Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Ratusz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Wiek : 37
Skąd : Eastleigh / Hereford / Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 5566
Dodatkowo : zaklęcia bezróżdżkowe, opiekun Gryffindoru
  Liczba postów : 1475
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5994-archibald-jeremiah-blythe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5997-archowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5998-archibaldowa-poczta#170933
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7372-archibald-blythe#207289




Gracz






PisanieTemat: Ratusz   Sob Wrz 19 2015, 15:08

First topic message reminder :


Ratusz

Ratusz w Dolinie Godryka umiejscowiony jest za pomnikiem wojennym (pomnikiem Potterów) i wyróżnia się na tle innych budynków jedynie wysokością. Wieża z zegarem nieznacznie góruje nad wioską i to właśnie z niej rozciąga się najlepszy widok na Dolinę. Poza dachami domów i sklepów można dostrzec także okolice - park, most i rzekę, łąki oraz pastwiska, a nawet odległy, zniszczony młyn, który lata świetności ma już dawno za sobą. W ratuszu podejmowane są najważniejsze decyzje dotyczące wioski.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 29
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 306
  Liczba postów : 134




Gracz






PisanieTemat: Re: Ratusz   Sro Gru 21 2016, 13:10

Gdzie był Rene? Co się z nim działo? Dlaczego uznał, że osiedlenie się w Dolinie Godryka na stałe jest dobrym pomysłem? Tyle pytań, a tak mało odpowiedzi. Tęsknota za starymi przyjaciółmi czy próba normalnego życia? Od czasu, kiedy rzucił kurs na nauczyciela, blondyn kręcił się po różnych pubach w Londynie, co jakiś czas uczestnicząc w nieciekawych bijatykach i potyczkach na zaklęcia. Myślicie, że to wszystko? A co, jeśli wam powiem, że Rene podróżował po świecie i doskonalił się w tajnikach zielarstwa? Cóż, tak było! Larsson przez większość czasu był w podróży i żył z nadzieją, że gdzieś osiedli się na stałe. Owszem, były momenty, gdzie blondyn chciał zostać na dłuższy czas, lecz miał wrażenie, że ciągle goni go czas i nie zdąży zobaczyć tego, co chce oraz nie dowie się o wielu rzeczach. Jednak coś się zmieniło, kiedy postanowił zajrzeć do magicznego miasteczka. W Dolinie Godryka odwiedził wielu starych znajomych ze szkoły, nauczycieli, czasem rozpoznawał na ulicy znane twarze z pubów, gdzie wszczynali bójki razem z Larssonem. To wszystko spowodowało, że Rene zapragnął się zatrzymać, zaprzestać gonitwy z czasem. Po prostu - zacząć nowy rozdział w swoim życiu. Jasne, podróże zawsze będą jego pasą, ale żeby zacząć coś nowego, trzeba pewne rzeczy za sobą zostawić. I tak też zrobił Rene. Zagadał do jednego ze swoich kumpli czy może na jakiś czas pomieszkać u niego, zaś ten ogarnie sobie jakąś pracę i uzbiera pieniądze na wynajem.
W Dolinie był już od dobrych dwóch tygodni. Znalazł sobie całkiem niezłą robotę, bo w sklepie zielarskim. U kolegi nadal mieszka, ale ma nadzieje, że za jakiś czas to się zmieni. A tak poza tym, to pod Ratuszem coś się działo, a Renio takich rzeczy nie umie przegapić. Od razu po pracy poleciał pod Ratusz, a tam grupa czarodziejów uczyła się jakiegoś zaklęcia. Nieco bliżej podszedł do tłumu, zaś tam zauważył pewnego czarodzieja, który zachęcał do nauczenia się pewnego zaklęcia. Podszedł bliżej do prezentującego zaklęcia, po czym sam wyjął różdżkę i rzucił zaklęcie fire flash tak jak mężczyzna rozkazał, zaś przed jego oczami pojawiły się ogniste języki. Nie chcąc nikogo poparzyć, Larsson głównie skupiał się na ludziach kompletnie zapominając, że nieopodal niego był dorodny okaz Mimbulus Mimbletoniny. Pech chciał, że przypadkiem wcelował w ten okaz powodując ohydny i nieprzyjemny zapach oraz ubrudzenie ubrania. No, pokaz ognistych zaklęć bardzo dobrze się zapowiadał, do tego stopnia, że teraz nasz biedny Renio jest wyczuwalny na drugim końcu świata. Odsunął się na bok od tłumu próbując przypomnieć sobie zaklęcie, które sprawi, że jego ubrania będą chociaż czyste, ale na próżno.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Nowy Orlean
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1080
Dodatkowo : pół wila
  Liczba postów : 226
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13173-electra-clover-o-keeffe#352451/
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13180-zechcesz-zostac-moim-podnozkiem
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13181-listy-electry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13182-electra-c-o-keeffe




Gracz






PisanieTemat: Re: Ratusz   Sro Gru 21 2016, 18:53

Electra uwielbiała Dolinę Godryka, nawet jeśli nie była jej stałą mieszkanką. Uważała to miejsce za nieprawdopodobnie klimatyczne, szczególnie w porze zimowej, kiedy wszystko było tak urzekająco ozdobione. Tym większe było jej niezadowolenie, kiedy dotarła do Doliny Godryka i zauważyła, że była lekko spóźniona na pierwszy pokaz. Ona naprawdę nie lubiła nie być na czas. Wymruczała kilka niepochlebnych słów o swojej punktualności pod nosem i zaczęła przeciskać się malutkimi kroczami bliżej sceny, żeby lepiej widzieć.
Nie znała wcześniej zaklęcia, którego efektem był tak piękny płomień, więc z tym większym zapałem chciała się za nie zabrać. Wyciągnęła różdżkę i naśladując gesty oraz wymowę, spróbowała wydobyć ze swojej różdżki ogniste cudo... Niestety, nieskutecznie.
Może była to karma za to spóźnienie? A może po prostu Electra chciała tego zbyt mocno i złośliwość losu nie mogła dopuścić do tego, by jej życzenie się spełniło... Kiedy chciała spróbować jeszcze raz, do jej nosa doszedł nieszczególnie ładny zapach. Skrzywiła się i odszukała źródło tej zmiany warunków, którym był jakiś nieznany jej mężczyzna. (@Réne Larsson)
- Potrzebujesz pomocy? - zagadnęła go, również wychodząc z tłumu, skoro i tak kompletnie nie radziła sobie z zaklęciem. Mogła potrenować jeszcze za chwilę, a wypadek mężczyzny wydawał się być dobrym pretekstem do zawarcia nowej znajomości. Zamierzała nawet poczekać na odpowiedź, ale im bliżej była, tym gorszy był zapach. - Oj. - Zatknęła nos i wyciągnęła szybko różdżkę. -Chłoszczyść.
Jeśli chodziło o zabrudzenia, to zaklęcie było niezastąpione. Może i istniały jakieś inne z przeznaczeniem do konkretnych materiałów czy coś takiego... Ale cóż, nie było niespodzianką, że się na tym nie znała. Poza tym, nie chciała bardziej ingerować w nieznajomego, który na pewno dąłby sobie radę i bez niej.

1 😢
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 38
Skąd : Irlandia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 567
  Liczba postów : 209
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13194-nolan-torin-keane?nid=1#352819
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13197-nolan-torin-keane#352823
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13199-poczta-nolana#352826
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13200-nolan-torin-keane#352827




Gracz






PisanieTemat: Re: Ratusz   Czw Gru 22 2016, 00:48

Właśnie czarował, kiedy odezwał się do niego aksamitny, kobiecy głos. Zadrżał nieco, a kark przebiegł dreszcz. Dawno miał okazję na kontakty towarzyskie, zwłaszcza z kobietami. Zawalony pracą papierkową, biurową decydowanie i sprawach magicznego państwa, podpisywanie dekretów oraz konferencje. Większość cieszyłaby się z takiego życia, ale nie on, on podjął ją tylko dlatego by odbudować dawną chwałę rodziny.
- Dzień dobry- opuścił różdżkę i schował w kieszeni płaszcza podchodząc bliżej, podnosząc dłoń ku górze, by dać dziewczynie znak, że jest zupełnie sam. Nawet nikt z rodziny nie zechciał mu towarzyszyć w tym popołudniu.
- Postanowiłem odetchnąć świeżym powietrzem, a skoro można się czegoś ciekawego dowiedzieć, to nie zawadzi nawet ministrowi - zrobił krótką pauzę. - Poza tym to zawsze ciekawa alternatywa dla siedzenia w domu, nie sądzisz? - zapytał się delikatnie uśmiechając. Na widok papierosów, jakie dziewczyna dzierżyła między palcami jego głód nikotynowy się odezwał. Wyjął z kieszeni papierośnicę, otworzył i postanowił poczęstować. Nic z tego, że sama paliła już jednego papierosa. Lordki, co za śmieszna nazwa dla papierosów.
- Jestem Nolan Keane, ale to pewnie o mnie wiesz, a jak tobie na imię? - niezręczna sytuacja. Zna ciebie każdy, wie jak masz na imię, wtedy przedstawianie się wydaje się takie bezużyteczne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29335
  Liczba postów : 40152
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Ratusz   Czw Gru 22 2016, 21:25



Ucieczka przed ognistymi zwierzętami



Śnieg, śpiewy, światełka, buchające magiczne ogniska. Organizatorzy ogniska z pewnością bardzo postarali się z pierwszą imprezą w Dolinie Godryka. Ale czy przypadkiem nie za bardzo? Ktoś niestety nie przypilnował ognisk. Kiedy wszyscy bawili się przy scenie, magia żyła swoim życiem. Pierwszą oznaką chaosu był wybuch kilku ławek, stojących w oddali, spowodowany jajami popiołka. Nagły krzyk, a już po chwili z ognisk zaczęły wychodzić salamandry, które zaczęły podpalać wszystko wokół. Alarm został podniesiony, a ewakuacja natychmiastowa. Jednak każdy z nas ma wybór! Ty również! Możesz zapomnieć o innych i uciekać w popłochu, albo próbować pomóc w ugaszeniu pożaru! Ludzie w popłochu teleportują się byle gdzie, albo Magiczne Służby Specjalne odsyłają osoby do bezpiecznych miejsc.

W temacie z rzucania kostką musisz napisać, czy ratujesz się ucieczką, czy chcesz walczyć z ogniem. Po wykonaniu akcji z kostki spójrz do jakiej lokacji trafiasz. Mogło Cię tam niechcący wywiać, przez średnie umiejętności w teleportacji, bądź pomyłkę, albo jakiś urzędnik mógł Cię tam wysłać. Tematy do których jesteś przenoszony również są kostki, więc tam po raz kolejny musisz rzucić kostką i sprawdzić co tym razem się stało.

Jeśli już wszystko wybrałeś rzuć, sprawdź jak Ci poszło!  


1 – Płonąca salamandra staje Ci na drodze. Widzisz jaka jest wyrośnięta? Dolina Godryka dziwnie wpływa na magiczne zwierzęta. Patrzy w Twoje oczy i dobrze wiesz, ona planuje Cię podpalić! Jesteś gotowy na ten pojedynek? Unosisz różdżkę i strzelasz w nią zaklęciami. Tylko czy wiesz wystarczająco dużo, by ją pokonać? Czy jesteś nastawiony na ucieczkę? Jeśli walczysz i masz w kuferku co najmniej 10 punktów z OPCM oraz 10 punktów z ONMS, wtedy możesz uznać, że udało Ci się rzucić nieparzystą. Jeśli uciekasz, po prostu rzuć kostką i sprawdź jak Ci poszło!

Jeśli z nią walczysz:

Parzyta – Salamandra umknęła przed Twoim zaklęciem i rzuca się na Ciebie dziko! Twoja różdżka wypada Ci z ręki i wygląda na to, że jesteś zdany na jej łaskę! Jeśli nikt nie uratuje Cię przed nią w tym temacie, trafisz po festynie do św. Munga i musisz napisać tam posta na temat Twoich poważnych poparzeń. Jednak, jeśli ktoś w porę zdejmie z Ciebie stwora, możesz ewakuować się stąd samodzielnie, z lekkimi poparzeniami na ręce.
Nieparzysta – Raz dwa, salamandra znika, ucieka, czy jakkolwiek udało Ci się ją pokonać. Wiesz, że krew salamandry ma właściwości lecznicze oraz wzmacniające. Możesz wziąć trochę i rozejrzeć się za ewentualnymi rannymi! Dodatkowo zgłoś się w odpowiednim temacie po jeden punkt z ONMS!

Jeśli chcesz tylko uciec:
Nieparzysta – Niczym prawdziwy agent z mugolskiego filmu akcji umykasz przed strumieniem ognia, który posyła w Twoją stronę salamandra. Upadasz na ziemię, po czym bardziej lub mniej celowo turlasz się po ziemi, dzięki temu lądując daleko od salamandry. Na dodatek upadasz na portfel! Możesz oddać go osobie która go zgubiła (będzie to osoba, która napisze post po Tobie), bądź wziąć z niego 20 galeonów i zostawić nieprzydatne dokumenty na ziemi. Jeśli wybrałeś drugą opcję koniecznie zgłoś się o przydzielenie pieniędzy.

Parzysta – Niestety Twój unik nie jest najlepszy. Biegniesz na oślep, ale Salamandrze udało się dosięgnąć Ciebie ognistą łapą. Teraz Twoja wybrana część ciała będzie mocno poparzona przez magiczną magię. Przez następne dwa wątki musisz wspomnieć o terapii w Mungu.

2 – Uciekasz w popłochu, albo biegasz jak szalony z podniesioną różdżką, gasząc pożary. Którąkolwiek opcję wybrałeś póki co idzie Ci wyśmienicie. Jednak niektóre sprawy są niezależne od nas. Salionix występuje zimą na całym świecie, więc oczywiście również w Dolinie Godryka, może otarłeś się niechcący o ten biały mech, a może celowo go dotknąłeś. W każdym razie pomimo panującego pożaru, ty czujesz się okropnie wyziębiony, szczególnie jeśli chodzi o ręce i stopy. Jeszcze nie wiesz, że powoli ogarnia Cię Glactalicticus. Nie czujesz się na siłach pomagać, nawet jeśli bardzo chciałeś. Uciekasz z miejsca wydarzeń, a choroba powoli rozwija się w Twoim organizmie
Opis choroby:
 
3 - Jeśli jeszcze nie wiesz co dokładnie doprowadziło do pożaru, teraz zdajesz sobie z tego w pełni sprawę. Patrzysz na dziwny proch pod Twoimi nogami. Popiełki musiały już jakiś czas temu złożyć swoje jaja, skoro już zdążyły się rozpaść, a przecież żyją tylko godzinę. Tylko wobec tego gdzie są ich niebezpieczne jaja?
Nie musisz długo czekać na odpowiedź, bo obok Ciebie nagle wybucha rozpalona do granic możliwości skrzynka. Poparzony w kilku miejscach upadasz na ziemię. Niezależnie od tego czy chciałeś pomagać czy uciekać, teraz do niczego się nie nadajesz. Jeśli ktoś z krwią salamandry przyjdzie Ci na pomoc, możesz od razu opuścić ten temat. Jeśli nie, musisz napisać co najmniej trzy posty w tym temacie, zanim uda Ci się uciec.  

4 -  Jeśli wybrałeś walkę, spokojnie przechodzisz do swojego tematu, na dodatek możesz pomóc jednej, jakiejkolwiek potrzebującej osobie. Jeśli jednak postanowiłeś uciec, musisz zmierzyć się z konsekwencjami.
Chyba za późno postanowiłeś się teleportować, albo za wolno biegniesz. W każdym razie ktoś niechcący rzucił w Ciebie zaklęciem. Rzuć kostką po raz kolejny, jeśli wylosujesz kostkę parzystą, zachowujesz się tak jakby to w Ciebie owe zaklęcie trafiło, jeśli nieparzystą, niestety odrzut zaklęcia był tak silny, że uderzasz się w głowę i tracisz przytomność. Jeśli nikt nie zaniesie Cię do Twojego tematu, trafisz do munga i musisz napisać tam co najmniej trzy posty.

5 - Jeśli wybrałeś ucieczkę, spokojnie przechodzisz do swojego tematu, na dodatek możesz pomóc jednej, jakiejkolwiek potrzebującej osobie. Jeśli jednak postanowiłeś walczyć, musisz zmierzyć się z konsekwencjami.
Niestety, jedno z Twoich zaklęć uderzyło Cię rykoszetem. Możesz sam wybrać, jakie to było zaklęcie. Rzuć kostką po raz kolejny, jeśli wylosujesz kostkę parzystą, zachowujesz się tak jakby to w Ciebie owe zaklęcie trafiło, jeśli nieparzystą, niestety odrzut zaklęcia był tak silny, że uderzasz się w głowę i tracisz przytomność. Jeśli nikt nie zaniesie Cię do Twojego tematu, trafisz do munga i musisz napisać tam co najmniej trzy posty.

6 – Czy to ptak? Czy to smok? Czy to latająca jaszczurka? Jesteś jedną z nielicznych osób, które widzą na niebie coś niepokojącego. Obstawiłbyś pewnie smoka, ale wydaje się być na niego za mały. Może jest jakiś niewyrośnięty? Jednak jak na dziecko smoczka jest niesamowicie silny, bo chociaż jest daleko udaje mu się podpalić scenę, która stała na środku i zniknąć w ogólnym zamieszaniu. Chcesz ją dogonić, czy jednak wolisz uciec Stąd jak najszybciej?  

Jeśli chcesz ją dogonić:
4, 6 - Widziałeś dokładnie tego stwora. Nie miał przednich łap, ogon z trującym żądłem. Wygląda na to, że nowy potwór zamieszkał sobie w Dolinie Godryka, a ty jesteś jednym z nielicznych, którzy o tym wiedzą. W nagrodę zgłoś się w odpowiednim temacie po dodatkowe dwa punkty z dowolnej dziedziny.
1, 2, 3, 5 – Nic nie wiesz, nic nie widziałeś, na dodatek zrobiłeś sobie coś w nogę i zamiast pomagać, musisz uciekać.  

Jeśli wolisz stąd uciec:
1, 3 - Może nie chciałeś jej spotykać, ale i tak na nią wpadasz. Wielki potwór bez przednich łap machnął na Ciebie trującym ogonem, zwalając Cię z nóg i odlatuje w nieznane. Nie wiadomo czy ktoś widział tego stwora przez ostatnie dwieście lat. Skoro Ty go ujrzałeś idź zgłoś się w odpowiednim temacie po dodatkowe dwa punkty z dowolnej dziedziny.
2, 4, 5, 6 – Uciekłeś bez żadnych problemów, jednak szkoda, że za nią nie pobiegłeś, bo za klika dni może przyjść do Ciebie ciekawski dziennikarz wypytując Cię o stwora. Ciekawe co mu będziesz mógł powiedzieć, skoro praktycznie nic nie widziałeś? (Jeśli wystąpi taka sytuacja, będziesz musiał opisać kreaturę zupełnie inaczej niż wyglądała w rzeczywistości.)

Miejsca teleportacji:

@Morwen Blodeuwedd, @Artur S. Shercliffe i @Nessie Shercliffe do Starego młynu.
@Archibald Blythe, @Josephine Leblanc i  @Nolan Torin Keane do Polany przy cmentarzu.
@Electra C. O'Keeffe@Réne Larsson@Charles Davenport i @Dixie Figueroe na Moczary.
@Pixie Alkyone Cheshire, @Kostja Dementiew i @Lottie Fittleworth do Zrujnowanej kapliczki

   


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 26
Skąd : Marsylia, Francja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 131
  Liczba postów : 107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13629-josephine-leblanc
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13636-jose-zaprasza#362908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13635-sowka-josephine-leblanc#362907
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13634-josephine-leblanc#362906




Gracz






PisanieTemat: Re: Ratusz   Sob Gru 24 2016, 00:47

Kiedy skończyła palić, wsunęła obie dłonie do kieszeni płaszcza spoglądając na Nolana. Minister bez ochrony? Ciekawe. Nie bał się, że rzucą mu się na szyję zakochane w jego urodzie fanki albo ludzie, którym nie podobają się jego rządy?
- Ciekawszą alternatywą jest spopielanie akromantuli? - Josephine spojrzała nań, dziwiąc się wyraźnie. Co prawda nie widziała tego na własne oczy, ale słyszała kilka oburzonych głosów, więc zakładała, że nie było to wymyślone. Sama była przeciwko krzywdzeniu jakichkolwiek zwierząt i w ogóle cały ten pokaz jej się nie podobał. Kto normalny pozwalał bawić się ognistymi zaklęciami wśród ludzi... nim zdążyła się przedstawić i skrytykować ponownie całą tę ideę zaczęło się zamieszanie. Nie wiedziała za bardzo co się dzieje wokół nich. Ludzie uciekali w popłochu, krzyczeli, coś się waliło, paliło...
- Que se pas... - urywając w połowie słowa upadła na ziemię. Nie rozumiała, ale parzyła ją skóra. I to tak okropnie, że bała się dotykać ręki i w zasadzie nie tylko. Już raz czuła coś podobnego. Na lekcji eliksirów, kiedy jedna ze źle uwarzonych substancji wylała się na jej rękę zostawiając po sobie piękną bliznę... nie miała nic przeciwko kolejnym, o ile nie znajdowały się na twarzy. Na szczęście, po szybkich oględzinach buzi doszła do wniosku, że twarz chyba ma całą. Chcąc poruszyć się, nie była w stanie zrobić nic, poza przeczołganiem się kilku metrów. Ale jakże męczącym... nie była w stanie pomóc ani sobie, ani nikomu innemu. A rany, no cóż, bolały jakby sam diabeł wrzucił ją do kotła, jednak ona była na tyle dziwna, że lubiła ból.

3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Mieszkaniec Doliny
Wiek : 34
Skąd : Cardiff, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 449
  Liczba postów : 89
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13430-morwen-blodeuwedd#358001
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13711-naczelna-proroka-zaprasza#364094
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13432-morwen-blodeuwedd#358028
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13433-morwen-blodeuwedd#358031




Gracz






PisanieTemat: Re: Ratusz   Sob Gru 24 2016, 01:00

Pożar? Jaki pożar? Gdyby nie to, że jeszcze nie ogłuchła i nie utraciła wzroku to nie wiedziałaby, że coś się pali. Było jej okropnie zimno, bez powodu. Co prawda czuła się kiepsko już w drodze pod ratusz, ale zbagatelizowała to. Żadna nowość. W całym tym zamieszaniu puściła rękę Nessiego a tłum przepchał ją w ogóle w inną stronę, jak marionetkę. Tam potem ktoś teleportował ją do starego młyna. Nie miała zamiaru nikomu pomagać. Czuła się potwornie źle.

2
zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 38
Skąd : Irlandia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 567
  Liczba postów : 209
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13194-nolan-torin-keane?nid=1#352819
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13197-nolan-torin-keane#352823
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13199-poczta-nolana#352826
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13200-nolan-torin-keane#352827




Gracz






PisanieTemat: Re: Ratusz   Sob Gru 24 2016, 22:53

Minister nie spuścił na nią ani chwilę wzroku, palił w spokoju papierosa, a gdy miał już zamiar odpowiedzieć cokolwiek sensownego, jego uszy zostały zaatakowane krzykiem i wrzaskiem ludzi. Upuścił papierosa pospiesznie dobywając różdżki.
- Tierra mundo! - ryknął niczym lew, uderzył różdżką w bruk obok nich, a asfalt rozstąpił się natychmiast, a ku niebu pomknęła płyta skały. Chciał jak najszybciej osłonić młodą dziewczynę, która stała obok. Fala ognia jednak dotknęła go, jego płaszcz zapalił się.
-Aquamare - wyjęczał ostatkiem sił próbując nabrać wody z pobliskiej fontanny. Wyskoczyła zza zamarzniętej tafli, rozlała się po okolicy obmywając i jego i Jose. Upadł na ziemię, w uszach zaczynało mu świszczeć. Przed chwilą czuł ból, teraz prawie nic nie czuł, nawet tego, że stopiona kurtka wlepiła się w skórę. Że jego prawe ramie cuchnie spalonym mięsem. Oddychał ciężko.
-Asinta mulaf- to było niemal ostatnie zaklęcie zanim stracił niemal zupełnie przytomność. Świat skrzył się miliardem jaskrawych barw, stawał się niewyraźny i głuchy.

3


Ostatnio zmieniony przez Nolan Torin Keane dnia Nie Gru 25 2016, 00:45, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 26
Skąd : Marsylia, Francja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 131
  Liczba postów : 107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13629-josephine-leblanc
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13636-jose-zaprasza#362908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13635-sowka-josephine-leblanc#362907
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13634-josephine-leblanc#362906




Gracz






PisanieTemat: Re: Ratusz   Nie Gru 25 2016, 00:21

W zasadzie była na granicy kontaktu ze światem, więc było jej wszystko jedno co się dzieje. Wiedziała tylko, że leży, że jest oparzona, jednak kiedy poczuła na sobie wodę, odwróciła nieco głowę w bok, spoglądając na Nolana. No tak, stali obok siebie, więc zdziwiłaby się, gdyby i on nie oberwał przeklętymi popiełkami. Uniosła powoli dłoń wycierając nią twarz. Najbardziej w całej tej sytuacji frustrowało ją to, że była pieprzoną pielęgniarką, dobrze rokującą a teraz była całkowicie niepotrzebna. A do tego ktoś będzie musiał ją uleczyć. Cudownie.
W końcu odzyskała trochę siły. Przekręcając się ledwo ledwo na brzuch, spróbowała unieść się na łokciach by uklęknąć. Wyszło jej to dość pokracznie. Potem zaczęła szukać różdżki, której... nie było. Poczuła się tak, jakby ktoś pozbawił ją ręki. Zamiast ucieczki wybrała poszukiwanie drewnianego patyka, który musiał być tu w pobliżu. Zaczęła czołgać się po ziemi za swoją zgubą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 38
Skąd : Irlandia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 567
  Liczba postów : 209
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13194-nolan-torin-keane?nid=1#352819
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13197-nolan-torin-keane#352823
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13199-poczta-nolana#352826
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13200-nolan-torin-keane#352827




Gracz






PisanieTemat: Re: Ratusz   Nie Gru 25 2016, 00:33

życie było cały czas udręką, bólem i samotnością, lecz w obliczu prawdziwego bólu, fizycznego wszystko zaczynało blednąć wraz z niknącym w mrokach światem. Kaszlną krwią na ciemny asfalt, próbował się dźwignąć z niego, lecz ból, narastający, łamiący, ostry ból uniemożliwiał. Uniemożliwiał myślenie, świat stawał się nijaki. Coś świsnęło koło skalnej płyty zielonym, jaskrawym blaskiem.
- Panie Keane, Panie Keane! - rozległ się chrapliwy głos. Poczuł na twarzy, chude, zimne palce. Czy to była śmierć? Otworzył niechętnie oczy. Pierwsze co zauważył, to długi haczykowaty nos, podartą poszewkę, która była ubraniem i ogromne, piwne oczy. Oczy, które patrzyły z przerażeniem.
- Ogryzek, zabierz ją stąd - wycedził w bólu Nolan. - Zabierz i wróć do mnie - przyłożył zdrową dłoń do klatki piersiowej. - Najpierw ją- zacisnął na powrót powieki. Stwór nie zawahał się nawet przez chwilę, taka bowiem była wola jego Pana. Rozdarta poszewka od poduszki podbiegła do dziewczyny, chwyciła ją. Huknęło, zielonkawe światło znowu zamajaczyło i zniknęli.

Skrzat teleportuje Jose
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 26
Skąd : Marsylia, Francja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 131
  Liczba postów : 107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13629-josephine-leblanc
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13636-jose-zaprasza#362908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13635-sowka-josephine-leblanc#362907
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13634-josephine-leblanc#362906




Gracz






PisanieTemat: Re: Ratusz   Nie Gru 25 2016, 00:39

Różdżka, różdżka... z coraz większą determinacją zaczęła czołgać się po błocie. Wyglądała jak skończona sierota, co oczywiście uniżało jej czystej krwi, ale to teraz się nie liczyło. Potrzebowała odnaleźć patyk, bez którego nie potrafiła za bardzo funkcjonować. Powoli zaczęła tracić nadzieję, kiedy jednak dostrzegła go nieopodal siebie. Pokonała kilka metrów, skutecznie zdzierając sobie skórę na kolanach i dłoniach. Przechwyciła różdżkę kilka sekund przed teleportacją.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 34
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 601
  Liczba postów : 109
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13706-dionysius-jayden-shercliffe#364033
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13715-bajorko#364106
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13714-eissen-iv-waleczna#364104
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13712-dionysius-jayden-shercliffe#364097




Gracz






PisanieTemat: Re: Ratusz   Nie Gru 25 2016, 00:42

Zdziwił się dosyć mocno uwagą Morwen, bo mimo swoich odmów, wciąż utrzymywał je w żartobliwej sferze, dlatego spojrzał na nią zaskoczony, nie do końca rozumiejąc, w jaki sposób się spina. Żadnego wścieku nie było, tylko tak samo luźno złożona uwaga, informująca o tym, że randki to nie jego działka.
- Przecież się tego nie boję - rzucił ze szczerym zdziwieniem i uśmieszkiem, zanim zaklęcie zmusiło ich do śnieżnej kąpieli. Uniósł rozłożone ręce w ramach kapitulacji.
- Orgie brzmią o wiele lepiej niż randki - uznał prawie tajemniczo, uśmiechając się mimowolnie. - Chociaż te z Ministerstwa muszą być dopiero sztywne, no patrz, w sam raz dla mnie!
- To nic nie daaa - zanucił nerwowo na oburzenie Morwen, bo wiedział doskonale, że nikt się tym absolutnie nie przejmie. Przerabiał podobne rzeczy.
- Nie jest stąd, nie zrobi mu nagłówek z Proroka - skomentował tylko, ale dał się ciągnąć na poprawę humoru, chociaż nie mogli się tym zajmować zbyt długo, bo ogień skutecznie im to utrudnił.
- Salamandry - rzucił zaskoczony tym, że nikt nie potrudził się o dopilnowanie takiego szczegółu, ale w tym samym momencie rozemocjonowany tłum porwał mu towarzyszkę. Rozejrzał się, ale zamiast Blodeuwedd, jego uwagę przykuło stworzenie, którego nie mógł od razu zidentyfikować. Podążył za nim, nierozsądnie ignorując otoczenie i przedzierając się w stronę przeciwną niż tłum. Niestety nie zdążył, a do tego coś paskudnie rozcięło mu nogę, z której sączyła się teraz krew. Teoretycznie powinien zostać i pomóc poszkodowanym - naprawdę bardzo chciał to zrobić. Sytuacja zmusiła go jednak do odwrotu, bo z takim skaleczeniem miałby problem żeby przedrzeć się przez obecnych i znaleźć ofiary incydentu. Z przykrością teleportował się na skraj Doliny, nie myśląc dokładnie, gdzie może go wynieść.

/zt
6 i 5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 38
Skąd : Irlandia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 567
  Liczba postów : 209
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13194-nolan-torin-keane?nid=1#352819
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13197-nolan-torin-keane#352823
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13199-poczta-nolana#352826
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13200-nolan-torin-keane#352827




Gracz






PisanieTemat: Re: Ratusz   Nie Gru 25 2016, 00:43

Był nieprzytomny, kiedy skrzat się znowu zjawił. Jego oddech był płytki i niestabilny, co rusz go tracił. Świat skrył się w mroku oraz myślach. Tych dawnych, marzeniach, tych co mają nastąpić. Ogryzek chwycił za dłoń Nolana i pociągnął za sobą w odchłań. Była czerń, wirowanie małych drobinek, a później czerń i zimno. Niemal takie jakie po wejściu do zimnej wody, ale bardziej ponure i przygnębiające. Zielone światło rozlało się po okolicznych uliczkach Doliny Godryka.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 37
Skąd : Eastleigh / Hereford / Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 5566
Dodatkowo : zaklęcia bezróżdżkowe, opiekun Gryffindoru
  Liczba postów : 1475
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5994-archibald-jeremiah-blythe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5997-archowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5998-archibaldowa-poczta#170933
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7372-archibald-blythe#207289




Gracz






PisanieTemat: Re: Ratusz   Nie Gru 25 2016, 01:21

Nie zdecydował się na zrobienie pokazu, bo nie czuł się zbyt komfortowo w tym otoczeniu, a do tego miał dziwne przeczucie, że coś się kroi. Rozglądał się więc, włócząc jak cień, co nikogo dziwić nie powinno. Przyglądał się ludziom, zaklęciom, ale i ogniskom. Pewnie był jedną z nielicznych osób, którym udało się dostrzec moment, w którym zaczęły wybuchać, dlatego udało mu się uniknąć oparzeń. Planował zostać i gasić ogień, ale zaalarmowało go inne, realne zagrożenie - wielki kształt na niebie, kojarzący się z pozoru ze smokiem. Przyglądał mu się z zainteresowaniem, klucząc uważnie w zamieszaniu, starając się mieć oczy dookoła głowy. Doszedł do wniosku, że to nie smok, ale zastanawiając się, czym jest bydlę, zdołał narazić się na banalne niebezpieczeństwo. Kawałek rozgrzanego metalu przeżarł się z łatwością przez czarne spodnie, wbijając w nogę i zostawiając znaczącą ranę. Delikatnie i bardzo spokojnie ujmując. Nie chciał nawet patrzeć, co się tam działo. Stracił stwora z oczu, ale miał to gdzieś, tak samo jak całą resztę. Był szlachetny, ale nie na tyle, by ignorować tak poważną ranę. Teleportował się, starając się uciszyć ból, który zdawał się rozbrzmiewać w całym organizmie.

6 i 2 ; |
/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 27
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 407
  Liczba postów : 36
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13735-dixie-figueroe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13739-dixie#364566
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13740-sowka-dixie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13737-dixie-figueroe




Gracz






PisanieTemat: Re: Ratusz   Nie Gru 25 2016, 01:47

Dixie nie zdążyła przeprosić potrąconego mężczyznę. Nie zdążył nawet spojrzeć na jego twarz, bo w tej samej chwili coś wybuchnęło niedaleko niej. Odwróciła się, akurat w chwili, by móc oglądać spadające na ziemię ławki i dym. Rozpętało się prawdziwe piekło. Część ludzi rzuciła się do szaleńczej ucieczki, inni zaczęli walczyć. Wszystkie dekoracje i ławki momentalnie stanęły w płomieniach, a zaklęcia latały nad jej głową. Dziewczyna dostrzegła parę nadzwyczaj wyrośniętych salamander wychodzących z płomieni. A podobno w Dolnie miało być już tak bezpiecznie, żadnych krwiożerczych stworzeń.
Jako odważna ex-gryfonka wyciągnęła różdżkę z kieszeni i rzuciła się w wir walki. Wycelowała w pierwsze napotkane zwierzę i krzyknęła "Conjunctivitis". Niestety zaklęcie poleciało tak niefortunnie, że odbiło się rykoszetem prosto pod stopy Dixie. Odrzut był bardzo silny i dziewczyna przeleciała pół metra, uderzając w latarnie. Bezwładnie upadła na lód jak szmaciana lalka, wypuszczając z ręki różdżkę. Ostatnie co zarejestrowała to okropny ból w potylicy... potem straciła przytomność.

5,5 pomocy?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 31
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 0
Dodatkowo : Animag (biały lew)
  Liczba postów : 88
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13730-scrymgeour-artur-shercliffe#364405
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13731-it-s-me#364501
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13732-jastrzab-scrymgeoura#364502
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13733-artur-scrymgeour-shercliffe#364503




Gracz






PisanieTemat: Re: Ratusz   Nie Gru 25 2016, 18:31

Na początku przedstawienia mężczyzny, który pokazywał im jakieś super sztuczki z ogniem, jemu nic nie wychodziło, nawet żadna iskierka nie pojawiła się przy końcu jego różdżki. Opanowany, podchodził do próby kilka razy, aż w końcu udało się Arturowi, niestety w momencie, aż każdy tu zebrany już wyczarował swoje płomienie. A jego okazały się nadzwyczaj psikuśne, gdyż poleciały w stronę Dixie, oplątując się wokół niej, niczym jakieś liany. Zaklęcie pociągnęło mężczyznę, aż ten pojawił się może kilka centymetrów przed kobietą. Rozpoznał ją, lecz ze zdumienia i zdziwienia sytuacją, nie odezwał się, jedynie zakończył rzucanie owego zaklęcia i bez słowa odszedł od dziewczyny. Łączyły ich kilka wspólnych wspomnień, lecz teraz nie miał ochoty z nią rozmawiać, cała ta sytuacja musiała wyglądać dziwnie. Lecz nie tak dziwnie jak to, co się stało po chwili.
Jego nadprzeciętnie czuły słuch usłyszał głośne krzyki ludzi, a następnie zobaczył jak ławki eksplodują, a wszystko pochłaniał ogień. W tej chwili może powinien zachować się jak bohater i ratować tych ludzi, którzy przyszli na przedstawienie, przecież zorganizowane zostało ono po części przez jego rodzinę. Jednakże rzucił się w tą samą stronę, co tłum uciekających. Kiedy miał już uciec z całego tego miejsca, kątek okiem spostrzegł bezwładną osobę, leżącą pod latarnią. Była to ta sama dziewczyna, którą oplótł płomiennym biczem kilka minut temu. Ile to było? Pewnie z dziesięć minut temu, lecz zaistniałe wydarzenia sprawiły, że czas wydłużył się i wydawało mu się to co najmniej godzinę temu. Zawahał się i zaryzykował – nie wiedział co nim kierowało, nie znał tej dziewczyny tak dobrze, ani też nie wielbił ją – kiedyś się z nią spotkał na jakimś treningu, w tej chwili nawet nie pamiętał szczegółów. Ale mimo wszystko coś w nim tchnęło go, żeby pomógł dziewczynie.
Kucnął przy niej, zaklęciami odpychając płomienie od nich i złapał ją za ramię, lekko potrząsając.
-Halo, słyszysz mnie? – Zapytał się, następnie przystąpił do drugiego etapu, postępując zgodnie z procedurą, którą ojciec wkładał mu do łba przez wiele lat – sprawdził oddech, czy oddycha i takie tam. Początek pierwszej pomocy nie wyróżniał się szczególnie od tego mugolskiego sposobu. Dopiero później, Artur rzucił zaklęcie udrożnienia dróg oddechowych, a potem wylał na nią strumień wody z różdżki. Wykonał jeszcze kilka prostych zaklęć magicznych, skończył dopiero, kiedy dziewczyna się obudziła. Spojrzał na nią bez jakichkolwiek uczuć, ciągle odwracając się, oceniając stan płomieni wokół nich.
- Jak się czujesz? Możesz chodzić?  - Kiedy uznała, że tak, polecił jej, żeby gdzieś znikała, sam zaś pomyślał o pierwszym lepszym miejscu i deportował się do niego. O dziwo nie był to jego dom, ani rezerwat.

5,4
z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Wiek : 27
Skąd : Ennis, Irlandia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 2253
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 215
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10504-pixie-alkyone-cheshire-budowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10523-pikselkowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10521-pacnij-sowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10522-pixie-alkyone-cheshire#289292




Gracz






PisanieTemat: Re: Ratusz   Pon Gru 26 2016, 01:04

Przewróciła oczami na uwagę Josephine o cyrku. Dawno już nie trafiła na taką spinę. Nie sądziła nawet, że takie bufonki trafiają się w drużynach quidditcha, bo gracze wydawali jej się raczej wyluzowani, ale przecież nie szło oceniać wszystkich jedną miarą.
- Jasne - odpowiedziała niezrażona, z entuzjazmem podchodząc do roli klauna. Szybko by ją z tego cyrku wylali za przedstawienia bardziej dla dorosłych, ale przecież to szczegół, prawie nieistotny. - Możesz iść ze mną, ludzie pokochają nasze skecze.
Kostja pojawił się przy niej moment po tym, jak własne zaklęcie postanowiło ją zaatakować, więc mrugała jeszcze dosyć zaskoczona, uśmiechając się jednak w końcu, kiedy jaśniejące plamki zniknęły jej sprzed oczu. Pokręciła głową na pytanie o tatuaże. Ruszały się tylko, kiedy faszerowała się kolorowymi substancjami na poprawę humoru i jakości życia, ale prawdopodobnie tylko ona widziała wtedy ich ruch. Coś jednak obiło jej się o uszy w sprawie tej specyficznej odmiany tatuażu. Rozszerzyła nieco powieki, przypatrując się z niemym zachwytem zawodnikom, marznącym na chłodzie wśród gęsiej skórki Ukraińca. Chwyciła lekko nadgarstek chłopaka i dotknęła palcem jednej z postaci, zmuszając ją do zmiany miejsca.
- Słyszałam o tym, ale nigdy nie widziałam, musisz mi koniecznie wszystko opowiedzieć! - zareagowała, rzucając mu rozentuzjazmowane spojrzenie. Musiała wiedzieć kompletnie wszystko, bo sama chciałaby kiedyś rzucić swoją świetną fuchę kierownicy i zająć się tatuowaniem.
- Wydaje mi się, że kojarzę cię ze zdjęć z drużyną! To twoje pełne imię? - dopytała, ale niewiele więcej mogli pogadać, bo ogień zaczął żyć własnym życiem, podnosząc temperaturę i raniąc, kogo popadnie. Pixie nie odeszła w zamieszaniu daleko, ale żarzące się pod nią popioły nie zwiastowały niczego dobrego, dlatego zaalarmowana chciała się cofnąć, jednak dokładnie w momencie podnoszenia nogi coś wybuchnęło obok niej, przewracając na ziemię i zostawiając dotkliwe poparzenia. Ból zagłuszył wszystko, więc zaciskała powieki mimowolnie, próbując się go pozbyć i równocześnie bała się patrzeć na swoje obrażenia. Nie było mowy, że teraz uda jej się podnieść i odejść lub teleportować się gdziekolwiek, więc tkwiła w tym tłumie, próbując zebrać myśli do logicznego porządku. Z marnym skutkiem.

3 : ( help :C
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 29
Skąd : Balbriggan, Irlandia
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 581
  Liczba postów : 60
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13759-lottie-fittleworth#365098
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13761-lotna-lottie#365115
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13762-najgrozniejsza-sowa#365117
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13760-lottie-fittleworth#365111




Gracz






PisanieTemat: Re: Ratusz   Wto Gru 27 2016, 00:21

Niewiele później nasza grupka stopniowo zaczęła się powiększać. Dołączyła do nas dziewczyna o bardzo interesującej fryzurze i ogólnym, frapującym wyglądzie. Chwilkę się jej przyglądałam, aż w końcu uścisnęłam jej rękę, żywo się z nią witając.
- Masz super włosy - szybko powiedziałam, wymieniając się z nią przy tym imieniem, bo w istocie jej fryzura była znacznie ciekawsza na tle wielu dziewczyn z klasycznymi długimi pasmami (w tym mnie samej, kicha). Przywodziła mi na myśl Matyldę z Leona Zawodowca, ale nie byłam pewna, czy dziewczyna kiedykolwiek widziała na oczy telewizor, to też to przemilczałam.
- W ogóle, robię u siebie w domu wigilię, musicie koniecznie wszyscy do mnie na nią wpaść, jeśli tylko nie macie innych planów - nagle wypaliłam, a przypomnienie sobie o tym temacie skwitowałam klaśnięciem w grube rękawice. Zwracałam się do każdego, kto tylko z nami stał, bez względu na to, czy był to super dobrze znajomy mi Charles, czy ledwo poznana Josephine, czy Pixie, chciałam by miejsce u mnie mógł znaleźć dosłownie każdy, a same święta minęły magicznie. Albo przynajmniej przyjemniej niż samotnie w domu.
Spojrzałam na Charlesa spod jednej uniesionej brwi, wciąż dziwiąc się, że ten drąży temat, absolutnie przekonany o swojej nieomylności. Niestety tak to bywało z chłopcami. Wydawało się im, że sprawdzają się wybitnie i doskonale, a w praktyce to było tak, że większości z nich brakowało paru porządnych treningów. W quidditchu oczywiście.
- Szczery, albo raczej na wyrost pewny siebie - odparłam mu jeszcze, nim ruszyłam za tłumem oglądającym pokaz w ciemnej uliczce. Niewiele jednak odeszłam, nim śnieg, za sprawą Charlesowego zaklęcia, wylądował na mojej głowie. Całe szczęście, byłam tak obficie ubrana, że mroźne płatki dosięgły zaledwie mojego nosa, czy górnej części szyi, gdzie nierówno ułożyłam szalik.
- Charles!!! - Krzyknęłam automatycznie, sprawnie wyszukując osobę, która nieumiejętnie chowałaby różdżkę, ku niepoznace. - Jako zawodnik tej samej drużyny, powinieneś mi tu serwować rozgrzewające herbatki, pytać czy oby nie jest mi zimno, czy nie kaszlę, a nie doprowadzać mnie do potencjalnego zapalenia płuc - powiedziałam szybko łapiąc w dłonie śnieg i lepiąc z niego mniej więcej, foremną kulę, która już po chwili poszybowała w kierunku expuchona. - Widzę, że nawyki, odkąd byliśmy w innych drużynach i zawsze z tobą wygrywaliśmy, nie wyszły Ci z krwi - odparłam, zaraz robiąc kolejną śnieżkę, którą również planowałam go ugodzić.
Muszę przyznać, szybko spoważniałam. Przerwałam, zupełnie odlatując myślami, gdy to kątem oka dostrzegłam mężczyznę przechadzającego się nieopodal. Automatycznie przeszłam za nim parę kroków. Proszę państwa, Nessie Shercliffe, prawdopodobnie najprzystojniejszy mieszkaniec Doliny Godryka, pojawił się na festynie pod ratuszem. Nie byłam pewna, czy zmęczyłam się tym przedzieraniem w tłumie ludzi, czy po prostu na jego widok, serce tak radośnie dudniło mi pod grubymi łachmanami (och jakże w tej chwili żałowałam, że mimo mrozu nie zdecydowałam się na najbardziej kusą sukienkę, jaką tylko miałam w szafie). A potem znów musiałam spoważnieć, gdy moim oczom ukazała się kobieta, która mu towarzyszyła. Bo na wszystkich świętych i każdego boga, do jakiego się modliłam, była z nim tam istna miss Doliny Godryka - doskonałe kości policzkowe, pełne usta i pewnie ani za grosz makijażu. Długo w duchu pytałabym się, czy ona musi być tak doskonała, gdyby nie to, że ratusz zaczął się palić.
Całe szczęście.
No, tak naprawdę, to zupełnie nie.
Nie dość, że ogień zaczął się paskudnie rozprzestrzeniać, to jeszcze pojawiły się zwierzęta. Ognista salamandra na pewno nie była czymś, co chciałabym tu teraz oglądać. Nigdy nie przodowałam w opiec nad magicznymi stworzeniami, więc jedyne co na jej widok przyszło mi do głowy, to uciekać w cholerę. Stworzenie jednak postanowiło miotać we mnie ogniem. Być może przez tego Leona Zawodowca kojarzącego się z Pixie, tak byłam zainspirowana, bowiem na ten atak postanowiłam niczym w filmie akcji, rzucić się w śnieg (dobrze, że trochę go napadało) i sprawnie przeturlać. Najwyraźniej więcej niż z płatnym zabójcą miałam wspólnego ze złodziejem, bo na śniegu znalazłam portfel ochoczo proszący by go zatrzymać. Oczywiście byłam gwiazdą quidditcha, jakieś pieniądze zarabiałam, to też podniosłam rękę do góry, wciąż leżąc na tym śniegu i machając zdobyczą, wydzierając się z pytaniem, kto go zgubił.
A potem pojawił się jakiś człowiek, podnosząc mnie z ziemi i teleportując daleko stąd. Chryste, a podobno było tu już bezpiecznie, więc jak niby wyglądało tu życie wcześniej? Pościgi, wybuchy?

1, 5 zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 27
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 407
  Liczba postów : 36
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13735-dixie-figueroe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13739-dixie#364566
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13740-sowka-dixie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13737-dixie-figueroe




Gracz






PisanieTemat: Re: Ratusz   Wto Gru 27 2016, 13:57

Chyba nie długo leżała nieprzytomna, choć nie potrafiła dokładnie określić. Pierwsze co poczuła, to że po głowie spływa jej woda. Czy ktoś ją oblał. Wszystko było rozmazane i widziała tylko jakieś rozmyte kształty. Zamrugała parę razy i owe kształty zamieniły się w jakiegoś mężczyznę. Kucał też przy niej. Jego rysy były w dalszym ciągu dość niewyraźne i Dixie nie potrafiła powiedzieć kto to, ani nawet skupić na nim wzroku. Chyba coś mówił... a może tylko jej się wydawało? Ból w głowie był rozrywający. Dixie odruchowo dotknęła bolącego miejsca i od razu tego pożałowała. Mocno się skrzywiła. Mężczyzna uśmierzył trochę ból zaklęciem, lecz nie wiele to dało. Rozrywanie trochę zmalało i poczuła dość tępe pulsowanie z tyłu czaszki. Chciała podziękować mężczyźnie, lecz za bardzo kręciło jej się w głowie by móc sklecić sensowne zdanie. Wyciągnęła, więc tylko do niego rękę i pogłaskała go po ramieniu.
Dopiero teraz pojawił się w jej umyśle przebłysk, że chyba zna tego mężczyznę skądś. Przyglądał jej się bez cienia jakiegokolwiek żalu, czy współczucia. Gdy zapytał o jej stan nie odpowiedziała tylko spojrzała na niego smutnym wzrokiem skrzywdzonego szczeniaczka. Na nim w dalszym ciągu nie zrobiło to żadnego wrażenia. Złapała się jego ramienia i powoli wstała. On kiwnął głową, odwrócił się poszedł, dając jej radę, żeby się gdzieś teleportowała. Chciała mu powiedzieć, że nie umie i żeby jej pomógł, lecz on był już za daleko.
Gdzieś z lewej dostrzegła jakiegoś urzędnika, który co jakiś łapał jakąś osobę, znikał z nią i zaraz wracał. Postąpiła niepewnie postąpiła krok do przodu, sprawdzając, czy może chodzić. Powoli skierowała się w stronę urzędnika, który właśnie wrócił i dostrzegł Dixie. Dziewczyna w tym czasie oparła się o drzewo. Czuła się w dalszym ciągu całkiem zamroczona i nie potrafiła skupić na niczym myśli. Widziała ludzi biegających wokół niej. Ogień, który coraz bardziej się rozprzestrzeniał. Słyszała krzyki, ale to wszystko dochodziło do niej jakby przytłumione. Jakby była udzielona od wszystkiego grubą szyba. To pewnie była wina zaklęcia uśmierzającego ból, które rzucił na nią mężczyzna. W tym czasie urzędnik dotarł do niej i zapytał gdzie mieszka. Nachyliła się do niego i odpowiedziała mu, podając numer domu. On pokiwał głową i teleportował się z nią. Tylko, że wcale nie do domu. Nawet nie na odpowiednią ulicę, ani do szpitala.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 26
Skąd : Kijów
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 1026
  Liczba postów : 104
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13716-konstantin-dementiew?nid=7#364177
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13717-priwiet#364180
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13721-kostja#364254
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13719-kostja-dementiew#364221




Gracz






PisanieTemat: Re: Ratusz   Sro Gru 28 2016, 15:41

Niespokojnie uciekam z miejsca wydarzeń, czyli zdenerwowanej Jose, jeszcze nie słyszałem od niej tak sarkastycznych, nieuprzejmych słów, a nie wiem dlaczego jest zła, nie wyłapałem kontekstu i nie mam zamiaru w to wnikać, wolę uciec na koniec świata. Koniec świata okazał się być tą niewielką wyrwą obok Pixie, która zachwyca się moimi tatuażami, tak jak planowałem.
- Konstantin. Ale wolę skrótem - odpowiadam najpierw na drugie pytanie i kłaniam Ci się komicznie, niczym giermek. Podwijam odrobinę rękawy, żeby kilku graczy przemknęło mi po nadgarstkach, po czym zaczynam swoją niezwykle ciekawą (moim zdaniem naprawdę ciekawą, pewnie tak jak fanom tatuażów, a reszta społeczeństwa, zapewne uzna to za najnudniejszą opowieść na świecie) - Kiedy byłem w Szwajcarii na meczu reprezentacji poznałem gościa, który miał właśnie takie latające tatuaże. - Przez chwilę zastanawiam się poważnie nad tym co on miał na ramionach oraz łydkach. - Jakieś smoki ziejące ogniem. Pałkarz reprezentacji Szwajcarii, nie wiem czy go kojarzysz... - odpowiadałbym dalej, ale przerywam nagle, bo coś niepokojącego zaczyna się dziać.
Ogniste salamandry zaczynają wychodzić z ognisk, ławki wokół wybuchają nagle, a ja automatycznie pochylam się lekko i już szukam drogi ucieczki. Idzie mi to świetnie i jestem niemalże na skraju Doliny, kiedy kładę rękę na jakieś wielkie drzewo i chcę wracać do domu, ale widzę Pixie leżącą na ziemi. Tłum przerażonych ludzi omija ją, bojąc się jedynie o swoje cztery litery. Ja klnę po rosyjsku pod nosem i wracam na ten gorący festyn. Celnie trafiam łokciami w klatki piersiowe ludzi, dzięki czemu mogę dotrzeć do rannej dziewczyny.
- Hej, nie pora na drzemki - mówię do Ciebie i próbuję podnieść. Szczerze mówiąc wcale mi nie jest za ciepło. Wręcz przeciwnie. Zastanawiam się, czy to nie są zimne ognie, bo jest mi coraz chłodniej. Udaje mi się w końcu Cię unieść i wlokę się z Tobą coraz wolniej i wolniej do przodu, bo serio jest mi cholernie zimno. Widzę Lottie machającą czymś w ręce i chcę Cię prosić o pomoc, ale zanim powiem chociaż słowo ktoś łapie moje ramię i znikam w ciemnościach, kurczowo trzymając Pixie.

zt

UWAGA!
Wszyscy, którzy chcą nawet jeśli pomoc nie została im udzielona, mogą przenieść się do przeznaczonych tematów, biorąc pod uwagę konsekwencję wyrzuconej kostki i zakładając, że ktoś z Ministerstwa ich tam przeniósł!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Ratusz   

Powrót do góry Go down
 

Ratusz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
Dolina Godryka
 :: 
Centrum miasteczka
-