Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Kawiarnia "Pod hibiskusem"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


Effie Fontaine

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Hrabstwo Dorset
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4384
Dodatkowo : pół wila
  Liczba postów : 2454
http://www.czarodzieje.org/t24-effie-fontaine
http://www.czarodzieje.org/t619-effie-fontaine
http://www.czarodzieje.org/t253-effie-fontaine
http://www.czarodzieje.org/t7168-effie-fontaine#204310




Administrator






PisanieTemat: Kawiarnia "Pod hibiskusem"    Czw Mar 31 2016, 15:47


Kawiarnia "pod hibiskusem"

Kiedy właściciele tego miejsca, rozważali, co mogą uczynić, by przemienić ten opuszczony budynek, na magiczną i urokliwą kawiarnię, postanowili poszukać podpowiedzi u znajomego zielarza. W taki sposób, pięćdziesiąt lat temu zasadzone zostały tu pierwsze nasiona Hibiskusa Ognistego. Dziś ta roślina oplata całą powierzchnię między żywopłotem, a murami, tworząc wyjątkowy, zielony dach. Spełnia on nie tylko kwestie estetyczne! Roślina ta, cały rok emanuje ciepłem, dzięki czemu, kawy można napić się tutaj nawet w środku zimy, wciąż siedząc w ogródku. Jakkolwiek niskie temperatury by nie przepełniały Wielką Brytanię, tu, pod Ognistym Hibiskusem i tak będzie ciepło.

Jeśli nie wiesz, na który z powyższych się zdecydować - rzuć kostką z literą, by to los zadecydował za Ciebie! Opisy tych czarodziejskich napojów znajdziesz w naszym spisie.


gorące napoje:
a) Bazyliszkowe Macchiato
b) Chochlikowe cappuccino
c) Cytrynowy Raj
d) Dyptamowy smakosz
e) Imbirowa mątwa
f) Malinowy Chruśniak
g) Sen Memortka
h) Smocze espresso
i) Syrenie Latte
j) Wiśniowy Gryf


alkohole:
a) Boddingtons Pub Ale  
b) Dymiące Piwo Simisona  
c) Grzany miód Bungbarrela
d) Jagodowy jabol  
e) Kłębolot
f) Łzy Morgany le Fay
g) Malinowy Znikacz
h) Miętowy Memortek
i) Różowy Druzgotek
j) Smocza Krew
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Claude Faulkner

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 26
Skąd : Ipswich
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 535
  Liczba postów : 623
http://www.czarodzieje.org/t15209-claudius-faulkner
http://www.czarodzieje.org/t15231-claude-faulkner#406748
http://www.czarodzieje.org/t15222-claude-faulkner#406465
http://www.czarodzieje.org/t15208-claudius-faulkner




Moderator






PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Pod hibiskusem"    Sob Mar 24 2018, 18:01

Claude pomyślał, że było do bardzo miłe miejsce na spotkanie z Gwendolyn. Odkrył je całkiem niedawno, podczas jednej ze swoich dość licznych w ostatnim czasie wycieczek do Doliny Godryka. Miasteczko podobało mu się coraz bardziej i poważnie zastanawiał się nad przeprowadzką w te okolice, szczególnie że za każdym razem odkrywał coraz to nowsze kawiarnie, puby, sklepy i inne miejsca, które jedynie skłaniały go ku tej decyzji. Nie postanowił jeszcze ostatecznie, czy przeniesie tu wszystkie swoje manatki - na razie przemierzał uliczki Doliny w wolnym czasie i chłonął jej magię całym ciałem.
Odesłał Gwen list z adresem kawiarni "Pod Hibiskusem", a sam zjawił się nieco wcześniej, aby zająć dla nich stolik. Pod baldachimem z zielonych gałązek było niezwykle ciepło, toteż nie minęło dużo czasu, by pozbył się wierzchniego okrycia i zaprezentował światu swój żółty sweter z borsukiem na środku piersi. Był dumnym Puchonem i z wielką chęcią obwieszczał to światu. Rozsiadł się na krześle przy jednym z wolnych stolików i zaczął wzrokiem przeglądać podaną mu kartę. Co jakiś czas podnosił wzrok znad menu, by spojrzeć, czy przypadkiem nie zbliża się Gwendolyn.

______________________


What if I would love you till the end?
You would never be alone again
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Gwendolyn Heather

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Dublin, Irlandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 267
  Liczba postów : 120
http://www.czarodzieje.org/t15904-gwendolyn-heather
http://www.czarodzieje.org/t15906-gwendolyn-heather
http://www.czarodzieje.org/t15905-poczta-gwendolyn-heather#429677
http://www.czarodzieje.org/t15900-gwendolyn-heather




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Pod hibiskusem"    Nie Mar 25 2018, 22:21

Gwendolyn dłuższą chwilę zajął dojazd do Doliny Godryka, bo jakimś dziwnym trafem wszędzie panował ogromny ruch. W końcu jednak udało jej się dotrzeć w to miejsce. W zasadzie, znajdowała się tutaj dopiero drugi raz, a chociaż od tego poprzedniego razu, czyli zeszłorocznego urlopu, minęło już ładnych parę miesięcy, dziewczyna nie straciła względnej orientacji i pewności w poruszaniu się po okolicy. Bez większego problemu odnalazła więc podaną ulicę, miała jednak problem z odpowiednim numerem. Podczas wakacji nie szwendała się bowiem po wszelkiego rodzaju kawiarniach i tego typu miejscach, a ta w dodatku była niezbyt uczęszczana. Kiedy jednak Gwen w końcu ją odszukała, momentalnie wpadła w ogromny zachwyt. Bardzo spodobała się kameralność tego miejsca oraz ciepła atmosfera, którą można było wyczuć od razu po przejściu przez bramkę.
Dziewczyna przed wyjściem z domu obawiała się, że ubrała się zbyt lekko. Ciemne dżinsy, czarna koszulka i flanelowa koszula zdawały się nie być odpowiednim strojem na tę pogodę. Dziewczyna jednak dopiero w połowie drogi poczuła, że jest jej troszkę zimno. Kiedy jednak weszła do kawiarni "Pod Hibiskusem", odebrała swój ubiór jako idealny. Natychmiast bowiem ogarnęło ją uczucie przyjemnego ciepła, które jedynie spotęgowało się, gdy Gwen dostrzegła znajomą sylwetkę przy jednym ze stolików. Czym prędzej podeszła więc w tamtą stronę.
- Cześć, Claude - powiedziała, uśmiechając się szeroko do przyjaciela.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Claude Faulkner

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 26
Skąd : Ipswich
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 535
  Liczba postów : 623
http://www.czarodzieje.org/t15209-claudius-faulkner
http://www.czarodzieje.org/t15231-claude-faulkner#406748
http://www.czarodzieje.org/t15222-claude-faulkner#406465
http://www.czarodzieje.org/t15208-claudius-faulkner




Moderator






PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Pod hibiskusem"    Sro Mar 28 2018, 01:48

Claude siedział przy stoliku i przeglądał kartę wszystkich napojów oferowanych w kawiarni, lecz myślami był zdecydowanie gdzieś indziej i w praktyce tylko przekładał kartki tam i z powrotem, ze wzrokiem wbitym tępo w jakąś odległą przestrzeń za nimi. Czy się stresował? Nie, raczej nie, prędzej niecierpliwił! Z Gwendolyn łączyły go naprawdę pozytywne relacje, które wynieśli z pracy w Kociołku Amortencji w Londynie. Co prawda nie spędzili ze sobą zbyt wiele czasu, bowiem Claude, jak to Claude, wyleciał z tej roboty stosunkowo wcześnie - chociaż w tym momencie ciężko stwierdzić, jak to się w praktyce odbyło. Starał się wtedy o posadę w Ministerstwie i jakoś tak wyszło, że z kawiarni go wyrzucili, a w Ministerstwie przyjęli - zmiana na plus, prawda?
Minusem było jedynie to, że Faulknera pochłonęły zupełnie nowe rzeczy, nowe obowiązki, których miał znacznie więcej niż niegdyś. Zmieniając towarzystwo, musiał na nowo integrować się z grupą. Nie można też nie wspomnieć o tym, że sporo czasu po pracy spędzał z Beatrice, kształtując ich raczkującą przyjaźń. W tym wszystkim pogubił się trochę i zapomniał o starych znajomych, niestety o Gwen również. Dobrze, że w ogóle się zreflektował i do niej napisał, a ona postanowiła być względem niego wyrozumiała - był jej za to naprawdę wdzięczny!
Pochłonięty rozmyślaniami, nawet nie zauważył, że dziewczyna zjawiła się przy stoliku. Dopiero jej głos sprawił, że Claude otrząsnął się (dosłownie potrząsając głową) i przeniósł wzrok z bliżej nieokreślonej "przestrzeni" na jej oczy, a następnie na uśmiech, który z wielką radością odwzajemnił.
- Gwen! - odpowiedział, rzucając kartą w blat stolika, po czym wstał gwałtownie, niemal wywracając krzesło za sobą i robiąc duży hałas. Przytulił ją mocno, przymykając oczy i uśmiechając się błogo. - Nie widzieliśmy się kilka miesięcy, a czuję się, jakby to były lata! Wyglądasz dokładnie tak samo jak w czerwcu - stwierdził, szczerząc się i kręcąc głową z zainteresowaniem, jakby brak wyraźnych oznak starzenia w przeciągu niecałego rok był czymś doprawdy niezwykłym. - Siadaj, siadaj, opowiadaj co u Ciebie! - dodał, po czym odsunął jej krzesło, by ułatwić jej zajęcie miejsca przy stoliku, a następnie usadził swoje szanowne cztery litery naprzeciwko.

______________________


What if I would love you till the end?
You would never be alone again
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Gwendolyn Heather

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Dublin, Irlandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 267
  Liczba postów : 120
http://www.czarodzieje.org/t15904-gwendolyn-heather
http://www.czarodzieje.org/t15906-gwendolyn-heather
http://www.czarodzieje.org/t15905-poczta-gwendolyn-heather#429677
http://www.czarodzieje.org/t15900-gwendolyn-heather




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Pod hibiskusem"    Czw Mar 29 2018, 10:24

Roześmiała się cicho, kiedy dostrzegła zachowanie przyjaciela. Czy ją to zdziwiło? Nie, kompletnie nie. Znała go przecież i doskonale wiedziała, że jest emocjonalny, a w towarzystwie bliskich mu osób się tego nie wstydzi. Cudownie było jednak spotkać się z Claude'm i dostrzec, że to wciąż jeden i ten sam Claude - jej niegdyś współpracownik, teraz już tylko (aż!) przyjaciel.
- Ty też zupełnie się nie zmieniłeś - odparła, wyraźnie rozradowana.
Gwen obawiała się, że po tych długich miesiącach rozłąki będą czuć się nieswojo w swoim towarzystwie. Jednak teraz w duchu odetchnęła z ulgą, kiedy spostrzegła, że jest zupełnie inaczej. Że czują się swobodnie. I można by chyba śmiało stwierdzić, że ich przyjaźń przetrwała próbę czasu.
Dziewczyna uśmiechnęła się do Claude'a, zajmując miejsce przy stoliku.
- Wiesz dobrze, że nie lubię mówić o sobie - zaczęła powoli, opierając się ręką o stolik. - Ale ja z kolei doskonale wiem, że mi tego nie odpuścisz - dodała, posyłając w jego stronę lekko rozbawione spojrzenie. - No więc... Hm. W Kociołku w sumie spokojnie. Znam już tę pracę na wylot, więc raczej obywa się bez większych zaskoczeń. Wiesz jednak, że od początku niezbyt garnęłam się do pracowania w tamtym miejscu. No i wreszcie wzięłam się w garść, zrobiłam kurs na asystenta uzdrowiciela, jestem teraz w trakcie stażu. I chyba nareszcie uda mi się rzucić robotę w Kociołku i zająć się tym, co mnie naprawdę interesuje i satysfakcjonuje - oznajmiła, szczerząc się do niego.
Bardzo ją jednak interesował fakt, jak jemu się teraz układa. Nie omieszkała więc o to zapytać.
- To teraz mi opowiedz, co tam u ciebie. Cieszy cię praca w Ministerstwie? Udało ci się tam jakoś odnaleźć? I znajdujesz chociaż trochę czasu, żeby sobie odpocząć od tej roboty? - spytała, patrząc na niego z zainteresowaniem, ale i z cieniem troski.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Claude Faulkner

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 26
Skąd : Ipswich
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 535
  Liczba postów : 623
http://www.czarodzieje.org/t15209-claudius-faulkner
http://www.czarodzieje.org/t15231-claude-faulkner#406748
http://www.czarodzieje.org/t15222-claude-faulkner#406465
http://www.czarodzieje.org/t15208-claudius-faulkner




Moderator






PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Pod hibiskusem"    Pią Mar 30 2018, 01:01

Claude był człowiekiem, przy którym z reguły każdy czuł się swobodnie, a on bardzo często zapominał sobie o takich rzeczach jak przestrzeń osobista i inne takie. Zwyczajnie nie przychodziło mu na myśl, że ktoś mógłby chcieć zachować dystans, ale dzięki temu wielokrotnie udało mu się bardzo szybko przełamywać pierwsze lody z nowo poznanymi ludźmi. Z Gwendolyn w zasadzie szybko złapali wspólny język - dziewczyna była dużym wsparciem w ostatniej pracy Faulknera, jako że chłopak kompletnie się do kawiarni i innych typów knajpek miejskich nie nadawał.
- Jak dobrze mnie znasz - powiedział, szczerząc się. Naprawdę doceniał tego typu uwagi, świadczyły jedynie o tym, że dziewczyna poświęciła mu kiedyś czas i postanowiła zostawić w pamięci fakty na temat jego osobowości. Istotnie, nie przepuściłby jej opowiedzenia, co słychać! Już w listach zdążyła mu trochę napomknąć o obecnych losach, lecz dla niego było to za mało. W międzyczasie przyszedł do nich ktoś z obsługi kawiarni, by przyjąć zamówienie - Claude wziął zwykłą kawę białą, nie mając ochoty na nic wydziwianego. Z zainteresowaniem słuchał jej historii, kiwając głową. - Cieszę się, że w końcu się za to zabrałaś - stwierdził. - Pamiętam, że naprawdę bardzo o tym marzyłaś, także dobrze, że idziesz w tym kierunku! Ciężkie są te kursy? Pewnie okropne zważywszy na to, jak poważnym zawodem jest uzdrowiciel - dodał, po czym zamyślił się na kilka sekund. Swoich szans w tym zawodzie nie musiał obliczać, doskonale wiedział, że były mniejsze niż zero... - Ja to bym się nie nadawał w ogóle. Ostatnio zemdlałem na widok własnej krwi, miałem krwotok z nosa. Nawet nie taki najgorszy czy zagrażający życiu, a tak mnie osłabiło... - Postanowił jej to opowiedzieć tylko po to, żeby się mogli pośmiać z jego nieudolności. Naprawdę, powinien poćwiczyć, bo jeszcze chwila i podobna fobia stanie się niebezpieczna. - Ach, Ministerstwo - zaczął, po czym upił łyk kawy. Od czego w sumie miałby zacząć? - Amnezjator, któremu asystuję, jest naprawdę w porządku. Już się zakumplowaliśmy, zdecydowanie umila mi czas w pracy. No a moimi zadaniami są głównie raporty, spisywanie ich, segregowanie i tak dalej. Ogółem zajmuję się dokumentacją, rzadko kiedy jeżdżę w teren. Może i dobrze, bo ostatnio to tak nawaliłem, że nawet szkoda gadać.
Na samo wspomnienie wydarzeń z biura aż mu ciarki przeszły po plecach.

______________________


What if I would love you till the end?
You would never be alone again
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Gwendolyn Heather

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Dublin, Irlandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 267
  Liczba postów : 120
http://www.czarodzieje.org/t15904-gwendolyn-heather
http://www.czarodzieje.org/t15906-gwendolyn-heather
http://www.czarodzieje.org/t15905-poczta-gwendolyn-heather#429677
http://www.czarodzieje.org/t15900-gwendolyn-heather




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Pod hibiskusem"    Sro Kwi 04 2018, 09:22

Gwendolyn była z natury raczej introwertyczką i Claude zainteresował ją chyba głównie dlatego, że przy nim czuła się swobodnie - była to dla niej całkowita nowość. Wcześniej nawet przy swoich dobrych znajomych czuła się spięta i jakaś taka nieswoja. No a poza tym dziewczyna od zawsze miała dziwny pociąg do pomagania ludziom, a zagubienie Faulknera w pracy, która ewidentnie nie była w jego typie, było całkiem... słodkie. W każdym razie, fakt, że Gwen mu wtedy pomagała wszystko ogarnąć, nie był niczym nadzwyczajnym. Nadzwyczajne było zaś to, że ich relacja przetrwała, a Heather tego dnia z radością pobiegła na spotkanie przyjaciela.
- Dobrze, że zdajesz sobie z tego sprawę. O wielu ludziach wiem bardzo dużo, a oni nawet nie mają o tym pojęcia. Chociaż, może to i lepiej - stwierdziła Irlandka, wzruszając ramionami. Od małego lubiła bowiem obserwować ludzi, a po tych kilkunastu latach praktyki zdawała się być w tym naprawdę dobra. Nigdy jednak nie wykorzystywała zdobytych informacji przeciwko ludziom, których lubiła. A jak ktoś zalazł jej za skórę, to... cóż, wtedy miał maleńki problem. Jednak to, co wiedziała o byłym Puchonie, pozostawało między nimi.
Kiedy pojawił się ktoś z obsługi, dziewczyna zamówiła zwykłe espresso. Potrzebowała czegoś mocnego na rozbudzenie.
- Czy kursy są ciężkie? Tak, są. Chyba najgorszy w tym wszystkim jest stres. No i raczej spodziewałam się testów z praktycznych rzeczy, a wyobraź sobie, że na jednym etapie musiałam ogarniać jakiegoś rozwrzeszczanego bachora, który kompletnie nie chciał mnie słuchać, nawet jego rodzice nie chcieli współpracować! - Pokręciła głową na samą myśl o tamtym zdarzeniu. Gwen tak strasznie bała się dzieci i kompletnie nie nadawała do opieki nad nimi. A kiedy nie chciały jej słuchać, popadała w totalną panikę... - No, ale po jakichś trzech próbach udało mi się w końcu to skończyć. Za to staż bardzo mi się spodobał! Chociaż żarty kolegów po fachu niezbyt przypadły mi do gustu. Ostatnio któryś żartowniś przywiązał mi sznurówki do krzesła i wywróciłam się przy próbie wstania z miejsca. Uderzyłam głową o biurko i aż straciłam przytomność! A głowa boli mnie do teraz - westchnęła, wciąż zdegustowana dowcipem kolegi. No kurczę, dorośli już są, mogliby się chociaż bardziej postarać i wymyślić coś ciekawszego! I może mniej bolesnego? Ach, niedoczekanie...
- Fakt, to chyba nie byłby zawód dla ciebie - przyznała Gwendolyn. Wiedziała, że go to nie urazi, bo przecież Claude doskonale zdawał sobie z tego sprawę, a poza tym nigdy o tego typu karierze nie marzył. - Krwotok z nosa często jest wywołany czynnikami, które mogą się również przyczynić do utraty przytomności, więc może to nie widok krwi był przyczyną tego zemdlenia - podsunęła. Chociaż faktycznie wiele osób ostatnimi czasy miewały problemy z coraz to dziwniejszymi fobiami. A wydawać by się mogło, że nastały takie spokojne czasy. Niby tak, ale w czasie pokoju ludzie nie mają się czego bać, a przecież czegoś bać się muszą. Może stąd te dziwne fobie...?
- Claude Faulkner i papierkowa robota? Dziwię się, że jeszcze nie rozniosłeś biura - zaśmiała się Heather, patrząc na niego z rozbawieniem. Nie była w stanie wyobrazić sobie Claude'a pochylonego nad dokumentacją przez parę godzin dziennie. Obraz ten po prostu stanowczo odmawiał pojawienia się w jej głowie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Claude Faulkner

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 26
Skąd : Ipswich
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 535
  Liczba postów : 623
http://www.czarodzieje.org/t15209-claudius-faulkner
http://www.czarodzieje.org/t15231-claude-faulkner#406748
http://www.czarodzieje.org/t15222-claude-faulkner#406465
http://www.czarodzieje.org/t15208-claudius-faulkner




Moderator






PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Pod hibiskusem"    Pią Kwi 13 2018, 00:26

- Nie mają pojęcia, że wiesz o nich sporo? Gwen, nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę z tego, jak dziwnie to brzmi? - zapytał ją ze śmiechem, mając oczywiście na myśli, że w tego typu wypowiedzi zalatywało stalkerem... To jasne, że jej nie podejrzewał o to, co to, to nie, przecież Gwen była taką miłą dziewczyną, do rany przyłóż! Niemniej jednak nie mógł sobie odmówić tego żartu, który wręcz cisnął mu się sam na usta i miał tylko nadzieję, że nie potraktuje go zbyt poważnie. Powinna się przyzwyczaić, że przy Faulknerze naprawdę niewiele wypowiedzi było powiedzianych stuprocentowo poważnie, między innymi na tym polegało jego oddziaływanie na innych ludzi, którzy czuli się w jego towarzystwie swobodnie i luźno.
Wzdrygnął się, słuchając opowieści o jej kursach i o tym, że musiała zajmować się jakimś rozwydrzonym dzieckiem i jeszcze gorszymi od niego rodzicami. W takich chwilach cieszył się, że jego praca nie polegała na kontaktach z ludźmi, przynajmniej nie w takim stopniu i nie w tym momencie jego życia. Nie wyjeżdżał na dużo akcji Ministerstwa (i dobrze, bo te razy, które mu się nawinęły, nie były zbyt owocne), większość czasu wypełniał papiery i mimo że osobowość miał dość żywą i odczuwał potrzebę bycia aktywnym, jeszcze mu ten stan rzeczy nie przeszkadzał.
- Trzy próby to całkiem nieźle! - przyznał, z uznaniem kiwając głową. - Ja testy do Ministerstwa zdawałem około... no, pięciu razy? Mówię oczywiście o takich podejściach ogółem, bo podczas pojedynczego wyrzucałem sporo kasy w błoto, aby zdawać poszczególne testy i wyobraź sobie, że dopiero w czerwcu mi się to udało! - powiedział, wywracając oczami. Wcale nie sądził, że był najgorszym kandydatem, jaki przekroczył próg Ministerstwa, dlatego też nie rozumiem, cóż takiego nie pozwoliło mu dostać się do niego za pierwszym czy drugim razem i co nakazywało komisji nieustannie go odrzucać? Na kolejne słowa Gwen uniósł brwi wysoko w górę. - Żartowniś? Jeśli to był żart, facet ma beznadziejne poczucie humoru - stwierdził, kręcąc głową z niedowierzaniem. - Aż dziw bierze, że komuś rodzą się w głowie takie pomysły! - dodał, upijając łyk kawy.
Dobrze, że ten post nie będzie traktował o durnych pomysłach Claude'a.
Chociaż...
Ożywił się, gdy zaczęła mówić o tym krwotoku. W sumie nie był z tym u żadnego lekarza - umówmy się, krwawienie z nosa nie stanowiło dla niego bezpośredniego zagrożenia życia w tamtej chwili, a tak długi czas po fakcie również nie powinien się nim zbytnio przejmować. Skoro jednak dziewczyna podchwyciła temat...
- Bo słuchaj, to było tak! - Napalił się, żeby jej opowiedzieć historię wyprawy do kapliczki. - Poszedłem z koleżanką na zwiedzanie Doliny. Swoją drogą piękne miejsce, rozważam przeprowadzkę tutaj, ale jeszcze nie podjąłem decyzji. Ale mniejsza o to - dotarliśmy do jakiejś zrujnowanej kapliczki. Gdy weszliśmy do środka, na ołtarzyku paliły się świeczki. Zrobiło się trochę chłodniej i postanowiliśmy sprawdzić, co jest dalej i zaczęliśmy iść wgłąb... - opowiadał, a w jego oczach błyskały iskierki podekscytowania. Miał wrażenie, jakby ponownie czuł ów dreszczyk emocji obecny na plecach kilka dni wstecz. - I gdy znalazłem się w pobliżu ołtarzyka, oberwałem jakąś dziwną, magiczną energią! Nie wiem, co to było, jakbym odbił się od jakiegoś protego, tylko że nic nie widziałem. Odrzuciło mnie w tył, a jak wstałem z ziemi to nagle zacząłem krwawić z nosa. Masz jakiś pomysł, co to mogło być? - zapytał, zakończywszy pytającym tonem i wyczekującym spojrzeniem.

STRASZNIE CIĘ PRZEPRASZAM, już postaram się szybciej odpisywać, mniejsze urwani głowy I love you

______________________


What if I would love you till the end?
You would never be alone again
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nessa M. Lanceley

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Szkocja, Wyspa Skye
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 300
Dodatkowo : Prefekt Fabularny
  Liczba postów : 1291
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Pod hibiskusem"    Pon Paź 01 2018, 19:08

Wrzesień dość szybko dobiegł końca. Nessa była przekonana, że uciekł jej pomiędzy palcami i nie wykorzystała go w takim stopniu, w jakim powinna. Z cichym westchnięciem odchyliła głowę do tyłu, patrząc na zakryte chmurami niebo. Niewiele już zostało śladu po pięknym lecie. Uśmiechnęła się jednak pod nosem, nie mogąc doczekać się spotkania ze swoją uroczą Calineczką, o którą wyjątkowo mocno niepokoiła się ostatnimi czasy. Zwłaszcza po zielarstwie, gdzie dziewczyna zachowywała się w taki, a nie inny sposób. Umówiła się więc z @Marceline Holmes w jednej z kawiarni znajdujących się w Dolinie, korzystając z wolnego od zajęć poniedziałku. Miała blisko, bo niedzielę spędziła z rodzicami i dotarcie na miejsce zajęło jej najwyżej kilkanaście minut. Wcale nie musiała się teleportować!
Była nieco zmęczona, lecz nadal tak samo energiczna i pełna optymizmu, jaką ją znali. Ślizgonka starała się, jak mogła wykonywać obowiązki prefekta i jednocześnie nie opuszczać się w nauce, która była dla niej tak ważna. Zerknęła na tkwiący na nadgarstku zegarek, przyśpieszając kroku. Odgłos stukających o bruk obcasów roznosił się za niewysoką czarownicą echem, podobnie jak unoszące się w powietrzu, tkwiące w nieładzie, rozpuszczone włosy o intensywnie miedzianym kolorze. Stanęła przed drzwiami prowadzącymi do urokliwej kawiarenki, łapiąc za klamkę i wprawiając w ruch dzwonek, który oznajmił przybycie gościa.
Miejsce to było naprawdę kameralne, jednak zdaniem dziewczyny miało swój niewątpliwy urok. Kojarzyło się z aktualną porą roku poprzez wystrój wnętrza, gdzie dominowały brązy, złoto, ciemne zielenie, żółć i odrobina bieli. Na stołach leżały szyszki i niewielkie świeczki o dyniowym zapachu, przy kasie natomiast tkwił bukiet z liści i jarzębiny, którą spleciono w korale. Nessa zajęła jeden z dwuosobowych stolików przy oknie, uprzednio rozglądając się za Francuską, której jednak nie było żadnego śladu. Zsunęła z ramion płaszcz i powiesiła go na jednym z tkwiących na ścianie haczyków, dla torebki natomiast wybierając oparcie krzesła jako miejsce położenia. Usiadła wygodnie, przesuwając palcami po kosmykach włosów. Na głowie tkwił uroczy, czarny beret, a cały jej strój niewiele różnił się od szkolnego mundurka. Plisowana spódnica w kratę przed kolano, biała koszula i czarne rajstopy, do których dobrała czarne trzewiki na grubszym obcasie. Z zamówieniem postanowiła poczekać na przyjaciółkę, prosząc jednak pracującą tu kelnerkę o dwie karty z przekąskami oraz napojami serwowanymi w lokalu. Stuknęła paznokciami w blat stołu, nucąc pod nosem piosenkę, która akurat skojarzyła się jej z tym miejscem. Nie mogąc doczekać się spotkania z krukonką, jak zwykle przyszła zbyt wcześnie. Uśmiechnęła się jednak znów pod nosem, sięgając z torebki niewielką książkę prawiącą o zaklęciach obronnych i ułożyła na drewnianym stoliku, przesuwając palcami kartki do rozdziału, który ostatnio czytała. Naprawdę nie lubiła marnować czasu. Trzeba jednak przyznać, że roznoszący się w powietrzu zapach kawy i typowych, jesiennych łakoci skutecznie rozpraszał umysł rudzielca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Marceline Holmes

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Annecy, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1222
  Liczba postów : 1171
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Pod hibiskusem"    Nie Paź 07 2018, 11:02

Holmes coraz nie chętniej opuszczała domek babci, jak gdyby nie mając dostatecznie siły, by spotykać się z ludźmi, którzy niejednokrotnie w ostatnich tygodniach ją rozczarowali. Wolała tonąć w łóżku opatulona kocem, aniżeli obcować z rówieśnikami, podobnie sprawia miała się z profesorem transmutacji. Propozycja Lancaley wydawała się być zatem dostatecznie odpowiednia, wszak dziewczyna była oderwana od jej codziennych zmartwień, nie zdając sobie sprawy jak burzliwy okres w życiu rudowłosej ma miejsce.
Nawet lekcje nie cieszyły, tak jak niegdyś.
Uniosła głowę znad książek, a zaraz potem gdy dostrzegła wskazówki wyznaczające czas, wzdrygnęła się, jakby po raz pierwszy dopuszczając spóźnienie. Zirytowana, nader wściekła, nawet nie zastanawiała się nad innym środkiem transportu niż teleportacja. Była tego jednego popołudnia roztargniona dostatecznie, by nie skupić się nader na miejscu, tylko przenieść się w zupełnie inną część Doliny Godryka. Charakterystyczne wywrócenie oczami symbolizowało, że emocje kumulujące się pod jej membraną skóry są zbyt duże, by w ogóle je akceptować, toteż musiała się uspokoić, a co lepiej wpływało na osłabienie bezsilności? Zapach tytoniowy, który przyjemnie dotarł do nozdrzy Marceline, kiedy to zaciągnęła się i na moment straciła poczucie z rzeczywistością. Dopiero w momencie odrzucenia resztek po papierosie, ruszyła w stronę kawiarni, gdzie powinna tkwić od jakiś trzynastu minut. Krok rudowłosej przyspieszył, a serce łomotało w piersi.
Po przekroczeniu progu pomieszczenia, jakby wszystko ustało.
Błękitne tęczówki odszukały postać Nessy, zaś karminowe wargi rudowłosej Francuzki wykrzywiły się w przyjaznym uśmiechu. Nie mogła przyznać wprost, że zasiedziała się nad projektem, toteż obchodząc temat delikatnie naokoło, powiedziała otwarcie, że spóźniła się przez obowiązki domowe. Nikt nie musiał wszak wiedzieć o tym, co zaplanowała i tym bardziej - dlaczego.
- Zamówiłaś już coś? – zagaiła jeszcze, kiedy to kelner zjawił się przy ich stoliku. Nie czekając na ślizgonkę, poprosiła o czarodziejskie latte, a zaraz potem wbiła wzrok w twarz koleżanki. - Wolałabym, żeby te wakacje trwały jednak dłużej… – jęknęła, bo nostalgia za wolnym czasem przytłaczała ją niezwykle silnie.
Zbyt silnie.
- Opowiadaj, co u ciebie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nessa M. Lanceley

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Szkocja, Wyspa Skye
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 300
Dodatkowo : Prefekt Fabularny
  Liczba postów : 1291
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Pod hibiskusem"    Sro Paź 10 2018, 21:40

Marcelina od dłuższego czasu zachowywała się dziwnie, nietypowo. Często chodziła całkiem odcięta od rzeczywistości, jakby błądziła myślami gdzieś ponad chmurami, odkrywając kolejne sceny tkwiącego w jej głowie scenariusza. Lance naprawdę nie potrafiła odgadnąć, o co dziewczynie chodzi i dlaczego zachowywała się w tak dziki, nieprzystępny sposób. Normalny człowiek pewnie by zapytał, jednak ruda była pewna, że panna Holmes nie udzieli jej żadnej sensownej, a tym bardziej prawdziwej odpowiedzi i zwyczajnie nie chciała być wścibska. Ostatnie zachowanie na lekcji było jednak tak nietypowe, że ślizgonka odwołała korepetycje i zajęcia, aby zaprosić Calineczkę do kawiarni. Czasem wyrwanie się ze szkolnych murów, które przypominały tak wiele, niekoniecznie dobrych rzeczy było czymś wspaniałym i przede wszystkim potrzebnym.
Czytała z uśmiechem na ustach, całkiem nie zwracając uwagi na czas, pierwszy raz od dawna. Nessa każdą wolną chwilę poświęcała na naukę transmutacji i utrwalanie materiału, co było jej hobby, podobnie jak gra na skrzypcach czy pianinie. Początek roku był ciężki, nauczyciele naprawdę wiele zadawali, sprawdzając dodatkowo podczas lekcji czy wykładów ich wiedzę zdobytą w poprzednich latach. Nie mogła pozwolić sobie na braki czy zaległości, Gdy rozbrzmiał dzwonek oznajmiający czyjeś przyjście, uśmiechnęła się pod nosem, podnosząc wzrok znad książki. Intuicja mówiła jej, że to przyjaciółka! Na widok Francuski uśmiechnęła się promiennie, chowając tomisko do torby i poprawiając się na krześle, skupiła na niej całą swoją uwagę. Pokręciła przecząco głową, wprawiając w ruch miedziane kosmyki włosów, odcinając się od wszystkiego, co nie było Marceliną Holmes.

- Nie skarbie, czekałam na Ciebie. - zaczęła zgodnie z prawdą, a gdy pojawił się kelner i dziewczyna poprosiła o latte, Nessa wybrała malinowego chruśniaka, na którego miała ochotę, odkąd tylko tu weszła. - Ja też, mam wrażenie, że nie zrobiłam połowy z tego, co chciałam, a do tego Marce, tak bardzo tęsknie za arbuzami z Meksyku!
Zakończyła z cichym jęknięciem i nutą prawdziwej tęsknoty w głosie, robiąc smutną minę poprzez ułożenie ust w podkówkę. Zaraz jednak roześmiała się pogodnie, przyglądając się jej badawczo jednocześnie. Martwiła się o nią. W jej oczach brakowało tego blasku, czarodziejskiego pyłu, który zawsze znajdował tam dom i do tego wszystkiego piegowatą buzię przyozdabiał dziwny cień, zupełnie jakby gubiła swoje światło. Westchnęła bezgłośnie, wydając z siebie ciche mruknięcie zamyślenia w poszukiwaniu dobrej odpowiedzi dla krukonki. Bo u niej przecież nic nowego się nie działo!
- Właściwie to nic Calineczko. To, co zwykle. Skupiam się na nauce, skrzypcach i patrolach. Strasznie szybko ucieka mi doba między palcami. Staram się nadgonić runy i zielarstwo, a także myślę nad zakupem jakiegoś kota. A co u Ciebie? Jak minęły te pierwsze tygodnie w szkole? Bardzo intensywny ten wrzesień.
Mimowolnie jej ślepia z twarzy dziewczyny powędrowały na szybę, za którą widniał już nieco jesienny krajobraz wioski. Niezwykle urokliwy, kolorowy. Kelner podszedł do stolika, kładąc przed dziewczętami zamówione napoje oraz po kawałku magicznego sernika ze słonym, ruchliwym i gumowatym karmelem. Idealna przekąska na popołudnie.
- Ciesze się, że jednak nie wróciłaś do Francji. Jak Twoja dłoń po tym parzącym kwiecie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Marceline Holmes

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Annecy, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1222
  Liczba postów : 1171
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Pod hibiskusem"    Pią Lis 02 2018, 13:12

Być może.
Być może w ten sposób postrzegali ją inni – jako dziwną, nietypową, zbyt mocno wyobcowaną, ale czyż nie taka była zawsze? Przez raptem ułamek kilku dni, prawdopodobnie tygodni, które zlały się w jedną kurtynę, postępowała inaczej, aniżeli przyzwyczaiła do tego ludzi, lecz czy to naprawdę wpasowywało się w kanon prawdziwej Marceline Holmes?
Skąd.
Autentyczna rudowłosa Francuzka z a w s z e uciekała od ludzi, stroniła od ich towarzystwa, zaszywała się pośród czterech ścian własnego pokoju, by to tam egzystować w zgodzie samą sobą, budując nieustannie mur barier, przez które nie pozwalała przedrzeć się komukolwiek, jakby to nie miało większej wartości. Okrucieństwo emocje w działaniach krukonki było zawarte przez pryzmat licznych obaw, które wypalały pod membraną bladej skóry znamiona, tak trwałe i tak głębokie, że nie umiała zaufać, obdarzyć kogoś szczyptą enigmatycznych tajemnic, które od lat dźwigała na wątłych barkach.
Obserwowała Nessę przez dłuższy moment, nim ostatecznie zdecydowała się podejść. Ślizgonka idealnie wpasowywała się w opis członka domu Roweny i kompletnie nie pojmowała, jak tiara mogła przydzielić ją do domu węża, który w odczuciu Marceline nie pasował do charakteru i temperamentu Lanceley. Niezbadane są jednak wyroki Merlina, przez co Holmes nie podważała nigdy głośno ów wyboru, dlatego też i tym razem nie odezwała się słowem, póki nie zajęła miejsca obok.
- Tęsknisz za Meksykiem? – zdziwiła się ponad miarę, wszak ona sama wcale nie odczuwała tak cudacznych uczuć, które powinna kierować pod adresem miejsca wakacji. - Ja osobiście cieszę się, że już stamtąd wróciliśmy, wiesz? – szepnęła bez przekonania, a zaraz potem uniosła subtelnie kąciki warg w niemrawym uśmiechu. Nie chciała wracać do wspomnień związanych z Meksykiem, podobnie jak nie zamierzała tłumaczyć – d l a c z e g o, bo to mimo wszystko nie było istotne, liczył się fakt, przez który podjęła błędną decyzję. Rozsądek został przyćmiony przez iluzoryczną feerię cudacznych odczuć, gdy to uległa sugestiom Daniela, po czym nie widziała go niemal ani razu, stając się od tamtej pory nieistniejącym już elementem jego egzystencji. Niewidzialnym, pogrążonym w folklorystycznej zasłonie rozpościerającego się przed oczami obrazi; w Londynie było analogicznie.
- Dlaczego kota? – zdziwiła się i wydęła delikatnie usta, po czym zamoczyła je w ciepłej czekoladzie, którą otrzymała od kelnera. Uniosła nawet wymownie brew, bo sama posiadała ogromną awersję do tych pchlarzy… - Korespondowałam z ojcem, próbowałam wybrać przedmioty, na które będę uczęszczać, planowałam rzucić pracę i… – zawiesiła głos, a następnie przygryzła nerwowo dolną wargę. Słowa, które wypowiadała Nessa były jak sztylet, bo czy można było mieć nadzieję, że Marceline Holmes nie zniknie? Toż to tylko piękne sny, w których nadal tkwiła obok ludzi (na pozór bliskich), lecz rzeczywistość malowała się zgoła inaczej. Jeszcze nie do końca wiedziała jak przekonać do swoich pomysłów ślizgonkę, jednak wierzyła, że ta zrozumie i nie będzie namawiać jej na inne zachowania, wszak sama rudowłosa już nie miała sił, by tkwić pod deszczowym niebem Anglii.
- Ręka ma się dobrze, aczkolwiek ja… Ja wyjeżdżam, Ness – szepnęła cichutko, spuszczając przy tym wzrok. -Na razie na dwa tygodnie, ale chcę wrócić do Beauxbatons, więc jeśli na nowo poczuję Francję – nie zostanę tutaj – wyjaśniła, bo czy było coś ponad to? Czy istniały frazy, którymi mogłaby prościej wyjaśnić własne pragnienia?
Nie – została sama sobie, tak jak kilka miesięcy temu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mistrz Gry

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 30018
  Liczba postów : 47590
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Pod hibiskusem"    Nie Gru 23 2018, 22:29

@Vivien O. I. Dear

Przygotowania świąteczne mijały niebywale szybko. Raz po raz Vivien po jakże intensywnym roku – mogła odczuwać zmęczenie, lecz tym razem sprawa miała się zupełnie inaczej. Dziewczyna musiała odsunąć na bok myśli o odpoczynku, wszak wielkimi krokami zbliżał się koncert charytatywny, na którym miała wystąpić z niebywałą gwiazdą, z którą niejednokrotnie występowała! Don Lockharto stał się partnerem scenicznym po raz kolejny panienki Dear, dlatego też odczuwał niebywałą radość spowodowaną spotkaniem i czynieniem czegoś niezwykle dobrego. Nim jednak ślizgonka dotarła na miejsce, miała okazję dostrzec przed sobą mężczyznę, który nie wyglądał najlepiej… Podchodził do pojedynczych przechodniów, by poprosić o pieniądze na ciepły posiłek, lecz nikt nie chciał okazać mu łaski. Nie zawsze nasz scenariusz napisany przez los da się przewidzieć, a Vivi prawdopodobnie poczuła ucisk w sercu, który zmusił dziewczę do interwencji w sprawie mężczyzny. Bezceremonialne do niego podeszła i…
/ Rzuć kostką:
Parzysta – nieznajomy jest zaskoczony twoją postawą, a kiedy proponujesz mu oddanie kilku galeonów (25), jego oczy zaczynają błyszczeć jak diamenty. Proponujesz mu, by razem z tobą wszedł do pobliskiej restauracji; nie wyglądał źle, dlatego nie ryzykowałaś zbyt wiele, kiedy przekraczałaś próg ciepłego pomieszczenia. Podeszłaś od razu do kontuaru i zamówiłaś danie dnia, które już po kilku minutach znalazło się przed nosem mężczyzny. Z uśmiechem na ustach pożegnałaś swojego chwilowego towarzysza, który opowiadał ci przez parę minut o sztuce, bo jak się okazało – niegdyś był cenionym artystą. Ta dyskusja pozwoliła zyskać ci 1 punkt do działalności artystycznej, po który musisz upomnieć się w odpowiednim temacie, lecz pamiętaj, by opłatę za obiad również uregulować w odpowiednim miejsce.
Nieparzysta – próbujesz podejść do nieznajomego, lecz niestety… Tłum, który wyszedł na ulicę prowadząca do restauracji, do której zmierzasz stał się zbyt duży. Ludzie idą – nie patrząc na nikogo, a ty zostajesz kilkukrotnie szturchnięta. Ostatecznie lądujesz w kałuży, przez co musisz jak najszybciej oczyścić swoje ubranie, bo w przeciwnym razie koncert może okazać się wielką klapą. Szkoda, że nie udało ci się złapać mężczyzny, choć kto wie – może jeszcze pojawi się w twoim życiu? /
Po całym zamieszaniu, Vivien dotarła w końcu na miejsce. Obserwowała wzrokiem zgromadzonych ludzi, którzy niezwykle chętnie wrzucali do wielkiej skarbonki datki. Czyżby to wydarzenie miało być przełomem w życiu młodziutkiej piosenkarki? Żeby się o tym przekonać, musisz sprawić – co się wydarzyło…

Rzuć w odpowiednim temacie kostką, by poznać przyszłość Vivi.
1,2,3 koncert miał rozpocząć się za kilka chwil. Don Lockharto obserwował cię i kilkukrotnie próbował powiedzieć komplement, siląc się na wysublimowane słownictwo. Na pewno byłaś pewna, że jesteś piękną i utalentowaną dziewczyną, lecz nie to było teraz istotne. Najważniejsze to wyjść na scenę i zaśpiewać kilka świątecznych utworów, by zostać zapamiętaną na długi czas.
Wasze głosy idealne współgrały, kiedy tylko rozbrzmiały w pomieszczeniu pierwsze nuty piosenek. Z uśmiechem na ustach i poruszając serca wszystkich, udało wam się dobrnąć do końca koncertu. Nie oczekiwałaś po tym nie wiadomo jakich owacji, lecz kiedy już znalazłaś się za kulisami – pojawił się pewien agent, który zaproponował ci współpracę. Trasa koncertowa po Europie była czymś niezwykłym, lecz czy chciałabyś się na nią zgodzić? Jeśli tak – otrzymujesz dodatkowe wynagrodzenie za podpisanie kontraktu (30 galeonów, po które musisz zgłosić się w odpowiednim temacie) – proszę też poinformować swojego MG o decyzji, by mógł ci przygotować ingerę na kolejny miesiąc, zaznaczając w niej wydarzenia z grudnia.
4,5,6 raz po raz śpiewaliście utwory, które nagrywaliście wspólnie, a widownia domagała się bisu. Nie wystarczały im już piosenki o tematyce świątecznej – wymagali czegoś więcej. Był to wasz żywioł, więc tym szybciej udało wam się odnaleźć w nowej scenerii. Bez trudu zadowoliliście zgromadzonych, przez co rzucali też chętniej pieniądze do wspomnianej wcześniej skarbonki. Pech jednak chciał, że gdy schodziłaś za kulisy – potknęłaś się o wystający sprzęt i skręciłaś kostkę… Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło! Za cały koncert zdobywasz 1 punkt do działalności artystycznej, choć w kolejnym wątku musisz uwzględnić towarzyszący ci dyskomfort przy chodzeniu. Po nagrodę zgłoś się w odpowiednim temacie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Vivien O. I. Dear

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 6
Dodatkowo : ścigająca Slytherinu
  Liczba postów : 1832
http://www.czarodzieje.org/t14309-vivien-o-i-dear
http://www.czarodzieje.org/t14332-w-odchlani#378419
http://www.czarodzieje.org/t14330-poczta-void
http://www.czarodzieje.org/t14333-vivien-o-i-dear#378429




Moderator






PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Pod hibiskusem"    Sob Gru 29 2018, 14:47

Minęły święta i choć zupełnie nie miałam na występy to myśl o odpoczynku musiałam odsunąć na dalszy plan – występ podczas koncertu charytatywnego w towarzystwie Dona Lockharto (mimo iż już całkiem nieźle znałam młodego gwiazdora) był nie tylko dużym przełomem w karierze, ale miał również dość istotny aspekt moralny. Odpoczynek mógł jeszcze poczekać kilka dni, ja zaś sama w dniach poprzedzających koncert byłam zasypywana setkami listów od Dona, który upewniał się, że aby na pewno wszystko jest dopięte na ostatni guzik.
W dniu koncertu teleportowałam się nieopodal tylnego wejścia. Byłam na miejscu dużo wcześniej, nawet biorąc pod uwagę próbę, bo chciałam uniknąć kolejnych sów. Zamierzałam wejść na zaplecze i się przygotować, gdy dostrzegłam, że nieopodal kręci się mężczyzna, który najwyraźniej próbował wyżebrać coś do jedzenia. W świecie magii rzadko spotykało się osoby żebrzące i większość ludzi (w tym ja) raczej unikała pomocy im osądzając o problem z używkami. Niemniej jednak mężczyzna wyglądał czysto i względnie zdrowo, więc wzbudził we mnie współczucie. Korzystając z tego, że miałam jeszcze sporo czasu zaoferowałam mu wspólny obiad. Zjedliśmy razem w pobliskiej restauracji, gdzie okazało się, że mężczyzna był w przeszłości cenionym artystą. Opowiedział mi kilka rzeczy, co stało się dla mnie dużą inspiracją.
Po zjedzeniu popędziłam na próbę, a następnie przebrałam się i wraz z Donem wyszłam na scenę. Pomieszczenie wypełniło się głównie młodymi fankami Dona, które przywlekły rodziców, znalazło się jednak trochę starszych osób. Zaśpiewaliśmy cały świąteczny repertuar, jednak nasze publiczności to nie wystarczyło – tak gorąco domagali się bisu, że zaśpiewaliśmy jeszcze kilka klasycznych piosenek zarówno spośród kompozycji moich, jak i Locharto. Występ był najwyraźniej wyjątkowo udany, bo wystawiona skarbona błyskawicznie wypełniła się całą masą galeonów. Byliśmy z siebie naprawdę dumni, a ja czułam, że ten koncert nie był jednak takim złym pomysłem. Niestety wychodząc za kulisy potknęłam się o wystający sprzęt i przypadkiem skręciłam sobie kostkę. Nie chciałam iść do uzdrowiciela, więc objawy związane z kontuzją męczyły mnie jeszcze przez parę dni.

4,6

______________________

We ain't leaving this room 'til we both feel more. They say love is pain, well darling, let's hurt tonight


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mistrz Gry

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 30018
  Liczba postów : 47590
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Pod hibiskusem"    Sob Sty 05 2019, 17:48

@Elaine J. Swansea

Praca w kawiarni - pierwsze dni pracy - czy zapowiadały się być jak najbardziej w porządku? Zważywszy uwagę na to, iż zawód kelnera posiada swoje wzloty i upadki, mogłaś spodziewać się dosłownie wszystkiego. Niemniej jednak pracodawca wydawał się być człowiekiem spokojnym i opanowanym, w związku z czym pokazał Ci, co należy robić, jak należy zapisywać zamówienia oraz gdzie się z nimi udawać. Mówiąc wprost - przekazał Ci najważniejsze z najważniejszych informacji, które były wymagane do prawidłowego wykonywania nakładanych obowiązków. Atmosfera była miła, świąteczna, a gdzie nie spojrzałaś, tam znajdowały się wywieszone magiczne kolorowe światełka, zdjęcia, a przede wszystkim Ognisty Hibiskus, który daje ciepło, pozwalał pracować Ci na zewnątrz nawet w zimie! Wszystko to wydawało się być zaskakująco przyjazne, pozytywne oraz pozbawione skazy, kiedy to rozpoczęłaś angażowanie się w swoją pracę, w związku z czym szło Ci z każdym dniem coraz lepiej - choć wymagało to nadal w pewnym stopniu zdobycia doświadczenia. Pierwsze koty za płoty, nawet współpracownicy zdawali się być gotowi do pomocy - czyżby praca marzeń?

Rzuć kostką, aby dowiedzieć się, co spotkało Twoją postać!
1, 2 - przebywanie na zewnątrz jest o tyle dobre, że możesz obserwować tętniącą życiem Dolinę Godryka; o dziwo ten widok zdawał się być doskonałym do uwiecznienia, choć nie miałaś żadnych odpowiednich ku temu narzędzi. A może jednak? Chwyciłaś za swój granatowy zeszyt i rozpoczęłaś w wolnej chwili szkicowanie, kiedy to klientów na jakiś czas ubyło; sceneria niemalże natychmiastowo, choć nie do końca, pojawiła się w Twoim szkicowniku, Ty zaś stałaś się bogatsza o jeden punkt z Działalności Artystycznej do kuferka - upomnij się o niego w odpowiednim temacie!
3, 4 - jeden krok, drugi krok, trzeci krok, zamówień coraz więcej, noszenie tego wszystkiego wydawało się być po części zgubą przy Twojej zaburzonej koordynacji wzrokowo-ruchowej. Ostatecznie, niosąc tym samym gorącą herbatę, wpadasz na równie pośpiesznego klienta i zostajesz oparzona napojem; upadasz na swoje szanowne cztery litery. Otrzymujesz przeprosiny, co nie zmienia faktu, że zmagasz się z nieprzyjemnie piekącą i zaczerwienioną skórą na ramieniu. Jeżeli posiadasz minimum pięć punktów z Uzdrawiania, możesz sama się uleczyć - w przeciwnym przypadku w następnym wątku będziesz zmagać się z bólem w tymże miejscu.
5, 6 - zamówień jest sporo, aczkolwiek dajesz sobie z nimi rady. Współpraca z pozostałymi osobami przebiega w jak najlepszym porządku - w związku z czym ten dzień nie jest w żaden sposób dniem straconym. W wolnych momentach przecierasz stoły z kurzu, myjesz naczynia, po prostu otrzymałaś niespodziewany zastrzyk nieokreślonej energii - co pracodawca zdołał zauważyć. Gratulacje - zostajesz obdarowana podwyżką w postaci dwudziestu galeonów. Odnotuj zysk w odpowiednim temacie!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elaine J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Dolina Godryka, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 67
Dodatkowo : metamorfomag
  Liczba postów : 72
http://www.czarodzieje.org/t16910-praca-wre
http://www.czarodzieje.org/t16931-spis-relacji-elaine-s#471782
http://www.czarodzieje.org/t16935-syczek-jeczybula#471819
http://www.czarodzieje.org/t16911-elaine-swansea#471382




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Pod hibiskusem"    Sob Sty 05 2019, 20:41

KOSTKA: 3, idealnie dla gapy!

Pierwszy dzień w pracy - była taka podekscytowana. Nareszcie mogła zrobić coś pożytecznego i zarobić galeony na swoje własne konto. Elaine miała ogromną nadzieję, że w kawiarni zagrzeje dłużej niż w dotychczasowych miejscach pracy. Dziewczyna lubiła ludzi. Potrafiła ich zrozumieć i choć do życia podchodziła emocjonalnie, tak przy klientach zachowywała pełen profesjonalizm i jako tako spokój. Pracodawca póki co wydawał się w porządku, a więc dziewczyna wzięła się do pracy pełną parą. O ile od rana panowała nad sytuacją, tak im bliżej południa, tym ludzie złazili się tłumami. Elaine nie miała nawet sekundy by odsapnąć. Lawirowała między stolikami, zbierała szczegółowo określone zamówienia, zanosiła je do kuchni i w międzyczasie zaczarowywała gąbki, aby energicznie szorowały stoliki zaraz po tym, jak zabrała brudne naczynia. Starała się posłuchać porady pracodawcy, aby nie machać różdżką co chwila. Najgorliwiej dbała o zachowanie pełnej równowagi. Nie przepychała się, omijała sprawnie stoliki i biegające dzieciaki, które to w myślach nazywała rozpieszczonymi ghulami, a na zewnątrz rzucała "przepraszam, słodziaku", kiedy to prawie na nią jakiś wpadł. Elaine musiała przyznać, że praca kelnerki wymagała jednak minimalnej kondycji fizycznej. Kto by pomyślał, że utrzymanie na tacy takiej ilości naczyń i kufli będzie takie ciężkie? Nawet gdy po paru godzinach przytrzymała tacę różdżką, to parę minut później czuła ból w nadgarstku i musiała wrócić z powrotem do dźwigania. Mimo spoconego karku i brudnego fartucha (!), udawało się jej zachować całkiem dobry humor. Klienci nie narzekali, pracodawca też nie kręcił nosem i wyrabiała się jako tako ze wszystkim. Zimna przyganiała do kawiarni masę osób, więcej niż mogłaby przypuszczać. Kiedy jej zmiana zbliżała się do końca, Elaine była pewna, że nic jej nie powstrzyma przed nazwaniem tego dnia "dobrym". A jednak przeliczyła się. Niosła właśnie dwa imbryki pełne wrzącej herbaty (musi sobie sprawić takie cudo, które podtrzymuje temperaturę) do stolika z pięcioma osobami. Niby się w kawiarni się przerzedziło, co uśpiło czujność dziewczyny. Żwawym krokiem ruszyła do celu, gdy nagle z boku coś w nią walnęło. Zdążyła tylko krzyknąć, gdy rozległ się huk. Upadła na cztery zacne litery, a tuż obok niej spadły z hukiem oba imbryki wylewając z siebie tryskającą zawartość. Osłoniła się przed wrzątkiem zapominając, że jeśli użyje do tego ramienia, to właśnie ono zostanie poparzone. Tak też właśnie się stało. Ból ją najpierw otumanił, potem otrzeźwił. Została podniesiona, gorliwie przeproszona przez beztwarzowego (jak dla niej) klienta, zrobił się mały tłum wokół, nad którym szczęśliwie pracodawca zapanował. Mogła wyjść o zawrotne trzydzieści minut wcześniej, by się jakoś opatrzyć. Dobre sobie - przecież to nie jej dziedzina, to coś zupełnie dla niej nieznanego. Krzywiąc się z bólu, potruchtała po swoje rzeczy. Musiała znaleźć kogoś, kto jej to załata. Nie miała ochoty pospacerować do hogwardzkiej pielęgniarki, skoro znała pewnego przystojnego uzdrowiciela... hm, to jest myśl! Cicho pojękując nad poparzonym, czerwonym ramieniem pokrytym kilkoma bąblami ewakuowała się z pracy. Nie, to jednak nie był dobry dzień. Kto by pomyślał, że fajtłapa postanowi dać się komuś przewrócić i to w trakcie transportowania wrzątku...

[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mistrz Gry

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 30018
  Liczba postów : 47590
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Pod hibiskusem"    Sro Mar 13 2019, 16:39

Ten dzień nie zapowiadał się zbyt dobrze... Pogoda nie sprzyjała dobremu humorowi, racząc wszystkich wkoło ciemnoszarym niebem i deszczem przeplatanym płatkami śniegu. Dobrze, że rozpostarty nad stolikami baldachim z hibiskusów ognistych był w stanie ochronić Cię, @Marjorie Howard, przed szalejącym w uliczce zimnym wiatrem. Cokolwiek by się jednak nie działo, musisz zachować pogodną minę i każdego obsługiwanego klienta obdarowywać uśmiechem. Nawet tego, który sprawia problemy...
Mężczyzna obdarzony pękatym brzuszyskiem, wylewającym się ponad ciasno spiętym paskiem od spodni, złożył zamówienie na jagodowego jabola. Trzy razy. Z każdym kolejnym zaczynał się coraz bardziej do tej jagody upodabniać - szkarłatne rumieńce wpełzające na jego ulaną twarz szybko nadały mu wygląd typowego pijaczyny. Widzisz, jak wzywa Cię po raz kolejny do stolika, niezbyt uprzejmie pstrykając na Ciebie palcami.
- Pa-panienko droga - zaczął, czkając. - Da-aj mi tu szklankę wo-ody, bo mam cz-czkawkę - polecił, machają ręką, abyś się pospieszyła.

Masz dwie opcje:

1) Przyniesienie szklanki wody: Jeśli wykonujesz polecenie mężczyzny, udajesz się do środka kawiarni i przynosisz mężczyźnie napój. Jegomość dziękuje, po czym upija łyk... I zaczyna się krztusić! I tak czerwona twarz przybrała nagle siną barwę. Pięścią bije się po klatce piersiowej, zdawać by się mogło, że wypluje płuca! Jak zareagujesz? Pomożesz mu sama czy wezwiesz kogoś innego do pomocy?

2) Możesz zaproponować mężczyźnie pomoc w postaci rzucenia zaklęcia hamującego czkawkę - Singultus. Jeśli jesteś na tyle odważna, by spróbować, wykonaj w odpowiednim temacie rzut LITERĄ i opisz go nazwą zaklęcia. Jeśli wypadnie Ci A, B, C, D, E, F - zaklęcie nie udaje się, a wręcz zdaje się pogorszyć stan mężczyzny, który teraz ledwie łapie oddech! Chyba będziesz musiała zawiadomić szefa, by wezwał pomoc! Ten nie będzie zadowolony - możesz spodziewać się potrącenia kilku galeonów z pensji...; jeśli wypadnie Ci G, H, I, J - mimo iż nie posiadasz wystarczającej ilości punktów w kuferku, zaklęcie udaje się i klient oddycha z ulgą. Zdobywasz dzięki temu punkt do uzdrawiania - upomnij się o niego w tym temacie.

Jeśli już zdecydujesz się na rzut literą, nie ma odwrotu! Mam Cię na oku ;)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Marjorie Howard

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 86
  Liczba postów : 74
http://www.czarodzieje.org/t17036-marjorie-howard
http://www.czarodzieje.org/t17038-marjorie-howard
http://www.czarodzieje.org/t17039-marjorie
http://www.czarodzieje.org/t17037-marjorie-howard




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Pod hibiskusem"    Czw Mar 14 2019, 01:47

Tego dnia Marjorie wstała lewą nogą i jakoś nie mogła przemóc złego humoru w pracy, myśląc o czymś innym zważywszy na to, że z rodzicami pokłóciła się z samego rana, a szef również nie był zadowolony, gdyż dziewczyna spóźniła się parę minut do pracy. Padał śnieg, nie lubiła tego stanu, że musiała marznąć i wymuszać uśmiech jednocześnie. Podły humor coraz bardziej jej dokuczał, a wówczas nadarzyła się okazja, gdzie jeden z klientów poprosił ją o pomoc. Machnął ręką ku niej, a dziewczyna dostrzegłszy go z różowymi polikami jak u małego dziecka miała ochotę pogonić go do domu. Czego by i tak nie powiedziała, jak bardzo nie tupnęłaby nogą, żeby zawołał kogoś innego to i tak wyjdzie na jej niekorzyść.
Usłyszała, że pomiędzy słowami czkawka bardzo mu przeszkadzała, a i tak ledwie go zrozumiała. Uniosła brew. Zwilżyła wargi i zdecydowała się jednak pomóc w bardziej nietypowy sposób. Wyciągnęła różdżkę. Mimo że zbytnio nie wiedziała co ma zrobić to wypowiedziała zaklęcie.
─ Już chwilę. Ja... ─ zająknęła się, lecz po chwili znów że zasznurowała usta. ─ Singultus.
Wypowiedziała je, lecz po chwili spojrzała, że to był straszliwy błąd. Mężczyzna zrobił się siny na twarzy, oczy pociemniały, a Marjorie przeklęła bezgłośnie. Opadł na ziemię, koszulina lekko się rozpięła u dołu, a pasek ledwie trzymał spodnie na jego grubych i krótkich nogach. Naprawdę chciała zrzucić winę na klienta, który zamówił trzykrotnie jagodowego jabola, a chwilę później męczył się z czkawką. Jakkolwiek by nie postąpiła, sądziłaby, że i tak wina spadłaby na nieszczęsną dziewczynę, która naprawdę nie sądziła, że dzień jeszcze bardziej się pogorszy. Pracowała tu rok i nie miała wcześniej żadnych problemów. Co więcej, szef chwalił ją za sumienność i potulne nastawienie do klientów nieważne jak irytujący by byli.
Rozglądnęła się dookoła i zobaczyła, że ludzie obserwują ją z ogromnym szokiem w oczach. Rozdziawiła usta. Nie wiedziała jak miała to wytłumaczyć, ale nic na to nie mogła poradzić. Była zdana na łaskę szefa, który albo ją wyleje albo przymknie oko ─ o ile klient przeżyje.
─ Trzeba wezwać pomoc! ─ krzyknęła spanikowana.
Niepewność i strach na wskroś z zimnym potem zalewały jej myśli, bowiem bała się, że będzie miała na sumieniu czyjeś życie. Podciągnęła nos i schowała z powrotem różdżkę. Raczej świetnym uzdrowicielem to ona nie będzie...
Wtem do nich dotarł szef, który wezwał pomoc i również pomogli mu otrzeźwieć, aby przestał się dusić. Chwilę to trwało, a ktoś odsunął Marjorie z dala od niego, jakby jeszcze jej dotyk mógł go zabić. Drżały jej ręce i klęła się w myślach za to.
Chciałam dobrze, do cholery!, powiedziała w myślach, wręcz krzyczała rozgoryczona i przejęta. A mogłam mu pomóc w konwencjonalny sposób...
Spojrzała na szefa, który nie był zachwycony zajściem, który wydarzył się w jego lokalu.
─ Ja chciałam mu pomóc, nie przypuszczałabym, że zacznie się dusić. ─ Marjorie zaczęła się bezmyślnie tłumaczyć.
Spuściła głowę, stojąc w osłupieniu, choć cała drżała jakby z zimna. Nie wiedziała co dalej ją czeka, ale jedno było pewne ─ na pewno czekała ją kara.

Litera: C
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mistrz Gry

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 30018
  Liczba postów : 47590
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Pod hibiskusem"    Sob Mar 16 2019, 22:11

Istotnie, Marjorie czekała kara... Szef, który akurat tego dnia był w pracy na tej samej zmianie, gdy tylko usłyszał, że jego pracownica wycelowała różdżkę w klienta i spowodowała u niego ostry napad kaszlu, nogi się pod nim ugięły. Zaskoczony tą informacją - przecież panna Howard nigdy nie sprawiała problemów - wybiegł na ogródek kawiarni i natychmiast rzucił się na pomoc dławiącemu się mężczyźnie. Zakłócenia nie sprzyjały również jemu, dopiero za drugim razem udało mu się rzucić odpowiednie zaklęcie udrażniające drogi oddechowe. Ostatecznie jednak sytuacja została opanowana. Względnie...
- ONA... PRAWIE MNIE ZABIŁA - wyrzęził poszkodowany jegomość, wskazując Krukonkę drżącym palcem, na twarzy nadal zachowując wszelkie odcienie purpury, nie wiadomo jednak było, czy to wciąż efekt uporczywego kaszlu, czy też raczej wściekłość. Postawiony na nogi, zerwał z oparcia krzesła swój płaszcz, po czym odszedł, wykrzykując jeszcze pogróżki donosu na kawiarnię, a także żądania, by dziewczyna została zwolniona z pracy.
Właściciel kawiarni, blady jak ściana, odwrócił się do Marjorie i zmierzył ją bardzo, ale to bardzo surowym spojrzeniem. Palcem wskazującym nakazał jej wejście do środka, a następnie skierował ją na zaplecze. Tam zaczął mówić.
- Ten mężczyzna... Jest bardzo wpływowym biznesmenem. Co Cię w ogóle podkusiło, żeby podnosić na niego różdżkę?! Ech, Marjorie, twój wybryk może nas kosztować naprawdę sporo. Nie zdziwiłbym się, gdyby Morris złożył na nas donos. Zamknie nas w przeciągu tygodnia... - Głos zaczął mu się załamywać. Opadł na krzesło stojące przy ścianie i ukrył twarz w dłoniach. Chwilę potem znów przeniósł spojrzenie wodnistych oczu na dziewczynę. - Nie mogę Cię z tego wypuścić bezkarnie. Rzucanie zaklęć w klientów nie jest zgodne z polityką naszej kawiarni. Nie jest zgodne w ogóle z niczym... Ale nie zwolnię Cię, dam Ci szansę, żebyś się wykazała. Napiszesz do tego pana przeprosiny. Wylewne - powiedział, bardzo wymownie spoglądając na nią przy ostatnim wypowiadanym słowie. - W przeciwnym wypadku może być kiepsko...

@Marjorie Howard, nie musisz odpisywać na ten post, jeśli nie chcesz. Z mojej strony to wszystko, lecz to nie koniec zadań dla Ciebie! Szefowi naprawdę zależy, byś napisała do poszkodowanego mężczyzny list. Wyślij przeprosiny na pocztę Mistrza Gry w przeciągu następnych 10 dni (jeśli potrzebujesz więcej czasu, pisz do @Bridget Hudson, bo widziałam nieobecność), zaadresuj je do pana Morrisa. W przypadku niewywiązania się z tego, szef będzie zmuszony potrącić Ci z pensji sporą sumkę pieniędzy...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content











PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Pod hibiskusem"    

Powrót do góry Go down
 

Kawiarnia "Pod hibiskusem"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
Dolina Godryka
 :: 
Centrum miasteczka
-