Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Urazy Magizoologiczne

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Wiek : 25
Skąd : OGÓLNIE WYCHOWUJE DZIECI W MEKSYKU
Galeony : -7
  Liczba postów : 444




Gracz






PisanieTemat: Urazy Magizoologiczne   Sob Cze 12 2010, 16:35

First topic message reminder :


Urazy Magizoologiczne
Jest to odział znajdujący się na drugim piętrze, przeznaczony dla wszystkich którzy mieli jakieś wypadki z magicznymi zwierzętami. Trafiają tu ofiary ukąszeń, oparzeń, użądleń, wbitych kolców, jak i wielu innych.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1219
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1851
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Urazy Magizoologiczne   Pon Paź 23 2017, 23:46

Bridget również była obecna w szpitalu, nie mogła nie przyjechać w tak okropnej dla ich rodziny chwili. Wypadek, który przydarzył się Lotcie był potworny i dziewczyna nie mogła się uspokoić do tej pory. Ręce trzęsły jej się podobnie jak całe ciało, wymęczone po nocnym czuwaniu w szpitalnym korytarzu, lecz dzielnie dzierżyła w nich dwa kubki z kawą - jeden dla siebie, jeden dla taty. Szła wolno, patrząc bardziej pod nogi niż przed siebie. Ostatnią godzinę spędziła na ostatnim piętrze w bufecie, beznamiętnie wpatrując się w zamówiony obiad i okazjonalnie grzebiąc w nim widelcem. Nie mogła zmusić się ani do jedzenia, ani do myślenia o czymkolwiek innym poza przykrymi wizjami, co mogłoby teraz pójść nie tak. Zagrożenie życia siostry doszczętnie ją złamało i na tym etapie, kiedy jeszcze jej stan był dość ciężki, nie mogła się pozbierać. Do tego wyszło na jaw, że Lotta spodziewała się dziecka - wieść równie druzgocząca co wypadek. Rodzice nie byli zadowoleni, lecz w tej sytuacji mieli inne zmartwienia na głowie. Liczyło się przede wszystkim to, by córka wyzdrowiała, jakimkolwiek kosztem. Nawet ciąży. Tak przynajmniej sądziła sama Bridget.
Skręciła w lewo i weszła na korytarz prowadzący do sali, w której leżała Lotta i gdzie miał czekać jej tata. Okazało się, że nie był sam. Obok niego stał William, mocno zamyślony, nieco spięty i wycofany jak zawsze. Bridget odchrząknęła, żeby oznajmić swoją obecność w korytarzu. Dzieliło ją od nich jeszcze kilka kroków, kiedy obdarzyła chłopka delikatnym uśmiechem.
- Przyszedłeś - stwierdziła z nikłym zadowoleniem. Podała tacie kawę, po czym oparła głowę na jego ramieniu. Thomas przygarnął ją do siebie czule. Bridget spojrzała ponownie na @William Walker, po czym podniosła wzrok na ojca. - Powiedziałeś mu? - spytała cicho, w odpowiedzi otrzymując pojedyncze skinienie głowy. Zagryzła wargę, ponownie przenosząc spojrzenie na spiętą twarz Krukona. - To co Ty tu jeszcze robisz? - rzuciła, uśmiechając się kącikiem ust. Nie wiedziała, czego się po nim spodziewać w takiej sytuacji, lecz jego obecność w szpitalu w obliczu takich informacji była... Pokrzepiająca.

______________________

I might prefer desire to self control
I might prefer crying to being composed
I might prefer chaos to even flow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Galeony : 266
  Liczba postów : 206
http://www.czarodzieje.org/t10816-czarodziejowa-poczta




Specjalny






PisanieTemat: Re: Urazy Magizoologiczne   Sro Paź 25 2017, 18:28

Reakcja Williama najprawdopodobniej zwaliłaby z nóg Thomasa, na całe szczęście mężczyzna siedział. Sam nie wiedział czy to wszystko ma być jakiś żart czy Walker był jeszcze większym bezmózgiem niż poprzedni chłopacy jego latorośli. Mężczyzna najpewniej od razu skrzyczałby Walkera, gdyby nie jego twarde spojrzenie i pojawienie się na horyzoncie Bridget. Hudson przygarnął do siebie córkę odpowiadając na jej pytanie lekkim skinieniem głowy. Było mu strasznie słabo i mimo, że jego córka leżała w łóżku w tak ciężkim stanie był bardzo rozgniewany. Potrafił wybaczyć Lotcie mnóstwo - zniósł to jak bardzo ostentacyjnie traktowała jego ukochane przedmioty, wytarł z pamięci sytuację, w której spróbowała oprylaka i zrobiła z siebie totalną idiotkę, nie gniewał się już nawet za tych wszystkich kretynów, z którymi się spotykała (włączając to w tego zdziczałego pół olbrzyma z Meksyku o inteligencji stogu siana), ale zwyczajnie nie mógł uporać się z tą skrajną nieodpowiedzialnością - nie dość, że jego córka była w ciąży, to jeszcze ojcem jej dziecka był taki człowiek. Kimbra mogła go sobie lubić, ale Thomas wiedział swoje - to nie był człowiek godny zaufania, a tym bardziej osoba, która mogłaby spowinowacić się z tak porządnymi ludźmi jak Hudsonowie.
Mężczyzna zignorował pytanie Bridget i spojrzał na Williama przenikliwie starając się uspokoić skołatane nerwy.
- Nie pora na żarty, Walker - warknął zirytowany - Spłodzenie dziecka w tym wieku było skrajną nieodpowiedzialnością z Waszej strony i nie chce się nawet zastanawiać dlaczego tak się stało, bo na samą myśl krew mnie zalewa. Pora dorosnąć, bo za kilka miesięcy będziesz ojcem.
Hudson sam nie wiedział co ma zrobić - uważał jednak, że dziecko jest wystarczającą karą za nieodpowiedzialność i liczył, że młodzi ogarną się życiowo. Nie zamierzał im jednak pomagać (chociaż wiedział, że zarówno Kimbra, jak i Bridget nie pójdą w jego ślady) - sami nawarzyli sobie piwa, wiec sami muszą je wypić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Manchester, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 395
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja, prefekt fabularny
  Liczba postów : 464
http://www.czarodzieje.org/t14149-william-walker?nid=12#373965
http://www.czarodzieje.org/t14408-william-walker#381575
http://www.czarodzieje.org/t14185-william-walker
http://www.czarodzieje.org/t14184-william-walker




Gracz






PisanieTemat: Re: Urazy Magizoologiczne   Wto Paź 31 2017, 18:57

Doskonale zdawałem sobie sprawę jak poważna była sytuacja, w której się znalazłem. Chociaż prawdę mówiąc to nie do końca do mnie docierało. Nie codziennie człowiek dowiaduje się, że zostanie ojcem. To była tak ogromna odpowiedzialność, że cały w środku krzyczałem. Próbowałem wmówić sobie, że będę dobrym ojcem, ale... nie potrafiłem tego zrobić. Nie uważałem się nawet za dobrego człowieka. Jak więc miałem przekazać te najważniejsze wartości mojemu... dziecku. Cała ta sytuacja była koszmarnie przerażająca, ale wiedziałem, że nie mogę dać tego po sobie poznać. Patrzyłem bez żadnego zwątpienia w oczach na ojca Lotty. Zacząłem się zastanawiać jak mój ojciec by zareagował, ale szybko rozwiałem te myśli, wiedząc, że nie miałem po co o tym myśleć. I tak nigdy się tego nie dowiem, więc nie było co płakać nad rozlanym mlekiem. To samo tyczyło się ciąży Lotty. Wiedziałem, że teraz będę musiał po prostu dać z siebie wszystko.
Przeniosłem wzrok na Bridget. Nie zdziwiłem się, że tutaj była. Tak chyba powinno być, ale przecież co ja mogłem wiedzieć o rodzinie.
- Oczywiście, że przyszedłem. – odparłem nieco spiętym głosem.
Starałem się żeby zabrzmiało to na wyprany z jakichkolwiek emocji ton, ale dobry słuchacz mógł wychwycić w nim nutę zdenerwowania. Dajmy spokój, kto nie byłby zdenerwowany w takiej sytuacji. Zresztą jeszcze nie zapaliłem, co było wielką anomalią i coraz bardziej czułem potrzebę odetchnięcia nikotyną.
- Nie uciekam od... – chciałem powiedzieć problemów, ale to przecież nie był problem, nie mogłem nazwać dziecka problemem. – ...poważnych sytuacji.
Ludzie mogli o mnie myśleć co chcieli. Aczkolwiek jednego nie mogli powiedzieć – nigdy, przenigdy nie uciekałem i wycofywałem się, nie kiedy nie byłem do tego zmuszony. Tak też było tym razem. Mimo otwartej niechęci ze strony ojca Lotty, doskonale zdawałem sobie sprawę, że to ja byłem w tej chwili najbardziej potrzebny. Wciąż czułem zaciśnięty supeł na moim żołądku. Spojrzałem na Thomasa i chwilę zastanawiałem się nad odpowiedzią. Ostatnie informacje nie sprzyjały moim szybkim ripostom. Zresztą nie miałem zamiaru nawet odpowiadać ripostami.
- Owszem, było. – potwierdziłem słowa Hudsona, akcentując słowo „było”, chciałem podkreślić czas przeszły.
Przeszłość miała to do siebie, że nie dało jej się zmienić. Oczywiście istniały zmieniacze czasu, ale bardzo trudno było zmieniać bieg wydarzeń. Mało kto igra z czasem. Musiałem teraz ponieść konsekwencje tego co zrobiłem. Nawet jeśli nie przypominałem sobie żebyśmy zapomnieli o zabezpieczeniu, ale możliwe, że w obliczu silnych emocji moja pamięć szwankowała.
- Jednak jedyne co może pan teraz zrobić to namawiać swoją córkę do usunięcia dziecka. Na co ja nie pozwolę, jeżeli ciąża nie będzie zagrażała życiu Lotty. Nie wiem co pan zrobiłby na moim miejscu i szczerze mówiąc mnie to nie obchodzi. Musi pan przyjąć do wiadomości, że to moje i Charlotte dziecko i niestety pan ma do niego najmniejsze prawo. A teraz za pozwoleniem, pójdę zapalić. – powiedziałem.
Nie czekając na jego odpowiedź odwróciłem się, od razu wyciągając paczkę Lordków i poszedłem w stronę wyjścia. Odetchnąłem pełną piersią będąc na świeżym powietrzu i zaciągnąłem się mocną mieszanką tytoniową. Poczułem jak nerwy trochę ze mną schodzą i mimo, że wciąż byłem bardzo zestresowany tym całym ojcostwem poczułem, że gdzieś tam w głębi serca cieszę się. W każdym razie wiedziałem, że w tej chwili było najważniejsze zdrowie Lotty, tym bardziej, że trzeba było walczyć nie tylko o jej życie. Zamknąłem na chwilę oczy i odetchnąłem kilka razy zanim wróciłem do szpitala, domyślając się, że po moich ostatnich słowach na zawsze przekreśliłem dobre relacje z ojcem Lotty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Galeony : 266
  Liczba postów : 206
http://www.czarodzieje.org/t10816-czarodziejowa-poczta




Specjalny






PisanieTemat: Re: Urazy Magizoologiczne   Sro Lis 01 2017, 20:23

Thomasa totalnie zatkało - nie mieściło mu się w głowie jak ten durny chłopak może tak się do niego obnosić i jeszcze podejrzewać go o popieranie aborcji. Bezczelna wypowiedź młokosa doprowadziła do tego, że mężczyzna cały zczerwieniał na twarzy i zaczął się trząść, a gdyby nie interwencja Bridget (która również nie była zadowolona z tego co powiedział Will, ale lepiej panowała nad emocjami) najpewniej wybuchnąłby. Córka niemalże zmusiła go by wrócił do domu, po czym gdy William wrócił sama teleportowała się do mieszkania, żeby trochę odpocząć i się pouczyć.

Przez kolejne dni przy dziewczynie czuwali na zmiany rodzina, przyjaciele i chłopak. Zarówno William, jak i Thomas mieli tyle rozumu by siebie unikać - trudno powiedzieć czy było to spowodowane rozsądkiem, czy raczej naciskami ze strony Kimbry, żeby się nie pozabijali. Chociaż stan dziewczyny był stabilny, a ciało dziewczyny poradziło sobie z infekcją i powoli walczyło z obrażeniami spowodowanymi przez wypadek, wszystkich niepokoiła tak długo trwająca śpiączka. Trzydziestego października, dzień przed Nocą Duchów Lotta wreszcie się obudziła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Londyn again
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 3033
  Liczba postów : 1140
http://www.czarodzieje.org/t13872-lotta-hudson?nid=5#367718
http://www.czarodzieje.org/t13936-relki-lotki#368318
http://www.czarodzieje.org/t13932-lotta-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13931-lotta-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Urazy Magizoologiczne   Sro Lis 01 2017, 20:56

Szok. To jedyne co miałam w głowie tuż po przebudzeniu - mimo że rodzice i uzdrowiciele dość jasno przekazywali mi poszczególne informacje, dopiero po kilkunastu minutach dotarło do mnie co się stało. Nie mogłam uwierzyć, że w pracy spotkało mnie coś takiego - zawsze wydawało mi się, że ludzie przesadzają mówiąc, że to tak niebezpieczny zawód.
To wszystko jednak straciło wszelkie znaczenie, gdy mój ojciec poinformował mnie, że spodziewam się dziecka... Nagle wszystko zniknęło - nie miały znaczenia połamane nogi, poparzenia na całym ciele, rana na twarzy, jedyne o czym myślałam to dziecko. Ojciec starał się być delikatny, ale w takich sytuacjach ciężko zachować dystans. Nie przejmowałam się tym, że byłam okaleczona, w pewien sposób oszpecona - w tym momencie moje myśli były skupione tylko na drugim istnieniu w moim ciele. Nie chciałam go - tak bardzo, desperacko nie chciałam urodzić tego dziecka, czułam się totalnie zagubiona.
- Nie będę z Wami rozmawiać - wyjąkałam grobowym, beznamiętnym głosem, chociaż z trudem powstrzymywałam łzy, by po chwili dodać - Wezwijcie Williama.
Nie miałam na nic siły, chciałam uciec, zniknąć. Widziałam smutek na twarzy mamy, mieszankę troski i gniewu u ojca, ale mimo to nie zamierzałam z nimi rozmawiać, czekałam aż wezwą @William Walker. To było jego dziecko i tylko z nim mogłam być w tej kwestii stuprocentowo szczera - to była nasza sprawa. Gdy tylko rodzice opuścili pomieszczenie wybuchnęłam płaczem wtulając twarz w jasiek.

______________________

What sort of creature musthe be who merely liked Charlotte, whose whole heart and senses were not entirely absorbed by her.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Manchester, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 395
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja, prefekt fabularny
  Liczba postów : 464
http://www.czarodzieje.org/t14149-william-walker?nid=12#373965
http://www.czarodzieje.org/t14408-william-walker#381575
http://www.czarodzieje.org/t14185-william-walker
http://www.czarodzieje.org/t14184-william-walker




Gracz






PisanieTemat: Re: Urazy Magizoologiczne   Sro Lis 01 2017, 23:26

Dziesięć dni. Dziesięć cholernych dni musiałem czekać aż Lotta się obudzi. Z każdym dniem moja psychika upadała coraz bardziej. Bałem się jak nigdy, mimo zapewnień lekarzy, że z tego wyjdzie. Strach, że mogę stracić kolejną osobę, nie osoby, był obezwładniający. Przesiadywałem w szpitalu prawie całą dobę, z przerwami, w których istniało prawdopodobieństwo spotkania ojca dziewczyny. Miałem go w nosie, ale ze względu na Lottę postanowiłem bardziej z nim nie zadzierać. Doskonale zdawałem sobie sprawę, że nie znajdę z nim wspólnego języka najprawdopodobniej już nigdy, ale chwilowo nie miałem zamiaru jeszcze pogarszać sprawy. Tak czy siak chodziłem nerwowy jak nigdy. Zrezygnowałem z zajęć, a kiedy nie było mnie w szpitalu teleportowałem się do domu, by chociaż się odświeżyć. Nie było mowy o normalnym śnie. Kiedy już zasypiałem dręczyły mnie koszmary tak realistyczne, że za każdym razem budziłem się zalany zimnym potem. Oznaki zmęczenia, smutku i nerwów były widoczne na mojej spiętej twarzy. Miałem niemalże fioletowe sińce pod oczami. Jednak nie to było ważne. Jedyne o czym marzyłem było wybudzenie Lotty. Ta śpiączka trwała zbyt długo. Mimo, że wiedziałem jak trudna będzie nasza pierwsza rozmowa chciałem, by już do tego doszło. Nie wiem czy to ze względu na chęć usłyszenia jej głosu, czy egoistycznego nastawienia „chcę to już mieć na sobą”. Kiedy usłyszałem, że dziewczyna się wybudziła, dotarcie do szpitala zajęło mi zaledwie kilka chwil. Wypaliłem przed budynkiem trzy papierosy pod rząd, mając jakąkolwiek nadzieję, że napięcie ze mnie zejdzie. Nie było mi to jednak dane. Wszedłem do szpitala ciężko oddychając. Zdawałem sobie sprawę, że to nie będzie fantastyczne spotkanie z ukochaną. Domyślałem się, że Lotta nie będzie zadowolona z takiego obrotu spraw. Prawdę mówiąc ja sam nie byłem. Okropnie się bałem, mimo że udawałem, że wszystko jest w porządku i jestem gotowy na wszystko. Nie byłem.
Udałem się na odpowiednie piętro, mijając matkę Krukonki na korytarzu skinąłem jej głową w geście powitania. Czułem ucisk w gardle. Położyłem dłoń na klamkę i wziąłem głęboki oddech, chcąc by tlen dotarł do każdej mojej komórki. Nic z tego, wciąż czułem się jakby mi go brakowało. Nacisnąłem klamkę i wszedłem do pokoju.
Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, były łzy dziewczyny wypływające strumieniami z jej oczu. Niech to szlag. Pokonałem dzielący nas dystans dwoma dużymi krokami i ukucnąłem przy niej. Nie dotykałem jej, obawiałem się, że sprawię jej ból.
- Lotta... Nie płacz, proszę. – powiedziałem cicho, co za banał.
Jednak nie wiedziałem co innego mam powiedzieć. Domyśliłem się, że rodzice powiedzieli jej o ciąży. Zacisnąłem dłonie w pięści, ja miałem to zrobić. Wszystkie wcześniej układane formułki w głowie poszły, krótko mówiąc, się jebać. Co tu dużo mówić, wpadliśmy. Starałem się tak nie myśleć, ale tego nie dało się inaczej nazwać. Nie planowaliśmy dziecka. Chciałem żeby było inaczej, żeby wszystko było idealnie, ale wyszło jak zawsze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Londyn again
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 3033
  Liczba postów : 1140
http://www.czarodzieje.org/t13872-lotta-hudson?nid=5#367718
http://www.czarodzieje.org/t13936-relki-lotki#368318
http://www.czarodzieje.org/t13932-lotta-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13931-lotta-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Urazy Magizoologiczne   Czw Lis 02 2017, 15:46

Gdy tylko go zobaczyłam poczułam jednocześnie radość i rozrywającą mnie rozpacz. Był tu przy mnie, ale pytanie... na jak długo? Byłam okaleczona, w pewnym stopniu oszpecona, tymczasowo unieruchomiona, a na dodatek nosiłam w sobie... to coś. Czy William kochał mnie na tyle mocno by przetrzymać to wszystko?
Nie mogłam uwierzyć, że we mnie rozwija się nowe życie, traktowałam je jako intruza w moje poukładane plany. Nie chciałam go, czułam się tak piekielnie zagubiona - nie było ze mną nawet tak źle po tamtej nocy, gdy strułam Williama.
Wyciągnęłam dłonie w stronę ukochanego wciąż przełykając łzy. Nie czułam bólu - byłam na tyle długo w śpiączce, że moje ciało zdążyło już podjąć proces gojenia, a na dodatek byłam zbyt otumaniona eliksirami i oszołomiona tą okropną wieścią, by czuć coś fizycznego.
- Przytul mnie, proszę.
Jego obecność miała przynieść ulgę, ale wcale tak nie było - patrząc na ukochanego czułam jeszcze większą i bezustannie narastającą rozpacz, z drugiej jednak strony gdyby nie jego obecność to najpewniej rzuciłabym się przez okno od nadmiaru emocji i odpowiedzialności, którą byłam zmuszona na siebie wziąć. Rozpłakałam się jeszcze bardziej z trudem wyjękując:
- Jak ja sobie z tym wszystkim poradzę... Nie chcę go...
Pewnie brzmiało to z moich ust strasznie irracjonalnie, ale zupełnie nie mogłam się pogodzić z tą myślą. Po dziesięciu dniach śpiączki spadła ona na mnie tak nagle, że sama nie wiedziałam co z tego wszystkiego najbardziej mnie przerażało.

______________________

What sort of creature musthe be who merely liked Charlotte, whose whole heart and senses were not entirely absorbed by her.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Manchester, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 395
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja, prefekt fabularny
  Liczba postów : 464
http://www.czarodzieje.org/t14149-william-walker?nid=12#373965
http://www.czarodzieje.org/t14408-william-walker#381575
http://www.czarodzieje.org/t14185-william-walker
http://www.czarodzieje.org/t14184-william-walker




Gracz






PisanieTemat: Re: Urazy Magizoologiczne   Pią Lis 03 2017, 20:26

Próbowałem sobie wyobrazić jak ciężko jest teraz dziewczynie, ale zupełnie jasne dla mnie było, że nigdy się tego nie dowiem. Zacząłem się nawet zastanawiać czy trochę nie odczytać jej umysłu, ale szybko zrzuciłem ten pomysł na dalszy plan. Nie było o tym mowy. Mimo, że wówczas bardziej wiedziałbym jak do niej podejść, nie zamierzałem aż tak naruszać prywatności Lotty. Nie byłem idiotą.
Mówi się, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, ale z miłością jest chyba tak samo. Zresztą czym jest związek bez tych fundamentów przyjaźni? Nie obchodził mnie fakt, że na dzień dzisiejszy Lotta była bardzo poraniona. Nie obchodziło mnie, że nie wyglądała milion galeonów, no chyba że liczyć podłączone do niej rurki, ich cena mogła się tyle równać... W każdym razie chodzi mi o to, że nieważne co by jej się nie stało ja i tak będę u jej boku. Właśnie takie było moje zadanie. I mimo, że jej ojciec najpewniej zrobiłby wszystko żebym okazał się tchórzem, nie doczeka się tego. W tej chwili miałem jedno główne zadanie – musiałem pomóc Lotcie się z tym wszystkim uporać. Ja sam musiałem się z tym uporać. Noc, którą spędziłem pod wpływem amortencji już dawno odeszła w niepamięć. Było minęło, chociaż wciąż byłem trochę zawiedziony, że właśnie tak wyglądał ten nasz pierwszy raz. Nie można było mówić jednak o żadnej złości czy innych negatywnych emocjach.
Westchnąłem i delikatnie przyciągnąłem ją do siebie. Nie chciałem wyrządzić jej jeszcze większej krzywdy, nie chciałem, by odczuwała jeszcze większy ból i dyskomfort. To wszystko było tak cholernie pomieszane, że z trudem próbowałem ułożyć swoje myśli. A może lepiej by było gdybym odszedł? Nie Will, w tej chwili nie możesz tego zrobić. Nawet jeśli uważałem, że nie jestem najlepszym kandydatem na ojca, na... męża? Byłem przekonany, że w takim obrocie spraw będziemy musieli potwierdzić nasz status społeczny, co do tego chyba nie było najmniejszej wątpliwości. Aczkolwiek słowa dziewczyny wybiły mi z głowy wszystkie moje wcześniejsze myśli.
Odsunąłem się od niej lekko i ująłem jej twarz w dłonie. Starłem kciukami spływające łzy i spojrzałem w jej niebieskie oczy.
- Lotta, poradzisz sobie ze wszystkim co stanie na twojej drodze, bez różnicy czy to przerośnięta jaszczurka, zły ojciec, czy... dziecko. – chciałem odwrócić wzrok, jednak tego nie zrobiłem i wciąż patrząc jej w oczy kontynuowałem. – Wiem, że się boisz. Dajmy spokój ja też jestem przerażony, ale przecież nie mamy wyboru, musimy dać radę. Lotta, jestem tutaj, dobrze? I nigdzie się nie wybieram.
Miałem wrażenie, że moje słowa były bez ładu i składu. Byłem jednak tak miotany emocjami, że nie potrafiłem skleić jednego całkiem ładnego zdania. Chciałem, żeby dziewczyna zrozumiała, że nie zamierzałem nigdzie iść. moimi jedynymi planami było bycie przy niej na dobre i na złe. I właśnie teraz było to złe. Czym byłoby życie bez równowagi? Nie zawsze będzie „dobrze”.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Londyn again
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 3033
  Liczba postów : 1140
http://www.czarodzieje.org/t13872-lotta-hudson?nid=5#367718
http://www.czarodzieje.org/t13936-relki-lotki#368318
http://www.czarodzieje.org/t13932-lotta-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13931-lotta-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Urazy Magizoologiczne   Czw Lis 09 2017, 23:54

To wszystko było dla mnie jak grom z jasnego nieba - moje idealne życie w kilka minut rozsypało się w proch. Miałam wszystko - świetną pracę, przyjaciół, ukochanego chłopaka, bardzo dobre wyniki w nauce i całkiem niezłych rodziców, a przez swoją własną głupotę schrzaniłam to wszystko. Musiałam zafundować sobie błyskawiczny kurs z dorastania - nie mogłam już być dzieckiem, skoro miałam sprawować opiekę nad dzieckiem. Oczywiście, że rozważałam aborcję - wiedziałam jednak, że na taką decyzję nie pozwoli mi ani rodzina, ani ukochany, a moje sumienie najprawdopodobniej nie pozwoliłoby mi żyć z takim brzemieniem, musiałam się więc przygotować na zdecydowanie za wczesne rodzicielstwo, a jedyne pocieszenie w tej patowej sytuacji odnajdywałam w fakcie, że ojciec mojego dziecka był świetnym, kochającym człowiekiem.
Czerpałam poczucie bezpieczeństwa i stabilności z dotyku jego silnych, a zarazem delikatnych rąk - sama obecność w tamtym momencie mi nie wystarczała, potrzebowałam jej namacalnego dowodu.
Najpewniej normalnie wybuchnęłabym śmiechem na tekst o przerośniętej jaszczurce, byłam jednak zbyt przerażona i rozchwiana emocjonalnie, więc nie zdobyłam się nawet na blady uśmiech - tak bardzo się bałam. Dopiero po chwili odrobinę się uspokoiłam. Słowa ukochanego były balsamem dla zbolałej, totalnie rozchwianej duszy. Jeszcze przed chwilą byłam niemal zupełnie pewna, że to tylko mój problem, dopiero słowa Willa uświadomiły mnie, że jesteśmy w tym razem. To zdarzenie było wielką próbą dla naszego uczucia i wszystko wskazywało na to, że William nie zamierzał się wycofać i czuł się za mnie odpowiedzialny. W gruncie rzeczy to wszystko wydało mi się takie dziwne - chłopak, który jeszcze pół roku temu miał opinię bawidamka i osoby totalnie nieodpowiedzialnej miał zostać wkrótce ojcem i na dodatek nie zwiał gdzie pieprz rośnie, tylko bez zająknięcia zdecydował się wziąć odpowiedzialność za swoją rodzinę. Mimo całego cierpienia, bólu i okropnej niepewności byłam z niego przeogromnie dumna.
Dotknęłam jego policzka przetwarzając po raz kolejny jego słowa - trochę z dumą, lecz było w tym również całkiem sporo niedowierzania.
- I nie odejdziesz? - zapytałam cicho - Obiecujesz?

______________________

What sort of creature musthe be who merely liked Charlotte, whose whole heart and senses were not entirely absorbed by her.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Manchester, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 395
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja, prefekt fabularny
  Liczba postów : 464
http://www.czarodzieje.org/t14149-william-walker?nid=12#373965
http://www.czarodzieje.org/t14408-william-walker#381575
http://www.czarodzieje.org/t14185-william-walker
http://www.czarodzieje.org/t14184-william-walker




Gracz






PisanieTemat: Re: Urazy Magizoologiczne   Nie Lis 12 2017, 14:44

Wiedziałem, że moja ogólna opinia była dość nietypowa. To, że każdy uważał mnie za kompletnego dupka nie było sekretem. W dalszym ciągu zastanawiałem się jakim cudem te kilka osób, które mają miejsce w moim sercu w ogóle się pojawiło w moim życiu. To było trochę nienormalne i czasami podejrzewałem ich o zapędy masochistyczne. No przecież nikt o zupełnie zdrowych zmysłach nie zostałby przy mnie, kiedy to ja antagonizowałem wszystkich. Oczywiście byłem przeszczęśliwy, że Lotta była moją dziewczyną, była po prostu moja. Fakt, że płakała wiele razy z mojej winy był cholernie bolesny, nawet fakt, że było to zanim się w niej zakochałem tego nie usprawiedliwiał. Nie był jednak teraz czas żeby o tym myśleć, bo Lotta była przy mnie i była cała. Niekoniecznie była zdrowa, ale przecież żyła. Oh, ale ze mnie optymista się zrobił. Patrzyłem teraz na nią i nie mogłem uwierzyć, że mimo tylu okropnych rzeczy, które się stały, w dalszym ciągu mogłem na nią patrzeć i mieć pewność, że moje uczucie nigdy nie zmaleje.
- Gdzie miałbym odjeść? Lotta, jakbym mógł żyć ze świadomością, że zostawiłem ciebie i nasze dziecko? Będę już zawsze przy tobie, obiecuję. – powiedziałem.
Czułem się okropnie ze świadomością, że Charlotte myślała, że zamierzam ją zostawić. Nawet ja nie byłem tak podły. Wiedziałem, że wiele osób tak myślało, za takiego mnie miało. Sam zadbałem o taką reputację, więc nikomu nie miałem tego za złe. Dajmy spokój, pracowałem na to wiele lat. Wiedziałem, ze teraz przyszedł czas na zmianę. Nie dość, że jeszcze bardziej miałem się ustatkować, to musiałem zmienić swoje podejście do wszystkiego. Trzymałem w ramionach cały swój świat i nie wyobrażałem sobie, by kiedykolwiek miało być inaczej.  Nie wiedziałem jak teraz będą wyglądały kolejne dni. Miałem nadzieję, że już niedługo Lotta wyjdzie ze szpitala niemal całkowicie uzdrowiona. Jej obrażenia były ogromne i bardzo rozległe, ale byliśmy czarodziejami i wierzyłem, że była pod opieka najlepszych uzdrowicieli w kraju.
- Jeśli tego zechcesz, rzecz jasna. – dodałem.
Jeśli by powiedziała, że nie, moje serce rozbiłoby się na milion kawałków, ale zrobiłbym to. Zrobiłbym wszystko o co by mnie poprosiła, co by tylko chciała. Mimo, że byłem pewny, że tego nie powie, to chciałem mieć stuprocentową pewność i to po prostu od niej usłyszeć. Oczywiście, że siedzieliśmy w tym razem. Jakby nie patrzeć to ja zrobiłem jej dziecko. Koniec, nie było odwrotu, nawet jakbym chciał, a przecież nie chciałem.  
- Chyba jesteś na mnie skazana. – powiedziałem i się lekko zaśmiałem.
Mi bynajmniej nie przeszkadzało „bycie skazanym” na Lottę. Podobało mi się to.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Londyn again
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 3033
  Liczba postów : 1140
http://www.czarodzieje.org/t13872-lotta-hudson?nid=5#367718
http://www.czarodzieje.org/t13936-relki-lotki#368318
http://www.czarodzieje.org/t13932-lotta-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13931-lotta-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Urazy Magizoologiczne   Nie Lis 12 2017, 16:44

- Nie zechcę - szepnęłam do ukochanego nie mówiąc już nic. Czułam narastającą ulgę - wiedziałam, ze mnie nie zostawi i byłam już niemalże pewna iż zawsze będziemy razem. Wiedziałam, że tak naprawdę William jest dobrym i kochającym człowiekiem, a otoczka buntowniczego dupka została stworzona tylko na potrzeby świata, nie zmieniało to jednak faktu, że mimo to bałam się porzucenia - przyjęcie wiadomości o tak młodym ojcostwie mogło być ciosem dla każdego faceta.
Nieszczęście związane z nieplanowaną ciążą było dla mnie trudne to wytrzymania, ale obecność Williama dawała mi ulgę - wciąż czułam przeogromny strach i jeszcze większą rozpacz, ale ramiona ukochanego przejmowały na siebie część negatywnych emocji. Sama w życiu nie podołałabym temu co na mnie spadło, jednakże wsparcie Walkera było nieocenione.
Łzy powoli wysychały, a oddech się uspokajał, aż w końcu wymęczona przeżyciami tego dnia i gojącymi się ranami zasnęłam w ramionach Williama.

/zt

______________________

What sort of creature musthe be who merely liked Charlotte, whose whole heart and senses were not entirely absorbed by her.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Kiedyś Stany, obecnie Hogsmeade
Galeony : 1076
  Liczba postów : 100
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14019-evedlyn-nevina-deep
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14028-evedlyn-nevina
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14027-pocztowy-kot-castiel-3
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14026-evedlyn-deep




Gracz






PisanieTemat: Re: Urazy Magizoologiczne   Pią Gru 01 2017, 13:44

Ev dosyć szybko znalazła się w Mungu. Do tej pory bywała raczej w mugolskich szpitalach, dlatego nie za bardzo wiedziała gdzie ma się udać tym razem. Dłoń zaczęła ją niepokojąco boleć, więc zamiast sama szukać odpowiedniego oddziału, zapytała o to jednego z uzdrowicieli. Tak właśnie dowiedziała się, że powinna udać się na drugie piętro.
Gdy już trafiła na oddział urazów magizoologicznych, poszukała kogoś wyglądającego na uzdrowiciela. Nie było to szczególnie trudne, bo ze względu na dosyć późną porę, w szpitalu nie było już zbyt wielu odwiedzających. Szybko wyjaśniła czarodziejowi okoliczności kontaktu z bahanką, a niedługo potem dostała już antidotum.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 445
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 840
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Urazy Magizoologiczne   Wto Gru 12 2017, 12:41

Wciągnąłem mocniej powietrze przez lekko uchylone wargi. Tylko ta jedna nieprzemyślana akcja ciała zdradzała, że już nie śpię. Moja twarz pozostawała zrelaksowana, chociaż w głowie kręciło mi się od nadmiaru eliksirów i bajecznie kolorowych snów, jakie męczyły mnie przez kilka ostatnich godzin. Leżałem tak kilka minut, starając się dopuścić do siebie senną świadomość, a wspomnienia wracały mi stopniowo. Pogoń za jednorożcem, para trolli i lecąca w moją stronę gałąź. Powstrzymałem chęć, aby poruszyć nogami. Nie miałem pojęcia w jakim jestem stanie, więc starałem się nie pogarszać sytuacji. Już raz przekonałem się o tym co się dzieje, gdy nie słucha się zaleceń lekarza. Te chwile były dla mnie niezwykle trudne. Wspomnienie zeszłorocznej rekonwalescencji napełniało moje serce niepojętym lękiem. Nigdy już nie chciałem wracać tutaj, na ten nafaszerowany bielą oddział urazów magizoologicznych. Wiedziałem, że tutaj właśnie się znalazłem jeszcze zanim uchyliłem powieki. Gdzie indziej pachniałoby środkiem do dezynfekcji i ziołami? Przesunąłem palce po okrywającym mnie materiale. Szorstkość tej pościeli znałem aż za dobrze. Wreszcie wbiłem wzrok w zamykający się nade mną sufit. Bezmyślnie błądziłem po nim spojrzeniem przez kilka sekund, a potem po prostu uniosłem dłoń do twarzy, aby potrzeć powieki. Napotkałem znajomą szorstkość poparzonej skóry. Nie wzbudziło to we mnie żadnych emocji. Wiedziałem, że podczas snu nie potrafię podtrzymywać metamorfomagii, ale w pierwszej chwili nawet nie pomyślałem o tym, że przecież nie przyszedłem i nie położyłem się do tego łóżka z własnej woli. Wszyscy uzdrowiciele z tego oddziału dobrze znali moją historię i osobiście zobowiązali się przed moim ojcem do zachowania szczegółów tamtego wydarzenia dla siebie. Nie lękałem się ich, lecz wystarczyła jedna myśl balansująca na granicy zrozumienia, aby coś ścisnęło mnie w dołku. Nawet lekkie kłucie w dopiero co złamanych nogach nie pomogło mi się opanować. Wbiłem paznokcie we własny policzek, ale natychmiast je cofnąłem, gdy uświadomiłem sobie co robię.
- Długo tak się przyglądasz? - Zapytałem, rzucając to pytanie w przestrzeń niczym wyzwanie. Ton mojego głosu był osuszony z jakichkolwiek emocji. Martwy. Tak naprawdę to nie wiedziałem czy Zilya jest w tej sali razem ze mną. Kierowałem się jedynie niejasnym podejrzeniem, że wpakowali nas do sąsiadujących łóżek skoro już przybyliśmy tutaj wspólnie. Poza tym, wyraźnie czułem na sobie czyiś wzrok. Może mi się to uroiło? Jednakże nie szukałem spojrzeniem jej twarzy. Nie teraz. Przytuliłem dłoń do poparzonego policzka, czując jak na wskroś przenika mnie kłujący chłód. Strach? Wściekłość? Sam nie byłem pewien co czułem w tamtych chwilach. Świadomość, że tak łatwo poznała mój największy sekret powoli do mnie docierał, spychając mnie na skraj przepaści. Jeden krok miał zadecydować o moim podejściu do całej tej sytuacji, a miała go wykonać właśnie Fyodorova. Jej następne słowa będą dla mnie wskazówką.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Skąd : Rosja, Syberia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 2704
  Liczba postów : 1933
http://www.czarodzieje.org/t8036-zilya-nikolaevna-fyodorova
http://www.czarodzieje.org/t8073-syberyjska-dzikuska#225025
http://www.czarodzieje.org/t8071-syberyjska-sowka#225017
http://www.czarodzieje.org/t8067-zilya-fyodorova




Administrator






PisanieTemat: Re: Urazy Magizoologiczne   Pon Gru 25 2017, 18:56

Minęło kilka długich chwil, gdy ciężkie powieki ze zmęczeniem opadały, a ciemnowłosa prowadząc walkę sama ze sobą, podnosiła je, by sprawdzić, czy wszystko, czy wszyscy są na miejscu. Nie chciała spać, lecz jej ciało nie pozwalało jej na odmówienie sobie chociażby kilkugodzinnego, regeneracyjnego snu. Zawzięcie chciała czuwać.
Piekło ją w gardle, przypominając o chwili, w której wykrzyczała, że potrzebują pomocy, o momencie w którym, wyrzucała z siebie potokiem rosyjskie słowa, obrażając każdego maga przebywającego z nią w sali, który tylko próbował zbadać, w jakim stanie są jej potwornie bolące nogi. A i o tym, gdy już w znajomym języku dla ludzi z wysp, próbowała wyjaśnić czym zostali uszkodzeni. Gdy ze złością wyjaśniała, że muszą zająć tą samą salę, bo musi wiedzieć, jak jest.  
Miała masę szczęścia, dotychczas przeważnie unikając wizyty na oddziale urazów magizoologicznych. Prowadziła tryb życia, który powinien był zaprowadzić ją do znacznie gorszych urazów niż parę, czasem swędzących, blizn. Mogła być częściej połamana, poparzona, czy mogła nigdy nie doczekać wyjazdu do Anglii, ginąć na rosyjskich stepach. Mogła źle złapać kraba ognistego, mogła wpaść w siedlisko salamander, mogła łapać smoka.
- Jesteś odważny, zawzięty - skrzypienie łóżka skwitowało jej stwierdzenie, gdy wyminęła pytanie, podciągając się na rękach, by mimo, iż jej nogi były obciążone, podciągnąć się na łóżku do pozycji siedzącej. Kręciło się jej w głowie przy każdym ruchu, na zmianę przywołując w ustach potworny smak eliksiru, podanego gdy tylko tu przybyli. Zieleń pomieszczenia mieniła się jej w oczach, słabo rozjaśniona lekkim światłem, z zaczarowanych kul. Być może przyglądała mu się o ułamek minuty za długo, kiedy tylko próbowała ułożyć w głowie to, z jakim człowiekiem ma do czynienia. Zapewne było w tym coś nachalnego, coś dociekliwego, coś niezupełnie związanego z efektem jego wypadku. Zaskakiwał ją problematycznością, jaką sprawiało jej określenie, kim jest. Zmęczonymi i podkrążonymi oczami spoglądała w jego kierunku z sąsiedniego łóżka. Fyodorova nie wiedziała, co dokładnie spotkało chłopaka, mogła jedynie zgadywać, a wiedząc o tym, jak gwałtownie pragnął wtedy, podczas tego polowania, wnioskowała, że jego rany związane są z magicznymi stworzeniami. Zakładała, że musiał zapłacić kiedyś wysoką cenę, najwyraźniej nie bał się wystarczająco mocno, zapłacić ją ponownie, skoro wkraczał na tyle pewnie w środek lasu. Nie mówiła swych słów z niepokojem, czy troską, miały one w sobie dziwną nutę uznania, świadomość, że był kimś, kto wpadł w pułapkę, a mimo ran wydrapał się z niej, idąc dalej. Jego blizny były jak potwierdzenie, że intensywnie szedł przez życie. A jednak pamiętała, że gdy dotarło do niej, co mu właściwie jest, czym są blizny, których wcześniej nie widziała, ogarnął ją dziwny smutek, świadomość, że tak naprawdę wszystko jest bardzo tymczasowe. Może to dlatego, chciała mieć na niego oko?
- Wskakujesz w paszczę mantrykory. Z pewnymi sprawami trudno zerwać - Tak naprawdę też trochę mówiła o samej sobie. Wiedziała, że polowania dostarczały tak silnych emocji, że nawet pokaźna sakiewka w banku, nawet rany głębokie, nie mogły spowodować by przystopowała. I miała wrażenie, że Riley wie, o czym ona mówi. Pewnych rzeczy nie dało się zastąpić.

______________________

Can't stay at home, can't stay at school. Old folks say, you a poor little fool. Down the street I'm the girl next door.
I'm the fox you've been waiting for
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 445
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 840
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Urazy Magizoologiczne   Wto Gru 26 2017, 04:53

Oddychałem powoli, starając się uspokoić przyspieszone walenie pulsu łomocące zawzięcie w skroniach. To strach, na pewno strach. Czułem jego chłodne szpony sięgające po moje serce, zaciskające się na nim niespiesznie. Nie byłem pewien, dlaczego tak się boję. Zilya nie była związania z Hogwartem, nie znała moich znajomych i nie mogła tej wiedzy w żaden sposób wykorzystać… chyba, że chciałaby zaszkodzić całym Fairwynom. Aczkolwiek czy ktokolwiek wziąłby jej słowa na poważnie? Dziewczyna, która jednego dnia przychodzi z zamiarem odsprzedania ingrediencji, a następnego wykłóca się o kilka włosów jednorożca, nie była wiarygodnym źródłem informacji. Przynajmniej dla Garretta tak było. Tak myślałem, taką miałem nadzieję, a jednak jej słowa mnie mroziły. Dobitnie przypominała mi nimi, że wie. Wolałbym, gdyby udawała, że niczego nie zauważyła. Rozluźniłem palce, a moja dłoń opadła powoli na poduszki. Otworzyłem oczy. Żałowałem, że nie potrafię zamknąć uszu lub pozbawić się ponownie świadomości. Gdybym wiedział jak to zrobić, w tej chwili rzuciłbym na nią obliviate. Nie obawiałbym się nawet tych cholernych zakłóceń, rzucałbym raz za razem aż do skutku. Nie pragnąłem wilgoci czającej się tuż pod powiekami, więc szybko odrzuciłem sentymenty. Na Merlina, czemu to było dla mnie takie ważne? Czy Melody nie udowadniała mi każdego dnia, że jestem coś wart? Nie potrzebowałem wyglądać jak wszyscy inni, aby radzić sobie z opieką nad magicznymi stworzeniami lub, aby sprzedawać różdżki w rodzinnym sklepie, a jednak codziennie widywałem jej perfekcyjną twarz. Zwracałem uwagę na wszystkie subtelne zmiany jakie wprowadzała w swoim wyglądzie. Wiedziałem, gdy korygowała drobną zmarszczkę mimiczną bądź jak ukrywała, że objadła się za dużo ciasta podczas świątecznej uczty. Była piękna niezależnie od tych drobnostek, ale ja byłem jedynie chłopcem jakich wielu. Niczym niewyróżniającym się paniczykiem, Fairwynem z dziada pradziada. Ojciec oczekiwał ode mnie zbyt wiele, abym mógł po prostu udawać, że może tak być, iż wolno mi ukazywać innym słabość, a ja głupi poddawałem się jego manipulacji. To właśnie dzięki niej zginęła moja matka. To właśnie ona niegdyś mnie zabije. Uśmiechnąłem się krzywo, mając ochotę na gorzkie roześmianie się.
- Jestem głupi i lekkomyślny. - Wydostało się spomiędzy moich warg. Przetarłem szybko powieki, zgarniając z nich resztki otępiającego snu, aby następnie spojrzeć na Zilyę. Kącik moich ust był dziwacznie zniekształcony, przez co grymas wydawał się być jeszcze bardziej niechętny, niż podejrzewałem. Miałem wystarczająco dużo szczęścia, aby nie stracić wzroku. Wyglądałem względnie normalnie, jak na człowieka niemalże spalonego żywcem. Współczesna medycyna potrafiła teraz zdziałać takie cuda, a ja wciąż boczyłem się na uzdrowicieli, że nie uratowali tego jednego, najdelikatniejszego skrawka ciała. Jak mogłem wypominać im parę wgłębień na policzkach i pofałdowaną skórę czy lekkie wykrzywienie ust lub oka, skoro byłem teraz tutaj? Czy niewdzięczni nastolatkowie kiedyś z tego wyrosną? Nie byłem przekonany. Nie mogłem znieść uznania pobrzmiewającego w jej głosie. Milczałem, próbując znaleźć ucieczkę nie tylko od tej rozmowy, ale i z samej tej sytuacji. Pomysłowość mnie zawodziła, a nogi okazały się być zbyt ociężałe. Teraz z pewnością łatwiejsze okazałoby się przeniesienie kłody siłą woli, od ruszenia z miejsca tych przykutych do łóżka pni, jakimi były moje nogi. - Nie mam nic poza tym… - wypowiedziałem te słowa, ale dopiero po chwili dotarło do mnie, że nie była to jedynie myśl rozbrzmiewająca w mej głowie. Ponownie zerknąłem na swoją partnerkę w jednorożcowej zbrodni. Wymęczoną, rozczochraną, dziką. Mieliśmy zew sobą więcej wspólnego, niż z początku przypuszczałem, ale ta myśl w zaskakujący sposób mnie przygnębiała. Ten smutek znalazł odbicie na mojej poranionej twarzy. Odwróciłem wzrok, czując jak to przedziwne poczucie bliskości zaczyna mnie peszyć. Zacząłem pracować nad schowaniem oparzenia pod metamorfomagicznym płaszczem. Nie wiedziałem po co teraz znowu to robiłem. Przecież nie było już tutaj nikogo, przed kim musiałbym się ukrywać. - Nie pozwolili Ci zasnąć? - Cholera, znowu się odezwałem. Zacisnąłem mocniej usta, starając się skupić na przemianie, zamiast na gadaniu. Dlaczego zachowywałem się tak, jakby naprawdę było o czym mówić? Przecież nie było… prawda? To tylko wypadek, jedynie jeden z wielu moich sekretów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Skąd : Rosja, Syberia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 2704
  Liczba postów : 1933
http://www.czarodzieje.org/t8036-zilya-nikolaevna-fyodorova
http://www.czarodzieje.org/t8073-syberyjska-dzikuska#225025
http://www.czarodzieje.org/t8071-syberyjska-sowka#225017
http://www.czarodzieje.org/t8067-zilya-fyodorova




Administrator






PisanieTemat: Re: Urazy Magizoologiczne   Wto Gru 26 2017, 12:05

Nie była osobą, która spełniała oczekiwania otoczenia, nie potrafiła zachowywać się w sposób wymagany. Być może poniekąd nie rozczytywała, tego, czego się od niej żądało. Za głośno, zbyt impertynencko. Nie w myśl jej było przemilczenie tego co ujrzała, ale jednocześnie nie pomyślała także, by komukolwiek mogła wyjawić sekret chłopaka. Nie potrafiła zrozumieć po co miałaby to robić, a może nie wiedziała po prostu, jak wielką to było tajemnicą. Riley mógł jednak spać spokojnie, nie znała nikogo, komu ta historia mogłaby wydać się atrakcyjna, nie miała powodu, by wyjawiać ją komukolwiek.
Jego słowa były gorzkie, dające jednoznaczny sygnał, jak bardzo męczy się z powodu ran, które kiedyś obniósł. I bynajmniej nie pomyślała o bólu fizycznym, a tym psychicznym. Spojrzała na niego ostatni raz, czując smutne zrozumienie. Mogła sobie tylko wyobrażać ile godzin spędził w tej sali, nim udało się go uratować, mogła zgadywać, ile nerwów poświęcał każdego dnia na to, by jego twarz przybierała ten sam, piękny kształt. A jednak, miał szczęście - był metamorfomagiem.
Bolały ją nogi, sięgnęła ostrożnie do stolika, próbując z niego zdjąć eliksir uśmierzający rany. Nie obserwowała, gdy chłopak próbował naprawić swój wygląd, stając się jednym z wielu, bardziej zajęta swoją miksturą. Chciała czym prędzej wydostać się z tego miejsca, które niejako budziło w niej nastroje zwierzęcia zamkniętego w klatce.
"Tak ją znużyły mijające pręty, że jej spojrzenie całkiem się zamąca. "
- Być może - rzekła bardzo cicho, wypijając pierwszą dawkę uchwyconego lekarstwa. Było ciężkie w smaku, jednak nie przerywała jego popijania. - A jednak łapiesz życie - Oczywiście mógł mieć odmienne zdanie. Mógł właściwie myśleć sobie co chciał. Jednakże Zilya wiele razy w swoim życiu widziała ludzi, którzy upadli. Widziała swojego ojca, który toczył się na dnie kieliszka w pustej chacie, który nie polował, nie wychodził dalej niż do baru. Widziała wyziębionych sąsiadów, których życie nie było zimne ze względu na panujące warunki, a przez to, że gdzieś po drodze upadli w głębokim śniegu, który zdawało się, że został w ich kołnierzach na stałe. Domyślała, że Riley mógł kiedyś być inny, mógł być też dokładnie taki sam, a jednak łapał nadal życie. Łapał i próbował je zabierać. Jeśli to była zemsta, czy potrzeba wynikająca ze względów finansowych, to jednak nadal to robił. Mógł się bać, zniechęcić, mógł zostać zachowawczo za ladą swojego sklepu. A widać, z jakiegoś powodu charakter mu na to nie pozwalał. To go wyróżniało.
Odkryła lekką pierzynę, oglądając swe obandażowane nogi. Magia tym razem nie poskładała ich szybko. Zapewne trolle zbyt mocno je połamały, a może ich uderzenia były po prostu trudniejsze do wyleczenia. Uśmiechnęła się ponuro, myśląc o polowaniach, o myśli głośno kołaczącej się, że potrafią być wszystkim.
- Wiem, ja to rozumiem - odrzekła obserwując uparcie swoje bandaże, bardzo usilnie próbując wyrzucić z głowy kującą myśl o tym, jak bardzo nie miała nic poza tym. Ostatnio był też Scorp, ale teraz i jego nie było. Rzuciła mu krótkie spojrzenie, tym razem to ona, przytoczona własnymi emocjami, szybko szukając ucieczki. Przecież była silna, nijak przypominała te wszystkie zranione zwierzęta, którym zadawała rany, a jednak jakby jej spojrzenie bliźniaczo zdawało się wyrażać podobne emocje.
- Nie mogę tu zostać - powiedziała nagle w odpowiedzi na jego pytanie. Źle spała poza swoim domem, źle się czuła w chłodnych ścianach obcego szpitala. Próbowała poruszyć w ograniczony sposób swoimi nogami, co sprawiało jej to bardzo dużo problemu. Być może ucieczka była niewłaściwym rozwiązaniem, a jednak w jej mniemaniu, znacznie lepszym, niż apatyczne poddanie się ciężkiemu leczeniu. Pić te same mikstury mogła także w swoim własnym domu.

______________________

Can't stay at home, can't stay at school. Old folks say, you a poor little fool. Down the street I'm the girl next door.
I'm the fox you've been waiting for
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 445
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 840
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Urazy Magizoologiczne   Wto Gru 26 2017, 13:51

Trwałem nieporuszony w swoim łożu. Otuliwszy się ochronnym płaszczem własnych myśli, starałem się znaleźć słowa, jakie pomogłyby mi zniszczyć tę chwilę porozumienia między nami. Nie pragnąłem go. Drażniło mnie tak silnie, że miałem ochotę wrzeszczeć, a kilka sekund później zbierało mi się na łzy. Rozchwianie emocjonalne nie było dla mnie nowe. Czułem skrajne uczucia zawsze, gdy wybierałem się na polowanie. Gardziłem sobą, gdy rozpłatywałem brzuch hipogryfowi, a jednoczesna fala fascynacji nie pozwalała mi jednoznacznie uznać siebie za zwyrodniałego gówniarza. W tej chwili miałem wrażenie, że rozłupywałem sobie czaszkę. Tysiące myśli przewalało się brutalnie przez moją głowę, aż wreszcie musiałem zwolnić. Pulsujący nacisk zwiastował nadchodzący atak migreny - wcale nie tak rzadki u kogoś z urazem głowy. Przecież nie dość, że zostałem przypieczony, wszak tego dnia przetrwałem także lądowanie na twarzy z pozycji wyprostowanej. Dzisiaj było podobnie. Nie odpowiadałem na jej słowa. Nie pragnąłem już dalszej dyskusji, tłumaczenia się lub słuchania tego jaki jestem, niezależnie od tego czy jej słowa miały układać się w peany na moją cześć czy wprost przeciwnie i miały zaraz zupełnie zburzyć moje opanowanie goryczą, następstwem kąśliwej uwagi. Wznosiłem wokół siebie nowe mury. Robiłem to już tyle razy, że wcale nie okazywało się to trudne w wykonaniu, a jednak nie zdobyłem się na zwykłe spojrzenie w jej stronę dopóty, dopóki ponownie nie zabrała głosu. Nie zaalarmował mnie szelest pościeli, a dopiero jej głos rozbrzmiewający na nowo w cichej sali. Wtedy powoli zaczęła do mnie docierać ta nieunikniona prawda. Była ze mną kobieta, którą znano z przynoszenia we włosach wiatru i liści. Jedyna taka, która uwalana ziemią i krwią była w stanie zjawić się w Dolinie Godryka ze świeża zdobyczą. Nieprzejęta brudem pod paznokciami czy potem lśniącym na karku. W porównaniu do innych znanych mi kobiet, ta była z pewnością najbardziej nieporządna i w normalnej sytuacji zapewne nigdy nie zwróciłbym na nią uwagi. Była tak odpychająca i niedostępna, a jednak leżała wraz ze mną na szpitalnym łożu. Ostateczne wrażenie było odrobinę szokujące, chociaż wcale nie niemiłe.
- Nie uciekniesz im - rzuciłem jedynie w jej stronę. Och, aż za dobrze wiedziałem o czym mówię. - Jeśli tylko uda Ci się wstać, jak myślisz, jak wiele kroków zdołasz postawić zanim wleją Ci do gardła eliksir słodkiego snu? - Spytałem, błądząc spojrzeniem po drewnianej okiennej ramie. Odwróciłem głowę w jej stronę, nie mogąc powstrzymać gorzkiego uśmiechu, jaki nie miał nic wspólnego z pulsowaniem pod czaszką - eliksirowym kacem. - Ja miałem sprawne obie nogi i dobrze poznałem ten oddział w trakcie ponad półrocznego pobytu, a mimo to nie zdołałem go opuścić aż do wypisu. Jeśli masz coś pilnego do załatwienia, lepiej od razu proś o papier i inkaust. - Sprowadzałem ją na ziemie. Odwróciłem się na chwilę w drugą stronę, aby dosięgnąć szklanki z lekko zastałą wodą stojącą na stoliku z medykamentami. Zwilżyłem gardło, niemalże westchnąwszy przy tym z ulgi. Nie zdawałem sobie nawet sprawy, jak silnie wysuszyły je lecznicze napary, dopóki nie pozbyłem się źródła tego dyskomfortu. Wciąż czułem smak ziół na wargach.
- Długo tutaj leżymy? - Ponowiłem swoje pytanie, bo przecież potrzebowałem jakoś umiejscowić się w czasie. Poprzedniej odpowiedzi mi odmówiła, może teraz, gdy nieco zmieniłem ton, miała mi jej w końcu udzielić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Skąd : Rosja, Syberia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 2704
  Liczba postów : 1933
http://www.czarodzieje.org/t8036-zilya-nikolaevna-fyodorova
http://www.czarodzieje.org/t8073-syberyjska-dzikuska#225025
http://www.czarodzieje.org/t8071-syberyjska-sowka#225017
http://www.czarodzieje.org/t8067-zilya-fyodorova




Administrator






PisanieTemat: Re: Urazy Magizoologiczne   Wto Gru 26 2017, 16:07

Wydawało jej się, że nie rozumie języka angielskiego, kiedy do jej uszu docierało, że stąd nie ucieknie. Oczywiście nie było niebezpiecznym pozostawanie w szpitalu, jednakże nie mogła zaakceptować faktu, że musi tu być wbrew własnej woli. Niewyobrażalnym było dla niej, tak głupie ograniczenie. Otworzyła usta by mocno nabrać powietrza i zebrać myśli, obalające obowiązek pozostania w szpitalnym łóżku.
- A co z wyjściem na własne żądanie? - Zapytała butnie, a potem wyrzuciła z siebie w rosyjskim języku, że jest pełnoletnią Rosjanką i nie mogę bezprawnie przetrzymywać ją chociażby w szpitalu. Jednocześnie jej oczy powędrowały w kierunku drzwi, bo domyśliła się odpowiedzi związanej z wlewaniem eliksirów do gardła. Ale przecież była dorosła i miała własną wolę, interesy które na nią czekały i dom, którego musiała pilnować. Pół roku było mnóstwem czasu, mogła sobie jedynie wyobrażać, jak frustrującym był tak niekończący się pobyt na tym oddziale, dlatego wolała nie dodawać nic o tym, że siedzenie tutaj przez parę dni było nie do zaakceptowania. Przecież wiedziała, że to dało się znieść. Dało się tak długo, jak tliła się myśl o tym, że niebawem to się skończy i wszystko znów będzie na wyciągnięcie ręki. A mimo to, jej wzrok powędrował w strona okna, usilnie próbując wymyślić sposób na zniknięcie z tego miejsca.
- Wolę, żeby wlali mi go do gardła, wolę długo spać, niż świadomie, godzinami czekać na wyjście - odparła rozglądając się za kulami umożliwiającymi poruszanie się w takim stanie. Oczywiście nic takiego nie było przy jej łóżku - uzdrowiciele wcale nie zamierzali umożliwiać swym połamanym pacjentom chodzenia po ich przybytku. Nie wiedziała co robić, najzwyklej w świecie, nie miała pojęcia, jak wydostać się z tego położenia. Nie była nawet pewna, gdzie znajdowała się jej różdżka, zapewne tam, gdzie i reszta jej ubrań, które zamienili na kwiecistą, szpitalną piżamę. Opadła na poduszki, licząc, że rozbieganym wzorkiem obserwując sufit, wynajdzie rozwiązanie. Jej głowa jednak była od tego pusta.
- Nie. Nie mam nic do wysłania, ani nic ważnego do załatwienia, nic co nie mogłoby czekać. Co najwyżej populacja kugucharów zwiększy się w naszych lasach - rzuciła, wiedząc, że nie ma nic, co nie mogłoby na nią czekać, nie miała też żadnych listów do napisania, ani nikogo do zawiadomienia. Właściwie mogła tu leżeć bardzo długo, świat bez niej nie zatrzymałby się w miejscu. Wątpliwe także, by ktokolwiek zanotował jej zniknięcie. - Jestem idealnym pacjentem. Chyba dzień, albo dwa - w końcu leniwie odpowiedziała na jego dociekliwe pytanie. Nie minęło wiele czasu, tak naprawdę cały pobyt był pewnie dopiero przed nimi. Być może powinien pojawić się tu jakikolwiek uzdrowiciel, który udzieliłby im chociażby prostej wskazówki na temat tego, jak długo wymagali od nich spania w tej sali. A jednak, nie chciała nikogo wzywać, pragnąc uniknąć kolejnych męczących badań i postępów leczenia.

______________________

Can't stay at home, can't stay at school. Old folks say, you a poor little fool. Down the street I'm the girl next door.
I'm the fox you've been waiting for
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 445
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 840
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Urazy Magizoologiczne   Wto Gru 26 2017, 18:35

- Spróbuj - rzuciłem natychmiast, wsłuchując się w dziwne brzmienie obcego języka. Ja już nie próbowałem opuścić w ten sposób tej cholernej sali. Wiedziałem, że ojciec z powrotem wsadziłby mnie do tego łóżka nawet i siłą, więc każdy kolejny dzień znosiłem dumnie, chociaż nie z przyjemnością. Myślałem, ze poznałem wszystkie ich sekrety. Dobrze pamiętałem o której godzinie były wszystkie obchody, kiedy dostaniemy eliksiry, która uzdrowicielka jest skłonna odpuścić najgorsze ćwiczenia. Wiedziałem tak wiele, a jednak teraz nie potrafiłem wskazać jej najodpowiedniejszej drogi ucieczki. Chociaż, pewnie po trochu także nie chciałem tego zrobić. Skoro już wiedziała, mnie było naprawdę wszystko jedno czy będzie tutaj ze mną czy nie… no dobra, może trochę bardziej zależało mi na jej obecności, niż byłem skłonny przyznać. Kiedy już przebrnąłem przez szok i początkową niechęć, nie potrafiłem znowu wyobrazić sobie sytuacji, w której zmuszony byłbym do samotnego przesiadywania w tej sali. Znów milczący, zapadający się w sobie. Przez dłuższą chwilę nawet analizowałem czy nie napisać do przyjaciółki, skoro Zilya chciała mnie opuścić.
- Wystarczy jedno Twoje słowo, a będą budzili Cię tylko na badania. - Podsunąłem jej to rozwiązanie z rozmysłem. Chciałem obserwować jak podejmuje wewnętrzną walkę i być świadkiem chwili, w której coś wreszcie w niej zwycięży. Potrzeba opuszczenia szpitala miała okazać się silniejsza? Prychnąłem cicho na wzmiankę o kugucharach. Będą mieli co robić, gdy już wrócą. Dwoje łowców na urlopie, to nie zdarzało się często. - Więc gdzie tak gnasz? - Zapytałem, widząc już, że chyba ostatecznie podjęła decyzję. Opadła na poduszki i dopiero wówczas dostrzegłem jak toczy po suficie dzikim spojrzeniem. Chciało mi się śmiać, tak dobrze ją rozumiałem. Jednakże w mojej postawie było zbyt wiele pasywności. Niejeden raz już przez to przechodziłem, a czymże miało być tych kilka dni w obliczu straconego roku? - Dwa dni… - prawie westchnąłem, nie potrafiąc sobie wyobrazić tak wielkiej straty czasu. Ściągnąłem wargi. - Długo już to robisz? - Zapytałem, najwyraźniej widząc w rozmowie jedyną ucieczkę od niechybnego zanudzenia się na śmierć. Poza tym, naprawdę mnie to intrygowało. Kiedy przyjechała do Hogwartu na Złotego Sfinksa, ani mi było w głowie ją o to wypytywać. - Skąd w ogóle jesteś? Masz taki dziwny akcent… pochodzisz z Rosji? - Tak naprawdę wytypowałem ten kraj tylko i wyłącznie ze względu na jego powierzchnię. Rosjan było wielu, ich obecność w Wielkiej Brytanii nie była taka szokująca jak wiadomość, że Hogwart gości Polaka czy innego Słowianina. Zresztą, w ciągu ostatnich lat ta szkoła stała się tak multikulturowa, że mogłaby pochodzić nawet z drugiego końca świata i nie wzbudziłoby to niczyich podejrzeć. Tymczasem gdzieś w tym wszystkim byłem ja. Zupełny ignorant, gdy chodziło o obco brzmiące języki, nie pamiętający nawet jak brzmiało jej imię. Zerknąłem w stronę jej łóżka, mając nadzieję, że gdzieś na tych wszystkich śmiesznych wykresach dopatrzę się tej informacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Skąd : Rosja, Syberia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 2704
  Liczba postów : 1933
http://www.czarodzieje.org/t8036-zilya-nikolaevna-fyodorova
http://www.czarodzieje.org/t8073-syberyjska-dzikuska#225025
http://www.czarodzieje.org/t8071-syberyjska-sowka#225017
http://www.czarodzieje.org/t8067-zilya-fyodorova




Administrator






PisanieTemat: Re: Urazy Magizoologiczne   Sro Gru 27 2017, 19:30

Wiedziała, że jego krótkie "spróbuj" jest równoznaczne z tym, że zapewne się jej nie uda. Oczywiście założyła, że prędzej czy później podejmie próbę wydostania się stąd. Lecz jednak nie w tym momencie - działanie eliksiru przeciwbólowego rozchodziło się w jej krwioobiegu, działając na nią łagodząco. Z jednej strony perspektywa przespania tego całego pobytu była doskonała, ale jednocześnie Zil nie chciała, aż tak łatwo poddawać się ich woli, kto wie, ile by ją tam trzymali? Jej zaufanie do Anglików było dramatycznie niskie, spodziewała się po nich raczej najgorszego. Z resztą czego można się spodziewać po narodzie maniakalnych kolonizatorów podbijających kraj za krajem? Chyba jej dzisiejszy towarzysz był Anglikiem z dziada, pradziada?  
- Po prostu, do siebie. Nie lubię zostawiać domu bez opieki - wyjaśniła krótko, marszcząc nieco czoło, w momencie, gdy rozważała, czy oby na pewno dokładnie zamknęła wszystkie zamki, czy poprawnie rzuciła każdy z chroniących uroków. I tak nie miała pewności, czy ktoś nie spróbuje zakraść się do jej posiadłości, wynosząc kilka kosztownych skarbów. Być może jej chata wyglądała dość mizernie, a jednak, niektórzy wiedzieli, że kryła kosztowne przedmioty. Od skór, po biżuterię, na tajemniczych urządzeniach skończywszy. Z rozmyślenia wyrwał ją głos chłopaka i jego ponowne pytanie. Przez sekundę milczała, próbując zrozumieć o co ją pyta, dopiero po chwili dotarło do niej, że o polowania. Nie każdy zajmował się tym zawsze.
- No tak, kiedy tylko mogłam ojciec mi wytłumaczył co mam robić, tak zostało - nie potrafiła tak naprawdę określić ile miała wtedy lat. Pewnie niewiele. Oczywiście na początku łapała zwierzęta przy domu, bardziej pomagając po prostu rozstawiać pułapki. Z czasem to były wspólne wyprawy, a końcu samotne, długie polowania. Spojrzała na Rileya oczekując od niego odpowiedzi na ten sam temat, liczyła, że automatycznie zrozumie to bezsłowne pytanie.
Tak naprawdę była strasznie zaskoczona, że chłopak ją pyta o to czy jest z Rosji. To znaczy, jej się wydawało, że każdy głupi by Rosjanina rozpoznał, a język to już w ogóle. Była w tym stwierdzeniu tak zapatrzona, że uznała, iż ten ewentualnie myśli o innym rosyjskojęzycznym kraju, jak Kazachstan. Nie sądziła, że mógł równie dobrze strzelać, iż ta mówi po słowacku, czy ukraińsku!
- A taktak, z Turukhanska, to jest na Syberii - całe szczęście dodała rejon, pewna, że każdy wie, gdzie mniej więcej jest Turukhansk. Być może w Durmstrangu tak było, od pewnego czasu jednak tam nie przebywała. - Twoi przodkowie polowali na Indian, czy to tylko obecna potrzeba związana ze sklepem? - Zapytała zupełnie luźno, jakby mówiła o łapaniu królików. Jednocześnie podczas tych słów otworzyła pobliską szafeczkę, ściśle przystawioną do jej łóżka. Nie znalazła tam nic interesującego poza starą książką, zapewne poprzedniego pacjenta. Nie wyglądała zbyt zachęcająco - chyba, że kogoś kuszą książki z zakochaną parą w czerwonym sercu, na okładce.

______________________

Can't stay at home, can't stay at school. Old folks say, you a poor little fool. Down the street I'm the girl next door.
I'm the fox you've been waiting for
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 445
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 840
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Urazy Magizoologiczne   Czw Sty 04 2018, 21:20

Obserwowanie jej było dla mnie niezmiernie zajmującym zajęciem. Każde drgnienie mięśnia na jej twarzy określało dokładniej jej emocje, czego brakowało mi wówczas, gdy otwierała usta, aby coś powiedzieć. Żyłem z obserwacji i doskonalenia własnego… hmm kunsztu, toteż rozmowa z kimś takim jak ona mogła mi wiele dać, nawet jeżeli nikt poza mną nie dopatrywał się w takich zabiegach większego sensu. Ja go dostrzegałem i starannie analizowałem. Odnotowałem w pamięci każde, nawet najlżej rzucone słowo, chociaż moje wymęczone medykamentami ciało zaczynało się buntować. Powieki wciąż miałem ciężkie od snu. To doprawdy ironiczne, że wystarczyła chwila szoku, abym za moment mógł przejść do normalności z tym, iż Zilya o mnie wiedziała. Poznała go, a mimo tego nie drążyła tak, jak ja bym drążył w razie poznania takiego sekretu. Tyle, że ja... no cóż, sam dziwiłem się niekiedy, że jeszcze nikt nie zdecydował się potraktować mnie tak jak zasługiwałem - różdżką bądź pięścią. Nauka wychodząca ze starodawnego powściągania ciekawości mogłaby mi wyjść na dobre.
Milczałem, uparcie trawiąc jej słowa w nieprzerwanej ciszy, w duchu zastanawiając się jakby to było, gdyby i mnie ojciec wytłumaczył od maleńkości jak to powinno wyglądać. Przyuczyłby mnie do brutalności względem stworzeń, na które zazwyczaj polował. Wskazałby mi ścieżkę, którą powinienem podążać wtedy, gdy jeszcze skłonny byłem łatwiej poddać się jego woli. Nie żeby te dwa lub trzy lata temu okazało się to trudne. Zamieszanie było jednak na tyle zauważalne, aby stało się uwierającą drzazgą w oku dla kogoś w wieku nastoletnim. Tymczasem moje życie było poprowadzone kompletnie na opak. Nauczyłem się jednego, a potem zastąpiłem to czymś nowym, zupełnie mi obcym. Skończyło się to, jak wiemy, niezbyt dobrze, a jednak byłem tutaj. Byłem i właśnie na nowo unosiłem na nią zamyślone spojrzenie. Nie odpowiedziałem na jej niewypowiedziane pytanie, chociaż skrzyżowałem z nią spojrzenie. Och, doskonale musiała pojąć sens mojego milczenia i chociaż chciałem w nim trwać, nagle spomiędzy moich rozchylonych nieznacznie warg wydostały się dwa proste słowa, sugerujące kompletne poplątanie: - To skomplikowane. - Słowa niewyrażające niczego konkretnego. Czyż efekt nie byłby taki sam, gdybym po prostu zdecydował się na milczenie? Nie wiem, prawdopodobnie. Tyle, że w tej sytuacji mogłem przyłapać się na tym, że naprawdę mam ochotę to z siebie wyrzucić. Całe to zwątpienie i gorycz wypalającą mi serce od roku z hakiem. Nie byłem jednak do końca przekonany czy Zilya ma serce po właściwej stronie, a w innym wypadku, nie byłbym skłonny rzec jej nawet jednego słowa odsłaniającego przed nią moją duszę. Byłem zbyt ostrożny, aby jej zaufać nawet teraz.
Ach, ta angielska zaściankowość! Kiwnąłem krótko głową, przyjmując jej słowa do wiadomości, ale nie chcąc ich komentować. Prawdę mówiąc, bez żadnej wskazówki nie miałem zielonego pojęcia gdzie jest ta Turukhanska. Ogarnęła mnie przedziwna chęć do przewertowania map w poszukiwaniu tej miejscowości, ale od utonięcia w tych rozważaniach powstrzymały mnie jej słowa. Lekki ton jej głosu podsycił we mnie rozbawienie. - To raczej moje prywatne upodobania. Moje i ojca. - Wydusiłem z siebie ochłapy wyjaśnień, pewien że jeszcze jedno pytanie, a zaleje nas falą wyjaśnień. Aby odsunąć ten moment w czasie, uniosłem na nią zbłąkane spojrzenie niebieskich oczu. - Dziękuję - zacząłem, czując na sercu ciężar tych podziękowań. Ciężko dziękowało się rywalowi, nawet mnie, ale byłbym niewdzięczny, gdybym nie wypowiedział tych słów. Szczerych słów. - Za Twoją pomoc i… za tamtą chwilę. To było takie… - i urwałem, najwyraźniej szukając odpowiednich słów, aby podsumować jakoś ten podniecający pościg. Wreszcie zdecydowałem się na jedno z określeń. -…intensywne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29822
  Liczba postów : 45946
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Urazy Magizoologiczne   Pon Mar 19 2018, 19:20

To był naprawdę ciężki czas dla całej rodziny Shercliffów - Darren, ojciec @Alexis Shercliffe i @"Blaise Shercliffe" i mąż Mariny na skutek ataku przewożonego do rezerwatu Nundu został ciężko ranny, a jego stan z każdym dniem się pogarszał. Mężczyzna nie poznawał nawet swojej żony, a w bolesnych drgawkach bezustannie wykrzykiwał imię córki. Lekarze próbowali wszystkich środków, ale pozostawały one bezskuteczne, Marina ściągnęła nawet zagranicznego magomedyka specjalizującego się w dziedzinie ataków Nundu, niestety nawet on nie mógł nic na to poradzić. Wszystko wskazywało na to, że Darren odchodził, ale jego ukochana żona wciąż miała nadzieję na ratunek, więc ściągnęła z Hogwartu swoje dzieci - szczególnie obecność Alexis miała pomóc Darrenowi w odzyskaniu choć odrobiny świadomości.

Rozgrywkę rozpoczynacie na korytarzu przed salą szpitalną - czekacie na możliwość wejścia do ojca. Matka rozmawia z lekarzem, a Wy jesteście pozostawieni sami sobie, do momentu pojawienia się następnego posta Mistrza Gry.


W razie wątpliwości kontaktujcie się z @Vivien O. I. Dear.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 123
  Liczba postów : 70
http://www.czarodzieje.org/t15779-alexis-shercliffe
http://www.czarodzieje.org/t15782-relacje-alexis-shercliffe
http://www.czarodzieje.org/t15781-poczta-alexis
http://www.czarodzieje.org/t15778-alexis-shercliffe




Gracz






PisanieTemat: Re: Urazy Magizoologiczne   Czw Mar 22 2018, 21:46

Mogło się wydawać, że nie widzi jego bólu. Tego, że brat cierpiał w ciszy, ale ona wiedziała, obserwowała i przede wszystkim czuła. Skrytość Blase tylko skłaniała ją i utwierdzała w przekonaniu, że musi o niego dbać. Złapała go mocno za dłoń, kiedy pojawili się na oddziale Urazów Magizoologicznych. Jej serce przyspieszyło z denerwowania, łomotało jak nigdy. Nie mogła sobie przypomnieć czy kiedykolwiek tak potrafiło bić szybko. Nie miała zamiaru puścić brata, mocniej ścisnęła go za dłoń, chcąc dodać mu otuchy (tak sobie mówiła), ale bardziej to ona wyglądała na taką, która potrzebowałaby wsparcia. Jej emocje zawsze się uzewnętrzniały. Nie potrafiła ich okiełznać, co powodowało, że w wieku, jakim jest dojrzewanie, stawała się bardziej niestabilna emocjonalnie, niż można by przypuszczać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 81
Dodatkowo : wężoustość
  Liczba postów : 78
http://www.czarodzieje.org/t15817-blase-shercliffe
http://www.czarodzieje.org/t15822-poczta-blase-a#426611
http://www.czarodzieje.org/t15818-blase-shercliffe#426485




Gracz






PisanieTemat: Re: Urazy Magizoologiczne   Czw Mar 22 2018, 22:01

Nie cierpiał. Nie w tym momencie... W tym momencie czuł wielką pustkę. Nie wiedział nawet co powinien czuć. Ojciec jeszcze nie umarł, jeszcze go nie zabrakło. A jak będzie w momencie, w którym go już nie będzie? Nie będzie już osoby, która wiecznie nad nimi stoi i wytyka mu wszystkie błędy. Darren był jedyną osobą, która wywoływała szczere emocje w chłopaku. Nie był z nich dumny, w końcu to żaden powód do dumy. Szczególnie, że były to te... Mroczniejsze emocje. Pochodzące gdzieś z miejsca, do którego nawet nie chciał zaglądać. Co się więc stanie w momencie, w którym ujście tego wszystkiego nagle zniknie?
Przywitał się z matką, która przygarnęła dwójkę rodzeństwa do siebie. Była niższa od Blase, dlatego musiała stanąć lekko na palcach. Objął matkę, nie wypuszczając z uścisku dłoni siostry. Widział po spojrzeniu kobiety, że nie miała pojęcia o tym, że ojciec poprosił go o pomoc przy pracy z nundu. Dobrze. Przyjdzie czas, odpowiedni czas, w którym wyjawi jej tych kilka faktów.
Wraz z Lexi podszedł do drzwi, za którymi leżał ojciec. Nawet nie mogli spojrzeć, co się za nimi działo. Przyjrzał się siostrze. Emocjom i zmianom, które zachodziły na jej jeszcze bledszej twarzy. Czy powinien pozwolić jej wejść tam samej? Czy ona sama odważy się przekroczyć próg w pojedynkę? Jeszcze mocniej ścisnął jej dłoń, jednak na tyle delikatnie aby poczuła jego dotyk. Musiała wiedzieć, że będzie tutaj. Tak długo jak będzie go potrzebowała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29822
  Liczba postów : 45946
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Urazy Magizoologiczne   Wto Kwi 03 2018, 21:20

Po dlugim oczekiwaniu do dwójki młodych Shercliffów podszedł uzdrowiciel. Rozmowa z nimi była w jego mniemaniu bardzo dużym wyzwaniem - ich ojciec wprawdzie w ostatniej godzinie odzyskał świadomość, jednakże równie dobrze mogło to zwiastować zbliżanie się do śmierci, a nie poprawę sytuacji. Uzdrowiciel stanął przed dylematem - dać rodzinie nadzieję czy ją podkopać. Po rozmowie z żoną pacjenta w końcu zdecydował się na najbardziej pośrednią opcje.
- Blase, Alexis - zwrócił się do nich po imieniu, biorąc pod uwagę jak ciężka jest ich sytuacja - Chwilowo wasz tata czuje się lepiej. Nie mogę nic obiecać, ale jeśli macie ochotę możecie z nim chwilę porozmawiać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Urazy Magizoologiczne   

Powrót do góry Go down
 

Urazy Magizoologiczne

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
szpital sw.munga
-