Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksSzukajRejestracjaZaloguj

Share
 

 Hogs Cafe

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość


Joshua Mistaen
Joshua Mistaen

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 27
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 779
  Liczba postów : 191
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11401-joshua-mitsaen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11405-wyznawcy-i-oprawcy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11409-jezusowe-listy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11417-joshua-mistaen#306305
Hogs Cafe - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Hogs Cafe - Page 4 Empty


PisanieTemat: Hogs Cafe   Hogs Cafe - Page 4 EmptySob Sie 22 2015, 21:46

First topic message reminder :


Hogs Cafe

Miejsce, jakiego w Hogsmaede nie było!
Tylko tutaj, dostaniesz dobrą kawę - najlepszą w mieście - posmakujesz nowych, pysznych alkoholi, porozmawiasz, poczytasz gazetę, książkę, spotkasz ze znajomymi!
Przybywaj! Hogs Cafe jest bowiem czynne całą dobę!



Ostatnio zmieniony przez Joshua Mistaen dnia Wto Gru 08 2015, 21:45, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość


Javier Jesús Hawkes
Javier Jesús Hawkes

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 39
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -308
  Liczba postów : 60
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12302-javier-jesus-hawkes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12350-korespondencja-javiera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12358-javier-jesus-hawkes
Hogs Cafe - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Hogs Cafe - Page 4 Empty


PisanieTemat: Re: Hogs Cafe   Hogs Cafe - Page 4 EmptyPią Mar 11 2016, 20:45

Ledwie powstrzymał uśmiech, kiedy tak zadrżała. Naprawdę się go bała. Mógłby przysiąc, że gdyby zrobił w jej stronę chociaż jeden gwałtowny ruch, spłoszyłaby się i uciekła.
Dawało mu to dziwne poczucie satysfakcji. Wcześniej po prostu nie przywiązywał do tego uwagi.
Teraz, kiedy miał świadomość, że ta mała będzie dzieliła z nim dom była w jakiś dziwaczny, chory sposób przyjemna. Zaprzyjaźni się ze Scottim.
Po pewnym czasie pewnie będą w mniej więcej podobnym stanie.
- Twój ojciec często mi o Tobie mówił. Nie martw się, same pozytywne rzeczy. Gryfonka, hm? Podobno z Hogwardzką tiarą jest coś na rzeczy i czasem nawet udaje jej się wyłuskać z człowieka coś, o czym on sam nie miał pojęcia. - Zmierzył ją czujnym spojrzeniem. Tą kupkę nerwów i strachu, aż dziw brał, że Lilith nie dygotała przed nim. Widać miała na tyle dumy, żeby chociaż to tuszować.
Ale to akurat Hawkesowi niezbyt imponowało. Nadal nie do końca rozumiał poczucie dumy. Oczywiście, znał definicję tego słowa, mógł wskazać przykłady w życiu codziennym, ale tak jak niemal z każdą rzeczą, która nie była namacalna, miał problemy. Od kiedy pamiętał to, co mógł dotknąć i poznać było jasne i klarowne. Rzeczy, których fizycznie nie dało się określić pozostawały dla niego zagadką.
Sumienie, Bóg, duma, miłość, szczęście.
To znał tylko w teorii. Usiłował to zrozumieć. Głowił się nad tym, szukał sensu w ludzkim mamrotaniu do samego siebie, w geście unoszenia głowy, kiedy byli upokarzani. Ale po dziś dzień Javier nie był w stanie znaleźć ku temu wytłumaczenia, oprócz bolesnej wręcz naiwności i słabostek ludzkiego umysłu.
- Naprawdę? Więc cieszę się, że o mnie nie zapomniał. Ministerstwo z reguły nie kreuje przyjaciół, ale wrogów. Twój ojciec był jednym z wyjątkowych ludzi, którzy nie pozwalali sobie na "pójście z prądem", jeśli mogę to tak określić. - Pokiwał głową z takim uznaniem, że sam prawie w to wierzył.
Nox miał dużo pieniędzy. Nox miał też ciekawą córkę i parę drobiazgów, parę informacji, które Javier chciał. Rzecz w tym, że po pewnym czasie Hawkes wycisnął z niego każdą, najdrobniejszą informację, jakiej potrzebował. A potem na drodze do odebrania reszty potrzebnych mu rzeczy stała tylko jego cielesność. Więc i jej się pozbył.
A teraz rozmowa i słodkie słówka o nim kierowane wprost do Lilith sprawiały mu dziwną przyjemność. Chłonął teraz każde drgnięcie mięśni na jej twarzy. Każdą zmianę w jej zachowaniu, wyraz oczu, drobne, nerwowe gesty.
Praktycznie upijał się samą jej obecnością, a przecież nie robiła praktycznie nic. Ona po prostu się bała.
- Mam. Scotti to mój starszy brat. Po pewnych... wydarzeniach niestety, jest trochę zamknięty w sobie. - Sama się zresztą przekona. W granatowych oczach pojawiła się jakaś mała iskierka, kiedy Lilith niespodziewanie całkiem się zmieniła. Przestała się jąkać, wyprostowała się, nawet się uśmiechnęła i patrzyła mu prosto w oczy.
I kolejny raz, Javier nie do końca rozumiał sensu tych drobnych gestów. Był po prostu zainteresowany drobnostkami, które wręcz go zasypywały.
- Rzeczywiście, radzisz sobie nieźle. - Potwierdził, posyłając jej kolejny uśmiech z serii dobrodusznych, czy nawet pocieszających. Po chwili jednak ten zbladł, a Javier odwrócił głowę.
Chciała żałobę, to będzie mieć żałobę.
Jego dolna warga teatralnie zadrżała. Zasłonił ją dłonią, przymykając powieki i tym samym ukrył kompletnie obojętny wyraz oczu. Głęboki oddech, rozedrgany oddech, jakby szargały nim emocje, a potem Hawkes potrząsnął głową.
- Nie ukrywam, wieść o jego śmierci, to był... cios. Dobrzy ludzie często odchodzą najszybciej, Lilith. Ale jeśli powierzył mi Ciebie w opiece, na pewno miał ku temu jakiś powód. I jeśli mogę coś teraz dla niego zrobić, to spełnić jego ostatnią wolę.
Powrót do góry Go down


Lilith Nox
Lilith Nox

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : V
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 229
  Liczba postów : 1077
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12138-lilith-nox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12140-lilith-nox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12139-lilith-i-jej-bianeczka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12141-lilith-nox
Hogs Cafe - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Hogs Cafe - Page 4 Empty


PisanieTemat: Re: Hogs Cafe   Hogs Cafe - Page 4 EmptyPią Mar 11 2016, 21:11

Nie była w stanie uwierzyć w to, że mężczyzna zareagował w tak emocjonalny sposób. Wpatrywała się w niego widocznie zdziwiona i nie wierząc w to co widzi. Lekka frustracja rozkwitła na jej twarzy, a później poczucie winy, które potrafiła zrozumieć tylko ona.
Kobieto coś ty chciała niby udowodnić? To normalny człowiek, a ty starasz się za wszelką cenę zrobić z niego potwora. W tej sytuacji potworem tutaj nie jest on…
Westchnęła pod nosem niezadowolona ze swojego zachowania. Jednak kiedy Javier zaczął opowiadać o jej ojcu jej mimika zmieniła się po raz kolejny. Emocje skakały w niej w szaleńczym tempie. Na tej drobnej twarzyczce można było dostrzec wszystko bardzo wyraźnie, w małych odstępach czasu. Przez to można było czytać z niej jak z otwartej książki. Jednak to co wykwitło na jej twarzy… nie było żadną ze znanych ludziom emocji. To był po prostu ich brak. Puste spojrzenie wlepione w tego mężczyznę, nie wymagające od niego niczego. Nawet cały strach wyparował tak jakby nie istniał. Chomiczek zniknął, a na jego miejscu pojawił się drapieżnik, który przez te kilka chwil czuł się na tyle silny, by być na równi ze swoim towarzyszem.
- Nienawidziłam go – wypowiedziała w końcu bez żadnego głębszego uczucia – to nie był dobry człowiek, ale zgodzę się z jednym – emocje powoli wracały na jej twarz. Tak samo jak i strach i niepewność przy tym człowieku – nie zasługiwał na śmierć – po raz pierwszy od początku rozmowy odwróciła od niego spojrzenie. Wlepiła swoje oczy w blat jakby wyszukując w nim swojej przyszłości.
- Nie mam innych bliskich – wydukała wracając do swojej początkowej formy. Gdyby dano mi ocenić i porównać te dwie osobowości, z którymi zderzył się pan Hawkes. Opisałabym je w następujący sposób: aniołek bojący się prawdziwego demona przeistoczył się w diablicę nie znającej litości i skrupułów. Ona nie była świadoma tej zmiany charakteru, nigdy nie była. Jako dziecko bardzo często miała wybuchy złości i agresji, przez to wszyscy bez wyjątku zaczynali nazywać ja diablicą. Diablica Lilith, jakież to irracjonalne w swojej prostocie i zgodności. Później się uspokoiła i zaczynała panować nad tą negatywną stroną. Ta diablica przestała ją nawiedzać, aż do niedawna. Do momentu, w którym chciała ukarać Lucasa, w momencie, w którym chciała się nad nim poznęcać i pobawić się nim jak małą nic nie znaczącą lalką. Na szczęści resztki człowieczeństwa ją ocuciły. Człowiek, który ukrywa wszystkie swoje negatywne cechy i wady pod warstwą dobra, szczęścia i radości, w końcu podda się pod ciężarem tych uczuć i pozwoli im wypłynąć, a to nie może się nigdy skończyć dobrze.
- Mój brat… mógłby się mną zaopiekować, ale… – westchnęła przeciągle i w końcu odważyła się podnieść swój przestraszony wzrok. To był zły pomysł. Nie dość, że się teraz bała, to jeszcze noga pulsowała jej przeraźliwie przypominając o straszliwym bólu – zaginął… nie mam z nim żadnego kontaktu, nie odpowiada na moje listy… nie potrafię go znaleźć, więc… – przegryzła dolną wargę. Starała przekonać samą siebie, że to co chce powiedzieć nie jest złe, wręcz przeciwnie. Da jej nadzieję i pomoże jej uspokoić rozkołatane serce. Pozwoli jej zrozumieć, że człowiek siedzący przed nią wcale nie jest taki zły – został mi tylko pan… – na ostatnim słowie jej głos zadrżał w taki sposób, jakby wcale nie chciała wypowiadać tych słów i jej organizm w ostatniej chwili zbuntował się zatykając jej buzię.
Powrót do góry Go down


Javier Jesús Hawkes
Javier Jesús Hawkes

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 39
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -308
  Liczba postów : 60
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12302-javier-jesus-hawkes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12350-korespondencja-javiera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12358-javier-jesus-hawkes
Hogs Cafe - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Hogs Cafe - Page 4 Empty


PisanieTemat: Re: Hogs Cafe   Hogs Cafe - Page 4 EmptyPią Mar 11 2016, 22:09

Lilith zmieniała się w zastraszającym tempie. W jednej chwili wręcz kuliła się w sobie, nie mogąc spojrzeć mu w oczy i nie zadygotać przy tym ze strachu.
A teraz patrzyła na niego jak równy na równego. Cały jej strach gdzieś wyparował, kiedy wręcz wycedziła te słowa. Ale o dziwo, całkiem obojętnie. Javier tylko zmrużył powieki. Nie okazał zdziwienia, nie drgnął, nie był zdumiony. Siedział po prostu bez ruchu, wszelki "smutek" wywołany jej pytaniem zniknął i Hawkes znów siedział przed nią z twarzą, która była jak białe płótno. Pozbawione jakiegokolwiek wyrazu.
- O tym mi nie wspominał. - Mruknął powoli. Pozwolił sobie na chwilę ciszy, zanim dodał. - Dlaczego?
Oszczędził już sobie troskliwy ton. Był w pewien sposób ciekawy, bo z zewnątrz ich relacje wyglądały na zdrowe. Tak, jak powinny wyglądać relację ojca i córki. A jednak, Pan Nox miał pewne tajemnice... to dopiero.
Wkrótce Lilith znów wróciła do siebie. Do małego, zlęknionego chomika, który bał się, że lada chwila zostanie pożarty. Znów była roztargniona, smutna, odczuwała kompletne osamotnienie po utracie rodziców. I brata, jak się później okazało.
Ale Hawkes miał pomysł. W jego głowie coś zakiełkowało i dlatego, pchnięty ku temu impulsem, wyciągnął dłonie przed siebie, a potem zamknął jej palce w swoich. Był to gest iście rozkoszny. Jego oczy pozostawały całkiem obojętne, ale ściskał jej dłonie tak, jakby był w stanie rzucić jej cały świat pod nogi.
- Mogę pomóc Ci go znaleźć. Mam trochę więcej możliwości w tym zakresie, niż Ty. - I uniósł kąciki w zachęcającym uśmiechu.
Lilith napędzana chęcią odnalezienia brata nie będzie chciała odejść od Javiera. Zaufa mu bardziej. A nawet, jeśli będzie chciała odejść, jej tęsknota będzie silniejsza i uzależni ją od siebie na dobre.
Szantaż emocjonalny zawsze był dobrym wyjściem.
Nawet pogładził wierzch jej dłoni i dopiero po chwili cofnął ramiona, nie odrywając od niej spojrzenia.
- Nie jestem tu po to, żeby Cię skrzywdzić, Lilith.
Powrót do góry Go down


Lilith Nox
Lilith Nox

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : V
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 229
  Liczba postów : 1077
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12138-lilith-nox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12140-lilith-nox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12139-lilith-i-jej-bianeczka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12141-lilith-nox
Hogs Cafe - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Hogs Cafe - Page 4 Empty


PisanieTemat: Re: Hogs Cafe   Hogs Cafe - Page 4 EmptyPią Mar 11 2016, 22:44

Cóż miała mu odpowiedzieć? Dlaczego go nienawidziła? Może dlatego, że ograniczał jej życie, nie akceptował jej istnienia, uważał ją za beznadziejne dziecko, które nie powinno należeć do tej rodziny, które niszczyło jej dobre imię. Był surowy i niesprawiedliwy. Karał ją z byle powodu i nie pozwalał jej na bycie sobą, na bycie dzieckiem. Zmienił ją, chciał z niej stworzyć maszynę, która będzie zdolna wykonać każde jego polecenie.
- Nie chcę mówić źle o zmarłych – wymigała się od odpowiedzi. Dlaczego miałaby mu o tym wszystkim mówić? Ta dziewczyna nie czuła niechęci do nikogo. Jedyną osobą, której nienawidziła z całego serca był jej ojciec… od dziecka czuła do niego niechęć i odrazę. Był to człowiek, który gotowy był poświęcić swoją rodzinę dla… nie obchodziła go córka. Gdyby nie fakt, że jej matka bardzo ją kochała, to wyrzuciłby ją na zbity pysk w pierwszej możliwej chwili. Ona o tym wiedziała. Czasami mówił jej to prosto w twarz, gdy zawodziła go i nie była taka jaka miała być. Może przez to wszystko nie zasłużył na jej nienawiść, jednakże obudził ją w niej w tak intensywnej postaci, że trudno było to sobie wyobrazić. Podobno to, co dobre, ma w sobie największe przejawy zła.
Gdy udało jej się wrócić do normalności ten człowiek zaczął temat, którym od razu ją kupił. Podniosła twarz i spojrzała na niego zszokowana. Nie zastanawiała się ani chwili. Połknęła haczyk niczego nie świadoma. Nie świadoma tego, że właśnie oddaje się w ręce diabłu.
- Byłbyś w stanie to zrobić? – powiedziała prawie natychmiast. Rodzina była dla niej najważniejsza. Jedną jej część straciła i była gotowa zrobić wszystko, by odzyskać drugą część. Była gotowa nawet sprzedać swoją własną duszę, tylko po to by odzyskać brata. Oczywiście… bała się i to bardzo. Czuła jak jej ciało trzęsie się na myśl o tym, że dziewczyna jest gotowa zapomnieć o swoim instynkcie i całkowicie, tylko po to by go odzyskać. Całą sobą pokazała jak bardzo jej na tym zależy. Kiedy ją dotknął jej ciało samo zareagowało, a ona zabrała dłonie i schowała je pod stołem.
- Wiem… – nie powiedziała tego z przekonaniem. Jednakże bardzo chciała w to wierzyć. Jej troska o bliskich była jej największą słabością w tym momencie.
Powrót do góry Go down


Javier Jesús Hawkes
Javier Jesús Hawkes

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 39
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -308
  Liczba postów : 60
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12302-javier-jesus-hawkes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12350-korespondencja-javiera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12358-javier-jesus-hawkes
Hogs Cafe - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Hogs Cafe - Page 4 Empty


PisanieTemat: Re: Hogs Cafe   Hogs Cafe - Page 4 EmptySob Mar 12 2016, 01:03

Rozmowa na później, najwyraźniej. Lilith zapewne nie zwykła otwierać się przy filiżance kawy, do tego konsumowanej tylko przez przeciwną stronę. Bo z tego, co Javier widział, dziewczyna nie zamówiła nic. Siedziała tak tylko, zapewne w pewnym roztargnieniu zapominając, że powinna czymś zwilżyć sobie gardło przy takim spotkaniu.
- Porozmawiamy o tym innym razem. - Rzucił to niby tonem poważnym, troskliwym, prawie ojcowskim. Ale tak naprawdę... cóż, był ciekawy, ale nie aż tak, żeby nie móc spać po nocach. Owszem, nie spodziewał się tego po Noxie, który wydawał mu się przykładnym obywatelem i wręcz szablonowym obrazem ojca. Najwyraźniej i Hawkes popełniał błędy. Nic dziwnego, był tylko człowiekiem.
Ten błysk nadziei w jej oczach powiedział mu praktycznie wszystko. Ogromną chęć odnalezienia brata. Niemalże rozpacz, kiedy nie miała przy sobie nikogo... oprócz Javiera. Nawet, jeśli cofnęła dłonie, ledwie powstrzymał się przed wyrazem triumfu na twarzy. Odchrząknął, a potem sam usiadł prosto.
- Byłbym. Mam swoje... dojścia. Będę w stanie go odnaleźć.
Mógłby to zrobić. Mógłby chociaż się postarać. I może nawet zrobi kroki w tym kierunku, żeby Lilith nie straciła do niego szybko zaufania... ale pojawienie się to nie było mu na rękę.
Może i on tragicznie zginie? Cóż za nieszczęśliwy przypadek.
Po pewnym czasie zapewne i Lilith skończy podobnie, jak jej rodzice. Wtedy, kiedy Hawkes otrzyma wszelkie dobra, których potrzebował, znów uroni parę teatralnych łez opowiadając, w jak straszliwych okolicznościach życie straciła jego podopieczna.
Mógłby dopisać do tego historyjkę o tym, jak strasznie sam chciał posiadać dzieci. To zdobyłoby co naiwniejsze serca.
- Nie chcesz nic zamówić? - Spytał w końcu. Jego kawy dawno już nie było, a Nox siedziała tutaj bez żadnego zamówienia od początku ich rozmowy. A przecież... musieli czuć się swobodnie w swojej obecności, prawda?
W końcu teraz się nią opiekował. I mieli spędzić ze sobą... dużo czasu.
Powrót do góry Go down


Lilith Nox
Lilith Nox

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : V
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 229
  Liczba postów : 1077
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12138-lilith-nox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12140-lilith-nox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12139-lilith-i-jej-bianeczka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12141-lilith-nox
Hogs Cafe - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Hogs Cafe - Page 4 Empty


PisanieTemat: Re: Hogs Cafe   Hogs Cafe - Page 4 EmptySob Mar 12 2016, 01:25

Nie ufała mu, wciąż nie była w stanie mu zaufać. Jednak nadzieja na ujrzenie brata była dla niej czymś bardzo ważnym. Miała ochotę po prostu wstać i wyciągnąć go z tej kawiarni, żeby tylko rozpocząć już poszukiwania. W tej chwili dotarło do niej coś bardzo ważnego co przeoczyła. Przeklęła się w swej głupocie i niepewnie przegryzła dolną wargę. Nawet jak na nią, stała się przerażająco cicha i zamyślona. Chciała mu ufać, chciała wrócić do bycia tą naiwną dziewczynką, która każdego obdarza swoim sercem nie ważne ile razy ktoś je zrani, jednakże… nie miała zielonego pojęcia, dlaczego sprawiało jej to taką trudność. Dziewczyna wstała bez słowa i ruszyła w stronę baru lekko kuśtykając. Kiedy tu przyszła było wszystko w porządku.
W pewnym momencie w jej oczy rzucił się @Joshua Mistaen, dziewczyna uśmiechnęła się delikatnie i skierowała się w jego stronę.
- Josh prawda? – wydukała posyłając mu delikatny uśmiech. Kojarzyła go z imprezy u braci harpii i uznała, że chwila rozmowy z KIMKOLWIEK, będzie dla niej rozluźniające i pozwoli jej się uspokoić i ukoić nerwy – Przepraszam, że przeszkadzam – wyszeptała niepewnie, widać było, że jest czymś bardzo wykończona, może nawet i trochę... przestraszona? – ale mogłabym prosić o szklankę wody? – nawet jeżeli chciała porozmawiać z kimś innym niż Javier, to jednak nie była wstanie tego zrobić. Cały czas czuła na sobie nieprzyjemne dreszcze, które z nie wiadomych powodów dokuczały jej bez najmniejszego wytchnienia. Miała ochotę wrócić do Hogwartu, zapomnieć o wszystkim co się dzisiaj stało… nie, nie mogła tego zrobić. Czuła się okropnie. Tak bardzo się bała, ale musiała pokonać ten strach bez względu na wszystko. Dla Josha nie okazała się zbyt rozmowna. Kiedy otrzymała upragnioną wodę podziękowała i wróciła do Javiera.
Usiadła wzdychając ciężko pod nosem i zwilżyła wreszcie gardło. Trochę jej to pomogło, ale gdy zwróciła wzrok na niego po raz kolejny, znów poczuła ciężar tych wszystkich negatywnych emocji, a przede wszystkim strachu.
- Mogę się pana o coś zapytać? – odważyła się w końcu odezwać w jakikolwiek sposób. Dlaczego tak nagle zrezygnowała z rozmowy o jej bracie? Przecież przed chwilą było to jej priorytetem. Widocznie spostrzegła coś, co wcześniej ją zaślepiało – Nie sądzi pan, że w śmierci rodziców… – zawahała się… i to bardzo. Poczuła jakby stawiała na szali swoje życie, a w jej gardle rośnie wielka gula nie pozwalająca wypowiedzieć kolejnego słowa. Wzięła kilka oddechów starając się uspokoić. Jeżeli ona cały czas będzie przy nim reagować takim wielkim strachem, to Lilith nie wytrzyma z tym mężczyzną psychicznie. On nawet nie musi się starać, sama ta niepewność czy jest dobry, czy zły, jej walka rozumu z instynktem powoli ją wykańczała – było coś nie w porządku? – skończyła odważając się jeszcze na jeden krok. Mianowicie panna Nox odważyła się spojrzeć głęboko w oczy swojego rozmówcy. Instynkt… nawet w stosunku do stosunku do tego wypadku dawał jej znać, że coś jest nie tak, że powinna się czegoś dowiedzieć.
Powrót do góry Go down


Javier Jesús Hawkes
Javier Jesús Hawkes

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 39
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -308
  Liczba postów : 60
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12302-javier-jesus-hawkes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12350-korespondencja-javiera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12358-javier-jesus-hawkes
Hogs Cafe - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Hogs Cafe - Page 4 Empty


PisanieTemat: Re: Hogs Cafe   Hogs Cafe - Page 4 EmptySob Mar 12 2016, 13:50

Nie umknął mu ten drobny fakt, że Lilith kulała. I to wyraźnie, chociaż gdy wchodziła do kawiarni wydawała się chodzić całkiem normalnie.
Odprowadził ją spojrzeniem, jednocześnie ze znudzeniem mieszając resztkę kawy łyżeczką. Wprawiał ją w ruch łagodnymi kółkami zataczanymi palcem nad filiżanką i nie przestał nawet wtedy, gdy Nox znów zajęła miejsce na przeciwko niego.
- Dlaczego kulejesz? - I nie oczekiwał żadnej lakonicznej odpowiedzi. Czekał na całą historię, co dał jej do zrozumienia, nagle jakby całkiem się odmieniając. Zmianie uległy subtelne drobiazgi, jednak Javier jakby urósł, rysy jego twarzy nieco się wyostrzyły. Zmrużył powieki, mięśnie jego szczęki znów się spięły i wyprostował się, choć łagodne kółka zataczane palcem nie ustały ani na moment. Kawa już zimna i niesmaczna nadal chybotała się leniwie w filiżance.
Jedno musiał jej przyznać. Cokolwiek podpowiadało jej, że Hawkes nie jest przykładnym obywatelem, a ze śmiercią jej rodziców było coś nie tak, było imponujące. Widziała wszystko takie, jakim jest naprawdę. Chociaż czasem nie zdawała sobie z tego sprawy.
Miała podejrzenia. Coś w głowie mówiło jej, jak jest, ale jeszcze nie wiedziała, jak z tego korzystać. To była... przydatna umiejętność. I nagle Javier porzucił plan całkowitego pozbycia się Lilith po pewnym czasie.
Mogli działać razem. Mógłby sprawić, żeby chciała mu pomagać... uzupełnialiby się. Możliwe, że zabijając jej rodziców zyskał coś więcej, niż obiekt swojej ciekawości i pieniądze.
Przytaknął, pozwalając jej mówić, a potem słuchał, nie odrywając spojrzenia od jej oczu. Dopiero po chwili na jego twarz wpłynął wyraz niepokoju, Hawkes ściągnął brwi, a łyżeczka stuknęła o filiżankę, kiedy cofnął dłoń.
- Też tak myślę. Nie do końca wierzę w to, że to był po prostu nieszczęśliwy wypadek. To nie w stylu Twojego ojca, był na to zbyt ostrożny. - Usiadł wygodniej i przymknął powieki, zawieszając tym razem spojrzenie na przestrzeni gdzieś ponad jej głową. - Mówiłem Ci już. Ministerstwo sprzyja bardziej wrogom, niż przyjaciołom. Ktokolwiek to jest, teraz Ty powinnaś mieć się na baczności. Wygląda na to, że ze wszystkich w Twojej rodzinie zostałaś sama. Przypuszczam, że nie bez powodu.
Powrót do góry Go down


Lilith Nox
Lilith Nox

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : V
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 229
  Liczba postów : 1077
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12138-lilith-nox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12140-lilith-nox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12139-lilith-i-jej-bianeczka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12141-lilith-nox
Hogs Cafe - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Hogs Cafe - Page 4 Empty


PisanieTemat: Re: Hogs Cafe   Hogs Cafe - Page 4 EmptySob Mar 12 2016, 16:37

Spodziewała się tego pytania, ale czemu nastąpiło to tak szybko? Miała zamiar odpowiedzieć szybko bez zbędnych opowieści, kilka słów, które mówiła każdemu, kto pytał: „Miałam wypadek”, jednak gdy jej wzrok spoczął na tym człowiekiem całkowicie oniemiała. Czuła się tak jakby jego sylwetka powiększała się z minuty na minutę, a jego władza nad nią stawała się coraz silniejsza i silniejsza. Wpatrywała się w niego z przerażeniem, którego już teraz nie była w stanie ukryć. Co się stało? Ktoś rzucił jakieś zaklęcie? Wszystko zaczęło się zmieniać. Czuła się jakby cały świat wywrócił się do góry nogami. - Zaatakował mnie wilkołak – nie wierzyła, że to ona w tym momencie wypowiadała te słowa. Wydawało jej się, że jej umysł opuścił ciało, a w nim pozostało małe, kruche stworzonko, które zrobi wszystko dla strachu. Nie mogła na to pozwolić. Walczyła z samą sobą, by się opanować, ale to było trudniejsze niż myślała. Skoro bała się gdy udawał, to co będzie gdy ukaże całą swoją postać?
- Na feriach… zgubiłam się i błądziłam przez cały dzień i pół nocy… później… podrapał mnie w trakcie ucieczki… gdyby nie nauczyciele mogłabym już nie żyć – wydukała, a oprócz tego strachu i niepewności, który wytworzył mężczyzna nie było nic więcej. Żadnego smutku, żalu, cierpienia, strachu spowodowanego tym wypadkiem. Dla niej to było zwykłe wydarzenie, którym nie miała zamiaru żyć. Wzięła kilka wdechów. Zaczęła się uspokajać i zacisnęła dłonie na końcówce sukienki. Dlaczego tak się zachowuje… skoro… nie jest w stanie się bronić, to musi przystąpić do ataku. Lilith podniosła wzrok i z uwagą słuchała każdej jego wypowiedzi.
- Dziękuję za potwierdzenie moich przeczuć – wydukała w miarę spokojnie. A przynajmniej nie trzęsła się jak galaretka tak jak wcześniej. Podniosła szklankę wody, by zwilżyć swoje usta i zastanowić się nad tym co chciała powiedzieć – dzięki temu mogę kontynuować swoje śledztwo. – powiedziała to z taką pewnością siebie i spokojem, że nie mogła kłamać. Chociaż… coś się zmieniło. To co wcześniej nawiedziło dziewczynę pojawiło się znowu, lecz teraz w całkowicie innej postaci. Nie trzęsła się, a każde jej słowo… było spokojne i pewne siebie. To ta sama dziewczyna? – Przed śmiercią rodziców dostałam list od ojca… na początku go zignorowałam, ale teraz… wydaje mi się, że może mieć jakieś większe znaczenie – wydukała, a w głowie cały czas się upominała. Kłamała, teraz kłamała jak z nut, ale dlaczego to zrobiła? I jakim cudem brzmiało to przekonywająco? Może cały ten strach przygniótł ją tak bardzo, że postanowiła go pokonać w inny sposób… tak miała zamiar atakować, ale żeby to zrobić… musi stać się taka jak on. Choć nadal się obawiała tego mężczyzny, to jednak poczuła, że teraz… będzie trochę lepiej się z nim rozmawiało. Dasz radę Nox.
Powrót do góry Go down


Javier Jesús Hawkes
Javier Jesús Hawkes

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 39
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -308
  Liczba postów : 60
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12302-javier-jesus-hawkes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12350-korespondencja-javiera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12358-javier-jesus-hawkes
Hogs Cafe - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Hogs Cafe - Page 4 Empty


PisanieTemat: Re: Hogs Cafe   Hogs Cafe - Page 4 EmptySob Mar 12 2016, 18:19

Słuchał jej uważnie, ale to, co powiedziała sprawiło, że w jego głowie zapaliła się ostrzegawcza lampka.
Na słowo wilkołak źle reagował. Nie miał z takowymi zbyt wielkiego doświadczenia, żadnego po przemianie nawet nie widział na żywo. Co jednak nie zmienia faktu, iż był świadomy, że w starciu z wilkołakiem nie miałby najmniejszych szans.
A to było coś, czego Javier nie znosił. Bezradności w takich sytuacjach.
- Nie ugryzł Cię? - Upewnił się jeszcze, ale takim tonem, który nie wskazywał na prawdziwe intencje tego pytania. Rzucił to jakby mimochodem, bez większego przykładania do tego jakiekolwiek uwagi. Po chwili jednak zreflektował się i między jego brwiami pojawiła się płytka zmarszczka.
- Miałaś szczęście, że wyszłaś z tego tylko z raną na nodze. Mój brat zna się trochę na magii leczniczej, będzie w stanie pomóc Ci w razie czego uśmierzyć ból. - Dodał jeszcze, nieco miększym tonem. I znów siedział tak, jak wcześniej; rozluźniony, jakby prowadzący ot, taką rozluźniająca pogawędkę. Ostre rysy twarzy zniknęły, zmalał. Był znów taki, jak na początku rozmowy.
I wtedy w Lilith znów coś wstąpiło. Miał wrażenie, że dziewczyna ma nie dwie osobowości, ale co najmniej cztery. Małą, przestraszoną dziewczynkę, diablicę, która co i rusz próbowała przejąć nad nią kontrolę. Widział też Gryfonkę, która była w stanie zrobić wszystko, żeby tylko odnaleźć brata. Zaciętą i odważną.
I teraz siedziała przed nim jeszcze inna osoba. Lodowata, wyrachowana Nox z dziwną mgłą w oczach, której Javier jeszcze nie widział. Ciekawe, ile jeszcze osobowości zdoła z niej wyciągnąć podczas ich, niezaprzeczalnie rozkosznej znajomości.
Uniósł brwi na jej słowa i po chwili zmrużył powieki.
- Jaki list? - Gdyby Lilith była świadoma prawdy, zachowywałaby się inaczej. Dlatego nie obawiał się wiadomości o liście. Raczej mógł zrobić z nią coś pożytecznego dla siebie. Więc posłał jej pytające spojrzenie, splatając ze sobą dłonie, które ułożył na stole. - Napisał w nim coś ważnego? Coś, co może pomóc [u]nam w odkryciu, kto za tym stoi?[/b] - Celowo podkreślił te słowa i nawet mrugnął do niej przyjaźnie, jakby w geście mającym ją zapewnić, że pomoże jej w tej sprawie.
Powrót do góry Go down


Lilith Nox
Lilith Nox

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : V
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 229
  Liczba postów : 1077
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12138-lilith-nox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12140-lilith-nox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12139-lilith-i-jej-bianeczka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12141-lilith-nox
Hogs Cafe - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Hogs Cafe - Page 4 Empty


PisanieTemat: Re: Hogs Cafe   Hogs Cafe - Page 4 EmptySob Mar 12 2016, 19:29

- Nie… – wydukała pod nosem. Miała tak dużo szczęścia, że głowa mała. Sama przyznała w pewnym momencie, że wykorzystała cały zakres swojego szczęścia w tamtym momencie, no i miała rację. Później straciła rodziców, brata i trafiła pod opiekę tego człowieka. Chociaż chciała dać mu szansę, nie potrafiła. Czuła się przy nim zdezorientowana. Była inna, tworzyła maski, różne osobowości, którymi chciała się bronić. Kiedy nie potrafisz sobie poradzić z problemem jako ty, to ktoś inny może być w stanie to zrobić. Właśnie dlatego skakała z jednej osobowości na inną. Chociaż w normalnym życiu miała podobnie, wyrazy jej twarzy zmieniały się tak szybko i z taką intensywnością, że niemożliwe było, że to jedna osoba przez nią przemawia. Kruszona przez czas i przez ludzi potłukła swoje lustro osobowości. Możliwe, że to było jej problemem, a ona… nie zdawała sobie z tego zupełnie sprawy. Wydawało jej się, że prowadzą normalną rozmowę… no prawie normalną – noga nie boli, aż tak bardzo… – dodała po dłuższej chwili – tylko w momencie kiedy ją nadwyrężę, albo uderzę się – skoro już mu powiedziała o tym wypadku może zagłębić się w ten temat. Nie była w stanie go okłamać, nie umiała tego robić, a raczej nie wychodziło jej to tak jakby chciała. A może nie była w stanie okłamać tylko osoby bliskiej jej sercu? Ten mężczyzna na pewno taki nie był. Wręcz przeciwnie, miała ochotę przed nim uciec.
Kolejna zmiana osobowości, a ona poczuła się lepiej w jego towarzystwie, wręcz pewniej, a jej usta wygięły się w perfidnym uśmieszku.
- Było tam sporo rzeczy, ale jedną rzecz podkreślał wręcz w przesadzie – wydukała niby to zmartwiona. Nie wyglądała tak jakby podejrzewała Javiera o cokolwiek. Chociaż miała do tego prawo, on najwięcej zyskał na śmierci jej rodziców… ciekawe co się stało z majątkiem jej brata, skoro nie ma od niego żadnych wiadomości… - mówił, żeby nie ufać ludziom, którym on ufał – sama była zaskoczona tym jak szybko wymyśla kolejne kłamstwa i że trafia w sedno sprawy. Chyba tylko zmiana osobowości byłaby w stanie wybić ją z tej osobowości.
Powrót do góry Go down


Javier Jesús Hawkes
Javier Jesús Hawkes

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 39
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -308
  Liczba postów : 60
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12302-javier-jesus-hawkes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12350-korespondencja-javiera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12358-javier-jesus-hawkes
Hogs Cafe - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Hogs Cafe - Page 4 Empty


PisanieTemat: Re: Hogs Cafe   Hogs Cafe - Page 4 EmptyNie Mar 13 2016, 15:16

Tak, miała dużo szczęścia. Więcej, niż mogłaby się spodziewać.
Cokolwiek działo się z Lilith i jej psychiką w tym momencie nie było Javierowi znane. Twarze, jakie przybierał Scotti zawsze były takie same. Głównie dlatego, że strach zasiany miał w sobie od dzieciństwa, a później ten przybierał tylko na sile, co powodowało irracjonalną momentami usłużność Javierowi.
Hawkes mógłby przysiąc, że wręczając bratu do ręki nóż i wystawiając się do ciosu, Scotti nie zrobiłby nic. Może nawet oddałby mu ostrze, nie potrafiąc uwolnić się z klatki strachu nawet wtedy, gdy drzwiczki były otwarte. Głównie dlatego, że był najzwyklejszym w świecie wrakiem emocjonalnym, a jego rozwój zatrzymał się mniej więcej na poziomie piętnastolatka. Scotti do dziś dzień był słabowitym nastolatkiem, na śmierć bojącym się starszego brata. Do tego potrzebującym opieki zupełnie, jak dziecko jeszcze młodsze.
- Rany po wilkołakach są wyjątkowo paskudne. Nalegam, żebyś mówiła mi o takich rzeczach. Teraz odpowiadam przecież też za Twoje zdrowie. - Dodał, a jego usta rozciągnęły się w leniwym półuśmieszku.
Nie czuł się w żaden sposób atakowany, czy oskarżany jej słowami. Ba, wiedział, że ta nie podejrzewa jego, a nawet jeśli, to nie jest w stanie tych oskarżeń wyłuskać ze swojej podświadomości. Javier rozluźnił się, przymykając powieki i wyciągnął lekko przed siebie nogi pod stołem.
- Brzmi to dość niedorzecznie, prawda? - Mruknął cicho, splatając ramiona na piersi. - Nie podważając autorytetu Twojego ojca, oczywiście. Nie wątpię, że coś takiego zawarł w liście do Ciebie. Mógłbym go zobaczyć? Jeśli mam Ci pomóc, chcę widzieć to na własne oczy. Sama wiesz, w jaki sposób mózg otumaniony szokiem po tak nagłej utracie rodziców może niektóre rzeczy rozumieć... na opak.
Zerknął na zegarek. Miał wrażenie, że rozmawiają tu wieczność, a powrót do domu przedłuża się wręcz nieludzko. Ale Scotti nie powinien się obrazić.
Ciekawe, swoją drogą, co robił, kiedy był sam w domu. Gapił się w ściany? Albo czekał pod drzwiami jak pies, aż wróci jego właściciel? Powinien się temu bardziej przyjrzeć.
Powrót do góry Go down


Lilith Nox
Lilith Nox

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : V
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 229
  Liczba postów : 1077
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12138-lilith-nox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12140-lilith-nox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12139-lilith-i-jej-bianeczka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12141-lilith-nox
Hogs Cafe - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Hogs Cafe - Page 4 Empty


PisanieTemat: Re: Hogs Cafe   Hogs Cafe - Page 4 EmptyNie Mar 13 2016, 15:40

Gdyby Lilith była na miejscu jego brata na pewno odbiłoby się to na jej psychice. Jednak miała w miarę silną osobowość i nie pozwoliłaby na zniszczenie samej siebie w takim stopniu. Prędzej sięgnęłaby po najczystsze siły piekielne niż pozwoliła się zniszczyć czy zabić. A co najlepsze jej motywacja nigdy nie była kierowana nią samą, czy przyzwyczajeniem do życia, miłością do niego. Wręcz przeciwnie, w jej przekonaniu, nasze własne życia nie należą do nas samych, a do ludzi, którzy są nam bliscy. Jeżeli coś by się jej stało poważniejszego, bądź zginęłaby śmiercią tragiczną… jej byłoby już wszystko jedno, ale ludzie, którzy pozostali, będą cierpieć, a na to nie mogła pozwolić. To był jej największy strach, największa zmora życia, że sprawi komuś ból… bliskiej osobie. Dlatego była gotowa podpisać pakt z diabłem tylko po to by żyć i nie sprawić zawodu bliskim jej osobą.
- Lekarz mówił, że blizna zejdzie dopiero za rok – wymamrotała pod nosem – oczywiście jeżeli będę stosować eliksiry i uczęszczać do niego wtedy kiedy trzeba – dodała po chwili. Zostało jedenaście miesięcy, a ona nie odczuwała jakieś silnej potrzeby wymazania tej blizny z jej życia. Przypominała jej o tym dniu, ten ból był jej determinacją, której nie dało się pokonać. Ta bezradność i bezsilność, która ją wtedy ogarnęła była nie do zniesienia. Bardziej niż faktem, że czeka ją śmierć, przejmowała się tym, że nie jest w stanie nic zrobić. Na samą myśl o tym strasznym uczuciu zacisnęła dłonie na szklance. Dzięki bogu, że nie miała wystarczająco dużo siły, żeby jej przypadkiem nie zgnieść.
- Nie mogę przychodzić do pana z każdym mało istotnym szczegółem – wymamrotała, czy ona uważa, że walka o życie z wilkołakiem jest mało istotnym szczegółem?! – mam bardzo delikatne ciało i wystarczy mnie mocniej złapać, żeby pojawił się na niej siniak… więc każda silniejsza reakcja z nim mogłaby stworzyć dosyć poważne rany – rozwinęła swoją myśl… czy ona naprawdę porównywała walkę z wilkołakiem do uderzenia się na przykład kolanem o stolik? Chyba naprawdę nie robiło to na niej większego wrażenia, albo było nieziemsko głupia, albo na tyle rozważna, że była w stanie tak dobrze radzić sobie ze złymi doświadczeniami. Jedno z dwóch.
- Ma pan rację… – westchnęła pod nosem – to jest wręcz irracjonalne… nie mogłabym wtedy zaufać panu – tak po prostu to przyznała, chociaż i tak nie była w stanie tego zrobić. Strach wciąż ściskał jej żołądek, ale w tej formie, którą teraz prezentowała, czuła się o wiele pewniej w jego towarzystwie. Wszakże są wśród ludzi, nie powinien zrobić jej krzywdy… chyba – ten list to zapewne jakiś bardzo słaby żart – dodała wzdychając pod nosem. Napiła się ponownie wody i spojrzała na niego obojętnie – panu ufał wręcz do przesady, bardziej niż mi, więc nawet w takiej sytuacji… nigdy nie wysłałby do mnie tego listu, a do pana – wydukała, a jej logika była bardzo… przekonywująca. W tych kilku słowach udowodniła, że gdyby list naprawdę istniał, byłby wystarczającym dowodem, że osoba, której nie powinna ufać był właśnie Javier – ojciec nigdy nie pomyślałby o mnie w ostatnich chwilach życia… ten list to nieśmieszny żart, dobrze o tym wiem – najważniejsze teraz było zmanipulować tą rozmowę w taki sposób, żeby mężczyzna przestał się interesować wyimaginowaną wiadomością – przepraszam, to było niegrzeczne z mojej strony. Mimo iż wiedziałam, że nie jest prawdziwy to i tak zaczęłam o tym rozmawiać – miejmy nadzieję, że tyle starczy, żeby pan Hawkes przestał się tym wszystkim interesować.
Powrót do góry Go down


Rose Nelson
Rose Nelson

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 222
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 290
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7138-rose-nelson#203959
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7140-relationships#203996
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7139-nelsonowna#203992
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7208-rose-nelson#204501
Hogs Cafe - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Hogs Cafe - Page 4 Empty


PisanieTemat: Re: Hogs Cafe   Hogs Cafe - Page 4 EmptyPon Mar 14 2016, 01:37

Zdążyła usiąść i odwzajemnić uśmiech chłopaka, stojącego za barem. Od razu rzuciło jej się w oczy to, jaki jest chudy i dziwiła się, że jeszcze nie złamał się na pół. Uśmiechnęła się do swoich myśli, wyobrażając sobie tę scenę. Już miała odpowiadać na jego pytanie, ale zniknął na zapleczu. No cóż, będzie miała więcej czasu na zastanowienie się. Jak dla większości kobiet, nawet wybór napoju w kawiarni mógł być kłopotliwy. W tej samej chwili pojawiła się obok niej jakaś dziewczyna. Puchonka tylko na nią spojrzała, nawet specjalnie się nie przyglądając. Zdążyła tylko stwierdzić, że jest całkiem ładna i niewiele starsza od niej. Kiedy chłopak zagonił ją do pracy za barem pomyślała, że bardzo możliwe, że jest szefem w tym miejscu i że jest chyba trochę za młody na prowadzenie takiego interesu. Szybko jednak przestała się nad tym zastanawiać, bo chłopak już siedział obok niej. Uśmiechnęła się tylko serdecznie już do niego jak i do dziewczyny za barem.
- Ja w takim razie poproszę kawę - zaczęła i popatrzyła wymownie na półkę z alkoholami - ale taką, żeby dobrze mnie rozgrzała. - Wyszczerzyła zęby w szerokim uśmiechu i odwróciła się do chłopaka. Teraz zobaczyła, że ma niesamowity kolor oczu. Rose lubiła brązowe oczy, były według niej dużo "głębsze" od całej reszty.
- Rose. - powiedziała szybko. - Owszem, pierwszy raz, ale słyszałam wiele dobrego o tym miejscu, więc postanowiłam przekonać się o tym na własnej skórze. - Uśmiech nie schodził jej z twarzy, tak lubiła być wśród ludzi i z nimi rozmawiać!
- Jesteś właścicielem tego miejsca? - Spytała wprost. Może dzięki swojemu urokowi uda jej się zdobyć jakąś zniżkę?
Powrót do góry Go down


Joshua Mistaen
Joshua Mistaen

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 27
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 779
  Liczba postów : 191
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11401-joshua-mitsaen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11405-wyznawcy-i-oprawcy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11409-jezusowe-listy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11417-joshua-mistaen#306305
Hogs Cafe - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Hogs Cafe - Page 4 Empty


PisanieTemat: Re: Hogs Cafe   Hogs Cafe - Page 4 EmptyCzw Mar 17 2016, 00:05

- Kawa! Kawa u nas jest zawsze dobrym wyborem! – rzucił entuzjastycznie, słysząc jej zamówienie. Natomiast, gdy doprecyzowała swoją prośbę, ciekawy był na co zdecyduje się Panna Alexis. On sam by dorzucił po prostu odrobinę chili. Ewentualnie, jakiegoś dobrego rumu, czy innego alkoholu, ale hej..! Chyba nie powinien się nad tym zastanawiać. Prawda? W końcu, to nie on teraz jest za barem. - Alex, wiesz co? Dla mnie to samo będzie. – zwrócił się z uśmiechem do  stojącej za barem dziewczyny, by po chwili wrócić do rozmowy z nowo poznaną osóbką. Rose. Zacne imię. Naprawdę zacne imię. W ogóle cała była taka.. no dość zacna. Ładna, wygadana. W dodatku pierwszy raz. Trzeba było się jakoś wysilić, by przyszła tu kolejny i kolejny. No, ale coś się wymyśli. Jeśli po prostu będą sobą – on i Alexis – to wszystko będzie dobrze. Reszta zależy już od niej. W każdym razie, oni i tak zaproszą znowu. W końcu Hogs jest czynny dwa cztery na siedem.
- Wiele dobrego? O matko. To dlaczego odwiedzasz nas tak późno? – zapytał ze śmiechem. Następnie wyciągnął w kierunku dziewczyny paczkę papierosów, z pytaniem czy się aby nie chce poczęstować. Sam wyjął różdżkę z futerału i rzucił odpowiednie zaklęcie, by po chwili w całym pomieszczeniu zapanował aromat świeżo mielonej, palonej kawy. Jakoś trzeba było tuszować ten dym papierosowy, prawda? A to zaklęcie było całkiem w porządku! Strasznie mu się spodobało, toteż nadużywał go jak alkoholik trunków. Zaciągnął się znowu, kiedy to usłyszał pytanie, które zbiło go nieco z pantałyku. Aż tak widać, że tu rządził? Cholera, pewnie tak! – Po części. – odpowiedział zgodnie z prawdą. – Pierwotnie to tę knajpę założył mój ojciec jako kolejną do kolekcji, a ja miałem tu doglądać interesu i tak dalej. Mimo tego, było mi mało i tak. W praktyce jestem już pełnoprawnym właścicielem, w teorii kończę spłacać dług u ojca, na który dostałem to miejsce. – odparł z serdecznym uśmiechem. Miał nadzieję, iż się dziewczyna w tym wszystkim nie pogubiła. – A Ty? Czym się w życiu zajmujesz?
Powrót do góry Go down


Rose Nelson
Rose Nelson

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 222
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 290
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7138-rose-nelson#203959
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7140-relationships#203996
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7139-nelsonowna#203992
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7208-rose-nelson#204501
Hogs Cafe - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Hogs Cafe - Page 4 Empty


PisanieTemat: Re: Hogs Cafe   Hogs Cafe - Page 4 EmptyCzw Mar 17 2016, 00:30

Miło jej się zrobiło, kiedy chłopak postanowił wziąć to samo. Uśmiechnęła się więc tylko. Póki co bardzo przyjemnie jej się tu siedziało. Tym bardziej, że czuła się tak jakby w centrum uwagi. Owszem, lubiła to i to bardzo. Na pytanie lekko się skrzywiła.
- Jakimś trafem zawsze było mi średnio po drodze, albo najnormalniej w świecie nie miałam czasu na takie rozpusty. - Powiedziała jakby z żalem. - Póki co, to "wiele dobrego" sprawdza się znakomicie! - Mrugnęła do niego i pokazała kciuka w górę, żeby dodać jej wypowiedzi autentyczności. Grzecznie podziękowała za papierosa. Sama nie pali, ale w zasadzie nie przeszkadza jej to, że pali ktoś obok. W sumie to mniej trułaby się paląc normalnie, bo przecież mówią, że bierne palenie jest bardziej niebezpieczne. Podobało jej się to, że zamiast zapachu dymu papierosowego i tak czuła zapach kawy. Tak, zdecydowanie uwielbiała ten zapach. Zaciągnęła się nim mocniej, przymykając oczy. - Pięknie. - Wyszeptała tylko.
Słysząc odpowiedź na pytanie, patrzyła na niego lekko mrużąc oczy, wszystko na bieżąco układając sobie w głowie. Na koniec uśmiechnęła się. - Mhm. Wszystko rozumiem. - Cóż, w zasadzie nie zajmowała się zbyt wieloma rzeczami. - Jaaaaa... - Spojrzała na sufit, żeby jakoś zgrabnie odpowiedzieć. - W zasadzie to się uczę. No i oprócz tego w wolnych chwilach szyję, projektuję ubrania. - Teraz popatrzyła na niego. Wydawało jej się, że brzmi to jakoś głupkowato. Miała nadzieję, że on tak nie pomyślał. Zatarła ręce, bo jeszcze nie zdążyły się zagrzać.
Powrót do góry Go down


Javier Jesús Hawkes
Javier Jesús Hawkes

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 39
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -308
  Liczba postów : 60
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12302-javier-jesus-hawkes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12350-korespondencja-javiera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12358-javier-jesus-hawkes
Hogs Cafe - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Hogs Cafe - Page 4 Empty


PisanieTemat: Re: Hogs Cafe   Hogs Cafe - Page 4 EmptySro Mar 23 2016, 23:36

Lilith była inna, niż Scotti. Młodszy Hawkes od dzieciństwa rósł w strachu przed Javierem. W strachu całkiem prostym i całkowicie zrozumiałym – w umyśle dziecka zakodowała się jedna, bardzo ważna informacja. Javier był w stanie go skrzywdzić. Nawet nieświadomie.
To rodziło strach.  Później ten tylko się pogłębiał – po utracie rodziców, torturach śmierciożerców, torturach samego Javiera, ciągłego i nieustającego dręczenia psychicznego. Scotti nie miał szansy na rozbudowanie swojej własnej osobowości. Nigdy się nie rozwinął, nigdy nie poznał prawdziwego życia, bo jedyne, co z niego wyciągnął, to ogromny strach i poczucie osaczenia, które towarzyszyło mu każdego dnia.
Javier wiedział, że Nox stanowiła zupełnie odmienny przypadek. Potrafiła się dostosować. Osaczona i dręczona nie zmieniała się w zahukaną w sobie dziewczynkę, skuloną w kącie. Przybierała postać swojego oprawcy w mechanizmie obronnym. Była zimna, wyrachowana, broniła się tym, czym była atakowana.
I o to w tym wszystkim chodziło. Z pozoru najdelikatniejsza nie dawała się złamać nawet w takiej sytuacji.
- Blizny to nic zawstydzającego. – Rzucił jedynie. Zgodnie zresztą z przekonaniami. Sam nie mógł się pochwalić arsenałem blizn, miał ich niewiele, ale nie odczuwał wstydu, gdy ktoś je zauważał. Było to związane z faktem, że rzadko kiedy był czymś zawstydzony. Praktycznie nigdy.
Szczegół.
Na jej słowa uniósł brwi. Cóż, różnie ludzie klasyfikowali wagę danych wydarzeń. Możliwe, że dla Lilith atak wilkołaka nie był niczym ważnym. Choć i to wydawało mu się dziwnie irracjonalne. Poruszył się lekko na miejscu, a potem zmrużył powieki.
- Nie oczekuję od Ciebie, żebyś pokazywała mi każde zasinienie, jakie wystąpi na Twoim ciele. Atak wilkołaka jest czymś zupełnie innym. O takich sytuacjach chcę wiedzieć. To tylko dla Twojego dobra.
Było w tym trochę prawdy. Chociaż Javier z jej „dobra” wyciągał korzyści, stąd było to dla niego takie ważne. Ale Lilith nie musiała o tym wiedzieć. Albo inaczej – nie musiała słyszeć o tym wprost. Bo zapewne już o tym wiedziała. Była bystrzejsza, niż można było się tego spodziewać.
- Doprawdy? Ach... zapewne rzeczywiście to tylko głupi żart. Ale widać dał Ci do myślenia, skoro go przywołałaś. -  I posłał jej spojrzenie co najmniej podejrzliwe. Przejrzała go, to było pewne. Ale... cóż  z tego, tak właściwie? Nie mogła zrobić nic. Donieść na niego może, ale problem w tym, że Javier był pracownikiem ministerstwa. A takie osoby ciężko było na dobre ukręcić.
W końcu odsunął od siebie filiżankę na znak, że skończył już pić i uniósł wzrok na Lilith.
- Zapewne jesteś zajęta... – Mówiąc to, jakby dał jej znak, że powinna wracać do zamku. Gdziekolwiek. Javier po prostu chciał już opuścić tę kawiarenkę.

Z/t
Powrót do góry Go down


Lilith Nox
Lilith Nox

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : V
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 229
  Liczba postów : 1077
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12138-lilith-nox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12140-lilith-nox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12139-lilith-i-jej-bianeczka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12141-lilith-nox
Hogs Cafe - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Hogs Cafe - Page 4 Empty


PisanieTemat: Re: Hogs Cafe   Hogs Cafe - Page 4 EmptySro Mar 23 2016, 23:53

Może i nie były zawstydzające, ale na ciele kobiety mogły być nieco krępujące. Zwłaszcza widząc je u tak drobnej i uroczej gryffonki. Dzięki Merlinowi, że ta z nogi po dłuższej rehabilitacji zniknie i nie będzie po niej żadnego śladu. Zawsze zostaje jej pamiątka po zleceniu z miotły i wizyty w Mungu na kilka tygodni. Och niezapomniane wrażenia.
Cała ta sytuacja zachodziła za daleko. Nie chciała z nim rozmawiać, na żaden z tych tematów, wolała stąd wyjść i schować się w łóżku obiecując sobie, że już nigdy więcej nie stanie na drodze tego mężczyzny. Szkoda, że nie wiedziała jak potoczą się jej dalsze losy. Przynajmniej mogłaby się psychicznie przygotować do tego przerażającego spotkania.
Wilkołak był przerażający, jednak nie mogła pozwolić sobie na słabość. Ta jedna rzeczy wyniesiona z domu rodzinnego zakorzeniła się w niej tak mocno, że nie była w stanie się jej pozbyć. Łzy ukrywane przed ludźmi, siła, której nie miała, a którą chciała ukazać. To wszystko tworzyło pewnego rodzaju ciężar, który powiększał się z każdym dniem i uporczywie starał się pogrążyć pannę Nox w ciemności. Miejmy jednak nadzieję, że to nigdy się nie stanie.
Lilith nie zorientowała się nawet, że Javier w tym momencie najzwyczajniej w świecie wygania ją z kawiarni. Nie miała nic przeciwko! Była wręcz szczęśliwa, że może stąd wyjść i zapomnieć o tym strasznym spotkaniu. Wstała z miejsca i syknęła pod nosem czując ból. Zapomniała znowu o tym.
- Dziękuję za spotkanie – wyszeptała jedynie i poprawiła swój strój – mam nadzieję, że nie zobaczymy się w najbliższym czasie – dokończyła  w myślach zdanie po czym pożegnała się  z nim. Mężczyzna wyszedł pierwszy, a jej nogi nagle odmówiły posłuszeństwa. Opadła bezwładnie na  krzesło i zasłoniła twarz czując wielką ulgę. Potrzebowała dłuższej chwili by się pozbierać.

z\t
Powrót do góry Go down


Joshua Mistaen
Joshua Mistaen

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 27
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 779
  Liczba postów : 191
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11401-joshua-mitsaen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11405-wyznawcy-i-oprawcy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11409-jezusowe-listy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11417-joshua-mistaen#306305
Hogs Cafe - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Hogs Cafe - Page 4 Empty


PisanieTemat: Re: Hogs Cafe   Hogs Cafe - Page 4 EmptySro Mar 30 2016, 00:10

- Rozpusty…? Daj spokój kochanie, filiżanka kawy jeszcze nikomu nie zaszkodziła, bądźmy poważni..
powiedział jedynie, słysząc jej tłumaczenie. Zasadniczo to miał rację, przedstawiając te opinie. Chyba, że dziewczyna, podobnie jak i Joshu, była amatorką dobrej kawy. To znacząco zmieniało postać rzeczy. Jeśli tak by się stało, ze jakimś przypadkiem jego przypuszczenia okazałyby się prawdziwe, to pewnie zrobiłby wiele, by częściej było tu dziewczynie po drodze.
Bez dwuznaczności oczywiście.
Tymczasem opinie ludzi, jakie chodziły o Hogsie znajdywały odzwierciedlenie w jej doświadczeniu. To dobrze, bardzo dobrze. Cudownie wiedzieć, że poczta pantoflowa działa i że taki kryty marketing zbierał swoje żniwa. Ostatecznie Jezusa nie było stać na jakieś większe kampanie reklamowe, poza tym nie chciał też tego wybitnie. Wiadomo, fajnie mieć ruch i takie tam inne, niemniej. To było Hogsmaede. Uznanie w tym miejscu, jak i swoista renoma, przychodziły z czasem, ale trzeba było na nie zapracować. Póki co, cierpliwie oczekiwał, dokonując wszelkich starań, by miejsce rozwijało się jak należy, ao interes kręcił. W ostateczności, zawsze mógł iść na łatwiznę i otworzyć coś w rodzaju klubu, tylko pytanie po co? Niby miejsce było czynne całą dobę, pierwsze noce nie przynosiły wielkich korzyści, a wręcz przeciwnie, generowały straty, jednak sytuacja powoli się zmieniała. Napawało to Mistaena nie lada optymizmem. Jeszcze tylko chwilę trzeba było poczekać i opracować coś cudownego, co przyciągnie potencjalnych nowych gości, a już obecnych zatrzyma na dłużej i przekona, że nie chcą pić kawy w żadnym innym miejscu.
Zachowanie Rose, jak i jej komentarz, który prawdopodobnie wygłosiła – w końcu nie słyszał, prawda? – wywołało na twarzy chłopaka niemały uśmiech. Oczywiście ten wyrażający zadowolenie i satysfakcje. To miło, że jej się tu podobało. Powinna tu przychodzić częściej. Nigdy dość estetyzmu na świecie. A ona akurat swoją obecnością podnosiła go w tym miejscu. Wiadomo, piękne kobiety za barem, świadczą lepiej o barmanie, niż on sam. Przynajmniej na początku, potem jak wiadomo, wszyscy patrzą mu na ręce i tak dalej.
- Jesteś projektantką?! – To stwierdzenie. Całkowicie. Absolutnie. Cudownie. Japierdole. Ale orgazm. Joshu patrzył na swoją nową koleżankę zaintrygowany, zaabsorbowany i niejako podniecony. W jego głowie bowiem rodziły się plany co do niej. Ale nic na siłę i wszystko po kolei.
- I jak Ci idzie? Znaczy… Szyjesz to, co zaprojektujesz? Ktoś Cię nosi? Gdzieś można Cię kupić i tak dalej?
Powrót do góry Go down


Rose Nelson
Rose Nelson

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 222
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 290
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7138-rose-nelson#203959
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7140-relationships#203996
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7139-nelsonowna#203992
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7208-rose-nelson#204501
Hogs Cafe - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Hogs Cafe - Page 4 Empty


PisanieTemat: Re: Hogs Cafe   Hogs Cafe - Page 4 EmptySro Mar 30 2016, 17:01

Popatrzyła na niego z uśmiechem.
- Dla mnie każda kawa to swojego rodzaju rozpusta, uwielbiam ja pić, wąchać... - Tutaj przymknęła oczy i jeszcze raz zaciągnęła się tym pięknym zapachem. - Tak już mam. - Rozejrzała się jeszcze mimowolnie po lokalu. Jeszcze raz mogła stwierdzić, że podobało jej się tutaj. Przeniosła swój wzrok na kompana. Myślała teraz właśnie o tym, że chyba powinna zacząć tu zaglądać częściej. Oczywiście ze względu na kawę, taktak. Bardzo dobrą kawę. Po chwili też pożałowała, że przyznała się, że coś tam czasem szyje, a od wielkiego dzwonu coś zaprojektuje. W oczach Josha było widać jeden, wielki ogień. Rose była troszkę przerażona tym wszystkim. Wyglądał, jakby miał ją uściskać, przynajmniej dziewczyna miała takie wrażenie. No i posypały się pytania, których Rose sie bała. Chłopak wziął ją za niewiadomo jak poważnie szyjącego człowieka. Zaśmiała się cicho.
- Przeceniasz mnie, kochany. - Zgarnęła włosy do tyłu. - Ja sobie szyję i projektuję w wolnych chwilach, to jest takie moje hobby. Szyję głównie dla siebie i czasem dla znajomych. - Powiedziała z uśmiechem. - A twój entuzjazm trochę mnie przeraża. - Zaśmiała się. - Lepiej mi powiedz o co ci chodzi.  - Obróciła się na krześle barowym tak, że jej kolano dotykało teraz jego kolana. Popatrzyła w dół i od razu na niego, żeby dać do zrozumienia, że wcale nie zrobiła tego przypadkowo.
Powrót do góry Go down


Sunny O. Saltzman
Sunny O. Saltzman

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1198
Dodatkowo : ścigająca
  Liczba postów : 953
http://www.czarodzieje.org/t8601-sunny-oriana-saltzman#242812
http://www.czarodzieje.org/t8623-chcesz-ze-mna-relacji#243345
http://www.czarodzieje.org/t8622-marudz-az-ci-sie-znudzi#243339
http://www.czarodzieje.org/t8624-sunny-oriana-saltzman#243354
Hogs Cafe - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Hogs Cafe - Page 4 Empty


PisanieTemat: Re: Hogs Cafe   Hogs Cafe - Page 4 EmptyCzw Kwi 07 2016, 15:01

Sunny przez dość długi czas nie pojawiała się w takich miejscach. Miała swoje problemy, które sama musiała rozwiązać. Nie utrzymywała z nikim kontaktu prócz brata, którego niedawno odnalazła. Po tak długim czasie poszukiwania w końcu go spotkała. W końcu mogła go zobaczyć, przytulić i porozmawiać. Niestety nie było wcale tak kolorowo jak sobie to wyobrażała przez cały czas gdy go szukała. Jej brat miał przyjaciółkę, która nie odstępowała go na krok. Kiedy Sunny chciała z nim pobyć sam na sam i trafiała się taka szansa pojawiała się ona - Kat! Puchonka była wściekła na dziewczynę, nienawidziła jej za to że zabiera jej dopiero co odnalezionego brata. Z czasem SOS zaczęła tracić nadzieję na dzień, który mogła by spędzić z bratem. Czasami myślała nad tym by porozmawiać z Kat, by jakoś się z nią zaprzyjaźnić. Niestety jakoś odchodziła od tego pomysłu.
Załamana i zrozpaczona postanowiła zatopić smutki w alkoholu. Tak więc po 30 minutowych przygotowaniach wybrała się do Hogs Cafe gdzie bardzo lubiła przychodzić.
Gdy znalazła się w środku rozejrzała się dookoła i zauważyła Jezusa uśmiechnęła się do niego delikatnie i zajęła miejsce przy wolnym stoliku. Odetchnęła głęboko wpatrując się w stolik. Przez chwilę zastanawiała się co zamówić. Po kilku minutach wstała od stolika i udała się powolnym krokiem do baru.
-Poproszę ognistą. -powiedziała cichutko i opadła na krzesełko, które stało przy barze. Rozsiadła się wygodnie i wbiła wzrok w blat baru. Odgarnęła kosmyk włosów z policzka po czym westchnęła bezgłośnie. Znów zaczęła myśleć o tym co zrobić z Kat i jej bratem. Nie miała już siły na to wszystko, nie wiedziała co zrobić.
Powrót do góry Go down


Katherine Abbott
Katherine Abbott

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 29
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 42
  Liczba postów : 35
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10775-katherine-abbott
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10782-katherine-abbott
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10783-sowa-katherine-elsa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10784-katherine-abbott
Hogs Cafe - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Hogs Cafe - Page 4 Empty


PisanieTemat: Re: Hogs Cafe   Hogs Cafe - Page 4 EmptyCzw Kwi 07 2016, 21:13

Panna Abbott niewątpliwie uwielbiała spożywać alkohol. Była trochę zamyślona. Ostatnia rozmowa z Tomem wybiła ją lekko z równowagi. CO ONA SOBIE MYŚLAŁA!? Jak mogła dotknąć w ogóle tego człowieka.. To tylko znajomy.. A może nie? Może to dlatego Kath nie umiała się z tym pogodzić? Czuła się winna, że tak się zachowała. Weszła do lokalu i podeszła prosto do barku. Chciała zamówić piwo kremowe, ale niestety już źle jej się kojarzył.
- Cokolwiek proszę.- Burknęła tylko pod nosem i usiadła na jednym z krzeseł. Gapiła się tak spod byka w ścianę i myślała, o tym co się wydarzyło.
Kath nie widziała dziewczyny. Siedziała dosłownie ramię w ramię obok niej, ale nie widziała.. Na początku. Kiedy dziewczyna odczuła na sobie czyjeś mocne spojrzenie odwróciła się na lewo i przewróciła oczami.. Tia.. To była znów ona. Kath nie rozumiała dlaczego dziewczyna była aż tak zazdrosna o swojego brata, tym bardziej, że jedyne co ją z nim łączyło to wspólne tematy do rozmów i kilka dziwnych sytuacji. Nic więcej.
- Nie patrz się tak na mnie bo jeszcze się przestraszę.- Odparła gapiąc się w średnią szklankę z jakimś alkoholem. Czy Kath nie pije od jakiegoś czasu zdecydowanie zbyt dużo? Piła. Ale nie wiedziała dlaczego.
Powrót do góry Go down


Sunny O. Saltzman
Sunny O. Saltzman

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1198
Dodatkowo : ścigająca
  Liczba postów : 953
http://www.czarodzieje.org/t8601-sunny-oriana-saltzman#242812
http://www.czarodzieje.org/t8623-chcesz-ze-mna-relacji#243345
http://www.czarodzieje.org/t8622-marudz-az-ci-sie-znudzi#243339
http://www.czarodzieje.org/t8624-sunny-oriana-saltzman#243354
Hogs Cafe - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Hogs Cafe - Page 4 Empty


PisanieTemat: Re: Hogs Cafe   Hogs Cafe - Page 4 EmptyCzw Kwi 07 2016, 21:40

Sunny siedziała zamyślona wpatrując się w szklaneczkę ognistej. Nagle do baru podeszła jakaś kobieta, zajęła miejsce obok niej po czym wymamrotała coś do barmana. Sunny zmrużyła delikatnie powieki i zerknęła w stronę owej osoby. Jej oczom ukazała się Katherine..ta sama, która kradnie jej brata. Gdyby się nie powstrzymała otworzyła by szeroko usta i wpatrywała się w nią. Odkaszlnęła cichutko i zmrużyła powieki nie spuszczając z niej oczu. Gdy ta w końcu się odezwała Puchonka mruknęła coś pod nosem i odwróciła wzrok.
-Pfff..ty nie wiesz co to strach ani chwila spokoju. -warknęła brunetka i ujęła swoją szklankę w dłoń. Upiła dość sporawy łyk alkoholu po czym spojrzała kątem oka na blondynkę. Cóż czy warto było się z nią kłócić lub coś w tym stylu? Przecież nie miała na to czasu ani siły. Musiała się upić i tyle.
-Wiesz co..dziś nie mam nastroju na głupie wymiany zdań. Mam zamiar się upić do nieprzytomność, dlatego proszę siedź cicho i daj mi w spokoju pić. -odpowiedziała spokojnie po czym upiła kolejny łyk trunku, tym razem nieco mniejszy. Odstawiła szklankę na blat baru i westchnęła cichutko. Przymknęła powieki na kilka sekund, a gdy je otworzyła spojrzała na Kat. Widocznie dziewczyna miała ten sam plan co ona. Upić się i zapomnieć o wszystkim.
Powrót do góry Go down


Katherine Abbott
Katherine Abbott

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 29
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 42
  Liczba postów : 35
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10775-katherine-abbott
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10782-katherine-abbott
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10783-sowa-katherine-elsa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10784-katherine-abbott
Hogs Cafe - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Hogs Cafe - Page 4 Empty


PisanieTemat: Re: Hogs Cafe   Hogs Cafe - Page 4 EmptyPią Kwi 08 2016, 15:40

Kath zaimponowały słowa dziewczyny. Możliwe, nie wiedziała co to strach.. Chyba, że to co czuła do tych małych robaków czy pająków wliczało się jako tako? Cóż przemilczała słowa dziewczyny i upiła trochę alkoholu ze szklanki. Dzisiejszego dnia była wściekła. Nie wiedziała tylko, czy na siebie, czy na to że zbyt dużo piła, co powodowało, że trochę zbyt dużo gadała. Zmarszczyła brwi gapiąc się w blat barku.
- Do nie przytomności? A kto Cie potem będzie zbierał z podłogi? Jeszcze mi powiedz, że ja to może zamówie więcej alkoholu, żeby ci przypadkiem połamać nos jak będę Cię z niej zbierać.- Odparła. Miało wyjść żartobliwie, ale.... Cóż Kath miała czarne poczucie humoru nie dało się ukryć. I zdecydowanie trudniej rozmawiało jej się z kobietą niż z mężczyzną. I miała zły dzień... Eh. Zamilkła. W tej chwili dopiła do końca swojego drinka i zamówiła kolejnego.
- Nadal się złościsz na mnie o brata? Zamiast się denerwować, nie łatwiej wyjaśnić sytuację?- Dodała już poważniej.- Aha.. Po co Ci pić do nieprzytomności? Jeszcze wymiotów dostaniesz...- Katherine nie rozumiała dlaczego ludzie pili. Sama piła, ale nie docierało to do niej. W końcu aż tak nie zatapiała się w alkoholu, a dziewczyna chyba musiała być w niezłej depresji skoro AŻ tak chciała się upić. Jakie mogły być tego powody?
Powrót do góry Go down


Sunny O. Saltzman
Sunny O. Saltzman

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1198
Dodatkowo : ścigająca
  Liczba postów : 953
http://www.czarodzieje.org/t8601-sunny-oriana-saltzman#242812
http://www.czarodzieje.org/t8623-chcesz-ze-mna-relacji#243345
http://www.czarodzieje.org/t8622-marudz-az-ci-sie-znudzi#243339
http://www.czarodzieje.org/t8624-sunny-oriana-saltzman#243354
Hogs Cafe - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Hogs Cafe - Page 4 Empty


PisanieTemat: Re: Hogs Cafe   Hogs Cafe - Page 4 EmptyPią Kwi 08 2016, 18:48

Zmierzyła Katherine uważnie wzrokiem i wywróciła teatralnie oczyma.
-A coś Ty taka ciekawska? Nie słyszałaś, ze ciekawość to pierwszy stopień do piekła? -spytała z sarkastycznym uśmiechem, po czym dopiła swój trunek. Zamówiła kolejną szklaneczkę ognistej i znów spojrzała na Kat. Pokręciła delikatnie głową na boki i westchnęła cichutko.
-Tak, nadal jestem zła. Dlatego właśnie przyszłam tutaj by zapomnieć o wszystkim. -wyjaśniła po dość długiej chwili milczenia. Odgarnęła kasztanowy kosmyk włosów z policzka, nie lubiła gdy włosy opadały jej na twarz, ale cóż..
-Słuchaj Kat, nie chce dziś o tym w ogóle rozmawiać. Po prostu pijmy ok? Znajdźmy jakiś inny temat do rozmowy. Nie mam ochoty dziś o tym wszystkim myśleć. Ty pewnie też nie. -powiedziała spokojnym tonem po czym ujęła szklankę w dłoń i przystawiła ją do ust. Po upiciu dość sporego łyka spojrzała na swoją towarzyszkę i odstawiła szklankę. Dziś potrzebowała dnia wolnego od kłótni i awantur. Wysłuchała słów dziewczyny i parsknęła cichutko.
-Jeszcze nigdy mi się to nie zdarzyło.-stwierdziła po czym delikatnie wzruszyła ramionami a na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech.
Powrót do góry Go down


Katherine Abbott
Katherine Abbott

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 29
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 42
  Liczba postów : 35
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10775-katherine-abbott
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10782-katherine-abbott
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10783-sowa-katherine-elsa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10784-katherine-abbott
Hogs Cafe - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Hogs Cafe - Page 4 Empty


PisanieTemat: Re: Hogs Cafe   Hogs Cafe - Page 4 EmptyPią Kwi 08 2016, 21:29

-Jeden w tą czy w tamtą..- Odparła. Wzięła łyczek alkoholu po czym uśmiechnęła się lekko do blatu.
- Mówisz jakbym Ci go zabiła.- Odwróciła się do niej na krześle.- Słuchaj. To nie jest powód do picia okey? Jesteś młoda, nie masz aż tylu poważnych problemów, aby zatapiać swoje smutki w alkoholu. Twoje problemy są na takim etapie, w którym bezproblemowo można je rozwiązać.- Łał, jej pierwsza tak mądra wypowiedź. Z drugiej strony wydała jej się głupia, bo ona sama przecież piła. Może to jedna z rzeczy które je łączy? Cóż, odwróciła się znów do blatu i zrobiła myślącą minę, gdy ta powiedziała o piciu. Pokiwała lekko głową i sama się napiła.
- Zawsze musi być ten pierwszy raz prawda?- Uśmiechnęła się dwuznacznie w stronę dziewczyny, a jej brwi poleciały mimowolnie w górę. Taa ona swojego nie miała, i jeszcze długo mieć nie będzie. To bez sensu. Faceci pociągali ją tylko i wyłącznie jak przyjaciele. Aby się pośmiać powygłupiać, nie obchodziły ją jakieś głupie scenki romantyczne, czy też te dwa okropne słowa. Według niej nikt nie powinien ich wypowiadać. To automatycznie zamykało wszystkie możliwości. Kath chyba nigdy się nie zmieni. A może i będzie jeszcze gorsza? Kto wie.. Czas leci 25lat już na karku, a tu nawet pierwszego pocałunku. Może była Lesbijką? Kto wie. Choć nigdy tak o tym nie myślała. Bardziej patrzyła na to jak na przygodę, a zrobienie to z mężczyzną było dla niej w pewnym sensie poniżające. Możliwe, że nasłuchała sie zbyt wielu rzeczy od rodziców, albo po prostu miała do samej siebie zbyt duży szacunek. Zerknęła na dziewczynę poważniejszym wzrokiem. Nie chciała, jej w jakiś sposób zranić, to że była ze slitherinu nie zmieniało jej poglądów, aż tak bardzo by ranić ludzi. Miała charakterek, ale i uczucia.
Powrót do góry Go down


Sponsored content

Hogs Cafe - Page 4 QzgSDG8








Hogs Cafe - Page 4 Empty


PisanieTemat: Re: Hogs Cafe   Hogs Cafe - Page 4 Empty

Powrót do góry Go down
 

Hogs Cafe

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Hogs Cafe - Page 4 JHTDsR7 :: 
hogsmeade
-