Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Ratusz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Wiek : 38
Skąd : Eastleigh / Hereford / Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 5566
Dodatkowo : zaklęcia bezróżdżkowe, opiekun Gryffindoru
  Liczba postów : 1475
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5994-archibald-jeremiah-blythe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5997-archowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5998-archibaldowa-poczta#170933
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7372-archibald-blythe#207289




Gracz






PisanieTemat: Ratusz   Sob Wrz 19 2015, 15:08


Ratusz

Ratusz w Dolinie Godryka umiejscowiony jest za pomnikiem wojennym (pomnikiem Potterów) i wyróżnia się na tle innych budynków jedynie wysokością. Wieża z zegarem nieznacznie góruje nad wioską i to właśnie z niej rozciąga się najlepszy widok na Dolinę. Poza dachami domów i sklepów można dostrzec także okolice - park, most i rzekę, łąki oraz pastwiska, a nawet odległy, zniszczony młyn, który lata świetności ma już dawno za sobą. W ratuszu podejmowane są najważniejsze decyzje dotyczące wioski.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29608
  Liczba postów : 44010
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Ratusz   Pią Gru 16 2016, 16:48



Świąteczny pokaz  



Było bajkowo. Dolina Godryka posiadała niewątpliwy, urzekający czar małego miasteczka, sugerujący jakoby życie tutaj wszystkim układało sie niewiarygodnie sielankowo i nie raz nie dwa, zdarzało sie ze ci, którzy zawitać mieli tutaj tylko z krótka wizyta, zostawali na lata, przenosząc tu swój cały dobytek. Teraz, gdy miasteczko tętniło życiem nie tylko ze względu na stałych mieszkańców, istoty które niebezpiecznie kryły się w okolicznych lasach, ale i poprzez długoterminowa wizytę graczy Quidditcha. Mocnym i głównym rozpoczęciem nowego sezonu miasteczka miał być kiermasz świąteczny, połączony z praktyczna nauka pewnego imponującego, ognistego zaklęcia, którego to na co dzień, mało kto miał okazje się nauczyć. W tym celu departament międzynarodowej współpracy czarodziejów ściągnął z Finlandii prawdziwego specjalistę w ognistych czarach. Główne, ośnieżone uliczki, czy płac wokół ratusza, zostały ozdobione niewiarygodnymi ognistymi  figurami. Lewitujące gwiazdy, pobłyskujące jasnym delikatnym płomieniem, statuy o kształcie smoków stworzone były z większego zapasu ognia, który idealnie bił ciepłem ogrzewając przechodniów. Najbardziej urzekającym efektem jednak były malutkie drobinki , wplecione w obfite płatki śniegu, spadające z nieba, błyszczące złotym kolorem i znikające metr nad głowami zebranych, niczym zaczarowany, pył, dodatkowo rozjaśniający śnieg.  
Za planem urządzenia tego spotkania dla mieszkańców, stały największe rody doliny, które po burzliwych obradach w ratuszu, finalnie doszły do porozumienia, czego efektami dziś mogli się wszyscy zachwycać.  
Mężczyzna po pięćdziesiątce o bujnej, blond brodzie i bardzo rumianych policzkach, wyminąwszy pięć bałwanów zdobiących drewniany podest, zajął na nim główne miejsce, zwracając się do zebranych.  
- Witam państwa, nazywam się Yrjänä Harmaajärvi, mam dziś za zadanie pokazać państwu parę trików, na zaklęcia związane z ogniem, bez których tam, na północy nie mógłbym się obejść! Proszę o podejście bliżej, tak by widać dobrze było moje ruchy różdżka! - dodał wskazując na wolna przestrzeń pod scena i sięgając po swoją różdżkę, która krył w skórzanej kurtce.

Następny post pojawi się jak tylko uzbiera się trochę osób!

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 29
Skąd : Balbriggan, Irlandia
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 581
  Liczba postów : 60
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13759-lottie-fittleworth#365098
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13761-lotna-lottie#365115
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13762-najgrozniejsza-sowa#365117
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13760-lottie-fittleworth#365111




Gracz






PisanieTemat: Re: Ratusz   Pią Gru 16 2016, 19:47

Wyściubienie nosa zza ciepłych ścian zagraconego domu, było niemałym wyzwaniem. Miałam wrażenie, że samo ubieranie się na ten mróz trwać dłużej będzie, niż realne na nim przebywanie. Chociaż może to akurat dobrze? Wzięłam dwa swetry, jeden na drugi, choć nie pasowały do siebie kompletnie. Ciepłe spodnie, grube buty no i czapkę czy kurtkę tak bardzo puchową, że zdawałam się być większa co najmniej o jeden rozmiar. A przecież jeszcze nie było tak zimno, jak to miało być za miesiąc.
W zetknięciu z zimnym powietrzem, na moich policzkach szybko wykwitły fajne rumieńce, chociaż czerwony nos już bardziej na myśl przywodził pijaka, niż słodką dziewczynę z okładki w otoczeniu białego puchu, jak to zwykle tego typu porę roku, prezentowali.
Na placu od razu wiedziałam, gdzie się skierować - tam, gdzie stał wielki ognisty smok, cudownie ogrzewający swoim płomiennym cielskiem. Rozłożyłam ręce na boki, niczym kukła, czy tam raczej strach na wróble (biorąc pod uwagę fakt, jak mogą wyglądać moje włosy jak zdejmę tą wielką czapę), stając na wprost niego i czekając, aż ta cudowna fala ciepła totalnie mnie ogrzeje i jakoś przeżyję ten fatalny dzień na piknik.
W międzyczasie usłyszałam przemówienie jakiegoś skandynawskiego faceta, w kierunku którego odwróciłam głowę, co było sporym i dość niewygodnym wyczynem w obecnej pozycji. Bardziej od treści jego słów, zastanawiało mnie to, jakim cudem ludziom takim jak on, udaje się przeżyć tam, gdzie jeszcze zimniej. Może mieli grubszą skórę, tak jak smok? Albo po prostu zawsze mięli przy sobie małą piersiówkę z odpowiednio rozgrzewającą substancją wysokoprocentową. Ja bym tak robiła. Boże, dlaczego tylko teraz przychodziło mi to do głowy, a nie przed wyjściem z domu?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 27
Skąd : Kijów
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 1026
  Liczba postów : 104
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13716-konstantin-dementiew?nid=7#364177
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13717-priwiet#364180
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13721-kostja#364254
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13719-kostja-dementiew#364221




Gracz






PisanieTemat: Re: Ratusz   Pią Gru 16 2016, 21:21

Tak naprawdę wcale nie założyłem najseksowniejszych ciuszków, które miałem, bo tak naprawdę mam w szafie olbrzymią ilość takich kwiatków, które powaliłby na ziemię nie tylko wszystkie kobiety, ale też mojego najlepszego przyjaciela Charlesa. Dziś ubrałem się jak zwyczajny ja. Ogromne dżinsy, kolorowa bluza, moja puchowa żółta kurtka. Mam też olbrzymią, fioletową czapkę z pomponem. Spod niej powiewają moje różowe włosy. Dziś mam kolczyk w nosie, który okazjonalnie sobie wsadzam, czasem zaś usuwam dziurę zaklęciem, bo lubię zróżnicowanie.
Ładnie tu całkiem. Doceniam tych wszystkich ludzi z Doliny za zorganizowanie czegoś takiego. Przynajmniej jest cieplej przez ten cały ogień. I całe szczęście, że w końcu nie pada ten przeklęty deszcz.
Jednak bardziej jestem zajęty rozglądaniem się za swoim ziomkiem, który miał również wpaść na ten festynik. Niestety @Charles Davenport nie znajduje się w zasięgu mojego widzenia, dlatego ślamazarnie podchodzę do jakiegoś gościa, który mówił z przeciwnym angielskim akcentem, jeszcze twardszym niż ja. Staję sobie obok gigantycznej dziewczyny, która jest ode mnie wyższa chyba o dobre pięć centymetrów. Zerkam na nią podejrzliwie, czy może wygląda jakoś dziwnie, co wskazywałoby na to, że ma w sobie jakąś krew olbrzyma. Jest jednak całkiem normalna, a na dodatek wydaje mi się, że skądś ją kojarzę, ale nic nie mówię, odwracam się do faceta ze Skandynawii i słucham jego paplania jednym uchem, bardziej skupiając się na tym skąd mogę ją znać. Tak naprawdę nigdy nie grałem z Harpiami, dlatego kojarzyć ją mogę tylko z gazet, a do tego potrzebuje dłuższej chwili.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 28
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 324
  Liczba postów : 14
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13766-charles-davenport#365234
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13769-charles-znajdzie-cos-dla-kazdego#365251
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13768-charlesowa-sowka#365250
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13767-charles-davenport#365249




Gracz






PisanieTemat: Re: Ratusz   Pią Gru 16 2016, 22:02

Charles nie miał nic przeciwko świętom. Były w porządku. Zima? Ona była ciut dalej w jego hierarchii, ale nadal mieściła się wśród rzeczy, które był w stanie przetrwać. Właśnie nadchodziło połączenie tego wszystkiego. Gdyby do listy dopisać jeszcze splendor, to uzyskałby idealny opis jarmarku, który urządzono w Dolinie. Z początku nie garnął się tam jakoś szalenie. Stwierdził, że pójdzie przy okazji. O ile taka się trafia. I trafiła! Okazja jedyna w swoim rodzaju zwana dalej Dementiew. Davenporta ucieszył bardzo list przyjaciela. Nadał mu sił, żeby zebrać się wreszcie z łóżka i ubrać w coś bardziej cywilizowanego. Niż piżama. I niż ubiór Kostji. To wiedział zanim się jeszcze zobaczyli. Charlesowi spod czarnego płaszcza wystawały nogawki czarnych spodni. Jedynymi wyróżnikami kolorystycznymi były buty zimowe, któe wyglądały jakby urwał się z Alaski, a nie Londynu, no i ukochany szalik Puchonów, z którym się nie rozstawał od czasów studenckich. Dba, by mu się nic nie stało, ale w razie czego jest gotów nawet rozpocząć naukę, byle tylko dostać taki ponownie. Odnalezienie przyjaciela nie było bardzo skomplikowane. Miał nadzieję, że stoi niedaleko tego dziwnie brzmiącego mężczyzny i jego podestu. Bardzo się nie pomylił. Dotarł wreszcie do Kostka, wyszczerzył się i obdarował go słodkim pocałunkiem prosto w usta. Jak randka to na całego.
- Widać cię z daleka lepiej niż te wszystkie ozdoby razem wzięte, wiesz? - pochwalił go, jeszcze raz lustrując wzrokiem jego strój od stóp do pompona. Dotarcie aż do szczytu osoby Kostka pozwoliło mu dostrzec coś jeszcze. Tuż za nim sterczał nie kto inny jak Lottie. Davenport, o dziwo, górujący nad jednym i drugim, uśmiechnął się jeszcze szerzej.
- Poprosiłbym, żebyś udawał, że nie widzisz jednej z gorszej z obrońców Srok w historii, ale chyba nie jesteś w stanie tak wysoko zadrzeć głowy, by w ogóle zauważyć, że mamy twarze, co? - zażartował do przyjaciela, mówiąc jednak na tyle głośno, by i stojąca niedaleko dziewczyna ich usłyszała. Oczywiście, że te wszystkie heheszki to głównie z miłości. Nie umiał się przy nich powstrzymać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 26
Skąd : Marsylia, Francja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 131
  Liczba postów : 107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13629-josephine-leblanc
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13636-jose-zaprasza#362908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13635-sowka-josephine-leblanc#362907
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13634-josephine-leblanc#362906




Gracz






PisanieTemat: Re: Ratusz   Pią Gru 16 2016, 23:43

Musiała zacząć pijać lecytynę. Tyle co ostatnim razem zdążyła wrócić do zamku, kiedy na drugi dzień okazało się, że zapomniała najważniejszej rzeczy, po którą zjawiła się w Dolinie. Wyjątkowo niezadowolona z faktu, że musi ponownie opuszczać swoją strefę komfortu wróciła jakiś czas później do Godryka tym razem upewniając się, że ma wszystko.
Oczywiście każda jej wizyta w innym miejscu kończyła się niespodziankami - ostatnim razem był to Kostja, a dziś tłum ludzi, przez który nie mogła się przepchnąć, więc siłą rzeczy znalazła się pod ratuszem. Obserwator i znawca magicznego półświatka i wydarzeń z niej był kiepski, dlatego nie wiedziała co się tutaj właściwie dzieje. Sam fakt, że znalazła się niebezpiecznie koło sceny dał jej do zrozumienia, że powinna uciekać. Co jeśli trafiła na pokazy interaktywne? Ostatnim czego chciała to jakiś bufon wciągający ją na scenę przed tłumem ludzi. Biorąc odwet zaczęła przepychać się z powrotem przez szarą masę z wyjątkowo zaciętą miną. Była zirytowana sytuacją do tego stopnia, że w pewnym momencie zaczęła używać swoich kościstych łokci, tym samym przypadkowo trafiając Kostję prosto w przedramię. Nie zauważyła go jednak (co było dość dziwne ze względu na jego charakterystyczny wygląd), uciekając w stronę wolnej przestrzeni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 27
Skąd : Kijów
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 1026
  Liczba postów : 104
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13716-konstantin-dementiew?nid=7#364177
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13717-priwiet#364180
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13721-kostja#364254
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13719-kostja-dementiew#364221




Gracz






PisanieTemat: Re: Ratusz   Sob Gru 17 2016, 00:18

Stoję sobie dosłownie przez kilka sekund w tej dla mnie niezręcznej ciszy, czy tam nie ciszy, bo tak naprawdę jest tu bardzo głośno. Ale jak to może być znana mi dziewczyna, skoro jestem tu zaledwie kilka dni? Zerkam na nią jeszcze raz ukradkiem i nawet łapię z nią kontakt wzrokowy, zastanawiam się co powiedzieć, żeby nie zabrzmieć jak idiota, kiedy z tej patowej sytuacji ratuje mnie Charles.
Całujesz mnie prosto w usta a ja krzywię się okropnie i parskam, żeby niby pozbyć się Twojej okropnej śliny.
- Fuj - komentuje Twoje zachowanie ze zmarszczonymi brwiami. - Za kogo ty mnie masz, nie całuję się na pierwszej randce - dodaję groźnie i również zerkam na swój strój. Czy jest z nim coś nie tak? Często się śmiejesz z moich ubrań, ale ja nie widzę w nich żadnego problemu, wydaje mi się, że wyglądam w nich całkiem spoko. Sam wyglądasz śmiesznie, od kiedy próbujesz nadążać za modą, co powtarzam Ci nieustannie, ale chyba wcale mi nie wierzysz, że mój styl jest sto razy lepszy.
- Starałem się, żebyś mnie nie przeoczył - mówię poważnym tonem i wskazuję na swoją jaskrawą kurtkę. Jednak ty jesteś zajęty patrzeniem się na kogoś z tyłu, odwracam się tam gdzie patrzysz i znowu jestem oko w oko z wielką dziewczyną, którą wydaje mi się, że kojarzę. I oto rozjaśniłeś mi sytuację! Mam minę jakbym doznał olśnienia i tylko na chwilę odwracam się do Ciebie, na Twój żarcik.
- Ha, ha, ha, żart z moje wzrostu, pewnie całą noc próbowałeś wymyślić jakiś świetny dowcip na temat faktu, że jestem niższy niż ty - mówię szybko, z przekąsem, chociaż tak naprawdę lubię te Twoje żarciki. Spoglądam na dziewczynę z Twojej drużyny, szukając jej imienia w głowie.
- Niedawno zostałaś wykupiona, prawda? Masz nazwisko, którego nie potrafię wymówić, a na imię... Lottie? - zapamiętałem, bo uważnie czytam o swoich przeciwnikach i kojarzy mi się z Lottą z Cierpień Młodego Krukona (a przynajmniej wydaje mi się, że stąd kojarzę). Wyciągam rękę na przywitanie. Szczerze mówiąc ciężko mi Cię ocenić z wyglądu, bo jesteś ukryta pod tysiącem warstw ubrań, a Twoje kilkanaście swetrów sprawia mylne wrażenie, że możesz być lekko puszysta. - Jesteś wielka, nie mam pojęcia jak ktokolwiek z moich ścigających ma strzelić gola do twojej bramki. Widziałem też jakiś wywiad z waszym szukającym. Wygląda na człowieka, który nie odkrył jeszcze jak się uśmiechać i na dodatek powinien być ze swoją posturą pałkarzem - dodaję, bo widniałaś gdzieś w okolicach tego artykułu.
Przerywam na chwilę, bo ktoś na mnie chamsko wpada. A jest to o dziwo ktoś niższy niż ja, o ładnej buzi i lekko przestraszonej minie. Łapię tego kogoś za ramię, bo zdecydowanie jest osobą, którą znam, na pewno nie z gazet. Przytrzymuję mocno uciekające dziewczę, które teraz musi na mnie spojrzeć, skoro nie zwróciła jakimś cudem uwagi na mój wygląd.
- Znowu komuś uciekasz? - pytam nawiązując do Twojej ostatniej dzikiej ucieczki z mojego domu. Jednak uśmiecham się też wesoło i ciągnę delikatnie między mnie, a Charlesa, żebyśmy sobie razem wszyscy postali i pomarudzili na zimno.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 29
Skąd : Balbriggan, Irlandia
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 581
  Liczba postów : 60
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13759-lottie-fittleworth#365098
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13761-lotna-lottie#365115
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13762-najgrozniejsza-sowa#365117
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13760-lottie-fittleworth#365111




Gracz






PisanieTemat: Re: Ratusz   Sob Gru 17 2016, 14:15

Moja szara, choć też pomponiasta czapka, nie była tak czarująca jak Kostjowa, fioletowa. Rzuciłam tylko przelotnie spojrzeniem, a może nawet się nim spotkaliśmy, oboje wyglądając na podobnie zdezorientowanych. Nie oszukiwałam, ani nonszalancko nie zgrywałam przesadnie obojętnej na świat, po prostu realnie wiedząc kim on był. Byłam zbyt ciekawską osobą, by przeoczyć adnotację o różowowłosym szukającym z przeciwnej grupy. Może nie pamiętałam dokładnie skomplikowanego nazwiska, ale wiedziałam, że miał stanąć naprzeciw mnie w tegorocznych rozgrywkach. Oczywiście nie na tej samej pozycji. Byłby fatalnym obrońcą.
Przez chwilę myślałam, że jest facetem Charlesa i pewnie pozostałabym w tym przekonaniu, gdyby nie ta jego niezupełnie zadowolona reakcja z pocałunku, który złożył mój drużynowy (kiedyś, nie tylko!) partner. Słowa Devenporta, były czymś w stylu przedstawienia mnie, to też opuściłam ręce, wracając do pozycji nieco normalniejszej, mniej stracho-na-wróble-podobnej. Posłałam karcąco oskarżające spojrzenie, spod zmrużonych oczu, jednocześnie strzepując gwałtownie w kierunku Charlesowej twarzy i jego puchońskiego szalika, cały śnieg, jaki zdążył osadzić się na moich rękach.
- Tak, tak, moje przepuszczone gole to jedno, ale w takim razie co mam myśleć o tych wszystkich, których nawet nie jesteś blisko wbicia mi do bramki na treningach? - Zapytałam wyciągając różdżkę z kieszeni w puchowej, granatowej kurtce i celując nią na siebie, a lekkie, ogrzewające zaklęcie sprawiło, że od razu zrobiło się jakoś lepiej. O tyle, że nawet swobodnie uśmiechnęłam się w kierunku niskiego Kostji (swoją drogą, naprawdę był jednym z niższych facetów, jakich spotkałam), którego osobiście całe to szalone ubranie uznawałam za bardzo fantazyjne. Mocno uścisnęłam Ci rękę, gwałtownie kiwając głową.
- Tak, tak Lottie, ale wiem kim ty jesteś, pisali o tobie sporo w Tygodniku Szukającego, a to jedyna gazeta, którą regularnie czytam. Musisz się sprawdzać, skoro ściągnęli Cię aż ze wschodniej europy, nigdy tam nawet nie byłam. - Nagle machnęłam gwałtownie ręką, jakbym odgonić chciała myśli niby realnie latające koło naszych głów. - O tak, gdybym tylko na meczu miała taką wielką kurtkę! Chociaż regularnie próbuje przemycić na boisko coraz więcej ubrań, powiedźmy, że nie tylko ze względów atmosferycznych. Nie macie wrażenia, że z roku na rok jest coraz więcej dziwnych zasad? Niebawem wszyscy będziemy latać w strojach kąpielowych na tych miotłach, żeby zminimalizować oszustwa ubraniowe. No wtedy, niewątpliwie mielibyśmy jeszcze większą publikę! - wyjaśniam bardzo szybko mówiąc, koniec wypowiedzi kwitując poruszeniem brwiami na wyobrażenie o pięknych ludziach na miotłach w skąpych ciuszkach. Tak naprawdę dla mnie, więcej swetrów oznaczało bycie szerszą na bramce i lepsze bronienie. Wszyscy Ci, którzy unikali tłuczków, też mogli oszczędzić na siniakach, mając więcej ciuszków. Tylko szukającym nic po wolniejszym lataniu w pięciu kurtkach.
Niemal się zgubiłam w tym co Kostja do mnie mówił, zagalopowując w tym, co sama mam do przekazania, po chwili, mówiąc krótkie "a!', które sygnalizować miało, że przypominałam sobie o czym mowa.
- On ma taktykę bardziej agresywną - mówię konspiracyjnym tonem do Ukraińca, jakbym chciała go nastraszyć, tak naprawdę wcale nie będąc pewną, czy nasz szukający próbuje rzeczywiście zrzucić przeciwników z miotły, czy urósł do takich rozmiarów będąc już na tyle dorosłym, że ciężko było mu zmienić pozycję, w której jakimś cudem się sprawdzał. O tym najwyraźniej zapomniałam przeczytać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 26
Skąd : Marsylia, Francja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 131
  Liczba postów : 107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13629-josephine-leblanc
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13636-jose-zaprasza#362908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13635-sowka-josephine-leblanc#362907
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13634-josephine-leblanc#362906




Gracz






PisanieTemat: Re: Ratusz   Sob Gru 17 2016, 15:24

Jej plan był bardzo prosty i nie zakładał żadnych niespodzianek po drodze. Rozpychając się dalej jak dziecko w dziewiątym miesiącu ciąży, prawie podskoczyła kiedy ktoś ją złapał za ramię. Zresztą - w jej odczuciu - na tyle mocno, że odchyliła się do tyłu, w ostatnim momencie łapiąc równowagę i chroniąc tyłek przed upadkiem. W głowie miała wizję grubego blondaska ze sceny, który upatrzył ją sobie za cel kpin i drwin, nie biorąc nawet pod uwagę tej najbardziej oczywistej ewentualności.
Gdy siłą rzeczy odwróciła się z jawną nienawiścią w oczach wykrzykując jednocześnie po francusku coś w rodzaju "puść mnie do cholery jasnej", na widok Kostji chyba zapomniała języka w gębie, milknąc momentalnie. Ze wszystkich osób na świecie musiała wpaść akurat na tę, której miała zamiar unikać. Po tym jak uciekła prosto z jego chatki wariatów nie sądziła, że chłopak w ogóle się do niej odezwie. No, przynajmniej nie zrozumiał jak przed sekundą kazała mu spadać.
- Tak. Temu grubaskowi ze sceny, chyba mu się spodobałam - odparła, kiedy uświadomiła sobie, że ma głupią minę. Zrozumiała aluzję, dlatego teraz spoglądała podejrzliwie na Kostję. I tyle? Uśmiechał się? Najwidoczniej źle rozumiała męskie ego. Przyglądnęła mu się jeszcze raz, zwracając dopiero teraz uwagę na kolorowość jego stroju a potem chciała ruszyć dalej.
- No dobrze, to ja uciekam. Nie będę przeszkadzać wam w raaaan... - przerywając w połowie słowa zrobiła kilka kroków wstecz ciągnięta za rękę. Sytuacja wyglądała z jej punktu widzenia dość patowo. Znała bowiem i drugiego osobnika, tylko jeszcze nie wiedziała skąd. Być może ze szpitala, gdzie najpewniej był ofiarą, bo nie podejrzewała go o coś innego niż o latanie na miotle. Innej opcji nie miała - dopiero po studiach znalazła się w Anglii, czyli w zasadzie nie tak dawno. Udając, że nie rozpoznaje Charlesa, wsunęła zmarznięte dłonie do kieszeni płaszcza. Dziewczynie skinęła głową - jej kompletnie znikąd nie kojarzyła.
- Co tu się właściwie dzieje? - zagaiła neutralnie, rozglądając się dookoła w poszukiwaniu najbliższej drogi ucieczki lub zbawienia. Nie znosiła tłumów. A teraz w komplecie znalazła się między samymi zawodnikami gry, na temat której nie miała w ogóle pojęcia.

/odpisuje teraz bo do jutra/poniedzialku nie bede miala takiej mozliwosci a nie chce was blokowac - wiec piszcie sobie i nie przejmujcie sie mna
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 31
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 0
Dodatkowo : Animag (biały lew)
  Liczba postów : 88
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13730-scrymgeour-artur-shercliffe#364405
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13731-it-s-me#364501
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13732-jastrzab-scrymgeoura#364502
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13733-artur-scrymgeour-shercliffe#364503




Gracz






PisanieTemat: Re: Ratusz   Sob Gru 17 2016, 16:57

Miał taką ochotę by wyjść z domu i zwyczajnie sobie pobiegać. Korciła go ta myśl, lecz wiedział, że nie dzisiaj - organizowane są pokazy, których organizatorami są członkowie trzech największych rodów - a Artur do jednego z nich należał, więc oczekiwano od niego, by się pojawił. Sama tematyka pikniku bardzo odpowiadała gustowi Shercliffa. Sam w niedalekiej przyszłości, ma zamiar kupić sobie feniksa, który oczywiście jest bardzo związany z ogniem.
Nie ingerował się w dyskusje między Shercliffami, Lanceleyami czy Fairwynami. Nie wiedział też czy Keanowie też są organizatorami. Po prostu go to nie interesowało. Wiedział, że jest taki pokaz, przez kogo jest wydawany - tyle wystarczało, by nie splamił honoru rodu i pojawił się pod ratuszem, tam gdzie to wszystko miało być przedstawione.
Cała atmosfera bardzo przypadła Arturowi do gustu - figurki smoków, przyjemnie ogrzewające temperaturę powietrza, płatki śniegu nad ich głowami, które wyglądały (i były zresztą) jak magiczne. Było też, jak zauważył wiele ludzi. Dla niego to lepiej, nie chciał być przez nikogo rozpoznany, tym bardziej przez jego ojca czy matkę. Ubrany więc był w zwykłą kurtkę sportową, mugole nazwaliby ją narciarską; pod nią, nałożył bluzę z kapturem, który nałożył na głowę i gruby szalik, który zakrywał mu część twarzy. Dzięki temu, nie wyróżniał się niczym specjalnym, co niezmiernie go cieszyło.
Wiedział też, że zjawią się tu zawodnicy z jego drużyny i z tych, z którymi rywalizował. Dogadywał się ze swoimi Sroczkami, z nimi nawet mógłby dzisiaj porozmawiać. Jednakże, wypatrując w tłumie ludzi swoich kolegów i koleżanki, nie był na tyle wysoki, by mógł przewyższyć każdego i znaleźć jakieś znajome twarze. Dlatego poszedł na ubocze, tak by jego nie było szczególnie widzieć, lecz, żeby Scrymgeour widział resztę i przyjrzał się facetowi, który został zesłany z Finlandii, jeśli się nie mylił. Wyglądał dla niego dość dziwacznie, jednakże to było tylko jego opinia - może tak wyglądali zwykli Finlandczycy?
Po słowach przyjezdnego, ruszył się z miejsca, kierując się bliżej sceny - nie przyszedł tu by oglądać magiczne płatki śniegu i miniaturowe statuetki smoków - skoro zapewniali, że czegoś go nauczą, chciał z tego korzystać. Mimo swojej pasji, pod postacią Quidditcha, uważał, że dziedziny nauk magicznych, takie jak Zaklęcia czy Obrona przed Czarną Magią też są potrzebne i ważne. Najlepiej się znał oczywiście na Opiece nad Magicznymi Stworzeniami, po prostu był Shercliffem, dużo na ten temat wiedział. Dlatego, przygotował różdżkę w przedniej kieszeni kurtki i czekał, aż coś się zacznie dziać. Był niestety bardziej widoczny na potencjalne poszukiwania - czy to zawodników Quidditcha, czy kogokolwiek innego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 28
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 324
  Liczba postów : 14
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13766-charles-davenport#365234
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13769-charles-znajdzie-cos-dla-kazdego#365251
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13768-charlesowa-sowka#365250
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13767-charles-davenport#365249




Gracz






PisanieTemat: Re: Ratusz   Sob Gru 17 2016, 18:49

Charles zrobił obrażoną minę, gdy Kostek nie zareagował na jego pieszczoty zbyt entuzjastycznie. Bardzo nieładnie. Przecież się postarał! Ale to pewnie kwestia braku języka. Gdyby Davenport użył go do czegoś innego, a nie tylko do ględzenia, jego wschodni przyjaciel przestałby być taką totalną cnotką.
- Mógłbyś mieć nawet na sobie pelerynę niewidkę. Szedłem za głosem serca i znalazłem cię bez problemu - wyjaśnił mu dobrotliwym tonem, żeby się poczuł jeszcze bardziej doceniony. Dobry człowiek z tego Chucka. Po prostu.
- Nigdy nie narzekałaś na moje wbijanie ci goli. Nie musisz być zazdrosna i mi dokuczać. Tylko się z Kostją przyjaźnimy - zapewnił Lotti, uśmiechając się przy tym szeroko. Zdecydowanie nie potrafił być poważny nawet przez kilka minut. Bo w sumie po co? Spotkali się z wesołej okazji i to w wyjątkowo wesołym miejscu. Byli wesołymi ludźmi i to z tego należało korzystać. Na poważnie do życia podejdą na boisku. Chociaż Ukrainiec już był na niezłym etapie. Charles z zaciekawieniem wysłuchiwał wymiany zdań przyjaciół, którzy wiedzieli o sobie zadziwiająco dużo jak na fakt, że chyba po raz pierwszy spotkali się ze sobą w bezpośrednim starciu.
- No nie wiem czy niektóre drużyny nie wszczęłyby protestu. Przyglądałaś się kiedyś zawodnikom Gwiazd z Sweetwater? Wydaje mi się, że tam dobór zawodników nie polega na ocenie ich umiejętności. Nie każdy ma szczęście wyglądać jak ja. - Zaprezentował się wszystkim dumnie, rozpościerając ramiona na tyle, na ile pozwolił mu okoliczny tłumek. Wizja takiej gry była naprawdę ciekawa. Zrobiłoby się różnie w zależności od pogody. Szczególnie teraz. Ale musi zapamiętać, by zasugeorwać to trenerowi na następny trening.
- Będą pokazy. Magiczne! Dacie wiarę? To pewnie jakieś sztuczki z wykorzystaniem zimnych ogni i sznurków, ale i tak jestem zaintrygowany - odpowiedział Josephine, starając się brzmieć jak totalnie podekscytowany mugol, skuszony wizją oszukania jego zmysłów. Szło mu chyba nieźle. Mugole zdecydowanie nie byli dla niego wyzwaniem. Ani zagadką. Wychował się z jedną z nich.
- I to musi być naprawdę coś, skoro schodzą się nawet takie gwiazdy - mruknął pod nosem, marszcząc przy tym brwi. Przyjrzał się stojącemu niedaleko Arturowi, ale jakoś tak darował sobie chwilowo pomachanie i zagadanie. Ich kółeczko i tak już nabierało rumieńców. Nie mogli go teraz zgasić takim towarzyszem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29608
  Liczba postów : 44010
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Ratusz   Nie Gru 18 2016, 13:03



Pokaz ognistych zaklęć



Kiedy zainteresowani zebrali sie pod scena, mężczyzna nie tracąc czasu, przeszedł do pokazu. Wykonał ruch różdżka który naśladował rysowanie w powietrzu kształtu typowego dla płomienia, wypowiadając przy tym wyraźnie fire lash. Parę centymetrów przed jego różdżka pojawił się ognisty płomień. Mężczyzna ponownie wykonał ruch, a efekt jego zaklęcia urósł do zaskakującej metrowej wysokości. Niczym wirtuoz machnął dłonią a płomienny język się potroił i pędem przeleciał nad głowami zebranych. Mężczyzna w pełni kontrolował żywioł. Spojrzawszy na zebranych, zakończył pokaz, zachęcając zebranych do prób opanowania zaklęcia.  

Rzucacie dwoma kostkami. Jeśli z zaklęć macie minimum 15 punktów kuferkowych, możecie przerzucić pierwszą kostkę i w przypadku wylosowania odpowiedniej cyfry, traktować to jako opanowanie zaklęcia od pierwszego podejścia, co przydatne będzie w bonusie (posiadanie 30 punktów pozwala na kolejny przerzut itd):

Pierwsza kostka:
 
 

Druga kostka:
 


Bonus:
wyłącznie dla osob, ktore w pierwszym podejściu opanowały zaklęcie fire lash (czyli w pierwszej kostce wylosowały 3,4,5,6):  

Mężczyzna po zakończonym pokazie nadal pozostawał w pobliżu sceny, wypatrując osób, którymi opanowanie uroku poszło całkiem niezłe. Zawołał ich gestem dłoni do siebie, by konspiracyjnym tonem zapytać:
- Chcecie nauczyć się jeszcze czegoś? - rzekł prowadząc zebranych w kierunku bocznej uliczki, która o tej porze, ze względu na pełen atrakcji plac nieopodal, była zupełnie opuszczona i pogrążona w lekkim mroku. Mężczyzna zdawał się prezentować znacznie mniej przyjazną i lekką stronę swej osobowości niż przed momentem na scenie.  
- Tamto to była atrakcja dla dzieciaków, to jest coś znacznie ciekawszego - rzekłszy to, wypowiedział stanowczo horus. Z jego różdżki nagle wyfrunął realnych rozmiarów, ognisty sokół. Machając skrzydłami skutecznie rozjaśniła fragment ulicy.  
- Atakuj! - zawołał mężczyzna wskazując różdżka na przebiegającego ulice, sporych rozmiarów, pająka, pewnie będącego potomkiem jednego z tych, które niegdyś przyczyniły się tu do ich plagi. Sokół momentalnie zaatakował stworzenie, po prostu pochłaniając je swym ognistym ciałem. Pająk momentalnie zamienił się w stos popiołu, a ognisty ptak zniknął.  
- Zaatakuje co tylko zechcecie, zamieniając to w proch. Uważajcie tylko z tym, to niebezpieczne zaklęcie - wypowiedział, powtarzając przed zebranymi ruch różdżka, by ci mogli go później wiernie odwzorować.
 

NOWE OSOBY CAŁY CZAS MOGĄ DOŁĄCZAĆ DO ZAJĘĆ!
Każdy kto spełnia warunek pierwszego przejścia fire lash i opisze w poście naukę zaklęcia horus, będzie mógł później posługiwać się nim na fabule. Za naukę obu zaklęć przysługiwać tez będą dodatkowe punkty do kuferków. Kolejny etap festynu pojawi się za parę dni. 


Dokładny opis zaklęć:
 

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 27
Skąd : Kijów
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 1026
  Liczba postów : 104
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13716-konstantin-dementiew?nid=7#364177
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13717-priwiet#364180
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13721-kostja#364254
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13719-kostja-dementiew#364221




Gracz






PisanieTemat: Re: Ratusz   Nie Gru 18 2016, 14:55

Nie wiem czy to kwestia braku języka, nigdy nie odkrywałem swojej seksualności w stronę mężczyzn i szczerze mówiąc nie zamierzam tego robić. Jestem jednak i tak niesamowicie postępowy jak na Ukraińca! Mój wygląd jest wystarczającą manifestacją moim zdaniem.
- Co ty gadasz? - pytam retorycznie, wzdychając i unosząc oczy do góry. Ale na Twoją wypowiedź o wbijaniu goli śmieję się głupkowato, jak przystało na chłopca, który słyszy żart, który klasyfikuję jako rubaszny. Sprawdzam, czy Lottie nie gniewa się na jego mimowolne parsknięcie śmiechem i przybieram umiarkowanie poważny wyraz twarzy. Swoją drogą zastanawiam się co was faktycznie łączy, czy łączyło, bo Chuck mi pewnie pisał coś o Tobie w listach, ale nie wiem czy dobrze kojarzę. Podoba mi się w tej chwili Twój styl, bo jest równie szalony co mój.
- Nikt nie był we wschodniej Europie, bo tam nie ma nic do zobaczenia - mówię swobodnie i wzruszam ramionami i machnąłem ręką na jej stwierdzenie, że jestem dobry. - No jasne, byłem w reprezentacji Ukrainy. Tylko my nie mamy tak wiele drużyn jak wy. Nawet nie mamy swojej własnej szkoły magii - umniejszam odrobinę swoje umiejętności, albo przynajmniej udaję skromnego. Kiwam głową entuzjastycznie na słowa Lottie, ale Charles mówi swoje trzy grosze i unoszę do góry brwi. - Wyglądają  jak gumochłon, który udaje, że zna się na modzie? - pytam entuzjastycznie, a po chwili już muszę łapać uciekającą Josephine.
- To jest Józefina - przedstawiam jej szybko moim ziomkiom i obejmuję Cię luzacko, jakbyśmy już od dawna byli co najmniej najlepszymi przyjaciółmi. - Widzisz? Wszystkim się podobasz - stwierdzam, parskając śmiechem. Rozglądam się za osobą o której mówi Charles i patrzę z udawanym strachem na Lottie.
- No cóż jeśli jest agresywny nie będzie miał problemów ze zwaleniem mnie z miotły - zauważam porównując naszą posturę. Obserwuję dość bezczelnie Artura, a po chwili gość z Finlandii zaczyna paplać o jakimś zaklęciu. Więc macham różdżką, idzie mi nieźle, dopóki nie tracę panowania nad moim zaklęciem i wywalam się w śnieg, pociągając za sobą Josephine. No pięknie.
- Chaaaarles - jęczę na ziemi, biedny ja. I biedna Jose.

4,5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 29
Skąd : Balbriggan, Irlandia
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 581
  Liczba postów : 60
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13759-lottie-fittleworth#365098
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13761-lotna-lottie#365115
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13762-najgrozniejsza-sowa#365117
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13760-lottie-fittleworth#365111




Gracz






PisanieTemat: Re: Ratusz   Nie Gru 18 2016, 18:35

Lubiłam wzajemne delikatne dokuczanie sobie, szczególnie na tle Quidditchowym. Nie robiłam tego przez inny wzgląd, aniżeli tak naprawdę poprzez sympatię. I na pewno nie należałam też do osób, które mogłyby się o tego typu słówka obrażać. Dlatego słowa Charlesa o mej domniemanej zazdrości, czy bardzo dosłowne sugerowanie o tym, jak to wbijał mi gole, sprawiły, że realnie musiałam przygryźć usta, by zbyt otwarcie nie okazać, że jednak mocno mnie to rozbawiło. Na krótką chwilę zapomniałam, że otaczają nas inne osoby, a swój poniekąd roześmiany wzrok skupiłam na tęczówkach Devenporta.
- Otóż muszę, co byś w zbytni samozachwyt nie popadł, że parę z tych goli rzeczywiście być może dość sprawnie Ci wyszło - ta rozmowa miała jakiś bardzo podejrzany kontekst, który w gruncie rzeczy wprawiał mnie w dość dobry humor. Uważałam, że to bardzo ironiczne, trafić do drużyny z jedną ze swoich pierwszych, szkolnych miłostek. Spotykanie go jednak zawsze przynosiło tą lekką, wesołą atmosferę, którą tak bardzo sobie ceniłam.
Niewiele późnej w naszej skromnej grupce pojawiła się jakaś dziewczyna, która raczej na pewno nie była zawodnikiem Quidditcha, przynajmniej nie w żadnej z ważnych drużyn. Uśmiechnęłam się do niej wesoło, nim jeszcze oddałam się ćwiczeniom zaklęcia, które najwyraźniej miało tutaj być najważniejszym.
Pokiwałam ochoczo głową, słysząc ekscytację Charlesa na te magiczne sztuczki, jakby miały nas zwalić teraz z nóg. Może i były słodko naiwne w stosunku do tego, czego uczyli nas w Hogwarcie, jednak ja wciąż nie wiedziałam czy David Coperfield nie był przypadkiem prawdziwym czarodziejem, który pomagał sobie zaklęciami, czy naprawdę potrafiącym wszystkich oszukać, mugolem.
- O, mam nadzieję! - Klasnęłam ochoczo w ręce ubrane w grube rękawice. - Zawsze chciałam być jedną z tych kobiet przepołowionych na pół. Wciąż nie wiem jak to działa. Jak będzie szukać ochotnika z publiczności, wszyscy krzyczcie moje imię! - Zwróciłam się jeszcze do znajomych, odwracając w stronę mężczyzny i wyczekując rozpoczęcia pokazu. Nic jednak z rzeczy, w których chciałam wziąć udział, się nie wydarzyło.
Natomiast przyszło nam ćwiczyć zaklęcie, co poszło mi mniej więcej okej. To znaczy nie licząc tego, że tak samo jak Kostja, zaraz obok niego, też wylądowałam głową w śniegu, pociągnięta mocno przez ogniste języki.  
- Halo, miałam być ochotnikiem na przecięcie w pół, a nie na przeżycie pierwszego zapalenia płuc w moim życiu - pluję śniegiem, podnosząc się z ziemi i niezbyt zgrabnie wysypując resztki puchu zza kołnierza, a potem celując pod kurtkę zaklęciem rozgrzewającym.

Dość chętnie poszłam za tajemniczym mężczyzną, wzywającym nas ręką. Znaczy stop, nie żebym normalnie zawsze łaziła za starymi chłopami, wołającymi skinieniem ręką! Poszłam grzecznie za tłumem, pewnie nawet częścią osób z mojej dzisiejszej grupki, co by pojąć tajniki tego nowego, mrocznego zaklęcia. Było całkiem imponujące, chociaż totalnie nie wyobrażałam sobie, do czego będę mogła potem używać ognistego jastrzębia zabijającego na każde skinienie. No, chyba że będę mieć w domu wyjątkowo paskudnego robala. Chociaż na to też wolałabym mieć po prostu kota. Nauczyłam się jednak tajników horusa, tak na wszelki wypadek, do obrony osobistej. Obrony przed smokiem najwyraźniej, bo lekkie to to zaklęcie nie było.  

3, 5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 26
Skąd : Marsylia, Francja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 131
  Liczba postów : 107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13629-josephine-leblanc
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13636-jose-zaprasza#362908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13635-sowka-josephine-leblanc#362907
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13634-josephine-leblanc#362906




Gracz






PisanieTemat: Re: Ratusz   Nie Gru 18 2016, 19:04

Jose czując się nieswojo w nieznajomym gronie udała, że skupia się na otoczeniu i grubasku ze sceny. Nie wiedziała nawet o czym oni rozmawiali i choć próbowała przez chwilę zrozumieć, tak ostatecznie skapitulowała. Kiedy jednak Kostja przycisnął dziewczę do siebie, odruchowo objęła go w pasie, uśmiechając się przy tym na brzmienie swojego francuskiego imienia z jego wschodnim akcentem. Brzmiało ono tak cudacznie, że nie miała nawet serca mu tego mówić.
Potem skupiła się na krótkim zamieszaniu na scenie. Nie miała zamiaru machać różdżką a zresztą zamiast tego włączył jej się tryb matki-uzdrowicielki i panny-wiecznie-na-nie, która najprawdopodobniej za chwilę będzie musiała uleczyć kilka oparzeń. Taką miała przynajmniej nadzieję. Popatrzyła w skupieniu po ludziach obok, gdy w pewnym momencie wylądowała na ziemi; ciałem idealnie na Kostji, a twarzą, no cóż, w śniegu. Nie bardzo rozumiała co się właśnie stało.
- Mógłbyś podrywać mnie w inny sposób - skomentowała krótko całą sytuację, kiedy tylko uniosła się nieco znajdując się ustami na wysokości ucha chłopaka. Zgarnęła w dłoń trochę śniegu, który zaraz potem wylądował na środku fioletowej czapki Konstantina. Puszczając mu przyjacielsko oczko, w paru niezgrabnych ruchach przetoczyła się na bok, siadając na ziemi tuż obok. Cały pokaz nie do końca ją przekonywał, jednak kiedy Lottie tak po prostu poszła sobie za grubaskiem, spojrzała najpierw na Kostka, a potem na Charlesa.
- Halo, no co wy? Puścicie ją tam samą z tym staruchem? - nie, żeby coś, ale prezenter wyglądał (i nawet brzmiał) trochę jak pan, który woła małe dzieci do piwnicy obiecując im małe kotki. A ona nie za bardzo chciała brać udział w kryminalnych zagadkach Doliny Godryka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 28
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 324
  Liczba postów : 14
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13766-charles-davenport#365234
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13769-charles-znajdzie-cos-dla-kazdego#365251
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13768-charlesowa-sowka#365250
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13767-charles-davenport#365249




Gracz






PisanieTemat: Re: Ratusz   Nie Gru 18 2016, 22:22

Cieszył się bardzo, że jego przyjaciele dobrze się dogadują, atmosfera jest ogólnie radosna, a dzień faktycznie okazał się całkiem miły. Wszystko tak jak miało być. I zaraz jeszcze nauczy się czegoś nowego, bo wierzył z całych sił, że się nauczy!
- Ja po prostu jestem sam ze sobą szczery - odpowiedział Lottie, żeby to ona go tutaj nie umniejszała. Powinna go chwalić, bo przecież miał ten plus, że był od niej wyższy. Nie to co wesoły Ukrainiec. Oczywiście nikt wschodniego przyjaciela nie winił. Przeciwnie. Charles pokiwał głową z entuzjazmem na jego krótki opis wrogiej drużyny. Przyjrzał się uważniej jemu i Josephine. Zdecydowanie będą musieli potem trochę poplotkować. On dokładniej zda mu relacje ze swojego niedługiego związku z Lotką, kolorowy zaś opowie na jakim etapie jest akurat z Leblanc. Ale nie teraz, teraz są o wiele ciekawsze rzeczy! Mieli się nauczyć nowego zaklęcia. A to świetnie, bo przecież Davenport nigdy nie był w tym mistrzem, teraz chciał się bardzo skupić, żeby zaimponować wszystkim dookoła. Uważnie obserwował samozwańczego mistrza, spokojnie i nieśmiało powtarzając jego ruchy. Wolał jednak najpierw przyjrzeć się swoim przyjaciołom. I to był dobry wybór. Gdy z różdżek czarodziei dookoła wreszcie zaczęły wydobywać się płomienie, zrobiło się delikatne zamieszanie. Davenport poczuł się ciut niepewnie, ale na zewnątrz wciąż starał się zgrywać wielkiego maga, jakby uczył niegdyś samego Merlina. Fakt, że wszyscy jego rozmówcy po kolei lądowali w śniegu jednak dodał mu otuchy. Śmiał się radośnie i kręcił głową z politowaniem. No teraz to już na pewno się popisze.
- Nie marudźcie, tylko patrzcie na to - pouczył ich i wreszcie wziął się za prawdziwą próbę zaklęcia. I faktycznie przez chwile szło całkiem nieźle! Szkoda tylko, że dał się rozproszyć tym migrującym tłumem i zainteresowaniem Lottie. On również stracił na moment panowanie nad płomieniami i ostatecznie zmroził sobie dupsko w śniegu. Westchnął smutno, miażdżąc własną różdżkę spojrzeniem, jakby miała poczuć się za to winna. Dał jej jednak szansę odpokutować. Machnął nią sprawnie, by unieść trochę śniegu i przenieść go nad głowę Fittleworth, by równie szybko i sprawnie zaklęcie przerwać. Co się stało ze śniegiem, to raczej oczywiste. Wygramolił się zgrabnie z zaspy, by podbiec do obrończyni i zdążyć jeszcze szybko załapać tajniki kolejnego zaklęcia. Przyda mu się zapewne, gdy dziewczyna zażąda rewanżu.

4,5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 38
Skąd : Irlandia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 567
  Liczba postów : 209
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13194-nolan-torin-keane?nid=1#352819
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13197-nolan-torin-keane#352823
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13199-poczta-nolana#352826
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13200-nolan-torin-keane#352827




Gracz






PisanieTemat: Re: Ratusz   Wto Gru 20 2016, 01:36

Minister magii na pokazie? Jakież fenomenalne urozmaicenie i obcowanie ze swym ludem. Nie, nie przyszedł tu po to by reprezentować władzę najwyższą jaka istniała na tych wyspach, po prostu chciał się dobrze bawić po przeprowadzce, powrót do włości, który został siłą odebrany jemu i rodzinie. Pora najwyższa by poznać sąsiadów, chociaż podejrzewał, że napotka tu raczej snobów siorbiących z uwielbieniem wino niżeli koneserów ognistej wody. Tłum był dosyć liczny, a śnieg od rana nie prószył, to pewnie dlatego ludzie z Doliny chętniej wylęgli ze swoich chałup do miasteczka. Warto było zobaczyć co tam ciekawego władze zorganizowały za pokazy. Namawiał stryja by także się pojawił, ale uznał to za "dziecinadę, jarmarczne sztuczki a nie prawdziwą magię na miarę jego umiejętności." Nigdy nie sądził, że na starość stanie się taki upierdliwy. Miał większe niekiedy ego niż Nolan, co było szczytem wszystkiego. Mała Ai wolała zostać w domu. Był sam, jak zwykle, jakże trudno było liczyć na rodzinę w dzisiejszych czasach. Akurat gdy przybył pokaz się zaczynał. Egzotyczny spektakl przypomniały mu o Kolumbii, cudownym słońcu, ciepłym piasku i niechcący jeszcze i niej. Zacisnął zęby. Na starość robił się co raz bardziej ckliwy. Zupełnie niepotrzebnie. "Niebezpieczne zaklęcie, też mi coś!" Burknął w myślach i dobył swojej palmy. Odwzorował gesty jakie należało wykonać. Czar wyglądał iście spektakularnie, tylko miał wrażenie, że to chyba bardziej dla bab mienić się jakby brokatem.

4,6
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Mieszkaniec Doliny
Wiek : 35
Skąd : Cardiff, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 449
  Liczba postów : 89
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13430-morwen-blodeuwedd#358001
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13711-naczelna-proroka-zaprasza#364094
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13432-morwen-blodeuwedd#358028
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13433-morwen-blodeuwedd#358031




Gracz






PisanieTemat: Re: Ratusz   Wto Gru 20 2016, 13:16

Zarówno Morwen, jak i jej towarzysz niedoli @Nessie Shercliffe, byli dość sceptycznie nastawieni do świątecznych pokazów pod ratuszem. O ile ona powinna się tam pojawić, choćby przez funkcję jaką sprawowała, tak Shercliffe mógł spokojnie siedzieć sobie w ciepłym domku.
Koniec końców przyszli we dwójkę, śmieszkując i dyskutując po drodze, kiedy jednak znaleźli się na miejscu, Walijka zdziwiła się tłumem ludzi. Stając w miejscu rozglądała się i nie była przekonana czy dobrze zrobili. Poza tym kto normalny pchałby się w tłum ludzi, którzy machali ognistymi językami wokół siebie?
- Przeczuwam pożar - wymruczała konspiracyjnym szeptem a potem jakby nigdy nic chwyciła Nessiego pod rękę, rzucając z niewinnym uśmiechem "żebym się nie zgubiła". Następnie przedarli się trochę do przodu, między ludźmi a Morwen chyba tylko cudem nie wywróciła się w swoich fikuśnych szpilkach. Zdążyli akurat na kolejne wyjaśnienie tego co mają zrobić.
Entuzjastycznie wyjęła różdżkę i przystąpiła do działania. Biorąc pod uwagę fakt, że nie skupiała się wyjątkowo na swoim zadaniu, to paradoksalnie poszło jej świetnie. Nie spaliła niczego ani nikogo, a zamiast tego jeden z języków wylądował w kupce śniegu. Zresztą, zarówno ona jak i Nessie dostali tym śniegiem prosto w twarz, ale kto by się tym przejmował, skoro znalazła 30 galeonów!
- Nessie, idziemy na randkę, jestem bogata - pomachała mu pieniążkami przed nosem, poruszając znacząco brwiami i uśmiechając się przy tym zawadiacko.

Kostka: 4, 3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 34
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 601
  Liczba postów : 109
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13706-dionysius-jayden-shercliffe#364033
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13715-bajorko#364106
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13714-eissen-iv-waleczna#364104
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13712-dionysius-jayden-shercliffe#364097




Gracz






PisanieTemat: Re: Ratusz   Wto Gru 20 2016, 14:53

Kto powiedział, że Dionysius był normalny? Podchodził do tego wyjścia całkiem entuzjastycznie, nawet sceptycyzm Morwen mu się nie udzielił. Pod płaszcz założył przypałowy świąteczny sweter żeby lepiej wczuć się w klimat, a na uszach miał ciemne puchate nauszniki, współgrające z szalikiem w barwach Hufflepuff. Krukon incognito! Śnieg zdążył oblepić mu buty zanim dotarł do miejsca, w którym spotkał się z kobietą. Spojrzał na jej szpilki, unosząc sugestywnie brwi.
- Ok, czaję, zimą łatwiej się w nich chodzi, śnieg stabilizuje obcasy, a lód daje idealne tarcie.
Wracając do początku i poddanej w wątpliwość normalności - Shercliffe bez problemu wlazł w tłum ludzi, zajętych kierowaniem ognistymi językami. Wymijał zgrabnie zagrożenie, prowadząc Morwen, skoro już uwiesiła mu się na ramieniu (mówcie co chcecie, w tych butach - nic zaskakującego), aby dotrzeć do prowadzącego całe przedsięwzięcie i nadrobić, co ich ominęło. Zaklęcie wydawało mu się przydatne. Poczekał ze swoimi ćwiczeniami, nie chcąc ryzykować prób w tym samym czasie, co Walijka. Przetarł twarz dłonią, pozbywając się resztek śniegu z rzęs, otrzepał też nieco włosy.
-Ja nie chodzę na randki - oznajmił znów, głową wskazując jej dyskretnie Ministra Magii. Wykorzystując swoją nieznajomość ludzi na wysokich stanowiskach, udawał, że nie wiem, kim Keane jest. - Pochwal się temu panu, może będzie randka - zaszczycił ją niewinnym uśmiechem.
- Fire lash - wymamrotał niepewnie, kreśląc bliżej nieokreślone kształty w powietrzu, a jego zaklęcie zachowało się tak, jak na ton przystało. Zwariowało nieco, niekontrolowane, zrzucając biednym bałwanom nosy i ostatecznie pociągając Shercliffe'a razem z Morwen (w odwecie za śnieg, bo wciąż wisiała mu przy ramieniu) do przodu. Czar zafundował im lądowanie w kupce białego puchu, przez co ubrania zaczęły im przemakać momentalnie. Nessie wcale się tym nie przejmował, sytuacja nawet go bawiła, a ręką natrafił na jakiś przedmiot. Nie do końca wiedział, czym jest świetlik, ale wyglądał jak zwykła lampa. Rozejrzał się, ale nikt nie wyglądał, jakby czegoś szukał, więc uznał, że lampa jest już jego własnością. Wygramolił się z zaspy i pomógł wstać Morwen, prowadząc ją z powrotem do tłumu i nie przejmując się, że wyglądali jak kupki przemokniętego nieszczęścia. Podążył za resztą, przyglądając się kolejnemu czarowi.
- Nie - mruknął tylko ponuro, kiedy zauważył akromantulę i domyślił się, co miało zrobić z pająkiem zaklęcie. Zmarszczył brwi i mimowolnie napiął lekko mięśnie, krzywiąc się, kiedy stworzenie skończyło jako popiół. Miał ochotę zaprotestować, ale w takim tłumie było to kompletnie bez sensu. Pewnie byłby w kolejce do spalenia na stosie. Coś mu się humor zepsuł i horusa uczył się już z przymusu, aby tylko zająć czymś myśli. Nie miał zamiaru używać go w ten sposób.

4, 5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 38
Skąd : Eastleigh / Hereford / Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 5566
Dodatkowo : zaklęcia bezróżdżkowe, opiekun Gryffindoru
  Liczba postów : 1475
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5994-archibald-jeremiah-blythe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5997-archowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5998-archibaldowa-poczta#170933
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7372-archibald-blythe#207289




Gracz






PisanieTemat: Re: Ratusz   Wto Gru 20 2016, 17:19

Blythe chyba potrzebował się przewietrzyć. Wpadł w wir pracy, najpierw uparcie sprawdzając eseje i rozprawiając się z wszelkimi dokumentami związanymi z Hogwartem, potem zaś, po bardzo krótkiej przerwie na spacer, wrócił do wyczerpujących opracowań zaklęć. Tonął w notatkach i starych księgach, zbierając cząstkowe informacje z kilku źródeł i starając się złożyć je w jedną, logiczną całość. Obliczeniom, założeniom i prawdopodobieństwu nie było końca, bezsenność znów zawitała w jego progach, choć w obecnym mieszkaniu jeszcze nie atakowała go tak silnie. Niewiele było po nim widać - był tak samo chudy i blady jak zawsze. Postanowił jednak oderwać się na chwilę od wyczerpujących mentalnie zajęć i postanowił wybrać się do Doliny Godryka, gdzie jeszcze nie miał okazji przebywać. Teleportował się, przytrzymując dla pewności kapelusz, bo na jego stratę nie mógł sobie przecież pozwolić, pojawiając się w pewnej odległości od centrum miasteczka. Na miejscu pojawił się dosyć późno, ale przemknął miedzy tłumami i poobserwował chwilę uczących się, na podstawie wniosków próbując zaklęcia. Nie miał z nim przesadnych problemów, ale zmęczenie i fakt, że sposób podpatrywał od innych, sprawiły że nie wyszło mu do końca tak, jak miało. Nie zrobiło jednak nikomu krzywdy, a Archibald dostrzegł jakiś podejrzany kształt w śniegu, na dachu, dlatego zetknął go z ognistym językiem. Nie licząc śniegu, atakującego go niespodziewanie, dorobił się trzydziestu galeonów. Nie miał pojęcia kto i dlaczego miałby kłaść sakiewkę na dachu, ale myśli rozproszyły mu się szybko, kiedy dostrzegł Ministra Magii. Zmarszczył ledwo zauważalnie brwi i, nie wnikając, zajął się drugim zaklęciem. Było trudniejsze, ale na jego poziom wcale nie tak skomplikowane. Skinął głową instruktorowi, unosząc kapelusz, kiedy poradził sobie z horusem, a potem oddalił się nieco od zbiorowiska, w typowy dla siebie sposób obserwując otoczenie. Zastanawiał się, czy wychylać się z jakimś pokazem, ale nie był jeszcze pewien.

Kostki - 5 i 3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Wiek : 27
Skąd : Ennis, Irlandia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 2253
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 215
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10504-pixie-alkyone-cheshire-budowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10523-pikselkowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10521-pacnij-sowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10522-pixie-alkyone-cheshire#289292




Gracz






PisanieTemat: Re: Ratusz   Wto Gru 20 2016, 20:02

Ociupinkę spóźniona pojawiła się w Dolinie Godryka, owinięta bardzo długim szalikiem, który nieustannie plątał się we wszystko, co popadło - w drzewa, ławki, w ludzi - mimo tego brnęła dzielnie, poruszając się zadziwiająco zgrabnie jak na takie utrudnienia. Pod pachę zagarnęła specjalne wydanie proroka, mając zamiar rozejrzeć się za zawodnikami quidditcha, bo w miasteczku ich nie brakowało! Nie znała zbyt dobrze składów drużyn, ale nie przeszkadzało jej to absolutnie w niczym. Musiała się zastanowić, czyją chce być fanką, a takich ocen najlepiej dokonywało się bezpośrednio.
Najpierw zainteresowała się zaklęciem, które wszyscy ćwiczyli. Zdołała przepchnąć się do przodu, gdzie rozeznała się bardziej w temacie, upychając jeszcze naprędce gazetę w kieszeni żeby przypadkiem jej nie zgubić. Miała dziś niespodziewanie dobry dzień, bo nie dość, że szybko załapała, co i jak dokładnie trzeba wykonać, zaklęcie jej wyszło. Zdziwiona aż cofnęła się, niezgrabnie zaplątując w szalik i potykając o siedzącą na ziemi Josephine. Wylądowała w śniegu obok Konstantina, obijając swój kościsty tyłek, a zaklęcie prysło, obsypując całą trójkę oraz Charlesa ognistym brokatem.
- Dolina wpływa jakoś na umiejętność rzucania zaklęć? - zapytała, zdziwiona tym fantastycznym efektem. Najchętniej rozsypałaby brokat nad głowami wszystkich zebranych, może niektórym poprawiłby się humor.
Rozpoznała dwie z trzech twarzy, do których niechcący dołączyła, ale nie mogła powiedzieć, z której drużyny byli. Zastanawiała się chwilę, przerzucając wzrok na zmianę z szukającego na ścigającego, czy wyjąć gazetę i sprawdzić to zawczasu, ale uznała, że pójdzie na żywioł. Ostatecznie zawiesiła wzrok na pielęgniarce, chwilę później spoglądając znów na Ukraińca.
- Wyglądasz strasznie super, twoja dziewczyna powinna wziąć z ciebie przykład - wygłosiła, bo Jose minę miała niezbyt zadowoloną. - Gdybyście zamienili się ubraniami, na bank by się uśmiechnęła - oceniła.
- Kogo? - dopytała ciekawa dziewczynę, bo nie orientowała się w temacie, Lottie zniknęła chwilę przed pojawieniem się Pixie.
- Tak w ogóle - jestem Pixie, miło mi. Gdybyście kiedyś mieli problem z dotarciem w jakiekolwiek miejsce Wielkiej Brytanii, polecam się razem z Błędnym Rycerzem, trzeba tylko wyciągnąć różdżkę nad drogą - poinformowała, patrząc po twarzach całej trójki, bo była pewna, że Leblanc również jest zawodniczką i nie miała pojęcia, kto z nich wie o tym sposobie transportu.
Podniosła się ze śniegu, otrzepała luźną kurtkę i owinęła się znów szalikiem, który teraz tłumił jej głos, bo zakryła nim połowę twarzy.
- Zaraz wracam, nie uciekajcie mi - poprosiła ładnie, machając im wytatuowaną dłonią, wybierając się na przeszpiegi, bo część ognistych języków zaczynała atakować, nie wiedząc czemu. Dowiedziała się szybko i ćwiczyła wytrwale kolejne zaklęcie, starając się nie narobić zbyt wiele bałaganu. Nie do końca wiedziała, po co jej to było, ale wpadła na Lottie dokładnie w momencie, kiedy jej wyszło. Z tą różnicą, że jej ogniste ptaszysko zaatakowało ją samą więc pozbyła się go w ostatnim momencie.
- No i po co komu halucynacje, jak można wpaść na pokazy do doliny - skomentowała, drapiąc się po głowie i przypatrując jeszcze chwilę miejscu dokładnie przed swoją twarzą, gdzie przed chwilą szalało zaklęcie. Przedstawiła się Fittleworth, przekonana, że ona też należy do którejś drużyny. Dziś jej zdaniem większość obecnych musiała brać udział w quidditchowych rozgrywkach.

kostki: 5 i 6
wybaczcie, że się chamsko wbijam, ale Pix przy okazji musi ponawiązywać znajomości :v
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Mieszkaniec Doliny
Wiek : 35
Skąd : Cardiff, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 449
  Liczba postów : 89
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13430-morwen-blodeuwedd#358001
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13711-naczelna-proroka-zaprasza#364094
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13432-morwen-blodeuwedd#358028
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13433-morwen-blodeuwedd#358031




Gracz






PisanieTemat: Re: Ratusz   Wto Gru 20 2016, 21:10

Kompletnie nie mogła zrozumieć usztywnionego zachowania Nessiego w tych kwestiach. W każdej innej potrafił żartować i w zasadzie wszystko obrócić w żart, kiedy jednak ona zgrywała się, że idą na randkę, ten dostawał bliżej nieokreślonego wścieku. Spoglądnęła nań, przewracając czekoladowymi oczętami a potem westchnęła.
- Wyjmij tego kijka w końcu, randka to tylko głupie określenie. Przecież nie zaciągnę cię na siłę do łóżka... - burknęła, szybko tego żałując. Chwilę potem leżała częściowo na Nessim a częściowo w śniegu, plując nim na wszystkie strony. Nie przeszkadzało jej to jednak, więc zaczęła się śmiać, po czym następnie podstępnie zgarnęła trochę śniegu w dłoń rozwalając go na ramieniu Shercliffa.
- To za usztywnianie się - posłała mu całusa w powietrzu, wstając na równe nogi. Mogliby się teraz ogarnąć zaklęciem, prawda? Ale po co? Mieli się bawić a potem dopiero wylądować z zapaleniem płuc w szpitalu. Na wzmiankę o ministrze wzruszyła jedynie ramionami - niestety ich młodziutki minister interesował ją tyle co zeszłoroczny śnieg i brzydko mówiąc miała go gdzieś. Nie obcowała z tym człowiekiem w żaden sposób a na wszelkie spotkania chodzili jej pracownicy, póki co.
- Pamiętasz, że w ministerstwie są orgie po zamknięciu, co? - wyszeptała uśmiechając się szeroko. Następnie powędrowała w stronę jednej z uliczek próbując ogarnąć co się dzieje. Akromantula, ok, zaklęcie... zaraz, zaraz.
- Pan oszalał? - krzyknęła z tłumu, krzyżując ręce na biuście. Niestety nie zdążyła i w zasadzie chyba była zagłuszona przez dziki tłum. Kiedy dowiadywali się o szczegóły festynu nikt nie mówił, że spopielanie zwierząt wliczane jest w pokazy. Dlatego teraz tym bardziej czuła chęć obsmarowania całej tej idei w następnym podsumowaniu.
- Spokojnie, taką opinię mu wyrobię, że następny pokaz zaserwuje przed lustrem, masz moje słowo - stwierdziła spokojnie, pochylając się ku swojemu towarzyszowi. Widziała nagłą zmianę w jego humorze i się wcale jej nie dziwiła. - Chodź, idziemy, trzeba ci poprawić humor - chwyciła Nessiego pod ramię, jednocześnie chowając różdżkę do kieszeni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 27
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 407
  Liczba postów : 36
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13735-dixie-figueroe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13739-dixie#364566
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13740-sowka-dixie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13737-dixie-figueroe




Gracz






PisanieTemat: Re: Ratusz   Wto Gru 20 2016, 23:28

Dixie postanowiła się przewietrzyć i wybrać na lekki spacerek. Nie była to może idealna pogoda na dłuższe wycieczki, ale miała z tym swój większy cel. Zmierzała prosto pod ratusz gdzie zgodnie z porozwieszanymi wszędzie plakatami miał się odbyć jarmark. Dziewczyna z trudem przebijała się przez zaspy śnieżne, spacerując przez Dolinę Godryka. Było strasznie zimno i nie pomagały nawet dwa, grube swetry oraz szal, który swobodnie powiewał sobie za dziewczyną. Co gorsza zaczynały jej powoli przemakać buty. Zatrzymała się na chwilę i rzuciła na siebie ogrzewające zaklęcie. W niektórych wypadkach jak na przykład teraz żałowała, że nie potrafi się teleportować. Jak wszyscy uczniowie w odpowiednim czasie uczyła się tego i szło jej całkiem nieźle, jednak ostatecznie nie podeszła do egzaminu. Teraz już nawet nie pamiętała dlaczego. Gdy po raz kolejny poślizgnęła się na oblodzonej ścieżce postanowiła sobie w duchu, że kiedyś zda ten głupi egzamin. Swoją drogą to dziwne, że światowej klasy zawodniczka nie radzi sobie z podstawowym środkiem transportu.
Ratusz wygląda dzisiaj naprawdę ładnie. Stwierdziła po dotarciu na plac. Te wszystkie światełka, lewitujące figurki i świecący na złoto śnieg. Rozejrzała się po zgromadzonym tłumie. Trudno było dostrzec jakąś znajomą twarz w bezkształtnej masie kurtek, szalików i czapek. Mimo wszystko dojrzała sporo zawodników Quidditcha, niestety żadnego ze swojej drużyny. Wpadła akurat w momencie gdy jakiś pulchniutki mężczyzna ze sceny, o lekko dziwacznej urodzie, tłumaczył nieznane jej zaklęcie. Z jego różdżki wystrzelił imponujący strumień ognia, który przeleciał nad jej głową, zrobił obrót i zniknął. Dixie wyciągnęła różdżkę, zachęcona tym pokazem i sama spróbowała. Fire Lash. Powiedziała i zamachnęła się tak, jak pokazywała facet ze sceny. Niestety nic się nie stało. Zawstydzona schowała różdżkę i rozejrzała się, czy aby nikt nie widział jej smutnej porażki. Zacisnęła zęby z złości. Chciała odejść kawałek od grupy, ale poślizgnęła się i wpadła całym ciężarem ciała na jakiegoś mężczyznę, (@Artur S. Shercliffe)który stał za nią.
2 :(
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 27
Skąd : Kijów
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 1026
  Liczba postów : 104
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13716-konstantin-dementiew?nid=7#364177
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13717-priwiet#364180
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13721-kostja#364254
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13719-kostja-dementiew#364221




Gracz






PisanieTemat: Re: Ratusz   Sro Gru 21 2016, 02:55

Nic nie komentuję dalsze słowa Lottie, bo mam wrażenie, że to już wasza sprawa, więc pojawienie się Jose było mi wręcz na rękę. Unoszę tylko do góry brwi i szybko zerkam na Charlesa, ale nie chcę mu posyłać jakoś więcej znaczących spojrzeń. Za to nie mogę się powstrzymać od przyjrzenia się Lotce. Swoją drogą nie powinieneś mnie oceniać bo moim wzroście, bo radzę sobie doskonale bez Twoich 185 centymetrów wzrostu. Twoja była jest ode mnie znacznie wyższa i nie jest klasyczną pięknością. Nie jestem pewny czy zwróciłbym na nią uwagę w innych okolicznościach. Bez obrazy, teraz wydajesz mi się bardzo interesująca, masz śmieszny styl, podobny do mnie charakter i nie wiem o co chodzi z Tobą i Charlesem. A wiadomo, że jeśli ktoś kogo dobrze znamy, niemalże przedstawia nam swojego ex, mimowolnie poddajemy go ocenie. A moja ograniczona wyobraźnia nie może teraz przyodziać Cię w sukienkę, a przecież Chuck mi się kojarzy z bardziej... elegancką dziewczyną. Wszystkie moje słowa brzmią teraz nie tak jak chcę. Jednak konkluzja jest taka, że mi wyglądasz na świetną koleżankę, która zazwyczaj chodzi w dresach i pije kremowe, gadając o Quidditchu z kumplami, a nie wiedziałem, że to typ Charlesa. Szybko oceniam i nie wiem jak bardzo się mylę. Jak zwykle czuję się nieomylny.
Póki co niestety jednak wszyscy lądujemy w śniegu. Jose leży na mnie, ale na szczęście jesteś leciutka jak piórko, więc nic mnie nie boli i tylko pluje śniegiem, który jakimś cudem znalazł się w mojej buzi. - Upadki to jedyne znane mi sposoby podrywu Ciebie - żartuję, kiedy schodzisz ze mnie, a ja w odwecie nakładam Ci placek śniegu na głowę. Swoją drogą dosłownie wszyscy stracili równowagę, bo oprócz nas, upada między nami nieznajoma dziewczyna, która potyka się o Ciebie. Automatycznie przyciągam Cię do mnie, żebyś przypadkiem nie straciła głowy. Ochraniam Cię własnym ciałem i przymykam oczy czekając na wielkie bum, ale na szczęście nieznajoma znajduje dla siebie miejsce na śniegu i nikogo nie łamie, tylko obsypuje nas brokatem.
- Jeśli tak to tłumaczyłoby dlaczego moja kanapa wiecznie ucieka - odpowiadam z przekąsem, patrząc na obsypujący nas pył. Zerkam na nieznajomą dziewczynę, która po krótkim namyśle prawi mi komplement i lekko kpi sobie z Jose. Parskam wesołym śmiechem na jej wypowiedź. - Niestety moja dziewczyna nie chce wymieniać się ze mną ubraniami w żaden sposób, dlatego nie jesteśmy razem - mówię z udawaną smutną miną. Nie mam pojęcia czym jest błędny rycerz i nawet nie potrafiłbym wymówić ponownie tej nazwy. Dlatego tylko marszczę brwi, ale zanim zdążę o cokolwiek zapytać już biegniesz gdzieś dalej. Wstaję ze śniegu i pomagam zrobić to samo Jose, która mówi coś o Lotce.
- Charles chyba bardzo chce sam o nią zadbać - mówię z lekki przekąsem i patrzę w stronę swojego śliniącego się przyjaciela. - Zaraz wrócę - dodaję, bo też chcę zobaczyć co mówi ten cały grubas, więc uznaję, że nic się nie stanie jak sobie pójdę.
Staję gdzieś obok znajomych, próbując zobaczyć o co tam dalej chodzi. Obok mnie stoi Pixie, która jest nawet niższa ode mnie, więc nie muszę się nawet wspinać na palce, by nasze nosy były na tym samym poziomie, jak chyba w przypadku Lottie. Już wcześniej zwróciłem uwagę na Twoje tatuaże na ręce, bo jednak są niesamowicie charakterystyczne, a ja jestem ich fanem. Bez pytania biorę Twoją dłoń i delikatnie dźgam palcem pomalowanego ciała.
- Nie ruszają się? - dziwię się z tym swoim śmiesznym, śpiewnym akcentem. Nie widziałem jeszcze u nikogo tutaj podobnych do moich. Żebyś wiedziała o czym mówię, podwijam lekko rękaw kurtki, a no moim nagim ciele wygląda kilku, wyraźnie zmarzniętych graczy Quidditcha. Pewnie nie tylko chce wytłumaczyć o co chodzi, ale też się pochwalić swoimi tatuażami. Zerkam na Ciebie i uznaję, że imię Pixie bardzo do Ciebie pasuje, wyglądasz na jakąś Pixie, pomimo buntowniczego wyglądu (a może dzięki temu?). - Jestem Kostja - dodaję, bo orientuję się, że wcześniej się nie przedstawiłem. Uśmiecham się też bardzo uprzejmie i strzepuję z Twojego ramienia resztki śniegu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 26
Skąd : Marsylia, Francja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 131
  Liczba postów : 107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13629-josephine-leblanc
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13636-jose-zaprasza#362908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13635-sowka-josephine-leblanc#362907
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13634-josephine-leblanc#362906




Gracz






PisanieTemat: Re: Ratusz   Sro Gru 21 2016, 09:39

Panna-wiecznie-na-nie nawet powoli zaczęła odzyskiwać humor i przekonywać się do całego tego pokazu. Nie przeszkadzało jej to, że leży na ziemi w śniegu (o dziwo), ani to, że po chwili miała pełno wspomnianego śniegu we włosach. Na jej bladej twarzy pojawił się uśmiech, jednak nim zdążyła odpowiedzieć na zaczepkę Kostji, ponownie znalazła się w jego ramionach. Tylko tym razem jakoś tak dziwnie inaczej. Z orientacją w sytuacji u niej dzisiaj było kiepsko, dlatego dopiero kiedy wyrwała się z duszących objęć chłopaka, jej wzrok zetknął się ze spojrzeniem Pixie.
Nie bardzo wiedziała czy ma ochotę przypadkiem rzucić w nią zaklęciem, czy raczej sobie odpuścić, ale jedno było pewne - wraz z pojawieniem się nowej dziewczyny jej popękana skorupka o nazwie "nie lubię się bawić" zamknęła się z powrotem.
- Ach, słyszałam, że w pobliskim cyrku szukają nowego klauna, reflektujesz? - uśmiechając się nader uroczo, odprowadziła dziewczę wzrokiem, podnosząc się z ziemi. Miała wrażenie, że Dolina przyciągała same takie absurdalne osoby. Albo ona miała (nie)szczęście akurat na nie wpadać.
Kiedy została w zasadzie sama, odetchnęła z ulgą. Strzepała z siebie resztki śniegu, wyjęła z kieszeni papierosa, którego zapaliła a potem ponownie zaczęła przeciskać się między tłumem ludzi, który jakby się teraz przerzedził. Nie wiedziała tylko w którą stronę iść, żeby się wydostać spod ratusza w jakąś luźną uliczkę, dlatego w pewnym momencie stanęła jak wryta, rozglądając się dookoła. Oczywiście udawała, że jest super i świetnie robi radzi, popalając spokojnie wiśniowe pufki a jej wzrok w pewnym momencie natrafił na @Nolan Torin Keane. Zresztą, stał niecały metr od niej, więc zdziwiła się, że dopiero teraz go zauważyła. Ślepota.
- Ministra też bawią takie rzeczy? Świat zwariował - rzekła po prostu ze swoim śmiesznym francuskim akcentem. Zdążyła nienachalnie mu się przyglądnąć i odsunąć się nieco, w razie gdyby zaraz wskoczyło na nią kilku aurorów z ochrony.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Ratusz   

Powrót do góry Go down
 

Ratusz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
Dolina Godryka
 :: 
Centrum miasteczka
-