Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Mieszkanie 63

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Dublin, Irlandia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 574
  Liczba postów : 541
http://www.czarodzieje.org/t12426-yvonne-nancy-horan
http://www.czarodzieje.org/t12444-yvonkowo#333459
http://www.czarodzieje.org/t12443-pocztowy-paddy#333452
http://www.czarodzieje.org/t12442-yvonne-nancy-horan




Gracz






PisanieTemat: Mieszkanie 63   Sro Kwi 06 2016, 21:45

Mieszkanie Yvonne Nancy Horan

Mieszkanie, za które Yvonne zapłaciła z własnej, dziurawej kieszeni by pokazać rodzicom, że nie potrzebuje ich wsparcia. Zwłaszcza tego pieniężnego.


Salon

Urządzony w sposób nowoczesny o czym świadczą przede wszystkim kolory, biel oraz szarości. Pomieszczenie nie jest duże, więc wypełniła je lustrami bądź innymi błyszczącymi akcentami, odbijającymi światło. Najważniejszy jest żyrandol, który dostała w prezencie od matki. Podobno jest tylko odrobinkę młodszy od samego Hogwartu.


Sypialnia

Tutaj już pojawiają się ciemne meble, zdecydowanie bardziej kontrastujące. Ogromne łóżko, z milionem (oczywiście w przenośni) poduszek. Całość ozdobiona kobiecymi dodatkami kwiatami czy po prostu różowymi materiałami.


Kuchnia

Nowiutka kuchnia, niedawno po remoncie i przestawieniu wszystkiego na wspak (Poza zamianą sufitu z podłogą). Wpasowuje się teraz w całość mieszkania i jest nie nagannie czysta oraz jasna.


Łazienka


Nawiązując trochę do posiadłości Horanów w Iralndii, akurat łazienka powstała na ten wzór. Czerń, drewno czy staromodna wanna oraz umywalka. Mnóstwo buteleczek z różnymi płynami o różnych zapachach i zastosowaniu. I charakterystyczne kwiaty o różowych płatkach znajdujące się w każdym pomieszczeniu.


Ostatnio zmieniony przez Yvonne Nancy Horan dnia Sro Lis 29 2017, 21:07, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 26
Skąd : Dolina Godryka, Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : -239
  Liczba postów : 31
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13000-matthew-wellington#349253
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13001-z-wielka-checia-zaopiekuje-sie-twoim-smokiem#349290
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13002-thor-motzno#349291
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13003-matt-wellington#349297




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 63   Pon Lip 11 2016, 00:23

/first one Jupi

na dobrą sprawę sam Matt nie był pewien czemu stwierdził, że przylezie do Yvonne, która od czasów szkolnych była jego przyjaciółką. Wiecie, ten sam rocznik łączy ludzi. Poza tym on kiedyś był zabujany w Iwonce, a gdy już się odkochał i zakochał w Alice, z którą zmarnował calusieńkie pięć lat, Yv zabujała się w nim. Do tej pory pamięta jak musiał je rozdzielać. No ale cóż, dobrze mieć takie wspomnienia, prawda? W każdym razie, po skończeniu pracy na dziś, ogarnął w jakiś sposób komunikację miejską w Londynie (co było trudne, bo co chwile pytał mugoli o czarodziejskie dosyć sprawy, ale mniejsza z tym), ale w końcu odnalazł mieszkanie przyjaciółki ze szkolnych lat. Stanął przed drzwiami, nacisnął dzwonek, zdając sobie sprawę z tego, że właściwie mógł się przeteleportować. I tak trzymał ten dzwonek, jakby co najmniej alarmował kogoś, że się pali. Tak stał i rozmyślał nad teleportacją, wciąż trzymając rękę na dzwonku. Biedna Horan, ciekawe co sobie pomyśli... No ale co poradzić, tylko się biedak zamyślił!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Dublin, Irlandia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 574
  Liczba postów : 541
http://www.czarodzieje.org/t12426-yvonne-nancy-horan
http://www.czarodzieje.org/t12444-yvonkowo#333459
http://www.czarodzieje.org/t12443-pocztowy-paddy#333452
http://www.czarodzieje.org/t12442-yvonne-nancy-horan




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 63   Pon Lip 11 2016, 21:38

Dzień jak co dzień, a właściwie to nie. Bo dzień wolny! Tyle szczęścia. Yvonne musiała jak zawsze odreagować ciężki tydzień przy odrobinie wina, to już po prostu jej rytuał. Nie wyobraża sobie czasem innego rodzaju odpoczynku. Głowę ma pełną głupot jakie musi zmyślać i przebywanie kilka godzin dziennie w Ministerstwie samo w sobie potrafi ogłupić, dlatego na nic kreatywnego już ją nie stać. Taka młoda, a już czasem potrafi marudzić jak staruszka. Koniecznie potrzebuje wakacji, dłuższego odpoczynku i wydostania się z Londynu. Oszaleć można, jeszcze trochę i wywoła sama jeden z przypadków jakimi się zajmuje... z nudów. Poszła późno spać, to też poranek ją minął.
Nie miała zamiaru wychodzić ze swoich czterech ścian, wszystko czego potrzebowała miała pod ręką to też nic ją nie zmuszało by się w ogóle ubrać. Krążyła w piżamie, a raczej bieliźnie, między lodówką, łóżkiem, łazienką i półką z książkami. Naprawdę był to bardzo pracowity dzień, jeszcze wspomagając się co chwilę różdżką lub bawiąc się dosłownie. Latające przedmioty nie były już niczym dziwnym w jej mieszkaniu, chciała by wydawał się... żywszy, pełniejszy.
Czasem samotność jej doskwiera, a jeszcze fakt, że jej siostra się zapodziała we własnych spraw, brat siedzi w Hogwarcie, a reszta jej znajomych? No cóż, każdy ma swoje sprawy i życie. Jak zawsze stara się by w oczach innych jej życie wydawało się kolorowe i wspaniałe, to wystarczyłoby tylko poobserwować ją właśnie w dniu wolnym. Nic szałowego. Można jej tylko pozazdrościć zapełnionego po brzegi barku.
Leżała na łóżku z otwartą książką na piersi, już nawet czytać jej się nie chciało. Wtem ze znużenia wybudził ją dzwonek do drzwi. Do tego ktoś sobie żart zrobił i stwierdził, że aby ktokolwiek zareagował nie można odrywać od niego palca. Złapała się za głowę, założyła szlafroczek i zeszła na dół. Zmarszczyła brwi nie mogąc znieść tego dźwięku, otworzyła gwałtownie drzwi
-Czego?! - krzyknęła zirytowana myśląc, że to jakiś brzdąc czegoś od niej chce. Jednak myliła się i zobaczyła Matthew... Zamrugała kilka razy myśląc, że to przewidzenia.
-Em.. cześć? Na wkurzanie ludzi Cię wzięło? - spytała unosząc jedną brew zastanawiając się czego właśnie chciał. Prędzej by uwierzyła, że pomylił adres niż to, że wpadł w odwiedziny niezapowiedziane. No, nie spodziewała się akurat jego. Była raczej ostatnią osobą o jakiej by pomyślała, zaciągnęła szlafrok by sobie nie wyobrażał. Podrapała się po skroni i otworzyła drzwi na oścież z myślą, że będzie chciał skorzystać i wejść. Do tego chyba nie musiała użyć słów. Dlaczego pozwoliła mu wejść? Ostatnio nie potrafi myśleć racjonalnie i robi rzeczy, którym sama się dziwi. W normalnych warunkach pewnie by inaczej się to spotkanie zaczęło, a raczej skończyło. Tak szybko jak i zaczęło, pozytywnie czyż nie? Na szczęście trafił na taki dzień, że Yvonne potrafi przystać nie mal na wszystko. Wyszło na to, że spotkanie odbyło się bardzo szybko. Chodziło o jakiś drobiazg, zaledwie pięć minut to zajęło. Jednak kobieta skorzystała z okazji, ubrała się i sama gdzieś w końcu wyszła.

z/t 2x
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 38
Skąd : Irlandia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 567
  Liczba postów : 209
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13194-nolan-torin-keane?nid=1#352819
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13197-nolan-torin-keane#352823
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13199-poczta-nolana#352826
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13200-nolan-torin-keane#352827




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 63   Sro Lip 27 2016, 17:31

Zaczynał się piękny, spokojny weekend, w dodatku jego przyjaciółka zaprosiła go na wino, czy mogłoby być coś piękniejszego? Przynajmniej spędzi z kimś miło wieczór, nie będzie siedział sam mamrocąc coś do siebie i nie upijając się samemu, tylko w towarzystwie. Ubrał się i wyszedł z domu. Jak zawsze Londyn tętnił życiem, wszystko się zmieniało, wirowało i łyskało światłami neonów. Nie ważne o której godzinie się było, ale taki Londyn był cały czas, od świtu do świtu. Mijał ulicznych grajków, kobiety które handlowały jakimiś jabłkami, śliwkami. Jednak jego wzrok przykuła jedna z kramarek, która sprzedawała kwiaty. Mężczyzna skłonił się do niej zagadał chwilę i wyraził chęć nabycia kwiatów. Przecież nie wypadało przyjść w gości z pustymi rękami, a przecież kobiety je uwielbiały. Nie bardzo wiedział, jakie są ulubione Yvonn, lecz nie chciał być sztampowy, wybrał bukiecik, pięknych słoneczników. W końcu był pod domostwem dziewczyny, zapukał delikatnie w drzwi i poczekał aż mu otworzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Dublin, Irlandia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 574
  Liczba postów : 541
http://www.czarodzieje.org/t12426-yvonne-nancy-horan
http://www.czarodzieje.org/t12444-yvonkowo#333459
http://www.czarodzieje.org/t12443-pocztowy-paddy#333452
http://www.czarodzieje.org/t12442-yvonne-nancy-horan




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 63   Sro Lip 27 2016, 18:05

Nie wiedziała co ją napadło na zaproszenie kogoś do siebie. W sumie to nie byle kogo, bo przyjaciela... bardzo bliskiego. Cóż, miała urlop. Dużo wolnego, ale co tutaj robić nadmiarem wolnego czasu? Zrobiła wszystko co miała zrobić już żadnych obowiązków, a mieszkania już nie będzie sprzątać po raz któryś. Już nawet nie liczyła ile razy, codziennie coś myła, składała. Poza tym Londyn zwiedziła wzdłuż i wszerz, odwiedziła nawet dom rodzinny w Irlandii! Mogła zabrać ze sobą rodzeństwo, ale każdy teraz żył swoim życiem i trudno było się spotkać. Tak blisko, a tak daleko od siebie żyli.
Po prostu zabrakło jej już towarzystwa. Przypadkowe spotkania to nie to samo, co luźne spotkanie w domu. Yvonne mogła być sobą! Pozbyć się tego okropnego ubioru do Ministerstwa. Założyć shorty, koszulkę na ramiączkach bez stanika pod spodem, bo to prawie jak więzienie (chociaż nie ma za bardzo czego więzić) oraz cały dzień bez obuwia. Dreptała po mieszkaniu cały czas na bosaka. Zalety jakie przynosi ze sobą lato.
Gdy usłyszała dzwonek do drzwi, ze spokojem zeszła na dół i otworzyła drzwi na oścież. Od razu w oczy rzuciły jej się słoneczniki.
-Nolan, na Ciebie zawsze można liczyć. Wejdź i czuj się jak u siebie, jak zawsze zresztą - przywitała go z uśmiechem wpuszczając do środka. No cóż, dość częsty gość to już nie musiał czuć żadnego skrępowania. Jakie zresztą dawno zniknęło. To bardzo skomplikowana i dziwna relacja
-Te kwiaty? Z jakiej to okazji? - spytała odbierając je od niego. Nie musiała chyba pytać, że to dla niej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 38
Skąd : Irlandia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 567
  Liczba postów : 209
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13194-nolan-torin-keane?nid=1#352819
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13197-nolan-torin-keane#352823
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13199-poczta-nolana#352826
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13200-nolan-torin-keane#352827




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 63   Sro Lip 27 2016, 19:15

Jak się cieszył, że nie będzie tego wieczoru spędzał sam jak palec. W dodatku w takim towarzystwie. Kobieta odprowadziła go błękitnym wzrokiem, a gdy zadała pytanie pospieszył jej z odpowiedzią.
-Oczywiście, że bez okazji. Po prostu pomyślałem, że ci się spodobają. Szukałem czegoś nietypowego, nie zwykłe tulipany, czy hiacynty, ale zdecydowałem się właśnie na słoneczniki - zamyślił się przez chwilkę spoglądając jej w oczy. [b]-Poza tym wiesz, kupować czekoladki kobiecie, to jak igranie z mantikorą górską. Zaraz może runąć lawina, że "Chcesz mnie roztyć!" i tak dalej. No, przecież nie wypada przychodzić też w gości z pustymi rękoma. A kwiaty wydały mi się odpowiednim prezentem. Lubię kwiaty w mieszkaniach, dodają im uroku, życia i ciepła, nie uważasz? - zapytał się. Jego głos delikatnie łechtał ucho kobiety, był wibrujący, sięgający dna gamy. Sam Nolan postanowił nie czekać dłużej w przedpokoju i podał dłoń kobiecie.
-Chodźmy do salonu, napijemy się, porozmawiamy. Można u ciebie palić? - upewnił się. Wyciągnął cygara i zippo, położył na stoliku. W razie, jakby Yvonne chciałaby się uraczyć jednym z nich.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Dublin, Irlandia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 574
  Liczba postów : 541
http://www.czarodzieje.org/t12426-yvonne-nancy-horan
http://www.czarodzieje.org/t12444-yvonkowo#333459
http://www.czarodzieje.org/t12443-pocztowy-paddy#333452
http://www.czarodzieje.org/t12442-yvonne-nancy-horan




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 63   Nie Gru 31 2017, 12:07

To była bardzo długa i ciężka droga dla czwórki czarodziejów. Od mugolskiej części miasta znacznie oddalonej od ulicy Pokątnej gdzie właśnie mieszkała urzędniczka. Byłoby dużo prościej gdyby kobiety potrafiły przejść taki kawał drogi o własnych nogach, a niestety. Do tego brak możliwości teleportacji łącznej, czy to oznacza, że są czarodziejami nieudolnymi? Oczywiście taki żarcik.
O tyle plusem było to, że ten spacer dobrze zrobił kobiecie, a na pewno Yvonne. Nie wiedziała jak z Beatrice, ale ona czuła się dużo lepiej. Świeże powietrze jej pomogło, o ile tak można było nazwać londyńskie wyziewy, ale poprawa była widoczna. Chociażby po tym, że w połowie drogi zdała sobie sprawę, że jest dosłownie wczepiona w prowadzącego nią mężczyznę i trochę poluzowała dając mu więcej swobody. Jednak wolała raczej się nie odzywać bo czuła, że język może jej się tylko plątać, a jeszcze gorzej powiedzieć o jedno słowo za dużo. W końcu alkohol bywa lepszym sposobem na prawdomówność niż eliksiry.
Yvonne była już wstanie poprowadzić towarzyszy do miejsca, w którym mieszka. Już się zastanawiała jak się odwdzięczy mężczyznom. Będąc już pod drzwiami oderwała się od Doriena i zaczęła szukać kluczy w torebce.
-Bardzo wam dziękuję. Jest mi dużo lepiej - co prawda nie trzymała się do końca stabilnie bo musiała się oprzeć o ścianę, ale już nie bełkotała. Udało jej się dobyć klucze - Nie wiem czy skusicie się na herbatkę - grzebała w palcach, którym kluczem powinna otworzyć drzwi. Więcej od kluczy miała przywieszonych do nich kolorowych piórek, które jak na złość wyjątkowo się plątały i nie mogła wybrać dobrego klucza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 25
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2671
  Liczba postów : 793
http://www.czarodzieje.org/t14237-d-e-a-dear
http://www.czarodzieje.org/t14351-dead#379532
http://www.czarodzieje.org/t14509-lumiere
http://www.czarodzieje.org/t14386-skrzynia-umarlaka#380806




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 63   Czw Sty 18 2018, 14:23

Na całe szczęście Yvonne nieco otrzeźwiała, gdy wyszli z restauracji i mroźne powietrze owiało ich twarze. Zmęczył się trochę, prowadząc ją przez prawie cały Londyn. Nie twierdził, że była za ciężka, o nie nie, ale gdy tak słaniała się na nogach, chwilami praktycznie bezwładnie, ściągając ich oboje z jednej krawędzi chodnika na drugą, a do pokonania mieli kilka ładnych kilometrów… Cholera, akurat wtedy Błędny Rycerz został zawieszony ze względu na te wszystkie problemy z magią. Teleportacja w ich stanie była zbyt ryzykowna, kominek też odpadał. Cudowny spacer.
Przemknęli przez zatłoczony Dziurawy Kocioł, potem przez magiczny mur, myląc przy tym kombinację cegieł dwukrotnie, aż w końcu trafili na Pokątną. Yvonne, już w miarę przytomna, wskazała im drogę. Tak jest, dotarli! Dorien zaoferował pomoc i zajrzał do torebki kobiety, ale poradziła sobie ze znalezieniem kluczy. Gorzej było z wybraniem tego odpowiedniego, ale i z tym sobie dali radę. Za herbatę serdecznie podziękowali, choć Dorien uparł się, że odprowadzi ją do samego mieszkania. Nie darowałby sobie, gdyby spadła ze schodów albo znów miała problemy z zamkiem. Uzgodnili, że Claude i Beatrice poczekają na zewnątrz, a Dear za moment wróci.
Gdy potknęła się, jeszcze zanim dobrze zbliżyła się do schodów, Dorien po prostu wziął ją na ręce i wniósł na piętro. Tak było najszybciej, najbezpieczniej i (przynajmniej dla Iwonki) pewnie też najwygodniej. Odstawił ją dopiero pod drzwiami do mieszkania, którego numer podała mu jeszcze gdy byli na parterze. Znów wziął od niej klucze, a po chwili otworzył drzwi.
– Poradzisz sobie, czy jeszcze z czymś ci pomóc? – zapytał, wyraźnie zainteresowany i zwyczajnie zatroskany.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Dublin, Irlandia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 574
  Liczba postów : 541
http://www.czarodzieje.org/t12426-yvonne-nancy-horan
http://www.czarodzieje.org/t12444-yvonkowo#333459
http://www.czarodzieje.org/t12443-pocztowy-paddy#333452
http://www.czarodzieje.org/t12442-yvonne-nancy-horan




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 63   Sob Sty 20 2018, 20:07

Było trudno, z małymi opóźnieniami spowodowanymi upojeniem Yvonne. Kłopot w ogóle z schodzeniem, problem z przejściem na ulicę Pokątną i czy samo znalezienie kluczy. To akurat nic nowego w przypadku osób, które wypiły trochę za dużo. Najgorzej jednak mają Ci, którzy są trzeźwi i muszą patrzeć na ten cyrk, a kto wie co wtedy sobie myślą o takiej osobie.
Może to i lepiej, że jednak nikt nie był chętny na herbatkę. Wystarczy, że pewnie kobieta sama ją sobie kiepsko przyrządzi, bo woli to robić z pomocą własnych rączek niż czarów. Jeszcze wrzątek by się na kogoś wylał i co wtedy? Dlatego dobrą decyzję podjęli.
Pod otworzeniu drzwi kamienicy kobieta już miała zamiar pożegnać przyjaciół i po prostu zniknąć w tym pół mroku korytarza. Wspiąć się powoli po schodach na piętro, co jednak nie zostało jej dane. Bo ledwo co weszła do środka i już prawie wylądowała na ziemi. Zawsze zapomina o tym podwyższeniu.
Kiedy Dorien wziął ją niespodziewanie na ręce tylko zaczerwieniła się i zamarła
-Eeem.. Nie musisz Dorien. Dam sobie radę - ale jak takiemu odmówić, skoro sam z siebie postanowił ją wnieść na piętro i postawić na nogach przed drzwiami. Jakoś nigdy nie zastanawiała się o tym jak silny jest mężczyzna. W sumie to obawiała się, że waży pewnie z tonę, ale i ta tona nie była dla nie problemem.
Trzymała klucz ręce, tym razem już wiedziała który bo bardzo charakterystyczny, złoty z małą obręczą na zakończeniu w kształcie latawca.
-Nie trzeba, już i tak za dużo zrobiłeś. Przepraszam, że w ogóle w takim stanie... zresztą - nie chciała tego przeciągać, żeby przypadkiem bardziej się nie pogrążyć. Jej wygląd i stan w jakim widział ją Dear były wystarczającą nauczką dla Yvonne. Prędko sobie nie pozwoli na coś takiego i prędzej wolałaby wylądować w innej stronie Londynu, niżeli miałby ją taką widzieć. Zanim przekręciła klucz w zamku, stanęła na palcach i pocałowała mężczyznę z policzek zostawiając ślad jasnoróżowej pomadki
-Dziękuję. Idź już musisz zająć się Beatrice - po powiedzeniu tego otworzyła drzwi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 25
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2671
  Liczba postów : 793
http://www.czarodzieje.org/t14237-d-e-a-dear
http://www.czarodzieje.org/t14351-dead#379532
http://www.czarodzieje.org/t14509-lumiere
http://www.czarodzieje.org/t14386-skrzynia-umarlaka#380806




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 63   Nie Sty 21 2018, 00:58

Co za szalony pomysł przemknął przez jego myśli! Odważyć się, czy lepiej nie? No, w najgorszym (najlepszym???) przypadku rano w ogóle nie będzie pamiętała co tam zaszło, a może nawet film urwie jej się tak bardzo, że ostatnim wspomnieniem byłoby spotkanie Beatrice w restauracji, a potem już tylko tajemniczą i nierozwiązywalną zagadkę dotyczącą tego w jaki sposób przeteleportowała się do łóżka. Potwierdziła, że sobie poradzi. No dobrze. Nie nalegał zatem, choć ta pomoc pewnie przyjęłaby formę chociażby zdjęcia butów, umycia zębów czy upewnienia się, że trafiła pod kołdrę.
Wyglądała na lekko zażenowaną całą tą  sytuacją. Kurczę, niedobrze. To znaczyło, że raczej  będzie pamiętać. A jeśli będzie pamiętać, to uczucie niemałego wstydu (jak podejrzewał), będzie ją prześladował w trakcie ich kolejnych spotkań, chociażby tych w pracy. Już chyba wolałby być cichym bohaterem bez peleryny i zostawić ją w błogiej nieświadomości.
Wolał żałować, że to zrobił, niż żałować, że nie spróbował. Po tym krótkim całusie, który dostał w policzek, posunął się dużo dużo dalej. Pochylił się nad starszą o rok koleżanką i zwyczajnie pocałował ją w usta. Objął jej dolną wargę swoimi, przekrzywił głowę delikatnie w lewo i, rzecz jasna, przymknął na te trzy sekundy oczy. Najwyżej kobieta uzna ten incydent za bardzo realistyczny, ale równie przyjemny sen.
– Dobranoc – powiedział, zostawiając ją zapewne w niemałym szoku i zbiegł po schodach, gotowy dołączyć do swojej pijanej siostry i współpracownika.


zt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1018
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 698
http://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 63   Pon Sty 22 2018, 17:09

/Jakiś czas po grzez z Lorenzo

Czuła, że przyjaciółka jej bardzo silnie potrzebuje. Dało się to wyczytać bez problemu z treści listów, które do niej przysłała. Nie mogła jej odmówić. Musiała jej pomóc. W końcu, kiedy Beatrice tego najbardziej potrzebowała, Yvonne nigdy nie odmówiła jej pomocy. Trice nie mogła postąpić inaczej. Zresztą, ostatnio miała dla niej o wiele mniej czasu niżby sama chciała go poświęcić. Wiele się działo zarówno u Beatrice jak i u Yvonne. Może to właśnie ten moment, kiedy mogłyby spokojnie porozmawiać i wszystko sobie wyjaśnić?
Dlatego właśnie, prosto po pracy, Beatrice teleportowała się do Londynu. Co prawda, w ostatnim czasie dzień już znacząco się wydłużył, ale jednak, gdy przemierzała ulicę pokątną, to było już ciemno. Kurczowo ściskała różdżkę w dłoni, która była schowana w kieszeni. Nie lubiła nigdzie chodzić po zmroku, nie czuła się wtedy bezpiecznie mimo tego, że była niemalże pewna, że gdyby potrzebowała, to poradziłaby sobie bez problemu. Przyspieszyła kroku i po chwili weszła do kamienicy, w której, jak wiedziała, było mieszkanie jej przyjaciółki.
Wspięła się po schodach na odpowiednie piętro i zrzuciła czarny kaptur z głowy. Po chwili zapukała nieśmiało do drzwi. Miała nadzieję, że zastanie Yvonne na miejscu. Nie widziało jej się szukanie przyjaciółki po całym Londynie. A skoro wzięła kilka dni wolnych od pracy to powinna być u siebie.

Wybacz jakość, poprawię się :(

______________________

Are you afraid of blood?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Dublin, Irlandia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 574
  Liczba postów : 541
http://www.czarodzieje.org/t12426-yvonne-nancy-horan
http://www.czarodzieje.org/t12444-yvonkowo#333459
http://www.czarodzieje.org/t12443-pocztowy-paddy#333452
http://www.czarodzieje.org/t12442-yvonne-nancy-horan




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 63   Pon Sty 22 2018, 18:06

Nie mogła sobie wyobrazić pokazania się w Ministerstwie następnego dnia po tym co ją spotkało. Jak tylko zebrała siły wysłała jedynie list, że przez kilka dni jest niedysponowana i nie nadaje się do pracy.  Co prawda tak nie było, ale nie mogła patrzeć na to miejsce przez jakiś czas.
Z mieszkania wychodziła tylko i wyłącznie na zakupy po jedzenie. Zmieniła się w takie pustelnika co miał wyjebane na wszystko i wszystkich, ale nie mogłaby tak długo pociągnąć. Napisała dwa listy i czekała na reakcję. Naprawdę, wygrała na loterii bo miała najlepszą przyjaciółkę na świecie. Tego życzyłaby i innym ludziom by mieli kogoś takiego u swego boku kiedy nawet rodzina zawodzi.
Wiedząc, że Beatrice jest gotowa odwiedzić urzędniczkę postanowiła jakoś się ogarnąć by nie wyglądać jak siedem nieszczęść. Wzięła długą relaksującą kąpiel, posprzątała nawet i upiec coś postanowiła. Miała zajęcie na cały dzień to i nie wracała myślami do ostatnich wydarzeń. Jedyny nawyk to sprawdzanie w lusterku swojego odbicie. Żałowała, że została wypuszczona bez śladów naruszenia. Niezbity dowód jak ta cała magimilicja traktuje czarodziei.
Kiedy robiło się ciemniej zapaliła światełka, które nadawały blasku w jej mieszkaniu. Srebrne ozdoby jakby zmieniły barwę na złotą. Wyciągnęła butelkę wina i nalała sobie odrobinę do lampki. Nie bez powodu nazywało się smoczą krwią, bo ta barwa była czarująca. Za nim jeszcze zakosztowała tego smaku usłyszała pukanie do drzwi. W końcu, ucieszył ja ten dźwięk, ale jednak w ogóle się nie uśmiechnęła.
Otworzyła szeroko drzwi witając Beatrice dość przeciętnym wyrazem twarzy.
-Ciesze się, że przyszłaś. Wchodź, czuj się jak u siebie, jak zawsze zresztą - wpuściła kobietę do środka. Wiedziała gdzie co jest i gdzie może odwiesić rzeczy, nawet i na środku sypialni Yvonne gdyby tylko zechciała. Żaden problem. W między czasie sama już zdążyła ukroić sernika, nalać wina przyjaciółce i postawić wszystko na stoliku w salonie.

Przecież Tobie wszystko wybaczę :>
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1018
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 698
http://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 63   Wto Sty 23 2018, 01:31

Na szczęście Beatrice nie musiała długo oczekiwać na to, aż Yvonne otworzy jej drzwi. Minęła niespełna minuta, a zobaczyła w progu twarz swojej przyjaciółki. Jej oblicze rozjaśnił szeroki uśmiech, który szybko przygasł. Na pierwszy rzut oka było widać, że coś nie pasuje. Jakiś aspekt osobowości Yv zmienił się. Mimo usilnych prób zakamuflowania tego, ktoś taki, jak Bea, ktoś kto znał ją tyle lat, widział, że daleko było kobiecie od dobrego stanu ducha.
Weszła do środka bez zbędnych pytań i bez jakiegokolwiek słowa, cały czas bacznie przyglądając się przyjaciółce. Walczyło w niej kilka uczuć. Pierwsze prawiło na temat taktownego zachowania. Należało poczekać, aż Yvonne poruszy sama drażniący ją temat, bez zbędnych nacisków ze strony Trice. Kolejne uczucie chciało jak najszybciej dowiedzieć się o co chodzi i móc ewentualnie przedsięwziąć odpowiednie kroki, które miałyby na celu doprowadzenie sprawy do szczęśliwego, prawdopodobnie tylko dla panny Horan, finału.
Pewnie dlatego właśnie Beatrice zdecydowała się na kompromisowe zachowanie dla niej samej. Czyli brutalną szczerość, która miała na celu idealne zobrazowanie, broń Merlinie obrażenie, tego, jak bardzo coś nie grało w danym momencie.
-Co się dzieje? Wyglądasz jak siedem nieszczęść. - zmarszczyła brwi szczerze zaintrygowana. Wiedziała, że przyjaciółka nie będzie jej miała za złe szczerych słów, raczej je doceni. No bo lepiej chyba coś takiego usłyszeć od bliskiej osoby niż od kogoś, kto nie wiedział o nas nic, bądź prawie nic.
Odwiesiła płaszcz na wieszak razem z torebką i weszła w głąb mieszkania. Znała je niemal tak dobrze jak swój własny dom, więc bez zbędnych problemów trafiła do salonu dziewczyny. Rozsiadła się wygodnie na kanapie i nadal przyglądała Yvonne. Wiele musiało się stać. Bea miała tylko nadzieję, że to nie będzie jeden z tych momentów, kiedy to będzie musiała siłą wyciągać z niej to, co się wydarzyło.
- No, jestem tylko do Twojej dyspozycji. Mów, o co chodzi, bo widzę, że jest bardzo nie w porządku. - dodała, gdy dziewczyna usiała już obok niej, równocześnie poprawiając mankiety białej koszuli, którą miała na sobie. Nie powinien dziwić nikogo jej wygląd. Do pracy zawsze chodziła ubrana elegancko i schludnie. Niepisany drescode mówił o tym, że u nich najodpowiedniejsze są czarne ubrania. Wyjątek mogła stanowić biała koszula, podobna do tej, którą Bea miała właśnie na sobie.

______________________

Are you afraid of blood?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Dublin, Irlandia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 574
  Liczba postów : 541
http://www.czarodzieje.org/t12426-yvonne-nancy-horan
http://www.czarodzieje.org/t12444-yvonkowo#333459
http://www.czarodzieje.org/t12443-pocztowy-paddy#333452
http://www.czarodzieje.org/t12442-yvonne-nancy-horan




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 63   Wto Sty 23 2018, 12:20

Brutalna szczerość często była najlepszą opcją bo najszybciej docierała do człowieka, niż jakieś ciepłe słówka czy owijanie w bawełnę. Właśnie takie gadanie wprost sprawiało, że więź między kobietami była naprawdę silna. Im więcej szczerości tym większa zaufanie można mieć wobec siebie ze względu na wzajemne dobro.
Yvonne usiadła na kanapie między stertą poduszek i zastanawiała się jak ubrać w słowa odpowiedź. W ogóle nie myślała o tym jak o tym powiedzieć przyjaciółce, dopiero teraz wzięła się na zebranie w sobie.
Podrapała się po głowie już z pomysłem jak to w ogóle zacząć.
-Spotkałam ostatnio Maxa na Pokątnej no i pech chciał, że zza rogu wyszła magimilicja - zaśmiała się ironicznie. Nie mogła przecież nie wspomnieć również o byłym narzeczonym przyjaciółki, w końcu spotkał ich ten sam los. Chociaż nie miała pojęcia jak to się dla niego skończyło - No i zatrzymali nas, chociaż nic tak naprawdę nie robiliśmy. Po prostu staliśmy na środku ulicy i powiedzmy, że zamieniliśmy z trzy zdania na dzień dobry - wzięła głębszy oddech bo powiedziała to jednym ciągiem bez przerwy na nabranie powietrza do ust. Upiła łyczek wina, dzisiaj było wyjątkowo dobre. To chyba przez ten kiepski humor, ale na pewno nie doprowadzi się do tego stanu co ostatnim razem
-Proszę uważaj na siebie Beatrice. Ja nie poszłam na współpracę bo mam swój honor, potrafią aresztować niewinnych ludzi, a jak słowa nie powiesz tak jak sobie oni życzą to oberwiesz. Gdyby nie to, że facet zatarł ślady zaklęciem poszłabym od razu do Ministra, ale kto by mi uwierzył? - westchnęła na rozłożyła się bardziej na kanapie. Była taka mięciutka i wygodna, że można było na niej przespać całą noc. Przechyliła głowę do tyłu na oparciu i wpatrywała się w sufit
-No i ostatnim razem. Bo akurat problemów z pamięcią nie miałam... Dorien mnie pocałował - skoro już tak na żale ją wzięło to wydusiła z siebie wszystko za jednym zamachem. Co by nie kombinować i mieć czyste sumienie. Po prostu chciała żeby Beatrice wiedziała o wszystkim co się dzieje w jej życiu. Niby to niewiele, a jednocześnie dużo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1018
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 698
http://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 63   Wto Sty 23 2018, 16:41

Nabierała powietrza do płuc i wypuszczała je powoli na zewnątrz, kiedy słuchała słów przyjaciółki. Beatrice cieszyła się, gdy bez ogródek usłyszała wszystko to, co Yvonne ostatnio leżało na sercu. Widać ona również uważała, że szczerość jest konieczna i podstawowa do stworzenia jakikolwiek trwalszej więzi. Pod tym względem były do siebie podobne. A pod tak wieloma innymi zupełnie różne. Może właśnie dlatego tak potrafiły się ze sobą dobrze porozumieć? W końcu przeciwieństwa się przyciągały. One były niekiedy skrajnie różne, a niekiedy tak cholernie do siebie podobne.
Na wzmiankę o Maxie nieznacznie poruszyła brwiami. Dla niej, temat jej byłego narzeczonego był w chwili obecnej tematem zakończonym. Nie wiedziała, co się u niego dzieje, ani czy w ogóle żyje, ale jakoś niespecjalnie były jej te informacje do szczęścia potrzebne. Starała się niemal zupełnie odciąć od niego i tego wszystkiego, co ich łączyło. Było to cholernie trudne. W końcu spędzili ze sobą wiele lat, bądź co bądź, szczęśliwych. Ciężko było tak po prostu zapomnieć. Ale mogła pochwalić się tym, że szło jej to coraz lepiej. Może kiedyś całkowicie zapomni?
- Widzę, że magimilicja poczyna sobie coraz śmielej. - powiedziała, łapiąc kieliszek w dłoń. Obserwowała przyjaciółkę i to, jak się czuje zważywszy na ostatnie wydarzenia. -Ostatnio przed świętami, jak byłam na pchlim targu z Claudem, nas również próbowali zabrać do Ministerstwa. Na szczęście udało nam się uciec. - dodała po chwili. Miała świadomość, że zarówno ona jak i Claude mieli o wiele więcej szczęścia niż Yvonne, ale o tym nie zamierzała wspominać.
Upiła niewielki łyk wina. Było takie, jakie najbardziej lubiła pijać. Delikatne, lekko wytrawne, nie za słodkie. Chyba Yv dobrze się przygotowała na przybycie przyjaciółki, skoro postawiła na taki trunek.
Założyła nogę na nogę i uśmiechnęła się delikatnie, gdy wspomniała o uważaniu na siebie. Pochyliła się w stronę przyjaciółki i czule cmoknęła ją w policzek. Cieszyła się, że ma przy sobie kogoś takiego jak ona. Kogoś, kto zawsze będzie próbował się o nią troszczyć. To ważne w życiu.
-Kochanie, dziękuję za troskę. Ale nie martw się, nie pozwolę sobie zrobić krzywdy. Wiem jak się zachować w kryzysowych sytuacjach. - odparła zgodnie z prawdą. Nigdy nie pozostawała bezbronną kobietką, która czeka na okazję, aż rycerz w lśniącej zbroi i na białym rumaku ruszy jej na ratunek. Ona wolała być sama dla siebie ratunkiem. Mimo swoich niepozornych rozmiarów i wyglądu, który raczej utożsamiał ją z aniołkiem, potrafiła świetnie dać sobie radę sama, bez pomocy osób trzecich.
Podniosła kieliszek ponownie do ust w momencie, gdy panna Horan spuściła na nią taką bombę, jaką był pocałunek z Dorienem. Nic więc dziwnego, że wino, które znalazło się w jej ustach, szybko znalazło drogę powrotną na zewnątrz. Tylko zamiast ponownie znaleźć się w kieliszku, rozchlapało się po stoliku przed nimi i dywanie, który był pod meblem. Beatrice nie przejmowała się tym jednak. Najwyżej odkupi dywan. Wpatrywała się w przyjaciółkę, jakby właśnie jej obwieściła, że dwuletnie dziecko zostało nowym Ministrem Magii. Niemalże słychać było, jak trybiki w jej głowie przeskakują z zawrotną prędkością próbując zrozumieć sytuację.
-Jak to Cię pocałował? - wykrztusiła z siebie ocierając usta z resztek wina. Nie rozumiała tego zupełnie. Po tym, co słyszała ostatnio na temat jego wielkiej, niespełnionej miłości do Ruth, po prostu nie mieściło się jej to wszystko w głowie. I nie współgrało. Co ten jej głupi braciszek mógłby mieć w głowie? I ważniejsze pytanie, czy powinna o tym powiedzieć Yvonne? A konkretniej o tym, że sytuacja wcale nie jest tak kolorowa jakby się mogło wydawać...

______________________

Are you afraid of blood?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Dublin, Irlandia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 574
  Liczba postów : 541
http://www.czarodzieje.org/t12426-yvonne-nancy-horan
http://www.czarodzieje.org/t12444-yvonkowo#333459
http://www.czarodzieje.org/t12443-pocztowy-paddy#333452
http://www.czarodzieje.org/t12442-yvonne-nancy-horan




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 63   Wto Sty 23 2018, 20:38

Nie, nie miała zamiaru ciągnąć tematu owej osoby i też nie spodziewała się, że Beatrice będzie chciała usłyszeć coś więcej. Takie sprawy się odstawia i nie wspomina. Na jakiś czas to najlepsze wyjście, a może kiedyś się przytrafi jakaś rozmowa i to pewnie przypadkowa nawet gdyby. Takich rzeczy się nie zapomina. Jeśli coś wyjątkowo wpłynęło na życie to jednak będzie się to wspominać, może nie teraz, ale za kilka lat na pewno. Przecież to nie była jakaś pierdoła, ale coś co przeważyło dość mocno szalę życia i znacznie zmieniło. Oby na lepsze, tego przyjaciółce życzyła
-Naprawdę? To mieliście szczęście, ja nie miałam nic do gadania. Gdybym zaczęła się przeciwstawiać byłoby tylko gorzej, więc jakoś to zniosłam - wyobraziła sobie tą ulgę jaką musieli odczuć w tamtej sytuacji. O mały włos. Chciałaby tak, ale cóż, teraz może tylko przestrzegać innych, ale jak funkcjonariusze się uprą to nic się nie zdziała i nie można robić pochopnych rzeczy wobec nic. Teraz tylko w głowie jej myśl jak to zaważy na jej pracy. Co jeśli ją wywalą na zbity pysk, co wtedy ze sobą zrobi? Na niczym innym się nie zna... Tak zaczynać od zera. Najgorzej gdyby była zmuszona wrócić do rodzinnej posiadłości. Jedno wydarzenie, a tak już jej mieszało w głowie.
Znikomy uśmiech pojawił się na twarzy kobiety kiedy dostała buziaka w policzek. Beatrice potrafiła być na swój sposób przekochaną osobą. Naprawdę lubiła te jej malutkie gesty, od razu milej na sercu się robi. Ciekawa była reakcji na ostatnie zdanie. Podniosła głowę i napiła się wina, patrząc na wyraz twarzy przyjaciółki kątem oka.
Jak grom z jasnego nieba. Jakby doznała największego świecenia w życiu, a raczej odwrotnie. Nie wyobrażała sobie jakie są możliwe reakcje. Przyznała się do tego, ale tak naprawdę, bardziej w tym momencie martwiła się swoją robotą niżeli stosunkami międzyludzkimi.
-No tak o - mruknęła i położyła palec wskazujący na ustach jakby to nie było nic nadzwyczajnego. A było. Właśnie chodzi o to, że dla Yvonne było to bardzo "nie z tej ziemi", ze względu na relację między tą dwójką. Kiedy kilka dni o tym rozmyślała co się za tym kryło, to zwaliła jej się magimilicja nagle i musiała przestać bujać w obłokach - Możesz powiedzieć co chcesz i tak jestem wystarczająco zdołowana - westchnęła przytykając kieliszek do ust i patrzyła się na kuchnię, po drugiej stronie pomieszczenia. Była otwarta na salon, więc mogła sobie wybrać jakikolwiek obiekt do obserwacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1018
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 698
http://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 63   Wto Sty 23 2018, 22:45

Skrycie się cieszyła, że Yvonne nie miała zamiaru rozwijać wątku jej byłego narzeczonego. W tym momencie było to zupełnie niepotrzebne i nikt nie powinien tego robić. Nie pokazała tego po sobie, ale poczuła ogromną ulgę, kiedy został kontynuowany temat niedawnego aresztowania przyjaciółki.
-Tak właściwie to za co w ogóle was aresztowali? Nie rozumiem tego, przecież jesteś pracownikiem Ministerstwa Magii. To przecież chore. - dopiero po chwili dotarło do niej, jak bardzo bezsensowne było aresztowanie Horanówny. Przecież pracowała w Ministerstwie. Ktoś, z tej chorej magimilicji, musiał ją znać, bądź kojarzyć. Jak do cholery coś takiego w ogóle było możliwe. Zmarszczyła brwi rozmyślając nad tym fenomenem, który nie mieścił się jej w głowie. Obróciła kieliszek kilkukrotnie między palcami, tym samym wprawiając alkohol w ruch i powodując, że zaczął on obijać się o ścianki. Przypatrywała się zapamiętale szkłu nie do końca wiedząc co powinna o tym sądzić. Jeśli do takich głupich sytuacji już dochodziło to strach pomyśleć co się zacznie dziać dalej. Czarodzieje nagle zaczną obawiać się wychodzenia z domu.
Wiedziała, że jej reakcja na kolejną rewelację Yvonne była nader przesadzona, ale nie mogła nic na to poradzić. I teraz właśnie widziała, że mimo wszystko powinna przyjąć to delikatniej. Zachować się bardziej taktownie. Ale czasu cofnąć nie mogła. Musiała tym razem postąpić w odpowiedni sposób.
-Nie, to nie tak. Nie zamierzam Cię dobijać. - powiedziała szybko, jakby próbując się wytłumaczyć. Odstawiła kieliszek na stolik i przysunęła bliżej dziewczyny nie do końca pewna, co powinna teraz powiedzieć. Chyba znowu postawiła na szczerość. -Po prostu zaskoczyłaś mnie tym i tyle. W końcu nie wiedziałam nic na temat tego, aby Dorien cokolwiek do Ciebie czuł. A może to był tylko jakiś głupi gest z jego strony. - nie wiedziała, jak to interpretować. A skoro ona tego nie wiedziała, to nawet nie chciała myśleć, jaki galimatias musiała mieć w głowie Yvonne.
Uderzył w nią fakt, z którego do tej pory nigdy nie zdawała sobie sprawy. Dorien to dupek. Cholerny dupek i egoista, który nie liczył się z niczyimi uczuciami. Po tym, co słyszała od niego w czasie świąt, wydawać by się mogło, że poważnie przejął się rozstaniem z tą całą Ruth. I zdawać by się mogło, że wciąż coś do niej czuje. Nie wspominając o tym, że sprzątnął ją z przed nosa własnego brata! I jeszcze coś takiego... Że zawraca w głowie Yvonne... Bea była pewna, że gdy tylko opuści to mieszkanie, czym prędzej uda się na rozmowę do swojego ukochanego brata. Mógł sobie robić, co tylko chciał, ale Yv nie pozwoli mu skrzywdzić. Co to to nie.
-Yvonne, wiem, co mówiłam wcześniej, ale proszę Cię, nie rób sobie żadnych nadziei. - powiedziała spokojnie, wyraźnie. Nie chciała zranić kobiety. -Nie wiem co w jego wykonaniu miałby oznaczać taki gest. - ale zamierzam się dowiedzieć, dopowiedziała sobie samej w myślach.

______________________

Are you afraid of blood?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Dublin, Irlandia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 574
  Liczba postów : 541
http://www.czarodzieje.org/t12426-yvonne-nancy-horan
http://www.czarodzieje.org/t12444-yvonkowo#333459
http://www.czarodzieje.org/t12443-pocztowy-paddy#333452
http://www.czarodzieje.org/t12442-yvonne-nancy-horan




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 63   Sro Sty 24 2018, 16:36

-No właśnie o to chodzi, że za nic. Po prostu sobie staliśmy, o nic nie pytali. Po prostu wyrecytowali dekrety Ministerstwa, które znam na pamięć zresztą. Myśleli idioci, że im uwierzę w te bzdury bo znacznie wszystko przeinaczali i to bardzo nieudolnie. Oni nawet sobie nie zdali z tego sprawy, że wzięli się za swoją koleżankę w roboty, że tak to ujmę - westchnęła marszcząc znacznie brwi. Jej mina dużo mówiła o tym, że żal jej było tych idiotów. Bo co innego można im powiedzieć? Naprawę tylko zastanowić się skąd oni takich wytrzasnęli. Takie typy co za dziecka marzyły o trafieniu do Slytherinu, a zostali ziemniakami z Pucholandu i teraz sobie odpracowują lata kiedy mogli dręczyć innych, bo zawsze to oni padali ofiarami. Dokładnie takie zdanie sobie i nich wyrobiła po bezpośrednim spotkaniu z nimi.
Rozłożona prawie jak do spania, nawet i jedną nóżkę oparła o stolik, którą zdobił zgrabny niebieski, puchaty pantofel. Uroczo. Trzymała kieliszek dwiema rękoma opierając go na udzie delikatnie kręcąc. Naprawdę Yvonne bywa kobietą o dwóch obliczach, w końcu z domu wyniosła całkiem inną naukę i taka raczej była. Jednak przy niektórych mogła wyluzować i przestać udawać, że wcale nie bolą jej plecy od nadmiernego prostowania się, a o cierpiących nogach w szpilkach już nie wspominając. Dom to dom.
-No cóż, ja akurat z takich głupich gestów dawno wyrosłam... - tutaj zrobiła małą przerwę, żeby napić się wina. Kiedy oderwała szkło od ust skierowała je w stronę Beatrice i wystawiła w jej kierunku palec wskazujący. Nie, nie.. oczywiście nie w tym geście pokazywania komuś czegoś, bo tak jest nie ładnie - Więc, nie dla mnie takie zabawy i prędzej to mogę zlać niż się przejmować - teraz sobie zdała sprawę, że opróżniła kieliszek do końca. Tylko co z nim zrobić. Cmoknęła ustami zastanawiając się nad tym, byle dotrzymać postanowienia.
Słowa jakich używała wobec nie Beatrice poprawiały jej humor. Nie były to pocieszenia czy inne takie bzdury, bo tego nie potrzebuje w ogóle. Zdecydowanie woli szczerość i raczej analizę wszystkich wypadków niżeli pocieszanie na siłę, że wszystko będzie dobrze bo to nie działa. Nie miała zielonego pojęcia do kogo innego mogłaby się zwrócić z tym problemem. Znajomi to znajomi, ale ktoś komu może powiedzieć wszystko o wszystkim bez osądzania to najważniejsza osoba w życiu. Nawet wobec własnej matki nie była tak uczciwa.
Leniwie podniosła się z kanapy co w obecnej pozycji było bardzo trudnym zadaniem - Teraz to mam nadzieję, że pozbędę się tej plamy z dywanu bez spalenia go bo nie chce mi się go czyścić na kolanach - zaśmiała się - Chociaż, bardziej by mi było szkoda tego żyrandolu. Może to dobrze, że nie wiem ile jest w ogóle wart, a tą szmatę mogłabym w sumie wymienić na nową - mówiła cały czas obchodząc sofę dookoła, żeby dotrzeć do komody. Tam na specjalnie wymodelowanej, drewnianej podpórce miała położoną różdżkę, wyglądała jak trofeum. Nauczyła się dawno temu by kłaść ją w jednym, określonym miejscu, taki nawyk i nigdy w życiu nawet się nie zastanawiała gdzie może leżeć, zawsze wie gdzie jest. Jak nie tutaj to w płaszczu bądź torebce. Gdy ją dobyła z wielką niepewnością delikatnie nie obróciła przekręcając jedynie nadgarstek - Chłoszczyść - stał się cud, naprawdę cud. Bo plamy z wina dosłownie wyparowały, tyle szczęścia, że nie musi kupować nowego dywanu.

Kostka: 6
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1018
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 698
http://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 63   Pią Sty 26 2018, 22:38

Również usiadła o wiele wygodniej na kanapie, co zdecydowanie nie uszłoby jej płazem w rodzinnej posiadłości. Tam, w każdej sytuacji należało zachowywać się z klasą i godnością. Nawet z wysoka gorączką i gilem do pasa należało wyglądać przynajmniej przyzwoicie. No, chyba że w pobliżu nie było akurat rodziców, bądź babci, wtedy można było sobie poluzować. Dlatego, przebywając z Yvonne, czuła się tak swobodnie. Zawsze w jej towarzystwie mogła sobie pozwolić na o wiele więcej niżby było to wskazane. Trzeba było przyznać, świetna była ta ich relacja.
Wyciągnęła daleko przed siebie nogi, tak, że pośladkami ledwie dotykała kanapy. Można by było pomyśleć, że takie siedzenie jest cholernie niewygodne. Ale nie dla niej. Brodą niemal sięgała swojego niewielkiego biustu.
-Od zawsze uważałam, że w Ministerstwie pracują idioci. No, może poza paroma wyjątkami, jak ty, czy Lorenzo. No i może jeszcze Claude. - na wzmiankę o tym ostatnim uśmiechnęła się nieznacznie. Nic nie mogła poradzić na to, że od pewnego czasu każda myśl o tym rudzielcu wywoływała na jej licu uśmiech. Miała tylko nadzieję, że Yvonne, zajęta swoimi rozmyślaniami, nie zauważy tego.
-Yvonne, mój brat to dupek i debil. - skwitowała tylko nie do końca pewna, co powinna jeszcze oddać. To nie tak, że uważała go całkowicie za zidiociałego, ale po prostu niekiedy zachowywał się jej zdaniem irracjonalnie. Tak, jak chociażby wtedy, gdy pocałował Yv na pożegnanie. -Jeśli chcesz, to mogę z nim porozmawiać na temat tego zdarzenia. Sama chętnie się dowiem, jak to wygląda z jego perspektywy. Nie pozwolę, aby ktokolwiek Cię skrzywdził. A jeśli dodatkowo miałby to być mój rodzony brat, to przysięgam, że nogi z dupy bym mu wyrwała.
Zaśmiała się głośno słysząc słowa przyjaciółki na temat przypadkowego zniszczenia, bądź co bądź, pięknego dywanu. Podniosła się również do bardziej ludzkiej pozycji i gdy panna Horan zajęła się odplamianiem tkaniny, Beatrice zadbała o to, aby wino ponownie znalazło się w kieliszkach.
-Odkupię Ci go, spokojnie! - zaśmiała się, ale na jej twarzy zagościło ogromne zdziwienie, kiedy plama zniknęła za sprawą zaklęcia rzuconego przez Yvonne. -No wiesz co, kogo jak kogo, ale Ciebie w życiu bym nie podejrzewała o znajomość takich zaklęć! Zaimponowałaś mi - zakpiła po czym ponownie się zaśmiała.
Ostatnimi czasy w ogóle nie przypominała tej ponurej Beatrice z przed kilku miesięcy. Zmieniła się znacznie, chyba na lepsze, a dzisiejszy humor z pewnością musiał odzwierciedlać jej obecny stan ducha. Nawet gdy coś złego komukolwiek się działo, potrafiła się uśmiechnąć. I spróbować danej osobie jakoś pomóc.
-Yvonne, a tak na serio, to co ty w ogóle widzisz w tym moim bracie? - rzuciła, szczerze ciekawa jaką odpowiedź otrzyma. Osobiście nigdy nie rozumiała tej fascynacji Dorienem. Wiele lasek się do niego śliniło. Nawet jako jego siostra, musiała przyznać, że jest bardzo przystojny, ale przecież potrafił zachowywać się jak dupek. Dlatego szczerze interesowała ją opinia przyjaciółki w tej sprawie. Może dzięki temu uda jej się bardziej zrozumieć jego fenomen?

______________________

Are you afraid of blood?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Dublin, Irlandia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 574
  Liczba postów : 541
http://www.czarodzieje.org/t12426-yvonne-nancy-horan
http://www.czarodzieje.org/t12444-yvonkowo#333459
http://www.czarodzieje.org/t12443-pocztowy-paddy#333452
http://www.czarodzieje.org/t12442-yvonne-nancy-horan




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 63   Pon Sty 29 2018, 23:53

Całe szczęście, że Yvonne mieszkała sama. Gdyby nie to, to może zapewnić, że posiadłość Horanów wcale nie odbiega od standardów i też trzeba się zachować oraz wyglądać. Chciała poczuć trochę wolności no to ma i przy okazji inni też mogą korzystać, że nikt nie stoi za plecami i nie wtyka kija za koszulę by prostować się jeszcze bardziej.
-No masz szczęście, że wymieniłaś wyjątki - zaśmiała sie wytykając do przyjaciółce palcem. Ciekawe czy zwróci uwagę na to, że Yvonne w żaden sposób nie zareagowała i wzmiankę o przyrodnim bracie. Bo zwykle w jakiś sposób musiała zaznaczyć, że nie przepada za wspominaniem o dodatkowym członku rodziny przez grymas twarzy lub jakieś nieprzyjemne słowa. Tym razem wyjątkowo milczała. Gdyby tak Beatrice się dowiedziała, że ta dwójka w końcu dochodzi do jakiegoś porozumienia. Powoli bo powoli, ale jest lepiej niż kiedyś i nawet nie przeszło jej przez myśl coś w stylu "Jak ty możesz się zadawać z tym pasożytem mojej rodziny", a to i tak jedno z łagodnych określeń. Kto wie, może następne święta spędzą przy jednym stole.
-No cóż ty go znasz całe życie, jest twoim bratem i kochasz go jak brata. Z rodzeństwem zawsze tak będzie, że trudem można powiedzieć o nich coś dobrego - westchnęła kręcąc lampką w dłoni - Znaczy się, wiem jak to wygląda. Nie żebym go broniła, ale te relacje tak zawsze wyglądają - z jednej strony chciałaby powiedzieć "Tak, pogadaj z nim" ale to by wyglądało tak, że Yvonne sama nie potrafiłaby się z nim dogadać i wysyła pośrednika, jak nastolatki. Jednocześnie nie będzie jej niczego bronić, w końcu ona by zrobiła dla Beatrcie dokładnie to samo. Wolała tą kwestię przemilczeć i zostawić jej wolną rękę.
-Taką szmatę? Proszę Cię - machnęła na to ręką. Gdyby nie wzięło ją na popisywanie się, że jakieś zaklęcia zna to pewnie by go prędzej wywaliła niż czyściła na kolanach. Zakryła usta czteroma palcami i zaśmiała się delikatnie machając różdżką jak kokieterka, ale szybko spoważniała wracając niemal do grobowej miny - Zamieszkałabyś sama bez służby i skrzatów to też byś nauczyła kochana - ten się śmieje kto się śmieje ostatni. Odłożyła różdżkę na swoje miejsce i bez ceregieli obchodzenia kanapy dookoła, po prostu podniosła nogę i przeszła nad nią, siadając wygodnie między poduszkami krzyżując nogi po turecku. Naprawdę u kogo innego Beatrice zazna takiej wygody i wyluzowania?
Z miną smutnego psa spojrzała na przyjaciółkę kiedy zadała jej TO pytanie. Coś czuła, że prędzej czy później zejdzie na ten temat, ale nie dopuszczała do siebie tego. Opuściła głowę i wpatrywała się w swoje kolana, naprawdę była jak zbity pies
-Tak serio, to trudno mi powiedzieć. Kiedy go poznałam patrzyłam na niego tak jak kiedyś potrafiłam patrzeć na chłopaków. Typowy bogacz, który myśli, że wszystko mu wolno i fajnie byłoby go tylko odhaczyć.. Co i tak mi nie wyszło - zaśmiała się pod nosem z własnych słów, które brzmiały niedorzecznie, ale inaczej nie potrafiła tego opisać-Teraz jak coraz bardziej mam dość tego samolubstwa jakim się kierowałam, to zaczęłam widzieć w nim cechy jakie po prostu lubię u ludzi - wzięła głęboki oddech, aż dało się to usłyszeć jak i wypuszczane powietrze z powrotem. Podniosła głowę, żeby spojrzeć na wyraz twarzy przyjaciółki - A jest jak jest i dzieckiem też nie jestem, żeby brać wszystko na poważnie i rozpaczać z byle powodu. Teraz myślę o tym czy nie wywalą mnie z roboty - sięgnęła po butelkę wina i dolała sobie jeszcze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1018
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 698
http://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 63   Sro Sty 31 2018, 21:00

Spodziewała się zwyczajowego wyklinania Lorezna, mów nienawiści i wyzywania chłopaka od pomiotu. Nie umknęło jej uwadze, że nic takiego nie nastąpiło. Jednak brew powędrowała nieznacznie ku górze, ale nie poruszyła tego tematu. Może podczas świąt zdarzyło się coś magicznego i Yvonne przestała pałać otwartą nienawiścią względem przyrodniego brata? Dziwne. Niemalże nieprawdopodobne.
Komentarz dotyczący Doriena początkowo puściła mimo uszu. Nie miała ochotę dalej rozprawiać na ten temat, ale czuła, że jest to konieczne.
-Prawda jest taka, że lepiej niż ktokolwiek inny znam mojego brata. - powiedziała, uparcie wpatrując się w trunek znajdujący się w kieliszku. Oczywiście, miała na myśli to, że tylko rodzeństwo może wiedzieć najwięcej na taki temat. Nie miała konkretnie siebie na myśli. Ale nie sądziła, że Yvonne może być aż taką idiotką, aby musiała dopowiadać tak oczywiste fakty.
Po tej rozmowie wiedziała, że nie może tego tak zostawić. Po prostu musiała się dowiedzieć bezpośrednio u źródła, jak to wszystko wygląda z jego strony. Ona sama miała tylko nadzieję na to, że Dorien mimo wszystko nie zdążył skrzywdzić jej najlepszej przyjaciółki. Pewna była faktu, że gdyby tylko tak się stało, bardzo mocno by tego pożałował. Już ona by tego dopilnowała. Odechciałoby mu się amorów na naprawdę długi czas.
Słysząc kolejne słowa Yvonne zaśmiała się. Ale ten śmiech nie był naturalny. Trochę jakby po to, aby zatuszować coś, o czym nie chciała mówić. Bo Beatrice nie była pewna, czy to aby na pewno odpowiedni moment na chwalenie się nowym zakupem. Z drugiej jednak strony, jak nie dziś, to kiedy? Horanówna była jej przyjaciółką. Z pewnością zrozumiałaby, że Bea mówi jej tylko dlatego o tym, bo cholernie się cieszy. Nie po to, by się wywyższać, bądź, broń boże, chwalić kolejnymi sukcesami.
-W zasadzie - zaczęła, brzydko wyginając palce w przeciwną stronę niż to wskazane -To ja nie mieszkam ze służbą i skrzatami. - dodała i spojrzała na przyjaciółkę. Była niezmiernie ciekawa jej reakcji na tego typu słowa. W sumie, niecodziennie człowiek się dowiaduje, że jego przyjaciel postanowił kupić sobie dom.
Słuchała słów przyjaciółki dotyczących jej postrzegania Doriena. Nie mogła tego zrozumieć. Ale i nie zamierzała oceniać. Yvonne nigdy nie była tak okropna, aby oceniać jej ślepą miłość względem Maxa. Nie mogła zrobić jej czegoś takiego i zachować się inaczej niż ona przez te wszystkie lata. To po prostu byłoby nie fair względem niej. I doskonale zdawała sobie z tego faktu sprawę.
-Yv, nie miej takiej miny, przecież ja nie zamierzam Cię w żaden sposób oceniać - uśmiechnęła się pokrzepiająco i palcem wskazującym prawej dłoni sięgnęła do podbródka panny Horan. Uniosła go ku górze tak, by ta spojrzała jej w oczy, gdy mówiła dalej. -Nigdy Cię nie oceniałam i nigdy nie zamierzam robić. To Twoja sprawa. Dla mnie najważniejsze jest Twoje szczęście. Jeśli miałby je zagwarantować mój brat, to tylko pozostaje mi się cieszyć.

______________________

Are you afraid of blood?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Dublin, Irlandia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 574
  Liczba postów : 541
http://www.czarodzieje.org/t12426-yvonne-nancy-horan
http://www.czarodzieje.org/t12444-yvonkowo#333459
http://www.czarodzieje.org/t12443-pocztowy-paddy#333452
http://www.czarodzieje.org/t12442-yvonne-nancy-horan




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 63   Pon Lut 05 2018, 14:06

Cuda świąteczne się zdarzają. Bądź co bądź rodziny nie można ignorować, nawet tej niezbyt pożądanej. Chociaż informacja o tym, że Yvonne posiada przyrodniego brata wyglądała zupełnie inaczej niż mogłoby się to wydawać. Miała całkiem inne nastawienie, ale duma jej nie pozwala do przyznania się, że jej ojciec utrzymuje bękarta, który nawet nie potrafił tego uszanować i tylko obrażać. I tak dalej, i tak dalej.
-I właśnie dlatego to wszystko co mówisz muszę brać pod uwagę - chociaż nie wszystkie słowa wobec swoich najbliższych mogą być mówione w jasnym świetle, to na pewno nie mogą być bezpodstawne. Jak to się mówi w każdej plotce jest ziarenko prawdy, więc to co mówi jej Beatrice nie może umknąć jej uwadze. Co prawda nie wszystko chce sobie przyjąć do wiadomości, bo wobec Yvonne jej przyjaciel nie wykazywał się takimi cechami. Ciężko stwierdzić na czym może stać tak naprawdę, ale trzeba pozwolić by wszystko toczyło się swoim torem.
Zmarszczyła brwi na dziwna reakcję przyjaciółki. Co ją tak rozbawiło w tym co powiedziała? Naprawdę była przekonana o tym co mówi, w końcu nie raz nie dwa odwiedzała Beatrice i widziała jak toczy się tam życie. Jeden łyczek wina i dowiedziała się o co chodziło. Przez moment naprawdę nie rozumiała o co chodzi mówiąc, że nie mieszka ze skrzatami i służbą. Czyżby o czym nie wiedziała? Państwo Dear zrezygnowało z takich wygód?
-Czy mogłabyś jaśniej? - lepiej spytać niż udawać, że ogarnia. A nie ogarnia, Beatrice jej czegoś nie powiedziała i dlaczego?
Jej wielkie psie oczy, czasami miała ochotę zrobić coś żeby nie były takie wielkie. Czasem słyszy, ze w nich można dużo wyczytać bez jej słów. Tak się czuła i teraz, nawet jak nie miała nic do ukrycia przez czarnowłosą to miała wrażenie, że wiedziała znacznie więcej w tej kwestii, niż Yvonne wyznała. Ten mały gest by podniosła głowę do góry przekonał ją, że Beatrice to jej siostra z innej matki. Za to, to co powiedziała.. no cóż. Zaśmiała się nerwowo
-Proszę cię, nawet nie chce mi się wierzyć w takie rzeczy



Nie ten temat, ale daje ci 10/10 za avek
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1018
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 698
http://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 63   Wto Lut 13 2018, 23:26

Nie pozostało jej nic innego jak tylko przytaknąć Yvonne. Chyba dobrze robiła, że postanowiła jakoś wziąć pod uwagę słowa, które Beatrice w jej kierunku powiedziała. W końcu, chciała dla niej jak najlepiej. Zawsze mówiła, że panna Horan była dla niej niemal jak siostra, więc dbała o nią jak o członka swojej rodziny. Niekiedy wydawało jej się, że może na nią o wiele bardziej liczyć niż na kogokolwiek z rodzeństwa, czy rodzinnego domu. I ze wzajemnością.
Przełknęła ślinę nagle przyglądając się wszystkiemu, tylko nie Yvonne. No bo jak to. Miała zupełnie inaczej to zrobić. Nie chciała od razu jej mówić, że ma nowy dom. Ale w sumie, teraz nie miała za bardzo już wyjścia.
-No bo, ja nie mieszkam już w posiadłości w Brighton. - przeniosła w końcu wzrok na kobietę, szukając oznak tego, jak przyjmie te informacje do wiadomości. Czy będzie zła, że Beatrice zataiła przed nią takie istotne fakty? Czy może raczej będzie cieszyć się jej szczęściem? W sumie, gdyby się tak nad tym wszystkim zastanowić, nie miała o co być zła. Co prawda Lorenzo zdążył już zobaczyć to magiczne miejsce (i nie tylko zobaczyć...), ale prócz niego Bea nikomu nawet nie wspomniała o domu w Dolinie. -Jeszcze jakoś w listopadzie udało mi się w bardzo okazyjnej cenie dorwać dom w Dolinie Godryka. I od dłuższego czasu pojawiałam się tam w miarę często, aby go remontować i doprowadzać do stanu użyteczności. A tuż przed świętami Bożego Narodzenia udało mi się tam przenieść. Więc już nie mieszkam z rodzicami. - uśmiechnęła się delikatnie przy ostatnich słowach. To dziwne, że nie była najmłodszą, a najdłużej mieszkała w tamtym miejscu.
- Nie chciałam o tym nikomu mówić, to miało być czymś w rodzaju niespodzianki. I w sumie nadal nikt o tym miejscu nie wie, prócz Ciebie i Lorenza. - dodała po chwili, lekko wzdychając przy ostatnich słowach. Nie czuła, aby postępowała źle tym, że nikomu o tym nie wspomniała wcześniej. Po prostu czuła, że tą jedną rzecz w życiu musi zrobić w pełni sama, bez jakiejkolwiek kontroli czy pomocy.
Tym razem zmarszczyła delikatnie brwi, kiedy usłyszała kolejne słowa przyjaciółki. Nie chciała jej dołować, ale dla niej, takie niedokończone i niedopowiedziane zdarzenia były najgorszymi z możliwych. Ona, gdy tylko miała okazję, chciała zawsze wyjaśniać sprawę i rozwiązywać problemy tak, aby dokładnie wiedzieć na czym stoi.
-Yv, a tak w zasadzie, to czy ty kiedykolwiek rozmawiałaś na ten temat z Dorienem? Czy wiesz, on w ogóle ma pojęcie o tym, że nie jest dla Ciebie obojętny? - nie chciała tego mówić, ale poczuła, że musi sprowadzić przyjaciółkę na ziemię. No bo jak nie ona, to kto miałby to uczynić?

Bardzo się cieszę, że Ci się podoba <3

______________________

Are you afraid of blood?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Dublin, Irlandia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 574
  Liczba postów : 541
http://www.czarodzieje.org/t12426-yvonne-nancy-horan
http://www.czarodzieje.org/t12444-yvonkowo#333459
http://www.czarodzieje.org/t12443-pocztowy-paddy#333452
http://www.czarodzieje.org/t12442-yvonne-nancy-horan




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 63   Pią Mar 30 2018, 23:27

-No to mnie zaskoczyłaś, jakim cudem tak długo udało Ci się to ukrywać... - na twarzy miała wypisane niedowierzanie, że Beatrice się wyprowadziła i do tego do Doliny Godryka. Jest styczeń, a on mówi, że ma ten dom od listopada.. nie ładnie, bardzo nie ładnie - Wprowadziłaś się, a imprezę na powitanie trzeba zrobić, jak to tak? Znaczy rozumiem, że chciałaś się urządzić i w ogóle, ale dopiero teraz mi o tym mówisz? - chociaż jej słowa nie brzmiały tak pozytywnie, jak sama Yvonne by chciała. Tak jakoś śmiesznie się układały jakby miała za złe przyjaciółce, że wcześniej jej tego nie powiedziała. Teraz tylko będzie myśleć co jej kupić do nowych czterech kątów, minęły 3 minuty od tej informacji, a urzędniczka już miała w głowie z dziesięć pomysłów jak umilić Beatrice życie w nowym miejscu i by pamiętała, że ten szczególny prezent będzie właśnie od Horanówny
-Ale miło mi, że chociaż jestem teraz tą częścią wtajemniczoną. Za twój nowy dom Beatrcie - uniosła lampkę wina do góry na znak toastu i wypiła całą zawartość bo już nie było tego dużo i tak.
Naprawdę czy spotkania z panną Dear muszą być takimi huśtawkami, ale nie jest nudno. Byłoby dziwnie gdyby nie obgadały wszystkiego za jednym spotkaniem, bo nie mają na nie okazji zbyt często, a życie się toczy.
-Czy wie? - odłożyła szkło na stolik, ale na tym wolała dzisiaj skończyć. Niby łatwe pytanie, a jednocześnie nie - Szczerze, chyba wolałabym, żeby nie. Jesteśmy w dobrych relacjach, więc wolałabym tego przypadkiem nie zepsuć. Już nie miałabym u kogo się ukrywać w ministerstwie - ją samą trochę bolały te słowa na jakie się odważyła, ale czasem woli myśleć mózgiem, a nie sercem. Zdrowy rozsądek każe jej jednak dać spokój, a już nie jest dzieckiem jak w Hogwarcie, wtedy by się nie zastanawiała i postawiła kawę na ławę. Teraz nie chce ryzykować utraty dobrych relacji.
Tak minął czas kobietom, że nie zauważyły kiedy zrobiło się strasznie późno, a tym samym i przyszedł czas na Beatrice. Jakie to szczęście mieć kogoś tak bliskiego na świecie.

zt 2x
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Dublin, Irlandia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 574
  Liczba postów : 541
http://www.czarodzieje.org/t12426-yvonne-nancy-horan
http://www.czarodzieje.org/t12444-yvonkowo#333459
http://www.czarodzieje.org/t12443-pocztowy-paddy#333452
http://www.czarodzieje.org/t12442-yvonne-nancy-horan




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 63   Nie Maj 20 2018, 12:31

Gdy już zaprowadziła Jaspera pod drzwi, zapomniała w drodze po schodach poszperać w torebce w poszukiwaniu kluczy. Zajęło jej to minutkę. Jak to w typowej kobiecej torebce, musiała mieć napchane zbędnych rzeczy wmawiając sobie "Nigdy nic nie wiadomo co może się przydać" nawet przy głupim wyjściu do sklepu za rogiem. Doszukała się.
Otworzyła ciemne, drewniane drzwi na ścież zapraszając mężczyznę jako pierwszego. Chyba powinno być odwrotnie, ale to jednak jej cztery kąty nie odwrotnie i to ona go "zapraszała" tak jakby. Bo na jego prośbę.
-Na szczęście zdążyła trochę ogarnąć - rozglądała się czy faktycznie żadne jej majtki nie leżą na wierzchu czy ma poskładane w kuchni i pomyte naczynia. Było dobrze - Ciasne, ale własne - westchnęła. Zdejmując buty. Nie spodziewała się jakiegoś komentowania wystroju, nie miała też zamiaru się chwalić swoimi małymi zabytkami i czy pierdołami kupionymi za grosze. Przechodząc przez malutki korytarzyk pokazała Jasperowi łazienkę
-Proszę bardzo. Wszystko chyba masz do dyspozycji, rób co chcesz. Tylko nie otwieraj szafek i nie ruszaj moich kosmetyków. Mogę zrobić ci coś do picia, kawa? - szybko powiedziała najważniejsze. Chyba nie musiała go uczyć jak się odkręca kurki czy, co jest ręcznikiem do ciała, a co zwykłą szmatką to przetarcia brudu. Nawet się wysiliła i pokazała mu co gdzie leży. Stanęła w progu i czekała na odpowiedź czy chciałby skorzystać z innych dogodności, skoro już Yvonne jest na tyle miła to trzeba skorzystać z okazji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Mieszkanie 63   

Powrót do góry Go down
 

Mieszkanie 63

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
Ulica Pokatna
 :: 
Mieszkania na Pokątnej
-