Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Dom Czarownic pod kierownictwem Erscilli Beauclare

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2577
  Liczba postów : 1613
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Dom Czarownic pod kierownictwem Erscilli Beauclare   Nie Maj 01 2016, 22:36


Dom Czarownic

Erscilla Beauclare, półkrwi czarownica irlandzkiego pochodzenia, ostatnie dwanaście lat spędziła we Francji, gdzie przyglądała się życiu tamtejszych czarodziei. Zafascynowana ideą równości kobiet, damską siłą i licznymi organizacjami zrzeszającymi francuskie panie domu, postanowiła przenieść te wzorce do Anglii. Budząca się do życia Dolina Godryka wydawała się być idealnym miejscem do rozpoczęcia działalności. Od dwóch miesięcy w budynku dawnej herbaciarni funkcjonuje Dom Czarownic - siedziba Klubu Wolnych Czarownic. Tutaj każda pani może poczuć się królową, zapomnieć o dzieciach i obowiązkach, wylać swoje żale, a także poczytać kolorową, magiczną prasę. Dla członkiń Klubu udostępnionych jest wiele pokoi, w których można spokojnie porozmawiać z przyjaciółką lub posłuchać muzyki.
Wstęp tutaj mają wyłącznie panie - klamka została zaczarowana tak, by uroczo gryźć w rękę każdego przedstawiciela płci męskiej. Niektórzy trafiają tutaj przypadkowo, przywiedzeni wciąż widniejącym nad drzwiami napisem Herbaciarnia Julienne. Jednak nikt, kto tu wejdzie, nie wydostanie się zbyt szybko z ramion nieco zbyt entuzjastycznej Erscilli, która dla każdego znajdzie wygodny fotel, kubek gorącej herbaty i towarzystwo jakiejś Wolnej Czarownicy.

Uwaga!
Ten temat nie jest objęty zasadami rzutu w Dolinie Godryka. Nie musisz posiadać rangi dorosłego, by tu wejść. Rzut obowiązuje tylko przy pierwszym korzystaniu z lokacji. Za każdym kolejnym razem, jeśli jesteś członkinią Klubu Wolnych Czarownic, możesz tu wejść z osobą towarzyszącą, pod warunkiem, że jest to kobieta. Od osób, które korzystają z lokacji po raz drugi i każdy kolejny, a nie są członkami Klubu Wolnych Czarownic, za każdy rozegrany wątek pobierana jest opłata 10 galeonów, którą należy uregulować w odpowiednim temacie. Jeśli już za pierwszym razem zjawiasz się tu w czyimś towarzystwie, kostką rzuca tylko jedna z was, a konsekwencje dotyczą obu.

1 - Zanim jeszcze przestąpisz drugą nogą próg Domu, wita cię rozochocona Erscilla, która, ignorując twoje protesty, wciąga cię przez koralikową zasłonę do zalanego różowym światłem pomieszczenia. Sadza cię w ogromnym fotelu i częstuje okropnie słodką herbatą, na którą nie masz najmniejszej ochoty, ale kobieta ma sposób także na to i po chwili wlewa w ciebie niemal połowę jeszcze gorącej zawartości filiżanki. W pewnym momencie poczułaś jakby coś łaskotało cię w stopy i... Uniosłaś się trzy centymetry do góry, po czym, chcąc nie chcąc, wyleciałaś z Domu i nawet przerażona Erscilla nie dała rady sprowadzić cię na ziemię.

Spoiler:
 

2 - Wchodząc do pomieszczenia zauważasz siedzącą na podłodze, zapłakaną, nieco podstarzałą czarownicę w bufiastej spódnicy, a obok niej Erscillę Beauclare z drewnianą szkatułką w dłoniach. Okazało się, że dowcipny mąż zrozpaczonej Belli zaczarował jej szkatułkę z biżuterią.

Spoiler:
 

3 - Trafiasz w sam środek spotkania Klubu Wolnych Czarownic! Zostajesz przywitana kawą i ciastkami i wpisana na listę członkiń klubu. Panie okazały się całkiem miłe, chociaż niekoniecznie podzielałaś ich zainteresowanie środkami odstraszającymi chochliki. Na pożegnanie zostajesz zaopatrzona w pięć dyniowych pasztecików.

4 - To chyba nie jest twój szczęśliwy dzień! Trafiasz na dancing dla starszych czarownic. Gdy tylko sięgasz po klamkę, próbując dyskretnie wyjść, jedna z pań porywa cię do tańca.

Spoiler:
 

5 - Dziś członkinie Klubu spotkały się na wieczór wróżb. Skoro już przekroczyłaś próg, Erscilla Beauclare nie mogła pozwolić, by ominęła cię taka atrakcja. Znalazł się dla ciebie wygodny fotel, kubek herbaty i kryształowa kula. Wprawdzie nie udało ci się w niej niczego wypatrzeć, ale nie chciałaś wyjść na nieumiejętną, więc opowiedziałaś coś o wizji domu z ogrodem. Erscilla była bardzo wzruszona twoją historią - podarowała ci kryształową kulę, byś częściej widziała takie śliczne obrazki.

6 -  W głównym pomieszczeniu, przy niewielkim stoliku siedzą Erscilla Beauclare i jakaś młoda szatynka. Starsza kobieta stawia jej tarota.
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1027
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 477
http://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Czarownic pod kierownictwem Erscilli Beauclare   Wto Kwi 10 2018, 22:06

Wiosna! W końcu nastała! W końcu jest i można się nią rozkoszować na każdym kroku! Tylko taki myśli pojawiały się w głowie Beatrice tego dnia. W sumie, to od kilku dni już. Nie mogła myśleć o niczym innym niż o kwitnących wszędzie kwiatach, ćwierkających ptakach i ble, o miłości. Bo wraz ze wzrostem nowych liści na drzewach, wylazły ze swych kryjówek pary. Migdaliły się na każdym kroku, przytulały w każdym progu, rozsiewały ten zapach "miłości" wszędzie! Reagowała na nich wręcz alergicznie (pewnie gdyby mogła to tak by robiła) ale mimo to, nie mogła od tego uciec. Wszyscy, wszędzie zaczęli okazywać sobie czułości a jej to było zupełnie niepotrzebne i zupełnie nie w smak. Cóż. Nie miała wyjścia, musiała z tym żyć. A może jednak miała jakieś wyjście z tej sytuacji?
Ostatnimi czasy chodziło jej po głowie, aby ponownie spotkać się z Yvonne. Dużo czasu minęło od ich spotkania, bo każda nazbyt była zajęta swoim życiem i swoimi sprawami. Cóż, czasami tak bywało, żadna nie miała o to do siebie pretensji, ale należało to nadrobić. Dlatego właśnie wysłała jej sowę, mówiąc o tym, że chce się z nią spotkać. Coś ją tknęło i list wysłała dwukrotnie. Kolejna koperta była zaadresowana do @Aurora Therrathiél , z którą dawniej były sobie bardzo bliskie, ale też ostatnimi czasy znacznie zaniechały kontaktu. Może właśnie babskie spotkanie, tylko we trzy, na terenie, gdzie nie będą mogły natknąć się na szczęśliwe, pałające do siebie miłością pary, było tym, co wszystkie potrzebowały? Nie wiedziała, jak to wygląda u Yvonne i Aurory, ale ona cholernie czegoś takiego potrzebowała.
Problemem okazało się być znalezienie miesca, gdzie pseudo miłość przynajmniej jej nie dosięgnie. Pełno było w Londynie i Hogsmade lokali, gdzie szwędali się Ci zatruwacze powietrza. A w Dolinie Godryka? W sumie Beatrice nie mieszła tutaj długo, nie znała jeszcze wszystkich miejsc, ale zdążyła już usłyszeć o pewnym lokalu, który miał wdzięczną nazwę "Dom czarownic". To właśnie o nim wspomniała w swoich listach i to właśnie tam zaprosiła kobiety. Kiedy tylko jej sowa wyleciała przez okno, zdała sobie sprawę z tego, że tak naprawdę nie może się doczekać odpowiedzi potwierdzającej chęć spotkania się.
W umówiony dzień, o umówionej godzinie, stawiła się w umówionym miejscu. Miała ten zwyczaj, że lubiła być kilka minut przed czasem, to też i tego dnia tak się stało. Pogoda była piękna, więc mogła sobie pozwolić na założenie jednej ze swoich ulubionych sukienek bez żadnego ryzyka, że zmarznie w tym stroju. Teraz pozostawało tylko czekać na przybycie znajomych.

Kostka: 1 ale to się wykorzysta później
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Dublin, Irlandia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 340
  Liczba postów : 450
http://www.czarodzieje.org/t12426-yvonne-nancy-horan
http://www.czarodzieje.org/t12444-yvonkowo#333459
http://www.czarodzieje.org/t12443-pocztowy-paddy#333452
http://www.czarodzieje.org/t12442-yvonne-nancy-horan




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Czarownic pod kierownictwem Erscilli Beauclare   Czw Kwi 12 2018, 19:33

Z Beatrice miały ze sobą dość sporo wspólnego. Urzędniczka cieszyła się z nastania wiosny, możliwości zrzucenia z siebie ciężkich zimowych ubrań i cieszeniem się z dłuższego dnia. Nic tylko żyć. Jednak z tym wiązało się coś jeszcze... niemiłosiernie kwitnąca miłość dookoła. Nie mówiła tylko o zwierzętach bo to dla nich akurat naturalne, ale również i ludzie mieli tą dziwną tendencję to dobierania się w pary czy po prostu częstszego obciskiwania się w miejscach publicznych. W końcu można wyjść z domu i korzystać z ładnej pogody, a przy okazji wkurzać innych ludzi swoim widokiem. Obie kobiety miały swoje powody by tego nie lubić.
Najgorzej kiedy jest taka wspaniała pogoda a trudno jednak o czas na spędzenie go z kimś. Bycie dorosłym to rzecz nie łatwa niestety. Możliwość znalezienia dogodnego czasu dla dwóch czy więcej osób by się spotkać graniczy z cudem. Dlatego nie ma okazji by zbyt często się widywać z przyjaciółką czy kimkolwiek  innym. Zwłaszcza, ze Yvonne zaczęła powoli sprowadzać pracę do swoich czterech kątów. Kiedy właśnie popołudniu przyleciała do niej sowa Beatrice. Cokolwiek to było zawsze się cieszyła z kontaktu z kobietą, tym razem prosiła o spotkanie. Szkoda było nie odmawiać, skoro sama znalazła w końcu trochę czasu. No nic, po co robić coś dzisiaj jak można jutro? Ewentualnie za tydzień? Specjalnie Yvonne na zaś wzięła sobie dzień wolny, wiedząc jak ich spotkania mogą się skończyć.
Bez dłuższego namysłu odpisała na list z potwierdzeniem.
Gdy przyszedł ten termin zachciało jej się pokazać, że jest jej świetnie. Nie wiedząc czemu, ale wystarczy to pokazać samym ubiorem. A przy okazji wiosny, Yvonne pozwoliła sobie na coś innego niż zazwyczaj. Zwłaszcza, że przy ostatniej wizycie Beatrice urzędniczka miała na sobie dres i puchate pantofle. Gdy była gotowa teleportowała się do Doliny Godryka. Chyba na palcach jednej ręki mogła policzyć ile razy tutaj była. No nie po drodze jej było, ale teraz gdy ma tutaj kogoś bliskiego może to się zmieni. Nie znała za dobrze tego miasteczka, więc musiała spytać kogoś kto by jej wskazał drogę do "Domu czarownic". Jakiś uprzejmy pan jej wskazał drogę, wcale nie musiała daleko iść. Dwa zakręty i była na miejscu. A już z daleka widok Beatrice wywołał na jej twarzy szeroki uśmiech
-Kochana moja! - niemal wykrzyczała z siebie podchodząc do kobiety przy tym ściskając mocno - Jak dawno Cię nie widziałam
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Inverclyde, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1257
  Liczba postów : 263
http://www.czarodzieje.org/t15543-aurora-therrathiel#417307
http://www.czarodzieje.org/t15572-relacje-aurory
http://www.czarodzieje.org/t15571-necessitas#418867
http://www.czarodzieje.org/t15522-aurora-hestia-therrathiel#416768




Moderator






PisanieTemat: Re: Dom Czarownic pod kierownictwem Erscilli Beauclare   Pią Kwi 13 2018, 18:56

Bez wątpienia moja coraz szybciej rozwijająca się kariera i pomoc przy rodzinnym biznesie zajmowały mi zbyt dużo czasu, co zdecydowanie odbijało się na moim życiu prywatnym. Chociaż do znoszenia samotnego życia pozbawionego obecności mężczyzny po moich trzech jakże nieudanych narzeczeństwach byłam już przyzwyczajona (czasem brakowało mi czegoś, ale znosiłam to względnie dobrze), to brak czasu dla moich przyjaciółek dość mocno dawał mi się we znaki - dlatego bardzo ucieszyłam się, gdy Beatrice wysłała mi zaproszenie. Spotkanie z dobrą przyjaciółką ze szkoły i ukochaną kuzynką tylko w babskim gronie wydawało mi się doskonałym sposobem na spędzenie popołudnia - z dala od pracy i problemów.
Do wskazanego przez Beę miejsca trafiłam zupełnie bez problemu - chociaż nie mieszkałam w Dolinie to ze względów biznesowych znałam ją doskonale. Ze względu na to, że przybyłam na spotkanie prosto z pracy miałam na sobie dość elegancki zestaw - nie była to wprawdzie najwygodniejsza opcja, ale przyzwyczajona do tego rodzaju ubioru nie zamierzałam narzekać. Okazało się, że obie kobiety były już na miejscu, więc bez chwili wahania (robiąc jedynie maleńką przerwę na powitanie właścicielki lokalu) podbiegłam do nich i powitałam je uściskami.
- Jak dobrze Was widzieć! - wyrzuciłam z siebie z niespotykanym dla mnie entuzjazmem.
Po tym wylewnym powitaniu zasiadłyśmy do stolika, a radość ze spotkania była tak wielka, że patrząc z perspektywy postronnego obserwatora można było wziąć nas za grupę radosnych studentek, a nie za dwie wysoko postawione urzędniczki i kierowniczkę sklepu.

______________________


I kept this love in
a photographs...
[mru]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1027
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 477
http://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Czarownic pod kierownictwem Erscilli Beauclare   Czw Kwi 19 2018, 17:05

Niby nie powinna, ale tak jakoś wyszło, że gdy tylko zobaczyła na horyzoncie Yvonne, zaczęła podskakiwać w miejscu z radości, niczym małe dziecko, jednocześnie klaszcząc przy tym w dłonie. Tak się cieszyła, że mogła ją zobaczyć! To była kobieta, na którą zawsze, nawet w najgorszym momencie swojego życia (jak chociażby rozstanie z narzeczonym) mogła na nią liczyć.
-Yv! Tak się cieszę! - zapiszczała w dziwnej tonacji i mocno uściskała przyjaciółkę. Gdyby tylko mogła to nie wypuszczałaby jej ze swoich niewielkich objęć.
Ale jej szczęście osiągnęło apogeum w momencie, kiedy z oddala zobaczyła zbliżającą się Aurorę. Nie była pewna, czy jej przyjaciółka i kuzynka Yvonne się pojawi, ale jej uśmiech znacznie się poszerzył na jej widok.
-Aurora! Ile to już czasu minęło od ostatniego spotkania? - rzuciła, kiedy równie mocno jak pannę Horan zaczęła ściskać kobietę. Usiadły wszystkie razem, nie wiadomo, która bardziej zadowolona z tego spotkania. Ale nim zdążyły powiedzieć choćby słowo, przy ich stoliku pojawiła się wyraźnie dziwna kobieta z szerokim uśmiechem przyklejonym do ust i jeszcze dziwniejszym ogólnym wyglądem.
-Witam Panie, witam! Ja nazywam się Erscilla i sądzę, że nie bez powodu trafiłyście w to miejsce. - zaczęła mówić szybko i bardzo głośno. Beatrice już otwierała usta, aby coś odpowiedzieć, ale ta "przemiła kobieta" rzuciła jej jakieś dziwne spojrzenie i wystawiła jeden palec do góry, tym samym skutecznie ją uciszając. -Nie, nic nie mów złotko. Ja doskonale wiem, czego wam potrzeba! Zaraz przyniosę wam naszej wspaniałej, wyjątkowej herbatki i jakieś ciasteczka do pochrupania. - i oddaliła się tak samo szybko, jak się pojawiła. Beatrice nawet nie zdążyła wspomnieć o tym, że ona wcale nie miała ochoty na herbatkę a jeszcze tym bardziej na jakąś "wyjątkową herbatkę". Cóż, pozostawało jej tylko czekać na wyroki nieznanego jej losu.
-Na Merlina, jaka dziwna sytuacja. - powiedziała, robiąc wielkie oczy zarówno w stronę Yvonne, jak i Aurory. Nie tego się spodziewała. Ale może jeszcze będzie dane im w spokoju posiedzieć i od tak po prostu porozmawiać? Nieznane były wyroki losu.
Beatrice z zadowoleniem usadziła się jeszcze wygodniej w jednym z foteli. Wyciągnęła przed siebie nogi, dłonie położyła na podłokietniku, a uśmiech nie chciał opuścić jej lica.
-Wiecie co, sądzę, że zdecydowanie zbyt rzadko się widujemy. I koniecznie w najbliższym czasie należy to nadrobić. Ale na razie zadowolę się opowieściami na temat tego, co się u was dzieje. - powiedziała szczerze zaintrygowana losem kobiet. Bo jeśli z Yvonne miała jako taki kontakt, tak zdecydowanie zbyt długo nie widziała Aurory.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Dublin, Irlandia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 340
  Liczba postów : 450
http://www.czarodzieje.org/t12426-yvonne-nancy-horan
http://www.czarodzieje.org/t12444-yvonkowo#333459
http://www.czarodzieje.org/t12443-pocztowy-paddy#333452
http://www.czarodzieje.org/t12442-yvonne-nancy-horan




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Czarownic pod kierownictwem Erscilli Beauclare   Pią Kwi 20 2018, 11:30

Reakcja Beatrice tak ucieszyła urzędniczkę, że sama poczuła się jak nastolatka czy dziecko, które dostało wymarzoną zabawkę. Wyściskała przyjaciółkę najmocniej jak to możliwe, a ona sama też raczej nie oszczędzała sił na tym powitaniu. Każde ich spotkanie było równie udane. Za to widok jej kuzynki nie mało ją zaskoczył. Niby razem pracują w Ministerstwie a jednak nie widują się tak często, głównie przez to, że Yvonne często bywa w terenie w przeróżnych zakątkach Wielkiej Brytanii.
-Aurora! Nie spodziewałabym się, że i ciebie tutaj zobaczę - przywitała kuzynkę szerokim uśmiechem na twarzy i silnym uściskiem połączonym z buziakami w oba policzki. Chociaż nie były tak bliską rodziną, jakby obie zapewne chciały, ale i tak ich relacja była taka jakby ich powiązania były znacznie bliższe - Jak my wszystkie dzisiaj wyglądamy, za kogo mogli by nas brać? - zagaiła trochę po spojrzeniu na ubiór kobiet. Na pewno nie mogły być uznane za jakieś podrzędne czarownice kupujące używane książki, pijące tylko i wyłącznie najtańsze trunki.
Po wejściu do środka natychmiast przybiegła do nich kobieta z gotową gadką i nic nie dało jej powstrzymać przed powiedzeniem wszystkiego i usadzeniem kobiet w wygodnych fotelach. Widząc jak nie pozwoliła Beatrice na powiedzenie chociaż słowa Yvonne wolała oszczędzić sobie głos skoro i tak by została zignorowana. Jak wryta patrzyła na kobietę, która zechciała od razu poczęstować kobiety ciastkiem i wyjątkowej herbatki. Pogadała i zniknęła
-Zbyt dziwna, ta wyjątkowa herbatka nie brzmi zbyt kusząco jak dla mnie - uniosła brwi ze zdziwienia. No cóż, lepiej nie mówić nic więcej i poczekać, na ten poczęstunek. Rozsiadła się wygodnie i  gdyby była zmęczona pewnie by mogła i zasnąć.
-Wiosna nastała to i trzeba korzystać z życia jak nic - założyła nogę na kolano i położyła ręce na podłokietnikach. Jak wygodnie - Bardziej mnie interesuje twoje życie Aurora, tak dawno się nie widziałyśmy, nawet na świętach nie było okazji. Nasza rodzina jest strasznie pokręcona, wszyscy żyją własnym życiem - spojrzała z błyskiem oka na kuzyneczkę. Tak rzadko się widzą no to jest okazja by się dowiedzieć co słychać po tamtej stronie rodziny - No, ja mogę od siebie dodać, że liczę na awans w pracy no i byłam w Egipcie kilka dni. Nie wiem czy nie udam się ponownie, wiecie te problemy z magią i tak dalej, niestety wyszła z tego klapa. Miałam taka cudowną grupę, sami panowie, Dorien... - eh.. zeszło na ten temat. Świetnie. Sama sobie to załatwiła, że uśmiech z jej twarzy zniknął, ale i tak o tym tak czy siak miała pogadać o TYM - Skoro o nim już wspomniałam...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Inverclyde, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1257
  Liczba postów : 263
http://www.czarodzieje.org/t15543-aurora-therrathiel#417307
http://www.czarodzieje.org/t15572-relacje-aurory
http://www.czarodzieje.org/t15571-necessitas#418867
http://www.czarodzieje.org/t15522-aurora-hestia-therrathiel#416768




Moderator






PisanieTemat: Re: Dom Czarownic pod kierownictwem Erscilli Beauclare   Czw Kwi 26 2018, 01:02

- Za bardzo poważne kobiety - rzuciłam ze śmiechem, by po chwili dodać już zdecydowanie poważniej - Którymi w gruncie rzeczy powoli się stajemy.
Po rzewnym powitaniu nastał czas na wymianę nowości i ploteczek - ja osobiście nie miałam zbyt wiele do powiedzenia, bo mój awans był już w gruncie rzeczy dość dawną sprawą, zaś moje życie uczuciowe od lat wyglądało jak cmentarzysko, o czym obie przyjaciółki już wiedziały. Ciężko było mi jednak wprost przyznać, że w końcu samotność zaczynała mi doskwierać - sprawianie pozoru stabilnej życiowo osoby, które każdego dnia radzi sobie ze stratą ukochanego zaczynało nawet mi ciążyć - tęskniłam za narzeczonym całym sercem, wciąż jednak świadoma, że nic nie wróci mu życia pragnełam pójść dalej.
- U mnie po staremu. No prawie... Nowe stanowisko bywa bardzo ciekawe, ale pracuje na nim już cztery miesiące, a jeszcze nie przywykłam. Raczej stabilnie, chociaż prawie wyleciałam z roboty za oblanie urzędnika z Ameryki wodą, ale amerykański ambasador był tak miły, że wyczyścił mu pamięć. Reszta bez zmian. - powiedziałam spokojnie chcąc nawet wspomnieć o Aidenie, uznałam jednak, że po pierwsze nie powinnam w miejscu publicznym mówić o podejrzanych rodzinnych interesach, po drugie wymiana kilku spojrzeń wydawała się nieistotna w tej rozmowie, szczególnie że nawet one były już przeszłością.
Chociaż tak jak moje przyjaciółki odrobinę obawiałam się "wyjątkowej herbatki" - szybko jednak okazało się, że moje obawy były głupie. Herbatka okazała się herbatą z prądem, co biorąc pod uwagę moment, w którym została nam dostarczona było bez wątpienia bardzo odpowiednie. Wiedziałam, że nasza rozmowa w końcu zejdzie na temat małżeństwa Doriena Deara, miałam jednak nadzieję, że uda nam się jeszcze chwilę odwlec ten trudny temat. Widząc minę Yvonne wzięłam jednak maleńkiego łyka herbaty i delikatnie ścisnęłam jej dłoń.
- Tak mi przykro - powiedziałam cicho i rozglądając się czy aby na pewno nikt nas nie podsłuchuje dodałam - Spodziewałabym się po nim wszystkiego, ale nie ślubu z tą szwabską szmatą.
Takie ostre słowa nie były w moim stylu - byłam bez wątpienia wyważona i bardzo rzadko używałam przekleństw, więc dziewczęta mogły być co najmniej mocno zaskoczone moją agresją skierowaną w stronę panny von Schwarzenberg. Z moich słów oprócz złości i współczucia skierowanego w stronę kuzynki, moje towarzyszki mogły wyczytać jednak również, że w przeciwieństwie do nich wiem trochę więcej na temat przyszłej żony Doriena i mogę uchylić im rąbka tajemnicy.

______________________


I kept this love in
a photographs...
[mru]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1027
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 477
http://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Czarownic pod kierownictwem Erscilli Beauclare   Pią Maj 04 2018, 15:15

Zdecydowanie, wszystkie trzy wyglądały elegancko i reprezentowały swoim ubiorem pewien poziom ludzi. Ale tylko one wiedziały, jakie demony mogły wyjść z nich na światło dzienne w najbardziej nieoczekiwanym momencie. Na przykład podczas pozornie zwykłej kolacji i rozmowy z przyjaciółką w mugolskiej restauracji... Może lepiej nie wspominać tego zdarzenia.
-Zdecydowanie za kogoś, kim nie jesteśmy - powiedziała Bea, parskając przy tych słowach śmiechem, świadoma tego, jak bardzo są one prawdziwe.
Na wzmiankę przyjaciółki o pokręconej rodzinie, miała ochotę zaśmiać się jeszcze bardziej, niż przed chwilą było jej dane. Kto jak kto, ale ona sama miała ogromne doświadczenie z dziwnymi przypadkami w rodzinnym gronie. Ucieczki, zdrady rodzinnych wartości, zrywane zaręczyny, wieczne pretensje jeden do drugiego, nawet nie wiadomo o co, w rodzie Dearów to było na porządku dziennym! Bea nawet nie wiedziała, jak to jest mieć normalną rodzinę i normalne rodzinne problemy. Żyć bez ciągłych spięć i nerwów z błahych powodów. Ale niestety, jak to mówią, rodziny się nie wybiera. A dobrze się z nią wychodzi tylko i wyłącznie na zdjęciu. W tym przypadku była to niemalże święta prawda.
Z zainteresowaniem słuchała słów Aurory na temat zmian w jej życiu. Była tak beznadziejną przyjaciółką, że nawet nie wiedziała o jej zmianie stanowiska. Zaczynała odczuwać wyrzuty sumienia ze względu na to, że tak pochłonęło ją jej własne życie, że nie miała czasu zajmować się cudzymi sprawami. Lał pies na inne osoby, ale jak mogła zapomnieć o kimś takim jak Aurora, która nie była bez znaczenia w jej życiu? Wstyd, po prostu wstyd.
-To cudowne wieści Auroro! Wielkie gratulacje z racji nowego stanowiska i wielkie przeprosiny z racji niedostatecznej ilości poświęconego ostatnio czasu. - powiedziała, po jej słowach, uśmiechając się w naprawdę przepraszający sposób. Miała nadzieję, że jakoś da radę naprawić swoje błędy.
Chwilowa zmiana tematu spowodowała, że Tris mogła uśmiechnąć się miło i wygodniej poprawić w fotelu.
-Dziwny zbieg okoliczności, bo ja też dopiero co wróciłam z Egiptu. - zaczęła, z zamiarem kontynuowania tego tematu, ale szybko jednak musiały przestać, ponieważ wróciła przeurocza czarownica z "zamówioną" przez nie herbatką. Beatrice uśmiechnęła się grzecznie w jej kierunku i poczekała, aż ta odejdzie od ich stolika. Na pozór wszystko wyglądało normalnie.
I właśnie wtedy na tapetę wszedł temat, który dręczył Beatice od dłuższego czasu, a o którym bała się wspomnieć w tym gronie. Spojrzała z niepokojem na Yvonne, na której twarzy malowało się dobrze skrywane przygnębienie. Ale Bea znała ją na tyle mocno, że umiała je wyłapać. Wiedziała, że musi jej być ciężko. Po prostu musi.
-Mnie również jest przykro. Trzeba przyznać, że Dorien to idiota jakich mało. - jej głos aż ociekał jadem. Była wściekła na brata. Najbardziej nie za fakt, że się żeni, ale za to, że olał ją zupełnie. Dałaby sobie rękę uciąć, że Vivien o wszystkim wiedziała, a ją olał i potraktował jak zwykłą idiotkę, po prostu informując o dacie ślubu. Toteż na dźwięk słów Aurory wyprostowała się niczym struna i nastroszyła groźnie. -Szwabska szmata? Kim jest ta wywłoka? - zapytała od razu, mając nadzieję na uzyskanie jakichś bardziej szczegółowych informacji na temat wybranki jej brata. Sama też nie zamierzała zatajać informacje, które udało jej się pozyskać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Dublin, Irlandia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 340
  Liczba postów : 450
http://www.czarodzieje.org/t12426-yvonne-nancy-horan
http://www.czarodzieje.org/t12444-yvonkowo#333459
http://www.czarodzieje.org/t12443-pocztowy-paddy#333452
http://www.czarodzieje.org/t12442-yvonne-nancy-horan




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Czarownic pod kierownictwem Erscilli Beauclare   Pią Maj 04 2018, 19:38

Parsknęła śmiechem na stwierdzenie kuzynki. Yvonne... poważną kobietą, no chociaż z wyglądu, ale z zachowania to dość wątpliwe. Przede wszystkim przypominając sobie wypad z Beatrice do mugolskiej restauracji.. no cóż. To nie było zbyt dojrzałe i poważne zachowanie. W tej kwestii nawet w myślach przyjaciółki są ze sobą zgodne... nie wspominać.
Gdyby tak wszystkie czytały sobie w myślach. Powinny wypić właśnie za to.. za samotność, a zarazem za to by żyły i korzystały z tego krótkiego życia bo jutro może ich nie być na tym świecie. Nie żeby komukolwiek tego życzyła. Jednak Yvonne czuje tą presję dwa razy bardziej, dlaczego? Bo tak się składa, że jest kilka lat starsza od przyjaciółek, zegar biologiczny zaczyna jej chyba tykać. Próbuje się dopatrywać zmarszczek, chociaż jej twarz jest bardzo gładziutka. Starość nie radość.
-O twoim awansie słyszałam, ale o tym, że prawie wyleciałaś? Trzeba było do mnie z tym przyjść kochana! Chociaż nie wiem o jakich ludziach mówisz, więcej czasu teraz spędzam poza ścianami Ministerstwa - jeszcze została opcja "Ale przecież juz chwilę tam pracujesz", no i co z tego? Kobieta żyje swoim własnym życiem i robotą, mało kto zwraca jej uwagę, zwłaszcza jak mówiła. Trudno ją złapać w samym biurze.
Aż cofnęła głowę po usłyszeniu stwierdzenia Beatrcie, że również była w Egipcie. Jej mina wyraźnie mówiła "What the hell?". Poczuła się winna, bo sama nie dała informacji, że tam się wybiera. No cóż. Czasem fajnie coś ukryć by potem przeżyć takie zaskoczenie! - No i jak wam poszło? U nas to była tragedia, co chwilę coś komuś... odwalało, że tak to ujmę. To chyba przez tamto słońce i fatamorgany - zaśmiała się nerwowo z jakiegoś powodu machając sobie w twarz dłonią. Wyglądała trochę jak te arystokratki z wachlarzem, ale bez wachlarza.
Temat nie zbyt dobry, jak widać każdej z tu obecnej kobiet coś nie pasowało w związku z tym ślubem. Naprawdę świetnie się dobrały. Uśmiech zniknął, ale gdy usłyszała miłe słowa, poczuła dłoń Aurory wrócił ponownie. Mizerny, ale zawsze. Za to słowa "szwabska szmata" mocno ją zszokowały - Już nawet nie chodzi o mnie... po prostu myślałam, że się chociaż przyjaźnimy na tyle bym wiedziała coś o niej. Jak widać Beatrcie, rodzinę też mocno zaskoczył, więc to brzmi zbyt podejrzanie jak dla mnie. Uznam, że po prostu zaproszenia nie widziałam, a i tak będę jako osoba towarzysząca - spojrzała to na kuzynkę to na kierowniczkę jak taka zauroczona nastolatka. No tak zauroczona może nie, ale nie spodziewała się, że zostanie zaproszona w sensie towarzyszki - Szwabska? Naprawdę? To coś na pewno jest na rzeczy, myślałam, że Dearowie raczej nie przepadają się obcokrajowcami - tutaj spojrzała na Beatrcie - już Francuskę bym prędzej zaakceptowała - nagle ją dziwnie oświeciło. Zmarszczyła brwi, oparła łokcie na stoliku (tak tak, nie ładnie tak) nachylając się ku Aurorze - Czy to ta z Ministerstwa?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Inverclyde, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1257
  Liczba postów : 263
http://www.czarodzieje.org/t15543-aurora-therrathiel#417307
http://www.czarodzieje.org/t15572-relacje-aurory
http://www.czarodzieje.org/t15571-necessitas#418867
http://www.czarodzieje.org/t15522-aurora-hestia-therrathiel#416768




Moderator






PisanieTemat: Re: Dom Czarownic pod kierownictwem Erscilli Beauclare   Czw Maj 10 2018, 20:47

Przepraszam, że dopiero dzisiaj, ale szpital mnie zajebał :C

Nie czułam żadnej presji zwiazanej z moimi relacjami damsko-męskimi, raczej uderzałą mnie samotność, która dotąd wydawała mi się moją najlepszą przyjaciółką, lecz teraz czułam się w jej obliczu odrobinę nieswojo.
- Nic się nie stało, Bea - powiedziałam z uśmiechem. Nie miałam pretensji do przyjaciółki - w końcu każda z nas była zabiegana i ja również nie byłam w stu procentach na bieżąco z tym co działo się u dziewczyn. Sytuacja związana z Dorienem była jednak wyjątkowa, dlatego musiałyśmy stanąć na wysokości zadania w byciu "na czasie". Po chwili zwróciłam się do Yvonne - Nie było potrzeby, ambasador załatwił to od ręki, ale to jest baaaardzo długa historia.
Po standardowej gadce o pracy przeszłyśmy do naszych przygód i chociaż wiedziałam, że ta rozmowa wkrótce zawędruje w bardziej pikantne rejony to ten temat również wydawał się warty poruszenia.
- Ja też byłam w Egipcie - rzuciłam rozentuzjazmowana, po chwili jednak mina mi zrzedła, bo przypomniałam sobie o amnezji Aidena, ucieczce Clarence'a i wszystkich innych nieprzyjemnościach. W końcu zdecydowałam się skwitować temat krótko - Ale w sumie nie ma o czym mówić.
Temat Egiptu bez wątpienia schodził na drugi, jeśli nie na trzeci plan w obliczu zdarzenia jakim był ślub brata Bei. Miałam do powiedzenia zaskakująco dużo jak na osobę postronną, raczej nie mającą czasu na plotkowanie czy interesowanie sięcudzym życiem. Pozwoliłam obu kobietom skończyć po czym rozpoczęłam mój wywód:
- Nie wiem czy myślimy o tej samej, ale przypuszczam, że tak. Przepraszam, że nie wspomniałam o tym wcześniej, ale zwyczajnie wydawało mi się, że on nie odwzajemnia jej mizdrzenia się. - powiedziałam lekko zdenerwowana - Ta kobieta do niedawna była ambasadorką Austrii w moim departamencie i jeśli mam być szczera to nigdy za nią szczególnie nie przepadałam. Dziwnym trafem krótko przed zaręczynami przeniesiono ją do Biura Bezpieczeństa i pewnie nie byłoby w tym nic szczególnie dziwnego, gdyby nie dostała od razu awansu na szefową biura.
W moim głosie było słychać gorycz - nie byłam konfliktową osobą, ale mimo to nie mogłam nawiązać dobrej relacji z panną Von Schwarzenberg, dlatego jej nagłe zaręczyny z Dorienem, ale również awans wywołały we mnie mnóstwo goryczy. Czułam się źle z faktem, że osoba, która do niedawna była de facto moją podwładną złapała wymarzonego faceta mojej kuzynki i przyjaciółki, a przy okazji załapała się na lepszą fuchę niż ja.
- W Ministerstwie krążą pogłoski...- skierowałam spojrzenie w stronę Bei - ... nie wiem ile w nich prawdy, ale słyszałam, że podobno Wasz ojciec załatwił jej tę robotę.
Nie chciałam dołować Beatrice informacją, że jej własny ojciec odwalił taki numer, ale wiedziałam, ze muszę z nią być szczera - byłyśmy zbyt dobrymi przyjaciółkami, bym mogła zatajać przed nią takie wieści.

______________________


I kept this love in
a photographs...
[mru]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1027
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 477
http://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Czarownic pod kierownictwem Erscilli Beauclare   Pią Maj 18 2018, 13:29

Temat Egiptu stał się bardzo interesujący. W szczególności, kiedy do uszu Beatrice dotarł fakt, że również i Aurora się tam wybrała. Tylko czemu nie mogły się zgadać we trzy i jechać? Może tak byłoby lepiej? Zamiast komentować to jakoś, zaśmiała się tylko.
-Nam poszło całkiem nieźle. Nawet udało nam się znaleźć artefakt, chociaż nikt się tego nie spodziewał. - powiedziała, mocno starając się ukryć dumę jaką czuła z siebie i reszty jej drużyny. Nawet biorąc pod uwagę fakt, że w tym momencie nie rozmawiała z Claudem, czuła się cholernie szczęśliwa, że to im udało się zdobyć ten tajemniczy artefakt.
Kobiety rozgościły się mocno, a jej zupełnie przeszła ochota na tą cholerną herbatkę, jak tylko wszedł temat Clauda. Nic więc dziwnego, że wyprostowała się w fotelu i pochyliła do przodu zachłannie pragnąc kolejnych plotek dotyczących nowych poczynań Doriena. Nie przypuszczała, że Aurora mogłaby wiedzieć coś więcej na ten temat, ale jak widać, dziewczyna mocno zaskoczyła panienkę Dear. Dlatego słuchała jej dokładnie analizując każde ze słów, które wypowiadała. A mówiła tego sporo.
-Dla mnie to coś tu ewidentnie nie gra. - zaczęła i sięgnęła ręką w kierunku talerzyka, na którym dziwna starsza pani przyniosła kilka herbatników. Ugryzła jednego z przyjemnością zauważając, że jest on bardzo smaczny. - Nie wierzę w to, że Dorien od tak, po prostu nagle by się zakochał i uznał, że musi lecieć do ołtarza. Tutaj coś nie gra. Może ona zaciążyła? Albo może zaszantażowała go jakoś? - od razu w jej głowie pojawiały się najgorsze myśli. Nawet nie była świadoma faktu, jak blisko prawdy mogłaby się w tym momencie znajdować.
Słysząc wzmiankę Yvonne na temat obcokrajowców, Bea obdarzyła przyjaciółkę morderczym spojrzeniem.
-Nie mierz wszystkich jedną miarą. Ja tam za nimi nie przepadam, ale jak widać Dorien lubi takim w cipki wchodzić. - prychnęła przy ostatnich słowach, zupełnie nie świadoma faktu, że tak wulgarnie się wyraziła. Przecież to było zupełnie nie w jej stylu! Ona nawet nie bluźniła, a co dopiero coś takiego!
Słysząc o nagłym awansie narzeczonej swojego brata, jej brwi powędrowały cholernie wysoko w górę. Wiedziała, że jej ojciec potrafi wiele zdziałać, ale nigdy nie sądziła, że byłby w stanie użyć swoich znajomości, aby tak ułożyć swojej przyszłej synowej życie.
-Nic mi o tym nie wiadomo, ale z pewnością o to zapytam. Nie mogę pozwolić, aby ktoś taki dołączył do mojej rodziny, jeśli to okazałoby się wszystko prawdą. - wysyczała wzburzona. Nie była pewna, czy miała okazję poznać tę Aurorę, czy nie, ale nawet jeśli tak, to zapewne szybko ją znielubi po takich spotkaniach jak to tutaj z Yvonne i Aurorą.
Opadła ciężko na fotel zakrywając dłonią oczy. Zamknęła je, próbując poukładać sobie w głowie wszystko to, co właśnie usłyszała. Nerwowo stukała drugą ręką w podłokietnik fotela w bliżej nie określonym rytmie. Dużo informacji. Zdecydowanie za dużo.
- Najgorsze w tym wszystkim jest fakt, że Dorien nawet nie chciał mi o tym powiedzieć osobiście. On po prostu wysłał mi zaproszenie na swój ślub! Tak jak reszcie ludzi! Jestem dla niego jak ktokolwiek, nie jak rodzina! - przy ostatnich słowach mocno uderzyła pięścią w podłokietnik. I cieszyła się, że był on obity materiałem, bo nawet przez ten materiał czuła twardą fakturę drewna. Dłoń ją bolała, oddychała szybciej nie do końca pewna, co teraz zrobić, czy powiedzieć. W tym momencie wręcz nienawidziła swojego brata.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Dom Czarownic pod kierownictwem Erscilli Beauclare   

Powrót do góry Go down
 

Dom Czarownic pod kierownictwem Erscilli Beauclare

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Wzgórze Czarownic

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
Dolina Godryka
 :: 
Centrum miasteczka
-