Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Ślepa uliczka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Uczeń Ravenclaw
Wiek : 24
Skąd : Edynburg, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 262
  Liczba postów : 365
http://czarodzieje.my-rpg.com/t987-samael-yehl
http://czarodzieje.my-rpg.com/t988-samael-yehl




Gracz






PisanieTemat: Ślepa uliczka   Sro Gru 23 2015, 13:27


Ślepa uliczka


Jedna z uliczek pomiędzy starymi kamienicami prowadzi do nikąd, choć na planach miasteczka nie ma wzmianki o wielkiej ścianie zagradzającej drogę w tym miejscu. Każdy krok prowadzący wgłąb ślepej uliczki to zagęszczająca się ciemność i przenikający chłód. Mało kto zapuszcza się tutaj przypadkiem, a wśród czarodziejów krążą plotki o skarbach ukrytych za tajemniczą ścianą.

Uwaga!
Wchodzisz tu na własną odpowiedzialność! Kostki, które tu wyrzucisz mogą ci dać bardzo duży potencjał magiczny, niesamowite przedmioty itp. Jednak możesz też zachorować na nieznaną chorobę, poważnie się poranić lub stracić dużo pieniędzy.
Zanim rzucisz kostką, upewnij się, że znasz zasady wynikające z rzutu.


1 -  Rozglądasz się po ślepej uliczce, aż twoją uwagę przykuwa coś błyszczącego na ziemi. To monety, a dokładniej rozrzucone 20 galeonów. Uznajesz, że to wystarczająca zapłata za kilka minut w tym nieprzyjemnym miejscu i chowasz je do kieszeni.
2 - Opukujesz różne kamienie, starając się znaleźć ten, który odkryje przed tobą sekret uliczki, lecz twoją uwagę odwraca cichy klekot rozbrzmiewający kilka metrów nad twoją głową. W ostatniej chwili odskakujesz do tyłu, a przed tobą ląduje młoda akromantula. Przez sekundę mierzy cię wściekłym spojrzeniem ze wszystkich ośmiu oczu, po czym skacze do przodu, gotowa do ataku. Rzuć kością jeszcze raz.
Spoiler:
 
 
3 - Dotykasz kamieni, chcąc rozpracować kombinację ukazującą to, co kryje się za ścianą. W pewnym momencie twoja dłoń trafia na ciecz rozsmarowaną po części ściany. Mimo ciemności jesteś w stanie dojrzeć przerażający, rubinowy połysk gęstej mazi. Z przerażeniem stwierdzasz, że to krew. Rzuć kolejną kością.
Spoiler:
 
4 - Gdy zapuszczasz się w głąb ciemnej uliczki, zauważasz dwie postacie czające się na jej końcu. Podejrzany element społeczny ściąga do takich nieprzyjemnych miejsc, by wykonywać nielegalne transakcje. Już masz zamiar odwrócić się na pięcie, gdy dwójka szemranych typów cię zauważa. Rzuć kolejną kostką.
Spoiler:
 
5 - Świecisz różdżką, by lepiej widzieć drogę. Akurat kierujesz strumień światła na ziemię, dostrzegasz leżący tam przedmiot. Zaciekawiony szybko podchodzisz do niego i podnosisz ten, błyszczący kompas. Ku twojemu zdziwieniu okazuje się, że był to świstoklik, który błyskawicznie przenosi Cie do niebiańskiej polany. Bez względu na to, czy już tam kiedyś byłeś - musisz rozegrać zawarte tam kostki.
6 - Słyszysz głos zbliżających się kroków, wiesz, że w tej alejce możesz spodziewać się niebezpiecznych osób, dlatego bardzo szybko chowasz się za rogiem. Prędko przechodzący obok Ciebie mężczyzna, nawet Cię nie zauważa. Ale nie jest to wynikiem wyłącznie szczęścia. Okazuje się, że na ścianie były resztki po eliksirze niewidzialności, który najwyraźniej ktoś tam na siebie wylał. Ilość jaka została wchłonięta przez twoją skórę pozwoli na użycie niewidzialności w pięciu postach - cześć z nich możesz wykorzystać w innym temacie.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Skąd : Francja, Paryż
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -142
  Liczba postów : 38
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15229-jeremiah-lacroix
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15238-jeremiah-lacroix#406954
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15234-jeremiah-lacroix




Gracz






PisanieTemat: Re: Ślepa uliczka   Czw Paź 12 2017, 09:49

Był w pobliżu, a przynajmniej tak mu się wydawało. Ten dzień, zdecydowanie nie należał do Jeremiah'a... Tak jakby wszystko sprzymierzyło się przeciw niemu, stwierdzając, że to będzie dobry pomysł, aby podłożyć mu kilka bomb pod nogi. Nie przesadzał. Ale też nie narzekał, po prostu jest to relacja z jego odczuć. Może nie powinien spędzać tego dnia, robiąc coś produktywnego, może lepiej było po prostu zostać albo zejść na dół do baru i wypić tę butelkę co tak się ładnie świeciła na półce. Przyrzekłby, że wołała go kilka razy, kiedy kierował się do pokoju na górze.
Czas najwyższy skończyć w Londynie i udać się dalej. Spakować worek, zarzucić go na plecy i odjechać, bez konkretnego celu czy zarysu planu. Czyli tak, jak zawsze robił. I to, co najlepiej mu wychodziło.
A może chodziło o to, że współpraca z ludźmi na dłuższą metę nie wchodziła w grę. Nadzorowanie każdego ich ruchu, każdego słowa, bo gdyby coś poszłoby nie tak... To byłaby jego wina. Tak wiele możliwości na niepowodzenie. Choć to słowo rzadko kiedy chodziło z nim w parze, zawsze istniała możliwość jeżeli nie polegał tylko i wyłącznie na sobie. Prace znaleźć mógł wszędzie, nie było to takie trudne jeżeli wiedziało się, gdzie powinno się szukać. Jego ramiona lekko opadły a pod oczami wyskoczyły ciemne cienie, jakby naprawdę miał już dość. Nieistotne.
Jednak wiadomość od Zilyi była jak zbawienie, którego oczekiwał, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Jedna z niewielu osób, z którą współpraca nie była jednym wielkim utrapieniem. A zainteresowanie, jakie budziło w nim to, co może dostać, przezwyciężyło zmęczenie. Nigdy nie kwestionował jej kompetencji, prawdopodobnie dowiedziałaby się o tym i sprawnie wybiła mu to z głowy... A nie warto wprowadzać swojego dostawcy w podły nastrój.
Znał o wiele subtelniejsze miejsca na spotkanie, ale skoro właśnie tutaj chciała się spotkać, dlaczego nie. Pełen profesjonalizm, co? Potarł dłonie i wszedł do uliczki, po chwili opierając się o ścianę. Przyszło mu chyba tylko czekać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 20
Skąd : Rosja, Syberia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 2936
  Liczba postów : 1912
http://www.czarodzieje.org/t8036-zilya-nikolaevna-fyodorova
http://www.czarodzieje.org/t8073-syberyjska-dzikuska#225025
http://www.czarodzieje.org/t8071-syberyjska-sowka#225017
http://www.czarodzieje.org/t8067-zilya-fyodorova




Administrator






PisanieTemat: Re: Ślepa uliczka   Pon Paź 16 2017, 19:54

Lokalizacja była oczywista - nieuczęszczana alejka, z której miała stosunkowo blisko do domu, wydawała się brzmieć doskonale, zwłaszcza z perspektywy całego dnia spędzonego na usilnym złapaniu kilku kłaków cholernego pegaza. Nie była dobra w polowaniu na latające stworzenia. Otwarte przestworza, jak i bezkresne wody, stanowiły dla niej barierę, której sprostanie graniczyło z cudem. Miotała zaklęciami, które w połowie upadały, związane z problemami, jakie nastręczały tajemnicze zaburzenia, próbując schwytać jedno z mistycznych stworzeń. Bez efektów. Niemniej jednak trafiające uroki zadały zwierzęciu kilka ran, które poskutkowały niewielką utratą sierści. Jakże pożądaną na wypadek groźby zakończenia wyprawy z pustymi rękoma. Miała niewielką garść włosów z ogona podniebnego konia, każdy z nich jednak wart był sumy, która sprawiała, że wszystko to warte było zachodu.
Miałaby podły humor, byłaby zła i zmęczona całym tym miernym polowaniem, gdyby nie drobne plusy. Zdobyte włosy, a już szczególnie, darmowe pieniądze. Otóż idąc na spotkanie ze swoim biznesowym partnerem, na ulicy dostrzegła błyszczące się monety. Całe dwadzieścia galeonów! Szybko uznała, że musiały wypaść komuś z kieszeni, kto albo był bardzo pijany by to zauważyć, albo potraktowany solidnymi zaklęciami. Szybko schowała pieniądze, na wypadek, gdyby właściciel próbował się o nie upomnieć.
Choć ulica była pogrążona w nieprzyjaznym mroku, łatwo rozpoznała sylwetkę Jeremiaha - to nie było ich pierwsze spotkanie. Odkąd nawiązali współpracę, to był jeden z jej bardziej pożądanych kontaktów, zawsze gotów na intratną wymianę, przynoszącą odpowiednie korzyści. Ściślej zacisnęła czarną skórzaną kurtkę (smocza skóra!) chroniącą przed porywistym wiatrem tego wieczoru, jednocześnie zatrzymując się przy znajomym. Niemo kiwnęła głową w ramach krótkiego przywitania.
- Zadowoli Cię coś od pegaza? - Zapytała szukając w ciemnościach jego spojrzenia. Z kieszeni wyciągnęła starannie odmierzony jeden spośród reszty włosów, leniwie zawiązując go wokół swojej dłoni. Włos był długi, o ładnym srebrzystym kolorze, wyjątkowo połyskującym nawet w tej ponurej alejce.

Kostka 1 = galeoniki

______________________

Can't stay at home, can't stay at school. Old folks say, you a poor little fool. Down the street I'm the girl next door.
I'm the fox you've been waiting for
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Skąd : Francja, Paryż
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -142
  Liczba postów : 38
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15229-jeremiah-lacroix
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15238-jeremiah-lacroix#406954
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15234-jeremiah-lacroix




Gracz






PisanieTemat: Re: Ślepa uliczka   Pią Paź 20 2017, 10:59

Dokładnie. Była idealna dla niej, w jego mniemaniu każdy mógł tutaj przyjść. Nie lubił, kiedy ktoś, czy nawet coś zakłócało proces transakcji, jakiej dokonywał. Była to jego własna fanaberia, słuszna czy też nie. Nie bardzo go to obchodziło. Afiszowanie się towarem, zapewne cennym, mając na uwadze zdolności, jak i to, że zapewne nie marnowałaby jego i swojego czasu, gdyby nie była to rzecz o wysokiej wartości, nie było najlepszym pomysłem. Poza tym, nie był ulicznym rzezimieszkiem, który para się w takich miejscach, szukającego okazji do szybkiego, niekoniecznie mądrego zarobku.
Ale potrafił ją zrozumieć. Dlatego też nic nie mówił.
Jego wargi lekko się wygięły, jakby w uśmiechu co oczywiście miało być formą przywitania się. Pogoda nie za bardzo pozwalała mu na coś więcej. Czekał na to, co dla niego przyszykowała, na pewno nie było to nic wielkiego, skoro nie miała ze sobą żadnej rzeczy, w której mogłaby ów zdobycz schować. Był to taki dreszczyk emocji, którym napawał się bardzo długo. W końcu ileż można handlować tym samym, prawda? A Jeremiah zawsze był otwarty na nowe propozycje.
Odbił się od ściany, kiedy wymówiła słowo "pegaz". Cholera. Czyli mówili o naprawdę poważnych interesach. Na pewno zdawała sobie sprawę, jak cenną rzecz zdobyła. Można było wykorzystać je w wielu dziedzinach, leczniczych, różdżkarskich... Naprawdę w wielu. Ci, którzy pracowali na czarnym rynku, wyskakują ze wszystkiego tylko po to, aby zdobyć coś od tych szlachetnych zwierząt. -Na pewno kiedyś spytam o historię związaną z tym łupem.-Powiedział, kierując te słowa do dziewczyny. Dotknął końcówki włosa, oceniając jego grubość. Przy każdym ruchu, połyskiwał w świetle lamp. -Żadne z zaklęć nie naruszyło ich struktury? Był dorosły, czy młody? Czy jest jakiś szczegół, o którym powinienem wiedzieć?-Dopiero po chwili podniósł na nią swoje spojrzenie. Wszystko miało znaczenie, nawet te najmniejsze, z pozoru nieistotne fakty. W jego głowie pojawiła się potencjalna lista miejsc, do których powinien się udać. Jeżeli chciał dostać tyle, aby zadowolić ją i siebie... Wyzwanie, niższego rzędu, ale już się palił do tej roboty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 20
Skąd : Rosja, Syberia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 2936
  Liczba postów : 1912
http://www.czarodzieje.org/t8036-zilya-nikolaevna-fyodorova
http://www.czarodzieje.org/t8073-syberyjska-dzikuska#225025
http://www.czarodzieje.org/t8071-syberyjska-sowka#225017
http://www.czarodzieje.org/t8067-zilya-fyodorova




Administrator






PisanieTemat: Re: Ślepa uliczka   Pon Paź 23 2017, 21:02

Oczywiście - mógł tu przyjść każdy, o ile ktokolwiek wpadłby na to, aby kręcić się po opuszczonych, ślepych uliczkach, a to mimo wszystko, wydawało się mało prawdopodobne.
Zasypał ją szeregiem pytań, po tym jak pokazała mu zaledwie jeden z włosów. Wiedziała, że ma do czynienia z kimś, kto nie przyjmuje byle czego, a produkt musi być silnie wyselekcjonowany. To czego nie brali tacy jak Jeremiah pozostawało w jej kieszeniach równie niedługo - nawet na drugorzędny towar po jakimś czasie trafiali się kupcy, oczywiście cena wówczas pozostawiała wiele do życzenia. Trzymała się jednak myśli, że cokolwiek lepsze niż nic.
- Spokojnie, nie próbuje Ci wcisnąć jakiegoś gówna - zauważyła w końcu, marszcząc nieco brwi, pod natłokiem jego wątpliwości w jakoś produktu. Wyciągnęła z kieszeni kilka innych włosów, nie było ich wiele, raczej kilkanaście, jednakże każdy z nich był gruby i charakterystycznie błyszczący. Poza jednym, pokazała go wyraźnie, za tło dając pozostałe.
- Ten jest wart pół ceny. Ktoś przede mną go naruszył cholernymi zaklęciami - odparła jednocześnie sugerując, że pozostałe są w dobrym stanie. Z resztą, było to widać na pierwszy rzut oka, gdyby coś je skaziło, nie mieniłyby się tak piękną bielą.
Zasunęła kurtkę pod samą szyję, w chwili, gdy wiatr mocniej zawiał. Jednocześnie jednak nie spuszczała wzorku ze swojego rozmówcy, a dokładniej jego rąk, błądzących po otrzymanym paśmie. W końcu szybko cofnęła włos, który tak pieczołowicie oglądał, mieszając go z ich resztą, trzymaną w drugiej dłoni.
- Szczegóły? Wiesz, że kiedy one latają pod niebem, mam może parę sekund na to, żeby przeanalizować ich ewentualny stan? - Zapytała nie będąc pewną, czy Lacroix zdaje sobie sprawę z tego, jak niewiele czasu zwykle jest na ocenę okazu. Tak naprawdę to te włosy więcej mówiły o tym stworzeniu, niż to co tam pod niebem zobaczyła. Oczywiście widziała takie podstawy jak to, czy był małym źrebakiem, albo czy był ranny. Ale ocena szczegółów, wieku? Do tego potrzebna była ocena na twardym gruncie, a tym razem, pegazy nie miały na niego ochoty. - Nie był na pewno źrebakiem. Włosy są też dość jasne, więc nie umierał. - Ostatecznie dodała obserwując swego rozmówcę i oczekując na jakąś ocenę tego produktu, czy ewentualną dalszą decyzję.

______________________

Can't stay at home, can't stay at school. Old folks say, you a poor little fool. Down the street I'm the girl next door.
I'm the fox you've been waiting for
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Skąd : Francja, Paryż
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -142
  Liczba postów : 38
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15229-jeremiah-lacroix
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15238-jeremiah-lacroix#406954
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15234-jeremiah-lacroix




Gracz






PisanieTemat: Re: Ślepa uliczka   Czw Paź 26 2017, 19:51

Różni ludzie chodzą po takich miejscach, kto wie, może ktoś sobie upodobał ślepą uliczkę na miejsce schadzek. Mniejsza.
Zamierzał dobić uczciwego targu. W końcu na tym opierała się ich współpraca, prawda? Mało kiedy mógł liczyć na wiarygodność osób, z którymi dane mu było pracować. Dziewczyna nie należała do tego grona, dlatego zawsze z chęcią przychodził kiedy miała mu coś do zaoferowania.
Zapewne gdyby tylko spróbowała, nie byłoby już tak miało jak do tej pory. Jeżeli chodziło o robotę, Jeremiah potrafił być nieobliczalny, bezwzględny w tym, co robił. Poza tym, reputacja Zilyi szybko by ucierpiała, gdyby zrobiła coś podobnego. I on i ona musieli w tej kwestii bardzo uważać.-To raczej oczywiste.-Mruknął i wywrócił teatralnie oczyma i podniósł swoje spojrzenie, aby utkwić je w dziewczynie. Czy sobie żartowała? Czy kiedykolwiek dał jej powód, dla którego mogłaby uważać iż wątpiłby w jakoś produktu? Nie będzie się powtarzał milion razy, wydawało mu się, że sama chęć współpracy z nią daje jasny obraz jego stosunku do jej pracy. Ciężkiej, niebezpiecznej, wymagającej odpowiednich umiejętności. Czy mógł powiedzieć, że w pewien sposób ją podziwiał? Cóż. W tym momencie na pewno tego z jego ust nie usłyszy, prawdopodobnie nawet tego nie potrzebowała. Bo przecież po co.
-Zdajesz sobie sprawę, że muszę wiedzieć takie rzeczy. Myślałem, że to oczywiste i nie muszę tego tłumaczyć.-Wzruszył ramionami, nie za wiele robiąc sobie z tego, że mogło tych informacji być niewiele. Powinien wiedzieć jak najwięcej, aby móc odpowiednio zareklamować towar. Może i włosy pegaza były pożądane ale co za tym szło, ludzie, którzy je nabywali potrafili być wybredni. Czasem nawet jego czar i urok nic nie zdziałają, kiedy na jego drodze znajdzie się buc, który myśli, że pozjadał wszystkie rozumy tego świata. Westchnął i odsunął się na jeden krok od dziewczyny.
Kwestionowanie jego wiedzy było niemądre i zbyteczne, jednak nie zamierzał jej poprawiać.
Jego twarz lekko się rozjaśniła a on na dobre utkwił w niej swoje uważne spojrzenie.-Są idealne. Powiem Ci, że nawet ten jeden nada się do wielu wyrobów. Nie będzie z nim problemu.-Powiedział spokojnie.-Zastanawia mnie, ile będziesz za nie chciała. Możesz nawet doliczyć rekompensatę za utrudnienia.-Powiedział i lekko się uśmiechnął.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29487
  Liczba postów : 42387
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Ślepa uliczka   Czw Cze 21 2018, 20:03

Wątek zawiera treści nieodpowiednie dla młodzieży poniżej 18 roku życia.

Peta nie wierzył w swoje szczęście.
Nie spodziewał się, że któregoś dnia znów spotka na swojej drodze. Ulice Doliny Godryka jeszcze nigdy nie wydawały mu się bardziej magiczne niż w chwili, gdy znajoma sylwetka przeszła nieopodal. Poznałby ją na drugim końcu świata. Jego małe oczka niejednokrotnie za nią wodziły jeszcze w murach szkoły. Doskonale pamiętał, w jaki sposób stawiała kroki, jak błyszczały w świetle jej włosy, jak okazjonalnie odrzucała je na plecy, rozsiewając wokół swój słodki zapach. Wciąż nią była.
Jego małą kurwą.
Nie chciał być od razu widoczny, nie zamierzał jej zaczepiać. Nie tutaj. Postanowił za to podążyć za nią i zobaczyć, gdzie wiodą ją jej zgrabne nóżki. Niejednokrotnie wyobrażał sobie, jak wyglądałyby rozłożone przed nim samym.
Peta był prostym chłopakiem - gdy czegoś chciał, to sobie brał. Ona mu jednak nie dała tego, czego oczekiwał i popełniła błąd, który Peta zamierzał teraz naprawić. Ta myśl przemknęła mu przez głowę niczym błyskawica. Po co miałby czekać? Miał ją na tacy. Holmes, piękna @Marceline Holmes, w zasięgu ręki. Jedno zaklęcie kameleona i już nie wzbudzi jej podejrzeń, może spokojnie podążać jej śladem.
Ciekawe, czy idzie do niego? A może do siebie? Preferował tę drugą opcję.
Nie musiał długo czekać, by skręciła w ślepą uliczkę. Tak nieświadoma, niewinna, dała się złapać w pułapkę niczym muszka w pajęczą sieć. Niestety w tej konfiguracji ona była ledwie owocówką, a on sam tarantulą. Wciąż ją obserwował, jak podeszła do ściany i przyłożyła do niej dłonie. Jakże on jej pragnął, właśnie tam, przy tej ścianie... Kilka cichych kroków, wstrzymany oddech. Była tak blisko. Nim się spostrzegła, naparło na nią męskie ciało. Silna i wysoka sylwetka przygwoździła ją do zimnego, kamiennego muru. Peta chwycił jej nadgarstek i zacisnął na nim dłoń na tyle mocno, by nie zdołała mu go wyrwać. Palce drugiej dłoni przyłożył do jej pośladka i zacisnął je mocno, licząc, że usłyszy jęk.
Musiała tak pięknie jęczeć.
- To co, może jednak dasz mi to, co mi się należy? - wydyszał jej w ucho, roznosząc wraz z ciepłym oddechem woń niedawno palonego papierosa. Oblizał wargi.

W sumie pozostawię Ci dowolność - jako że Peta naparł na Marcelinę od tyłu, jej twarz znalazła się blisko wcześniej odkrytych przez nią cukierków wetkniętych między cegły. Jeśli chcesz, możesz wykorzystać w postach efekt oparów wywołujących krwotok z nosa, ale jeśli nie, nie musisz :)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 965
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 849
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Ślepa uliczka   Czw Cze 21 2018, 22:26

Pogubiła się w Dolinie Godryka. Zaszła do miejsc, których nie znała, błądziła pomiędzy kolejnymi uliczkami, jakby szukając odpowiedniej drogi, która miała zaprowadzić ją  do domku babci, by wreszcie znaleźć się w swoim pokoju, z dala od nieznanych terenów. Kroki przyspieszała z każdym kolejnym uderzeniem serca, przez co oddech zaczynał się spłycać, jakby w obawie przed kolejnym zakrętem. Mimowolnie, całkiem nieświadomie ujęła różdżkę którą trzymała w głębokiej kieszeni letniego płaszczyka, tym samym dawała sobie ewentualne pole do obrony, gdyby cokolwiek zaczynało jej grozić. Podświadomość nakazywała zwiększyć ostrożność, tym samym obróciła głowę lekko w bok, próbując dostrzec zagrożenie, ale jej tęczówki zderzyły się z otaczającą pustką.
Marceline, twoja wyobraźnia płata ci figla.
Musiała myśleć w ten sposób, jak gdyby nie chciała popaść w paranoję, która odebrałaby do reszty trzeźwość zbrukanego enigmą umysły. Oniryzm obecnej sytuacji polegał na iluzorycznym zbudowaniu wykreowanego kształtu najbliższego scenariusza, dlatego też skręciła w kolejną alejkę, drobnymi dłońmi wodząc po ceglanej ścianie. Nie przypuszczała w najśmielszych oczekiwaniach, że spotka go ponownie, po tym wszystkim, co wydarzył się w Trausnitz, tamtejszym dormitorium...
Dotyk męskiej dłoni sprawił, że zastygła w bezruchu, zaś zapach okropnych cukierków zaczynał powoli wirować w głowie Marceline. Czuła jak serce łomocze w jej piersi, zaś ciało zaczyna stawać się bezwładne. Łzy wypełnili szczelnie wielkie oczy rudowłosej dziewczyny, zaś palce, które zacisnęły się na pośladku, co czuła przez materiał sukienki, były dokładnie tym powodem, dla którego wybuchła niekontrolowanym płaczem. Głos grzązł w gardle, choć chciałaby wykrzyczeć wiele, ale nie potrafiła przełamać własnej postawy w obliczu tak gwałtownej sytuacji, przybierającej coraz to szybszy obrót. Nieprzyjemny tembr mężczyzny odbił się echem w czaszce Holmes echem, bombardowana feerią barw łamała się niczym wątła gałązka podczas porywistego wiatru i już wiedziała, że koszmar zaczyna przypominać najgorszy możliwy epizod, który ziszczał się właśnie teraz. Wypuściła powietrze ze świstem, a następnie poczuła jak krew zaczyna sączyć się z jej piegowatego nosa, zaś sama reakcja, w której próbowała się wybrać świadczyła o desperacji.
Czy tak miał wyglądać k o n i e c?


Kostka: 3 i 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29487
  Liczba postów : 42387
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Ślepa uliczka   Pią Cze 22 2018, 00:37

Nie potrafił się opanować. Wydawało mu się, że czuje drganie we wszystkich mięśniach w ciele, zupełnie jakby każde pojedyncze włókno reagowało euforycznie na jej obecność. Serce przyspieszyło rytm, pompując krew w ciele i wzmagając szum w głowie. Ekstaza rozlała się po nim w chwili, gdy do jego nozdrzy dotarł jej słodki zapach. Doskonale go pamiętał, drażniąca, przeszywająca na wskroś lawenda... Ożywiała wspomnienia. Pamiętał, jak miał ją dla siebie, w dormitorium. Pożądał jej tak, jak żadnej innej dziewczyny na tym świecie, a przecież już parę przewinęło się przez jego lepkie łapska. Te jednak zawsze szukały czegoś innego - szukały Marceline. Żadna inna nie posiadała równie delikatnej skóry, równie jasnej karnacji, takiego układu piegów na nosie. Żadna sylwetka nie umywała się jej ciału. Nic dziwnego, że jej pragnął.
Kto by pomyślał, że z Pety taki romantyk?
Zawiodła go jednak. Spodziewał się jęku; chciał, by jej dziewczęcy głos połechtał błonę bębenkową cichym westchnieniem, lecz to się nie stało. Zamiast tego z jej gardła wydobył się szloch. Rozluźnił ucisk, tym razem gładząc powierzchnię jej jędrnego pośladka, natarczywie szukając rąbka pod warstwami materiałów. Niecierpliwił się, ileż jeszcze mógł czekać? Czuł, jak cała drżała...
Szarpnął nią, odrywając jej twarz od cegieł i zwracając ją ku sobie.
W sarnich oczach dziewczyny dostrzegł taflę łez oraz strach, może dozę niezrozumienia. Z kim miała do czynienia? Z widmem przeszłości? Z ucieleśnieniem swoich koszmarów? Zaklęcie kameleona powoli przestawało działać i dotychczas rozmyty, niematerialny Peta zaczął nabierać konturów i konkretnych kształtów, stając się tym wszystkim, czego Marceline nienawidziła, czego się bała i od czego nieustannie próbowała uciec. Tak, był jej koszmarem, jej najgorszą marą, która wyrwała się z onirycznych ram, by zatruwać jej rzeczywistość.
Nie miał wątpliwości, że o nim śniła - ona nieustannie gościła w jego głowie.
Zaraz miał pokazać, o czym przez cały ten czas marzył.
- No, dalej, przecież oboje wiemy, że tego chcesz - wycedził. Szeroki uśmiech pełen okrucieństwa rozlał się po jego pociągłej, ziemistej twarzy, a w spojrzeniu wodnistych, niebieskich oczu czaiły się iskry oddające jego zamiary. Nie wyrywała się, nie walczyła. - Oboje dobrze wiemy, że nadal jesteś kurwą. Małą kurewką. Szłaś teraz do niego, zgadza się? - mówił dalej, dysząc jej przy uchu, bowiem nachylił się, by ciepłym językiem wyznaczyć mokrą ścieżkę na linii szczęki Marceline. - Będzie niepocieszony, że ktoś go ubiegł...
Złapał w ręce oba jej nadgarstki i przycisnął się do ściany.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 965
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 849
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Ślepa uliczka   Pią Cze 22 2018, 01:27

Tamte dni, w których był zbyt blisko, kiedy to chciał przełamać jej bariery, nadwyrężyć swobodę ruchów, jak gdyby wolność cielesna nie miała dla niego żadnej wartości. Wielokrotnie dotyk, podobnie jak pocałunki kojarzyły się z przykrością, brutalnością i czystego rodzaju zezwierzęceniem. Różniły się bowiem od tych, którymi obdarzał ją Daniel podczas potajemnych spotkań, gdy zostawała w jego mieszkaniu lub składała mu niezapowiedziane wizyty. Pete od początku przypominał swym zachowaniem władczego chłopaka, który tłamsił możliwość ucieczki.
Tym razem było tak samo.
Mętne spojrzenie, które pogrążało się w rozpaczy ujawniało skrywane pod membraną skóry emocje, a z tymi nie była w stanie walczyć. Odbierały one trzeźwość umysłu, podobnie jak odrażający dotyk umiejscowionych dłoni na jej drobnym ciele. Krew sączyła się coraz bardziej i czuła jak uchodząca z jej organizmu esencja witalna odbija się na sile, która mogłaby włożyć w atak skierowany na osobę Peta. Oddech spłycał się z każdą kolejną sekundą, zaś serce łomotało w piersi, wyrywając się spomiędzy żeber.
- Przestań... - jęknęła żałośnie i szarpnęła się nagle, nieświadomie dając mu w ten sposób dostęp do łatwiejszej kontroli wątłej sylwetki. Przyparta do muru lawirowała na pograniczu rzeczywistości, pragnąc obudzić się z zaistniałego koszmaru okraszonego onirycznym zetknięciem ciał, jak gdyby nie umiała zaakceptować jego obecności tuż obok siebie. Smukłe palce zacisnęła na materiale koszuli chłopaka, próbując go odepchnąć, dając mu do zrozumienia, że powinien odpuścić.
- Nie chcę! Puść mnie! - warknęła przez zaciśnięte zęby, choć nie na tyle głośno, by ktokolwiek to usłyszał. Po pyzatym, usianym piegami policzku spłynęła pojedyncza łza, kiedy tylko nadgarstki zostały poddane torturze silnego dotyku, zaś skóra doświadczyła obrzydliwego pocałunku. Wstręt. Paraliżujący wstręt obezwładnił ją całą, dokładnie tak jakby ciało zostało całkowicie odłączone od mózgu. - Błagam! Puść! - krzyknęła ponownie, po czym szarpnęła się mimowolnie, by uciec od niego twarzą, nie czuć na sobie okropnego dotyku zaciskających się palców czy pocałunków przesiąkniętych iluzoryczną katorgą. Musiał być snem, koszmarem, który ziszczał się w najgorszym momencie. Podobnie jak wspomnienie zaprzeszłych zdarzeń, określenie czyniące z niej niewolnicę własnych decyzji, tak cholernie nieprawdziwe.
Pytanie - jak ją odnalazł?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29487
  Liczba postów : 42387
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Ślepa uliczka   Pią Cze 22 2018, 02:09

Pete lubił myśleć, że to przeznaczenie. Jak inaczej miałby trafić akurat na nią, akurat tutaj, gdy szła samotna i bezbronna?  Prawdopodobieństwo powodzenia było nikłe, nic więc dziwnego, że w pierwszym momencie wziął ją za przywidzenie. To dar od losu, o który nie śmiał prosić, a jednak - zawsze dostaje to, czego chce, prawda? Kiedyś zdołała mu uciec, wyrwać się i schować przed jego wygłodniałym spojrzeniem, opuszczając zarówno szkołę, jak i kraj, lecz teraz na powrót miał do niej dostęp. Wiedział, gdzie mogła przebywać, gdzie mógłby jej szukać.
Wiedział, że to nie będzie ich ostatnie spotkanie.
Działał instynktownie, kierując się wyłącznie popędem i tym obezwładniającym pragnieniem, by skrzywdzić ją po raz kolejny. Widok łez sprawiał, że kąciki jego ust unosiły się w zadowoleniu. Szloch, choć nie był tą reakcją wokalną, którą chciał w tamtym momencie usłyszeć, nadal przyjemnie rezonował na membranie uszu. Odsunąwszy twarz, dostrzegł krew gromadzącą się pod jej niewielkim, piegowatym noskiem i widok ten skutecznie zaspokoił jego sadystyczną duszę. Pete w swoim żywiole, czyniący swą powinność - siejący spustoszenie, destrukcję.
Chciał zniszczyć jej życie.
Już w szkole mówiono o niej w niepochlebny sposób, że sprzedaje ciało za oceny z transmutacji. Bergmann był farciarzem, że taka dziewczyna posiadała tak mały rozumek - z pewnością niejednokrotnie szczytowali w murach szkoły, za szczelnie zamkniętymi drzwiami. Szkoda, że nie były dźwiękoszczelne. Miała pecha, że jej skrzętnie skrywany sekret jednak ujrzał światło dzienne. Byłoby przykro, gdyby i w Hogwarcie rozeszły się podobne informacje. Ciekawe jak szybko Bergmann spakowałby manatki i spróbował szczęścia w innym kraju? Może znalazłby inną naiwną pannę, która posiadałaby równie niewiele oleju w głowie, co oporów przed wskakiwaniem do cudzych łóżek? Wtedy Marceline zostałaby sama - i już na pewno byłaby tylko jego małą kurwą.
Przyparł ją do muru bardziej, naciskając całym ciałem i przybliżając gębę do jej zroszonej przez słone łzy buzi. Uśmiechał się, brutalnie miażdżąc jej wątłą pierś, uniemożliwiając i tak utrudniony przez płacz oddech. Chciał, by mu się poddała, by nie walczyła - kogo chciała oszukać tą szopką? Przyciskając jej nadgarstki do chłodnej cegły, miał wyłącznie usta, którymi mógłby działać, którymi mógłby ją adorować - ona jednak odwróciła głowę. Raz, drugi... Przy trzecim jedna z dłoni Pety wystrzeliła w kierunku jej policzków. Palce o krótkich paznokciach zatopiły się boleśnie, gdy ścisnął jej twarz, by zmusić ją do patrzenia prosto na niego, w jego zimne oczy. Oderwał ją od ściany, przyciskając drugą rękę do jej pleców, by nie uciekła tak łatwo.
- Od kiedy jesteś taka waleczna, co? - wychrypiał, wyraźnie zirytowany i zniecierpliwiony.
Brakowało sekundy, by złączył ich wargi w brutalnym pocałunku, bowiem jego uwagę zwrócił cichy stukot, z każdą chwilą coraz głośniejszy. Kroki odbijały się echem w ciemnej, pustej uliczce i ktoś ewidentnie zbliżał się w ich kierunku. Pete zaklął pod nosem siarczyście, po czym odepchnął Marceline na ścianę. Zrobił dwa kroki w tył i spojrzał jeszcze na nią wzrokiem, w którym gościła mieszanka nienawiści i satysfakcji.
- Jeszcze z Tobą nie skończyłem - rzucił, po czym obrócił się na pięcie i zniknął.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Hogsmeade
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 416
Dodatkowo : różowy koczkodan
  Liczba postów : 556
http://www.czarodzieje.org/t15930-holden-a-thatcher-ii#430782
http://www.czarodzieje.org/t15932-wiec-chodz-zbuduje-ci-trumne#430785
http://www.czarodzieje.org/t15933-pluszak#430790
http://www.czarodzieje.org/t15929-holden-a-thatcher#430780




Gracz






PisanieTemat: Re: Ślepa uliczka   Pon Cze 25 2018, 12:25

Ochłonąłem trochę po utracie pracy u Zonka, uznając, że nie ma co marnować sobie życia na złoszczenie się, że nie będę już dłużej stał za ladą albo mył śluzu z łajnobomb. Może to i lepiej dla mnie, a że wakacje zbliżają się nieubłaganie, postanawiam się zakręcić w rezerwacie Shercliffe’ów, bo szukają kogoś do pomocy przy doprowadzeniu terenu do porządku. Przy okazji mógłbym obserwować zwierzęta i nauczyć się czegoś nowego. Niestety okazuje się, że moje umiejętności są za małe nawet do zgarniania suchych liści, a założenie krawata innego niż ze szkolnego mundurka na niewiele się zdało.
Trochę zły, trochę zawiedziony szwendam się po Dolinie Godryka, skoro już w niej jestem, znów wypalając papierosa za papierosem. Nie powinienem tyle palić, ale wypuszczanie zwierzaków z dymu jest ciekawsze niż zwykłe kółka czy inne mugolskie dziwactwa.
Wokół jest dziwnie cicho, słyszę w oddali ćwierkanie jakiś ptaków, jednak na ulicach zupełnie nikogo nie ma. Gdzie się podziali wszyscy mieszkańcy? Pewnie ogarniają się przed długo wyczekiwanymi urlopami, który obiecano również moim rodzicom i dlatego chcę się ulotnić z domu na całe wakacje, żeby nie słuchać jojczenia, że mógłbym się bardziej postarać i coś ze sobą zrobić.
Idę przed siebie otoczony mglistymi stworzeniami z czekoladowego dymu, gdy docierają do mnie jakieś hałasy i krzyki. Nie jestem bohaterem i nigdy nie będę, ale mam też w sobie jakieś zalążki odwagi, więc upuszczam papierosa na chodnik i sięgam po różdżkę. Niby nie znam zbyt wielu zaklęć, ale zakłócenia są o wiele potężniejszą i zdecydowanie bardziej krzywdzącą bronią niż podstawy czarnej magii. Skręcam szybko w ciemną uliczkę, trzymając przed sobą ten przeklęty, wilowaty kijek i przyspieszam kroku, gdy dostrzegam, że napastnik nie jest morderczym trollem, który odgryzie mi głowę. Już mam ochotę posłać w niego Aquamenti, licząc na to, że – tak jak w Egipcie – wyjdzie mi Incendio, ale ten obraca się wokół własnej osi i znika, nim znajdę się na tyle blisko, by zdołać go trafić.
Zaczynam biec, a z każdym kolejnym krokiem jestem coraz bardziej zszokowany, bo znam postać, która dopiero co była przyparta do ściany.
- Marcela – mówię, tak jakby nie znała swojego imienia, ale jednak chcę się upewnić, że nie stała jej się żadna większa krzywda. Chociaż jeśli dowiem się, co za chuj (bo łagodniej się drania nie da określić) ją zaatakował, długo po tym świecie nie pospaceruje. – Jesteś cała?
Oczywiście, że nie, idioto.
Pochylam się do niej i gdy dostrzegam krew płynącą jej z nosa, ściągam mój kretyński, zielony krawat i przykładam jej do twarzy, by nieco zatamować krwawienie. Nie pamiętam, jakie zaklęcie w tym pomagało, a nie chcę ryzykować, że będzie jeszcze gorzej. Zwłaszcza że sama Blanc mówiła, żeby wzywać pomoc, a nie samemu bawić się w magomedyka. Dziewczyna jest roztrzęsiona, a ja nie mam zielonego pojęcia, jak ją wesprzeć. Martwię się o nią, ale jednocześnie może być i tak, że jestem dla niej kolejnym natrętem, który zanadto poczuwa się do roli ochroniarza. Jednak nawet jeśli kazałaby mi stąd iść, nie zostawię jej teraz samej, bo jeszcze się okaże, że ten czub wróci.
- Zabrać cię do lekarza? – To chyba jedyne pytanie, na jakie mnie teraz stać. Znowu jakimś dziwnym trafem moje niepowodzenia sprawiają, że jestem w miejscu, w którym powinienem się znaleźć, a gdzie na pewno bym nie zaszedł, gdyby wszystko szło po mojej myśli. O co tu, kurwa, chodzi?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 965
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 849
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Ślepa uliczka   Pon Cze 25 2018, 23:39

Stała jak zaklęta. Wlepiała jedynie wielkie, błękitne tęczówki w twarz chłopaka, zastanawiając się - ile czasu zostało, co jeszcze zrobi, czy posunie się dalej?
Lawirowała na pograniczu zdrowego rozsądku, zaś wola walki okazywała się silniejsza, gdy wreszcie przełamywała własne opory i postanowiła spróbować postawić wszystko na jedną kartę, dając mu do zrozumienia, że już nie jest tą samą Marceline Holmes, która bała się przeciwstawić jego brutalności. W głowie pojawiały się różne scenariusze, jednak świadomość ryzyka wynikająca z ujawnienia tajemny przyprawiała ją o zawrót głowy. Obawa o osobę Daniela jawiła się jako perspektywa utracenia go bezpowrotnie , ale to lęk przed wyjawieniem prawdy paraliżował jeszcze bardziej niż dotyk Peta. Wiedział wszak doskonale, co z nią zrobili w Trausnitz i gdyby oddalił się od niej tylko dlatego, że została znaleziona - musiałaby po raz kolejny uciec, by nie mierzyć się z chłodem, który przeszywał ją na wskroś.
- Nie rób głupot! Proszę, puść mnie! To boli! - jęknęła żałośnie, gdy oddech coraz bardziej grzązł w płucach, zaś jej usta zaczynały sinieć od przytłaczającego ciężaru. Miała wrażenie, jakby to był zły sen, z którego nie jest w stanie się obudzić, a on z kolejnymi sekundami staję się marą, aniżeli realnym bytem. Cierpienie jakie jej jednak zadawał było zbyt duże, by mówić o fikcyjności tego spotkania, toteż kiedy spróbowała ponownie wyswobodzić się spod jego dotyku, on przejął nad nią całkowitą kontrolę. Krwotok utrudniał także dalsze działanie, a bladość powoli ułatwiała powstawanie zaczerwienień, które odznaczały się na jasnej skórze. Łzy spływały po policzkach, mieszając się przy tym z krwią i zatrzymując na szorstkich dłoniach chłopaka, którego palce niemiłosiernie wbijały się w powłokę twarzy rudowłosej. To jednak nie było otrzeźwiające. Dopiero odepchnięcie nad wyraz mocne na ścianę sprawiło, że ból przeszył ją na wskroś i nie mogąc utrzymać równowagi, osunęła się po ścianie. Wplotła smukłe palce we włosy, tym samym przyciskając wewnętrzną stronę dłoni do uszu, jakby nie chcąc usłyszeć więcej słów, aniżeli powinna. Lęk mieszał się z irytacją i niepewnością, zaś cierpienie wynikające z poczynań Niemca, stawało się kwintesencją zmieszanej feerii emocji buzującej pod membraną skóry.
Zniknął.
Znajomy głos dotarł do otumanionej podświadomości z opóźnieniem, zaś spojrzenie skrzyżowało się z tym należącym do Holdena po upływie kilku (może kilkudziesięciu) sekund. Normujący się oddech nie pozwalał na wydobycie z siebie słowa, zaś donośnie bijące serce kołowało jeszcze w piersi, dając poczucie, że nadal żyje.
- Nie... - szepnęła niewyraźnie i odsunęła się gwałtownie, gdy ten starał się przyłożyć krawat do jej drobnego noska. Smutek malujący się na dziewczęcej buzi, podobnie jak strach, utwierdzić mogły Thatchera, że nic nie było w porządku, a już tym bardziej - takim jakie powinno być. - Chcę do domu... Chcę do domu... - powtórzyła dwukrotnie pragnienie, bo szpital nie wchodził w grę, podobnie jak pomoc ze strony magomedyka. - To nic... To tylko bąblówki krwawe... To nic... - dodała nieświadomie i zapewne uniknęłaby przykrych konsekwencji, gdyby Peta nie przyciskał jej tak do muru. Na samą tę myśl wstrząsnęła nią bezsilność, a rozpacz ogarnęła ją nagle, dając upust kolejnej fali zalewających ją sprzecznych uczuć.

Kostki: 3 i 2
Nagroda: Punkt z eliksirów
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Hogsmeade
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 416
Dodatkowo : różowy koczkodan
  Liczba postów : 556
http://www.czarodzieje.org/t15930-holden-a-thatcher-ii#430782
http://www.czarodzieje.org/t15932-wiec-chodz-zbuduje-ci-trumne#430785
http://www.czarodzieje.org/t15933-pluszak#430790
http://www.czarodzieje.org/t15929-holden-a-thatcher#430780




Gracz






PisanieTemat: Re: Ślepa uliczka   Wto Cze 26 2018, 22:08

Marcelina odsuwa się ode mnie gwałtownie, ale wcale jej się nie dziwię, skoro dopiero co została zaatakowana. Sam bym uciekał przed kimkolwiek w takiej sytuacji, nawet jeśli bym tej osobie ufał. Chociaż na miejscu Holmes samemu sobie też bym nie wierzył.
- Marc, muszę, bo się wykrwawisz – mówię, nadal trzymając ten przeklęty krawat, ale dziewczyna nie pozwala sobie przemówić do rozsądku. Jest przerażona i roztrzęsiona, a ja naprawdę nie wiem, jak mogę jej pomóc, zwłaszcza że nawet nie wiem, co dokładnie się wydarzyło. Fart, że w ogóle się tutaj pałętałem, bo mogło się to skończyć naprawdę tragicznie. Tfu, nie będę o tym myślał.
- Dobrze, zabiorę cię do domu – stwierdzam w końcu, gdy nie pozwala sobie zatamować krwawienia, a ja naprawdę nie znam tego zaklęcia, przez co żałuję, że tyle wagaruję, bo może bym się jednak czegoś przydatnego w końcu nauczył. Przystanie na to, by nie zabierać jej do szpitala nie jest najlepszą opcją, ale z drugiej strony może jej babcia coś na to zaradzi. Prędzej posłucha jej, niż mnie. A i starsza kobieta może wiedzieć, jak zająć się swoją wnuczką.
Właściwie to szpital pewnie skończyłby się wizytą aurorów i przymusowym przesłuchaniem, a Krukonka nie wygląda na osobę, która chciałaby odpowiadać na ich natrętne pytania. Może to zgłosi, może nie. Nie będę jej do niczego zmuszał poza faktem, że musimy się stad jak najszybciej ulotnić, bo nie jest to najniebezpieczniejsze miejsce. A już zwłaszcza dla martwej dziewczyny. Mam tylko nadzieję, że zakłócenia nie wyniosą nas gdzieś na drugi koniec kraju, tak jak Calum zaginął podczas powrotu z Egiptu, teleportując się w jakiejś afrykańskiej mieścinie, zamiast w swoim własnym domu. Staram się nie ukazywać, że sam jestem tym wszystkim przerażony, chociaż bardzo się martwię o moją nową przyjaciółkę. Obiecałem jej kiedyś, że będę ją bronił, a teraz zawiodłem. I choć nie mogę jej przecież śledzić jak jakiś opętaniec, a co za tym idzie – chronić przez cały czas – to i tak czuję się nieco odpowiedzialny za to, że stała jej się krzywda.
- Ale muszę… – zaczynam i wyciągam w jej stronę dłoń, mając oczywiście na myśli to, że muszę jej dotknąć, byśmy się przenieśli do jej domu. Nim jednak zdoła zaprzeczyć albo jeszcze bardziej się ode mnie odsunąć, chwytam ją za ramię i teleportujemy się razem do domu jej babci.

zt x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Ślepa uliczka   

Powrót do góry Go down
 

Ślepa uliczka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Boczna uliczka

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
Dolina Godryka
 :: 
Centrum miasteczka
-