistnie. Natychmiast w mojej głowie pojawiły się wątpliwości. Nie znaliśmy się dobrze, a zarazem poznaliśmy się dogłębnie, gdy tak oberwaliśmy od trolli. Czy będę w stanie na podstawie tak krótkiej relacji, odnaleźć na świecie coś co jej się spodoba? Nie rozumiałem, dlaczego tak bardzo zależało mi na tym, aby ta drobnostka sprawiła jej przyjemność. Może to podświadomy wpływ jej podarunku? Wiedziałem, że jest to jej osobisty drobiazg, w dodatku sporządzony samodzielnie. Niezwykle doceniałem, gdy ktoś poświęcał swój czas tylko po to, aby na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Czyż nie tak postępowali przyjaciele? Wraz z tą myślą, wątpliwości zaczęły się rozwiewać. Uśmiechnąłem się, szczerze i szeroko, pokazując przy tym zęby, co zdarzało mi się nieczęsto.
- Okej, to uczciwa umowa. - Zgodziłem się, a po moim ciele rozlało się ciepło oraz podekscytowanie. W końcu, kto nie lubił otrzymywania prezentów? Teraz, gdy sakiewka należała do mnie, zaskakująco ciężko było mi się z nią rozstać. Niestety, praca nie mogła czekać. Później się napatrzę, oj tak! Kiedyś dobieranie różdżek nowym właścicielom było zdecydowanie prostsze. Wysyłało się centymetr na pomiary, a samemu w tym czasie grzebało się w pudełkach, bądź korzystało się z accio. Zakłócenia sprowadziły Fairwynów do poziomu mugoli. Gdyby Garrett widział jak korzystam z ręcznej miarki…
Ach, to nie było proste. Głównie przez wzgląd na moją niechęć do dzielenia kontaktu fizycznego. Z reguły, ta zasada obejmowała niemalże wszystkich. Może jedynie bliskich przyjaciół dotykałem częściej, niż innych (muskania tych zazwyczaj w ogóle starałem się unikać) i tak było mi dobrze. Zakłócenia wymagały ode mnie do pokonywania własnych ograniczeń. Zmuszały mnie do codziennego wysiłku przy wkładaniu metamorfomagicznej maski, a teraz także kompletnie zburzyły ograniczenie ciała. Pozbawiły mnie i Zilyę stresu, związanego z pierwszą wymianą kontaktu cielesnego. W pierwszej chwili nie byłem pewien czy powinienem być zadowolony, czy może wręcz przeciwnie, ale tak z perspektywy czasu mogę z ulgą przyznać, że gdyby nie ten zwariowany centymetr, dotarcie do tego etapu zajęłoby mi o wiele więcej czasu. Przecież to wcale nie było nieprzyjemne. Ta myśl zupełnie mnie zaskoczyła, ale dzięki temu, jakoś łatwiej przyjąłem ją do wiadomości. Musiałem, nie miałem wyjścia. Elektryzująca moc jej skóry sprawiała, że nie potrafiłem oderwać od niej spojrzenia i nawet nie zauważyłem kiedy zacząłem wstrzymywać oddech. Pierwszy raz w życiu nie pragnąłem się cofnąć, gdy nawiązałem początkowo niechciany kontakt. Ta myśl pomogła mi wrócić do rzeczywistości. Uciekłem do pudełek. Ręce odrobinę mi drżały, gdy szukałem na ścianie pozłacanej plakietki, informującej gdzie znajdę serca testrala. Zacisnąłem mocniej szczęki, aby wziąć się w garść. Rety, to było tylko kilka muśnięć, dlaczego to aż tak wyprowadzało mnie z równowagi? Wreszcie uśmiechnąłem się nieznacznie, gdy natrafiłem zarówno na różdżki z jednym, jak i drugim rdzeniem.
- Chyba mam swojego faworyta, ale nie uprzedzajmy faktów. - Przyznałem, gdy tak gmerałem w pudełkach. Ostatecznie nie wziąłem ich wiele, co przy tak bogatym asortymencie sklepu, z pewnością zasługiwało na odnotowanie. - Wnioskując po Twoich wymiarach, odpowiednia powinna być taka o długości około dziesięciu cali. - Może nie było to nazbyt precyzyjne określenie długości, ale tak było. Cyfra wyjściowa czasami bywa naprawdę ruchomą sprawą. - Serca mogą być silniejszymi rdzeniami od krwi, ale to wszystko zależy od drewna, w które wbudowano rdzeń, a także od osobistych preferencji czarodzieja. Sprawdzimy co lepiej leży Ci w dłoni. - Wróciłem do lady z trzema pudełkami. Najpierw odpakowałem jasną, zabawnie wygiętą przy trzonku różdżkę z grabu. Leżała na miękkiej, ciemnej poduszeczce, oczekując na nowego właściciela. - Grab, serce testrala, dwanaście cali. Giętka, szybko się do Ciebie przyzwyczai i odmówi pracy w obcych dłoniach. - Wysunąłem przed siebie pudełko, aby mogła ująć różdżkę. Obserwowałem uważnie zarówno różdżkę, jak i Zilyę, ciekaw czy wytworzy się pomiędzy nimi natychmiastowa więź. W międzyczasie jakaś sowa wleciała do pomieszczenia, lecz kompletnie się nią nie przejąłem. Zdążę jeszcze odwinąć od jej nóżki list z zamówieniem.

Rzuć kostką lub oceń to sama:
Jako, że mam już swojego faworyta i zdecydowanie nie jest nim łagodna, grabowa różdżka, tylko jeżeli wyrzucisz 1 lub 6 zaklęcie jest udane. W innym wypadku rozbijasz szybę w sklepowym oknie, wyrzucasz w powietrze stertę pudełek czy tam podpalasz moją szatę. Zniszczenia możesz wybrać dowolnie!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 20
Skąd : Rosja, Syberia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 2936
  Liczba postów : 1912
http://www.czarodzieje.org/t8036-zilya-nikolaevna-fyodorova
http://www.czarodzieje.org/t8073-syberyjska-dzikuska#225025
http://www.czarodzieje.org/t8071-syberyjska-sowka#225017
http://www.czarodzieje.org/t8067-zilya-fyodorova




Administrator






PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   Czw Kwi 05 2018, 20:08

Tak naprawdę zupełnie nie myślała o podarunku zwrotnym, o który martwił się Riley. Zakładała, że zapewne kiedyś, gdy to jej coś będzie potrzebne, po prostu ze względu na ten stary podarunek, załatwią to taniej, czy szybciej. Chyba po prostu nie przywykła do otrzymywania prezentów. Dlatego bardzo się ucieszyła, gdy w ten sposób udało się jej namówić chłopaka do tego, by przyjął od niej sakiewkę - bo to miało posłużyć głównie przyjęciu przez niego tego luźnego podarunku. Co jednocześnie wskazuje na to, że jeśli kiedykolwiek Riley da jej coś niespodziewanie, to naprawdę będzie tym ogromnie, mile zaskoczona.
Próbowała w tej krótkiej chwili zrozumieć, dlaczego i jakim cudem, to wszystko tak się zmieniło. Widziała go już wcześniej i wcale nie reagowała na niego, tak jak to działo się w tej chwili. Próbowała znaleźć źródło tego, co odpowiadało za przemianę, jaka się tu dokonała. Czuła jednak, że nie chodzi tu o żadne wielkie wydarzenia, a o to, że po prostu przestała patrzeć na niego jak na rywala. Zrobiło się łatwiej.
Różdżka wyglądała na niemalże świeżo zerwaną z drzewa, nie była poddana silnej obróbce, daleka od elegancji, raczej dzika. Podobał się jej ten wygląd, mimo iż sama nazwa drzewa nie mówiła jej z różdżkarskiego punktu widzenia, zbyt wiele. Nie była to długa różdżka, chyba odpowiednia do jej też niezbyt imponującego wzrostu.
- Wygląda całkiem dobrze - stwierdziła biorąc ją do ręki z dużym zainteresowaniem. Zapomniała już, że przymiarki różdżki nie były tak proste, a wybór zazwyczaj nie zamykał się na pierwszej propozycji. - Podoba mi się takie oddanie - zauważyła, komentując predyspozycje różdżki, która działać miałaby wyłącznie w jej rękach. Szybko więc przeszła do akcji, machnęła różdżką próbując użyć prostego zaklęcia accio na pudełku, z którego pochodziła różdżka. Kiedy jednak tylko się nią zamachnęła, nawet nie formując dobrze zaklęcia, pudełko, oraz te znajdujące się na półce za nim, gwałtownie wyskoczyły do góry, potem z łoskotem opadając na ziemie. Kiedy tylko szum upadających pudełek odpadł, Fyodorova szybko podskoczyła do lady, gwałtownie odkładając na nim wybraną różdżkę.
- Najwyraźniej to nie są najważniejsze cechy. Wybacz za ten bałagan - powiedziała szybko schylając się po pudełka, które wylądowały po jej stronie lady, szybko chcąc podać je na ladę, by Riley mógł je dalej poukładać, tak jak wcześniej leżały. Cieszyła się w głębi ducha z każdym schyleniem, że zaklęcie nie przysporzyło gorszych efektów. Kiedy żadna już nie leżała po jej stronie na posadzce, zaczęła się zastanawiać czy ten wybór różdżki nie sprawi za dużych problemów - bo przecież nie chciała mu tu roznieść pół sklepu. Może jedyną pisaną jej różdżką była ta, którą posiadała? Nawet nie wzięła pod uwagę takiej ewentualności.
- Długo zajmujesz się dobieraniem różdżek? Zawsze ktoś znajduje odpowiednią? - Zapytała znów wracając wzrokiem na ciemnowłosego, gdzieś ponownie utykając w jego niebieskookim spojrzeniu. Zaskakującą przyjemność sprawiało jej to każdorazowe powracanie do jego tęczówek, pod kolejnym i kolejnym pretekstem. Ciekawa była, jak długo trwały najdłuższe poszukiwania. Albo, czy nie była problematycznym klientem. Z drugiej jednak strony, wcale nie chciała znaleźć jej za szybko, przez co musiałaby niezwłocznie opuścić sklep, dając chłopakowi zająć się swoją pracą. Gdzieś podskórnie pasowało jej, że przez chwilę musi się zająć nią. Może więc dobrze było być trudnym klientem.

kosteczka wyszła 3, więc nie pasowała

______________________

Can't stay at home, can't stay at school. Old folks say, you a poor little fool. Down the street I'm the girl next door.
I'm the fox you've been waiting for
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Różdżki Fairwynów   

Powrót do góry Go down
 

Różdżki Fairwynów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
Dolina Godryka
 :: 
Centrum miasteczka
-