Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Ulica Główna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość


Archibald Blythe

Nauczyciel
Wiek : 38
Skąd : Eastleigh / Hereford / Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 5566
Dodatkowo : zaklęcia bezróżdżkowe, opiekun Gryffindoru
  Liczba postów : 1475
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5994-archibald-jeremiah-blythe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5997-archowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5998-archibaldowa-poczta#170933
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7372-archibald-blythe#207289




Gracz






PisanieTemat: Ulica Główna   Czw Lip 23 2015, 20:04

First topic message reminder :


ULICA GŁÓWNA


Najdłuższa ulica przebiegająca idealnie przez środek Doliny. Zawsze stanowiła główną drogę transportową. Za dawnych czasów to właśnie przy niej ustawiali się liczni handlarze, odbywały się huczne festiwale i parady. Obecnie, po obu jej stronach można odnaleźć wiele ciekawych miejsc, sklepów, ale głównie są to puby, kawiarnie i restauracje. Dzięki temu jest głównym miejscem spotkań wszystkich mieszkańców Doliny. Poza tym, przy tej właśnie ulicy znajduje się stary kościół, a zaraz za nim cmentarz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Marceline Holmes

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Annecy, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1222
  Liczba postów : 1176
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Główna   Wto Maj 29 2018, 19:31

Marcela natomiast nie podzielała tej ekscytacji, którą pokazał jej Ezra, gdy napisał list. Owszem, źle postąpiła i to jak się zachowała było co najmniej karygodne!, ale nie umiała inaczej - bała się. Najzwyczajniej w świecie obawiała się, że znowu nie poradzi sobie z postawionymi przed sobą wymaganiami, a ambicja nie pozwalała na porażkę, taką jak chociażby popełniała na tle towarzyskim. Wierzyła zatem, że Clarke ogarnie ją chociaż odrobinę, byleby odstresowała się przed najważniejszym egzaminem.
Publiczne wystąpienie.
Dzień w pracy minął nad wyraz szybko, oprócz dziwnego ekscesu w postaci ćpuna, który akurat postanowił zirytować dziewczę. Irracjonalne, że tacy ludzie musieli kręcić się akurat przy niej, prawda? Musiała odsapnąć, złapać oddech i zaakceptować niefortunność tego zdarzenia, dlatego wyczekiwała umówionej godziny, by móc się wręszcie poświęcić czemuś innemu i bynajmniej - nie będzie to absurdalny finał w domu pośród książek. Nie zamierzała oglądać Julii, a powody były nad wyraz oczywiste. Sama nigdy nie posiadała matki ani tym bardziej ojca, który od dawna był zajęty swoją nową partnerką i dzieckiem, które pojawiło się po latach związku, a do rozwiązania brakowało kilku tygodni. Pech. Życiowy pech.
Tęczówkami przesunęła po twarzach, które mijała na głównej ulicy, a kiedy dostrzegła Krukona, przyspieszyła kroku. Miała nadzieję, że nie czekał zbyt długo, wszak jej się niestety przedłużyło, a tym samym musiała nieznacznie przystopować z wszelkimi zadaniami, które raz po raz zaprzątały dziewczęcy umysł.
- Ezra! - powiedziała, kiedy to szeroki uśmiech przyozdobił jej karminowe wargi i zbliżyła się jeszcze bardziej. Błękitne tęczówki wlepiła w niego, bo kreowała w podświadomości scenariusz, w którym on da sobie radę z jej obawami i wyplewi z niej tak irracjonalne przypuszczenia, o których wspominała mu w liście. - Nie gniewasz się już, prawda? - zapytała nagle, po czym przypomniała sobie o nieszczęsnej próbie. - Ostatnio czułam się jak nierozgarnięty gumochłon, kiedy musieliśmy improwizować, bo miałam wrażenie, że robię z siebie... Ekhem... No sam wiesz... - wyjaśniła, po czym wolno ruszyła przed siebie, wszak musieli znaleźć odpowiednie miejsce, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ezra T. Clarke

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 2448
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1943
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Główna   Wto Maj 29 2018, 20:22

Strach nie był niczym złym - nawet w Ezrze, którego teatr był całym życiem, był stabilnym gruntem i powietrzem - duża scena budziła nerwowe skręty brzucha i podświadome obawy, że nie podoła, że przecież nie jest wcale tak dobry. Do tytułu profesjonalnego aktora w końcu było mu jeszcze daleko i miał świadomość wielu porażek, które niechybnie miał ponieść na tym polu. Wiedział jednak, jak obawy przekuć w coś dobrego; przede wszystkim w sumienność i pasję. I chciał, aby właśnie to zrozumiała Marceline. Nie musiała być nieomylna, by się podobać.
Pogoda w ostatni tygodniu wyjątkowo rozpieszczała i chłonięcie jej było przyjemnym zajęciem, nawet jeśli na horyzoncie pojawiały się ciemniejsze chmury. Nie zdążył odczuć upływającego czasu, zatem Krukonka nie musiała się przejmować żadnym drobnym poślizgiem. Nawet, jeśli przedłużyłby się on o kolejne minuty, Clarke nie poczyniłby jej o to wyrzutu; wszak na niektórych warto było czekać.
- Marceline, hej. - Długo nie rozmawiali. Ich ostatnie spotkanie na dachu już nieco zatarło się chłopakowi w głowie, lecz wciąż pamiętał korowód ciężkich emocji, które nosiła w sobie wtedy Holmes. Na końcu jego języka zawisło pytanie o te dawne już wydarzenia. Być może byłoby to niepotrzebne wywołanie wilka.
W dwóch mrugnięciach strząsnął z powiek zamyślenie, a odwzajemniany uśmiech sięgnął nie tylko kącików wąskich ust, ale i oczu, wokół których pojawiły się minimalne zmarszczki. Bez namysłu nachylił się do Krukonki, zgodnie z zasadami swojej pełnej bezpośredniości składając na jej policzku powitalny pocałunek, lekki i subtelny jak muśnięcie motylimi skrzydłami.
- A mam się za co gniewać? - zapytał, tym samym dając jej do zrozumienia, że nawet jeśli wcześniej odczuł jakiś afront, to już dawno został on przez niego zapomniany. Clarke był pamiętliwy, to fakt, lecz tylko w sprawach, które naprawdę mocno go raniły. Ta do nich nie należała i sądził, że roztrząsanie kilku wypowiedzianych w dołku psychicznym słów nie było potrzebne. Ze zrozumieniem więc pokiwał głową, a nawet uśmiechnął się na zabawne porównanie. - Ja, kiedy improwizuję, po prostu wyłączam myślenie. Gdybym cały czas miał świadomość, co ja na tej scenie wyprawiam, to w jednym momencie zapadłbym się pod ziemię - odparł z rozbawieniem. - Poza tym, każdy z nas czasem jest gumochłonem. Ja przemieniam się w niego na eliksirach. I to do takiego stopnia, że moja ślina mogłaby robić za podobny zagęszczacz, serio - zażartował, puszczając jej oczko i również ruszając się z miejsca. Do ćwiczeń potrzebowali znacznie więcej spokoju niż oferowało miasteczko. - Wokół rezerwatu jest dużo porośniętych terenów, na pewno znajdziemy tam jakąś dobrą samotnię. Może jakaś polana byłaby dobra? - zaproponował niezobowiązująco. Nie zamierzał pogardzić czymkolwiek, na co mieli trafić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Marceline Holmes

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Annecy, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1222
  Liczba postów : 1176
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Główna   Sro Cze 06 2018, 21:46

Aspekt strachu - rozumiała go niemal bezbłędnie. Sama odczuwała paraliżujący lęk w chwilach, gdy tęczówki obserwatorów podczas gali były wlepione w jej delikatną, ledwie widoczną osobę. Pod osłoną melodii, uciekała do innego świata (tego, który został wykreowany na potrzeby jednego wieczoru bądź dwóch), poddawała się iluzorycznym taktom wygrywanym przez smukłe palce, by zapomnieć o otaczających ją ludziach. Emanowała od niej wtedy dziwnego rodzaju pewność siebie, choć na codzień charakteryzowała się raczej ulotnością i doskonałym kamuflażem, wtapiając się w przenikające na wskroś otoczenie.
Uśmiech przyozdobił piegowatą twarz rudowłosej, kiedy tylko poczuła na swoim policzku miękkie wargi Clarke’a, wszak sama nie odważyłaby się (jeszcze) na taką śmiałość. Lustrowała chłopaka wzrokiem i zastanawiała się - jak to możliwe, że posiadał aż tak niebywały urok osobisty!, całe szczęście, że nie należał do przedstawicieli wilowego genu, gdyż ostatnimi czasy - nie miała siły na przebywanie w ich otoczeniu.
- Och, nie... Nie masz, byłam przekonująco grzeczna! - odbiła zręcznie piłeczkę, po czym puściła krukonowi nawet oczko. Informacja przepleciona między wierszami pytania, że nie żywi urazy za oschłość w ostatnich listach, dawała swoistego rodzaju perspektywę na to, iż wieczór ten będzie doprawdy przebiegał pod kurtyną żartów i pracy nad scenariuszem.
- Nie myślisz wtedy? Jak to możliwe? - zastygła w bezruchu, bo nie dowierzała, że to w ogóle mogło okazać się prawdą. Słyszała o jego talencie, który był doprawdy niezwykły, ale metody, które praktykował, cóż, okazały się zgoła odmienne od tych wspominanych w książkach dla wschodzących aktorów. - Ja na początku nie czułam smykałki do eliksirów, ale teraz zapisałam się do historii o Hogwartu i w duecie z Vivien Dear stworzyłyśmy jako trzecie bezbłędny Wywar Żywej Śmierci! - chwaliła się, bo było to osiągnięcie, które doprawdy należało do tych udanych i wierzyła też w to, że ojciec również będzie dumny. - Znam doskonałe miejsce przy strumieniu, ale nie będziesz mógł do niego wejść, bo utracisz duszę; znajomy mi opowiadał, ale tam jest naprawdę pięknie - zaproponowała, po czym ruszyli w odpowiednią stronę, a skoro mieli trochę czasu, chciała podtrzymać tempo rozmowy. - Co u ciebie słychać? Nie mieliśmy okazji od dawna porozmawiać...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ezra T. Clarke

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 2448
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1943
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Główna   Sob Cze 09 2018, 12:59

W sytuacjach towarzyskich zazwyczaj przejmował dominującą rolę; zazwyczaj żadna ze stron nie protestowała, więc Clarke automatycznie już przyznawał sobie do tego prawo. Dodatkowo lubił obserwować, jak ludzie rozkwitali pod tą śmiałością; to, że Marceline sama nie odważyłaby się na podobny gest, nie oznaczało przecież, że nie był jej miły.
- Tak myślałem - zgodził się, mając jednak błysk przekory w oczach. Wystawienie na próbę rzeczonej grzeczności Marceline bez wątpienia mogłoby dla Clarke'a mieć formę rozrywki.
- To znaczy, oczywiście, że analizuję, co się dzieje, nie chodzi o to, żeby swoim ego rozsadzić scenę - zaśmiał się, dostrzegając, że chyba opatrznie zrozumiała jego słowa. Starał się nie wchodzić na deski, jeżeli nie potrafił złapać pełnej koncentracji na zadaniu i partnerze. - Chodzi o to, że nie zastanawiam się nad oczekiwaniami wobec mnie, a po prostu staram się czuć sytuację i postać. Spójrz, można spanikować, to normalne. Ale na scenie jesteśmy partnerami, jeśli zrobisz coś źle, masz pewność, że ja zrobię wszystko, co mogę, abyś i tak wypadła dobrze. - Nie chodziło przecież o to, aby wybić się kosztem drugiej osoby, a przynajmniej Ezra nigdy w ten sposób nie postępował - sam nie chciałby być tak potraktowany. - Nie myślę, nie przejmuję się, że właśnie coś skopałem, nie analizuję, co mogłem zrobić lepiej. Na to jest czas później. Najgorsze, co możesz zrobić, to zastygnąć i zacząć się zastanawiać, bo stracisz autentyczność i lekkość, a tego wymaga od ciebie widz - wyjaśnił skrótowo. Teatr, aktorstwo, różne jego techniki były tematem, na który Ezra mógłby opowiadać godzinami, a jeszcze chętniej słuchać i poznawać inne punkty widzenia. Rozumiał jednak, że nie wszyscy byli równymi pasjonatami i przesyt mógł nie być mile widziany.
- Och, gratulacje w takim razie! Chociaż teraz trochę strach się bać, skoro masz takie umiejętności - zaśmiał się lekko (nawet nie krzywiąc się na nazwisko Vivien). Bardzo podziwiał osoby, które znały się na warzeniu eliksirów; on nie radził sobie z przygotowaniem jedzenia, a co dopiero mikstur o potężnie magicznych właściwościach.
- W takim razie prowadź. Jesteś wystarczającą motywacją do zostania na brzegu, więc o moją duszę możemy być spokojni - mrugnął do niej, chętnie oddając Marceline dowodzenie. - O Roweno, nawet nie wiem, co mogę ci powiedzieć. Jak to w życiu, czasem jest lepiej, czasem gorzej. Teraz zresztą mam trudniejszy okres, bo to mój ostatni rok w Hogwarcie, zresztą nałożyło się trochę obowiązków, trochę spraw rodzinnych... Ale chyba nie mam na co narzekać - Pominął kwestię Leonardo, nawet nie wiedząc jak o to zahaczyć. Zresztą, były chłopak był ostatnią osobą, o której chciał rozmawiać. - A tobie jak się układa? - odbił piłeczkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Marceline Holmes

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Annecy, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1222
  Liczba postów : 1176
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Główna   Sob Cze 09 2018, 14:06

Owszem, tym bardziej Marceline nie miałaby nic przeciwko, wszak w relacjach damsko-męskich była raczej pasywna i wolała oddać władzę drugiej osobie. Pewnie dlatego słuchała frazesów ulatujących spomiędzy warg Ezry i dziwiła się, że chłopak z takim zaangażowaniem mówił o teatrze. Sama Holmes nigdy nie odważyła się nawet mówić więcej niż wypadało o muzyce, która wychodziła spod jej smukłych palców. Słuchała zatem Clarke'a z zaangażowaniem i kiwała jak mały piesek na masce rozdzielczej w mugolskim samochodzie głową, po czym wypuściła powietrze ze świstem.
- Czyli powinnam ci zaufać? - zagaiła, a następnie przygryzła nerwowo policzek od środka, jakby chciała dodać coś jeszcze, a przecież było to niemal niemożliwe. Potrafiła aż tak się otworzyć? Nie umiała tego odpowiednio przeanalizować, bo zadania związane z teatrem wydawały się niezwykle trudne, dość abstrakcyjne, ale chciała sróbować.
- Wiesz, kiedy gram na fortepianie albo skrzypcach - jestem pozostawiona sama sobie - próbuję wtedy wszystkiego, byleby nie myśleć, więc może właśnie tak będę musiała zachować się w trakcie przedstawienia... - mruknęła pod nosem, a chwilę później wbiła błękitne tęczówki w towarzysza. Uśmiech rozpromienił jej blade lico, wszak dzięki tym kilku radom było jakoś tak łatwiej patrzeć na próby, podobnie jak wielkie przedsięwzięcie Donny. Wierzyła, że da sobie radę, o ile tylko odpowiednio się przygotuje, prawda? Chciała ćwiczyć, próbować, ale na ten moment musiała wyłapać jak najwięcej porad, które ofiarował jej Ezra.
- Spokojnie, bardziej obawiałabym się na twoim miejscu, gdyby chodziło o transmutację, wiesz... Podobno nadal nie złapali tego psotnika, który dorabia uczniom i studentom ogony... - rzuciła z rozbawieniem, po czym puściła mu oczko, jakby niemo przyznając się do winy, ale oficjalnie nie zamierzała się nigdy przyznać, że na lekcji Bergmanna i Swanna była odpowiedzialna za drobne zamieszanie. Zresztą, trenowała w ten sposób swoje umiejętności, rozwijała je i nieustannie walczyła z próbą doskonalenia się - to jeszcze nie przestępstwo, czyż nie?
- Och, Ezra... - jęknęła cicho, a rumieniec oblał jej piegowate policzki, gdy usłyszała tak niebywałe wyznanie. Wzrok wbiła w trampki i ruszyła w odpowiednią stronę, choć gdy dotarli do terenów rezerwatu, musieli mierzyć się z deszczem, który nagle spadł i sprawił, że byli przemoczeni... Co za pech! - Spójrz tam!, jest jakaś chatka, może przeczekamy tę ulewę? - zaproponowała, bo czy pozostało im coś innego? Niestety, prawdopodobnie nie.

/zt x2 - wiesz gdzie idziemy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mistrz Gry

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 30063
  Liczba postów : 47783
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Ulica Główna   Wto Sty 15 2019, 14:24

@Cassius Swansea

Praca w wolnym zawodzie zdawała się ostatnio przynosić zaskakująco małe zyski - nawet nazwisko oraz pochodzenie nie dawały Ci w żaden sposób większej ilości klientów, ze względu na dość małą ilość zleceń, które do Ciebie docierały. Zapakowane w najróżniejsze listy, z odpowiednimi pieczątkami, teraz zdawały się nie odgrywać żadnej roli; z trudem oczekiwałeś kolejnej wiadomości, dzięki której parę galeonów mogłoby jednak trafić do Twojej studenckiej kieszeni. Nie bez powodu zatem niecierpliwie, od czasu do czasu oczywiście, uderzałeś opuszkami palców o blat, a Twoje myśli zdawały się krążyć wokół całkowicie innych rzeczy, nad którymi powinieneś się bardziej skupić. Szkoła, nadchodzące dni wolne po Świętach, a następnie ponownie nauka. Niemniej jednak, niespodziewanie, otrzymałeś list na zamówienie do portretu, którego nie mogłeś w żaden sposób zepsuć - pochodzący z równie ważnego rodu mężczyzna zdawał się być godzien zapłacić sporą sumkę pieniędzy; czy to była jednak prawda, nie byłeś w stanie ostatecznie stwierdzić. Nie pozostawało zatem nic innego jak ruszyć do określonego miejsca o określonej porze, by następnie przekonać się, z kim masz tak naprawdę do czynienia.

Rzuć kostką, by przekonać się, co spotkało Twoją postać!
1, 4 - przybywasz na ustalone miejsce spotkania do jednej z rezydencji, w której to zostałeś bez problemu przywitany i zaproszony do środka. Przybywając z najbardziej potrzebnymi narzędziami, ostatecznie porozmawiałeś przez chwilę z mężczyzną, który okazał się być zaznajomiony w temacie sztuki; niezależnie od Twoich chęci do rozmowy, ostatecznie udaje Ci się zdobyć jeden punkt do kuferka z Działalności Artystycznej - zgłoś się po niego w odpowiednim temacie!
2, 5 - przedstawiciel rodu okazuje się być najnudniejszym człowiekiem, z jakim kiedykolwiek miałeś do czynienia; rzuca jakimiś niestosownymi żartami, stara się zwrócić na siebie uwagę, aż ostatecznie przysiadasz do pracy z zamiarem wykonania swojej części roboty i zwyczajnego zapomnienia o całej sytuacji. Trzymanie języka za zębami wydawało się być utrudnione, zaś ostatecznie zadecydowało o tym, jak udało Ci się namalować portret przedstawiciela jednego z czystokrwistych rodów. Rzuć jeszcze raz kostką!
Parzysta - całe szczęście, udaje Ci się podkoloryzować odpowiednio malowidło, które niemalże natychmiastowo spodobało się mężczyźnie; zdobywasz ostatecznie dodatkowe trzydzieści galeonów za kawał dobrej roboty! Odnotuj zysk w odpowiednim temacie.
Nieparzysta - postanawiasz uwiecznić klienta dokładnie takim, jakim jest w rzeczywistości - w związku z czym nie otrzymujesz dodatkowej zapłaty, zaś ten przekręca głową na lewo i prawo. Jego nastawienie do Ciebie się zmienia, aczkolwiek nie ma co się dziwić - kto chciałby widzieć tak niedoskonałą buźkę? Wychodzisz z rezydencji przynajmniej ze schowaną dumą w kieszeni.
3, 6 - uwaga! Zdołałeś tylko usłyszeć, kiedy to, niosąc wszystkie możliwe rzeczy, zwyczajnie poślizgnąłeś się na schodach. Nie zdołałeś w żaden sposób zamortyzować upadku, w związku z czym wywaliłeś się w epickim stylu na ziemię. Z początku, podczas pracy, nie odczuwasz w żaden sposób bólu; potem jednak zauważasz, że ból przeszywający Twój bark staje się coraz trudniejszy to wytrzymania - ta część ciała jest zwyczajnie stłuczona. Masz kilka opcji: możesz zakupić Eliksir Wiggenowy za dwadzieścia galeonów, udać się do szpitala (napisać krótkiego posta) albo na następnej fabule zmagać się z nieprzyjemnym bólem w okolicy lewego barku. Decyzja należy do Ciebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Cassius Swansea

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 586
  Liczba postów : 207
http://www.czarodzieje.org/t16705-cassius-swansea
http://www.czarodzieje.org/t16707-cham-prostak-i-idiota
http://www.czarodzieje.org/t16709-hyperion
http://www.czarodzieje.org/t16706-cassius-swansea




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Główna   Nie Sty 27 2019, 21:05

Zastój w malarstwie nie był niczym szczególnym. Powiedziałbym raczej, że bardziej martwiłby mnie nagły napływ zleceń, niż ich całkowity brak. Ludzie nie potrzebują obrazów do wykarmienia dzieci. Ba, niekoniecznie potrzebują też MOICH obrazów. Mało która czarownica byłaby skłonna powiesić na ścianie w salonie swój własny akt… chyba, że byłaby wyjątkowo atrakcyjną kobietą, pozbawioną wszelkich kompleksów. Lub zarozumiałą… cóż, ja pewnie nie widziałbym nic szczególnego w powieszeniu siebie samego, nagiego, tuż nad kominkiem. Niemniej, chwila przerwy też bywała potrzebna. Dzięki brakowi zleceń mogłem skupić się na dokończeniu poprzednich, dość luźnych projektów, które przez moje roztrzepanie zaczynały powoli przerastać możliwości przechowywania, jakie oferował stryszek w domu Swansea w Dolinie Godryka. Zawaliwszy większą część pomieszczenia, wciąż zastanawiałem się nad artystycznym kierunkiem, w którym powinienem podążyć, aby stworzyć z nich arcydzieła… i tak jakoś leciał mi czas, a płótna schły w samotności. Pozbawione uroków dokończonych dzieł straszyły niczym bezduszne wspomnienia przeszłości. Natchniony bezrobociem, byłem skłonny na nadrobienie zaniedbań jakich się dopuściłem. Może nawet okaże się, że obraz, za jaki dzisiaj się wezmę zwróci uwagę kogoś innego, kto postanowi sypnąć za niego groszem, bądź zamówić u mnie własny? Pełen tych wszystkich wątpliwości, stanąłem wreszcie przed sztalugą i dzierżąc pędzle, zacząłem pracować. I pewnie nie zwróciłbym nawet uwagi na sowę, gdyby dziobnięciem w rękę nie wytrąciła mi narzędzia pracy z dłoni.
- Nosz kurwa mać! - Warknąłem natychmiast, opędzając się od sowy. Uderzyłem ją dłonią w skrzydło, na co zwierzątko niezwykle się oburzyło i natychmiast opuściło stryszek. Prychnąłem, pocierając bolące miejsce. Na szczęście dziób nie rozciął mi skóry, co jednak wcale nie naprawiało szkód, jakie tym działaniem wyrządzono obrazowi. Z marsową miną sięgnąłem po różdżkę, aby zebrać z płótna nadmiar farby i wówczas zwróciłem uwagę na kopertę leżącą u moich stóp. I właśnie tak to wszystko się zaczęło.
Praca dla przedstawiciela rodu mogła być jedynie czystą przyjemnością. Większość starych, brytyjskich rodzin potrafi wykrzesać z siebie właściwą ludziom cywilizowanym ogładę, jakiej często nie uświadczyłem o ludzi o mniej szlachetnym pochodzeniu. I faktycznie, na miejscu przywitano mnie ze wszystkimi honorami, a sama praca okazała się być całkiem przyjemna. Facet, który życzył sobie odwzorowania go na obrazie, zdawał się niezwykle dużo wiedzieć o malarstwie, dzięki czemu udało mi się zakończyć pracę niezwykle szybko. Skupiony jednocześnie na rozmowie, jak i na powolnych ruchach nadgarstka, poznałem kilka nowości, jeśli chodziło o malowanie krajobrazów. Wpędziło mnie to w niezwykle dobry nastrój, co przełożyło się także na dzieło, nad którym pracowałem. Tego dnia wszyscy byli zadowoleni. Zarówna ja, gdyż w mojej kieszeni pobrzękiwały nowe monety, jakie za moment miałem wydać na nową paczkę błękitnych gryfów (po skończonym obrazie zawsze okrutnie chciało mi się zapalić), jak i gość, któremu obraz sprzedałem. Teraz już każdy będzie wiedział, że jego właściciel jest prawdziwym mężczyzną.

zt | 4

______________________


Jestem zepsuty, zgubiony,
jestem gorzej niż najgorszy
Hotel, pasodoble, skarbie,
znowu tańczę tu samotny
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content











PisanieTemat: Re: Ulica Główna   

Powrót do góry Go down
 

Ulica Główna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
Dolina Godryka
 :: 
Centrum miasteczka
-