Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Kamienie na rzece

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5347
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2811
http://www.czarodzieje.org/t7093-rasheed-sharker
http://www.czarodzieje.org/t7094-rekinowe-relacje
http://www.czarodzieje.org/t7096-rasheed-sharker
http://www.czarodzieje.org/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Kamienie na rzece   Pią Maj 13 2016, 17:16

First topic message reminder :


Kamienie na rzece

Jest to jedna z odnóg Amazonki, w której kilkadziesiąt lat temu, najpewniej za pomocą magii pojawiły się tajemnicze kamienie. Nawet podczas wzbierania wody w rzece, nie są one zakrywane przez wodę, gdyż unoszą się razem z nią, dzięki czemu zawsze można się po nich przedostać na drugą stronę, ale warto być przy tym ostrożnym. Nie dość, że są chybotliwe to w dodatku bardzo śliskie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29822
  Liczba postów : 45946
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Kamienie na rzece   Pon Lis 19 2018, 22:41

The member 'Liam A. Rivai' has done the following action : Rzut kośćmi


'Wyprawa - Narracja' :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 628
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 1730
http://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
http://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Kamienie na rzece   Sob Lis 24 2018, 10:19

Potrzebowali jakiegoś drobnego sukcesu. Nocowanie w domu tajemniczego pustelnika i zebranie od niego fantów było cały czas przysłonięte rozsądkiem, przypominającym o zachowaniu czujności. Mefisto ani myślał wskakiwać na swój nowiutki latający dywan, nim nie sprawdzi go tysiącem zaklęć i nie poprosi o to samo kogoś jeszcze, najlepiej bardzo doświadczonego. Rzecz w tym, że mapa odnaleziona przez Liama brzmiała zdecydowanie bardziej ekscytująco, przynajmniej na chwilę obecną. Noxowi podobała się wizja ruszenia w konkretnym kierunku - lubił łazić po dżungli, ale ta bezcelowość i ciężka atmosfera drużyny odrobinę go męczyły.
Rzecz jasna, nie mogli teraz beztrosko pobiec za wskazówkami mapy, która i tak stanowiła niezłą zagadkę. Trzeba było myśleć trzeźwo i mierzyć siły na zamiary. Mefisto przez cały dzień wędrówki uparcie próbował nie myśleć o tym, że poprzednią noc spędził w towarzystwie Liama; jakoś inaczej sobie to zawsze wyobrażał... Nic dziwnego, że ciekaw był zmiany zachowania Puchona, a gdy rozbili obozowisko na następną noc, mimowolnie zerknął w stronę chłopaka. Czy niezręczne spanie plecami do siebie miało stać się nowym nawykiem?
Poranek był trudny. Mefisto dawno nie czuł aż tak bolesnego przygnębienia, które przypomniało mu o wszystkich złych decyzjach. Sporo wiedział o kiepskim humorze, ale to... to było dziwne. Fakt, że nikt nie miał w sobie optymizmu, było jeszcze dziwniejsze.
- Och, och. CHOLERA - wyrwało mu się, gdy pakował swoje rzeczy i napotkał spojrzeniem liść o charakterystycznej czerwonej barwie. Sięgnął po różdżkę i chociaż czuł, że i tak nic mu się nie uda... rzucił Incendio, podpalając krzak. Ogień przeniósł się na kolejny, a Ślizgon obserwował w skupieniu, nie chcąc pozwolić na jakąś katastrofę. Od razu było mu lepiej... - Karmazynowy szeptnik... nienawidzę tej rośliny. Nic tak nie miesza w głowie - wyjaśnił, zerkając na swoją drużynę. Powinno być lepiej... Mefistofeles rzucił Aquamenti, na szczęście niewerbalnie (tym samym nie było widać, że wyszło dopiero za drugim razem). Ugasił starannie wszystkie płomienie i odetchnął z ulgą.
- Chodźmy stąd, nie wiem czy nie ma tego więcej. - Blady uśmiech pojawił się na twarzy chłopaka, gdy ponaglał pozostałych wycieczkowiczów.
W kwestii myśli samobójczych to sam sobie świetnie radził, wielkie dzięki. Agresji też mu nie brakowało.

Kostki: 4, 1, 2

DZIEŃ: 4
STAN ZDROWIA:
EKWIPUNEK: pierścień Hannibala, 10g, eliksir felix felicis, eliksir leczniczy, latający dywan

______________________


Shadows fall over my heart,
I black out the moon, I wait for you to come around.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 2
  Liczba postów : 149
http://www.czarodzieje.org/t16565-help-budowa
http://www.czarodzieje.org/t16591-do-you-need-help#458347
http://www.czarodzieje.org/t16590-help-me-mr-postman#458344
http://www.czarodzieje.org/t16566-help-budowa




Gracz






PisanieTemat: Re: Kamienie na rzece   Nie Lis 25 2018, 22:29

Czuła się tragicznie. Od kiedy tylko zdała sobie sprawę, co wyprawiała zeszłego wieczora - a świadomość przyszła wraz z powolnym rozbudzaniem się ze snu - fala zimnego przerażenia zlała całą postać Gryfonki. Ręce jej drżały, a brzuch zaciskał się w nerwowych skurczach. Pomimo gorąca na zewnątrz, zakopała się całkowicie w śpiwór, nie chcąc wychodzić. A wręcz mając coraz to głupsze myśli, ciężko rzec, czy sama z siebie, czy pod wpływem rośliny, o której pojęcia nie miała.
Głosy na zewnątrz wytrąciły ją z gorączkowego poszukiwania czegokolwiek ostrego. Uratowały ją albo one, albo fakt, że kuchennych przyborów w ilościach hurtowych nie zabiera się w dzicz. To, co miała, schowała tak głęboko, że nie zdążyła odkopać. Nawet sobie przypomnieć, gdzie je wsadziła; pod wpływem chwili działania dziewczyny były chaotyczne i niezorganizowane. Tym nawet lepiej dla jej zdrowia, bo przeraziła się, słysząc poruszenie za cienką ścianką namiotu. Nie zdążyła, nim powstawali. Teraz nie ma już sensu. Zauważą i jej przeszkodzą. Może zboczy gdzieś z trasy i rzuci się w przepaść...? To też dobre rozwiązanie.
Długo jednak jej zajęło dołączenie do reszty grupy. Wychynęła z namiotu prawdopodobnie jako ostatnia, ubierając się nadal grubo pomimo ustępowania objawów vomilli. Strach i stres skutecznie sprowadzały na nią zimne dreszcze; nie była z resztą też w stanie nic zjeść. Jedynie nie patrząc na nikogo złożyła swoje rzeczy. Drgnęła dopiero słysząc przekleństwa Mefisto, acz skuliła się przy tym, jakby to na nią krzyczał i wyklinał. Spojrzała niepewnie na Ślizgona oraz jego działania, żadnym jednak komentarzem nie uraczyła otoczenia. W ciszy przyjęła fakt, że był to jakiś szeptnik. I tak nie kojarzy, a humor niewiele jej się poprawił, kiedy zielsko spłonęło.
Spakowawszy się, popełniła błąd spojrzenia na Liama. Nie chciała z nim konfrontacji. Jak nigdy przed niczym, teraz uciekała przed rozmową z tym uroczym, pogodnym oraz dziecinnym Puchonem. Dość żałosne, jakby spojrzeć z boku. Jednak strach był silniejszy. Pierzchła, można mieć wrażenie, że z zaszklonymi oczami. Płakała? Ciężko rzec, bo spuściła potem głowę nisko i wybiła na przód wycieczki, byle tylko znaleźć się dalej od szatyna.

   
DZIEŃ: 4
STAN ZDROWIA: ★ ★
   EKWIPUNEK: 3 eliksiry wiggenowe, 1 pkt z zielarstwa, 1 eliksir leczniczy, 40g, 1 Felix felicis, wachlarz sakura
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn.
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 576
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 635
http://www.czarodzieje.org/t15707-liam-a-rivai#423856
http://www.czarodzieje.org/t15777-liam#425298
http://www.czarodzieje.org/t15717-liam#423907
http://www.czarodzieje.org/t15708-liam-a-rivai#423857




Gracz






PisanieTemat: Re: Kamienie na rzece   Nie Lis 25 2018, 23:23

To była koszmarna noc.
Liam bez wahania cofnął wszystkie swoje komentarze odnośnie epizodów, które wydarzyły się podczas trwania wycieczki. Dziki zwierz wyskakujący z zarośli? Bułka z masłem. Dzikie pnącza okalająca bogu ducha winnego starca? Pff.. niezbyt straszne. Brzytwotrawa i możliwość pochorowania się na śmierć na kompletnym odludziu? Neh… najstraszniejsze było przeżycie kilku minut z Hem sam na sam w jednym namiocie i doświadczenie z jej strony tak dużych osobliwości. Nic dziwnego, że chłopak czym prędzej wybył z jej włości i krążąc zagubiony po obozowisku, w końcu poddał się i przełknął dumę, prosząc Ślizgona o przenocowanie.
Noc była koszmarna? Nie, nie, nie.. Liam ponownie musi zrobić poprawkę.
To poranek był potworny.
Szatyn wygrzebał się z namiotu Ślizgona, poniekąd ciesząc się, że mężczyzna wybył z niego pierwszy. Puchon spał może z godzinę, półtorej… i wyglądał strasznie. Pomijając zmierzwione włosy i fioletowe sińce pod oczami, miał lekkie poczucie paniki, zagubienia? Nim wyszedł z namiotu, głęboko zastanowił się, jak w ogóle rozegrać całą tę sytuację z Gryfonką. To była… dość ciężka sprawa. Przeszedł go dreszcz na samą myśl o konfrontacji… chyba chętniej by się teraz zabił, niż próbował udawać, że wszystko jest w porządku.
Niemniej wyszedł w końcu z nory i… zauważył, że Hemah jeszcze nie wyszła. Może to i dobrze? Może.. może nie…? Liam czuł się tak okropnie zagubiony. Tak bardzo nie chciał tu teraz być. Najchętniej od razu rzuciłby to wszystko i wrócił do Hogwartu. Jeszcze ten Mefistofeles… chłopak nawet nie zauważył, jak burknął pod nosem na jego widok.
Świetnie. Przerażenie, niewygoda.. i jeszcze frustracja. Czuł się jak skończony kretyn ze świadomością, że musiał wepchnąć mu się do namiotu tej nocy. Tak okropnie zły na siebie… międlił w palcach kant swojej koszulki, patrząc na Ślizgona nienawistnie, aż w końcu nie wytrzymał.
Podszedł do niego i… kopnął leżący obok patyk, posyłając go wraz z chmurą piachu w kierunku mężczyzny. Uderzenie niekoniecznie mu wyszło, bo zderzenie z gałęzią nie powinno być specjalnie bolesne (szczególnie dla Noxa, nie oszukujmy się), ale i tak Liam miał minę, jakby co najmniej właśnie rozłożył faceta na łopatki. Te gniewnie wydychane powietrze z nosa… czy też chłodne, zmrużone spojrzenie… było tak dużą abstrakcją dla sylwetki chłopaka, który ledwie dwa tygodnie temu transmutował sobie krawat na tęczowo, bo „przecież taki jest śliczniejszy :c”.
- Tylko nie myśl sobie, że ci wybaczyłem. – burknął rozeźlony, nieco przyciszonym tonem, korzystając z okazji, że dwójka pozostałych uczestników podróży była nieco dalej. – Wciąż uważam cię za kompletnego skur-.. – i przekleństwo utonęło w innym przekleństwie. A raczej fali ognia, która szybko zalała czerwone kwiatki, a wraz z nimi.. chęć zgrywania złodupca, którym Rivai przecież nie był.
Nie powiedział nic, ale mina Puchona, gdy patrzył na Mefistofelesa wyrażała chyba wszystko. Zupełnie jakby chłopak sam nie rozumiał, dlaczego w zasadzie go… uderzył? Jasne, okay.. chciał go roztrzaskać o ścianę, gdy tylko dowiedział się do czego doszło pomiędzy nim, a Neirinem, ale z czasem nauczył się tłumić te uczucia i trzymać gniew na wodzy… ale teraz? Mrugał jeszcze kilkukrotnie, wgapiając się w Ślizgona zupełnie zbity z tropu. Zrobił beznadziejną minę, gdy przeprosiny tak ciężko wychodziły mu przez gardło… finalnie burknął coś zupełnie zażenowany i odszedł od niego czym prędzej, nawet nie patrząc gdzie. I voila. Zbliżył się do Hem.
- H-Hem.. – cudowny początek rozmowy. Spróbował się do niej uśmiechnąć, jak gdyby tej nocy nic pomiędzy nimi nie zaszło. Ale zmieszanie Puchona, jego potargane włosy, krzywo założone ubranie i wory pod oczami… nie dawały chłopakowi sposobności na dobre wrażenie. – O-Ostro, nie? Mefistofeles spalił całkiem spory kawałek ziemi..
Po prostu ruszajmy już dalej, gfjdhjdhsj.

DZIEŃ: 4
STAN ZDROWIA: ★ ★
EKWIPUNEK: różdżka (+5 do OPCM), flet Pana (+1 do ONMS), 2 eliksiry uzdrawiające, +1 do zaklęć, proszek z chochlików
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 103
  Liczba postów : 42
http://www.czarodzieje.org/t16419-oliver-detras
http://www.czarodzieje.org/t16495-zapraszam-do-olivera
http://www.czarodzieje.org/t16498-hermes#453527
http://www.czarodzieje.org/t16493-oliver-detras




Gracz






PisanieTemat: Re: Kamienie na rzece   Pon Lis 26 2018, 00:21

Był zmęczony. Z pewnością z każdym dniem uświadamiał sobie, że to nie jego miejsca. Każda noc w nieznanych warunkach budziła w nim głównie niechęć, a nie chęć doświadczenia przygody. Mimo to, kiedy tego dnia znaleźli jakiekolwiek miejsce, które chociaż na pierwszy rzut oka wydawało się w porządku, bez wahania znalazł kąt do spania i zamknął oczy w kilka sekund. Potrzebował odpoczynku, a po całym dniu chodzenia w tę i z powrotem nawet sen na ziemi wydawał się być cudowną perspektywą. Wszystko lepsze niż dalsza wędrówka. Potrzebował długiego, mocnego snu. Na razie zdecydowanie najbardziej cieszył się ze swojej peleryny. Gadżet z pozoru niezbyt dla niego przydatny, jednak nigdy nie wiadomo co może się wydarzyć i kiedy. Może znajdzie się dla niego jakieś zastosowanie w przyszłości? Poza tym to był miły gest kogoś z zewnątrz, a nawet jedyna interakcja z kimś poza ich grupą. Znalezienie mapy chyba oznaczało, że powoli szli do przodu. Może była jakaś nadzieja na szczęśliwe zakończenie tej wyprawy. Przynajmniej z taką myślą zasypiał, kiedy się obudził, z tej iskry optymizmu niewiele już zostało.
W zasadzie nie pamiętał kiedy ostatnio spłynęła na niego aż tak duża fala pesymizmu. Nie widział sensu w absolutnie niczym, zresztą jak się okazało, towarzysze też nie byli w najlepszej formie. To zdecydowanie sugerowało, że dzieje się coś złego, Oliver jednak nie miał pojęcia co to takiego. Na szczęście sprawą zajął się Mefisto i rozpoznał roślinę o dziwnym i nieprzyjemnym działaniu. Przynajmniej przyczyna była jasna i można było jakoś ruszyć z tym dalej. Jednak mimo wszystko, coraz trudniej było o energię i chęć działania.

DZIEŃ: 4
STAN ZDROWIA: ★ ★
EKWIPUNEK: peleryna niewidka, 2 eliksiry uzdrawiające  
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29822
  Liczba postów : 45946
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Kamienie na rzece   Pon Lis 26 2018, 00:21

The member 'Oliver Detras' has done the following action : Rzut kośćmi


'Wyprawa - Narracja' :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 2
  Liczba postów : 149
http://www.czarodzieje.org/t16565-help-budowa
http://www.czarodzieje.org/t16591-do-you-need-help#458347
http://www.czarodzieje.org/t16590-help-me-mr-postman#458344
http://www.czarodzieje.org/t16566-help-budowa




Gracz






PisanieTemat: Re: Kamienie na rzece   Pon Lis 26 2018, 20:40

Była jak spłoszone zwierzę. Kiedy Liam ją dopadł, nie mogła przyspieszyć. To by oznaczało wybiegnięcie w przód, a i tutaj sądziła, że za nią podąży. Zmuszona została do jego towarzystwa i tylko spojrzała przelotnie na chłopaka, błyskając bielą szeroko otwartych oczu. Skuliła się w sobie, nie potrafiąc wyczuć, co tak naprawdę Puchon zamierza.
Wyglądał... Źle. Z resztą nie lepiej niż dziewczyna, równie niechlujnie ubrana. Jedynie wyspana, bo zaklęcie odpuściło dopiero nad ranem. Spuściła wzrok, kiedy tylko prefekt zaczął niezgrabnie żartować, starając się wrócić do zwyczajowego tonu rozmów. Udając, że nic się nie stało. Ale takie proste to nie będzie, bo zdarzyło się aż za dużo.
- J-ja... Nie chciałam... - Czuła, że Puchon zasługuje na przeprosiny, ale jednak nie umiała się na nie zebrać, wciąż roztrzęsiona po wczorajszym dniu. Bo i co mu powiedzieć, w momencie, w którym chce się uciec, a mózg skupiony jest tylko na szukaniu sposobności do ominięcia wszelkich wyznań? Ciężko było zmusić umysł do ułożeniach chociaż tych trzech słów. Szczególnie, gdy cały czas miało się wrażenie, że coś ją obserwuje. To paranoja? Teraz będzie za nią łazić poczucie, że każdy wie i oczy każdego zwrócone są na nią? Spoglądała nerwowo na towarzyszy, nie potrafiąc utrzymać rozmowy z Liamem na żadnym chociażby miernym poziomie. Za to jak nie gryzła własnej wargi do krwi, tak oddychała ciężko przez rozchylone, poranione usta.
Nigdy jeszcze nie była wdzięczna za czyjeś niemądre wygłupy. Mefisto wyratował ją z porażającego poczucia, że wypada coś zrobić, aby nie iść tak w milczeniu obok prefekta. Odwróciła się, aby spojrzeć na niego i wkrótce jej oczom ukazał się przyczajacz.
Nie wiedziała, co to za stworzenie, ale wyciągnęła odruchem różdżkę. Walka zdawała się dobrym odciągnięciem myśli, rozładowaniem emocji... Ale też była straszliwym błędem. Nie zdążyła wypowiedzieć do końca formuły zaklęcia, jak przyczajacz uczynił się niewidzialnym, zostawiając Ślizgona. Spuściła wzrok, śledząc uginające się pod stopami zwierzęcia liście, ale nie była w stanie odpowiednio szybko uskoczyć. Zły stan psychiczny odbił się na jej ogólnych zdolnościach, przytępiając odruchy. Silna łapa uderzyła w brzuch jasnowłosej, posyłając ją na ziemię zanim ta zdążyła choćby pomyśleć o kierunku, w jakim wypada się uchylić. Chyba lepiej, że nic nie zjadła. Niewątpliwie by zwymiotowała.
Ból odebrał się dech. Na minimalne szczęście dziewczyny, przyczajacz ujawnił się wkrótce po tym i mogła dostrzec, jak unosi łapę, stojąc tuż nad nią. Tutaj nie było już żadnego myślenia. Był tylko czysty instynkt, przysłaniający wszelkie trywialne wątpliwości. Uniosła rękę, nie dając niedźwiedziowatemu rozharatać sobie szyi. Za to pazury prześlizgnęły się po przedramieniu, rozcinając ubranie oraz skórę; gorąca krew chlapnęła na twarz Gryfonki. Podobno dobrze jej w czerwieni. Chociaż niekoniecznie takiej.
Nie krzyczała. Wpatrywała się tylko przestraszona, jak przyczajacz szykuje się do kolejnego ciosu, nie mogąc rzucić zaklęcia. Różdżka wypadła jej spomiędzy palców w momencie, w którym bestia przeorała mięśnie dziewczyny. I co gorsza, miała świadomość, że drugiego uderzenia już nie sparuje. Albo straci rękę, albo pożegna się ze skórą na twarzy.

Walka ze zwierzęciem: 5
   
DZIEŃ: 5
STAN ZDROWIA: ★  
   EKWIPUNEK: 3 eliksiry wiggenowe, 1 pkt z zielarstwa, 1 eliksir leczniczy, 40g, 1 Felix felicis, wachlarz sakura
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 103
  Liczba postów : 42
http://www.czarodzieje.org/t16419-oliver-detras
http://www.czarodzieje.org/t16495-zapraszam-do-olivera
http://www.czarodzieje.org/t16498-hermes#453527
http://www.czarodzieje.org/t16493-oliver-detras




Gracz






PisanieTemat: Re: Kamienie na rzece   Sob Gru 01 2018, 13:15

Jeżeli mieli nadzieje na spokojny, owocny dzień, to niestety czekało ich spore rozczarowanie. Podejrzane odgłosy i dziwne uczucie bycia śledzonym towarzyszyło im przez dłuższy czas, jednak z czasem Oliver założył, że z tego wszystkiego wszyscy mieli paranoje i zwyczajnie wydaje im się, że dzieje się coś, co kompletnie nie ma miejsca. Z tą myślą ruszył dalej, nie przejmując już się aż tak uczuciem, które nie chciało opuścić ich ani na chwilę. Mimo to starał się zachować czujność i być gotowym na wszystko, co może się wydarzyć w tych okolicach. A pewnie mogło być tego sporo.
Na szczęście nie oszaleli. Chociaż krukon miał trochę inną definicje szczęścia, niekoniecznie pokrywającą się z tym co ich spotkało, to przynajmniej wiedzieli już, że nic im się nie wydawało. Im oczom ukazał się przyczajacz. Szczerze mówiąc Oliver natychmiast cały wzrok skupił na stworzeniu, zastanawiając się jak poradzić sobie z tą sytuacją. Nie widział co robią i planują inni, widział tylko, że z Hem nie jest najlepiej. Ruszył w jej kierunku, jednak zwierzę szybko go zauważyło i przystąpiło do ataku. Ochronił się w ostatniej chwili, na szczęście czytał o nim ostatnio naprawdę sporo i wiedział jak zareagować. Nawet udało mu się złapać kilka łusek i pazurów, które zwierzę straciło w walce. Od razu schował zdobycz do kieszeni i rozejrzał się, patrząc jak reszta poradziła sobie z sytuacją.

DZIEŃ: 5
STAN ZDROWIA: ★ ★
EKWIPUNEK: peleryna niewidka, 2 eliksiry uzdrawiające  
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 628
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 1730
http://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
http://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Kamienie na rzece   Sob Gru 01 2018, 22:20

Szeptnik z pewnością nie należał do ulubionych roślin Mefisto - za bardzo mącił w głowie, a u chłopaka i tak zwykle panował tam chaos. Nie potrzebował żadnej pomocy, żeby robić z siebie idiotę... I pozostawało jedynie cieszyć się, że tak szybko odnalazł czerwone liście. Warto dodać, że został przy tym subtelnie rozproszony.
Zignorował smagnięcie gałązki po plecach; gdyby Liam się nie odezwał, to Ślizgon w ogóle nie zwróciłby na to (i na niego) uwagi. Zerknął kątem oka na chłopaka, słuchając go i koncentrując się bardziej na karmazynowym szeptniku. Nie chciał słuchać puchonich żali, skoro nie były one w pełni szczere. Już i tak sam siebie zadręczał o co tylko mógł.
Całą sytuację podsumowało jego zmęczone westchnięcie, jedynie w myślach tworzące rozżalone słowo "dzieciak". Nie był w stanie w pełni pojąć Liama, jego pomrukiwania, tego zaskoczenia (?) na twarzy... Wszystkiego.
Kolejny dzień miał być równie trudny. Dalej coś się z nimi bawiło, chociaż tym razem wszyscy szukali zwierzęcia lub człowieka, ale nie rośliny. Mefistofeles starał się pozostawać czujnym, a jednak nastroje panujące w drużynie skutecznie to uniemożliwiały. Coś złego działo się z Hem i Liamem, a Nox mimowolnie się tym jakoś przejmował. Oliver też wyglądał na zmęczonego i nie ma co ukrywać - Mef prawdopodobnie sam nie prezentował się najlepiej. Żadne zaklęcia nie pomagały w uspokojeniu towarzyszącej im paranoi odnośnie jakiejś obecności.
- Nie wiem, czego się spodziewamy - zaczął w pewnym momencie, poddenerwowany dziwną atmosferą. Przedzierali się dalej przez dżunglę. - Co jeszcze może nas zaskoczyć? Gdyby coś nas miało zaatakować, to już milion razy by to zrobiło... - Aż chciało mu się śmiać, kiedy nagle coś uderzyło w niego z impetem, popychając go na pobliskie drzewo. Uśmiech zamajaczył na twarzy Ślizgona, kiedy planował dosadnym komentarzem zganić tego towarzysza wyprawy, który postanowił uciszyć go mocnym zaklęciem.
Gorący oddech otulił jego twarz, a cielsko bestii naparło mocniej; coś trzymało go tuż przy sobie. Pokazało się dopiero po chwili, którą Mefisto spędził na modleniu się o szybszą reakcję... O dostęp do różdżki, która teraz wciskana była w pień drzewa. Palce drugiej dłoni spróbował zacisnąć na sierści potwora.
- Hemah, nie! - Zaczął, nie zamykając oczu ani na chwilę. Rozpoznał przyczajacza i domyślał się, że potrzebne jest zaklęcie dyskretne, solidne - coś, co szybko bestię unieruchomi albo chociaż wystarczająco dobrze rozproszy. Przyczajacz zareagował w tym samym momencie, co Mefisto, już wyrywając w kierunku Gryfonki i przystępując do ataku. Mef osunął się stabilniej na nogi, odklejając plecy od drzewa. W dłoni pozostało mu trochę drogocennego włosia.
Zaklęcia śmigały w powietrzu, stopniowo odganiając rozwścieczone stworzenie.
- Collardo - cichy szept pomógł ukierunkować urok, który trafił w przyczajacza. Mefisto chciał jedynie stworzenie poddusić, zmusić je do ucieczki albo zwrócenia uwagi na niego... Planował sprawdzić, co z Hem, do której polecieli już jego towarzysze.
Zagapił się, wpatrując w zmęczone i poranione stworzenie, które wkrótce opadło bezwładnie na ziemię. Dziwna ulga pozwoliła mu odetchnąć - już nic nie rzuci się na Liama ani Hemah, ani Olivera. Ani na samego Mefisto.
- W porządku? - Chwilę jeszcze trzymał różdżkę nakierowaną na przyczajacza, wkrótce jednak - kiedy już dowiedział się, że Gryfonka przeżyje - podszedł do niego bliżej, oceniając stan. Czy to źle, że jego pierwszą myślą było "szkoda, że Nei tego nie zobaczy"?
Bo, w gruncie rzeczy, mógłby. Mefisto nie był pewien jak zareagują jego towarzysze na targanie martwego przyczajacza przez dżunglę, ale to brzmiało całkiem opłacalnie. Nawet jeśli miało nie chodzić już o pamiątkę dla Puchona, to zawsze można było dopytać o wartość magicznej sierści.


DZIEŃ: 5
STAN ZDROWIA:
EKWIPUNEK: pierścień Hannibala, 10g, eliksir felix felicis, eliksir leczniczy, latający dywan, włosy demimoza za 90g

______________________


Shadows fall over my heart,
I black out the moon, I wait for you to come around.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn.
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 576
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 635
http://www.czarodzieje.org/t15707-liam-a-rivai#423856
http://www.czarodzieje.org/t15777-liam#425298
http://www.czarodzieje.org/t15717-liam#423907
http://www.czarodzieje.org/t15708-liam-a-rivai#423857




Gracz






PisanieTemat: Re: Kamienie na rzece   Sob Gru 01 2018, 23:58

Przewrócił oczami na słowa Mefisto. Wciąż pałał do niego żywą niechęcią o wszystko co możliwe, co faktycznie do najmądrzejszych nastawień nie należało, acz szatyn wierzył, że ma ku temu kilka bardzo dobrych powodów. Niemniej, z zarzutów Puchona, Mefa nie oczyszczały nawet jego własne słowa:
„Gdyby coś nas miało zaatakować, to już milion razy by to zrobiło...”
… jak Liam po takich słowach mógł wziąć faceta na poważnie?
- Weź już skończ się wygłupiać… - prychnął w pierwszym odruchu, widząc, że nie dość, iż Nox marnuje ich czas, to jeszcze ewidentnie bawi się w głupie żarciki na poważne tematy – przecież typ się nawet uśmiechał!
Ale nie. Wilkołak ani trochę nie żartował z tym swoim zamiłowaniem do wciskania tyłka w pień drzewa.
Zorientował się nareszcie, że Ślizgon nie żartuje. Natychmiast powiódł ręką do swojej różdżki, ustawiając się w gotowości do ewentualnej obrony. Rozłożył szerzej nogi, wyciągnął dłoń z tęczowym drewienkiem i… w końcu bestia ruszyła w jego kierunku.
Liam chyba nigdy w życiu nie porwie się powtórnie na taką „przygodę”.
No i na co te siedem lat ćwiczeń, kiedy w prawdziwym życiu absolutnie nic się nie sprawdza? Radził sobie doskonale z transmutacją, ale w tym wypadku nic nie osiągnie zmieniając sobie kolor włosów na tęczowy. Chłopak próbował rzucić w kierunku przyczajacza jakiekolwiek zaklęcie, ale o niewerbalność trudno było prosić, a inkantacje ginęły mu w gardle. Bestia spychała go w głąb terenu, obijając szatyna o drzewa, krzewy, czy – o zgrozo – samą siebie, pozostawiając po sobie bolesne sińce… wtem, gdy już miała rzucić się na niego z zębami – coś odwróciło jej uwagę i odskoczyła.
Liam natomiast nie marnował czasu. Z tyłu głowy wciąż miał sylwetkę dziewczyny, do której teraz czym prędzej dobiegł. Słysząc w tle jazgot toczącej się walki, wyciągnął z plecaka Gryfonki eliksir i podał jej czym prędzej miksturę, będąc póki co w tak wielkim szoku, że nie wydobył z siebie nawet piśnięcia. Pal licho niezręczność poprzedniej nocy… złapał ją zaraz delikatnie za zdrowe ramię, lekko potrząsając drżącą ręką, jakby próbował ją niemo zmusić do okazania, że „hej, hej.. żyję! Jest okay!”


Kostka: 3.

DZIEŃ: 5
STAN ZDROWIA: ★ ★
EKWIPUNEK: różdżka (+5 do OPCM), flet Pana (+1 do ONMS), 2 eliksiry uzdrawiające, +1 do zaklęć, proszek z chochlików
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29822
  Liczba postów : 45946
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Kamienie na rzece   Sob Gru 01 2018, 23:58

The member 'Liam A. Rivai' has done the following action : Rzut kośćmi


'Wyprawa - Narracja' :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 2
  Liczba postów : 149
http://www.czarodzieje.org/t16565-help-budowa
http://www.czarodzieje.org/t16591-do-you-need-help#458347
http://www.czarodzieje.org/t16590-help-me-mr-postman#458344
http://www.czarodzieje.org/t16566-help-budowa




Gracz






PisanieTemat: Re: Kamienie na rzece   Pon Gru 03 2018, 18:38

Drugie uderzenie nie nastąpiło. Zamiast tego w bestię uderzyły celne zaklęcia. W ferworze walki dziewczyna zgubiła się, kto atakuje, a kto ucierpiał. Skupiła się na tym, aby przekręcić się na brzuch i ścisnąć krwawiącą rękę. Nic więcej nie dała rady zrobić, zanim nie dostał się do niej Liam. Pomógł Gryfonce unieść się do siadu, a potem siłą wlał w jej usta eliksir.
Kaszlała; czerwone kropelki leczniczego płynu spływały po brodzie. Przełknęła jednak dostatecznie dużo, aby wywar zadziałał. Skóra ciągnęła i swędziała, zrastając się. Ale przestała krwawić, rany zniknęły niemalże bez śladu. Została tylko czerwona pręga, znamionująca niedawne rozcięcie.
Przestała kaszleć. Oddychała jednak wciąż ciężko, pochylona. Wspierała się na zdrowym ręku, podtrzymywana wciąż przez Puchona. Zamknęła w pewnym momencie oczy, aby rozluźnić się lekko i oprzeć głową o jego pierś. Delikatnie wtulić, uspokajając się. Wyrównując oddech oraz wyciszając chaos panujący w głowie.
Ten jeden gest wystarczyć musiał za podziękowanie, wdzięczność i zapewnienie, że wszystko z nią dobrze. Nie mogła jednak trwać tak zbyt długo. Uniosła się w końcu, uśmiechając lekko do chłopaka. Speszona, zmęczona i obolała. Odwróciła jednak szybko wzrok, aby spojrzeć na leżące obok truchło. Było jej obojętne, co się z nim stanie. Mogli i zabrać na pamiątkę, jak chcą. Mocniej nad dziewczyną ciążyło tylko poczucie sromotnej przegranej.
- I owe you one- szepnęła do reszty, zanim ogarnęli się i ruszyli w dalszą drogę.
Tej nocy spała okropnie. Niby zmęczenie łapało ją już podczas rozbijania namiotu, ale to nie z zaśnięciem miała problem. Najgorzej było samą nocą. Koszmary prześladowały dziewczynę, więżąc ją w śnie bez końca; sprawiając, ze rzucała się po twardej ziemi, aż rejwach wzniesiony przez ptaki nie przywrócił jej świadomości. Podniosła się ze skopanego posłania, czując, jak czaszka pulsuje bólem, a oczy puchną i pieką od zmęczenia.
Narzuciła na siebie tylko byle jaką koszulkę - na szczęście objawy choroby minęły całkiem, na nieszczęście odczuwała teraz na powrót gorąc dżungli - zanim zebrała namiot i ruszyła śladem reszty. Ospale. Powoli. Nie kontaktując nadmiernie lub odpowiadając półsłówkami, niekoniecznie w temacie rozmowy.
Nie pamięta, czyja to była propozycja, aby skorzystać z leżących na bagnie kłód. Może nawet jej. Nie byłaby zdziwiona, wszak marzyła już tylko o tym, aby dostać się do domu. Mógł jej zamroczony wyczerpaniem umysł podsunąć ten jakże genialny plan, aby nie tracić kolejnych dni na ominięcie mokradeł, a przejść samym ich środkiem. Najważniejsze jednak, że ruszyła pierwsza, chwiejąc się lekko.
W którymś momencie kłoda zanurzyła się w bagnie tak głęboko, że dziewczyna całkowicie straciła równowagę. Poleciała do przodu, uderzając boleśnie kością policzkową o skrytą pod brudną wodą skałą. Ból rozszedł się po jej twarzy, gdy kaszląc wyciągnęła głowę ponad powierzchnię. Normalnie nie zwróciłaby na to wielkiej uwagi. Nie raz i nie dwa dostawała tłuczkiem w okolice wrażliwe. Ale teraz nałożyło się tyle czynników, że zwyczajnie poczuła, jak do oczu napływa jej kolejna porcja łez.
Nie było czasu się rozklejać. Zanim zdążyła się podnieść, rozwścieczony błotoryj skoczył jej na plecy, orząc pazurami skórę i mięśnie. Z koszulki szybko zostały strzępy, krew mieszała się z błotem i śmierdzącą breją. W ataku paniki zrzuciła z siebie zwierzę, zanim wciąż na czterech odpełzła w stronę suchego lądu. Byle dalej, byle gdzieś, gdzie bezpiecznie. Na szczęście nie zaszli za daleko wgłąb moczarów...
Brudna, ranna i przerażona zatrzymała się dopiero na kawałku twardego gruntu.
Jej koszulka była zupełnie podarta; większość spadła z dziewczyny, trzymając się tylko dzięki rękawom, wciąż opasającym ramiona Gryfonki. Nie zwracała też na to wielkiej uwagi. Była cała w błocie, nie wspominając, iż mocniej aniżeli nagością martwi się krwią zalewającą skórę.
Oddychała ciężko i telepała się, przyciągając do siebie torbę. Drżącymi rękoma próbowała odnaleźć fiolkę eliksiru, chaotycznie przerzucając zawartość torby.

Walka ze zwierzęciem: 6
   
DZIEŃ: 6
STAN ZDROWIA: ★  
   EKWIPUNEK: 3 eliksiry wiggenowe, 1 pkt z zielarstwa, 40g, 1 Felix felicis, wachlarz sakura
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 628
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 1730
http://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
http://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Kamienie na rzece   Pią Gru 07 2018, 23:34

Walka z przyczajaczem chyba na wszystkich mocno wpłynęła. Mefisto nie mógł poszczycić się żadnymi drastycznymi obrażeniami - poza kilkoma siniakami czy obtarciami od wciskania w korę drzewa. Dręczyło go za to wspomnienie bezsilności, w której tkwił unieruchomiony przez bestię; z jakiegoś powodu to on miał być pierwszą ofiarą. Chociaż uważał reakcję Hemah za zbyt lekkomyślną (na co wyraźnie wskazywały konsekwencje), to jednocześnie był jej zwyczajnie wdzięczny za odciągnięcie przyczajacza. Resztki jego honoru chyba nie przeżyłyby zginięcia podczas ataku pół-ghula... Co myślałaby o tym czekająca w domu Asmoday'a ghulica Fate? Nic dziwnego, że z nikłym uśmiechem na ustach zapewnił Gryfonkę prostymi słowami - "you really don't". Chyba byli kwita, skoro ona przywróciła mu poczucie wolności, a on pomścił jej rany dobiciem agresywnego stworzenia.
Następny dzień... następny dzień był trudny, choć tak samo możnaby opisać większość poprzednich. Mefistofelesa już się wygłupy nie trzymały; prawdę mówiąc, mógłby się na nie nawet pokusić, ale wolał nie ryzykować irytowaniem zmęczonej drużyny. Zamiast tego szedł sobie grzecznie, starając się nie wpaść na żaden idiotyczny pomysł - nie proponował zbaczania ze szlaku, ani niczego podobnego.
Potem i tak jakimś cudem wylądowali na moczarach, przez które droga nie była łatwa. Dość zgodnie doszli do wniosku, że nie widzą sensu w łażeniu naokoło; ktoś tam dostrzegł jakieś kłody, po których mogliby sprawnie przejść.
- To zły pomysł - stwierdził Mefisto, a jednak ton jego wypowiedzi sugerował wzmiankę o pogodzie. "To zły pomysł" nie różniło się w żaden sposób od "słońce mocno grzeje". Zresztą, Hem już wskakiwała na drewniane pale, on zaś bez zawahania podążał tuż za nią. Miał ochotę schować różdżkę, żeby nie wypadła mu gdzieś w wodę czy błoto, ale to nie był "zły" pomysł, tylko już rzeczywiście "debilny". Nie było sensu się pogrążać. Nie miał większego problemu z zachowaniem równowagi i jakimś cudem odnalazł trochę przyjemności w tym gimnastykowaniu się przy przechodzeniu z kłody na kłodę... Trochę taki trening, nie?
Widział, że Peril leci do przodu; ba, nawet wyciągnął rękę w jej stronę, żeby ją przytrzymać! Refleksem mógł się poszczycić niezłym, bo może by mu się to udało, gdyby nie fakt, że jego własna kłoda postanowiła sobie odpłynąć w bok, oddalając go od nieszczęsnej Gryfonki.
Dlaczego jego kłoda postanowiła sobie odpłynąć?
W umyśle Mefisto nastąpiła całkiem zajebista erupcja wulkanu myśli, które rozleciały się we wszystkie strony i zaczęły ciepłą paniką zalewać wszystko, co tylko napotkały. Gdzieś tam kombinował o co chodziło, gdzieś tam interesował się losami Hemah, a gdzieś tam zastanawiał się jak bardzo w kłopoty zabrnęli Oliver i Liam. No i cieszył się, że nie schował tej różdżki, bo miała okazać się całkiem przydatna.
Zeskoczył z tego błotoryja, którego miał nieprzyjemność napotkać - tak, wiedział, z czym mają do czynienia. Wiedział też, że wylądowanie po pas w wodzie nie jest najlepszym pomysłem, ale nie miał zbyt wielu możliwości. Zamiast tego odnalazł spojrzeniem Hem i to jej przeciwnika uraczył pierwszym zaklęciem; Immobilus spowolnił błotoryja, zwiększając szanse jasnowłosej na ucieczkę. Potem pomknęło jeszcze jedno Incarcerous i tylko na tyle Mefisto zdołał się skoncentrować, bo przedzierał się już przez moczary w ślad za krwawiącą dziewczyną. Obejrzał się raz, z sercem dudniącym po klatce piersiowej - radzili sobie. Musieli, nie?
- Czekaj, czekaj - wygrzebał się na brzeg, zaraz padając przy niej i unosząc różdżkę raz jeszcze. Nie miał pojęcia jak bardzo źle wyglądały jej rany, wszystko przysłaniało błoto i poszarpany materiał zniszczonej koszulki. Rzucił delikatnie Aquamenti, ale nie uzyskał żadnego efektu i tyle byłoby z jego dobrych chęci. Własną fiolkę eliksiru leczniczego (ostatnią) miał na tyle pod ręką, że bez problemu podarował ją Hemah. - Pij... - Jeśli potrzebowała, to chętnie ją odrobinę podtrzymał, jednocześnie starając się nie ruszać ran, które jeszcze nie zostały zasklepione. Dopiero po chwili pokusił się na kolejne zaklęcie, tym razem bez problemu zmywając z Hem błoto.
Kiedy miał pewność, że wszystko w porządku, eliksir działa, nikt nie umarł, a błotoryje nie pozostawiły po sobie nic poza cennymi pazurami (które miał zgarnąć do torby, ale dopiero potem), zarzucił na ramiona swojej lwiej towarzyszki swoją beżową koszulę z przyjemnie miękkiego, cienkiego materiału.
- Masz niesamowity talent do obrywania od różnych stworzeń - oznajmił, próbując niewerbalnego Frigus, ale nie osiągając upragnionego efektu. - Jeszcze trochę i zacznę podziwiać to, jak dobrze sobie z tym radzisz... - Nie potrafił być przesadnie miły. Było na to zbyt gorąco, był zbyt zmęczony. Ponowił zaklęcie, schładzając materiał otulający Gryfonkę, żeby przynieść jej jeszcze trochę komfortu; to właśnie w ten sposób chciał jakoś poprawić jej humor. Musnął dłonią jej ramię w subtelnie pokrzepiającym geście, podnosząc się i zbierając swoje manatki.
Czy to był ten moment, w którym mieli wspólnie podjąć decyzję odnośnie zakończenia wyprawy? Nie narzekałby...


DZIEŃ: 6
STAN ZDROWIA:
EKWIPUNEK: pierścień Hannibala, 10g, eliksir felix felicis, latający dywan, włosy demimoza za 90g, pazury błotoryja za 90g

Pierwsze trzy zaklęcia
Kolejne trzy zaklęcia

______________________


Shadows fall over my heart,
I black out the moon, I wait for you to come around.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn.
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 576
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 635
http://www.czarodzieje.org/t15707-liam-a-rivai#423856
http://www.czarodzieje.org/t15777-liam#425298
http://www.czarodzieje.org/t15717-liam#423907
http://www.czarodzieje.org/t15708-liam-a-rivai#423857




Gracz






PisanieTemat: Re: Kamienie na rzece   Pią Gru 07 2018, 23:56

Forma, którą dziewczyna pokazała mu jego upragnione „hej, hej… żyję! Jest okay!” zadowoliła go w stu procentach. Nieco mocniej przycisnął przyjaciółkę do piersi, gdy oparła się o niego głową, pragnąc, by mieli te kilka chwil odpoczynku jak najdłużej się dało. Ile on by teraz dał, żeby po prostu wrócić do domu, wpełznąć na łóżko Neirina, zagnieździć się gdzieś pomiędzy jego całym zwierzyńcem i poczytać w spokoju swoje niekoniecznie przyzwoite komisy…
Odkleił się w końcu od blondynki, posyłając jej równie delikatny, ale bardzo ciepły uśmiech. Cieszył się, że żyła, psiamać. Kto by rozpamiętywał niezręczności, jakie spotkały ich tamtejszej nocy? Zerknął za truchłem, później przeniósł wzrok po towarzyszach i odetchnął głośno, wciąż jeszcze nie wstając z klęczek. Przejechał po twarzy zrezygnowanym, zmęczonym gestem, brzydko rozczochrując sobie włosy.
- Oddałbym własną różdżkę, żeby teraz znaleźć się z powrotem w Hogwarcie… lub Londynie. W spa, o. Tak. Pojedźmy wszyscy, grupowo do spa… zróbmy sobie maseczki, zamówmy masaże… błagam… - powiedział cierpiętniczo, znów delikatnie się rozgadując, nim w końcu zebrał się na równe nogi i ruszył przed siebie.
Nocleg powitał z ogromną pozytywnością. Spać, spać, spać… z racji tego, że całą poprzednią noc kąpał się we własnych czarnych myślach, mrużąc oczy na ledwie półtorej godziny, tym razem zasnął jak dziecko… nawet się śliniąc, o czym dowiedział się następnego poranka. Dobrze, że spał tym razem sam.
Szedł przez drogę już machinalnie, nie zastanawiając się specjalnie nad tym, gdzie idzie. Jasne, mieli mapę, ale… nie reflektował się na jej temat za bardzo. Idą w krzaki? Okay. Skręcają w bok? Nie ma sprawy. Przeskakują na kłodach? Jasne, czemu nie… i tu był błąd.
Stracił równowagę od nagłego poruszenia pod nogami i upadł z pluskiem w błoto, brudząc się niemal całkowicie. Niemniej to nie pobrudzone ubranie było jego największym problemem – chłopak niemal natychmiast poczuł, jak błotoryj, bez żadnego zawahania rzuca się na niego, korzystając z dogodnego dla siebie położenia Puchona – taki rozpłaszczony w mazi niewiele mógł zrobić. Psowato-podobny stwór wgryzł się w nogę chłopaka, wyrywając z jego krtani krzyk bólu. Zamajtał nogą rozpaczliwie, ale zwierzę nie puszczało. Pomysł z wyciągnięciem różdżki przyszedł mu dopiero po długiej pół minucie użerania się z kłami błotoryja… i nie był udany w pierwszej akcji.
Rzucił zaklęcie odpychające – nic. Być może inkantacja była zła? Ciężko było mu cokolwiek wyczarować, gdy miał cholerną bestię uczepioną nogi… niemniej za drugim razem podziałało, a stwór poleciał na kilka metrów, ostatecznie dając poturbowanemu szatynowi spokój.
Liam podniósł się chwiejnie na nogach i… upadł po raz drugi na kolana pod bolesnym ciężarem poranionej kończyny. Niemniej udało mu się w końcu wyprostować i choć miał pewne łezki w oczach, rzucił, nieco zbyt wysoko:
- Nie o takiej maseczce błotnej myślałem - … próbując jakkolwiek odreagować to, co się właśnie stało. Żarty były jego reakcją obronną na wszystko, co złe, choć było widać, że Puchon był przerażony do granic możliwości. Szczególnie, gdy po raz kolejny ujrzał Hem. Pobladł i czym prędzej do niej podkuśtykał…
- Hem! Hem! – popadł do niej i Mefisto. Głos mu delikatnie drżał. – Na Merlina… - to chyba miało być „Wszystko gra? Heh… nie wyglądasz najlepiej, ale dobrze, że Mefisto Ci już pomógł, nie? Hah.. słaba ta wyprawa, co? Nie lepiej było nam wszystkim iść na kremówki? Uwielbiam kremówki…”


Kostka: 4.
Zaklęcia: 3, 6.

DZIEŃ: 6
STAN ZDROWIA:
EKWIPUNEK: różdżka (+5 do OPCM), flet Pana (+1 do ONMS), 2 eliksiry uzdrawiające, +1 do zaklęć, proszek z chochlików
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 103
  Liczba postów : 42
http://www.czarodzieje.org/t16419-oliver-detras
http://www.czarodzieje.org/t16495-zapraszam-do-olivera
http://www.czarodzieje.org/t16498-hermes#453527
http://www.czarodzieje.org/t16493-oliver-detras




Gracz






PisanieTemat: Re: Kamienie na rzece   Nie Gru 09 2018, 23:43

Chyba wszyscy mieli już nadzieje, że ta wyprawa niedługo się skończy. W dodatku z każdym dniem powątpiewali w powodzenie swojej misji. Wyglądało na to że poniosą porażkę. Miał nadzieje, że walka ze zwierzęciem to ich ostatnia taka brutalna przygoda. Jemu co prawda udało się wyjść z niej bez szwanku, w dodatku z ciekawym znaleziskiem, ale inni nie mieli już tyle szczęścia. Oliver miał nadzieje, że wszyscy ostatecznie wyjdą z tego cało. Na szczęście w końcu udało im się ruszyć dalej. Chyba wszyscy zrobili się dość milczący. Zmęczenie dawało o sobie znać a całą pozostałą energię starali się wykorzystać na zachowanie czujności. Jeszcze tego samego dnia udało mi się sprzedać elementy, które straciło zwierzę. Tak naprawdę nie wiedział co im się jeszcze przytrafi i kogo spotkają. Może pieniądze okażą się nawet przydatne? Nie było sensu czekać ze sprzedarzą na powrót do domu, jeżeli istniało prawdopodobieństwo że jeszcze tego, albo następnego dnia mogą one wpłynąć jakoś na rozówj sytuacji. Na to się jednak nie zapowiadało, reszta dnia minęła dość spokojnie, a znalezienie miejsca do spania przyniosło im ogromną ulgę. To był pierwszy dzień, kiedy kompletnie nie zastanawiał się na cyzm się kładzie, jak brudno, niewygodnie i nieestetycznie jest w okół. Nie przeszkadzało mu absolutnie nic, w tej chwili gotowy był usnąć wszędzie byle tylko minimalnie się zregenerować. Następnego dnia niechętnie podniósł się złóżka, ale w końcu trzeba było się na to zebrać.
Nawet jeżeli jego potrzeba zachowania czystości redukowała się z każdym dniem z każdą godziną wyprawy, to przemierzenie bagna po pas w błocie nadal było poza zasięgiem jego wyobraźni. Nie chciał tego robić, dlatego kiedy inni również wybrali odwrót nawet się nie zawahał, a już na pewno nikogo nie próbował przekonać do zmiany zdania. Niestety zamiast uniknąć kłopotów, przysporzyli sobie nowych. Pierwsze co zauważył to błotoryj atakujący dziewczynę. Niestety niewiele mógł na to poradzić, bo sam stał się ofiarą jednego z nich. Na szczęscie jemu poszło już znacznie sprawniej, głownie dzięki udanym unikom, które wybroniły go przed atakiem zwierzęcia. Udało mu się wycofać, a kątem oka dostrzegł, że Mefisto już się zajął dziewczyną. Na ziemi zauwazył bezoar, więc szybko schował go do kieszeni. Chociaż pech towarzyszył im całą wyprawę, to trzeba było przyznać żę Detras miał wyjątkowe szczęście do rzeczy, które znajdował tuż pod swoimi nogami. Chociaż tyle. Kiedy w końcy sytuacja się uspokoiła razem z Liamem podbiegł do dziewczyny. Sytuacja wyglądała koszmarnie, nawet nie wiedział co teraz robić i jak się zachować. Chyba czas było naprawdę się wycofać, prawda?

Kostka: 2

DZIEŃ: 6
STAN ZDROWIA: ★ ★
EKWIPUNEK: peleryna niewidka, 2 eliksiry uzdrawiające  
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Kamienie na rzece   

Powrót do góry Go down
 

Kamienie na rzece

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
reszta świata
 :: 
Kolumbia
 :: 
Dzungla
-