Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Ulica Główna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Wiek : 37
Skąd : Eastleigh / Hereford / Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 5566
Dodatkowo : zaklęcia bezróżdżkowe, opiekun Gryffindoru
  Liczba postów : 1475
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5994-archibald-jeremiah-blythe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5997-archowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5998-archibaldowa-poczta#170933
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7372-archibald-blythe#207289




Gracz






PisanieTemat: Ulica Główna   Czw 23 Lip 2015 - 20:04


ULICA GŁÓWNA


Najdłuższa ulica przebiegająca idealnie przez środek Doliny. Zawsze stanowiła główną drogę transportową. Za dawnych czasów to właśnie przy niej ustawiali się liczni handlarze, odbywały się huczne festiwale i parady. Obecnie, po obu jej stronach można odnaleźć wiele ciekawych miejsc, sklepów, ale głównie są to puby, kawiarnie i restauracje. Dzięki temu jest głównym miejscem spotkań wszystkich mieszkańców Doliny. Poza tym, przy tej właśnie ulicy znajduje się stary kościół, a zaraz za nim cmentarz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Norwegia/Dolina Godryka
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 394
Dodatkowo : animagia
  Liczba postów : 450
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13826-alice-manen-findabair
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13832-blekitny-plomien-eee-po-prostu-zapraszam#366382
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13830-piru#366380
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13828-alice-manen-findabair#366376




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Główna   Sro 28 Gru 2016 - 15:50

Ta dziewczyna nie miała ostatnio głowy do niczego. Zapominała nawet o oddychaniu, kiedy miała natłok pracy. Nauka, stres codzienności, praca, pomoc w klinice, opieka nad siostrami, rehabilitacja i ćwiczenia. Wszystko na raz. Trzeba było jeszcze chodzić na zajęcia, a gdyby tego było mało, to jeszcze musi przepraszać ludzi za… no za taranowanie ich podczas tego jakże szaleńczego biegu. Teraz też biegła, na złamanie karku. Nienawidziła się spóźniać, ale i tak to robiła, bo traciła głowę. Błędne koło. No nie ważne. Najważniejsze, że udało jej się coś narzucić na siebie w tym pośpiechu.
Dziewczyna biegła przed siebie zwinnie mijając przechodniów, którzy w ostatnim momencie odskakiwali od białej błyskawicy, spoglądali zaskoczeni na nią i kręcili głową z politowaniem, bądź śmiali się z jej pośpiechu. Titi ją zabije, jeżeli nie pojawi się na czas, a nie chce wysłuchiwać przez całe spotkanie jaka to ona jest okropna. Westchnęła głęboko, kiedy jej oczom ukazała się lampa, czyli wymarzony zakręt. Nie zwalniając nawet na chwilę chwyciła lewą ręką za lampę i ślizgając się na lodzie zmieniła kierunek biegu… szkoda tylko, że akurat zza zakrętu wyłonił się jakiś mężczyzna z pudłami. Nie można było się zatrzymać, a ona nawet nie wydobyła z siebie krzyku zderzając się z wielkim impetem z nieznajomym. Nie było możliwości, żeby ją zatrzymał. Ona po prostu go staranowała, szybkość, która zwiększyła się przy poślizgu musiała zwalić go z nóg.
Alice usiadła zrzucając z włosów resztki śniegu i spoglądając w dół na ludzką poduszkę. Najeżyła się jak przestraszony kiciak i natychmiast z niego zeszła siadając obok i sprawdzając, czy przypadkiem nie zrobiła mu krzywdy.
- Przepraszam pana bardzo! – powiedziała prawie natychmiast nie wiedząc co do końca ma uczynić – Żyje pan? Proszę powiedzieć, że tak!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 27
Skąd : Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 351
  Liczba postów : 38
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13827-constantine-walker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13837-kostek-szuka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13838-bezimienna
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13836-constantine-walker




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Główna   Sro 28 Gru 2016 - 16:06

Mężczyzna powolutku zmierzał w stronę domu. Wprawdzie mógłby się teleportować, ale stwierdził, że dobrze mu zrobi odetchnięcie świeżym powietrzem. Niedawno zakończył trening i był trochę zmęczony, ale również trzymały go jeszcze emocje. Uwielbiał to. Powiew wiatru, gdy leci na miotle i nic więcej się nie liczy tylko ta malutka, złota piłeczka ze skrzydełkami. Był maniakiem Quiddticha niemal tak wielkim jak jego ojciec. Osiągnął wszystko o czym oboje zawsze marzyli. A mimo to jego życie było jakieś puste. Ciągle czuł, że czegoś mu brakowało. I tym razem właśnie o tym myślał krocząc wolno i wpatrując się w skrzynię z kaflem, tłuczkiem i zniczem, którą niósł w ręce. Na niej miał postawione jeszcze pudełko ze strojem, który wymagał zszycia po dzisiejszym zderzeniu się miotłami z innym, nowym zawodnikiem.
Do domu miał już niedaleko i nie zapowiadało się na jakąś przeszkodę. A jednak. Ledwo wyłonił się za ostatni zakręt prowadzący do jego domu, a poczuł jak coś... Ktoś z całą siłą wpada prosto na niego sprawiając, że wszystko co miał w rękach z hukiem uderzyło o ziemię. Tak jak jego tyłek. Pod nosem mruknął kilka słów niezadowolenia, a zaraz za tym zerknął na przepraszającą go dziewczynkę.
- Powinnaś lepiej uważać jak... Uważaj! - Już chciał jej zrobić burę, ale wtedy zobaczył lecącego w stronę jej głowy tłuczka, który musiał wypaść ze skrzyni. Pewnie upadek uszkodził w niej zamek. W każdym razie zareagował od razu. Pociągnął dzieciaka za rękę, z powrotem na siebie. Piłka uderzyła z całym impetem w chodnik, a potem poleciała gdzieś dalej. Ups... Coś mi się wydaje, że zanim wróci do domu spędzi dobre kilka godzin na szukaniu zguby, która zrobi niezłe zamieszane. Westchnął i spojrzał na dziewczynę, która ponownie siedziała na jego nogach.
- Powinnaś uważać jak chodzisz - Dokończył poprzednią myśl dość spokojnie jednocześnie dając jej do zrozumienia, że nic aż tak wielkiego się nie stało. Jednak miał nadzieję, że będzie miała nauczkę. Zaraz po tych słowach wstał (zrzucając ją z siebie jakby była kupką śniegu), a potem zaczął zbierać swoje rzeczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Norwegia/Dolina Godryka
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 394
Dodatkowo : animagia
  Liczba postów : 450
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13826-alice-manen-findabair
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13832-blekitny-plomien-eee-po-prostu-zapraszam#366382
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13830-piru#366380
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13828-alice-manen-findabair#366376




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Główna   Sro 28 Gru 2016 - 16:16

Jak to wyglądało? Zeszła z niego, on ponownie ją na siebie wciągną, a ona nie zareagowała jakoś przesadnie. Poczuła tylko jak w klatce piersiowej i na policzkach robi się jej ciepło. Zamrugała kilkakrotnie siedząc na nieznajomym i wpatrując się w niego nie do końca wiedząc, co dalej powiedzieć.
- Uważam – skwitowała, zanim zrzucił ją z siebie. Jęknęła czując jak jej tyłeczek po raz kolejny w tym tygodniu uderza o zimną posadzkę. Będzie miała wielkiego, ogromnego siniaka i ludzie będą myśleć, że ktoś się nad nią znęca. To było męczące. Siądziesz sobie masz siniaki, upadniesz masz siniaki, śpisz… MASZ SINIAKI. No wiecie co? Są jakieś granice! Granice, których nie można przekraczać, czyż nie?
Dziewczyna wstała z miejsca i otrzepała ze spódniczki resztki śniegu.
- Ale tym razem biegłam... – odwróciła się do miejsca, w którym to robiła legendarny zakręt, który na pewno wykorzysta nie raz – umm – zamyśliła się na chwilę – biego-ślizgałam – no co?! Powiedział o chodzeniu, a nie o sprincie! W końcu nasza Alice zaczęła zwracać uwagę na otoczenia i dostrzegła jaki bałagan po zderzeniu zrobiła. Uklękła i zaczęła zbierać rzeczy zawodnika. Nawet się nie zorientowała, że strój, który podniosła należy do… AGHR! Jak ona może być taka ślepa powiedzcie mi?!
- Może w ramach rekompensaty za wyrządzone szkody fizyczne… mam nadzieję, że tylko takie, mogę zaprosić Cię na herbatkę? – no cóż. Może i zachowywała się jak bachor, ale była w głębi duszy jakoś dojrzała, a ktoś taki nie olałby poszkodowanego, a jakoś starałby się wynagrodzić straty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 27
Skąd : Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 351
  Liczba postów : 38
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13827-constantine-walker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13837-kostek-szuka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13838-bezimienna
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13836-constantine-walker




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Główna   Sro 28 Gru 2016 - 16:41

Gdyby na prawdę uważała, to na pewno jej tyłek nie byłby tak bardzo narażony na siniaki. On nie raz nie dwa dostał tłuczkiem, a i tak nie miał ich pewnie nawet w połowie tak dużo, jak ta niezdara. Może powinna załatwić sobie psidwaka przewodnika, abo coś? Kogoś, kto ciągle będzie zwracał na to dziecko uwagę. Albo najlepiej niech poszuka swoich rodziców i chodzi z nimi za rączkę. Jeszcze raz westchnął wkładając ostatnią rzecz do skrzyni, która jak podejrzewał miała uszkodzony zamek. Załatwił tę sprawę jednak jednym zaklęciem. Z tłuczkiem nie będzie tak łatwo. Wiedział tylko w którą stronę poleciał, więc będzie musiał nieźle się naszukać zguby.
-Co? - Biegoślizgałam? Poważnie? Spojrzał na nią z uniesioną do góry brwią najwyraźniej nie do końca będąc pewnym czy dobrze usłyszał. Nie zamierzał jednak bardziej dopytywać, więc tylko przewrócił oczami. Mimo wszystko to jednak było zabawne, więc kiedy pochylił się by wziąć pozbierane przez nich rzeczy uśmiechnął się delikatne. Komedia.
- Wybacz, ale muszę znaleźć uciekający tłuczek zanim zrobi komuś krzywdę. Może innym razem - A może nigdy. Choć wymówka jak widać nasunęła się sama, nie musiał podawać innych powodów. Aczkolwiek czemu miałby iść gdzieś z 12 czy 14 letnim dzieckiem? Bez przesady już z tą rekompensatą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Norwegia/Dolina Godryka
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 394
Dodatkowo : animagia
  Liczba postów : 450
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13826-alice-manen-findabair
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13832-blekitny-plomien-eee-po-prostu-zapraszam#366382
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13830-piru#366380
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13828-alice-manen-findabair#366376




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Główna   Sro 28 Gru 2016 - 16:50

No tak. Ona wciąż zapomina, że ludzie tak naprawdę nie wiedzą ile ma lat. Wygląda jak dziecko, zachowuje się jak dziecko, więc kimże by mogła być jak nie dzieckiem? Jej mina natychmiast się zmieniła i spojrzała na niego troszeczkę… zawiedziona tą reakcją? Miała nadzieję, że spędzi z kimś miło czas… tak właściwie to gdzie ona miała teraz iść? Nie ważne, skoro zapomniała, to nie musiało być nic niezwykłego.
- To może chociaż pomogę w poszukiwaniu tłuczka? Mimo wszystko czuję się trochę winna – dodała. Powiem wam tak. Gdyby była zwierzątkiem, to jej oczy przypominałyby najbardziej skrzywdzone zwierzę. Gdyby się cieszyła miała by taki ogon, który wachlowałby całą sąsiednią okolicę.
A tak na marginesie. Dopiero po fakcie zaczęła rozmyślać nad tym do jakiej drużyny może mężczyzna należeć. Skoro ma strój i cały ten zestaw… to chyba należy do jakiejś… może zapytać? A może jednak na razie zrezygnować?
- No to idziemy! – powiedziała. Nie ważne czy się zgodził, czy odmówił, nie do końca go słuchała i ruszyła w stronę, w którą poleciał tłuczek. Nawet jeżeli chciałby się jej pozbyć, to musiałby iść w tym samym kierunku.
- Jak się nazywasz? – gorsze to to jest od rzepa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 27
Skąd : Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 351
  Liczba postów : 38
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13827-constantine-walker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13837-kostek-szuka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13838-bezimienna
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13836-constantine-walker




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Główna   Sro 28 Gru 2016 - 17:25

Strasznie uparta dziewczyna. Dopiero co odmówił jej herbatki, a ta już rzuca kolejny pomysł byle by mu się tylko zrewanżować za ten upadek. I co miał zrobić? Znowu jej odmówić? On na prawdę nie był dobry w przyjaznych pogawędkach i w ogóle. Jakoś tak wolał chodzić samemu. W tym jednak wypadku może okazać się, że jej pomoc będzie przydatna. Nawet jeśli tłuczek uciekł z jej winy. Młoda jest to może będzie miała więcej siły by gonić niebezpieczną piłkę. Byle by tylko nie narobiła sobie kolejnych siniaków.
- Dobrze, chodźmy - Zgodził się. Poczuł, że w sumie to nie ma wyboru. Nie podobało mu się, że zadecydowała za niego, ale już się nie czepiał. Ruszyli zaraz za nią rozglądając się za wszelkim pobojowiskiem i dzięki temu domyślając się gdzie poleciała piłka. Nie mógł się jednak skupić. Mała wciąż zagadywała.
- Kostek - Prawie nikt nie wiedział jakie jest jego pełne imię. A jeśli wiedział? Zapominał lub miał problem z wymową go. Dlatego ksywa była najlepszą opcją szczególnie, że raczej nie zamierzał tego dziecka więcej spotkać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Norwegia/Dolina Godryka
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 394
Dodatkowo : animagia
  Liczba postów : 450
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13826-alice-manen-findabair
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13832-blekitny-plomien-eee-po-prostu-zapraszam#366382
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13830-piru#366380
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13828-alice-manen-findabair#366376




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Główna   Sro 28 Gru 2016 - 17:57

Gdy się przedstawił, aż zatrzymała się zdezorientowana. Wlepiła w niego swoje duże oczy i zamrugała kilkakrotnie ukazując swoje zdziwienie.
- Kostek – powtórzyła nie do końca wiedząc, co mu na to odpowiedzieć. Wiedziała, że to jest ksywka, a skoro wolał się przedstawiać nią, to nie mogła mieć nic przeciwko. Ponownie ruszyła do przodu tym razem spokojniej, bo zamyślona. – Alice jestem. – powiedziała to tak, że tylko osoba z dobrym słuchem mogła wyłapać te słowa. Zwłaszcza, że zaraz po nich wykrzyczała – Spójrz gałęzie połamane! – spostrzegła to bardzo szybko, a wcale nie byli blisko tych gałęzi. Miała dobry wzrok i nie tylko. Przyspieszyła podbiegając do drzewa i kładąc swoją dłoń na korze. Odwróciła się do zawodnika posyłając mu szeroki uśmiech – Musimy być blisko – skwitowała idąc przed siebie. Nie podążała za chłopakiem, nie szła z nim ramię, w ramię, szła pierwsza nie obawiając się zderzenia z niebezpieczeństwem. Albo była głupia, albo odważna. Jednak tego nikt nie mógł teraz wiedzieć.
- Muszę przyznać, że to jest bardzo ciekawa sytuacja - zatrzymała się przy jednym z domów, przy drodze, która prowadziła prosto w gęsty las. Całkowicie się wystawiła na atak tłuczka – czuję się jak poszukiwać skarbów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 27
Skąd : Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 351
  Liczba postów : 38
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13827-constantine-walker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13837-kostek-szuka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13838-bezimienna
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13836-constantine-walker




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Główna   Czw 29 Gru 2016 - 12:39

Kostek. Nie Con-stan-ti-ne. Kostek i kropka. Dobrze, że nie dopytywała, bo by się tylko zdenerwował, a to ostatnie czego im w tym momencie potrzeba. Gdy i ona się przedstawiła (chyba, ledwo dosłyszał) nie miał pojęcia, co jej odpowiedzieć. "I ciebie miło poznać?". Nie do końca miło, bo przysporzyła mu kłopotów. Dlatego też uśmiechnął się tylko nikle. Na prawdę niechętnie spędzał czas z 14 letnim dzieckiem. W innym wypadku by miał szansę na podryw, a tak? Pedofil to nie jest choć nie powiem, była prześliczna. Ale taka maleńka i młodziutka...
Nie musiał odpowiadać, bo zaraz po tym wydarła się sprawiając, że aż w pierwszym momencie podskoczył przestraszony. Spojrzał na nią, a potem na miejsce które wskazywała. No tak, pewnie tłuczek tu był. Szedł więc za dziewczyną trzymając skrzynię, bo to w niej muszą umieścić niebezpieczną piłkę.
-Tak, coś w tym jest - Odpowiedział, a jej komentarz naprawdę go rozbawił, dlatego zaśmiał się pod nosem krótko. Zara po tym jednak usłyszał trzask, huk... A potem zobaczył tylko lecącego w ich stronę tłuczka.

Kulu kulu:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Norwegia/Dolina Godryka
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 394
Dodatkowo : animagia
  Liczba postów : 450
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13826-alice-manen-findabair
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13832-blekitny-plomien-eee-po-prostu-zapraszam#366382
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13830-piru#366380
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13828-alice-manen-findabair#366376




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Główna   Czw 29 Gru 2016 - 14:06

To co się stało… było szybko i niebezpiecznie. Można wymyślić kilka scenariuszy, które mogłoby zakończyć to spotkanie z tłuczkiem, ale na szczęście udało im się zakończyć tę przygodę bez ofiar.
Kątem oka dostrzegła jak tłuczek zmienia kierunek lotu i leci prosto w jej stronę. Może i ma wysoko rozwinięte zmysły i widzi, słyszy, czuje o wiele więcej niż normalny człowiek, ale jest w trakcie rehabilitacji ruchowej. Nikt normalny nie odzyska pełnej sprawności mięśni po rocznej rehabilitacji. To i tak już cud, że porusza się szybko i biega, chociaż organizm na to do końca nie pozwala.
Chłopak zasłonił jej widok piłki i złapał ją w ostatnim momencie. Dziewczyna natychmiast zareagowała i rzuciła się w stronę kuferka, który przed chwilą został rzucony przez jej rycerza. Otworzyła go dając miejsce Kostkowi na uwięzienie piłki. Obserwowała bacznie jego poczynania i nawet nie wydała z siebie jednego dźwięku, jakby chcąc mu dać jeszcze większą przestrzeń.
Kiedy kryzys tłuczkowy został zażegnany uśmiechnęła się szeroko i zaplotła palce za plecami. Przestraszyła się, a kto by się nie przestraszył. Chociaż z drugiej strony zrobiła to specjalnie, z nadzieją, że tłuczek się pojawi i chłopak się nim zajmie. Nie pomyślała o konsekwencjach… zresztą nie miała zamiaru się nawet do tego przyznawać. Wysłuchała, co chłopak miał do powiedzenia, o ile coś miał i bez względu na wszystko zaśmiała się zakłopotana, nerwowo bawiąc się palcami. Nawet w tym momencie uśmiech nie schodził z jej drobnej twarzyczki, pomimo tego, że mięśnie spięły się w strachu.
- Uratowałeś mnie dzisiaj dwa razy… muszę przyznać, że masz w tym wprawę – zażartowała. Oj tak, miała zamiar nawiązać do herbatki ponownie… chyba - cieszę się, że już po wszystkim – przegryzła dolną wargę. Miała jednak nadzieję, że ich drogi się teraz nie rozejdą… po prostu… chciała jeszcze z nim porozmawiać.

Kostka: 6 xD
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 27
Skąd : Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 351
  Liczba postów : 38
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13827-constantine-walker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13837-kostek-szuka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13838-bezimienna
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13836-constantine-walker




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Główna   Czw 29 Gru 2016 - 17:32

Tłuczek leciał prosto w Alice. Nawet jeśli irytowała go jej namolność to jednak nie mógł nie zareagować. Szczególnie, że to była świetna okazja żeby dorwać tą cholerną piłkę. W ostatnim momencie skoczył przed dziewczynę i złapał w ręce tłuczek. Siła uderzenia przesunęła go dość mocno do tyłu, jednak na szczęście puchonki już tam nie było. Ucieszył się, że tym razem domyśliła się, że przyda mu się pomoc. Używając całej swojej siły (szkoda, że nie jest w koszulce, bo na pewno wyszły mu seksowne żyły na umięśnionych przedramionach) przeniósł piłkę do otwartej skrzynki i wspólnymi siłami umieścili ją na swoim miejscu, gdzie powinna pozostać.
- I dlatego w Quidditcha gra się na boisku, a nie w środku miasta - Skwitował oddychając ciężko i zapinając dokładnie ostatni pasek zabezpieczający, a potem zamykając dokładnie skrzynkę. No dobrze, ma wszystko już pod kontrolą. Tak, jak lubi.
-Nie ratowałem Cię. Łapałem piłkę - Fakt iż powiedział to jednocześnie się do niej uśmiechając mógł sugerować, że żartuje. Ale i tak zabrzmiało to dość wrednie. Najwyraźniej wyszło z niego na chwilę mało zabawne, czarne poczucie humoru.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Norwegia/Dolina Godryka
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 394
Dodatkowo : animagia
  Liczba postów : 450
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13826-alice-manen-findabair
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13832-blekitny-plomien-eee-po-prostu-zapraszam#366382
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13830-piru#366380
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13828-alice-manen-findabair#366376




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Główna   Czw 29 Gru 2016 - 17:39

Dziewczyna zaśmiała się słysząc ten żart, po czym skwitowała z szerokim uśmiechem.
- W takim razie, dziękuję, że łapałeś piłkę – naprawdę brakowało jej merdającego ogona i uszu, które wesoło podskakują na każdy możliwy dźwięk. Westchnęła głęboko odwracając się do niego tyłem i podrapała się po policzku.
- Szkoda, że ta przygoda się już skończyła… lepiej, żebyśmy się stąd wynieśli, zanim ktoś nas oskarży o dewastowanie przyrodyna przykład Deby, czy Chloe – dziewczyna potarła ręce po sobie, próbując rozgrzać zmarznięte ciało – skoro tak, to ja idę się czegoś napić! Może grzaniec byłby dobry – bynajmniej powiedziała to bez żadnego celu, zamyśliła się głęboko, gdzie by tu można by było iść…
O W MORDĘ! – Alice przyłożyła kciuka do ust, cały czas stojąc tyłem do chłopaka i przegryzła paznokieć zastanawiając się nad tym, co jej nie pasuje w tym obrazie. Analizowała całą sytuację, analizowała swoje zachowanie przed spotkaniem chłopaka. Wiedziała, że zapomniała o czymś bardzo ważnym, ale o czym? MYŚL Månen, myśl!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 27
Skąd : Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 351
  Liczba postów : 38
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13827-constantine-walker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13837-kostek-szuka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13838-bezimienna
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13836-constantine-walker




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Główna   Czw 29 Gru 2016 - 18:41

Jeśli ktoś zorientuje się, że to jego wina, to zapłaci za ewentualne szkody. Biedny nie był, więc nie będzie to dla niego aż taki problem. Choć i tak wolałby uniknąć ochrzanu za wypuszczenie tłuczka szczególnie, że to nie jego wina.
Straszny uparciuch. Próbowała za wszelką cenę zaciągnąć go na herbatę. Albo... Grzańca? Czy nie powinna być chociaż pełnoletnia, żeby się brać za takie rzeczy? Świat schodzi na psy. On nie pił jak miał 14 lat. Dopiero jak miał 15! Ale nie mówił o tym tak otwarcie. No trudno, nie jego sprawa. On nawet dziewczyny nie ma, więc dzieci obecnie kompletnie nie powinny go obchodzić. Natomiast wracając do jej nalegań - wydawały mu się coraz bardziej zabawne. Zastanowił się nad nimi chwilę. No dobra...
- Dobra, chodźmy gdzieś razem. Niech stracę - Rzucił wzdychając zrezygnowany, choć na jego ustach nadal widniał niewielki uśmiech. Zerknął w jej stronę. Spoglądał na jej plecki i oczekiwał jakiejś reakcji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Norwegia/Dolina Godryka
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 394
Dodatkowo : animagia
  Liczba postów : 450
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13826-alice-manen-findabair
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13832-blekitny-plomien-eee-po-prostu-zapraszam#366382
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13830-piru#366380
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13828-alice-manen-findabair#366376




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Główna   Czw 29 Gru 2016 - 18:49

Jej reakcja? Nie dała mu nawet skończyć, kiedy z jej gardła wydał się krzyk.
- O MÓJ BOŻE ONA MNIE ZABIJE! – wrzasnęła łapiąc się za głowę i trochę panikując… no dobra, nie tak trochę! – Pokroi na kawałki i zadziubie widelcem! – dziewczyna objęła się rękami i rozmyślała nad tym co teraz zrobić. W jej oczach pojawiły się łzy – Nie chcę skończyć jako pulpety! – nastała chwila ciszy, po czym spokojnym już głosem dodała – Chociaż z drugiej strony byłabym pewnie smaczna… – z jej rozmyślań i chodzenia w tę i z powrotem wybiła ją obecność chłopaka. Odwróciła się do niego z zakłopotanym uśmiechem i chwyciła za jedną z wolnych rąk, obiema swoimi dłońmi. Były lodowate.
- Przepraszam Cię bardzo! Całkowicie zapomniałam, że umówiłam się z siostrą! – powiedziała to szybko, by móc jak najszybciej przetransportować się do Titi – Ale obiecuję Ci, że odezwę się do Ciebie i wtedy nadrobimy to wyjście… skoro tak Ci zależy! – czy ona właśnie? Jej uśmieszek mówił wszystko! Nie dała mu nawet odpowiedzieć na jakiekolwiek słowa! Wystartowała z mety i zaczęła biec. Pożegnała się krzykiem i… uciekła… tak po prostu…

z\t x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 27
Skąd : Anglia, Liverpool
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 8
Dodatkowo : magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 581
http://www.czarodzieje.org/t13596-shawn-e-reed?highlight=Shawn
http://www.czarodzieje.org/t13598-shawn
http://www.czarodzieje.org/t13600-wrona-shawna
http://www.czarodzieje.org/t13601-shawn-e-reed?highlight=Shawn




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Główna   Nie 13 Maj 2018 - 13:45

Śmierć to dopiero początek.
Piękny.

Wrócił. Teleportował się do Doliny Godryka, gdzie ma dom, którą powinien uważać za swoje miasteczko, się z nim utożsamiać. A jednak… nigdzie przez ostatni miesiąc nie czuł się tak obcy, jak tutaj. Szedł wolno żwirową drużką, mijając po drodze pojedyncze osoby, czasem pary. Było ciemno, było już dobrze po dziesiątej wieczorem, jednak wciąż było ciepło. Shawn, przyzwyczajony do zimna, ubrany był dość ciepło, co w obecnej sytuacji mu trochę przeszkadzało. Miał na sobie ciemny płaszcz, a pod nim grubą bluzę z kapturem, w rękawach której doszyte ma parę ukrytych kieszeni. W jednej z nich trzymał różdżkę. Nie potrzebował jej, a jednak łatwiej jest jemu czarować, gdy ją ma przy sobie. Nie był do końca pewny, czy to faktycznie tak jest, czy to jego głowa tak „zmienia rzeczywistość”. Innym powodem jest to, że nie chciał pokazywać na lewo i prawo, że opanował sztukę magiczną bez użycia ładnego patyka.
Nie był zdecydowany, by iść gdziekolwiek. Po prostu wrócił. Nic więcej. Zmieniło się tak niewiele, a jednak mnóstwo rzeczy wydaje się mu jakby nieznane, poznawane na nowo.
Świat się zmieniał. Wszystko się zmieniało. Ci, co tego nie robili, zostawali w tyłu. Byli wyginającym gatunkiem, brakiem ewolucji. Nie potrafili się przystosować. Czy Shawn taki był? Och, oczywiście, że nie. On był jednym z pierwszych co się dostosowywali.
Wyczerpany nie wiadomo czym, legł w końcu na wolnej ławce, oświetlanej nikłym światłem magicznej lampy. Wyglądała jak zwyczajna, jednak mógłby przysiąc, że światło nie jest wynikiem mugolskiej elektroniki. Ona tutaj już od dłuższego czasu nie działa.
Wyjął z wewnętrznej kieszeni nową paczkę papierosów, którą kupił w pobliżu. Nie palił od dokładnie miesiąca. Ten czas mógłby nazwać Czasem Wyrzeczeń i Odwyków. Z wielu rzeczy zrezygnował, żeby teraz do nich wrócić. Z tą właśnie myślą zapalił papierosa, spoglądając wzdłuż głównej ulicy Godryka, którą spacerowała się jakaś postać. Obserwował ją bez większego namysłu i sensu. Po prostu patrzył.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Szkocja, Wyspa Skye
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 258
  Liczba postów : 334
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Główna   Nie 13 Maj 2018 - 16:13

Upragnione dni wolne. Chwila oddechu pomiędzy czasochłonnymi pracami domowymi, a stosem zajęć i ćwiczeń dodatkowych, które ruda na siebie wzięła. Była ambitna i czasem ów cecha dawała studentce nieźle popalić. I jeszcze ta cholerna praca na nocne zmiany w klubie, bo kategorycznie zabronili jej zatrudnić się w zakładzie pogrzebowym.. Naprawdę nie rozumiała dlaczego. Cóż, widocznie w przeciwieństwie do niej nie dostrzegali zalet tej roboty. Spędziła więc popołudnie w rodzinnym domu, dotrzymując danego ojcu słowa. Nic dziwnego, że od czasu do czasu chcieli zjeść z jedyną córką obiad. Ona niestety nie miała dla rodziców zbyt dużo wolnych chwil. Nie wiedzieć czemu i właściwie kiedy, a przede wszystkim — jak , życie Nessy weszło na wyższe obroty. Po jakże nudnych konwersacjach i kolacji ruda doszła do wniosku, że skoro już tu jest, to grzechem byłoby nieskorzystanie z dobrej pogody i pięknie zapowiadającego się wieczora. Była dorosła, pieklenie się nadopiekuńczej matki niewiele dało, a poza tym, na Merlina! To było jedno z najbezpieczniejszych miejsc na świecie, co złego miało się jej niby stać? Z westchnięciem rozbawienia wyszła z domu. Spacery w Dolinie zawsze pomagały jej obiektywniej spojrzeć na pewne sprawy, które od dłuższego czasu męczyły jej umysł. Życie towarzyskie było cholernie skomplikowane!
Doszła do miasteczka, idąc wolno główną ulicą. Rozglądała się na boki, pochłaniała zaciekawionym spojrzeniem podświetlone, sklepowe wystawy i kolorowo ubranych czarodziei, spędzających czas z najbliższymi. Chociaż o tej porze nie było ich tu tak wielu, większość siedziała już w swoich domach. Towarzyszący temu miejscu harmider ucichł, było znacznie przyjemniej niż w godzinach popołudniowych. Jak to miała w zwyczaju, ignorowała wszystkich dookoła. Na brukowanej drodze echem rozchodził się stukot jej obcasów, przecinając nocną ciszę i brzmiąc tak głośno, dosadnie, pewnie. Rudowłosa zatrzymała się przed jednym ze sklepów, wsuwając ręce do kieszeni spodni. Orzechowe spojrzenie z ciekawością lustrowało tytuły wystawionych ksiąg. Nie trwało to jednak długo, a dziewczyna ruszyła w dalszą drogę. Czuła jak chłodne podmuchy wiatru kołyszą kosmykami jej rudych, naturalnie wijących się włosów, tak bardzo kontrastujących z bladą i zmęczoną twarzą, na której sińce od braku snu maskował delikatny makijaż.
Gdyby nie światło latarni, której blask padał na twarz siedzącego na ławce mężczyzny, pewnie minęłaby go jednak bez słowa. Dostrzegając jednak papierosowy dym i to charakterystyczne, pomarańczowe światełko nie mogło bezceremonialnie zlustrować jego buzi. Zatrzymała się, wpatrując się w niego dość bezczelnie, przekręcając głowę w bok. Stukot obcasów zamilkł, podobnie jak brzmiąca jej w myślach melodia jakieś mugolskiej piosenki. Lanceleyówna wydała z siebie ciche mruknięcie zaskoczenia, dostrzegając w nim osobę znajomą. Nie oceniała, nie komentowała, nawet nie zwróciła uwagi na widniejącą na jego twarzy bliznę. Po ludzki była zaskoczona obecnością kogoś, kto od tak dawna nie pokazywał się na lekcjach i nie męczył swoim surowym podejściem uczniów. Charakterystyczny dla niej, zadziorny uśmieszek zatańczył na maźniętych czerwoną szminką ustach.

— Hogwart chyba nie po drodze, nie tędy Panie Reed. — rzuciła, nie mogąc ugryźć się w język. Wiedziała, że nie powinna się odzywać w ten sposób do kogoś, kto wystawiał oceny i sprawdzał magiczne umiejętności, jednak zadziorny aspekt charakteru był silniejszy od jej rozsądku. Życie. Na boga, byli dorośli i poza murami szkoły, nie powinna się tak przejmować. Z cichym westchnięciem, oparła dłonie na biodrach, obracając się przodem do ławki, na której siedział. Niska, drobna i jakże pyskata ślizgonka ponownie zmierzyła go wzrokiem od góry do dołu.
— Nie wiem, co Ci się stało, ale wyglądasz, jakby spadł na Ciebie potok nieszczęść i zaatakowała Cię szyszmora. Panie Reed. — dodała z delikatnym wzruszeniem ramion, przypominając sobie o grzecznym i kulturalnym zwracaniu się do pracownika zamku. Właściwie jego problemy i zniknięcie nie były jej problemem, nie zamierzała wchodzić z buciorami w cudze życie. Bez słowa więcej rozluźniła dłonie, zgrabnie siadając na ławce obok niego. W ciszy i spokoju odchyliła głowę do tyłu, wlepiając brązowe oczy w nieboskłon. Przez światło miasteczka gwiazdy nie były jednak zbyt dobrze widoczne.


Ostatnio zmieniony przez Nessa M. Lanceley dnia Pon 14 Maj 2018 - 18:09, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Nauczyciel
Wiek : 27
Skąd : Anglia, Liverpool
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 8
Dodatkowo : magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 581
http://www.czarodzieje.org/t13596-shawn-e-reed?highlight=Shawn
http://www.czarodzieje.org/t13598-shawn
http://www.czarodzieje.org/t13600-wrona-shawna
http://www.czarodzieje.org/t13601-shawn-e-reed?highlight=Shawn




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Główna   Pon 14 Maj 2018 - 18:08

A po śmierci jest
co-

Dym wzleciał leniwie w powietrze, unosząc się nad głowami dwójki wybrańców, którzy to przypadkowo na siebie wpadli. Znali się, oczywiście, lecz nie z tych okolic. Ona, rudowłosy niziołek, miała tu swój rodzinny dom, lecz nigdy wcześniej jej tu nie widział. I tak myliłby ją z Blaithin. Wciąż to robi.
Jego życie miało swoje etapy. Z pewnością istnieją, bowiem całe jego myślenie co jakiś czas ulega zmianie. Trudno nazwać te oddzielone fazy jego życia. Są bezimienne. I tylko to je łączy.
Gdy to już zdołał rozpoznać towarzyszkę, znów przed oczami wpierw ujrzał dziewczynę, która raz u niego była, raz dała mu porządny cios w szczękę. Okazało się, że to nie ona. Poczuł rozczarowanie? Nie. Z pewnością nie. Zmieszane uczucia, które w nim się kłębiły swym charakterem mógłby uchodzić bliżej za poczucie ulgi na widok innej osoby, niż się spodziewał.
Zignorował wszelkie dźwięki, jakie wydała na jego widok. Sam się nie przyzwyczaił do swojego odbicia w lustrze, nie oczekiwał też tego po osobach trzecich. Spojrzał na nią zimno. Oczywiście, że Hogwart nie jest po drodze. Nawet nie miał zamiaru tam iść.
- Owszem, nie tędy. - Rzekł krótko, patrząc na jej twarz. Na wszelkie detale, które mógł zobaczyć w świetle księżyca. Szminkę, jakiś makijaż... nie znał się na tym za mocno. Co zaś tyczyło się samej uwagi, Reed nawet nie zareagował w żaden agresywny sposób. Mimo surowego podejścia do uczniów, nigdy się nie obrażał, ani też nie zwracał uwagi na ton, czy sposób przemawiania tej drugiej osoby. Pod tym względem, traktował każdego na równi. Tym bardziej też, skoro są w miejscu, które ze szkołą nie miało nic wspólnego. Mogliby być nawet dobrymi znajomymi i się spotkać, tak jak to robią normalni ludzie po pracy. Lecz czy ona była normalna? Czy on był normalny?
- Z tego co mi wiadomo, Lanceley, szyszymora nie ma pazurów, zaś krzykiem blizny nie zrobisz, obojętnie jak byś się starała. Mów mi jak chcesz, daruj mi udawaną uprzejmość. - Zlustrował ją spojrzeniem, które mogło zostać odebrane tylko jako pogardliwe, może drwiące.
Cóż, mimo że jego problemy wciąż były jego i jej zupełnie nie dotyczyły, nie był pewien czy by nie odpowiedział, gdyby zapytała. Mimo swojego nastawienia... może chciał się wygadać komuś. A osoba prawie nieznana mogła być do tego idealna. Szczał na to, czy plotki rozprzestrzenią się po szkole z prędkością błyskawicy.
Skończył papierosa i wyrzucił go przed siebie, na dróżkę. Następnie poszedł za jej przykładem i spojrzał w niebo.
- Niezbyt gwiaździste. - Co go skłoniło do rozpoczęcia rozmowy po chwili ciszy? Sam nie wiedział.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Szkocja, Wyspa Skye
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 258
  Liczba postów : 334
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Główna   Pon 14 Maj 2018 - 20:23

Była przyzwyczajona do zapachu papierosów. Ich intensywności, charakterystycznej woni tytoniu, która z taką łatwością zostawała na ludzkiej skórze. Nic więc dziwnego, że ślizgonka powędrowała wzrokiem za unoszącym się kłębkiem dymu, przybierającym rozmaite kształty w świetle miejskiej latarni.
Znali się, pozostając sobie jednocześnie istotami całkiem obcymi, mając o sobie tylko podstawowe informacje. Nessa przyzwyczajona była do mylenia jej i szufladkowania w cieniu Blaith, chociaż nijak jej to wadziło. Dzięki temu miała względny spokój, albowiem charakterystyczna, ruda główka oszczędzała jej wielu zaczepek i nudnych konwersacji. No może miała odrobinę pomocy ze strony Salazara Slytherina, którego aura zdawała się krążyć nad mieszkańcami jego domu. Nie miała pojęcia, jaki ślad za sobą w jego wspomnieniach zostawić mogła Dearówna, stąd też nieświadomie, może z nazbyt dużą ciekawością lustrowała jego twarz wzrokiem. Bezczelnie, bez cienia dziewczęcego wstydu czy nieśmiałości. Kolor włosów w końcu zobowiązywał, chociaż w przeciwieństwie do płomiennego rudzielca ze szkoły, Lanceley miała znacznie agresywniejszy i beztroski charakter. Inny, a tak podobny.
Trzymając nadal dłonie w kieszeniach swoich czarnych spodni, stała nieruchomo. Niezbyt przejęta chłodnym spojrzeniem oczu i pozbawionym wyrazu twarzy mężczyzny, uśmiechnęła się jedynie delikatnie, nieco złośliwie. Wzruszyła delikatnie ramionami na jego słowa, jakby dodatkowo na ich potwierdzenie odwracając głowę w stronę, w którą teoretycznie znajdowało się zamczysko. Oczywiście nie było go widać, pomijając odległość to i późna pora robiły swoje.

— A więc nie do niego zmierzasz.— mruknęła cicho, ledwo dosłyszalnie. Z pewnością bardziej do samej siebie niż do siedzącego na ławce Reeda. Przymknęła na chwilę oczy, pozwalając kruczoczarnym rzęsom opaść na porcelanowe, pokryte subtelnym, wywołanym wiatrem, rumieńcem policzki. Wysunęła jedną z dłoni, odgarniając kosmyk włosów za ucho i robiąc pół kroku do przodu, leniwie obdarzając go kolejnym spojrzeniem. Niemniej jednak nie tak ciekawskim, jak poprzednie, wścibska nie była. Jak gdyby nigdy nic, poprawiła materiał górnej części odzienia. Na ramionach miała narzucony czarny, sięgający do połowy pośladków sweter — pozostawał nonszalancko rozpięty, widocznie założony w pośpiechu. Pod nim zaś była gładka, klasyczna, biała bluzka na ramiączkach, posiadająca delikatny dekolt. Ten natomiast przyozdobiony był skromnym i niezwykle prostym, złotym łańcuszkiem. Zaśmiała się pod nosem, przekręcając głowę nieco w bok. Znów posłała mu to swoje spojrzenie. Krótkie. Intensywne.
Opierała się wygodnie o zimne drewno, zakładając nogę na nogę. Jej ślepia wciąż pozostawały zaintrygowane słabo widocznym niebie, a dłuższe milczenie dziewczyny sprawiło, że ich uszu dobiegały odgłosy zamieszkujących okoliczne zagajniki, budzących się nocą stworzeń.

— Nie chciałam od razu wyjeżdżać z grubej rury i sugerować Ci rany od starcia z wilkołakiem czy innym, równie intrygującym co niebezpiecznym stworzeniem, Reed. Szyszmora brzmi dość dramatycznie i nie ma skutków ubocznych.— rzuciła w końcu jakby nieco ciszej. Nie musiał jej dwa razy powtarzać. I jakkolwiek dziwnie by ich spotkanie nie wyglądało, jakiekolwiek plotki mogliby wzbudzić — jeśli ktoś w ogóle zwróciłby na dwójkę ludzi jakąkolwiek uwagę — miałaby to gdzieś. Obróciła głowę w jego stronę, pozwalając, by włosy rozsypały się jej po ramionach i brzuchu, zwijając się w poplątane kłębki. Stąd miała znacznie lepszy widok na jego lico, pozwalające jej dokładniej studiować najdrobniejsze nawet zmiany w mimice twarzy. Nie potrafiła stwierdzić, o czym myślał. Czego chciał? Czy jej towarzystwo było dla niego męczącą przeszkodą w oddawaniu się błogiej samotności, czy wręcz przeciwnie, potrzebował kogoś, kto niezobowiązująco i bez zbędnych pytań wysłuchałby jego historii? Śledząc wzrokiem lecącego peta, znów się odezwała. Przez drobną, bladą buzię dziewczyny przebiegł ledwo zauważalny grymas zaskoczenia, tym, że postanowił kontynuować tak przypadkowo zaczętą konwersację.
— Mylisz się. Po prostu jest tu zbyt jasno. Noc nie może w pełni się ukazać przez światła bijące z miasteczka i aleje pełne latarni. Wystarczy spojrzeć z innej perspektywy.— wyprostowała głowę, znów patrząc w przestrzeń przed sobą. Zupełnie, jakby dostrzegała w pustce coś wartego jej uwagi i zainteresowania. Nessa odruchowo, mając taki brzydki nawyk, zaczęła stukać paznokciami w napięty materiał jeansu na swoich udach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Nauczyciel
Wiek : 27
Skąd : Anglia, Liverpool
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 8
Dodatkowo : magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 581
http://www.czarodzieje.org/t13596-shawn-e-reed?highlight=Shawn
http://www.czarodzieje.org/t13598-shawn
http://www.czarodzieje.org/t13600-wrona-shawna
http://www.czarodzieje.org/t13601-shawn-e-reed?highlight=Shawn




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Główna   Wto 15 Maj 2018 - 18:54

Papierosy i cały nałóg z nimi związany zaczął się już dawno temu. Sam nie mógł spamiętać kiedy. Po prostu był i to była cała filozofia. Cóż, według niego, palenie tytoniu przez czarodziejów jest całkowicie bezpieczne i nie kończy się śmiercią, jak to w przypadku mugolskiego świata. Są na pewno zaklęcia, które czyszczą płuca, a co za tym idzie, ryzyko raka i takie tam. Shawn się na takich rzeczach nie zna.
Cała zaś ich znajomość odnosiła się do… niczego. Tak naprawdę ten dzień był ich pierwszym, gdy powiedzieli do siebie więcej słów i innych słów od „Witam” i „Do widzenia”. Po drodze umknęły jeszcze jakieś osobiste uwagi co do lekcji, lecz były one co najmniej nic nie warte. Co zaś się tyczyło mylenia Nessy z Fire… za dużo wspomnień miał z Blaithin, żeby nie widzieć podobieństwa, bądź nie mylić jednej z drugą. Obie były niskie, obie rude, nawet chodziły podobnym tempem. Miał zbyt wiele wspomnień z Dearówną. Bał się tego. Szczerze, w głębi dręczyły go zjawy przeszłości.
Zauważył jej zaciekawienie jego twarzą, która została ozdobiona o nowy element jakim była dość długa blizna, ciągnąca się przez całe czoło i policzek. Wracając wspomnieniem do tamtej sytuacji, Shawn wciąż nie może zrozumieć dlaczego jego oko wciąż widzi. Nie zostało przecięte tak jak reszta skóry. Wiadomo, pazury go tylko lekko drasnęły, nie na tyle głęboko, żeby sięgnąć oka, lecz wystarczająco by oszpecić twarz Reeda.
Poszedł za jej przykładem i również zaczął się w nią wpatrywać, do momentu, w którym poczuł się faktycznie głupio. A nawet nie „głupio”, a zwyczajnie się zirytował. Splunął za siebie i zaczepił wzrok na jakimś martwym punkcie, sam nie wiedząc jakim. Udało mu się usłyszeć to, co odpowiedziała rudowłosa i uśmiechnął się drwiąco. Bardziej do siebie niż do niej.
- Nessa Lanceley, istna mistrzyni dedukcji i wyciągania logicznych wniosków. Powinienem teraz ci poklaskać, czy może się ukłonić, bo nie wypada tego nie zrobić przed tak wybitną osobą? – Zapytał, wpatrując się już nie w jej oczy, a usta i powoli zjeżdżając coraz niżej, aż do dłoni, schowanych w kieszeni. Obserwował też biernie każdy jej ruch, jakby to miało jakiś swój cel. Gdyby się nad tym zastanowić, to co robił było trochę dziwne, zważywszy na fakt, że jego oczy krążą po całej aparycji dziewczyny bez konkretniejszego powodu. A jednak sprawiało mu to jakąś przyjemność, gdy wędrował oczami za jej dłonią, która poprawiała ogniste loki opadające jej na ramiona, dokładnie studiując jej dzisiejszy ubiór. Doszedł też wtedy do wniosku, że dawno nie był tak blisko drugiego człowieka. Nawet jeśli dzieliła ich spora różnica pół metra.
- Może trzeba było? Uniknęłabyś błędu i pewnej kompromitacji z istnie ważnej wiedzy jaką jest rozpoznawanie magicznych zwierząt. Co zaś się tyczy całego dramatyzmu tejże postaci, nie przesadzajmy. Z tego co wiem, objawiająca się szyszmora najczęściej zwiastuje czyjejś śmierć. A ja jeszcze żyje. Możesz zgadywać dalej, Essa. – Rzekł niemal szeptem, obniżając ton do podobnego co używała dziewczyna. Zdrobnienie jej imienia wkradło się samo, sam tego wypowiadać nie chciał. Zgubił po prostu literę, ot co.
Plotek o Shawnie było już wystarczająco dużo, choć wszystkie tak jakby ucichły. Najprawdopodobniej dzięki Obserwatorowi, który zeskoczył z tematu istnie interesującego jak trójkącik miłosny składający się z Reeda i dwóch Dearów – Blaithin i Beatrice. Teraz zajmował się czymś innym, niestety Shawn nie mógł śledzić jego postów przez ostatni miesiąc. Jak sobie o tym przypomniał po raz pierwszy, czuł jak łza płynie po jego policzku.
Istna tragedia.
Znów się zamyślił i zawiesił wzrok na bladych w tym świetle dłoniach Nessy. Gdy ona w tym czasie się jemu przyglądała, on jak to on się zawiesił i dopiero po dobrej chwili ponownie oprzytomniał. Akurat wtedy, gdy Ślizgonka zaczęła mówić.
- Innej perspektywy? Możesz rozwinąć tą kwestię? – Spojrzał na nią kąśliwie, czekając na odpowiedź. Nie do końca wiedział o jaką perspektywę Lanceley chodziło… i dlatego wolał się upewnić.
Żeby nie zrozumieć w inny sposób.
Niechciany.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Szkocja, Wyspa Skye
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 258
  Liczba postów : 334
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Główna   Wto 15 Maj 2018 - 19:43

Nie było nic gorszego w życiu człowieka niż drepczące za nim ślady przeszłości. Gdy ta wyciągała dłoń i chwytała za ramię, nie chcąc puścić i uwolnić ciężkiej od przemyśleń, niekiedy smutnej od wspomnień — ludzkiej głowy. Nie potrafiłaby funkcjonować z niedomkniętymi rozdziałami swojej krótkiej i niezbyt ciekawej historii, którą zdążyła tworzyć. Nie pozwalała sobie na wątpliwości, starając się konsekwentnie przyjmować konsekwencję podjętych przez siebie decyzji i stawiać na końcu grubą, widoczną kropkę. Było, minęło. Nic poza tym. Nie można rozwinąć skrzydeł, gdy metalowe łańcuchy ciągną Cię w dół. Istniały w życiu relacje, które trzeba było zakończyć i istnieli ludzie, którzy swoim szeptem nie powinni nas blokować. Cóż jednak Nessa o życiu wiedziała? Lanceleyówna była młoda i głupiutka jeszcze, niedoświadczona brutalną rzeczywistością i chroniona kloszem przez swoich rodziców. Być może był to największy z ich strony błąd.
Nie komentowała, nie patrzyła krytycznie na bliznę zdobiącą jego twarz. Nadawała mu bardziej łobuzerskiego, niezależnego wręcz wyglądu. W jakiś sposób dziewczynie wydawało się, że zawsze tam była. Uśmiechnęła się pod nosem, przenosząc w końcu wzrok w inne miejsce i dając spokój Reedowej twarzy. Zawsze testowała w ten sposób ludzi, prowokując ich do ugięcia się pod siłą jej złoto-brązowych tęczówek. Nie była pewna, czy stanowiło to jej kolejny, dość brzydki nawyk czy może było jej swoistą ochroną przed większymi od siebie? Była mała, drobna i na pozór niezwykle krucha. Ogromny świat miał w zwyczaju tłamsić i zgniatać takie nic nieznaczące robaczki jak ona. Nie było jednak co rozpaczać tylko zadzierać głowę i iść z podniesioną brodą. Nie wydawała się w żaden sposób przestraszona starszym mężczyzną o szarganej opinii, z blizną i o drwiącym, chłodnym wyrazu twarzy. Żmija doskonale wiedziała, że książek nie należy oceniać po okładce, bez przeczytania przynajmniej kilku rozdziałów — podobnie było z ludźmi.

— Jak będziesz chciał, to dam Ci nawet autograf. Taki ze mnie łaskawy mistrz dedukcji, jak to mnie uroczo określiłeś. Ahh, nie umniejszaj sobie Reed. Jesteś równie, jak nie bardziej wybitny ode mnie.—odparła z dosłyszalną w głosie nutką rozbawienia, wzruszając delikatnie ramionami. Miała naprawdę ogromne pokłady dystansu do siebie. Nie była w żaden sposób zła czy urażona, wręcz przeciwnie — słowne utarczki od małego sprawiały jej przyjemność, podobnie jak wbijanie szpileczek. Jej spojrzenie na chwilę powróciło na siedzącego obok mężczyzny, którego ślepia lustrowały jej osobę od góry do dołu, jakby tym razem on próbował dostrzec to, co znajdowało się pod jej porcelanową skórą. Nie specjalnie zdawało się i to Nessie przeszkadzać, albowiem nie zauważyła w jego oczach niczego, co na dłuższą metę powinno ją niepokoić. No, właściwie on sam był specyficznym człowiekiem, być może jeszcze dziwniejszym niż ona sama. Zaśmiała się cicho pod nosem, przymykając na chwilę oczy i kręcąc przecząco głową.
— Jestem człowiekiem. Mamy popełnianie błędów we krwi, nie wiedziałeś? Nie ma powodu do wstydu czy zażenowania, jeśli wyciągnie się z nich wnioski. Magiczne stworzenia zresztą nigdy nie były moją pasją. Jeszcze? Sądzisz, że w najbliższym czasie może się to zmienić? Stary kosiarz zamachnie się swym narzędziem przy Twojej szyi, a Ty łapczywie złapiesz ostatni oddech? Ohh, wybacz, to zamiłowanie do dramaturgi.— zakończyła swój monolog z nieco chłodnym, sarkastycznym spojrzeniem. Wzruszyła dodatkowo ramionami, posyłając mu krótkie tym razem spojrzenie, które niemal natychmiast powędrowało gdzieś w przestrzeń. Essa? Tej formy swojego imienia nie miała jeszcze okazji słyszeć, było więc to miłą odmianą. Spomiędzy czerwonych ust uciekło cicho westchnięcie, dłonie pozostawały w tym samym miejscu, natomiast podmuchy wiatru zadziornie próbowały zmusić do wzbicia się w powietrze rude włosy. Nie była normalna, pytanie tylko w jakim stopniu on był w stanie znosić jej dziwactwa i nawyki, zanim nastąpi wybuch i zanik cierpliwości? Zanim stanie się coś naprawdę złego. Lanceley była jak magnez dla kłopotów, to co niebezpieczne zawsze się jej podobało. Może dlatego nie zostawiła go na tej ławce i usiadła, zastanawiając się co tak podejrzana, a jednocześnie znana jej kreatura tu robi? Ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Zwłaszcza że jego nazwisko przewijało się gdzieś pomiędzy Dearami, których znała tak dobrze. Kuzynka i przyjaciółka. Na szczęście dla Shawna, rude stworzenie nie wiedziało o miłosnych zalążkach tych ploteczek.
Miłości zawsze towarzyszyły inne nieszczęście.
Ich spojrzenia spotkały się, gdy on zaprzestał obserwacji jej rąk, jej wzrok powędrował ku jego twarzy. Nie uciekła, nie zarumieniła się, nie spłoszyła. Nie było w jej spojrzeniu niczego, co mógłby odczytać ani negatywnie ani pozytywnie. Jakże jadowicie.

— Przecież wszystko ma dwie strony. Zależy tylko od Ciebie, z którego miejsca patrzysz. Tak samo jest z tym niebem. Teraz wydaje Ci się ciemne, pozbawione gwiazd, bo odbijają blask tworzony przez ludzi, gubiąc swój własny. Stanąłbyś za wzgórzem, gdzie nie dociera tyle światła i już dostrzegłbyś więcej. Magiczna perspektywa i cała jej filozofia. Wiem, to brzmi niedorzecznie głupio.—zaczęła, zdając sobie sprawę jak jej odpowiedź filozoficznie i banalnie brzmi. Jak bardzo zirytować może siedzącego obok mężczyznę. Miała jednak w zwyczaju dość dosadnie, zgodnie z sobą przedstawiać opinię i wyrażać się o otaczającym ją świecie. Nigdy nikogo nie zmuszała do zgadzania się z nią, jednak sama też nie ulegała wpływom. Była cholernie niezależnym pod tym względem stworzeniem, nieugiętym wręcz. Tym razem ona zawiesiła wzrok na jego dłoniach, w zamyśleniu.
— Nie jest przypadkiem tak samo z ludźmi, jak z tym niebem? Zresztą, co ja tam wiem. Nieważne.—mruknęła cicho, wypuszczając ze świstem powietrze z ust. Wyprostowała głowę, a następnie odchyliła ją do tyłu. Jakby nieco spłynęła w dół po drewnianej ławce, mogąc swobodnie położyć ją na niskim oparciu. Tak było wygodniej, lepiej patrzeć na niebo. Zmarszczyła nieco nos. Faktycznie te latarnie zabijały całe piękno bezchmurnych nocy. Przesunęła dłonie wzdłuż swoich ud, krzyżując ręce pod biustem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Nauczyciel
Wiek : 27
Skąd : Anglia, Liverpool
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 8
Dodatkowo : magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 581
http://www.czarodzieje.org/t13596-shawn-e-reed?highlight=Shawn
http://www.czarodzieje.org/t13598-shawn
http://www.czarodzieje.org/t13600-wrona-shawna
http://www.czarodzieje.org/t13601-shawn-e-reed?highlight=Shawn




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Główna   Wto 15 Maj 2018 - 21:16

Przeszłość nie zawsze jest tak łatwa do destrukcji. Problem z nią jest taki, że zostawia po sobie większy ślad niż ten stwór, który go zaatakował. A jeśli jest na tyle bolesna, że chodzi za tobą krok w krok, może wyrządzić więcej krzywd niż teraźniejszość. W przeszłości można się utopić, zostać w niej… i umrzeć. Nie fizycznie. Wszystkie funkcję życiowe będą działać. Jednak sama osoba, jej dusza będzie martwa.
I tak to się skończy.
Czasem, ludzie w młodym wieku poznały więcej życia niż osoby w podeszłym wieku. Żyli po prostu w takich warunkach, że negatywna energia do nich nigdy nie dotarła. Problemy, utarczki i najprostsze problemy świata – to wszystko było dla nich obce. Tacy byli rodzice Reeda. Sami żyli bezproblemowo, jednak równowaga musiała zostać zachowana – nieszczęście przeszło na ich potomka.
Każdy musi płacić.
Nessa widzi jedną bliznę, która mogła wydawać się nawet charyzmatyczna i na swój sposób „piękna”. Osobiście, Shawn tego nie rozumiał. Wiedział jednak, że coś takiego jest, zachwyt nad defektami. Jednak tym, co się kryje pod jego ubraniem nie da się zachwycać. Wzbudza to tylko wstręt i obrzydzenie. Nic więcej.
Jej ciemne oczy w tym świetle wydawały się jak czarne węgielki, które skrywały emocje, które nie sposób było wyczytać. Jedynie inne elementy jej twarzy mogły go naprowadzić na to, co mniej więcej dziewczyna w danej chwili myślała. Mogła też kłamać. Lecz czy Shawn jej ufał? Nie.
Nie wiedząc co odpowiedzieć, po prostu milczał, kąciki jego ust niezauważalnie się podniosły, dając jego twarzy na pewno dużo mniej groźny charakter. Gdyby jednak uśmiechnął się szerzej, jego blizna zdeformowałaby się w takim stopniu, że nikt by nie powiedział, że jest to ładny uśmiech. Cóż, kolejny powód by nie być szczęśliwym. Wspaniale.
Depresja to epidemia, która zawładnie światem.
Jego światem, na pewno.
Niezbyt przyjemne słowa o nim, bądź skierowane w jego stronę nigdy go za bardzo nie interesowały. A jak już, to też potrafił nie przyjmować ich całkowicie dosłownie. A jak już miał się cofać do dawnych czasów imprezowania, to mógł przyznać, że wtedy nie było tak zdystansowanej osoby jak on. Mógł cisnąć po sobie, robić naprawdę głupie rzeczy tylko i wyłącznie swoim kosztem. Takie życie, no cóż. Teraz wydawało mu się to tak odległe i jakby w mgle… A jakby policzył dokładnie, okazałoby się, że to wszystko się działo zaledwie rok temu, a raczej pod koniec 2016… Tak krótko czasu, a zmiana w jego obyciu była niezwykle zauważalna. Dla każdego.
Czasami tęsknił za uczuciem bliskości drugiej osoby. Było to tak głęboko w nim ukryte, że wręcz niezauważalne z zewnątrz. Nikomu też tego nie mówił, ani nie okazywał. Chyba, że dobrym uderzeniem pięścią pod brodę, tak że inna rudowłosa piękność upada i trzeba ją ostatecznie zbierać. I opatrywać, tak by niedługo wylądowała w jego łóżku. Bliskość… choć nie taka. Chwile potem wyszła, bez żadnych doświadczeń łóżkowych. Shawn nie zwykł spać z każdą uczennicą, jaką znał. Zrobił to tylko raz i to była chwila… słabości, tak.
Wyjął dłonie z kieszeni i skupił się na chwilę. Poczuł jak temperatura wokół nich się podnosi, Nessa również mogła jakoś to zauważyć, jego dłonie stawały się bardziej blade, wręcz białe w świetle księżyca. Po czym strzelił palcami, ocierając kciuk o środkowy palec i pojawił się ogień, drobna kula ognia o średnicy piętnastu centymetrów lewitowała nad ziemią. Shawn skierował ją trochę wyżej, tak że był tylko trochę poniżej poziomu ich wzroku. Rzadko mu się zdarzało użyć magii bezróżdżkowej przy ludziach, z którymi rozmawiał dopiero od kilku minut. Na lekcjach używał tylko różdżki.
- Bądź lepszym człowiekiem i oszczędź mi tych filozoficznych bzdur, że każdy błąd jest szansą na wyciągnięcie wniosków. Z takim podejściem… a co będę cię pouczać. Po prostu przestań. – Powiedział zimno, patrząc na nią, teraz dobrze widoczną w świetle ognia, który stworzył.
- Śmierć może przyjść po ciebie nawet dzisiaj. Tym bardziej w tym towarzystwie, Lanceley, nie boisz się, że rodzice będą cię szukać? – Zapytał drwiąco, sam w duchu lekko rozbawiony. Pogarda do Dearów po części przechodziła też na inne „wspaniałe rody doliny Godryka”. Sam wychodził z założenia, że chuj warte są takie opinie.
Nie usłyszał westchnienia rudowłosej, a gdyby to zrobił… nie wiedziałby jak zareagować. Wszystko to kojarzyło mu się z jednym, a on w takich sytuacjach wyjątkowo nie wie jak reagować. I wtedy robi jakieś głupoty. Albo nic nie robi. Według niektórych, obie opcje są złe.
On z całą pewnością nie był normalny. Nie wchodził do kanonu normalności, nie był zwykłym właścicielem sklepu, dwudziestosiedmiolatkiem. Choć teraz zastanówmy się dokąd sięga normalność. Bo z każdym nowym człowiekiem młodszego pokolenia, jakiego poznawał, wydawało mu się, że owa „normalność” sięgała już chaosu i szaleństwa. Że prędzej nieprzewidywalność w działaniu jest częściej spotykana, niż zwykłe przewidywane działania.
Gdy ich spojrzenia się napotkały, Reed nie oderwał wzroku. Utkwił go w głębi źrenic Essy, zaś sam poczuł… niezidentyfikowane ciepło, którego nie rozumiał. Zmarszczył lekko czoło i spojrzał w ogień, gdy zaczęła mówić. Na jego twarzy pojawiał się coraz to większy uśmieszek, aż w końcu nie wytrzymał i wybuchnął czystym, wręcz anielskim śmiechem.
- Ciekawa teoria. A ciekawe jest też to zjawisko, że młode dupy uchodzą za niewyobrażalnie wielkich filozofów. Ale pięknie oprawiłaś to słowami. Naprawdę. Co do ludzi, to jednak pierdolisz, więc zostańmy przy pierwszej wersji o niebie. Jest ono na pewno dużo mniej niewdzięczne. Nie uważasz? – Uśmiech powoli spełzał z jego twarzy, bowiem przypomniał sobie jak to koszmarnie wygląda dla drugiej osoby. Jednak coś go obchodzi opinia… przynajmniej niektórych ludzi.
- Jeśli chcesz pooglądać inną perspektywę gwiazd, to możemy się gdzieś wybrać w podróż. – Rzucił hasłem, nie wpatrując się w nią, a w ogień, który trzeszczał cicho, coraz wyżej się unosząc. Tak właśnie go zaczarował. W końcu zatrzymał się trochę nad ich głowami. Shawn oparł się wygodniej na ławce i utkwił swój wzrok w ogniu. Nie było sposobu zgadnąć, co w tej chwili myślał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Szkocja, Wyspa Skye
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 258
  Liczba postów : 334
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Główna   Wto 15 Maj 2018 - 23:46

Destrukcja była ostatecznością, zamknięcie rozdziału było znacznie prostsze. Żyjąc tym, co już było, traciło się naprawdę wiele z tego, co wciąż mogło być przed nami. Ograniczało to pole widzenia, rozwój i sprawiało, że głupio podejmowaliśmy te same decyzje. Przez sentyment. Czy nie było tak, że najgorszą z możliwych dróg do wyboru była ta, po której już szliśmy? Pomimo innych widoków, wciąż prowadziła nas w to samo miejsce.
Nigdy nie kontemplowała nad żywotem innych ludzi, skupiając się na własnym. Nie była osobą szukającą kontaktu, a jednak lgnęły do niej najdziwniejsze charaktery ze szkoły. Nie miała zbyt dużego doświadczenia z ludźmi, żadnego z płcią przeciwną i bardzo znikome z dorosłymi. Nie zastanawiała się też nad kwestią szczęścia i nieszczęścia, przyjmując po prostu to, co się jej przytrafiało i starając się radzić sobie ze wszystkim najlepiej, jak potrafiła. Tak, jak wiek i znikome doświadczenie jej na to pozwalały. Nic więc dziwnego, że popełniała błędy i wplątywała się w sytuacje, który ktoś mądrzejszy by unikał. Nie miała w zwyczaju jednak marudzenia. Całe szczęście, bo dodając tę cechę do wachlarza jej atrybutów — byłaby już całkowicie nieznośna.
Zachwyt nad defektami.. To nie było tak, że każda blizna miała za sobą jakąś niesamowitą, zapierającą dech w piersiach historie? Wszystkie, które tego nie posiadał, były jedynie wyjątkiem potwierdzającym regułę. Nessa nie umieszczała go w kategoriach człowieka atrakcyjnego lub nie -pomimo swojej pełnoletności, nie potrafiła w ten sposób oceniać rozmówcy. Był po prostu dziwną, niezbyt normalną, niepokojącą i nieprzewidywalną istotą, którą zdobiły różne ślady. Nic więcej i nic mniej. Wszystko to, co rudej wydawało się na tyle interesujące, by została na tej ławce. Gesty, spojrzenia, wymieszana z chłodem i jadem tajemnica. Osobista tragedia? Porażka? Samotność? Może nie. To, że ktoś był sam, wcale nie oznaczało, że był osobą samotną. Pokręciła bardzo delikatnie, ledwo zauważalnie wręcz głową do swoich myśli, odganiając je i karcąc się za jakiekolwiek domysły. Wolała, aby to spotkanie przebiegało tak, jak do tej pory. Dziwnie. Fascynował ją brak przewidywalności. Byli obcy, zaufanie nie wchodziło w grę. A jednak dziewczyna miała wrażenie, że w każdym geście, w przerwie między słowami — kryło się jakieś niewypowiedziane słowo. Tajemnica.
Jego twarz wyrażała tak wiele, emocje przeplatały się ze sobą i były podkreślone wymownymi spojrzeniami, minimalnymi drżeniami kącików ust. Nie wiedziała, o czym myślał, nie wiedziała też, jak interpretował jej słowa i całe to siedzenie nocą w parku. Pod osłoną nocy wychodziło z człowieka drugie, skrywane za dnia oblicze. Miał je? A może tak jak ona, zawsze pozostawał sobą. Jej ślepia wędrowały pomiędzy towarzyszem, kołyszącymi się koronami drzew o zielonych liściach, a brukowaną alejką. Było cicho i pusto, zupełnie jakby całe miasteczko nagle poszło spać, zostawiając ich samym sobie. Straciła poczucie czasu, nie miała pojęcia ile, już tu siedzą, wymieniając się spojrzeniami i bezczelnymi komentarzami. Poczuła ciepło, które wywołało przyjemny dreszcz na jej ciele, zostawiając na skórze ślady gęsiej skórki. Obróciła głowę w jego stronę, posyłając mu krótkie spojrzenie. Magia niewerbalna? Z twarzy Reeda przesunęła wzrokiem po jego ciele, zatrzymując się na równie bladych co jej dłoniach. Jedno pstryknięcie i płomień pojawił się znikąd, formując niewielką kulę. Zatrzymała na niej wzrok, podążając jej śladem. Dlaczego ogień? Dlaczego teraz? Jej osobowość obserwatora wcale nie ułatwiała życia, zmuszając Lanceleyównę do zadawania sobie kolejnych pytań. Jej brązowe ślepia pod wpływem światła zjaśniały, nabierając złotawego koloru. Niczym zahipnotyzowana, uniosła dłoń i wysunęła palce, zatrzymując je kilka centymetrów od ognia, pozwalając, by przypiekł delikatną skórę. Czemu tak? Jej spojrzenie leniwie powędrowało w stronę jego twarzy, gdy słowa mężczyzny dobiegły jej uszu.

—Z takim podejściem co? Dokończ, jak zacząłeś.—rzuciła tonem, który raczej nie zniósłby sprzeciwu. Barwa głosu wypełniona zaintrygowaniem, swoistą ciekawością. Zmarszczyła przy tym nieco nos, unosząc brwi. Wiedziała, że trochę niegrzecznie ignorować pozostałą część wypowiedzi drugiej osoby, ale zdawała się umknąć jej przez słowo "pouczać". Dlaczego wątpił w stanie się lepszą osobą? Nessa nie była osobą, która łatwo odpuszczała i dawała za wygraną.—Reed, wydaje mi się czy Ty zwyczajnie nie wierzysz w możliwość nauczenia się czegokolwiek na własnych błędach?
Nie uciekała od niego spojrzeniem. Myślał, że takie wątłe pogróżki w jakikolwiek sposób ją wystraszą? Jak dojrzale. Prychnęła cicho pod nosem. Uśmiechnęła się w charakterystyczny dla siebie sposób, przenosząc wzrok znów na lewitującą kule ognia.
— Może. Nikt jej nie broni. Kto jednak powiedział, że oddam się jej bez walki? Z losem jednak ciężko wygrać, nie sądzisz? Oho, a powinnam się być w TYM towarzystwie? Powinnam traktować Twoje słowa jako groźbę czy może ostrzeżenie?—
Zakończyła z delikatnym westchnięciem, tonem świadczącym o powadze tego pytania. Każda normalna dziewczyna po takich słowach wstałaby, obróciła i uciekła, albo ewentualnie teleportowała. Jednak nie Nessa. Była głupio odważna i doskonale wiedziała, że będzie to jedna z głównych przyczyn wczesnego zakończenia przez nią życia. Dopóki jednak pozostawała sobą, najlepszą wersją siebie — nie miało to żadnego znaczenia. Żyła krótko, jednak w tym czasie spędzonym na ziemskim padole funkcjonowała w taki sposób, aby niczego nie żałować. Nigdy też nie wykorzystywała swojego nazwiska, nie chwaliła się sukcesami, do których nie przyczyniła się wcale. Cofnęła zawieszoną dłoń w powietrzu, patrząc na nią przez chwilę. Następnie zgrabnym ruchem przeczesała po rudych puklach, odgarniając je na plecy.
Może też to, że nie miał normalnej aury, sprawiło, że osiemnastolatka zdecydowała się zostać i brnąć dalej w te niebezpieczną grę? Może to właśnie tęsknota do dreszczyku emocji, nagłego przypływu adrenaliny sprawiała, że wcale nie brała pod uwagę głosu rozsądku. A on tak głośno sugerował, aby odpuściła i wróciła do domu. Noc jednak wciąż była młoda. Patrzyła tak na niego bez słowa, pozwalając sobie na próby dostrzeżenia w nich czegokolwiek, co mogłoby zostać dla ślizgonki wskazówką. Nie mówiło się przecież, że oczy są zwierciadłem duszy?
Jakże wielkie jej zaskoczenie było, gdy z ust Shawna wydobył się gromki, szczery śmiech. Nie spodziewała się tego w żadnym, najmniejszym nawet celu! Grymas niedowierzania przemknął przez jej twarz, a znów zaintrygowanie oczy zatrzymało się na jego śmiejącym się licu. Nie sądziła, że w ogóle wiedział jak to robić! Nie potrafiła stwierdzić też jednoznacznie, które z jej słów tak bardzo go rozbawiły. Wszystkie? Jedno? Mimowolnie drgnęła na ławce, zmieniając pozycję. Siedziała teraz przodem do niego, opierając jedną z rąk o oparcie ławki i podpierając nią głowę. Burza włosów spłynęła do przodu, kołysząc się pod wpływem najmniejszego nawet podmuchu wiatru, natomiast na ustach jawił się cień uśmiechu. Zawsze miała ochotę na śmiech, gdy ktoś już to robił! Nawet jeśli powodem była ona! Nawet nie do końca wiedziała, co powinna odpowiedzieć. Wydała więc z siebie cichy pomruk zastanowienia, lustrując go wzrokiem. I znów ten chłodny, nieszczęśliwy wyraz twarzy. Powędrowała wzrokiem na ogień, idąc jego tropem. Milczała dłuższą chwilę, jakby naprawdę znalezienie odpowiednich słów okazywało się dla adwokata diabła prawdziwym wyzwaniem,

— Nie podoba mi się to określenie, "młode dupy". Pomijając, że brzmisz, jak stary dziad to jest niewątpliwie uwłaczające. —zaczęła w końcu, przerywając te przydługą już ciszę. Zacisnęła palce na materiale swoich spodni, pozwalając by płomień odbijał się w czerwonym lakierze na paznokciach.— Mhmm... Nie, wcale nie uważam. Niebo też czasem działa jakby złośliwie, nie zauważyłeś nigdy? Nie zgadzam się. Ludzie też tacy są. Kropka. Zawsze ucinasz temat, gdy nie jest Ci on na rękę?—dodała w końcu, prostując głowę i patrząc na siedzącego obok Shawna. Niewątpliwie był specyficzną personą, nieco nawet upartą i lubiącą trzymać kontrolę nad konwersacją i jej przebiegiem. Nessa jednak wcale nie zamierzała mu czegokolwiek ułatwiać. Na jego słowa drgnęła mimowolnie, mając złe przeczucia. Czerwony alarm zdawał się piszczeć w jej wnętrzu: Nie, nie, nie. Zagryzła na chwilę dolną wargę, jakby bijąc się z myślami. Jak bardzo wpakowałaby się w kłopoty, gdyby przystała na jego propozycję? Nagle wstała, gwałtownym i zgrabnym ruchem. Wyciągnęła dłonie do góry, przeciągając się leniwie i korzystając z okazji, spoglądając w nieboskłon. Idiotka. Sama się prosi o kłopoty. Niemniej jednak Lanceleyówna obróciła się, sprawiając, że kaskady włosów przecięły powietrze ze świstem i kołysały się jeszcze leniwie, rozsypane po plecach i ramionach. Stanęła przed nim, wlepiając w niego wzrok, pozwalając sobie schować ręce za siebie i spleść ze sobą dłonie. To się skończy tragicznie. To zwiastun nadchodzącej katastrofy i nawet gdyby mogła, wrodzona ciekawość i pociąg do niebezpieczeństwa sprawiał, że nie mogła się powstrzymać.
—Teraz? W porządku. Dokąd?—zaczęła ściszonym głosem, jakby bojąc się, że ktoś ich usłyszy. Była w takim wieku, że rodzicie, akceptowali jej znikanie na noc i nawet specjalnie przy tym nie dramatyzowali. Rude stworzenie westchnęło cicho, uświadamiając sobie, że będą musieli skorzystać z teleportacji. Całe szczęście, umiejętność ta nie była dla niej obca, nawet łączona. Niewiele myśląc, wyciągnęła w jego stronę dłoń. —Rozumiem, że teleportacją?—
Zastanawiało ją, jakie miejsce wybierze Reed. Jako osoby z talentem magicznym, mieli bardzo ułatwione życie. Aż ją dreszcz przeszedł, gdy przez myśl przebiegli jej mugole i wykorzystywane przez nich, jakże czasochłonne środki transportu. Magia była czymś cudownym, pozwalała im się znaleźć w każdym miejscu świata, zawsze, gdy mieli na to ochotę. Dla dziewczyny była to jedna z wielu definicji wolności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Nauczyciel
Wiek : 27
Skąd : Anglia, Liverpool
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 8
Dodatkowo : magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 581
http://www.czarodzieje.org/t13596-shawn-e-reed?highlight=Shawn
http://www.czarodzieje.org/t13598-shawn
http://www.czarodzieje.org/t13600-wrona-shawna
http://www.czarodzieje.org/t13601-shawn-e-reed?highlight=Shawn




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Główna   Czw 17 Maj 2018 - 22:16

Czasem domknięcie takiego rozdziału wymaga więcej poświęcenia niż pstryknięcie palców, z których wyłoni się zielonkawe światło, które będzie ostatnim widokiem tego obrzydliwego życia. Nie zawsze olanie sprawy było dobrym wyborem, a podjęcie jakiegoś kroku może być gorsze w skutkach niż bierność. Wykluczające się sprzeczności. A jednak istnieją i mają się dobrze. Czy w takim razie nie lepiej dać znak śmierci, że chętnie się z nią umówi na drobną partię szachów?
Jemu trudno było myśleć tylko o sobie, mimo że za takiego uchodził. W głębi duszy był wrażliwy i jeśli faktycznie ktoś już mu się dobierze do tej duszy, to trudno mu potem o tejże osobie zapomnieć, bądź wykluczyć ją ze swojego życia. Już miał takie sytuacje i były dla niego bolesne. Na tyle, żeby pamiętać i nie zapominać. I nie otwierać się raz jeszcze. Lecz czy to nie będzie niemożliwe? Czy to nie w naturze Shawna, obojętnie jak by chciał to uniknąć, było przeznaczone nie tajemnicze życie, a takie z przyjaciółmi, którzy byliby w stanie go wspierać. Jak nawet o tym myśli wydaje mu się to niedorzecznie śmieszne.
Każda blizna miała za sobą historię, tak samo jak każdy ślad na ścieżce, każdy brud na ścianie, niebędący kurzem, a czymś innym. Taką samą wartość miały te jego blizny, a może i gorszą. Bowiem były one dowodem, że popełnił błąd. A on nienawidził ich popełniać. A tym bardziej nie znosił, gdy było widać, że coś takiego się stało i nigdy się nie pozbędzie tego dowodu. Czy to był powód, by się cieszyć? Z całą pewnością nie. Jeśli chciał mieć coś z historią na ciele to robił sobie tatuaże, których też miał sporo.
Łączyła ich teraz tajemnica, którą karmił się zarówno on, jak i ona. Podniecała ona tą dwójkę, sprawiając, że nikt z nich nie poszedł sobie jeszcze, zostawiając drugą osobę samą, w tą bezgwiezdną noc.
Dlaczego ogień? A dlaczego nie? Jeden z żywiołów, nad którym trudno zapanować… oczywiście w teorii i według mugoli. Dla czarodzieja jest to niemal banalne, a jednak wciąż sama postać, materia ognia wydaje się synonimem potęgi i niewyobrażalnej władzy i mocy. Czy to chciał przekazać? Może trochę. Głównie chodziło mu o światło, lecz zawsze można filozofować. Nawet nad czymś tak błahym.
- Z takim podejściem możesz się wyjebać na życiu. Będzie ci się zdawać, że zjadłaś wszystkie umysłu świata, bo to co mówisz, brzmi tak pięknie i naukowo. A tak naprawdę będzie to bullshit. Proszę cię bardzo. – Dokończył, tak jak sobie życzyła. Już chciał się stawiać, gdy nagle postawił przed sobą pytanie – po co? A niech wie. Skoro tak ją to interesuje to czemu nie.
- Może wierzę, ale też wiem, że każdy błąd coś kosztuję, a z każdym z nich jesteś coraz bardziej zadłużona. Aż w końcu bankrutujesz. – Pełen sprzeczności. Sam jej przecież mówił o ładnych słówkach i filozofiach, że są one beznadziejne. A sam je stosuje. Good one, Shawn.
Wyciągnął z paczki kolejnego papierosa i zapalił, przykładając tylko palec do jednego końca. Zaciągnął się i odpowiedział, wypuszczając w międzyczasie dym, co mu lekko zmodyfikowało głos.
- Walcz, czemu nie. Zrób co w twojej mocy, a i tak ona zabierze cię w swe sidła i już nigdy nie wrócisz. Nie wiem czy powinnaś. Sama sobie na to odpowiedz. Zaś moje słowa odbierz jako kpinę. Nie wiem czy uczono cię czym ona jest, jeśli nie to się dowiedz i mi napisz o tym wypracowanie na jedną rolkę pergaminu. Co ty na to? – Uśmiechnął się do niej szyderczo i ponownie pociągnął dym do płuc, trzymając go tam chwile. Dobrze mu się rozmawiało z dziewczyną i był pewien, że ta rozmowa się wydłuży. Jak bardzo, nie był w stanie określić. Zaś sam fakt pozostawał faktem.
- Przykro mi. Może tak się już czuje? Ty zaś jesteś młodą dupą. Nic na to nie poradzisz. Nie sądzę jednak, żeby ci to przeszkadzało. – Pominął „uwłaszczającą” kwestię, uważając ją za niewartą rozstrzygnięcia. Mogła już po tej krótkiej rozmowie zauważyć, że to co mówi, często bywa uwłaszczające, obrażające też.
- Urywam temat, gdy nie ma sensu dalszego go pociągania. Bo jest po prostu głupi. Nie zauważyłaś, Essa? – Spojrzał na nią, z lekko kpiącym uśmieszkiem. Zawsze potrzebował chwili, żeby się rozkręcić i w pełni pokazać swoje cyniczne oblicze. Miał tylko nadzieje, że Lanceley jest na to gotowa.
Podążał za nią wzrokiem, dopalając na spokojnie papierosa. Gdy się zgodziła, uśmiechnął się szpetnie i wyciągnął rękę.
- Madame? – Zapytał, starając się (nieudolnie, lecz z całą świadomością o tym) naśladować francuski akcent. Gdy zaś dotknęła jego dłoni, z pewnością poczuła nagłe pociągnięcie i zniknęli, pozostawiając po sobie jedynie kulę ognia, która dla przechodzących mogła być ciekawą zagadką.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Szkocja, Wyspa Skye
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 258
  Liczba postów : 334
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Główna   Sob 19 Maj 2018 - 20:22

Życie było skomplikowane i nikt, nigdy nie obiecywał, że będzie łatwo. Należało jednak pamiętać, że nie kończyło się ono w jednej chwili — zawsze istniały kolejne szanse. Tyle razy, ile złamano komuś serce, tyle razy ktoś mógł się zakochać. Wszystko tworzyło balans, równowagę. Nessa wierzyła w to, że los usilnie starał się, aby ludzie zachowywali ład i harmonię w życiu. Coś za coś. Tak jak dobro nie mogło istnieć bez zła, tak nawiązywanie nowych relacji o tym samym brzmieniu nie miało prawa bytu bez odcięcia się do starszych. Nawet jak było to naiwne, dziecinne, głupie. Na pewno przeszłość miała jakiś wpływ i pomagała nadać pierwotną formę przyszłości, jednak to oni nadal byli kowalami swojego losu.
Rudą każdy postrzegał jak silną i niezależną, biorącą swoje w ręce. Była drobna i krucha, zdawała sobie sprawę, że pozwolenie na chwilę słabości skończy się tym, że wszyscy wejdą jej na głowie i będą nią manipulować. Stałaby się wtedy niezwykle łatwym celem. Dlatego tylko w głębi duszy, sama przed sobą, uskuteczniała wrażliwe monologi i dość dziewczęce spojrzenie na sprawę. Może nie była to wielka jej cząstka, ale z pewnością istniała. Potrafiła wybaczyć, ale nie potrafiła zapomnieć, a pomimo to zawsze była idealnym przykładem osoby bezinteresownie oddanej. Pewnie, ludzie krzywdzili innych, wplatali swój egoizm i pewność siebie w codzienność, starając się przejąć kontrolę — to nie był jednak powód, aby ich wszystkich skreślać. Jak wspomniała już wcześniej, każdy miał prawo do błędów, albowiem byli tylko ludźmi. Z pewnością Lanceleyówna wdałaby się z nim w żarliwą dyskusję, mając dostęp do jego myśli.
Zamiast tego dziewczyna niezauważalnie pokręciła głową, jakby z nutką niedowierzania dotyczącą jej poplątanych, niezwykle chaotycznych myśli. Wcale nie podobało się jej, że aż tak filozofuje. Ukradkiem, kątem oka, zerknęła na milczącą twarz Reeda. Przyozdobiona blizną buzia zdawała się tonąć w chłodzie, sarkazmie i wzbudzała niechęć, która normalnych ludzi z pewnością by odstraszyła. Ona jednak wiedziała, że za kamiennym murem może kryć się coś więcej i ta jej pokrętna osobowość, dominująca w charakterze ciekawość, nie pozwalała jej odpuścić. Przeniosła brązowe ślepia ponownie na lewitującą kulę ognia, wpatrując się w ciepłe płomienie. Czyżby utożsamiał się z tym żywiołem czy był to efekt przypadkowy, swobodna myśl, którą dla własnego kaprysu zrealizował? Nie miała pojęcia, dlaczego sądziła, że każdy jego gest i słowo, nawet tak niesympatycznie brzmiące, było jakimś elementem większej całości. Zaśmiała się na jego słowa mimowolnie, zaciskając palce na materiale spodni. Myślał, że była aż tak naiwna i głupia, że o tym nie wiedziała? Nic bardziej mylnego.

— Dziękuje Ci bardzo.—zaczęła, odwracając głowę w jego stronę. Na twarzy nadal dostrzec można było cień po uprzednim rozbawieniu. Nadal jednak nie wyglądała na złą czy zniechęconą, sama była pełna podziwu do swojego dystansu do siebie. Zdecydowanie zachowanie niezbyt godne dobrze urodzonej panny. Westchnęła cicho. Miał rację, ale musiała dorzucić swoje trzy grosze, bo inaczej nie byłaby sobą.— Nie mogę się z Tobą nie zgodzić. Blizny jednak też kształtują to, kim jesteś. To jak żyjesz, z kim żyjesz — wszystko to przecież jest jakimś drogowskazem, nie? Będę się martwić jak zbankrutuję.
Dodała, siląc się na delikatny uśmieszek. Następnie jednak uniosła dłonie w akcie poddania się, nie chcąc już dalej brnąć na tak niebezpieczny grunt. Intuicja jej mówiła, żeby lepiej nie testować jego cierpliwości. Nie wspomniała też na głos na temat hipokryzji, którą pokazywał swoimi słowami i zachowaniem. Nie czuła się jeszcze na tyle pewnie w konwersacji ze starym asystentem nauczyciela, którego przecież tyle razy mijała na korytarzu. Czemu miała wrażenie, że od tamtych chwil minęło naprawdę wiele czasu? Z zamyślenia wyrwał ją głos mężczyzny, sprawiając, że uwaga rudej znów skupiła się na jego osobie, podobnie jak świdrujące spojrzenie. A mama mówiła, żeby tak nie patrzyła na innych, bo to niezbyt grzeczne. Prychnęła, marszcząc nos i posyłając mu jeszcze krótkie, niezbyt ciepłe spojrzenie, lokując je następnie gdzieś w przestrzeni przed sobą. Zamilkła na chwilę, jakby przetrawiając jego słowa i powstrzymując się od nazwania go ghulem czy innym, równie paskudnym magicznym stworzeniem.
— Jesteś równie wkurwiający co interesujący, naprawdę Reed. Wrócę czy nie wrócę, dopóki będzie to moja decyzja, do tego wszystkiego zgodna z moimi myślami — to będą tylko konsekwencję, które bez marudzenia będę musiała ponieść. — mruknęła ciszej nieco, jednak dość pewnym tonem. Była upartą dziewczyną, ciężko było zmienić zakorzeniony w niej sposób myślenia. Miała wrażenie, że naprawdę dobrze bawił się, wystawiając na próbę jej cierpliwość. I naprawdę niewiele powstrzymywało ją od instynktownego przywaleniu mu w twarz. Tak często przecież biła się w szkole, rodzice tak wiele listów dostawali na temat jej mało eleganckich metod rozwiązywania problemów. Nie wiedziała, co było gorsze i głupsze: to, że nadal tu siedzi czy to, że jej pięść nadal nie spotkała się z jego nosem? Na swój sposób ta na pozór banalna konwersacja sprawiała jej jakąś radość. Dłonie rozluźniły się, grzecznie lądując na kolanach.
Stała spokojnie, wędrując spojrzeniem po otaczających ją krajobrazach. Nadal mogła się wycofać, zostawić go na tej nieszczęsnej ulicy samego. Otoczonego kolorowymi budynkami, witrynami sklepowymi przepełnionymi rozmaitymi towarami. W towarzystwie tych latarni, które tak paskudnie zabijały piękno nieba. Łapała się jednak na tym, że była zbyt ciekawa dalszej części. I nawet jeśli nie była z tego powodu zadowolona, jak gdzieś w tym głupiutkim, rudym łbie tliły się jakieś czarne i paskudne scenariusze.. Przeniosła na niego spojrzenie, milcząc dyplomatycznie i nawet nie komentując jego słów. Nie znał jej. Nie wiedział nic, co mogło pozwolić mu stwierdzić, czy bycie nazywaną i utożsamianą z młodą dupą jej przeszkadzało, czy też nie. Zapominał o tym. Przez chwilę jej dłonie oparły się na biodrach, a cała ta scena przypominała matkę z bezradnością patrzącą na swoje dziecko. Nie przerażał ją jego cynizm czy chłód, jego bezczelność i wiecznie wędrująca po twarzy kpina, którą tak podkreślała znajdująca się tam blizna.

— Świetnie, panie wybredny. To zaproponuj coś, co w Twoim mniemaniu nie jest głupie.—westchnęła w końcu, bardziej na samą siebie niż na niego. W tym samym momencie wyciągnął w jej stronę dłoń, chcąc dopełnić swoich słów dotyczących podróży. Czemu miała wrażenie, że podpisuje pakt z diabłem i skończy się to dla niej w wyjątkowo ciemnych barwach? Chwilę wcześniej zaciśniętą w pięść dłoń rozluźniła, wyciągając w jego stronę i łapiąc go za rękę. Podniosła spojrzenie na jego oczy, czując charakterystyczne dla teleportacji uczucie. I stało się. Jedynie toczący się po brukowanej alejce pet pozostał śladem ich obecności.

z/t x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Ulica Główna   

Powrót do góry Go down
 

Ulica Główna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
Dolina Godryka
 :: 
Centrum miasteczka
-