Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Bulwar

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : IX
Wiek : 22
Skąd : Kalifornia, USA
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 426
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 446
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11002-ceres-o-shea
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11012-ultradelirium#299429
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11011-nie-mam-sowy#299428
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11010-ceres-o-shea#299427




Gracz






PisanieTemat: Bulwar   Nie Lis 29 2015, 16:44


Bulwar

Ciągnie się przez całą wioskę wzdłuż rzeki, znajdując się po jej bardziej zurbanizowanej stronie. Choć jest to jedynie wąska ścieżka, często wylewają się na nią cudze podwórka czy klomby. Czarodzieje ceniący sobie prywatność miejscami odgrodzili się od bulwaru wysokim żywopłotem, inni natomiast postawili na skraju swoich działek ławki, z których chętnie korzystają i spacerowicze. Z podwórek często słychać bawiące się dzieci czy wybuchające kociołki, a w porze obiadowej z wielu domów snuje się przyjemny zapach. Bulwar poprzecinany jest niewielkimi kładkami, a po jego drugiej stronie możemy obserwować nieco bardziej rozluźnioną tkankę zabudowy, nieuporządkowaną i wtopioną w dziką przyrodę.  
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Szkocja, Wyspa Skye
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1092
Dodatkowo : Prefekt Fabularny
  Liczba postów : 1091
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995




Gracz






PisanieTemat: Re: Bulwar   Sob Cze 30 2018, 22:32

Dawała występ w jednej z lokalnych kawiarenek, ujmując gości delikatną i subtelną muzyką skrzypiec. Łagodne dźwięki roznosiły się po izbie, wywołując uśmiechy na twarzach klientów i skłaniając ich do zamawiania jeszcze jednej herbaty czy ciastka. Gdy koncert się skończył, dostała na wynos kilka babeczek, zapłatę i podziękowania, po czym spakowała instrument w futerał i założyła na plecy tak, że przypominał plecak. Tak było jej wygodniej, lżej. Całe ręce miała zawalone, a niewielka torebka tkwiła przewieszona przez ramię. Lancelot był jednak silny i nieustraszony, więc gdy tylko znalazł się na zewnątrz, uśmiechnął się pod nosem i rozejrzał dookoła, biorąc głębszy wdech. Czuć było lato, powietrze przepełnione było wolnością i słodkim aromatem słońca. Spojrzała w niebo, pozwalając, by promienie słońca padły na bladą buzię, już chciała ruszyć wolno do przodu, kiedy to jej oczom ukazał się miejski zegar, którego mosiężne, wielkie wskazówki nieubłaganie kręciły się na tarczy.
— O cholera! — rzuciła pod nosem, a cały piękny nastrój prysnął. Kiedy zrobiło się tak cholernie późno? Dla pewności jeszcze zerknęła na zegarek, który tkwił na jej nadgarstku, po czym kręcąc z niedowierzaniem głową, puściła się biegiem do przodu.
Nie zdążyła się nawet przebrać po zakończeniu roku, wciąż tkwiąc w nieco przerobionym, szkolnym mundurku. Nie miała też obcasów, przez co jej karzełkowaty wzrost był wyjątkowo zauważalny. Zielona, plisowana spódniczka poprzecinana była granatową kratą, do niej dobrała zaś zwiewną, białą koszulę i zawiązała pod szyją zieloną wstążkę. Do tego zakolanówki i gładka, dopasowana marynarka, która tkwiła jednak wepchnięta w torbę. Biegło się jednak znacznie lżej. Łapiąc oddech, czując wypieki na policzkach, skręciła w kolejną alejkę, wbiegając na miejscowy bulwar. Serce biło w piersi jak szalone, nieprzyzwyczajone do biegów na długie dystanse — owszem, po szkolnych korytarzach też często poruszała się w ten sposób, tam jednak nie maltretowało ją palące słońce. Burza rudych włosów, puszczonych wolno i wyprostowanych, przecinała powietrze ze świstem przy tak gwałtownych ruchach właścicielki, szamocząc się na wszystkie strony. Gadała pod nosem, zła na samą siebie. Przecież niezależała do osób, które się spóźniały, a rodzice będą źli, jak znów nie pojawi się na rodzinnym podwieczorku, do którego dołączyć miała dalsza część rodziny. Przymknęła oczy, łapiąc głębszy oddech, tracąc kontakt z otaczającym ją światem..
Poczuła uderzenie, niczym w słup — co sprawiło, że drobna ślizgonka odbiła się i zgrabnie poleciała na kolana, rozsypując trzymane w dłoniach nuty i podręcznik, upuszczając gdzieś torbę z hukiem. Była tak zszokowana cała tą sytuacją, że z początku wcale nie rozumiała, co się stało, unosząc zamknięte pod wpływem impulsu powieki i rozglądając się dookoła, wydając z siebie ciche "ała" i sięgając dłonią na tylną część swoich nóg. Wtedy też dostrzegła przed sobą buty, a wraz z nimi odchyliła do tyłu głowę i omiotła spojrzeniem znajdującą się przed nią postać. Gdy orzechowe ślepia natrafiły na znajomą twarz, zamrugała kilkukrotnie, przekręcając głowę w bok. Czy to nie był kolega Holdena, który patrzył na nią tak krzywo podczas ostatnich lekcji gotowania? Cholera. Zamknęła jedno oko, dłonią sięgając do góry i masując się po czole. Dopiero teraz dotarło do niej, że miała na plecach swoje ukochane skrzypce! Wydała z siebie głośniejsze "oh", prostując się i zsuwając futerał z ramion, po czym wciąż tkwiąc na ziemi, na kolanach i ignorując ich starcia, ułożyła go przed sobą. Otworzyła go szybko i przyłożyła jedną z dłoni do piersi, gdy dostrzegła, że jej skarb jest bezpieczny.

— Dzięki Bogu... — mruknęła cicho, wypuszczając powietrze z płuc i przymykając oczy. Tak jakby zapominając, że chwilę wcześniej uderzyła w człowieka, a także o tym, że jej nuty walały się gdzieś po bulwarze, jakże pełnym ludzi, skąpanym w zieleni otaczających go drzew i przy przyjemnym szumie wody tutejszej rzeki.

______________________



Growing stronger the voice of my father said
"Don't give up, don't be forgotten"


Pobudzona. Uzależniona od kawy, ciut od alkoholu + bezsenność,zaburzenia żywienia. Rozdwaja się jej obraz, kręci się w głowie, wyłącza się.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 21
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 72
  Liczba postów : 48
http://www.czarodzieje.org/t16028-everett-c-harrison#438008
http://www.czarodzieje.org/t16030-chodz-a-powiem-ci-jak-smakujesz#438016
http://www.czarodzieje.org/t16031-rimbaud#438025
http://www.czarodzieje.org/t16029-everett-c-harrison




Gracz






PisanieTemat: Re: Bulwar   Czw Lip 12 2018, 18:51

Wciąż nie dochodzi do mnie, że koniec roku nadszedł tak szybko - mam wrażenie, że ledwie ponownie postawiłem nogę w murach Hogwartu, a już na pewno nie wyniosłem z niego żadnej wiedzy, o czym zresztą świadczą moje niepowalające na kolana wyniki egzaminów. Nie, nie muszę ich znać, aby mieć tę pewność. Poniekąd jednak jestem zadowolony, cieszę się z perspektywy nieco zwyczajniejszych dni w domu. Do Doliny Godryka zaglądam tylko na chwilę i sam nie wiem, dlaczego nogi ostatecznie ciągną mnie w stronę bulwaru. Bo jest tam ładnie, bo coś podświadomego mnie przyciąga... Trudno powiedzieć, po prostu na to przystaję, bo nie brakuje mi czasu.
Moje myśli dosyć swobodnie błądzą po okolicy, przez co mogę powiedzieć, że jestem nimi wszędzie, a jednocześnie nigdzie; słyszę żółto-pomarańczowe jak neon krzyki ganiających się dzieci - tak właśnie brzmi zabawa, zieleni jest tu ogólnie dużo - nie tylko poprzez harmonię atmosfery, ale i drzewa, krzewy, trawę... W takiej atmosferze łatwo odpłynąć. Z kieszeni wyciągam pergamin, trochę już pomięty przez częste rozkładanie, i co jakiś czas zerkam na zapisane na nim słowa zaczętego wiersza. Czuję, że wena się zbliża. Kroczy dokładnie tą samą drogą co ja. Wiem, że lada moment ją pochwycę. Spodziewam się nawet uderzenia jak grom z jasnego nieba... Nie przypuszczam jednak, że wszystko stanie się tak fizyczne.
Nawet jeśli właścicielka ciała nie jest zbyt potężna, robię chwiejny krok, aby utrzymać równowagę. Ma dziewczyna impet jak mały buchorożec. Pechowo jednak odbija się ode mnie, lądując na ziemi, a dopiero za nią leci kaskada miedzianych włosów. Przez chwilę tylko stoję, nie wiedząc jak wypada zareagować. Pomagają mi lekkie powiewy; rzucam się w ślad za porozrzucanymi kartkami, nie chcąc aby zostały porwane przez wiatr. Dopiero potem uważnie spoglądam na współofiarę tej kolizji. Nie spodziewam się, że będę ją znał, bo nie kojarzę wcale wielu ludzi, trzymając się raczej konkretnych osób. Ale tę twarz rozpoznaję. Cóż, to z powodu lisiej dziewczyny Holden oberwał po głową tacką. W automatycznym odruchu duży robię krok w tył, zwiększając przestrzeń, ale moja noga nie natrafia na stabilny grunt, a zatapia się w zimnej wodzie. W ślad za nią podąża moja druga stopa, a następnie całe ciało - tym oto sposobem z szerokim pluskiem ląduję we względnie płytkiej rzece. Posyłam Nessie zdziwione spojrzenie, jakbym nie do końca rozumiał, co się wydarzyło.
- Nic ci nie jest? - pytam, nawiązując do tego cichego okrzyku, podczas którego złapała się za nogę. Nie mam nic do Nessy, mam do Nessy i Holdena. Skoro więc kumpla nie ma w pobliżu, dziewczyna nie ma się co obawiać krzywych spojrzeń.

Ness, rzucasz kosteczką:
1,2 - Ev nie podparł się rękami, nie zapominając o kartkach, dzięki czemu wszystkie są uratowane
3,4 - jak wyżej, tylko parę kartek mu uciekło, więc tracisz nuty do jednego utworu, a Ever traci swój wiersz
5,6 - Ever się zapomniał i, chcąc się podeprzeć, utopił wszystkie kartki
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Szkocja, Wyspa Skye
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1092
Dodatkowo : Prefekt Fabularny
  Liczba postów : 1091
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995




Gracz






PisanieTemat: Re: Bulwar   Wto Lip 17 2018, 13:36

Rok szkolny minął naprawdę szybko. Nessa była gotowa się kłócić, że trwał znacznie krócej niż te dziesięć miesięcy! Ciągle brakowało jej czasu. Życie na wysokich obrotach niewątpliwie miało swoje plusy, chociaż posiadało też bardzo dużo wad — miała wrażenie, że mogła wyciągnąć z minionego czasu znacznie więcej, gdyby tylko trochę lepiej się zorganizowała. Nie była zadowolona ani ze swoich osiągnięć z run, ani z zielarstwa, do których obiecała sobie, że przyłoży się na drugim roku. Nie zniosłaby na końcowym świadectwie żadnego "Z". Perspektywa zakończenia nocnych zmian w Oasis też nie wydawała się już taka zła, jak z początku — w rodzinnym sklepie była bardziej potrzebna, rodzice zaoferowali jej wyższą stawkę, a do tego mogła w wolnej chwili poświęcać czas na strojenie i sprawdzanie instrumentów, co niewątpliwie korzystanie wpłynie na jej rozwój muzyczny.
Los był kapryśny i złośliwy. Często plątał ze sobą nitki osób, które wcale się tego nie spodziewały! Zwykły spacer mógł okazać się miejscem idealnym według przeznaczenia do spotkania miłości swojego życia, przyjaciela albo najgorszego wroga. Lanceley jednak zawsze się na niego zdawała i przyjmowała wszystko, co zsyłał z entuzjazmem i wysoko podniesioną głową, doszukując się większego celu. Kto wie, może jej było zwyczajnie tak łatwiej? Pogoda była piękna, zachęcała do wychodzenia i sprawiała, że miała naprawdę wyśmienity humor.
Zderzenie z rzeczywistością, która w tym przypadku okazała się Everettem Harrisonem skutecznie wyrwała ją z zamyślenia i sprawiła, że nawet wzięła winę na siebie. Gdyby patrzyła pod nogi i przed siebie.. Zamrugała kilkukrotnie, siedząc na ziemi i dłonią masując tylną część ud, na której na pewno pojawią się sińce. Wykwitną niczym kwiaty na drzewach letnią porą, robiąc z niej dalmatyńczyka. Była drobna, blada i delikatna — byle uścisk wywoływał zasinienie, a każde uderzenie kończyło się paskudną plamą w odcieniach żółci i fioletu. Ruchem głowy zgarnęła włosy na plecy, a orzechowe spojrzenie zlustrowało stojącą przed nią postać. Sama nie wiedziała, czy powinna się śmiać, czy płakać. Na ostatnich zajęciach z gotowania odebrała gryfona jako personę, która niezbyt entuzjastycznie podchodziła do jej towarzystwa i raczej wolałaby go unikać. Przyglądała się w milczeniu jak łapie kartki, poprawiając dłonią materiał plisowanej spódnicy tak, aby wiatr przypadkiem jej nie podniósł do góry zbyt mocno. Przekręciła głowę w bok, gdy się cofnął, a następnie z chluśnięciem i pluskiem znalazł w wodzie, mając przy tym zaskoczony wyraz twarzy. Ruda roześmiała się cicho, unosząc dłoń do ust i próbując się powstrzymać. Był to jednak odruch na tyle naturalny, że nie wyszło. Posłała mu przepraszające spojrzenie, kręcąc przecząco głową i odkładając futerał na bok, wcześniej go oczywiście zamykając.

— Nie. A Tobie..? No, pomijając, że jesteś mokry! Przepraszam, to moja wina..— odparła, wciąż nieco rozbawionym głosem. Dostrzegła też wtedy, że poza jej nutami, które były najmniejszym problem, w wodzie pływało coś jeszcze. Zsunęła plecak z ramion i poderwała się, ignorując starte kolana i nogi, wchodząc do wody i kucając w niej obok niego, nie przejmując się mokrym ubraniem. Na szczęście spódnica była ciężka i natychmiast przyległa do ciała po kontakcie z wodą. Wyłowiła pergamin z rozmazanym tekstem, delikatnie unosząc go w dłoni, aby do końca się nie rozpadł.
— O nie.. To Twoje, prawda? Myślisz, że zaklęcie suszące albo reparo, pozwoli nam go odzyskać? — rzuciła, przenosząc na niego spojrzenie i wolną dłonią odgarniając za ucho kosmyk miedzianych, wijących się włosów. Pomijając wszystko inne, była naprawdę zła, że coś, nad czym pracował, się zniszczyło. No teraz to na pewno jej nie polubi! Ślizgonka westchnęła ciężko, siadając ostatecznie obok niego i wędrując spojrzeniem pomiędzy twarzą chłopaka a ociekającą kartką. Nuty nie stanowiły dla niej problemy, mogła przecież w każdej chwili rozpisać je na nowo. — To pewnie przez to, że rudzi nie mają duszy. Ściągam na innych swoje nieszczęścia.
Mruknęła pod nosem, bardziej do siebie niż do Everetta. Ostatecznie jednak wstała zgrabnie, wzdychając ciężko i wyciągając w jego stronę dłoń, aby pomóc jej wstać. Pomimo letniej pogody, woda była dość zimna. Jeszcze tego by brakowało, żeby przez jej głupotę przeziębił się na same wakacje. Może i miała zawrotny metr i pięćdziesiąt siedem centymetrów i była maleńka, ale dłonie miała całkiem silne — w działaniach krótkotrwałych, więc powinna bez problemu poradzić sobie z pomocą w podniesieniu go do pionu. Posłała mu znów krótkie spojrzenie, a razem z nim delikatny uśmiech, wzruszając delikatnie ramionami.
— Mogę Ci zaproponować babeczkę w ramach rekompensaty..?


Kostka: 3

______________________



Growing stronger the voice of my father said
"Don't give up, don't be forgotten"


Pobudzona. Uzależniona od kawy, ciut od alkoholu + bezsenność,zaburzenia żywienia. Rozdwaja się jej obraz, kręci się w głowie, wyłącza się.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Bulwar   

Powrót do góry Go down
 

Bulwar

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
Dolina Godryka
 :: 
Centrum miasteczka
-